bocian4
19.04.05, 11:53
Mój respekt do Oktaviana wzrósl ostatnimi czasy gdyz po d Warszawą znajomy
jadący ze swoim szefem Octavianem napotkali pijanego gościa grzejacego starą
5. Gościu postawił samochód prawie w poprzek tak ze przyladowali koło 100
km/h w przód bety lekko z prawej strony. Efekt byl niestety tragiczny -
narzeczona pijaka zginela na miejscu, on do szpitala, a goscie z Octawiana
poza szokiem i zlamanym palcem nei mieli nic. Kompletnei nic.
Z ich przodu nie zostało wiecej - po prostu jak by nie istnaił wiec furka do
kasacji (a miała zaledwie miesiac).
Przy takim zderzeniu raczej spodziewał bym sie ze Octavian przestanie istniec
ale tu mnie pozytywnie zaskoczył.
(Niestety kolega prowadzący do dziś nie moze wyjsc z szoku po smierci tej
dziewczyny).
Pzdr