fertig14
09.05.05, 17:37
Dzis wyjezdzam z parkingu. Wyglada on tak, ze jest drozka prostopadla do ulicy, po obu jej stronak stoja zaparkowane samochody po skosie. Tak, ze uliczka jest w stanie przejechac tylko jedno auto - po obu stronach stoja samochody. Wyjedzam ze swojego miejsca, przy koncu tej drozki, jestem w polowie drogi, a tu nagle wjezdza cwaniak nowym passatem, widzc ze ja jade zatzymuje sie tuz przed moja maska i stoi. Kiwam oslowi, ze ma sie cofnac, to sobie wyjade, ale ten poldebil nie rozumie. Stoje ja i stoi on i ani mysli zjechac. Nawet zaczyna mi grozic piescia (abs). To sie cofnalem, wrzucilem jedynke i go puknalem. Olalem swoj woz, bo i tak mialem pekniety zderzak to koles sie zdziwil, wq***il, cofnal, wyskoczyl z auta , obejrzal szybko zderzak i zagotowany chcial podbiec zeby mnie pobic (polska panie :( ). Ja sobie pojechalem w miedzyczasie oczywiscie, a baran stal zdziwiony i nawet nie ruszyl za mna... Jakbym go nie puknal i sie nie wzruszyl, to pewnie by podszedl i uszkodzil auto albo co gorsza pobil. A zabawy w policje sa w polsce bez sensu, bo kto, co komu ma udowodnic. A szlajac sie za takimi szalaputami po sadach jest jeszcze bardziej bezsensowne i niebezpieczne... Echhhh...