Dodaj do ulubionych

Kurs bezkolizyjny

    • bmatelski Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 17:43
      Mam takie w zyciu szczęście, że krecę ok 80 tys rocznie po naszych koleinach.
      Miałem jedna stłuczke na parkingu mając lat 17 i trochę, obecnie 25 wiosen mija
      i nic więcej. Na trasie stosuję nastepujace zasady:
      1. Duże odległości od pojazdu przede mną (widziałem juz urywające się przyczepy
      a raz nawet urwanie sie koła)
      2. Absolutne zejście z gazem na deszczu, śniegu itp
      3. Nie widzę - nie jadę.
      W mieście:
      1. Obserawcja!!! Kiedy hamuje zawsze patrzę, co się dzieje przede mna a
      zatrzymując sie zostawiam sobie tyle miejsca, żebym mógł zjechać na chodnik czy
      trawnik gdy za mną ktoś niedowidzi. Wystarczy stanąć w korku 2 metry na autem a
      nie 20 cm.
      2. W nocy nie wjeżdzam na pewniaka na żadne skrzyzowanie mimo, że jestem na
      głownej.
      Największy komplement dla kierowcy - nikt mi jeszcze nie powiedział, że czuje
      sie ze mną zagrożony w aucie.
      A na koniec moich madrości:)
      1. kozacka jazda = wypadek, predzej czy późńiej
      2. przez pierwszy rok po otrzymaniu prawka nie umiesz nic
      3. zachowanie spokoju i luzu jest chyba najważniejsze
    • jannik Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 17:59
      A ja mam taki sposob (myslenia) zawsze, jak prowadze swoje autko - ze
      trzymajac kierownice tak naprawde mam w rekach SMIERCIONOSNA BRON, a z bronia
      poruszac sie po miescie (czy trasie) trzeba ostroznie, oj ostroznie...
      I to ja mam uwazac na wszystkich innych, a nie oni na mnie. W szczegolnosci
      piesi i rowerzysci... Smutne ale prawdziwe - to oni nie maja szans ze mna w tym
      pojedynku... Szerokiej drogi!

    • asiel Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 18:02
      zgadzam sie z opinią,że w Polsce jezdzimy za szybko.Wydaje sie nam,że zahamujemy
      zawsze, zareagujemy na to co sie zdarzy na drodze. Powinnismy uważac po pierwsze
      w terenie zabudowanym, niewielkich miejscowościach gdzie małe dzieci bawią się w
      okolicach chodnika, czasami sa zdolne wybiec na ulice za piłką lub za inna
      zabawka.Tutaj nalezy zwolnic nawet do 30 km/h. W Polsce jest wiele miejsc
      nieprawidłowo wykonanych, chodzi mi o skrzyżowania.Niektóre po prostu sa za
      waskie, stojąc za samochodem ciężarowym chcac skręcic w lewo nie widzimy czesto
      czy inny pojazd nadjeżdza z naprzeciwka.Uważac powinnismy szczegolnie wtedy gdy
      mamy kiepski dzień źle spalismy nie chce nam się jechac ale koniecznośc zmusza
      do jazdy, boli nas glowa i w ogole mamy na glowie jakis problem. Uwazam ze wtedy
      jestesmy najbardziej podatni na wszelkiego rodzaju stluczki i groźniejsze
      wypadki. Wtedy należy sobie uswiadomic swoj nienajlepszy stan kondycji
      psychicznej zwolnic starac skupic uwage na tym co sie dzieje na drodze.Natomiast
      nie moge sie zgodzic z pogladem ze powinnismy sobie wyobrazac najgorsze
      scenariusze poniewaz odbiera nam to przyjemnosc jazdy. Wydaje mi sie ze jesli
      widzimy cos dziwnego na drodze pojazd czy osoba zachowujaca sie dziwnie
      zwolnijmy wczesniej jak inni z tyłu chca jechac szybciej niech jada droga wolna
      . Wydaje mi sie ze chodzi tylko o to aby jasna ocenic sytuacje na drodze tak
      bardzo potrzebna na polskich drogach nierzadko bardzo ciasnych. Sam lubie
      jezdzic moja sredniej jakosci taczką, i jak na razie przyjemnosc jazdy odbiera
      mi tylko cena benzyny, i lubie tez czasami przycisnac ale tylko kiedy widze że
      szosa jest prosta nie ma przeszkod no i oczywiscie znam te trase. Czasem jednak
      nie mamy wpływu ktos bedzie jechal nieostrożnie i przykotłuje w nas, czasami tak
      jest nie ma na to lekarstwa. Mozemy tylko uwazac zwolnic kazda sytuacja nawet
      na drodze ktora jezdzimy setki razy jest odmienna i nie zwalnia nas z
      odpowiedzialności skupienia uwagi na tym co robimy i co robia inni. Ważne sa też
      miejca gdzie czesto dochodzi do wypadkow,dojazdy od dużych wsi do np. szosy
      wojewódzkiej gdzie stare babki te bardziej żwawe jescze jeżdza rowerami i w
      ostatniej chwili wyciaga reke że chce skrecic w lewo bo w prawo to jeszce
      mniejszy problem, przed wymijaniem zwolnijmy jeszce 100 metrow przed nią. To
      tyle.
      • maki-a Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 18:22
        Bardzo dobry artykul,ale brakuje mi w nim bardzo waznego elementu a mianowicie
        stanu psycho-fizycznego kierowcy. Jezdze codziennie samochodem od 29 lat i wiele
        razy zdarzylo mi sie powiedziec sobie. Andrzej ty dzisiaj nie nadajesz sie do
        prowadzenia samochodu, wracaj czym predzej do domu /skoro wyjechales/ zostaw
        samochod - dzisiaj nie jezdzisz.
        Pozdrowienia
    • sesimbra Meksykanska jazda 03.11.05, 18:26
      Od ponad roku mam srednia przyjemnosc przemierzac radosnie drogi meksykanskie,
      konkretnie codzien trzymilionowe miasto Puebla. Prawo o ruchu drogowym w tym
      wspanialym panstwie ma jedna charakterystyczna ceche - nie istnieje. Znaki
      drogowe, ograniczenia predkosci, wszystko to mrzonka. Istniej za to inne,
      wymuszajace srodki, jak liczne garby na drodze, ktorych przejechanie z
      predkoscia powyzej 20 na godzine odczuwa sie uderzeniem glowa w sufit; wyzsze
      predkosci koncza sie zazwyczaj na sasiednim pasie, czesto bez przedniego
      zawieszenia. Swiatla w metropolii wymuszaja jako tako sprawne funkcjonowanie
      ruchu aut. Nie ma za to nigdzie swiatel dla pieszych. Nie jezdza rowery,
      motocykle, piesi jesli chca przejsc przez jednie, robia to zazwyczaj z
      narazeniem zycia, przebiegajac w najmniej spodziewanym momencie, ale zawsze
      jakos z wyczuciem, bez kolizji. Przyklad: deszcz rzesisty, po drodze garb,
      gdzie musisz zwolnic do 10 na godzine, bedacy jednoczesnie przejsciem dla
      pieszych na dwupasmowej obwodnicy miasta. Na przejsciu matka z amlym dzieckiem.
      Ilu kierowcow sie zatrzyma, aby ja przepuscic? Przepuszczajac ja narazasz sie
      na otrobienie zniecierpliwionych Meksykanow nie rozumiejacych, dlaczego
      blokujesz inne auta.

      To tylko przyklad z Puebla ( populacja 3 miliony, natezenie ruchu w szczycie
      olbrzymie ). Mozna sobie wyobrazic miasto meksyk z 25 milionami. Nie jezdza tam
      nawet Meksykanie z innych miast, przez strach znalezienia sie w dzungli.

      Mimo wszystko jakos to funkcjonuje, ze statystyka wypadkow raczej srednia.
      Wszystko przez to, ze obowiazuje niepisane zasady ruchu na drodze, respektowane
      przez znaczna wiekszosc kierowcow. Aby jezdzic w Meksyku, trzeba te zasady
      poznac. Zanim to sie stalo, zaliczylem stluczke ( niegrozna ) na skrzyzowaniu w
      centrum Puebla. Teraz jestem ostrozniejszy o jedno doswiadczenie.

      Mala refleksia: bylem w Polsce na wakacjach. Kierowcom polskich oceniam jako
      znacznie gorszych od meksykanskich. Problem w tym, ze poza brakiem
      respektowania zasad ruchu drogowego, nie iestnieja w Polsce zasady niepisane, a
      jesli takie sa, kierowcy polscy ich nie respektuja. Przez to, w przeciwienstwie
      do meksykanskich, Polacy jako kierowcy sa NIEPRZEWIDYWALNI, i to zdaje sie jest
      najwazniejszym problemem polskiej rzeczywistosci na drogach, liczby stluczek i
      wypadkow. Oczywiscie dochodza do tego zle drogi, jednak wcale nie gorsze niz
      meksykanskie.

      Pozdrawiam
      DW
    • maciek_76112 Re: Kurs bezkolizyjny 04.11.05, 09:59
      Tak, to są wszystko banały i oczywistości. Dla kierowców z Europy Zachodniej.
      Ale nie dla polskich kierowców!!!

      Uważam, że sztuką bycia dobrym kierowcą jest nie tylko samemu jeździć dobrze,
      ale jeździć tak, by inni kierowcy – jadący nieprawidłowo – nie zrobili ci, ani
      twojemu autu, krzywdy.

      Stosuje się do wszystkich opisanych w artykule zasad. Efekt: jeżdżę od 15 lat,
      nigdy nie spowodowałem żadnej stłuczki, jeden tylko raz facet focusem wjechał
      mi w bagażnik. Facet od razu przyznał się do winy, a policję, którą wezwałem
      (by bez problemów dostać odszkodowanie) bez wątpliwości orzekła o winie
      kierowcy forda. Ja tą stłuczkę uznałem za swój ...błąd. Otóż mogłem jej łatwo
      uniknąć. Ten jedyny raz nie zastosowałem zasad z artykułu – zamyśliłem się,
      zbyt ostro hamowałem przed zmieniającym się na czerwono światłem, nie
      spojrzałem w lusterko wsteczne. Facet za mną jechał zbyt blisko, było ślisko i
      stało się. Powinienem był już wcześniej przed skrzyżowaniem ostrożnie zwolnić,
      w sytuacji gdy samochód z tyłu nie zachowywał bezpiecznej odległości.

      Polecam następujące, dodatkowe sposoby na uniknięcie kłopotów:

      1. Hamowanie pulsacyjne. Jak raz nacisnę na pedał, kierowca za mną (oślepiony
      słońcem, rozmawiający przez telefon, bawiący się radiem, itd.) może nie
      spostrzec w porę, że hamuję. Takie sytuacje zdarzają się bardzo często i są
      przyczynami wielu stłuczek. Jak nacisnę na hamulec dwa, trzy razy (ostre
      światła stopu zaczną migać jak awaryjne), od razu budzę uśpioną czujność
      kierowcy. To naprawdę jest skuteczne. Już nie pamiętam, kiedy słyszałem za
      plecami pisk opon.

      2. Nie pozwalaj podjeżdżać sobie do bagażnika. Najbardziej wkurza mnie, gdy
      jakiś gość trzyma się metr od mojego zderzaka. Nienawidzę takiej sytuacji.
      Szczególnie w korku, gdy nie mogę depnąć na pedał, by odskoczyć na bezpieczną
      odległość. Wiadomo, wyskoczy na drogę pies, ktoś zajedzie mi drogę, zahamuje i
      facet się nie wyrobi. Co wtedy robię – po prostu ostrożnie zwalniam i
      delikatnie naciskam na hamulec. Gość zaczyna się denerwować, w końcu mnie
      wyprzedza i znajduje sobie jakiegoś innego zająca.

      3. Trąbienie. Jest to połączone z opisanym w artykule pesymizmem. Gdy widzę, że
      z drogi podporządkowanej niepewnie chce wyjechać jakiś samochód (np. gość
      rozmawia przez telefon komórkowy) albo przed przejściem dla pieszych (ja mam w
      danej chwili zielone światło) kłębi się tłum pieszych, jest rano, ludzie
      spieszą się do pracy, ktoś może się zgapić i wyjść na drogę – po prostu krótko
      trąbię, by mnie zauważyli. Oczywiście nie należy z tym przesadzać. Ale metoda
      jest bardzo skuteczna. Nie raz uratowało mnie to od problemów.

      Stosowanie się do zasad z artykułu wcale nie musi psuć przyjemności z jazdy. Mi
      te nawyki weszły już tak do krwi, że robię to automatycznie. Jadąc spokojnie
      jednym pasem nieraz dojadę szybciej od „skoczka” zmieniającego pas pięć razy. I
      wcale nie jestem pesymistą. Dotychczasowe statystyki pokazują, że stłuczka (i
      to nie z mojej winy) przytrafia mi się raz na 15 lat.

      Naprawdę, gratuluję artykułu!!!
      Maciek, 32 lata.
    • julianna2 Re: Kurs bezkolizyjny 04.11.05, 13:17
      Świetny artykuł, chociaż opisane w nim zasady powinny być oczywiste, zwłaszcza
      dla kierowców doświadczonych. Ja jestem z tych "zielonych" niestety.
      Wczoraj przeczytałam dziś zastosowałam w praktyce. Hamuję gdy widzę przed sobą
      światła stop, oczywiście nie staję "dęba" ale ten za mną widzi że zwalniam.
      Teraz mi się przypomniało, że mój instruktor wkładał mi do głowy tą i wiele
      innych mądrych prawd, ale nigdy dość nauki.
      Dlatego popieram pisanie o tym do bólu.
    • ewane Re: Kurs bezkolizyjny 07.11.05, 00:22
      Gdy jest trochę ciaśniej na drodze to patrzę przez szyby pojazdu jadącego
      przede mną. Mogę wtedy zauważyc hamowanie dużo wczesniej i podjąć odpowiednie
      kroki. Szczególnie gdy się jedzie w kolumnie zwiększa to bezpieczeństwo,
      płynność mojej jazdy i osobisty komfort psychiczny.

      Co do artykułu - bardzo dobry. Szczególnie pesymizm autora na drodze mi się
      podoba. Muszę sam to zastosować. Proszę o więcej artykułów dotyczących
      bezpieczeństwa ruchu drogowego.
    • danydom Re: Kurs bezkolizyjny 07.11.05, 23:11
      Nie do końca mogę się zgodzić z tym chamowaniem na widok świateł stop. Wiele
      kierowców jeżdzi na luzie i używa chamulców z byle powodu zamiast chamować
      silnikiem co mnie irytuje. Nie jest to ani bezpieczne ani ekonomiczne. kiedy
      jedziemy na luzie silnik spala litr na godzinę, kiedy chamujemy silnikiem spala
      0,0 litrów!!!
      Ja osobiście chamowanie uważam za (porażkę) wynik błednego oszacowania sytuacji
      na drodze bo wcześniej dałem za dużo gazu. Oczywiście używam chamulców żeby się
      zatrzymać ale nie żeby zmniejszyć prędkość.
      I tutaj dochodzimy do sedna problemu: po prostu polscy kierowcy są nie douczeni
      albo myślą że wszystko wiedzą najlepiej i robią po swojemu. Myślę że jest to
      jednak kwestia szkolenia, którego u nas nie ma. Każdy kierowca powinien
      praktycznie nauczyć się jazdy o kropelce, nie koniecznie po to żeby mniej
      śmierdziało i było taniej ale choćby po to, żeby adept nauczył się oceniać i
      przewidywać sytuację na drodze! Jeśli często chamujemy bo jeździmy za szybko to
      albo powinniśmy kupic sobie okulary albo zacząć myślec i przewidywać kiedy
      siedzimy za kółkiem.
      Serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę bezkolizyjnej zimy. Pablo ze wsi :)
      • piotrpilinko Re: Kurs bezkolizyjny 21.02.06, 21:36
        Mam taką osobistą teorię na temat oceny umiejętności kierowcy - im mniej musi używać hamulca, tym wyżej go oceniam - dla mnie oznacza to, iż przewiduje z dużym wyprzedzeniem sytuację na drodze i potrafi się do niej dopasować.

        A wracając do tematu - najtrudniejszym zadaniem dla kierowców wydaje się być zwalczenie wewnętrznego skur#$ela, który siedzi głęboko w każdym z nas. Jak często po ujrzeniu kierunkowskazu auta na sąsiednim pasie, które chce zmienić pas na "nasz" dodawaliśmy gazu? Mi się w końcu udało zwalczyć te wredne ciągoty i wpuszczam ZAWSZE jeśli widzę kierunek PRZEDE MNĄ (za co zbieram niezbyt przyjemne uwagi od mojej lubej - z urodzenia i wychowania warszawianki). Poza tym, nie wydaje mi się, że inni kierowcy chcą mnie zabić. Ja to WIEM.
        Miałem kolizję przez własną głupotę i niczym nie uzasadnione zaufanie we własne umiejętności. I wystarczy...
        Nie lubię jazdy "na zderzak" (szczególnie jak jadę z maksymalną dozwoloną szybkością) - w takim wypadku daję się szybko wyprzedzić - niech zagraża komuś innemu. Klaksonu muszę czasami, niestety, użyć - w celu zakomunikowania zajeżdżającemu mi drogę, że właśnie robi coś niezbyt rozsądnego (czyli ładuje się mi prosto w drzwi)... Często lepiej depnąć na hamulec niż wbić się w gościa, który mógł nie zauważyć mojego auta.
        Oczy dookoła głowy, patrzyć dalej niż na następny pojazd i z daleka omijać rowerzystów.
    • wobuziak1 Re: Kurs bezkolizyjny 21.02.06, 15:19
      Stary temat - postanowiłem go przypomnieć. Pro publico bono.

      Moje 2gr: ciężko jest się przyzwyczaić do myśli, że ktoś może inaczej oceniać
      sytuację niż ja, jeśli jedzie się np. vanem czy SUVem. Widzę dalej i lepiej i
      po prostu wiem, kiedy zdjąć nogę z gazu/hamować silnikiem, a kiedy wciskać
      hamulec aż się awaryjne włączą. Trzeba się cały czas kontrolować.

      Poza tym - ten artykuł (jak i spora część komentarzy) powinna być dystrybuowana
      na koszt podatnikoów do wsyzstkich użytkowników dróg - również pieszych.
      • lospablos20 Re: Kurs bezkolizyjny 23.02.06, 01:30
        Jestem młodym kierowcą, prawo jazdy mam od 2 lat, przejechane dopiero 50
        tysiecy km, ale takie nawyki jak hamowanie prawie równo z autem jadacym przede
        mna, spogladanie w lusterko czy aby ktoś za blisko nie podjezdza (w razie czego
        mozna lekko dac pare razy po hamulcach to sie dziad odczepi), wczesne właczanie
        kierunkowskazów,trzymanie odpowiedniego odstepu (ważne zwłaszcza zimą) weszły
        mi już dawno w nawyk. Wyprzedzam tylko wtedy gdy mam 100 % pewność, bo 2 razy
        bym sie prawie ,,nadział'' na auto jadace z przeciwka. Podstawa za kierownica
        to wyobraznia, traktowanie kazdego auta z rezerwa, jak widze , ze jakiś
        samochód jedzie szybko droga podporzadkowana to zwalniam bo ,,a nuż mi
        wyjedzie''. Każdy kolejny 1000 km to przydatna lekcja, kierowca uczy sie całe
        życie anie tylko na kursie...
    • logis_on_line Re: Kurs bezkolizyjny 23.02.06, 08:29
      Należy zacząć od edukacji - sposób szkolenia przyszłych kierowców w dużym
      stopniu jest zależny od wymagań egzaminatorów (słynne cofania z dokładnością do
      cm). Z weryfikacją egzaminatorów będzie teraz łatwiej - egzaminy są nagrywane -
      przy protestach wyjdzie zwykłe ‘czepialstwo’ panów egzaminatorów i z czasem
      powinno się zmienić na lepsze.
      Jest jeszcze sprawa stróżów porządku – gdyby rzeczywiście chcieli poprawy na
      drogach to z pewnością odpuścili by sobie stanie z ‘suszarkami’ w
      miejscach ‘wątpliwie’ niebezpiecznych. Sprawa współpracy stróżów porządku z
      zainteresowanymi, powszechność telefonów komórkowych jest faktem i taki sygnał
      o szaleńcu na drodze powinien być skontrolowany. Kilka telefonów w sprawie
      takiego szaleńca powinno wystarczyć do zatrzymania pirata drogowego i
      odpowiedniego potraktowania, są świadkowie to w czym problem.

      Dopóki będzie tak jak obecnie to każdy dbający o własne bezpieczeństwo powinien
      jechać defensywnie, tak by nie być celem na drodze.

      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka