Dodaj do ulubionych

samochod moj przyjaciel......

11.11.05, 20:42
Bardzo duzo jezdze i nawe dalekie kawalki tez samochodem zamiast
samolotem ,bo tak lubie;)
Chcialam sie z kims podzielic moimi wrazeniami. Po sprzedazy samochodu ktorym
jezdzilam przez dluzszy czas wlasnie niedawno odjechal nim nowy wlasciciel
czuje sie strasznie ,tak jakos mi smutno ,pusto ,czuje sie tak jakbym
sprzedawala np.psa ktory byl kilka lat u mnie ,z ktorym sie bardzo zrzylam
moze nawet pokochalam.Chce mi sie nawet plakac ,tak sie czuje po kazdym moim
aucie ,to juz 4 z rzedu,niby stary"rzech"a jakis taki sentyment.Teraz mam
inny duzo nowszy ale to nie to ...
Czy ktos ma tak jak ja czy tylko ze mnie taka dziwaczka?
Obserwuj wątek
    • supermirafiori Re: samochod moj przyjaciel...... 11.11.05, 20:49
      ja miałem to samo .tak samo jak sprzedawałem i jak rozstawałem sie z kobietą
      takie same uczucia .pozdrawiam Ciebie :D
      • radioaktywny Re: samochod moj przyjaciel...... 11.11.05, 21:08
        Mam takie same uczucia przy sprzedaży kolejnego auta. Teraz mam 7, ale to i tak
        nic nie zmienia - przywiązuję się do swoich samochodów i już. Smutno mi gdy sie
        rozstaję. Staram się przekonać nowego właściciela, że to bardzo dobry
        samochodzik tylko trzeba podchodzić do niego z sercem i zależy mi aby trafił w
        dobre ręce. Zdarzyło mi się, że zrezygnowałem ze sprzedaży osobie, która
        podchodziła z nonszalancją do przyszłej ekspoatacji "mojego" samochodu.
        Pozdrawiam
        • meli5 Re: samochod moj przyjaciel...... 11.11.05, 21:32
          Juz mi troszke lepiej ze nie tylko ja jestem tak sentymentalna;))
          Ale dale mi smutno bo moj samochodzk odjechal w sina dal.....,a byl mi bardzo
          wierny i nigdy mnie niezawiodl;(
          Naprawde byl super ,nigdy zadnych powazniejszych napraw ,w dalekich trasach
          perfekcyjny....,aby ten nowy byl tak wierny swojej pani;-)
          • ml_500 Re: samochod moj przyjaciel...... 11.11.05, 21:42
            ja mialem tak jak sprzedalem swojego mercedesa w123 beczke. byl pordzewialy i
            ciezko w zimie odpalal. po tym jak wzialem kase a facet wyszedl, siedlismy
            razem z dziewczyna i czulismy jakbysmy sprzedali kogos z rodziny. teraz juz nie
            mam takich smutkow. to bylo moje pierwsze auto
    • wulfila Re: samochod moj przyjaciel...... 11.11.05, 23:01
      Mialem tak samo z pierwszym samochodem - co prawda tylko sluzbowy ale uzywalem
      go tez prywatnie. Trudno sie dziwic : przez cztery lata 160 Tkm przy sredniej
      powiedzmy 50km/h (jazda po miesci robi swoje) daje 3200 godzin spedzonych w
      samochodzie to jest jakies 133 dni jazdy non stop (noc i dzien) Kawal z tych
      czterech lat w tym samochodzie spedzilem, niejedno razem przezylismy (rowniez
      doslownie) niejedno sie dzialo.
      Jak go zamienialem na nowy to jakos tak dziwnie bylo.
      Teraz oddaje drugi ale tego uczucia juz nie mam moze dlatego ze ten drugi
      samochod to byl "on" (Opel) a tamto byla "ona" (Toyota) ?? ;))



      • wujaszek_joe Re: samochod moj przyjaciel...... 11.11.05, 23:43
        twingo było 8lat w mojej rodzinie, ostatnie dwa było moje. jezdzi po moim
        miescie teraz, jak go ostatnio widziałem to byłem zły na siebie. mimo ze
        kosztował mnie coraz więcej pieniędzy i trudno go było sprzedac
    • misiek4111 Re: samochod moj przyjaciel...... 12.11.05, 04:12
      Kiedys pozyczylem auto na 2 tyg, zrobilem 12 kkm i gdy oddawalem bylo mi
      smutno, juz sie zdazylem przywiazac. A co dopiero swoje...
      Pzdr.
    • kompletny_idiota Cudzy samochod moj przyjaciel... 12.11.05, 04:13
      I dlatego kradna tyle samochodow. Na skutek zakochania sie w cudzym samochodzie.
    • gaw999 Cinquecento mój przyjaciel - tak !! 14.11.05, 21:12
      Historia jest autentyczna. Zdarzyła się na parkingu przed jednym z katowickich
      hipermaketów. Ale po kolei. Nasze Cinquecento 700, nowe, kupione na raty,
      mieliśmy z zoną prawie dwa lata, przejechalismy nim ok 60.000km. To była wielka
      radość, wiadomo pierwszy samochód, świeżo po ślubie, mnóstwo pięknych chwil
      m.in. wakacje w Chorawcji, miał nie tylko swoje imię ale i duszę. Ale przyszła
      pora powiększyć rodzinę, trzeba było kupic nowy, większy samochód. Nabywca -
      znajomy znajomego - szybko się znalazł, i samochodem zaczęła jeździć pewna miła
      pani. Pewnego dnia, około pół roku po sprzedaży wychodząc z marketu
      zauwazyliśmy swojego starego poczciwego Czinkusia zaparkowanego tuż obok
      naszego obecnego auta - wtedy w 1999 roku nowy właściciel zostawiał stare,
      czarne blachy rejestracyjne i nie było jakichkolwiek wątpliwości. Oczywiście
      ochom i achom nie było końca gdy na parkingu pojawiła się nowa właścicielka i
      chwaląc sobie dobry stan i niezawodność tego małego autka zapaliła go gładko i
      zaczęła cofać gdy samochód nagle zgasł. Kilkukrotne próby odpalania nic nie
      dały. Pani zrobiła wielkie oczy mówiąc że coś takiego jeszcze się nie
      zdarzyło... Zasugerowałem sprawdzić czy jest paliwo, czy aby nie trzeba
      wyciągnąć pólatomatycznego ssania - wszystko na nic - samochód dalej nie
      zapalał. Poprosiłem więc o kluczyki, usiadłem w fotelu, poprawiłem lusterko
      wcisnąlem i puściłem gaz, pogłaskałem po kierownicy i przekręciłem kluczyk.
      Auto zaskoczyło natychmaist !!!
      Pani miała bardzo okrągłe oczy a my... bardzo wilgotne !!!
    • lanza2 Re: samochod moj przyjaciel...... 14.11.05, 22:16
      Oj, doskonale Ciebie rozumiem właśnie w czwartek sprzedałam swój samochodzik.
      Był to zwykły Lanos ale rewelacjnie sie nim jeździło, teraz szukam czegoś
      nowego. Cięzko sie przyzwyczaić do myśli że ktoś inny będzie nim jeździł i może
      o niego nie dbac:( Kupujący samochód był bardzo zdziwiony że taki jest zadbany.
      Na pocieszeniie zrobiłam sobie zdjęcie, aby morzna było powspominać....
      Lanza
      samochodem jeździłam 5 lat.
    • iron-niziol Re: samochod moj przyjaciel...... 14.11.05, 22:22
      Moja mamcia niedługo kupuje samochód, mam nadzieję, że będzie to Honda Civic
      lub Nissan Sunny. Kiedyś nienawidziłem samochodów, ale na szczęście teraz
      nawróciłem się.:)

      Pozdrawiam wszystkich użytkowników Gazety.

      Iron Nizioł
    • quattroporte Meli5-Nie Tylko TY...Ja też tak mam,i najgorsze... 14.11.05, 22:53
      jest to że mój stary,kochany samochodzik stoi niesprzedany pod blokiem i
      tak"patrzy"smutno na mnie tą parą swoich "oczu" które kiedys rozswietlały mi
      drogę gdy przemierzałem moją "ściereczką"(tzn.Fordem Sierrą)Europę wzdłuż i
      wszerz.Zacząłem nią jezdzic w 4-kl,LO codziennie do szkółki, potem całe
      studia..Teraz kupiłem "scorpiona",pełna opcja,2x wiecej KM pod maską.Sciereczki
      kupic nikt nie chce, zrobiłem nią 200.000,wżera olej-że hej,troszke poobijana
      jest także.I pomyślec ze jeszcze niedawno woziła mnie do
      Francji,Hiszpanii,Włoch,nigdy! nie "padła"w trasie..I tylko czasem gdy JĄ
      mijam,a sitzeheizung w moim nowym autku przyjemnie grzeje plecki i tyłek tak mi
      jej żal.....
      • mysz1978 Re: Meli5-Nie Tylko TY...Ja też tak mam,i najgors 14.11.05, 23:14
        Ja w ogole nie wyobrazam sobei sprzedazy mojego "zolwika" (Citroena C3) - to
        straszne, ale traktuje go neimal jak czlonka rodziny. Nie mysle o dniu w ktorym
        bedziemy musieli sie rozstac (a obawiam sie ze to nastapi za jakies 2 lata...)
        bo to jest zbyt straszne :(((
    • primerasri Re: samochod moj przyjaciel...... 14.11.05, 23:14
      Sa auta, do ktorych ma sie sentyment - ja np milo wspominam swoje W124 coupe -
      do dzis twierdze, ze seria W124 to ostatnie prawdziwe mercedesy...
      Ciezko policzyc ile mialem samochodow (glownie sluzbowych ze wzgledu na
      charakter pracy) ale sa modele, do ktorych ma sie prawdziwy sentyment -
      niedawno kupilem e36 - nie moglem sie oprzec bo autko calkowicie oryginalne,
      bez wstretnych lamp typu lexus, spoilerow jak statecznik z awionetki, wielkich
      alufelg. Auto zadbane i calkowicie oryginalne - jak zobaczylem, ze nawet w
      zestawie narzedzi nic nie brakuje, to sie nie zastanawialem ani chwili. Do tego
      kolor (tradycyjny czyli czarny). Nie zastanawialem sie ani chwili jak trzeba
      bylo wymienic podnosnik szyby po stronie kierowcy - telefon do autoryzowanego
      dealera BMW i po 2 dniach byl juz na miejscu.
      Moglbym poprosic kogos z serwisu, zeby zrobic przeglad, ale mialem ochote
      troche sie odreagowac i zrobilem pelen przeglad z wymiana wszystkich plynow
      itd. Dzien wolny spedzony w serwisie bardzo dobrze na mnie wplynal - odpoczalem
      jakbym wyjechal na dlugie wakacje.
      I szczerze mowiac, gdyby ktos ten samochod uszkodzil to bardzo by bolalo,
      bardziej, niz gdyby ktos uszkodzil nasz drugi samochod w rodzinie (duzo nowszy
      i drozszy). To dlatego, ze to stare BMW ma charakter (i kawalek ciekawej
      historii - autko zaczynalo swoj zywot z owalna naklejka CD na tylnej klapie)
      Poza autami na swoj sposob wyjatkowymi sa inne - takie, ktorym czlowiek nie
      jest wierny ;-)
    • ihteer Re: samochod moj przyjaciel...... 15.11.05, 03:30
      calkowicie rozumiem i sie zgadzam...

      wlasnie sam to przezywam. od roku mialem nissana micre. kupiona za 2 tys (autko
      niskobudzetowe, w kiepskim stanie). przez rok co chwila moje malenstwo
      poprawialem - wahacze, hamulce, silnik wycieraczki, rozne pstryczki, tylnia
      lampa, pasy bezpieczenstwa itp. ale w koncu okazalo sie, ze do pracy potrzebuje
      czegos wiekszego...i wybor padl na mondeo kombi.

      zaczela sie panika - co zrobic z moim nissanem? nie chce sprzedac bylekomu, kto
      bedzie traktowac ja jak zabawke/taniego grata do zajechania. i jakie rozwiazanie
      samo nagle sie natrafilo?

      KUMPEL JA CHCE DLA ZONY!!!

      tak wiec samochodzik trafi w dobre (i znajome ;) rece i bede sie mogl z nim
      czasem widywac - nie jest tak strasznie. ale i tak czasem czuje sie jak gnojek -
      mam poczucie, ze robie cos zlego. jakbym np. psa wyrzucil z domu po roku, bo mi
      sie znudzil...to chyba nie jest w pelni normalne ;)

      pozdrawiam innych pokreconych ex-wlascicieli.
    • ugie Re: samochod moj przyjaciel...... 15.11.05, 08:57
      Witam, czytam te wszystkie posty i widzę, że nie tylko ja jestem pokręcony. Od
      razu przypomniało mi się, jak dawno temu sprzedawałem swojego niezapomnianego
      trabanta. Jeździłem nim w szkole średniej ale idąc na studia musiałem się go
      pozbyć (z braku kasy). Wieczorne jazdy po mieście leczyły mnie ze złych humorów
      a szalonych wypadów nad wodę ze znajomymi (bez dachu - bo w trabie można dach
      po prostu odkręcić śrubokrętem) przejdą do historii... Auto było uparte, co
      przejawiało się tym, że nie lubiło mojej mamy. Generalnie było niezawodne ale
      jak mama wsiadała do niego odmawiało posłuszeństwa. Miał rację - mama zawsze
      narzekała na niego i wyśmiewała konstrukcyjne fajerwerki w środku (sama
      jeździła passatem więc nie dziwiłem jej się, że pewne rzeczy wydają jej się tam
      zabawne). Gdy przyszedł dzień sprzedaży, czułem niewymowną pustkę. Sprzedałem
      go, pomachałem na dowidzenia na parkingu i nastała głucha cisza. Czułem się
      dosłownie winny, że go sprzedałem. Auto, którym teraz jeździmy jest już z
      zupełnie innej półki niż trabant, też będzie go ciężko sprzedać, ale to już nie
      to samo.
      • artpau Re: samochod moj przyjaciel...... 15.11.05, 10:35
        Czytam i okazało się, że inni też mają bzika na punkcie swoich autek. Ja
        pierwszaego miałem cieniaska zwanego w domu bolidem. Jak go kupiłem byłem
        najszczęśliwszym czlowiekiem na Ziemi a potem pojechałem na stację benzynową i
        okazało się że mamy dziurawy zbiorik - jak go wymieniali w warsztacie to pękła
        tylna szyba... i tak dalej.
        Jak dobiegał swej kadencji u mnie to kończył się rozrząd i w pewien Wielki
        Czwartek ledwo dotoczyliśmy się do domu ale dał radę. Wieczorem poturlałem się
        do warsztatu i mijając 2 patrole policji modliłem się żeby mnie nie zatrzymali
        bo utknę na zawsze - udało się dotarliśmy.
        Zapadła decyzja o sprzedaży bolida co ja odebrałem jak katastrofę ale cóż było
        robić. Kupiło go 3 nygusów z innego miasta ale oni potraktowali bolidka jak
        kupę blachy na kołach. Teraz mam Fiata Albea i też gadam do niej że jest piękna
        itd (a piękna to ona nie jest), głaszczę ją po kierownicy...
        Ostatnio znalazłem zdjęcie, na którym widać kawałek mojego bolida i łezka w oku
        się zakręciła.
        Pozdrawiam wszystkich zakochanych w swoich autkach.
    • zakochana_zielonooka Re: samochod moj przyjaciel...... 15.11.05, 10:32
      Ja mój pierwszy, i jak narazie jedyny, samochód dostałam od rodziców na
      osiemnastkę. Od razu go pokochałam, bo mimo swojego podeszłego wieku (14 lat)
      wygląda wspaniale i sprawuje się bez zarzutu. Nie zamierzam go sprzedawać, bo
      ten samochód odziwerciedla mój charakter. Uważam go za prawdziwego przyjaciela
      (a właściwie przyjaciółkę, bo to Calibra :)) Nigdy nikomu nie zaufam na tyle,
      by mu powierzyć Moje Kochane Czerwone Maleństwo :P
      P.S. - Pamiętam, jak byłam mała i rodzice sprzedawali swój samochód (pierwszy,
      który ja pamiętam), to bardzo płakałam i przeżywałam tę stratę. A rodzice
      mówili, że jestem chora :P
      • artpau Re: samochod moj przyjaciel...... 15.11.05, 10:41
        A coś jeszcze mi przyszło do głowy - mój brat miał kiedyś bravę ale ją łobuzy
        ukradly. Później mial jeszcze kilkza innych aut ale na pierwszym miejscu zawsze
        będzie Bravka - jedziemy jakimś autem a brat z nienacka "a bravka" to miała to
        i tamto zobacz jaki ten jest beznadziejny.........
        Moja Żona mówi, że On jest chory ale doskonale wiem o co chodzi..
        Pzdr
    • cymek27 Re: samochod moj przyjaciel...... 15.11.05, 13:30
      Niedawno rówenież sprzedałem samochód, którym jezdziłem prawie 3 lata, bardzo
      sie do niego przywiązałem, teraz to wiem, wczesniej chyba sobie wmawiałem ze
      nie, ale to nie prawda. Mam również nowszy i lepszy ale sentyment pozostał
      wielki. Jednak jestem w dobrej sytuacji, że swoje stare autko kupił mój kolega,
      wiec bede mu brzęczał by o niego dbał, jak ja. Jak widzisz nie jesteś taka
      sama. Pozdro!!!
    • saqqara mam tak samo 15.11.05, 14:01
      nie dopuszczam do siebie mysli, ze mialabym sie pozbyc ukochanej 206-tki.
      rozgladam sie za lepszym kolkiem, ale jednoczesnie kombinuje co zrobic by
      obecnego wozka nie stracic z oczu. zbyt duzo milych wspomnien wiaze sie z
      pierwszym samochodem, by go oddac bez bólu. bedzie ciezko...
      • basiabjork Re: mam tak samo 15.11.05, 16:29
        widocznie z 206tkami tak jest, one tez sie przywiazuja do ludzi... Nasza pewnie
        ma u nas dozywocie, kupilismy nowe auto a Zabka ciagle z nami. I jezdzi jak
        burza! Nie sprzedawajcie starych aut :-)
    • bubusia Re: samochod moj przyjaciel...... 15.11.05, 15:12
      Hej! Ja tez tak mam,wczoraj pozegnalam moj samochod ,ktorym odjechala nowa
      wlascicielka.Ten duzo lepszy ,nowy stoi w garazu a ja tesknie za tym malutkim z
      ktorym bylam 7 lat.Czuje sie podle! Jedyne co dla niego zrobilam to znalazlam
      fajna nowa wlascicielke...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka