Dodaj do ulubionych

Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'...

11.04.06, 11:46
Jak w temacie... Według pewnego psychologa specjalizującego się w
zachowaniach kierowców, nauczyciele drogowi to najbardziej niebezpieczna
grupa kierowców.

Opis sytuacji. Jadę sobie spokojnie rano Trasą Toruńską. Przede mną klasyczny
lewopasmowiec, gdzieś z przodu majaczy się inny pojazd. Jadąc spokojnie
prawym pasem wyprzedzam lewopasmowca. Potem na lewy pas, wyprzedzam po chwili
pojazd znajdujący sie na pasie prawym, wracam na prawy pas (wszystkie manewry
z dużym zapasem odległości). Co robi lewopasmowiec, którego ktoś ŚMIAŁ
wyprzedzić? Ano daje gazu, dogania mnie i ląduje mi 5cm za tylnym zderzakiem
(dosłownie). Jako że akurat nie potrzebuję sponsora na naprawę tyłu,
postanowiłem gościa 'strącić' metodą najprostszą - delikatne hamowanie
silnikiem, niech mnie wyprzedzi i jedzie w cholerę. Ale nie... Nauczyciel
zwalnia za mną. Pozostała już tylko redukcja, gaz w podłogę i zrzucenie
kretyna z ogona przyspieszeniem.

Teraz pytanie - co kretyn chciał osiągnąć dojeżdżając mi na 5cm do zderzaka?
Niechby wyskoczył z boku jakiś zwierzak, czy zdarzyło się coś podobnego...
Byłoby baaardzo nieciekawie. Jakieś pomysły? Ja mam wrażenie, że
lewopasmowiec (a do tego nauczyciel) był przekonany że z prawej nie wolno
wyprzedzać (co akurat w tamtym miejscu prawdą nie jest) i chciał mi tę
odkrywczą prawdę przekazać, powodując przy okazji zagrożenie. Ciekaw jestem
Waszych opinii...

Pzdr
Niknejm
Obserwuj wątek
    • derduch Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 11:52
      Typowy debil :-) Ten typ całą powolna droge przez Jabłonną myśli tylko o jednym:
      Jak tylko się Modlińska do trzech pasów rozwidli NATYCHMIAST lewy pas zająć i
      opuścić blokując ruch innych pasach dopiero 15 metrów przed końcem wjazdu na
      most Grota.
    • edek40 Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 11:53
      I dlatego mam stary, wielki i mocny samochod. A niech sobie wjezdza. Mi
      wielkiej krzywdy nie zrobi, swoj samochod niezle pokieraszuje, a na koniec
      podpisze oswiadczenie. Pikanterii dodaje fakt, ze stary amerykanski van jest
      szalenie drogi w naprawach wg. katalogu. Moze wiec bedzie szkoda calkowita. A w
      cenniku jest on duzo wyzej wyceniany niz rzeczywiscie kosztuje. A niech
      wjezdza...
    • gladiusz Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 12:01
      Trudno mi analizować jaki "komunikat" chciał Ci przekazać ale pewnie masz rację
      że chciał Cię czegoś nauczyć. Pytanie: czego?
      Ja na takich nie tracę czasu ani energii bo co to da ? Lepiej chyba robić swoje
      a jak ktoś chce mnie czegoś nauczyć to po prostu ignorować no bo jak zczynasz a
      to hamować silinikiem a to przyspieszać a to swiecić stopem bez hamowania
      to po pierwsze masz stres a po drugie na tamtego i tak to nie zadziała
      w sensie takim ze czegoś go to nauczy : "nauczyciele" są bardzo ciężko podatni
      na pobieranie nauk - oni są od uczenia - a mogą dojść jeszcze do wniosku że to
      ty jesteś "nuauczycielem" i dopiero wtedy się zacznie ! ;)
      Jedynym efektem jaki osiągniesz może być utwierdzenie ich w głębokim
      przekonaniau że to oni mają rację a Ty jesteś tzw "burakiem" a na dowód we
      własnym móżdżku przywołają właśnie Twoje reakcje.
      Taki trochę "diabelski krąg" ale ten sposob (nieświadomy) przetwarzania świata
      z jednej strony stawia ich "ponad" pozostałymi z drugiej strony czyni ich
      ślepymi i głuchymi na ich słabości, problemy itd. Bardzo mało dowartościowane
      typy to są i bardzo mało "samo-refleksyjne". Szkoda zdrowia ;)
      • computerland1 Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 12:15
        szkoda zdrowia - to chyba najlepsze okreslenie:)

        pzdr

        abc.
      • uny Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 12:23
        Mój braciak kiedyś uczył takiego jednego jak się jeździ. Uczony był widać tępy
        jak cholera bo niczego nie zrozumiał. ale za to miałtelefon komórkowy i
        zadzwonił na policję. Nauczyciel (mój brat) został zatrzymany przez patrol
        drogówki jakieś 10 km dalej. jego szczęście, że "uczeń" nie zjawił się tam
        gdzie mał się stawić i skończyło się pouczeniem. ale od tamtej pory braciak
        całkowicie zarzucił swoje "profesorskie" zapędy.
        Uważam, że bardzo dobrze mu to zrobiło. I polecam wszystkim troszkę luzu i
        tolerancji. szkoda tracić czas na .. no właśnie na kogo ... dupków, debilów,
        palantów, złamasów, zawalidrogi, "skodziarzy" czy po prostu innych ludzi którym
        się coś wydaje z najzwyczajniej nie mają racji. więcej pokory i tyle.

        pozdrawiam
    • grzek Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 12:22
      Nie przychodzi mi nic do głowy, ale może tylko jaja sobie robił albo chciał,
      żebyś szybciej jechał. Czasem trudno doszukać się sensu w agresywnym
      bezsensownym zachowaniu. Może jakbyś jechał maluchem, to by sobie odpuścił.
    • kodem_pl Typowy bezpieczny kierowiec 11.04.06, 12:32
      Wyprzedziles go, ergo jechales zdecydowanie za szybko, jak wariat drogowy,
      jestes zabojca i powinienes zgnic w celi. Oni maja monopol na prawde,
      bezpieczenstwo itp;-)
      • dgr Re: Typowy bezpieczny kierowiec 11.04.06, 13:10
        Wiesz zaintrygowało mnie to co napisałeś. Na jakiej podstawie twierdzisz że
        każdy kto wyprzedza, musi jechac za szybko ?
        • kodem_pl Re: Typowy bezpieczny kierowiec 11.04.06, 14:09
          Chyba troche nie zrozumiales:-D

          Wiele postow na tym i kilku podobnych forach splodzili ludzie okreslajacy sie
          jako "bezpieczni kierowcy". I pisali, ze oni to nie lamia ograniczen. Pozniej
          okazywalo sie, ze jednak lamia, ale tylko tam gdzie wolno i robia to z glowa.
          Glownie wychodzilo to przy rozmowie o tym, ile zajmuje im podroz powiedzmy
          Warszawa-Gdansk. Ci ludzie zawsze skarzyli sie, ze wszyscy jezdza jak wariaci. A
          oni to co, swiete krowy? Skad wiedza, ze to wlasnie oni maja ta bezpieczna
          predkosc, a nie ten co ich wyprzedza?

          Chodzi mi o to, ze nikt nie ma monopolu na prawde.
          Chodzi mi o to, ze NIKT nie przestrzega tutaj ograniczen.
          Chodzi mi wreszcie o to, ze trzeba cos z tym zrobic. I na ostatnim miejscu listy
          "to do" jest rygorystyczne karanie za przekroczenia predkosci.
          • des4 Re: Typowy bezpieczny kierowiec 11.04.06, 14:32
            kodem_pl napisał:

            > Chyba troche nie zrozumiales:-D
            >
            > Wiele postow na tym i kilku podobnych forach splodzili ludzie okreslajacy sie
            > jako "bezpieczni kierowcy". I pisali, ze oni to nie lamia ograniczen. Pozniej
            > okazywalo sie, ze jednak lamia, ale tylko tam gdzie wolno i robia to z glowa.
            > Glownie wychodzilo to przy rozmowie o tym, ile zajmuje im podroz powiedzmy
            > Warszawa-Gdansk. Ci ludzie zawsze skarzyli sie, ze wszyscy jezdza jak
            wariaci.
            > A
            > oni to co, swiete krowy? Skad wiedza, ze to wlasnie oni maja ta bezpieczna
            > predkosc, a nie ten co ich wyprzedza?
            >
            > Chodzi mi o to, ze nikt nie ma monopolu na prawde.
            > Chodzi mi o to, ze NIKT nie przestrzega tutaj ograniczen.
            > Chodzi mi wreszcie o to, ze trzeba cos z tym zrobic. I na ostatnim miejscu
            list
            > y
            > "to do" jest rygorystyczne karanie za przekroczenia predkosci.

            Koleś pomyka po trasie siekierkowskiej 170 km/h. Co robić? Nie karać. Koleś ma
            dobry wozek, jeździ "szybko ale bezpiecznie", a ograniczenie to widzimisię tych
            głupich projektantów i policjantów. Co robić. Pochwalić, trawestując Star
            Treka "jedź szybko i bezpiecznie"...
          • dgr Re: Typowy bezpieczny kierowiec 11.04.06, 14:41
            Wiesz bardzo fajnie mi odpowiedziałeś, szkody że nie na temat. Ja zapytałem się
            tylko na jakiej podstawie sądzisz że każdy wyprzedzający łamie prawo, a ty mi
            robisz wykład nt: że ludzie widzą czyjeś błędy, a swoich nie.
            Jak nie chcesz mi odpowiadać to nie odpowiadaj, nie ma takiego przymusu, ale
            zmienianie tematu żeby tylko nie przyznać, ze nie zawsze jest tak jak
            opisujesz, to jest z lekka dziecinne.
            • kodem_pl Re: Typowy bezpieczny kierowiec 11.04.06, 15:07
              Yyyyy, ja ironizowalem w pierwszym poscie. Nie zauwazyles tego?
    • emes-nju Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 12:47
      Jezeli wyprzedzajac go przekroczyles predkosc, to nauczyciel, ktory na lewym
      pasie ma poczucie misji spowalniania ruchu, pokazal Ci jak niestosowanie sie
      zachowales.
    • sven_b Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 12:52
      Wychodze z zalozenia ze lewy sluzy do wyprzedzania. Niezaleznie od predkosci po
      wyprzedzeniu zwalniam go i oczekuje ze ktos zrobi dla mnie to samo. To ze jest
      ograniczenie np. do 70 nie upowaznia do blokowania lewego z ta predkoscia no bo
      znak. Jezeli ktos z tylu chce tym lewym grzac ponad ograniczenie - bardzo
      prosze, jego ryzyko. Tak jezdzi cala cywilizacja. Niestety codziennie spotykam
      nauczycieli, ktorym brak wiedzy.
      • mis.z.wiertarka Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:10
        bardzo sympatycznie dziala uzycie spryskiwacza. a nawet do wyczerpania zasobow
        plynu gdy gosc wyjatkowo zgrzany i potzeba ochlody :-)
        • wujaszek_joe Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:38
          niezłe z tym spryskiwaczem
          • niknejm Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 14:34
            wujaszek_joe napisał:

            > niezłe z tym spryskiwaczem

            Nie najlepszy pomysł... 'Nauczyciel' może sie przestraszyć gdy nagle chmura
            płynu buchnie mu/jej na szybę i zrobić gwałtowny ruch kierownicą. Może i debil,
            ale nie chciałbym mieć go/jej na sumieniu...

            A 'jednostki dziwne' po prostu staram się omijać z daleka.

            Pzdr
            Niknejm
            • clex2 Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 12.04.06, 01:34
              wypracowalem inny sposob. jak mi sie spieszy jade po porosu za jade za takim
              gosciem bez zadnych agresywnych reakcji i z prawej wyprzedam tylko w skrajnych
              ptrzypadkach. wczesniej czy pozniej trafi sie inny zdesperowany ktory bedzie
              chcial mnie wyprzedzic. zjezdzam grzecznie na prawy pas, przepuszczam go, niech
              sie meczy. po czym zabieram sie za takich gosciem (tak dlugo az ktos inny nie
              jedzie jeszcze szybciej, i wtedy sytuacja sie powtarza). jazda jest absolutnie
              bezstresowa i ryzyko placenia znacznie zredukowane. z katowic do janek mozna
              dojechac w 2,5 godziny bez zadnych stresow i irytacji.
              • fru.fru Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 12.04.06, 11:57
                clex2 napisał:
                <cut>
                wczesniej czy pozniej trafi sie inny zdesperowany ktory bedzie
                > chcial mnie wyprzedzic. zjezdzam grzecznie na prawy pas, przepuszczam go,
                niech
                > sie meczy
                ja tam olewam łorriorów, sam nikogo nie spedzam dlugimi z lewego pasa itd itp..
                W niedziele jechalem jednak do Torunia, lajcik, godziny wczesno poranne,
                pusto...
                Tempo, takie se, jakies 140 km/h, wyprzedzam tiry, nie mam gdzie zjechac,
                przedemna rowniez jedzie autko..nagle widze za soba simaksa..dlugie,
                krotkie,..srednie migacze i tak w kolko..a widzi debil, ze i tak nie majak
                pojechac..gdybym nic przed soboba niemial tobymm poprostu mu odjechal i juz..
                Ale nic, wyprzedzilismy ciezarowki, puscilismy łoriora..
                Łorrior kita, więc wsiadlem za niego, ale nie na zderzak, tylko "uczciwie" a
                ta qrwa po heblach...odstep mialem spory, ale tez musialem zaheblowac, po tym
                wystepie, koles przyspiesza, Tak z ciekawosci, zrownalem sie z nim(wiem
                wiem,źlezrobile..nan dodatek jechalem prawym), mlody ojciec rodziny z zona i
                dzieckiem....walil na Gdansk, a mobilki mowily, ze Płońsku suszą ;-> moze sie
                zalapal..gdyby byl sam, to za takie wystepy zaslugiwal na sprawdzenie hamulcow
                przez jakiegos tira, cb rules;->
      • des4 Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:13
        A ja nie wychodzę z takiego załozenia. Jeżeli obowiązuje ogranicznie do 70, to
        zwykle staram się go trzymać w rozsądnych granicach. Nie należę do osób które
        przypisują sobie jedynie słuszną wiedzę z jaką prędkością trzeba jechać. Wśród
        wielu osób na tym forum panuje opinia, że policja, sluzby drogowe itp itd to
        durnie których jedyna chęcią jest zlosliwe utrudnianie życia jeżdżącym "szybko
        i bezpiecznie". Oni wiedzą lepiej jak trzeba jechać, a jak nie zgadza się to ze
        znakiem, tym gorzej dla znaku.

        Należy też pamiętać, że prawy pas zwykle jest rozjeżdzony przez tiry i inne
        ciężkie pojazdy. Ja osobiście nie lubię walczyć z koleinami i jeżdżę lewym. Jak
        komuś się speszy niech wyprzedza mnie po prawej. Skoro łamie przepisy by
        zaoszczędzić parę sekund i spotkać się ze mna na nastepnych światłach to jego
        broszka. Nie bedę ulegał dyktatowi "szybkich i bezpiecznych"...
        • mis.z.wiertarka Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:16
          nie spotkales jeszcze swojego nauczyciela najwyrazniej.
          • des4 Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:34
            mis.z.wiertarka napisała:

            > nie spotkales jeszcze swojego nauczyciela najwyrazniej.

            Zakładam, że spotkanie w roli nauczycieli łysych gangsterów w furze ze
            śmiecioworami jest nikłe, przynajmniej poza okolicami Wawy (bez obrazy),
            dlatego ze swoimi 189 cm, 105 kg i 2 dan w aikido chętny jestem do lekcji...;)

            A tak na poważnie. Wczoraj rano pod biurem sam zostałem nauczycielem. I wcale
            się tego nie wstydzę. Nieopodal jest przychodnia. Uliczka do biurowego parkingu
            jest wąska i jednokierunkowa, w kształcie pętli. Trzeba podjechać dalsze 200 m
            aby wrócić na głowna ulice. Ćwokowi w Land Cruiserze ktory zaparkował na
            parkingu biurowym (niedozwolone,tylko dla pracowników!) na początku uliczki nie
            chciało się oczywiście objeżdąć pętli, i dawaj pod prąd. Za mna dojechały już
            ze auta. Na moje uprzejmą prośbe o jazdę we wlaściwym kierunku kolo zaczal
            trąbić, mrugać światłami, a potem wyszedł, zaczął bluzgać i stwierdził, że
            jsetm pijany, a on ma chore dziecko w samochodzie. Argument jednokierunkowości
            nie mógł do niego dotrzeć. Wciąż powtarzał, że jestem pijany. Propozycja
            zadzwonienia po policję spowodowała u kolesia kolejną falę bluzgów, trzaśnięcie
            drzwiami i odjazd z piskiem opony, tym razem we wlaściwym kierunku. Może się
            czegoś nauczył.....
            • plawski Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:43
              des4 napisał:

              > dlatego ze swoimi 189 cm, 105 kg i 2 dan w aikido chętny jestem do lekcji...;)

              Wiesz, chłopak mojej koleżanki też tak kozakował. Niestety pewnego dnia
              spotkał "nauczycieli", których było trzech. Jeden z nich na czerwonym swietle
              (lato, otwarte szyby w aucie) podszedł do niego i przystawił mu dosyć boleśnie
              lufę pistoletu do skroni... Chyba tylko chuck by nie wymiekł...

              (...)

              Na moje uprzejmą prośbe o jazdę we wlaściwym kierunku kolo zaczal
              > trąbić, mrugać światłami, a potem wyszedł, zaczął bluzgać i stwierdził, że
              > jsetm pijany, a on ma chore dziecko w samochodzie. Argument
              jednokierunkowości nie mógł do niego dotrzeć. Wciąż powtarzał, że jestem
              pijany. Propozycja zadzwonienia po policję spowodowała u kolesia kolejną falę
              bluzgów, trzaśnięcie drzwiami i odjazd z piskiem opony, tym razem we wlaściwym
              kierunku. Może się czegoś nauczył.....

              Z moich obserwacji wynika, że pewnie niestety nie... Ale jak najbardziej
              popieram takie "nauki"
              • des4 Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:52
                plawski napisał:

                > des4 napisał:
                >
                > > dlatego ze swoimi 189 cm, 105 kg i 2 dan w aikido chętny jestem do lekcji
                > ...;)
                >
                > Wiesz, chłopak mojej koleżanki też tak kozakował. Niestety pewnego dnia
                > spotkał "nauczycieli", których było trzech. Jeden z nich na czerwonym swietle
                > (lato, otwarte szyby w aucie) podszedł do niego i przystawił mu dosyć
                boleśnie
                > lufę pistoletu do skroni... Chyba tylko chuck by nie wymiekł...
                >
                > (...)

                Dlatego napisałem, że zakładam iż prawdopodobieństwo natknięcia się na
                gangstera jest nikłe, oczywiście zawsze można mieć pecha....
                • plawski Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:59
                  des4 napisał:

                  > Dlatego napisałem, że zakładam iż prawdopodobieństwo natknięcia się na
                  > gangstera jest nikłe, oczywiście zawsze można mieć pecha....

                  Nie doczytałem, sorry.
            • mis.z.wiertarka Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 13:44
              w kazdym razie masz swiadomosc ze nie jedziesz zgodnie z przepisami?
              zawsze jest tak ze kto mieczem wojuje od miecza ginie.
              nie takie tez mistrze jak ty dostali juz wpieprz, czekasz jedynie na swoja
              kolejke, a rachunek prawodpodobientwa po kazdej akcji bije na twoja niekorzysc.
            • derduch Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 15:04
              No to fajnie te nasze spotkanko z wymiana argumentów by wyglądało: ja mam 194cm
              107kg i dłuuugą droge za sobą ;-) Viet Vo Dao
              Z tym że ja nie jestem agresywny :-(
        • boason Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 15:04
          > Należy też pamiętać, że prawy pas zwykle jest rozjeżdzony przez tiry i inne
          > ciężkie pojazdy. Ja osobiście nie lubię walczyć z koleinami i jeżdżę lewym. Jak
          >
          > komuś się speszy niech wyprzedza mnie po prawej.

          W pewnym sensie sie zgadzam, zwykle zjezdzam na prawo i daje sie wyprzedzic, aby
          nie utrudniać. Ale nie zawsze, gdy są koleiny, dziury itp., to nie bede niszczyl
          swojego auta ani ryzykowal utraty kontroli nad nim.
    • simon_r Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 15:41
      Hehe... TT chyba tak ma, ze pełno nawiedzon ych nauczycieli się tam pęta.. ja
      parę dni temu miałem baardzo podobną sytuację z tym że jadac lewym pasem w
      kierunku Bródna i będąc już na moście przed sobą miałem jakąś astrę a na
      środkowym pasie ciężarówę która doganialiśmy.... i nagle z tyłu coś mi w wielkim
      pędzie na ogon wjeżdża i na klakson i długimi!!... a jechałem ok. 110/h..
      w czasie gdy wyprzedzałem ciężarówkę baran z tyłu nadal swiecił długimi i trąbił
      jadąc mi pół metra za zderzakiem więc mmu mrugnałem lekko przeciwmgielnym na co
      reakcja była taka, że przychamował wyprzedził cięzarówę prawym pasem ..astra
      zdążyła już zjechać na środkowy gdy koleś juz prawie na końcu mostu wyskoczył
      przed nami i na lewy pas przede mnie i po heblach... prawdę mówiąc gdybym się
      tego nie spodziewał to pewnie przywaliłbym mu głęboko w kufer.
      Facet tak jak się wcześniej spieszył (110/h było mu zbyt wolno) tak nagle
      wyhamował do 30/h i co chwila deptał po hamulcu...
      no debil jakiś z kompleksami.
      • typson Re: Jak ja kocham 'nauczycieli drogowych'... 11.04.06, 15:48
        a policja stoi w krzakach czy w innym kącie i po cichu szturcha prącie
    • petasz wariaci drogowi są wśród nas.... 11.04.06, 18:17
      Czesc,
      no niestety dosc czesto sie zdarza typ nauczyciela drogowego... Najgorsze jest
      to przekonanie wtedy u nich o wlasnej nieomylnosci. Przypuszczam jednak, ze
      kazdemu z nas zdazylo sie choc raz byc takim "nauczycielem"... Ja sie przyznaje
      bez bicia... - zawsze potem sie zastanawiam co we mnie wstapilo? Przeciez kazdy
      robi bledy.

      Za to co powiecie na taka oto "przygode" (nie wiem jak inaczej nazwac osobnika
      z tej historii - po prostu wariat drogowy).

      Mianowicie...pewnego pieknego wiosennego dnia moj Ojciec wracal owczesnym swoim
      pojazdem - Fiatem 125P w kolorze kosci sloniowej (hoho ;-) z Koszalina, mniej
      wiecej 40 km przed Gdynia napotkal na drodze innego duzego Fiata, ktory wlokl
      sie niemilosiernie. Po pewnym czasie Ojciec go wyprzedzil. niby zwykla czynnosc
      na drodze... Ale niestety nie. Ojciec po chwili zobaczyl ze tamtem dodaje gazu
      i z rykiem silnika go wyprzedza... pedzi jeszcze kawalek i nagle hamuje i staje
      w poprzek drogi... Ojciec zwolnil i patrzy co sie dzieje - facet z przodu
      wyskakuje z samochodu z jakas baba i .... RZUCA W NASZ SAMOCHOD BUTELKA
      plastikowa 1.5 litrowa z jakas oranzada czy czyms takim (choc po jego
      zachowaniu to bardziej wskazywalo na denaturat...)!!!! Butelka trafila w bok -
      dobrze ze nie w szybe. Ojciec pomyslal ze to wariat i przyspieszyl a ten swir
      zaczal go gonic... tak dojechali do Gdyni. Gosc w pewnym momencie utknal kilka
      samochodow za pojazdem Ojca na skrzyzowaniu - Ojciec patrzy w lusterko a wariat
      biegnie do niego z kijem (palka?) w lapie! Wtedy Ojciec ruszyl i zgubil tego
      debila. W kazdym razie zaluje ze mnie wtedy nie bylo. To jest dopiero wariat
      drogowy. Obrazil sie bo ktos go wyprzedzil. Ta dramatyczna :-) historia dziala
      sie w 1997 r. - teraz nie byloby juz tak latwo bo powszechne sa komorki. Po tej
      przygodzie Ojciec wozi blokade na kierownice ktora moze tez sluzyc jako palka.
      Nikomu nie zycze takiej przygody.
      pozdrawiam,
      P.P.
      • qrakki999 Re: wariaci drogowi są wśród nas.... 11.04.06, 18:26
        nieźle, nieźle

        Ja dzisiaj nie spotkałem nie tyle wariata ile imbecyla - wyprzedzał pełznące w
        korku auta po chodniku?!?!?

        A co do nauczycieli siedzących na zderzakach to kiedys ktoś sprzedał mi patent -
        włączyc tylne światło przeciwmgielne, kierowca powinien instynktownie wcisnąć
        hamulec:) tylko nie wiadomo co potem - urządzi sobie na tobie destruction
        derby?!?!?!

        pzdr
        Q
        • mis.z.wiertarka Re: wariaci drogowi są wśród nas.... 11.04.06, 18:56
          to i ja cos tam sprzedam.

          kiedys, pod koniec XXw kupilem sobie nowke octavie. co inteligentniejsi mieli
          swiadomosc ze to nie jest juz technologia skody ktora znaja.
          wlasciciele polonezow zupelnie nie mieli swiadomosci.
          czasem skodzine prowadzilo me dziewcze. dziewcze jak to dziewcze,bardzo
          zachowawczo jezdzilo. max 110. akurat tyle co swobodnie wyciagal jeszcze w
          miare nowy polonez. no i nagminnie debilki jak ich wyprzedzala skoda i to
          jeszcze baba, zylowali te swoje maszyny na resorach piorowych stresujac
          niezmiernie dziewcze me. zajezdzali droge i w ogole.kilka razy jak to widzialem
          chcialem sie zamienic i wyrownac rachunki,ale dziewcze myslalo za nas dwoje :-)
          w sumie to jednak zniechecili cokolwiek do prowadzenia auta dziewcze me.
          ostatnio po zmianie auta troche odzyla, co akurat mnie martwi :-)

          dzis juz malo kto pamieta o polonezach :-)

          inna histryja. tym razem ja. badam ile mozna na plynnej jezdzie zaoszczedzic.
          jade sobie te 110 wyprzedzam lublina a ten czubek sie obrazil.szczegolnie go
          chyba osmielila moja predkosc w zasiegu. (bo trzeba zauwazyc ze jednak jak
          machniesz goscia i jedziesz sporo szybciej to on za bardzo nie ma czasu sie
          zastanowic czy jest urazony. im dluzej trwa motanie z wyprzedzaniem tym wieksza
          szansa ze obudzi sie w wyprzedzanym duch gladiatora.
          i to kolejna przyczyna dla ktorej warto miec jak najmocniejszy silnik).
          siedzi mi wiec ten lublin na pupce i to na tyle blisko ze szkoda mi bylo auta
          na nauczanie nauczajacego.
          pomyslalem ze gosciowi jednak nie daruje, nie przyspiesze tak po prostu.jechal
          tak za mna juz parenascie kilometrow ,ha gosc nie ma ABS to go zalatwie.
          odczekalem do zakretu. predkosc 110, pusto. najpierw symulacja hamowania ale
          jade swoje, gosc odskoczyl lekko, dystans sie zwiekszyl to dalem dosc ostro w
          hamulce. tak ze abs zapyrkotal. to co zobaczylem w lusterku uswiadomilo ze
          mocno przesadzilem,gosc sie bujal po calej szerokosci jezdni to hamujac to
          puszczajac i probujac auto utrzymac na jezdni. zatrzymal sie na poboczu i tyle
          go widzialem mimo ze jechalem dalej ekonomicznie.

          no coz to bylo jednak glupie.teraz z perspektywy czasu: wielkie sorki dla pana
          w lublinie.

          • typson Re: wariaci drogowi są wśród nas.... 12.04.06, 10:33
            mądre masz dziewcze. btw, ostatnio sporo widuje kobiet sukcesu w sluzbowych
            autach. Powiem szczerze - wszyscy drogowi nauczyciele, roznej masci trepy, dresy
            i cala ta tłuszca moze sie schowac przy agresji tych babek.

            a co do goscia z Lublina i Twojej konkluzji:

            > no coz to bylo jednak glupie.teraz z perspektywy czasu: wielkie sorki dla pana
            > w lublinie.

            Nie wiem czy ogladaz Discovery ale tam sa takie spoty, gdzie ludzie opowiadaja
            historyjke "o podjęciu złej decyzji". Jakos tak mi sie skojarzyło
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka