niknejm
11.04.06, 11:46
Jak w temacie... Według pewnego psychologa specjalizującego się w
zachowaniach kierowców, nauczyciele drogowi to najbardziej niebezpieczna
grupa kierowców.
Opis sytuacji. Jadę sobie spokojnie rano Trasą Toruńską. Przede mną klasyczny
lewopasmowiec, gdzieś z przodu majaczy się inny pojazd. Jadąc spokojnie
prawym pasem wyprzedzam lewopasmowca. Potem na lewy pas, wyprzedzam po chwili
pojazd znajdujący sie na pasie prawym, wracam na prawy pas (wszystkie manewry
z dużym zapasem odległości). Co robi lewopasmowiec, którego ktoś ŚMIAŁ
wyprzedzić? Ano daje gazu, dogania mnie i ląduje mi 5cm za tylnym zderzakiem
(dosłownie). Jako że akurat nie potrzebuję sponsora na naprawę tyłu,
postanowiłem gościa 'strącić' metodą najprostszą - delikatne hamowanie
silnikiem, niech mnie wyprzedzi i jedzie w cholerę. Ale nie... Nauczyciel
zwalnia za mną. Pozostała już tylko redukcja, gaz w podłogę i zrzucenie
kretyna z ogona przyspieszeniem.
Teraz pytanie - co kretyn chciał osiągnąć dojeżdżając mi na 5cm do zderzaka?
Niechby wyskoczył z boku jakiś zwierzak, czy zdarzyło się coś podobnego...
Byłoby baaardzo nieciekawie. Jakieś pomysły? Ja mam wrażenie, że
lewopasmowiec (a do tego nauczyciel) był przekonany że z prawej nie wolno
wyprzedzać (co akurat w tamtym miejscu prawdą nie jest) i chciał mi tę
odkrywczą prawdę przekazać, powodując przy okazji zagrożenie. Ciekaw jestem
Waszych opinii...
Pzdr
Niknejm