Gość: Adam
IP: *.acn.waw.pl
19.02.03, 17:23
Dokonałem dzisiaj penetracji paru komisów w Warszawie. Smutek i
nostalgia..same rzęchy. Łyse opony, brudne tapicerki i wszędobylska rdza.
Liczniki oczywiście wskazują, że to same "nówki". Generalnie daje się
zaobserwować brak używanych samochodów w dobrym stanie. Ze dwa trzy na które
jeszcze by warto spojrzeć zabijają ze śmiechu ceną vide czarna toyota corolla
1,4 99 rok w stanie "spoconym" i brudnym środkiem za ......30.000 (komis
Wilanowska).
Kiedyś komisanci bardziej się przykładali do "picowania" teraz ograniczają
się do ograbiania samochodów ze zmieniarek, radyjek czy drugich kompletów
opon, generalnie ze wszystkiego co da się sprzedać na boku.
Komisy przy dealerach to już majstersztyk kombinatoryki. Dzwoniłem do
gościa , który jak jeden z 25 dziennie ogłasza się, że kupi-sprzeda opla.
Tak się rozgadał, że wypaplał jak to skupuje w warszawie wszystko jak leci
żeby lawetą zawieźć wszystko do......autoryzowanego dealera na Śląsku, tam
nowe książeczki serwisowe z wpisami przeglądów, szafa do tyłu i ......to są
właśnie używane samochody z autoryzowanych salonów !!!!!
Giełda to już rozpacz zupełna albo czterośladowy rozbitek albo kradziony
przeszczep czy składak z kradzionych części.
Skąd w takim razie wziąć ciekawe autko w cenie około 20-25 tyś????
Zostaje chyba poczta pantoflowa znajomych albo odkupienie służbowego auta z
firmy (ale chyba tylko dla garstki szczęściarzy).