Gość: Mirek
IP: *.makolab.pl
12.11.01, 14:19
Zewsząd spotykamy się z zachwytami nad elastycznością diesli
(turbodoładowanych), gdy tymczasem tak naprawdę silniki te charakteryzują się
po prostu rozwijaniem bardzo wysokiego momentu obrotowego już przy niskich
prędkościach obrotowych. Natomiast elastyczność rozumiana jako zdolność pracy
w bardzo szerokim zakresie jest najczęściej gorsza niż w benzynowcach. Np. w
dość przeciętnym Roverze 416 na V przy ok. 1700 obr/min jedziemy ok. 60 km/h. Z
3 osobami można delikatnie przyśpieszać (nie ma żadnych szarpań itp.), jak
osiągniemy 70 km/h przyśpieszenie jest już wyraźne. W górę natomiast silnik
kręci się do 7.500 obr/min (i nic się złego nie dzieje) co daje na II ok. 105
km/h. Czy są takie „elastyczne" diesle? (pomijam że w porównaniach
tendencyjnie „startują" diesle turbodoładowane - dajcie też benzyniakowi więcej
powietrza to wynik będzie inny).
Ponadto zachwyty nad ropolami mają podłoże psychologiczne. Po prostu prawie
każdy kto wsiada do diesla miał długie obycie z benzyniakami i jest nagle mile
zaskoczony jego siłą na niskich obrotach. Dopiero wsiadł do auta (nowy, testowy
lub kolegi) i nie ma okazji (ani śmiałości) zdziwić się że przy 4.000 obr/min
silnik chec wypaść spod maski. A jak już dłużej pojeździ, przyzwyczai się do
takiej przesuniętej charakterystyki motoru, zresztą jest skupiony na
sprawdzaniu drugiego miejsca po przecinku w zużyciu paliwa.
I na koniec pytanie do mądrzejszych - dlaczego diesle nie są stosowane w
samolotach? Przecież obok rozlicznych zalet bardzo przydatne byłoby, że kręcą
się wolniej niż benzynowe, bo dzięki temu możnaby wyeliminować przekładnię
śmigła (droga, ciężka, zabiera sporo mocy). Z gęstnieniem oleju napędowego
przecież można sobie poradzić, inne powody nie przychodzą mi do głowy. Po
wojnie Rosjanie mieli krótko bombowce z dieslami - to wszystko co wiem.