Gość: Mirek
IP: *.lodz-marysin.sdi.tpnet.pl
31.12.01, 20:44
Właśnie przeczytałem w "Motorze" że w tysiącach Lublinów II od 1998r. montowano
wadliwą zwrotnicę drążka poprzecznego. Jeśli taki kawał żeloza może być
wadliwy, to chyba tylko w ten sposób że wskutek wady materiałowej może pęknąć.
I wtedy auto, obojętnie jakie ma życzenia kierowca, pojedzie prosto. Np.
zjedzie na wasz pas ruchu, pogniecie zderzak, maskę a następnie wasze czoło.
Ponieważ ciężaróweczka ma sporą masę, może nawet uda się jej sięgnąć wasze
dzieci na tylnych siedzeniach.
Cóż, takie przykre wpadki zdarzały się nawet producentom dobrych samochodów,
więc należałoby oczekiwać że fabryka wezwie natychmiast, telegramami
właścicieli tych autek i natychmiast wymieni te zwrotnice. Oczywiście
bezpłatnie.
Ale tu jest Polska, kraj bezprawia i wolnoamerykanki dla różnych żółtych
pokurczów! Okazuje się oto, że Dajełu jest w stanie upadłości, więc właściciele
mogą (ale oczywiscie nie muszą!) dokonywać napraw na własny koszt i przesyłać
rachunki do syndyka. Co by im zwrócił forsę jak mu masy upadłościowej wystarczy
("tu się zgina dziób pingwina"). Jak myślicie, ilu piekarzy, sprzedawców
kapusty i minibusiarzy wymieni te zwrotnice zanim same się urwią?
Miałem jeden raz osobiście do czynienia z kilkoma Koreańczykami, akurat z
zupełnie innej branży. I nie znalazłem dokładnie ani jednego powodu do
sympatii, raczej wręcz przeciwnie. Teraz mam powody żeby ich nienawidzieć. Nie
jest wykluczone, że mimowolnie przeniesie mi się to na te ich pie....ne
samochodziki.
(A swoją drogą to ciekawe, kto odpowie karnie, gdy taki wadliwy Lublin II
zabije kogoś na drodze?)