Dodaj do ulubionych

Jesteś sumą przegranych gier.

07.07.06, 08:47
Wątek w temacie - "kim jestem?"

Nasza tożsamość jest wypadkową gier, które przegraliśmy w życiu. Spotkałem
się z koncepcją, że życie to zasadniczo gra na postulaty (przekonania).
Przegrana oznacza, że albo ktoś nie zaakceptował twojego postulatu i
przegrałeś(aś), albo zmusił cię do zaakceptowania swojego postulatu, i też
przegrałeś(aś). A zatem, jeśli wygrywasz, to nic się w tobie nie zmienia.
Zmiana następuje dopiero, gdy przegrywasz.

Jeżeli to ma sens, to wszyscy jesteśmy przegranymi w grze życia. Różnimy się
tylko kombinacją przegranych gier. Pomożcie mi znaleźć w tym błąd logiczny,
bo się załamię.

Freeloser.

PS.
Obserwuj wątek
    • scand Re: Jesteś sumą przegranych gier. 07.07.06, 09:04
      > Nasza tożsamość jest wypadkową gier, które przegraliśmy w życiu. ..

      A dlaczego nie przegranych i wygranych ? Nie rozumiem dalszej części wywodu..
      Skoro jest gra to przecież muszą być od czasu do czasu też wygrane !
      Nieprawdą jest że wygrane nic nie zmieniają. Prosta obserwacja dowodzi że jest
      inaczej i tak jest już od czasów naszych praprzodków dla których upolowanie
      zimą jelenia mogło mieć wielkie znaczenie.
      Błąd logiczny więc tkwi prawdopodobnie w izolacji.
      • freezoner Re: Jesteś sumą przegranych gier. 07.07.06, 14:49
        Spróbuję doprecyzować:

        Grą nazywamy konflikt postulatów:

        Gra wygląda np. tak:

        postulat freezonera: chcę, aby scand mnie lubił.
        postulat scanda: nie chcę lubić freezonera.

        Postulaty są ewidentnie sprzeczne.

        Jeżeli scand wygrywa grę, i freezoner ma świadomość, że scand go nie lubi, to
        przegrał grę i zmienia swoje przekonania: na temat scanda, lubienia lub chcenia.

        Co się zmienia u scanda w przekonaniach na temat freezonera, lubienia i
        chcenia? Chyba nic. Scand jest sobą, bo dawał sobie prawo do nielubienia ludzi
        i nadal je zachowuje. Zmiana zachodzi prawdopodobnie tylko w liczbie ludzi, na
        których nielubienie skand sobie pozwolił. Ale w jego tożsamości, nie jest to
        zmiana "zmienijąca" wiele. Scand pozostaje sobą.

        Należy pamiętać, że sytuacja mogła wyglądać tak:

        postulat freezonera: chcę, aby scand mnie lubił.
        postulat scanda: chcę lubić freezonera.

        Wtedy jednak nie ma konfliktu postulatów, czyli nie ma gry. Postulat scanda
        dopełnia postulat freezonera. Gry nie ma, choć freezoner dostał to, co chciał.
        Sytuacja w życiu często występująca. Freezoner uzyskał coś, nie musząc o to
        grać.

        Oczywiście w życiu kształtuje nas też to, co otrzymujemy w wyniku braku gry,
        np. szukamy ludzi, którzy by nas lubili, wśród tych, którzy potencjalnie szybko
        nas polubią (bez gry, bez naszego starania się o dopełnienie naszego
        postulatu). Dlatego być może napisałeś, że wygrane gry też nas kształtują. Tak
        się może wydawać, aczkolwiek często nie są to gry wg. definicji tego rozważania.

        Oczywiście chętnie rozważę zmianę tezy, na taką, że bardziej w życiu kształtują
        naszą tożsamość gry przegrane przez nas, niż te wygrane.
        • scand Re: Jesteś sumą przegranych gier. 10.07.06, 09:59
          Ja wrócę do gier kiedy upał zelżeje. Na razie gorąco czyni grę nieistotną ...
        • scand Re: Jesteś sumą przegranych gier. 14.07.06, 15:58
          Zastanawiam się czy odczucia są dobrym przykładem gry.
          Chyba nie mogą jej wypełnic całkowicie. Bardziej towarzyszą grze niż ją
          określają. Ważniejsze są działania i strategie działań. Czy możemy mówić o
          strategii uczuć ?
          • freezoner Re: Jesteś sumą przegranych gier. 17.07.06, 10:19
            Tak naprawdę na najgłębszym poziomie gra idzie o przekonania - na temat uczuć
            także. Przekonania ma się na temat wszystkiego, nawet samych przekonań. Nie
            ważne, jak jest, ważne jak gracz myśli, że jest. Celem gry jest spowodowanie,
            aby przeciwnik przyjął pewne przekonania. Dotyczy to także uczuć. Przekonania
            warunkują uczucia, odwrotnie też.

            Uczucia i emocje w grze życia informują graczy o stanie gry, taka może być ich
            funkcja.
            • scand Re: Szachy 18.07.06, 10:15
              Wrócmy do modeli gier życiowych czyli gier intelektualnych. Weźmy np. takie
              szachy.
              Tam gra się o kilka rzeczy:
              - o pozycję
              - o większą swobodę operacyjną
              - o osłabienie przeciwnika
              i w końcu
              aby o to aby zniszczyć jego najważniejszy punkt (króla) co uważa się za
              całkowity jego paraliż i koniec gry.

              Szczególnie gra o pozycję znajduje odpowiedniki w życiu. Lepsza pozycja i
              lepsze uporządkowanie swoich zasobów zapewnia większą swobodę operacyjną która
              pozwala z kolei łatwiej osłabić przeciwnika, a osłabionego jest łatwiej z kolei
              uderzyć w najczulszy punkt.

              Jak widać niewiele tu uczuć chociaż one oczywiście są - bardziej jednak niż
              staranie się o odpowiednie nastawienie uczuciowe przeciwnika pomaga tu
              rozpracowanie jego strategii i wykorzystanie jej dla swoich celów - jak w judo -
              walczyć z wykorzystaniem siły przeciwnika smile

              Czy więc w szachach jesteśmy sumą przegranych gier ??
              Oczywiście że raczej sumą wygranych i to tych właśnie dla nas najtrudniejszych,
              gdzie wykazaliśmy się unikalnym kunsztem smile
              • freezoner Ciągle wygrywać to nie jest dobra zabawa. 20.07.06, 22:17
                W szachach można być wypadkową gier przegranych i wygranych. Mądry gracz stanie
                się lepszym graczem zarówno po wygranej, jak i przegranej. Wyciągnie wnioski,
                zmodyfikuje strategię. A w życiu, które najogólniej rzecz biorąc w ujęciu
                międzyludzkim, jest grą na przekonania (postulaty), możemy wygrywać i
                przegrywać. Problem polega na tym, że celem gry zwanej życiem jest dobra zabawa.
                A zawsze wygrywać, to nie jest dobra zabawa. Wieje nudą. Więc zniżamy się do
                poziomu przeciwnka, aby przegrać, wtedy będzie dobra zabawa. Rachocha jest, gdy
                jesteśmy jak przysłowiowe gówno na kole, raz na górze, raz na dole.

                Ale co to znaczy umieć przegrywać? W życiu oznacza to przegrać i nie obwinić
                przeciwnika za swoją przegraną. W szachach gracze się nie obwiniają, bo wyszli
                by na idiotów ("Przegrałem, bo Karpov sapał przy biciu mojego konia wieżą").

                A w życiu, obwiniamy się nagminnie. No, chyba że gramy o rzeczy błahe. Znam mało
                ludzi, którzy potrafią nie obwiniać. Nawet gdy grają o rzeczy błahe typu "kto ma
                lepszy samochód".
                • scand Re: Ciągle wygrywać to nie jest dobra zabawa. 21.07.06, 09:22
                  Masz rację - z porażek też można się wiele nauczyć. Pod warunkiem, że
                  przegraliśmy będąc aktywnym. W szachach żadna porażka nie jest ostateczna bo
                  przecież można zagrać jeszcze raz i dopracować lepiej strategię ( inna rzecz
                  że zmienianie strategii na świeżą często nie pomaga gdyż sami jej jeszcze
                  dobrze nie znamy). Niestety w życiu nie ma aż tak dobrze - często "gry"
                  prowadzimy jeden raz i nie można się poprawić. To co pozostaje przy nas to
                  przeważnie jednak efekty naszych małych zwycięstw, porażki też nas kształtują
                  ale są raczej naszym tłem niż zasobem.
                  • freezoner Porażka pozornie pozytywna. 24.07.06, 07:47
                    Porażką w grze na przekonania, którą tu filozujemy, może być także przyjęcie
                    przekonań, które nam służą. Na przykład: Brian Tracy w swoich książkach na
                    temat, jak odnosić sukcesy w różnych dziedzinach życia, proponuje swoim
                    czytelnikom zestawy przekonań (postulatów), które jeżeli się przyjmie,
                    zinternalizuje i zastosuje w praktyce, to jest się skazanym na sukces w danej
                    dziedzinie życia. W świetle koncepcji "jesteś wypadkową przegranych gier"
                    przyjęcie tych wszystkich "budujących/pozytywnych" przekonań jest przegraną w
                    grze życia, pod warunkiem, że najpierw z czymś się nie zgadzam, a nastepnie się
                    do tego przekonuję.

                    W tym sensie wszystko, co nas ukształtowało, jest wynikiem przyjęcia przez
                    postulatów innych osób (rodziców, nauczycieli, guru, mentorów, itd.). Nie zawsze
                    byliśmy świadomi, że ktoś z nami gra i chce nam wcisnąć jakiś
                    postulat/przekonanie. Ale to się działo, dzieje i będzie dziać. Gramy świadomie
                    lub nieświadomie. Grając świadomie precyzyjniej możemy determinować innych
                    naszymi postulatami oraz lepiej poznawać tę "wypadkową", która jest naszą
                    tożsamością/ego.
                    • scand Re: Porażka pozornie pozytywna. 25.07.06, 16:35
                      > W tym sensie wszystko, co nas ukształtowało, jest wynikiem przyjęcia przez
                      > postulatów innych osób (rodziców, nauczycieli, guru, mentorów, itd.).

                      Żadne powtórzenie nie jest takie samo. W tym sensie nawet to samo trwając się
                      odmienia.
    • lynx.rufus Re: Jesteś sumą przegranych gier. 07.07.06, 19:31
      alez skad! jestesmy wynikiem wielopokoleniowego i liczonego w miliony lat
      sukcesu reprodukcyjnego naszych przodkow. miliony istot zmagaly sie z
      przeciwnosciami losu, wspolbracmi w gatunku oraz wrogami z gatunkow pozostalych,
      abysmy mogli przyjsc na swiat. co wiecej - osobniki te odniosly sukces. kazdy z
      nich, bez wyjatku. wsrod naszych przodkow nie ma jednego nawet przegranego. to
      sie nazywa skutecznosc!

      teraz tylko trzeba okazac sie takim samym chojrakiem.

      pozdrawiam
      gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
      • freezoner Re: Jesteś sumą przegranych gier. 20.07.06, 22:25
        No tak, każdy z nas jest na starcie 100%-owym zwycięzcą, spadkobiercą
        szczęściarzy reprodukcyjnych. Należy się więc szacuneczek duchom przodków.
        Wpadli już na to rdzenni Amerykanie. Oraz Bert Hellinger, który systemowo każe
        czić prababkę swoją i pradziadka swego.

        Pytanie, gdzie i kiedy okazać się chojrakiem. Gdy ostatnio odbierałem 3 porody,
        jeden za drugim, to pytam się mam, kto jest ojcem. Wszystkie trzy powiedziały,
        że Józek. Jak spotkałem Józka, to się pytam, jak ty żeś to zrobił (każda
        miejscowość, w której odbierałem poród oddalona od drugiej 50 km). A Józek na
        to: no, rower wtedy miałem.
        (z dowcipu o Józku)
      • sneer1976 Re: Jesteś sumą przegranych gier. 28.12.06, 21:36
        Tak, szczególnie podczas wojen smile
        Najlepsi szli na wojnę, ci którzy na wojne sie nie nadawali stawali się
        reproduktorami. Moze to i dobrze bo skoro tak się sprawy mają to po każdej
        wojnie gatunek sie degeneruje tj chłopy mają coraz mniej odwagi. Tak, z
        pewnością to dobrze
    • mu_ndek Re: czy trzeba grać? 21.07.06, 11:23
      A ten, który nie gra? Czy jego grą jest - nie granie? Czy programowo odchodząc
      od psychologicznych zagrywek oddalając się od gry i grających coś zyskujemy
      (poza dystansem)
      Czy wtedy jesteśmy przegrani? Czy da się nie grać? Jeśli się da to tacy wydają
      się jedynymi wygranymi.
      • freezoner Stan braku gry. 24.07.06, 07:32
        Według koncepcji, na którą się tu powołuję, stan braku gry osiągamy, gdy na
        czyjś postulat odpowiadamy postulatem dopełniającym, czyli, mówiąc bardziej po
        ludzku, spełniamy oczekiwania innych wobec nas. Nie ma wtedy konfliktu intencji,
        a zatem nie ma gry. Oczywiście można to nazwać grą w "brak gry". Zaletą takiego
        "zgodnego" podejścia do życia jest to, że nie dajemy innym szansy na ugranie
        czegokolkwiek w grze z nami. W praktyce jednak konflikt intencji występuje na
        każdym poziomie. Nie wszystkich chcemy lubić, nie wszystko chcemy robić, nie
        wszystko chcemy umieć, nie we wszystko chcemy wierzyć, nie wszędzie chcemy być,
        itd. Gramy we wszystko. Bo to nas chyba kręci. I może jest jedynym celem życia?
        • mu_ndek czy trzeba grać? 24.07.06, 15:01
          Z psychologicznego punktu widzenia(, bo to pewnie koncepcja raczej
          psychologiczna a nie filozoficzna)wszystko jest grą. Podnosząc to do poziomu
          filozofii (społecznej – Baudrillard) żyjemy w grze i do tego na scenie
          wytworzonej przez nas samych. Sztuczne dekoracje – wymuszone i wręcz niezbędne
          gry ( gra niezbędna choćby, dlatego że rozgrywa się na poziomie emocji), ale co
          nas zmusza byśmy traktowali życie w kategoriach przegranej albo wygranej? Kiedy
          się to stało? Kiedy nauczyliśmy się usprawiedliwiać swoje czyny „ nie
          intencjami oraz manifestacjami woli, lecz osiągniętym sukcesem albo poniesioną
          porażką”?Czy to właściwość naszych marketingowych czasów? Mam nadzieję (która
          raczej umiera, kiedy wszystko traktujemy jako grę) że to nie jedyny cel tylko
          na chwilę zapomnieliśmy o innych.
          PS
          Mam takie wrażenie, że życie w grze-chu zawiesza życie w grze choćby na krótką
          chwilę, ale to taka wakacyjna gra słów.( To, że dziewczyny mnie kręcą nie
          wydaje się jedynym celem, choć jedyny cel, który chcę osiągnąć robi mnie
          hazardzistą - ale tylko wakacyjnym)
          • freezoner Teoria pomaga się zorientować, o co chodzi. 25.07.06, 01:25
            Podoba mi się teoria porównująca życie do gry, gdyż tłumaczy ona wiele
            mechanizmów i zjawisk z szerokiej dziedziny, którą jest życie.

            Co nas zmusza, abyśmy posługiwali się kategoriami wygrana/przegrana? Chyba to,
            że żyjemy w świecie dualizmów: biały/czarny, zimny/gorący, wygrał/przegrał.
            Nauka o barwach (biały/czarny) słabo wyjaśnia zjawisko szantażu (to a propos
            socjologii). Termodynamika (zimny/gorący) słabo wyjaśnia mechanizm populizmu. Z
            kolei koncepcja wygrał/przegrał podejmuje się wytłumaczenia np. zjawiska
            starzenia się - z dziedziny gerontologii, co pokazuje siłę metafory pt. "życie
            to gra".

            Istnieje też hipoteza robocza na temat życia, która mówi, że życie jest tym,
            czym uważasz, że jest. Taka forma subiektywizmu. Próbowałem kiedyś w imię tego
            podejścia uwierzyć, że życie to patelnia. Ale mi się słabo ta hipoteza w życiu
            sprawdzała. Nie znalazłem w życiu odpowiednika teflonu, wraz ze wszystkimi tego
            implikacjami.

            Coś tak czuję, że od gry nie uciekniemy. Chyba że będziemy jak ten mądrala,
            który na każdy usłyszany argument odpowiadał: masz rację.

            Nie rozumiem, co masz na myśli mówiąc "usprawiedliwiać czyny intencjami oraz
            manifestacjami woli". Czy chodzi o taką sytuację, w której na pytanie
            "dlaczego?" (coś tam zrobiłeś), odpowiadasz: bo takie miałem pragnienie?
            • scand Re: Teoria pomaga się zorientować, o co chodzi. 26.07.06, 15:34
              > Coś tak czuję, że od gry nie uciekniemy.

              Od gry da się uciec - od upału trudniej, ale .. uciekam smile

              Pozdr
              Sc.
            • mu_ndek Re: 27.07.06, 16:50
              freezoner napisał:

              > Podoba mi się teoria porównująca życie do gry, gdyż tłumaczy ona wiele
              > mechanizmów i zjawisk z szerokiej dziedziny, którą jest życie.

              No tak psychologia tłumaczy sytuacje które nas w życiu czasami spotykają. Nic
              jednak nie tłumaczy życia.

              > Co nas zmusza, abyśmy posługiwali się kategoriami wygrana/przegrana? Chyba to,
              > że żyjemy w świecie dualizmów: biały/czarny, zimny/gorący, wygrał/przegrał.
              > Nauka o barwach (biały/czarny) słabo wyjaśnia zjawisko szantażu (to a propos
              > socjologii). Termodynamika (zimny/gorący) słabo wyjaśnia mechanizm populizmu.
              Z
              > kolei koncepcja wygrał/przegrał podejmuje się wytłumaczenia np. zjawiska
              > starzenia się - z dziedziny gerontologii, co pokazuje siłę metafory pt. "życie
              > to gra".


              Wygrał/przegrał to jak mi się zdaje takie same uproszczenie jak białe/czarne –
              teoretycznie jest ale nigdy się nie spotyka( psychofizjologia widzenia). Tak -
              nauka słabo się sprawdza jako wyjaśniacz życia. Teoria transakcyjna wydaje mi
              się skonstruowana na użytek popularnych poradników w stylu – „Jak odnieść
              sukces w pracy od zaraz.” -i tu jest niewątpliwie przydatna.

              >
              > Istnieje też hipoteza robocza na temat życia, która mówi, że życie jest tym,
              > czym uważasz, że jest. Taka forma subiektywizmu. Próbowałem kiedyś w imię tego
              > podejścia uwierzyć, że życie to patelnia. Ale mi się słabo ta hipoteza w życiu
              > sprawdzała. Nie znalazłem w życiu odpowiednika teflonu, wraz ze wszystkimi
              tego
              > implikacjami.
              >

              U Kanta – tylko o tyle poznajemy rzeczy a priori, co sami w nie wkładamy.
              Niewątpliwie przypisujemy światu cechy tylko takie, jakie jesteśmy w stanie
              mimo ograniczeń wymyślić - w tym sensie – świat jest dla nas tym, czym uważamy,
              że jest.

              No tak rozumiem – wszystko przywiera. A taki szybkowar ? – trzeba mieć parę
              żeby coś zrobić, ale jak się przesadzi to wszystko w gwizdek idzie i jest
              niebezpiecznie, bo jak się zablokujesz to może wybuchnąć.
              Patelnia to nawet solipsyzm-kulinarny nie tylko subiektywizm.

              > Coś tak czuję, że od gry nie uciekniemy. Chyba że będziemy jak ten mądrala,
              > który na każdy usłyszany argument odpowiadał: masz rację.
              >

              Pewnie się nie da na dłuższą metę, ale mnie najcenniejsze wydają się chwile
              zawieszenia gry to by nawet (idealistycznie rzecz biorąc) mogło prowadzić do
              np. zaufania albo innych takich mrzonek.


              > Nie rozumiem, co masz na myśli mówiąc "usprawiedliwiać czyny intencjami oraz
              > manifestacjami woli". Czy chodzi o taką sytuację, w której na pytanie
              > "dlaczego?" (coś tam zrobiłeś), odpowiadasz: bo takie miałem pragnienie?

              Mam na myśli- zapomniane narzędzie do wydawania sądów – norma przydatna do
              sądzenia myśli i czynów - rozum.
              Dalej odniesienie do platońskich idei lub do Boskiej - absolutnej jedności woli
              i wiedzy czy wreszcie Kant, z którego został – rozum praktyczny – wszystko to
              spłaszczyło się jakoś potworkowato do gry. (Oj, ale pojechałem to przez ten
              upał) Zawężanie życia do psychologicznych technik niewątpliwie je ułatwia, ale
              nie przybliża do żadnych wyjaśnień. Życia jak się wydaje nic nie wyjaśnia. Gra
              jako wyjaśnienie zasady kojarzy mi się z obłudą polityki.

              Jeśli myślisz o grze, w którą grają ludzie w robocie - z szefem – między sobą-
              to przychodzi mi do głowy coś, co oglądałem w telewizji z nieukrywanym
              obrzydzeniem – symulacja gierek – teleturniej, w którym chodziło o to, aby
              współpracować do pewnego momentu, kiedy nie poczujesz się zagrożony i nie
              wywalisz innego uczestnika gry.
              Widziałem to dawno chyba, na TVN nie pamiętam jak to się nazywało – parę
              zestresowanych osób odpowiada na pytania a gdzieś głębiej kombinują, kogo by
              wywalić a kto się jeszcze przyda. Po wywaleniu każą im jeszcze coś mówić –
              jakaś paranoidalna i poniżająca sytuacja. Wygrała kobieta w stylu atrakcyjnej
              sekretarki, bo na początku faceci ) z większym zasobem wiadomości ( jeden
              udawał luzaka drugi grał schematem dziecięcym) jak zwykle ładnej kobitce
              odpuścili a potem było już za późno, mimo że prawie nie odpowiadała na pytania
              i tak wygrała. Było wszystko - gry emocjonalne, gry biurowe, taktyka, obłuda,
              udawanie i w tle wiedza. A jeszcze najśmieszniejsze – prowadząca – zadająca
              pytania... z wada wymowy(!?) ( ona to osobna sprawa ta to dopiero grała jak się
              wydawało przeciwko sobie - musiała też nieźle zagrać żeby dostać pracę w
              teleturnieju jako przekazująca pytania - sepleniąc- a może to gra producenta
              żeby jeszcze bardziej utrudnić?).
              Można od biedy nazwać to metaforą życia – zależności, walka, emocje, przegrani
              wygrani gra... a los zadaje w niezrozumiały sposób pytania -sepleniąc.

              A może masz na myśli grę w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – gry-zabawy
              pozwalającej na zapomnienie ucieczkę do jasnych zasad(?) Z niej też nic już nie
              zostało. Dobra idę pograć w The Sims oczywiście mam obecnie dodatek Wakacje
              i Balanga.




    • oldpiernik Re: Jesteś sumą przegranych gier. 27.07.06, 11:33
      Zacznij od początku.
      Tabula rasa?
      I żadnych postulatów.
      Więc żadnych sprzeczości. Brak gry.
      Co dalej?
      Przyjęcie/odkrycie postulatu nr 1 "z zewnątrz" - to już przegrana?
      Bo jeśli nie, to....
      Przykładowa sytuacja po przyjęciu n postulatów:
      n+1 postulat sprzeczny z którymś z zakresu {1;n}.
      Analiza, przyjęcie jednego ze sprzecznych za słuszny, odrzucenie drugiego, jako
      błędnego. Wygrana? Wszak wyeliminowano błędny/zły/niechciany.
      ;0)
      • freezoner Re: Jesteś sumą przegranych gier. 01.08.06, 11:10
        oldpiernik napisał:

        > Zacznij od początku.
        > Tabula rasa?
        > I żadnych postulatów.

        Zgadza się.

        > Więc żadnych sprzeczości. Brak gry.

        Zgadza się.

        > Co dalej?
        > Przyjęcie/odkrycie postulatu nr 1 "z zewnątrz" - to już przegrana?

        Przyjęcie postulatu z zewnątrz, jeżeli nie nastąpiło w wyniku przeganej, czyli
        poprzedzone wystosowaniem postulatu sprzecznego, nie jest w świetle tej
        koncepcji przegraną. Jest stanem braku gry. Np.

        A: Chcę, abyś podał mi gazetę.
        B: Chcę ci podać gazetę. (postulat dopełniający)

        Relacja A i B jest stanem braku gry.

        > Bo jeśli nie, to....
        > Przykładowa sytuacja po przyjęciu n postulatów:
        > n+1 postulat sprzeczny z którymś z zakresu {1;n}.
        > Analiza, przyjęcie jednego ze sprzecznych za słuszny, odrzucenie drugiego,
        jako
        >
        > błędnego. Wygrana? Wszak wyeliminowano błędny/zły/niechciany.
        > ;0)

        Powyższego nie rozumiem. Może innymi słowami?
        • oldpiernik Re: NIE jesteś sumą przegranych gier. ;0) 13.08.06, 21:45
          Szukaliśmy "dziury" w stwierdzeniu "jesteś sumą przegranych gier".
          Założenie, że przyjęcie "pierwszego" postulatu, nie wpływa na stan gry, jest
          założeniem, którego uzasadnienia nie rozumiem.
          Ponieważ równie dobrze możemy wprowadzić założenie, że pierwsza kreska zmienia
          stan "tabula rasa", na stan "plus". ;0)
          Coś się stało.
          A my tu sobie mamy pominąć to, co się stało, bo taką sobie wygodną przyjęto
          definicję. Do bani. :0)

          Definicja gra, jaką podajesz na początku jest może efektowna, ale znacznie
          bardziej efekciarska.

          "Innymi słowami":
          Przyjmowanie kolejnych postulatów daje pewną sumę "plusów", która staje się
          odniesieniem dla następnuch postulatów.
          Jeśli przyjmując kolejny postulat rozstrzygsz sprzeczność z aktualnym
          odniesieniem, to albo odrzucasz ten postulat, albo modyfikujesz odniesienie.
          W obu przypadkach zyskujesz!
          Odrzucając jw. potwierdzasz swój dotychczasowy "dorobek plusów".
          Przyjmując zaś, "poprawiasz/udoskonalasz/korygujesz" tenże dorobek.

          JESTES SUMĄ WYGRANYCH
          ;0)

          OLDROZBAWIONYSERDECZNIE :0)

          Ps.
          A: Podaj mi gazetę.
          B: Nie mam gazety.
          hihihi
    • zettrzy Re: Jesteś sumą przegranych gier. 22.10.06, 21:11
      > Przegrana oznacza, że albo ktoś nie zaakceptował twojego postulatu i
      > przegrałeś(aś), albo zmusił cię do zaakceptowania swojego postulatu, i też
      > przegrałeś(aś). A zatem, jeśli wygrywasz, to nic się w tobie nie zmienia.
      > Zmiana następuje dopiero, gdy przegrywasz.

      ale w mysl tych regul nasza tozsamosc jest zaprzeczeniem nas samych w punkcie
      wyjscia, poniewaz
      a)nieustannie przyjmujemy cudze postulaty
      b)nieustannie tracimy wlasne postulaty

      czyli musimy wyeliminowac siebie, aby osiagnac tozsamosc; przy pelnej
      tozsamosci, wedlug tych regul, nie mamy ani jednego wlasnego postulatu i
      stanowimy sume postulatow obcych
      fundamentalne - A=A, pierwsza zasada logiki; tymczasem wylozone reguly postuluja
      ze A=B, przy czym jednoczesnie A=-B, a to sie niestety wzajemnie wyklucza

      tabula rasa to niebyt, tak? bo jesli na tym samym samiuskim prapoczatku jest
      jakies cos, nawet skrawek czegos, zagubiony kwark, to juz nie jest ta tabula tak
      zupelnie rasa, wiec mamy przynajmniej jeden postulat - jestem; oraz
      kontrpostulat - nie ma cie; teraz wedlug zasad gry, aby wytworzyc tozsamosc, mam
      przyjac kontrpostulat, czyli - nie ma mnie, przechodze w niebyt, a czyz niebyt
      moze miec tozsamosc?
      w tym sensie, wylozone reguly lamia elementarne zasady szkolnej logiki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka