malgosia-t-13
23.06.11, 20:25
Ponieważ korzystałam z wiedzy forumowej, może i moja relacja pomoże komuś w organizacji samodzielnej wycieczki do Stanów.
Decyzja o wyjeździe zapadła pod koniec października. 8 listopada pojechaliśmy do Krakowa po wizy i to był najbardziej nieprzyjemny punkt całego przedsięwzięcia. Tam, marznąc i moknąc na krawężniku w oczekiwani u na wejście do konsulatu, przekonaliśmy się jaka jest wyjściowa pozycja Polaka startującego w tamtym kierunku. Wielkie mocarstwo nie ma pomieszczenia dla swoich petentów, dokumenty oddaje się na ulicy. Ale Pani Konsul była bardzo uprzejma, od razu powiedziała, że wizę dostajemy. A my wystarczająco zdeterminowani (parki narodowe czekały) ,więc nie udało się nas zniechęcić.
Następnym krokiem była rezerwacja biletów. Najkorzystniejszą ofertę znaleźliśmy na opodo.de. Tu ciekawostka- opodo.pl nie pokazywała tych samych przelotów, mimo zadanych identycznych kryteriów wyszukiwania. Za trzy loty (MUC-LAX , LAX-JFK, JFK-MUC) z przesiadką w Madrycie, zapłaciliśmy 656€/osobę. Termin wyjazdu 14 maj do 1 czerwiec stał się więc nieodwołalny. Ponieważ przez pół roku dużo się może zdarzyć, zwłaszcza że należymy do grupy 50+, wykupiliśmy jeszcze ubezpieczenie od rezygnacji z lotu. Wylot z Monachium wybraliśmy ze względu na cenę i miejsce zamieszkania pozostałych uczestników wycieczki. Parking przy lotnisku kosztował 62€/3 tyg.
W styczniu wybraliśmy odpowiadające naszym potrzebom auto, duży ford ecoline zarejestrowany na 13 osób. Było nas 3 pary plus przez kilka dni siódma osoba, każdy z walizą, bagażem podręcznym, zgrzewką wody itd. Przejechaliśmy 6800 km, czasem w aucie jedliśmy, czasem ktoś musiał się zdrzemnąć. Miało być w miarę wygodnie i było. Zgłosiliśmy 3 kierowców, ale jechało na zmianę dwóch. Auto bez limitu kilometrów, miało pełne ubezpieczenie (przydało się- troszkę bok został obdarty), pełny bak bez konieczności zwrotu i wysokie zawieszenie, co okazało się ważne na szutrowych drogach. Nie zakładaliśmy jazdy po bezdrożach więc nie braliśmy terenówki. Wbrew pozorom takich dużych aut nie ma wiele, dlatego zapłaciliśmy już w styczniu. Całkowity koszt na parę w Dollar wyniósł 376€; przy odbieraniu i oddawaniu auta nie było żadnych problemów. Ale żarło jak smok- codziennie tankowanie; po podliczeniu 365$ na parę, przy koszcie benzyny średnio 3,7$ za galon.
Za logistykę odpowiadał mój brat, ja miałam być pilotem- przewodnikiem. W necie spędziłam mnóstwo czasu, ale żeby ogarnąć całość potrzebna była mi jednak papierowa mapa (Marco Polo)i przewodnik (Pascala). Z założenia nie był to wyjazd rekreacyjny, mieliśmy zobaczyć jak najwięcej, przespać każdą noc w motelu/hotelu, a odpocząć po powrocie. Decyzja, co zobaczyć a co odpuścić, nie była łatwa . Miesiąc przed wyjazdem osiągnęliśmy consensus, trasa była zaplanowana. Jak się później okazało, akceptacja uczestników wcale nie oznaczała, że plan przeczytali, a Ci co przeczytali, że zrozumieli… Ale to wyszło po kilku dniach, kiedy okazało się, że zamiast sączenia piwa w knajpie na plaży, oglądamy następne rude kamienie.
cdn.