netmarta
01.05.06, 19:56
hej, jestesmy juz w domu, nie mam za bardzo czasu, dlatego kopiuje moj post z
kwietniowek, gdzie pokrotce opisalam moje przezycia porodowe:
w miniony poniedzialek mialam miec wizyte na ktorej mieli mi ustalic termin
wywolywania, bo mijal tydzien przenoszenia, tak wiec niczego nie
spodziewalam sie.
na wszelki wypadek jednak, z mezem zastosowalismy seks, no i wydaje mi sie,
ze cos tym razem w tym bylo. w poniedzialek nad ranem zaczelam miec regularne
skurcze, od godziny 2 byly co 7 minut, raczej dziwne uczucie niz bol. o 4.30
zadzwonilam do szpitala, kazali mi wypic powoli lirw wody i chodzic przez
godzine, skurcze mialy sie albo wzmocnic albo rozejsc. po godzinie zaczely
byc juz co 5 minut, nieco silniejsze, wiec pojechalismy do szpitala, tam
bylismy ok 7 rano. badanie wykazalo regularne skurcze co kilka minut, ale
rozwarcie jedynie 3-4. mialam znow chodzic przez 2 godziny - po tym rozwarcie
postapilo o cm, wiec zatrzymali mnie w szpitalu, ale dalej kazali chodzic -
no bo 1 porod, wiec i tak mial niby dlugo trwac.
ale po 20 min. mialam juz tak czeste skurcze, i bolesne, ze nie dalam rady
chodzic.
wpisali nas wtedy juz na sale porodowa, podpieli mnie do calej aparatury,
lozka, no i czekalismy na dalszy rozwoj. po kilku godzinach mialam skurcz za
skurczem, ale rozwarcie nie postepowalo, zatrzymalo sie na 5 cm. poprosilam o
znieczulenie dolyzne i odplynelam na nastepne 2 godziny. na monitorze skurcze
byly jak grom za gromem, ale po badaniu rozwarcie wciaz 5 cm.
przebito mi wiec pecherz plodowy i podpieto oksytocyne. po tym skurcze byly
juz absolutnie bez jakichkolwiek przerw, a bol....... tu zaczela sie jazda,
jakiej nie myslalam, ze bedzie mi dane doswiadczyc. bol byl straszny, ale to
slowo nie oddaje tego, co przezylam - wymiotowalam wiele razy z bolu,
krzyczalam, plakalam, wylam, wszystko, bylam w calkowitym transie, modlilam
sie, zeby zemdlec, ale niestety.
w koncu poprosilam o zzo, troche trawla procedura, ale jak dotarlo do mnie,
niebo, znowu odplynelam na kilka godzin, po ktorych rozwarcie bylo 9 cm, po
kolejnej godzinie, 10 cm.
polozna zdecydowala o odlaczeniu zzo, by przec ze skurczami; odczekalam
godzine, az zzo przestanie calkowicie dzialac, no i znowu bol, znowu wymioty,
znowu krzyki, wycie - dziewczyny, to bylo naprawde, naprawde straszne. nie
sadzilam, ze mozna przezyc takiego rodzaju bol! w koncu zaczelam przec i
wcale nie bylo lepiej, bol byl tragiczny, nie wytrzymywalam tego. po pewnym
czasie okazalo sie, ze dziecko zatrzymalo sie w pewnym punkcie i nie schodzi
nizej. no i tak po 2 godzinach intensywnego parcia okazalo sie, ze dziecko
nie da rady przejsc przez kanal rodny, i ze trzeba wykonac cc.
podczas operacji mialam zzo - byly malutkie komplikacje, dziecko musieli
wpychac z powrotem, bo zeszlo nisko, ponadto okazalo sie, ze bylo
przyblokowane zbyt pelnym pecherzem - nie daloby i tak rady przejsc, no a
ponadto bylo za duze.
no w kazdym razie, po ponad 25 godzinach porodu naturalnego, wreszcie przez
cc, we wtorek 25 kwietnia, o 3.49 nad ranem urodzil sie Mateuszek, 4470 g, 56
cm - najpiekniejsze dziecko swiata. oczywiscie. mial biedactwo troche
powykrzywiana glowke, od tego calego parcia i przeciskania sie, ale juz
wszystko wraca do normy.
ja dzis tez juz wrocilam w koncu do domu, jestesmy przeszczesliwi - tego nie
da sie opisac. ale sporo z was juz zna to uczucie. cos niesamowitego!!!!!!!!!!
moze kogos interesowac moja opinia o szpitalu Woodhull, gdzie rodzilam, bo
ja sama wczesniej tez szukalam info, zanim tam trafilam , i do konca nie
bylam pewna, bo wiele osob mi ten szpital odradzalo.
uwazam, ze porodowka, i oddzial poporodowy sa swietne. nie mam najmniejszych
zastrzezen, wszystko odbywalo sie praktycznie perfekcyjnie. jestem bardzo,
bardzo zadowolona z opieki, podczas porodu, podczas operacji, z opieki na
oddziale poporodowym. jak dla mnie, warunki sa bardzo dobre, nie mozna
naprawde nic zarzucic. na poporodowce atmosfera bardzo dobra, wszyscy bardzo
przychylni i chetni do pomocy. zawsze bede polecala te oddzialy w tym
szpitalu, zreszta juz chodzac tam do szkoly rodzenia bylam bardzo zadowolona.
mialam bardzo ciezki porod, i lekarz wykonywujacy cesarke troche sie
zdziwil, ze mnie polozna od razu nie skierowala na cc, z tak duzym dzieckiem.
no ale to kompetencja poloznej, do ktorej juz wczesniej mialam zastrzezenia
(z kliniki na greenpoincie). co do szpitala, wszystko odbylo sie naprawde
wspaniale.
no ale przede wszystkim, jestem w domu z najwspanialszym cudem swiata;
wprawdzie placze prawie z bolu przy kazdym karmieniu, no ale ponoc to
normalne, mam nadzieje, ze mi sie brodawki szybko dostosuja.
jesli ktos ma jakies konkretne pytania np. co do szpitala, z checia
odpowiem, w miare mozliwosci czasowych.