blackgodiva
08.08.09, 20:22
Mitem jest, jakoby Czerwony Kapturek i jej Babcia były pozytywnymi postaciami,
a biedny wilk tym złym. Oto dowód:
W poniedziałek 27 lipca dzwoni telefon:
Czerwony Kapturek: Co robisz w nadchodzący weekend?
Ja: Niiic. A co?
CzK: To jedziemy na Bornholm!
No to pojechałyśmy. Wyjazd był w niedzielę 2 sierpnia, powrót planowany na 5
sierpnia.
Dzisiaj jest już 8, a ja dopiero od dwóch godzin w domu! Wszystko przez
Czerwonego Kapturka.
Wyjazd okazał się prawdziwym trójkątem bermudzkim: Breslau-Bornholm-Berlin.
Przeżyłyśmy co następuje:
- wjazd na katamaran motocyklami z nogami po desce szerokości 1,5 opony nad
przepaścią z wodą
- o pawiu na katamaranie nie wspomnę, bo to oczywiste
- objazd śmierdzących gnojówką pól bornholmskich - największa zaleta
motocykla, odczuwanie zapachów
- odwołanie promu i przymusowy postój na wyspie
- ponowny wjazd motocyklami na katamaran, też po wąskiej desce, ale tym razem
z dodatkowym utrudnieniem w postaci grubasnej liny cumowniczej w poprzek deski
- zagrożenie noclegiem w garażu w Koszalinie :)
- jazdę po berlińskim ringu i 4 (słownie cztery) godziny spędzone w dwóch sklepach
- pożar - Czerwonemu Kapturkowi spłonął jeden koszyczek podczas jazdy
I trochę tekstów:
CzK: Aneta, chcesz loda?
Ja: Taaak....
CzK: To chodź do klo... (klopa)
--------------------------------------
CzK: Chciałabyś się przejechać na takiej tyrolce (pokazując odpowiednie
zdjęcie w folderze reklamowym na Bornholmie)?
Ja: Ja bym raczej wolała sobie sokoła puścić....
CzK (z oburzeniem): Ty to nigdy nie możesz, jak normalny człowiek, puścić
sobie bąka, tylko zaraz byś sokoły chciała puszczać...
----------------
Było tego więcej, ale nie mam siły dalej pisać. Idę się regenerować, bo jutro
o 7 rano kolejny wyjazd... W las, z Czerwonym Kapturkiem...
Pamiętajcie: nie dajcie się nabrać na niewinne minki i skromne warkoczyki!
POZORY MYLĄ :)