foolproof
13.07.04, 13:17
Dla podtrzymania tematu cd
„7.06. 1998
Dalsza jazda lasami, przeważnie drogami samochodowymi lub bezpłatnymi
autostradami.
Wzruszyła mnie ogromna tablica ostrzegająca, że za chwilę będzie ostatni
zjazd przed płatną autostradą. Mimo skomplikowanej drogi nie błądzimy,
korzystając ze znakomitej interpretacji drogowskazów, dokonywanej na
bieżąco przez Wojtka, pilotującego z mapą Michelina na kolanach. Chatteau-la-
Busiere nie dało się obejrzeć nawet z zewnątrz, bo chcieli za wstęp do
całości po 35 FrF, a wnętrza (muzeum wędkarstwa czy myśliwstwa) nas nie
interesowały. Pojechaliśmy więc do Sully-sur-Loire, oglądamy z
zewnątrz, dostępny do oglądania z każdej strony, bo stoi na wodzie, a
dookoła wiedzie ścieżka i droga, w tym przez most zwodzony.
Baniaste wieże, surowe mury, rzecz bardzo malownicza i romantyczna.
Pijemy w kawiarni doskonałą café au lait i to tanią bo po 12,50, dalej w
drogę do St.Benoit-sur-Loire, katedra ogromna, biorąc szczególnie pod
uwagę, że to XII wiek, a pierwociny pochodzą chyba z wieku VII.
Apsyda o sklepieniu beczkowym (chyba jednak właściwa nazwa to
kolebkowe) na nim kolorowa mozaika, nawa - sklepienie krzyżowe (chyba
to już gotyk), wspaniałe krypty romańskie pod bazyliką. W kościele grób
jednego z tych królów nie pochowanych w St.Denis. Całość z białego
kamienia - przepiękna. W krypcie kuferek z relikwiami św. Benedykta
(ok.r.600?) czyli St.Benoit, a w prezbiterium bardzo stara mozaika
(bizantyjska) na podłodze. I jeszcze karolińskie oratorium de Germiny-des-
Pres (VII wiek): apsyda to najstarsza część - właściwie rotunda
pierwotnie otoczona czterema mniejszymi, do tego później dostawiona nawa,
też stareńka. Cały dzień nasycony więc wspaniałościami.
08.06
Orlean: cały zastawiony samochodami, ale udaje nam się zaparkować
pod placem z pomnikiem Joanny d'Arc, ruszamy w poszukiwaniu katedry,
drogę wskazuje nam panienka z IT, katedra w rusztowaniach ale i tak
imponująca, szczególnie koronkowe korony wież. W środku-jak to w katedrze.
Wiele drobnych ulic, krętych i czasami wąskich sprawia wrażenie,
że jesteśmy w małym miasteczku, a to miasto olbrzymie i bogate. W sklepie
Heleny Rubinstein wąchamy wystawione do wąchania perfumy, spacerujemy
dość długo, wreszcie w dalszą drogę.
Kilkakrotnie przekraczamy w tym dniu Loarę, uzupełniając kolekcję
zamków. Zamek Meung-sur-Loire (prywatny) w małym, bardzo schludnie
wyglądającym miasteczku, sprawiającym wrażenie wymarłego, tak cichym i
pustym, ale w zamku, z zewnątrz wspaniale warownym i dostojnym, właśnie za
chwilę ma się rozpocząć tura zwiedzania z przewodnikiem, a jest co
godzinę, bo tyle akurat zwiedzanie trwa. Płacimy za bilety i tu
zaskoczenie: kasjerka pyta nas o narodowość i wręcza dwa oprawione w
plastyk, szczegółowe (4 strony maszynopisu) opisy zwiedzania po polsku i
to napisane bezbłędnie. Zamek bardzo ciekawy, zwiedza się logiczny ciąg
pomieszczeń od salonów i sypialni po kuchnie, piwnice win i lochy dla
skazańców, sale tortur, w tym loch w którym przebywał skazany na śmierć
Franciszek Villon, zresztą podobno, jako jedyny wyszedł z tego lochu
żywy, po interwencji biskupa, czy księcia. Zwiedzanie nieoczekiwanie ciekawe,
choć ekspozycja broni zawiera też np. rurę panzerfausta, czy też bazooki, co
wygląda trochę na żart. Wokół zamku nieco zdziczały ogród, obok dobrze
zachowane ruiny kaplicy i romański kościół. Po ogrodzie poważnie chodzi
śliczny osiołek, przypominam sobie, że w kieszeni mam kostkę cukru,
kładę ją na brzegu tarasu, ale osiołkowi niewygodnie, więc pyskiem
pokazuje, żeby ją położyć na niższym schodku, gdy to robię, dmuchnięciem
zdmuchuje kurz i zjada cukier.
Chodzimy po pustych ulicach miasteczka, szukając miejsca, gdzie daliby
nam kawy, ale nawet restauracja zamknięta, wreszcie jest Bar-Tabac,
maleńki, ale bardzo typowy, sprawiający wrażenie, że nic w nim nie
zmieniano od chwili powstania, gdzieś w XIX w., kawa dobra, jak zawsze.
Clery-Saint-Andrée, bazylika romańska, wewnątrz sarkofag Ludwika
XI, a więc z francuskich królów pozostał nam do odwiedzenia tylko
Karol Wielki w Aachen.
Beaugency z Châtteau-de-Dunois, niewielki, z muzeum, którego nie
zwiedzamy, obok wieża, a raczej jej szkielet i dostojny romański, nieduży
kościół.
Tour; bez trudu trafiamy na podziemny parking, szukamy katedry,
Wojtek dowiaduje się jak do niej dojść w chwili, gdy nagle ją widzimy.
Fasada zatyka dech w piersiach, w jaki sposób wykonano tak misterną
koronkę z kamienia?. Katedra niesymetryczna, przypory są po lewej, po
prawej nie, szczegóły zdobień na fasadzie też inne nad obu portalami i na
wieżach. Wnętrze niezbyt porywające. Spacer po mieście, zakupy na
kolację; okazuje się, że ED był rzeczywiście tani - tu w supermarché
sałatki dwa razy droższe, ale za to można płacić kartą, więc mniej boli i
jazda do Chatelrault. Obiad z cydrem w pokoju po czym rezerwujemy F1 w St.
Nazaire. 57 km."