ilhan
10.07.04, 20:51
Użyję najbardziej znienawidzonego przeze mnie zwrotu recenzentów muzycznych, ale w tej chwili po prostu padam na kolana przed tym albumem. Od jakiejś godziny. Pamiętam, że pierwszy raz dane mi było obcować z fragmentami "Tommy'ego" kilka lat temu, w audycji "Pół Perfekcyjnej Płyty" w Trójce, a prezentował to wówczas red. Wiesław Weiss. Potem jeszcze chyba raz czy dwa miałem okazję odsłuchać całość, i parę dni temu, kiedy zdobyłem, w końcu. Pamiętam też, że zawsze styczność z tą muzyką była niezwykłym i intrygującym przeżyciem. Ale dopiero dziś... to było coś absolutnie magicznego. 75 minut, które zleciało błyskawicznie. Kilkakrotnie dosłownie podskoczyłem w fotelu. Genialna płyta, piękna historia opowiedziana w porywający sposób. Rany, żadne tam "Who's Next", choć jest oczywiście kapitalne. "Tommy" to jest boska rzecz!