Dodaj do ulubionych

koncerty Blackfield

14.12.04, 21:34
czy ktoś z was był (jest :]) na koncerctach?
Obserwuj wątek
    • pytajnick Re: koncerty Blackfield 14.12.04, 22:18
      Byłem. Wkleję swój tekst z tzw. listy dyskusyjnej marillion (tylko "TZW."!),
      mocno chaotyczny i spontaniczny ale pisany w dośc specyficznym momencie i nie
      chcę nic zmieniać, bo pisałem prawdę :)

      pozwolę sobie też wkleić tekst Alexa z tej samej listy, bo napisał znacznie
      staranniej.

      a na bieżąco sporo aktualnie dyskusji o koncertach na www.signify.prv.pl,
      czekamy na relacje z Bydgoszczy.

      ---

      Własnie wróciłem z koncertu, za kilka minut padnę i podniosę się nie wiem
      kiedy (no dobra, wiem, na Polską Politykę Zagraniczną XX w. o 13:20).
      Zapominając na chwilę o grupowych kontestacyjnych Eminencyach, pozwolę sobie
      powiedzieć, że jestem jeszcze w tym momencie (dobre kilkanaście godzin po
      imprezie) bardzo szczęśliwy. A to by znaczyło, że koncert był świetny.

      I myślę że był - rewelacyjny nawet - w rzeczywistości, bo potwierdziła to
      nie tylko moja SWanatyczna intuicja, ale i choćby znajomi ludzie z uczelni,
      którzy nie wiedzą kto to Wilson. Co ja mówię, cała sala to potwierdzała po
      każdym utworze, zwykle i w trakcie. Wreszcie po zakończeniu koncertu zamiast
      natychmiast spadać było 'dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy......'. Było
      więc to widać na twarzach ludzi błogą radość z muzyki, było widać i na
      twarzach muzyków i w ich zachowaniu, zresztą po koncercie długo o tym
      jeszcze rozmawiali. Było widać zaskoczenie nawet na buźce menedżera, który
      był zachwycony polską publiką (dzięki czemu czeka nas prawdopodobnie miła
      niespodzianka w przyszłym roku.) Najważniejsze były radosne uśmiechy ludzi,
      jeszcze długo po zamknięciu sali.

      Spodziewałem się lekkiego, słodkiego koncerciku bez wielkich rzeczy.
      Wszystkim mówiłem asekuracyjnie, szczególnie tym, którzy się dali namówić,
      że nie ma się czego niezwykłego spodziewać, poza sympatycznym,
      niezobowiązujących występem. A był Czad. (A nawet sama Ndżamena!) Wszystkie
      utwory, które mogły zabrzmieć mocno, a więc o dziwo większość, bardzo mocno,
      imponująco zabrzmiały. I to nie jak jakiś ostrzejszy popik, tylko chwilami
      prawdziwa przesterowana potęga i szalejący wskutek tego poniżej tłum. To już
      nie jest dwóch fanów przyjemnej muzyczki, to moim zdaniem bardzo solidny,
      niesamowity koncertowo zespół udowadniający, że prosta, ładna melodia i
      chęci z obu stron, to wszystko, czego potrzeba. Już nie będę też traktował
      Feel So Low jako słodką pioseneczkę... Najpiękniej było w czasie Waiting,
      niesamowita chwila moim zdaniem. To były porcupinowe wyjątki od
      nienajdłuższego, ale jak najbardziej satysfakcjonującego setu.

      Kończąc już patosem, na który po śnie, który zaraz nastąpi, już bym sobie
      nie pozwolił, powiem, że dla takich momentów naprawdę warto słuchać muzyki,
      chodzić na koncerty rockowe. A nawet warto mieć tych kilku przesadnie
      ukochanych, pewnie i przecenianych artystów. Wówczas pewne chwile przeżywa
      się może zbyt naiwnie, nieco śmiesznie, ale - tego jestem pewien - te emocje
      są prawdziwe. I rezygnować z nich nie warto pod żadnym względem.

      Dla mnie odlot, tym większy, że zdecydowanie niespodziewany. Dobrze czasem
      po koncercie nie mieć wątpliwości, jaki był, nawet przez myśl nie przejdzie
      analizować go pod tym kątem. No więc nie mam wątpliwości, po raz 3-4 w
      życiu. I super.

      exodus!

      ps. nic nie napisałem o secie Barbieriego, który też był super! Płytkę
      kupiłem bez wachania, mocarne artystyczne techno z ambientowym posmakiem ale
      tak pięknie podszyte basem i fajnymi rytmami, że gdyby to na dyskotekach
      grali, to ja bym na dyskoteki chodził

      ps3. Jutro, tfu, dziś w Bydgoszczy ostatni koncert trasy. Ja niestety nie
      dotrę z kilku względów, czego żałuję. Dajcie czadu na sam koniec! (To oni
      odwdzięczą się tym samym. I wszyscy będą happy.)

      ps4. Nowa płyta PT 21 marca. W połowie kwietnia dwa koncerty w PL. (Kr. &
      Byd.)

      ps5. wilson tak ładnie, z taką siłą, jeszcze nigdy nie spiewał imo. ciągle
      się facet uczy.

      ps6. %

      ---


      Alex:

      Wlasnie udalo mi sie pozbierac po koncercie Blackfield;] Szczerze,
      brakuje mi juz slow uznania dla Stevena, Richarda, Aviva i reszty
      zalogi. To co zaprezentowali bylo naprawde najwyzszych lotow. Ale po
      kolei. Richard Barbieri. Art-ambient przemieszany z potega
      house'owego beatu ktory notorycznie podwiewal nam nogawki od spodni.
      Poza tym stwierdzilismy ze Barbieri na pewno zzyna z Neighbourhood.
      Tak wiec otrzymalismy nieco DJ-ski set przy ktorym duza czesc publiki
      dala sie poniesc dyskotekowemu rytmowi, falowanie pod scena
      rozpoczelo sie na dobre. Nawet fani w bluzach Anathemy rozpoczeli
      podrygiwania. Tak to wygladalo przynajmniej z perspektywy 4-5 rzedu
      pod scena.

      Krotk przerwa i przy wrzawie pojawili sie panowie z Blackfield. Aviv
      w garniaku, ktorego sukcesywnie sie pozbywal - skonczylo sie na nagim
      torsie i okrzykach z widowni 'Aviv ubierz koszulke', Stefek w
      centrum, reszta zalogi zajela swoje miejsca i uderzyli. Od razu
      'Blackfield'. Potega, po prostu potega. Zagrany z niebywala moca i
      energia. Przy refrenie 'Open Mind' niewazne juz bylo kto wlasnie
      lamie mi zebra, a komu ja lutuje z lokcia. Byla cala plyta
      'Blackfield' lacznie z 'Where Is My Love?' i 'Epidemic' juz z nowej plyty
      zespolu, a majacy (jak wszystkie)
      zadatki na spory przeboj. A gdy w polowie setu drummer zaczal nabijac
      rytm do 'Waiting', totalnie ogluszony uslyszalem tylko sztanski
      smiech Exo i huknely chyba wszystkie gardla. Z Porkowej tworczosci
      byl jeszcze fenomenalny Feel So Low zgrany jako pierwszy bis z
      rozimprowizowana koncowka i sciana dzwieku jaka przykryla publike. A
      na drugi bis, po prostu totalne uczniactwo;] powtorzyli trzy utwory -
      co z tego? Zupelnie jak amatorski zespol, ale w tym tkwila sila bo
      wszyscy oddali sie juz resztkami sil zabawie, œpiewom. A potem bylo
      choralne 'dziekujemy' (Dziekujemy Exo za rozpoczecie:D), autografy i
      trzeba bylo sie zegnac...

      Teraz juz wiem, co zamkniete jest w tej butelce z napisem Blackfield.
      Energia i calkowite szalenstwo.

      ---

      I jeszcze trzy opinie z 'signify':


      Aga:

      Ja tez bylam i sie swietnie bawilam. Racja, czegos tak 'czadowego'
      (nie boje sie uzyc tego slowa) tez sie nie spodziewalam. Steven
      potrafi jeszcze zaskakiwac :-)

      Najbardziej jednak podobal mi sie perkusista ha ha. Byl rewelacyjny.
      Bardzo przezywal wystep.

      Nie dziwie sie, ze muzycy byli zachwyceni przyjeciem w Krakowie
      skoro poprzedniego wieczoru bylo podobno 70 osob.


      Wososh:

      zgadzam sie z powyzszymi opiniami w 100%. "if you think it's not
      that kind" jeden z najlepszych koncertow, jakie widzialem i chyba
      jedyny ktory mnie zdolal poruszyc, tak jakby to byl porcupine.
      oczywiscie blackfield nie ma takiego mistycyzmu ani ekscytujacej
      aury, porownywalnych do pt, lecz w zamian oferuje niezwykla
      swiezosc i lekkosc. material zagrany wiecej niz poprawnie -
      wyjatkowo porywajaco a zarazem klarownie. i tak na przyklad, moj
      ulubiony utwor: 'glow' - nie bylo mowy o jakims niepotrzebnym
      dzwieku. poczatek czysty, akustyczny, urzekajacy i rozwiniecie:
      glosne, elektryczne, lekko zgielkliwe, ale nigdy nie
      przytlaczajace (jak ex nazwal: "prawdziwa przesterowana
      potêga")to sie nazywa wywazenie ;) podobnie bylo w zagranym dwa
      razy cloudy now, a takze w instrumentalnej partii 'feel so low'
      tak dlugiej jak chyba caly utwor albumowy. i jeszcze ten
      'epidemic'.. z zapetlonym klawiszem.. cudo! czy ktos inny tak
      potrafi grac?

      Misza:

      Zgadzam sie z Waszymi opiniami!
      Po ostatniej trasie PT mialem duze watpliwosci czy koncert BF mnie ruszy i
      teraz odszczekuje i kajam sie , Wilson to artysta wielki jest.
      Ale byl czad! Nie przypuszczalem, ze te piosenki moga tak ostro zabrzmiec.
      Barbieri też byl super, chetnie bym zakupil jego plytke ale mam dziure w
      budzecie.
      Reasumujac, kto nie byl na koncercie ten jest straszny gapiszon (jak mawia
      moje dziecko)


      ---
      ---

      pozdrawiam
      ex

      np. voo voo | zapłacono
      • porcupine Re: koncerty Blackfield 15.12.04, 17:00
        dzięki. już płaczę :[

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka