Dodaj do ulubionych

Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wydanie

    • good_morning patrz,slonce wschodzi!powitaj z radoscia dzien ;) 15.11.05, 13:46
      czyli o tym, jak roznie muzyka dziala na ludzi...
      oczywiscie nie wytrzymalam do zmroku, i dobrze!!
      oto plyta (winylowa ;) - w koncu do mnie dotarla) zdecydowanie optymistyczna,
      dla mnie na pore, kiedy zwlekam sie rano do pracy. nie zglebilam, co prawda,
      wszystkich tekstow jeszcze, ale radosne dzwieki zdecydowanie nadaja ton, hej
      ho, happy workers ;)
      moja skladanka "rozjasnia sie" :)zbudowana jest w oparciu o klimaty, w ktorych
      raczej sie nie poruszam, znam jedna piosenke: numer 8 talk talk 'life's what
      you make it'! a 10 chyba slyszalam, ale nie jestem w stanie pzryporzadkowac tak
      z marszu. jedynka - jakis znany wokal mi sie placze po glowie, nie kojarze
      jednak nazwiska.
      6,9 - te sa faktycznie na wieczor
      wiecej napisze za dni pare,a tymczasem dziekuje Ci niezidentyfikowany/-a
      autorze/autorko tegoz krazka... :)
      • good_morning ściemnia się albo rozjaśnia ;) 28.11.05, 20:27
        wreszcie udalo mi sie posluchac wiecej i napisac, a zatem:

        1. wydaje mi sie,ze znam to, tylko skad? w radosnym rytmie panowie graja i
        spiewaja o srebrnych łąkach, zlotych orlach i oczekiwaniu... no dobra, to
        wstajemy, slonce sie usmiecha i ogolnie jest ekstra ;)

        2. to jest bardzo fajna rzecz, lubie takie. muzyczka monotonnie obiega jeden
        motyw, narasta systemem ‘ravelowskim’ i jest dobrze, dopoki pani nie przychodzi
        do glowy probowac sil w gornych partiach, brzmi wtedy okropnie (4.12, I’m
        afraid for youuuuuuuu ;))na aszczescie trwa to niecala minute, mozna wytrzymac.
        sama muzyka nieco mi ‘scianke’ przypomina z pierwszej plyty. chetnie poznam
        wiecej utworow tego wykonawcy pod warunkiem, ze sa podobne...

        3.dla mnie niczym od U2 sie ten utwor nie rozni, smyczki mnie troche draznia,
        mimo to fajne na poranny rozbieg miedzy lazienka a sniadaniem, ale zeby sie
        wsluchiwac, to nie....

        4.nie cierpie tego. na poczatku pani wzdycha nie wiadomo po co (jak w kiepskim
        porno;)) wokal za to bardzo charakterystyczny. czy jest jakas ‘smetna’ wersja
        tego utworu? bo odnosze wrazenie, ze slucham jedynie nieudolnego remiksu czegos
        lepszego. a jesli nie, to wokalista sie tu marnuje.

        5.jak ja lubie takie niezbyt czyste dzwieki! wreszcie cos ciezszego i wiatr
        ponury w tle ;) mozna potanczyc :)))

        6.odrobine ‘niezborne’ granie z wyraznymi patriami detych, jeden
        wokal ‘mantruje’, drugi zawodzi. monotonny, ale ciekawy utworek.

        7.lacznik przed hollisem. nic szczegolnego ale w sumie dobrze, ze istnieje, bo
        oddziela rozniace sie dosc mocno klimatem granie. w dodatku wydaje mi sie
        znany, ale moze to zludzenie... moze tylko przypomina mi poczatek czegos, co
        mam i sluchalam.

        8.talk talk ‘life’ what you make it’. nie jest to moj ulubiony utwor talk talk,
        ale glosu hollisa mozna sluchac o kazdej porze ;)

        9.piekna rzecz, duzo smutku, pan mi nieco damiena rice’a przypomina glosem.
        utwor troche w konwencji Nicka Cave’a . na pewno siegne po plyte, a moze jest
        ich wiecej?

        10.pociagi, gwizd, lokomotywa mknie przez prerie. jakos mi sie to z poprzednim
        utworem nie laczy i nieco wybija z nastroju. ale saksofonik uroczy :)

        11.tu sie posilkowalam guglami i jest: the frames „suffer in silence”. nastepne
        w kolejce do sluchania, choc w zasadzie niczego innego niz coldplay do mojego
        zycia na razie nie wnosi (ale moge sie zdziwic ;))

        ulubione: 2, 5, 9, 11

        podsumowujac: otrzymalam - jak juz wspomnialam - mila i pogodna skladanke na
        dzien dobry :) porcyjke wieczornej melancholii mozna rankiem przeskoczyc, a
        wysluchac z nalezyta atencja po zapadnieciu mroku. jako ze autor/-ka skladanki
        dal/-a mi mozliwosc wyboru odcienia zmierzchu na okladce, wybieram
        opcje „golebia szarosc switu” ;)
        dziekuje raz jeszcze i pozdrawiam. a, i obiecuje, ze cd nie pokryje sie
        kurzem :)
        • janek0 Re: ściemnia się albo rozjaśnia ;) 01.12.05, 14:24
          > wreszcie udalo mi sie posluchac wiecej i napisac, a zatem:
          oj, a ja nie zauważyłem, że napisałaś recenzję. więc już mówię co jest co.

          > 1. wydaje mi sie,ze znam to, tylko skad? w radosnym rytmie panowie graja i
          > spiewaja o srebrnych łąkach, zlotych orlach i oczekiwaniu... no dobra, to
          > wstajemy, slonce sie usmiecha i ogolnie jest ekstra ;)
          The Church - "Chromium" z mojej ulubionej ich płyty After Everything, Now This.
          Jak dla mnie, to raczej jest o chwili tuż przed zmrokiem...

          > 2. to jest bardzo fajna rzecz, lubie takie. muzyczka monotonnie obiega jeden
          > motyw, narasta systemem ‘ravelowskim’ i jest dobrze, dopoki pani ni
          > e przychodzi
          > do glowy probowac sil w gornych partiach, brzmi wtedy okropnie (4.12, I’m
          Tak jest, to jest bardzo fajna rzecz, a zupełnie nieznana.
          Zespół Quickspace, płyta "The Death Of Quickspace", utwór "Climbing A Hill".
          Reszta płyty jest podobna, gorąco polecam.

          > 3.dla mnie niczym od U2 sie ten utwor nie rozni, smyczki mnie troche draznia,
          > mimo to fajne na poranny rozbieg miedzy lazienka a sniadaniem, ale zeby sie
          > wsluchiwac, to nie....
          O ku... :D Wszystko rozumiem, ale z tym U2 to już przesadziłaś :DD
          To nowość tegoroczna, The Clientele - E.M.P.T.Y. z płyty Strange Geometry
          Ale faktycznie, trochę popowe.

          > 4.nie cierpie tego. na poczatku pani wzdycha nie wiadomo po co (jak w kiepskim
          > porno;)) wokal za to bardzo charakterystyczny. czy jest jakas ‘smetnaR
          > 17; wersja
          > tego utworu? bo odnosze wrazenie, ze slucham jedynie nieudolnego remiksu
          czegos lepszego. a jesli nie, to wokalista sie tu marnuje.

          W istocie, beat trochę chamski :) a i utwór jest z płyty odrzutami i remiksami.
          Ale to nie jest remiks, tylko tak ma być, bo to taka awangarda ;). Proponuję
          zacisnąć zęby i nie skipować - po trzech przesłuchaniach wejdzie. Psychic TV,
          utwór 'Smile". Wokalistą jest niejaki Genesis P. Orridge, znany też z Throbbing
          Gristle, więc można powiedzieć, że się marnuje :)

          > 5.jak ja lubie takie niezbyt czyste dzwieki! wreszcie cos ciezszego i wiatr
          > ponury w tle ;) mozna potanczyc :)))
          Znowu dziady, takie stare jak pan Genesis. The Legendary Pink Dots - Dissonance.

          > 6.odrobine ‘niezborne’ granie z wyraznymi patriami detych, jeden
          > wokal ‘mantruje’, drugi zawodzi. monotonny, ale ciekawy utworek.
          Zespół jest elektrycznym odpowiednikiem The Microphones, i dopiero cała płyta
          jest ciekawa w swojej niezborności. Nazywa się Iran, utwór "Wuthering Heights",
          z płyty The Moon Boys.

          > 7.lacznik przed hollisem. nic szczegolnego ale w sumie dobrze, ze istnieje, bo
          > oddziela rozniace sie dosc mocno klimatem granie. w dodatku wydaje mi sie
          > znany, ale moze to zludzenie... moze tylko przypomina mi poczatek czegos, co
          > mam i sluchalam.

          Walker Kong z płyty There Goes the Sun. Tytuł jest taki, jaką pełni funkcję na
          płycie - Distant Flash.

          > 8.talk talk ‘life’ what you make it’. nie jest to moj ulubion
          > y utwor talk talk,
          > ale glosu hollisa mozna sluchac o kazdej porze ;)
          A ja lubię :)

          > 9.piekna rzecz, duzo smutku, pan mi nieco damiena rice’a przypomina glose
          > m.
          > utwor troche w konwencji Nicka Cave’a . na pewno siegne po plyte, a moze
          > jest
          > ich wiecej?
          To jest chrześcijańskie alt-country, "10 2/3 Horsepower" można powiedzieć.
          Lilium "Whitewashed" z płyty Short Stories. Jest więcej.

          > 10.pociagi, gwizd, lokomotywa mknie przez prerie. jakos mi sie to z poprzednim
          > utworem nie laczy i nieco wybija z nastroju. ale saksofonik uroczy :)
          No bo rzeczywiście z innej bajki trochę, raczej elektryczno-klawiszowej. Zespół
          robi karierę teraz - to Electrelane, Gone Darker, z płyty Axes. Mi się ten
          kawałek kojarzy z jazdą po ciemku pociągiem - jest tylko ostro oświetlony
          przedział i ciemność za oknem - jakby nic już nie istniało poza samym pociągiem.

          > 11.tu sie posilkowalam guglami i jest: the frames „suffer in silence̶
          > 1;. nastepne
          > w kolejce do sluchania, choc w zasadzie niczego innego niz coldplay do mojego
          > zycia na razie nie wnosi (ale moge sie zdziwic ;))
          Tak jest !

          > podsumowujac: otrzymalam - jak juz wspomnialam - mila i pogodna skladanke na
          > dzien dobry :) porcyjke wieczornej melancholii mozna rankiem przeskoczyc, a
          > wysluchac z nalezyta atencja po zapadnieciu mroku. jako ze autor/-ka skladanki
          > dal/-a mi mozliwosc wyboru odcienia zmierzchu na okladce, wybieram
          > opcje „golebia szarosc switu” ;)

          No, trochę tak właśnie miało być. Składanka miała być o tym, jak się ściemnia -
          nie, że jest ciemno już, albo jasno jeszcze, tylko właśnie o ściemnianiu śie.
          No, ale na rozjaśnianie się też mogę się zgodzić :)

          Dzięki za recenzję.
    • pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 15.11.05, 20:42
      Melduję posłusznie, że właśnie wyjąłem ze skrzynki składankę od tajemniczej
      osoby, podpisującej się tylko inicjałem. Stempel pocztowy z Torunia, charakter
      pisma wskazujący raczej na kobietę. Na płycie 16 tracków, 73 minuty grania.
      Dziękuję. :)

      Jeszcze nie słuchałem, ale na pewno dzisiaj włączę pierwszy raz. Jednak recenzji
      należy się spodziewać nie wcześniej niż w piątek.
    • moore_ash Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 15.11.05, 21:21
      w zwiazku z faktem iz kilka dni temu wreszice po ponad rocznych staraniach
      udalo mi sie namowic opje wspollokatorki do podlaczenia intenetu zglaszam sie
      do nastepnej edyzji tej jakze ciekawej zabawy:)

      pzdr.
      tb
      • janek0 Obwieszczenie 15.11.05, 23:00
        Obwieszcza się wobec i wszem, że jak Janek0 nie dostanie natychmiast należnej mu
        składanki, to jak boga kocha, pójdzie do Szefowej-matki-wątku na skargę.

        O !
        • teddy4 Re: Obwieszczenie 15.11.05, 23:36
          A ja jak nie zobaczę recenzji swojej składanki!
          • grimsrund Re: Obwieszczenie 15.11.05, 23:43
            A ja dalej nie mam ani składanki, ani recenzji :(((
            • pszemcio1 Re: Obwieszczenie 16.11.05, 08:35
              dostałem tralalalalala....pamparampam :) i co ? myslicie ze będę czekał do nocy
              żeby zapodać??? buahahahahahah!! naiwniaki!!!
        • janek0 Ha ! 16.11.05, 20:44
          Jednak ta matka-założycielka to ma autorytet, oj ma. Wystarczyło się wczoraj
          poskarżyć a dziś już jest składanka !

          Nosi tytuł "music has the right to my hour of darkness", i jest baaaardzo
          elegancko wykonana, w okładce nawiązującej do "music has the right..." właśnie.
          I nawet płyta ma własną naklejkoobrazkę, Zawartość dopiero poznaję, ale wygląda
          na to, że jest adekwatna do tytułu i okładki.

          Z Elbląga.

          Dzięki.
    • pop_up Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 16.11.05, 14:28
      Pod groźbą pobicia przez twórcę składanki, teddy'ego number 4 jak mniemam,
      zebrałem się do opisania swoich wrażeń na jej temat. Przede wszystkim zaskoczyło
      mnie że jesteśmy "ziomkami z dzielnicy";) Autor zaserwował pełnego cd'eka muzyki
      w takim jakimś dziwnym miksie. O co chodzi. No właśnie nie do końca wiadomo bo
      np. w połowie tracka nr 1 zaczyna się utwór drugi, który kończy się mniej więcej
      w połowie tracka nr 2 itd. Krótko mówiąc włączając track powiedzmy 13 nie
      trafimy wcale na utwór 13 tylko na środek bodaj 14. W połączeniu z zupełnym
      eklektyzmem, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, w doborze muzyki mamy totalny
      galimatias.

      1. Miłe dla ucha intro, nastrój nocny jak było zadane jest. Po chwili spokój się
      kończy, wchodzi perkusja w tle słychać "come inside come inside come inside"
      charakterystyczny motyw na klawiszach robi się zimno jak cholera. Wszystko jasne
      jesteśmy w latach 80. i przygrywa nam wcale nie wesoło danse society z płyty
      "heaven is waiting". Nawiasem mówiąc sam się poważnie zastanawiałem czy ich nie
      wrzucić na swoją składankę.

      2. A teraz przyspieszenie i skok do naszych południowych sąsiadów. Nie mam
      pojęcia co to jest, ale mi się podoba. Dzikie gitary jakieś trąbki i nie wiadomo
      o czym koleś śpiewa przeciągając co by straszno było. Jest weselej niż jeszcze
      parę minut temu natomiast klimat trochę gotycki, trochę jak siouxsie and the
      banshees...

      3. Łup łup łup bębny walą w najlepsze bas transowo wygrywa swoje, gitara swoje,
      powtarzając w nieskończoność, jak na zimnofalowy standard przystało. Jesteśmy w
      polsce roku powiedzmy 84. Dookoła jest brudno, szaro, do dupy a "człowiek dobry
      to człowiek martwy". Po kilku przesłuchaniach można się nabawić depresji
      jesienno-zimowej. Nie za bardzo do mnie trafia.

      4. Marianna Sisters of mercy w wersji z latynoamerykańskim podkładem zaśpiewana
      przez kobietę o bardzo delikatnym głosie. Jest gitara klasyczna, dzwoneczki,
      jakieś grzechotki. Dość nastrojowo i melancholijnie. Kawałek idealny na zimową,
      nocną wycieczkę po bajkowym lesie jak z "gnijącej panny młodej" burtona. To mi
      się podoba i chcę tego więcej.

      5. W tym miejscu noc się kończy a zaczyna się pościg w filmie sensacyjnym sprzed
      30 lat. Bardzo żwawe tempo długie solówki na wszystkich użytych w utworze
      instrumentach, ktoś szybko wciska klawisze. Nie bardzo, nie jestem fanem
      "Brudnego Harry'ego".

      6. Numer 6 powinien znaleźć się jako kontrast koło 3. Bardzo wesoły kawałek
      popowy i powrót do lat 80. Troche nie na temat bardziej by pasował do składanki
      "Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje" jako opener. Zasadniczo śpiewa jeden koleś
      ale reszta mu pomaga zarówno w trakcie melorecytacji w zwrotce w refrenie jak i
      w chórkach. Dość monotonny, jednak odczucia pozytywne (nie do przesady).

      7. Zostajemy w tej samej dekadzie ale następuje zmiana nastroju. W tym momencie
      jest mi trochę wstyd, że nie wiem, co to jest. Wychodzą moje braki w klasyce
      zapewne. Kojarzy mi się troche z Talk Talk z "Colour of Spring" ale więcej
      przestrzeni. Bardzo bardzo jestem za.

      8. Echo and the bunnyman "Killing moon" tematycznie strzał w dziesiątkę.

      9. A to mój faworyt. Przejrzałem wszystkie węgierskie winyle jakie miałem i
      niestety nie znalazłem. W egzotycznym języku miło zawodzi facet natomiast w
      chórkach śpiewają kobiety. Mniej więcej w połowie najlepszy moment. Zostaje bas
      i perkusja i co chwila wchodzą klawisze z pogłosem i tu faktycznie czuć powiew
      nocy. Kawałek mógłby być ilustracją do "Love boat" na przykład.

      10. Czarne sylwetki powoli tańczą w przesłopnie aparatu na tle wolno
      przelatujących bąbelków i wtem pojawia się napis w rolach głównych Roger
      Moore... Przy pierwszym przesłuchaniu miałem nieodparte wrażenie, że to piosenka
      z Jamesa Bonda. Taka pościelówa, w której pani śpiewa o koszmarach nocnych w
      sposób nie przywodzący na myśl koszmarów. Moje nastawienie: obojętne.

      11. Z krótkiej drzemki wyrwały mnie piekielne bębny taki sam bas. Wracam do
      najprawdopodobniej ulubionej przez autora dekady a tam Killing Joke i "Sun goes
      down". Niezłe całkiem.

      12. The the "The violence of truth". Jak słucham tego utworu to mam odczucie że
      Dave Gahan się na tym wzorował nagrywając "Paper monsters".

      13. Miejscami kojarzy mi się z Queens of the stone age ale nie wiem... Nic
      specjalnego.

      14. Jazzowe coś. Zupełnie się na tym nie znam. Mimo prób nie przyswoiłem sobie.

      15. Kiedy już myślałem, że najlepsze momenty tej płyty mam za sobą zabił mnie
      Jimi Tenor. Nie wiedziałem co to jest ale musiałem zinwigilować. Zdehumanizowany
      głos nawołujący "take me baby take me now take me to the edge of explosion"
      mocny elektryczny (nie elektroniczny) beat i dziwna melodyjka na klawiszu co
      jakiś czas. Taki rammstein w wersji electro. Prawdę mówiąc znam Tenora w jego
      bardziej big beatowym jazzującym wcieleniu z płyty "Out of nowhere" a tu taka
      niespodzianka.

      Słowo na zakończenie. Mimo miejscami zupełnie rozbieżnych z moimi
      zainteresowań muzycznych autora zostałem zaatakowany w kilku najmniej
      spodziewanych miejscach bardzo ciekawymi dźwiękami. Moja ocena końcowa (8/10).
      Dziękuje. Zabawa przy słuchaniu była przednia.
      • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 16.11.05, 15:51
        chciałem tylko powiedzieć że ze składaka który dostałem nie znam ani jednego
        kawałka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        chyba pobiłem rekord:)

        nie mój klimat ale wyzwanie spore

        w związku z powyższym recenzja poczeka bo muszę sie wgłębić
      • teddy4 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 16.11.05, 21:40
        pop_up napisał:

        > Pod groźbą pobicia przez twórcę składanki, teddy'ego number 4 jak mniemam,
        > zebrałem się do opisania swoich wrażeń na jej temat. Przede wszystkim
        zaskoczył
        > o
        > mnie że jesteśmy "ziomkami z dzielnicy";) Autor zaserwował pełnego cd'eka
        muzyk
        > i
        > w takim jakimś dziwnym miksie. O co chodzi. No właśnie nie do końca wiadomo bo
        > np. w połowie tracka nr 1 zaczyna się utwór drugi, który kończy się mniej
        więce
        > j
        > w połowie tracka nr 2 itd. Krótko mówiąc włączając track powiedzmy 13 nie
        > trafimy wcale na utwór 13 tylko na środek bodaj 14. W połączeniu z zupełnym
        > eklektyzmem, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, w doborze muzyki mamy totalny
        > galimatias.

        Kurczę, coś się źle wypaliło - sorry.
        >
        > 1. Miłe dla ucha intro, nastrój nocny jak było zadane jest. Po chwili spokój
        si
        > ę
        > kończy, wchodzi perkusja w tle słychać "come inside come inside come inside"
        > charakterystyczny motyw na klawiszach robi się zimno jak cholera. Wszystko
        jasn
        > e
        > jesteśmy w latach 80. i przygrywa nam wcale nie wesoło danse society z płyty
        > "heaven is waiting". Nawiasem mówiąc sam się poważnie zastanawiałem czy ich
        nie
        > wrzucić na swoją składankę.
        >
        > 2. A teraz przyspieszenie i skok do naszych południowych sąsiadów. Nie mam
        > pojęcia co to jest, ale mi się podoba. Dzikie gitary jakieś trąbki i nie
        wiadom
        > o
        > o czym koleś śpiewa przeciągając co by straszno było. Jest weselej niż jeszcze
        > parę minut temu natomiast klimat trochę gotycki, trochę jak siouxsie and the
        > banshees...

        Bez Ladu A Skladu - "Genovy Inzynier". Prawdziwy killer, otwierający
        debiutancki album Słowaków z końca lat 80-tych. Grali genialne koncerty,
        chociaż mieli z wyglądu po kilkanaście lat.
        >
        > 3. Łup łup łup bębny walą w najlepsze bas transowo wygrywa swoje, gitara
        swoje,
        >
        > powtarzając w nieskończoność, jak na zimnofalowy standard przystało. Jesteśmy
        w
        > polsce roku powiedzmy 84. Dookoła jest brudno, szaro, do dupy a "człowiek
        dobry
        > to człowiek martwy". Po kilku przesłuchaniach można się nabawić depresji
        > jesienno-zimowej. Nie za bardzo do mnie trafia.

        Rok 1985, a nie 1984:). Jarocin, tzw. Duża Scena. Made In poland - "Papier z
        pieczątką". Prawdopodobnie jedyny polski utwór w rytmie 10/4. Zdrowo porąbany i
        w rzeczy samej mocno depresyjny.
        >
        > 4. Marianna Sisters of mercy w wersji z latynoamerykańskim podkładem
        zaśpiewana
        > przez kobietę o bardzo delikatnym głosie. Jest gitara klasyczna, dzwoneczki,
        > jakieś grzechotki. Dość nastrojowo i melancholijnie. Kawałek idealny na
        zimową,
        > nocną wycieczkę po bajkowym lesie jak z "gnijącej panny młodej" burtona. To mi
        > się podoba i chcę tego więcej.

        Francuska kapela Nouvelle Vague. Nagrali kowery zimnofalowych kawałków w rytmie
        samby/bossanowy.
        >
        > 5. W tym miejscu noc się kończy a zaczyna się pościg w filmie sensacyjnym
        sprze
        > d
        > 30 lat. Bardzo żwawe tempo długie solówki na wszystkich użytych w utworze
        > instrumentach, ktoś szybko wciska klawisze. Nie bardzo, nie jestem fanem
        > "Brudnego Harry'ego".

        Jean Luc Ponty z płyty "Cosmic Messenger". Apogeum europejskiego jazz-rocka.
        Pomimo roku pochodzenia (1976) nie ma prawa się zestarzeć.
        >
        > 6. Numer 6 powinien znaleźć się jako kontrast koło 3. Bardzo wesoły kawałek
        > popowy i powrót do lat 80. Troche nie na temat bardziej by pasował do
        składanki
        > "Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje" jako opener. Zasadniczo śpiewa jeden koleś
        > ale reszta mu pomaga zarówno w trakcie melorecytacji w zwrotce w refrenie jak
        i
        > w chórkach. Dość monotonny, jednak odczucia pozytywne (nie do przesady).

        Big Audio Dynamite "E=mc2". Dzieło życia Micka Jonesa z The Clash. Co
        tam "Should I Stay or should I go".
        >
        > 7. Zostajemy w tej samej dekadzie ale następuje zmiana nastroju. W tym
        momencie
        > jest mi trochę wstyd, że nie wiem, co to jest. Wychodzą moje braki w klasyce
        > zapewne. Kojarzy mi się troche z Talk Talk z "Colour of Spring" ale więcej
        > przestrzeni. Bardzo bardzo jestem za.

        Za ten bas z początku kawałka i za ten wokal wielu dałoby się pokroić. Marcus
        Bell i Mark Long czyli Opposition z płyty "Empire Days". Utwór tytułowy.
        >
        > 8. Echo and the bunnyman "Killing moon" tematycznie strzał w dziesiątkę.
        >
        > 9. A to mój faworyt. Przejrzałem wszystkie węgierskie winyle jakie miałem i
        > niestety nie znalazłem. W egzotycznym języku miło zawodzi facet natomiast w
        > chórkach śpiewają kobiety. Mniej więcej w połowie najlepszy moment. Zostaje
        bas
        > i perkusja i co chwila wchodzą klawisze z pogłosem i tu faktycznie czuć powiew
        > nocy. Kawałek mógłby być ilustracją do "Love boat" na przykład.

        Locomotiv GT z płyty "LGT V" z roku 1976! Utwór "mindenki". Słychać, jak
        świetny to był zespół. Ten fragment to takie United Kingdom zanim ci drudzy
        powstali.
        >
        > 10. Czarne sylwetki powoli tańczą w przesłopnie aparatu na tle wolno
        > przelatujących bąbelków i wtem pojawia się napis w rolach głównych Roger
        > Moore... Przy pierwszym przesłuchaniu miałem nieodparte wrażenie, że to
        piosenk
        > a
        > z Jamesa Bonda. Taka pościelówa, w której pani śpiewa o koszmarach nocnych w
        > sposób nie przywodzący na myśl koszmarów. Moje nastawienie: obojętne.

        Andy Summers z płyty z kompozycjami Charlie Mingusa. Śpiewa Debbie Harry. Dobre
        skojarzenie z tym Bondem.
        >
        > 11. Z krótkiej drzemki wyrwały mnie piekielne bębny taki sam bas. Wracam do
        > najprawdopodobniej ulubionej przez autora dekady a tam Killing Joke i "Sun
        goes
        > down". Niezłe całkiem.
        >
        > 12. The the "The violence of truth". Jak słucham tego utworu to mam odczucie
        że
        > Dave Gahan się na tym wzorował nagrywając "Paper monsters".
        >
        > 13. Miejscami kojarzy mi się z Queens of the stone age ale nie wiem... Nic
        > specjalnego.

        Damage Manual z jedynej płyty. Geordie, Atkins, Connelly, Jah Wobble. Czyli
        supergrupa alternatywnego rocka:).
        >
        > 14. Jazzowe coś. Zupełnie się na tym nie znam. Mimo prób nie przyswoiłem
        sobie.

        Utwór sztandar. Tytułowy utwór z płyty "Mysterious Traveller" Weather Report.
        Od tego kawałka pokochałem jazz.
        >
        > 15. Kiedy już myślałem, że najlepsze momenty tej płyty mam za sobą zabił mnie
        > Jimi Tenor. Nie wiedziałem co to jest ale musiałem zinwigilować.
        Zdehumanizowan
        > y
        > głos nawołujący "take me baby take me now take me to the edge of explosion"
        > mocny elektryczny (nie elektroniczny) beat i dziwna melodyjka na klawiszu co
        > jakiś czas. Taki rammstein w wersji electro. Prawdę mówiąc znam Tenora w jego
        > bardziej big beatowym jazzującym wcieleniu z płyty "Out of nowhere" a tu taka
        > niespodzianka.

        Kawałek w rzeczy samej genialny. Z roku 1994.
        >
        > Słowo na zakończenie. Mimo miejscami zupełnie rozbieżnych z moimi
        > zainteresowań muzycznych autora zostałem zaatakowany w kilku najmniej
        > spodziewanych miejscach bardzo ciekawymi dźwiękami. Moja ocena końcowa (8/10).
        > Dziękuje. Zabawa przy słuchaniu była przednia.

        Dzięki za rzetelną reckę i pozdro dla ziomala:))).
        • pop_up Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 17.11.05, 10:15
          Z tym bez ladu a skladu to juz widze ze bedzie problem ze znalezieniem a i
          opposition popularne na soulseeku nie jest. Ci słowacy zainteresowali mnie
          szczególnie tylko jestem ciekawy czy pozostała część płyty kopie tak samo czy
          panowie zabłysnęli tylko jednym kawałkiem.
          • teddy4 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 18.11.05, 14:28
            pop_up napisał:

            > Z tym bez ladu a skladu to juz widze ze bedzie problem ze znalezieniem a i
            > opposition popularne na soulseeku nie jest. Ci słowacy zainteresowali mnie
            > szczególnie tylko jestem ciekawy czy pozostała część płyty kopie tak samo czy
            > panowie zabłysnęli tylko jednym kawałkiem.

            Obie ich płyty są świetne - pierwsza maksymalnie chropowata, sporo klimatu a la
            Minimal Compact, Red Lorry Yellow Lorry ale też Zappy. Druga to trochę a la
            wczesne b 52's, ale oczywiście cały czas słychać - że Bez Ladu mieli swój
            własny sound.
    • grimsrund Doszło dziś!! 16.11.05, 19:37
      Hm... bardziej niż skromną czcionką nabazgrany adres zdradza okolicę nadawcy:
      Rybnik! Tytuł składanki: "Night Vision" i jest nawet okładka, chlip chlip,
      fioletowe literki i żółte słoneczko - ze łzą w oku wspomniałem tu czasy
      podstawówki, gdy na plastyce robiłem tak podróbkę okładki SOMEWHERE IN TIME
      Iron Maiden, ze zrozumiałym zastępstwem zdjęcia Steve'a Harrisa za Eddiego...
      Ale - wspomnienia precz! Trza z żywymi naprzód... eee. Tak czy owak - dzięki!!

      No, na wstępie wyjaśniam że idę na mecza więc przerwę dość szybko, a dokończę w
      nocy.

      20 kawałków, 78:26 na liczniku. Godnie!!

      1) Madness - In The Middle Of The Night. Godna klasyka :))

      2) Maximo Park - The Night I Lost My Head. Nie moje w gruncie rzeczy klimaty,
      ale gdybym miał podskakiwać, to przy takich utworach. Tak czy owak, nawet
      brzmienie mnie zmyliło na początku, żywcem z przełomu lat 70/80. Oni tak cały
      czas?

      3) The Beatles - I'm Only Sleeping. And I'm only dancing :). Znów klasyczny
      strzał w 10 :)

      4) Suzanne Vega - Night Vision. Znów na temat - i do tego cacana artystka moja.
      I tak trzymać!!

      C.D.N.


      • digsa Re: Doszło dziś!! 16.11.05, 22:48
        grimsrund napisał:

        > Hm... bardziej niż skromną czcionką nabazgrany adres zdradza okolicę nadawcy:
        > Rybnik!

        oto się zdradzam: to moja składanka!

        > Tytuł składanki: "Night Vision" i jest nawet okładka, chlip chlip,
        > fioletowe literki i żółte słoneczko

        KSIĘŻYC! :)

        - ze łzą w oku wspomniałem tu czasy
        > podstawówki, gdy na plastyce robiłem tak podróbkę okładki SOMEWHERE IN TIME
        > Iron Maiden, ze zrozumiałym zastępstwem zdjęcia Steve'a Harrisa za Eddiego...
        > Ale - wspomnienia precz! Trza z żywymi naprzód... eee. Tak czy owak - dzięki!!

        :) Troche póżno doszła przesyłka, później o wiele niż oczekiwałam, bo była
        nadana priorytetem...

        > No, na wstępie wyjaśniam że idę na mecza więc przerwę dość szybko, a dokończę
        w
        >
        > nocy.
        >
        > 20 kawałków, 78:26 na liczniku. Godnie!!
        >
        > 1) Madness - In The Middle Of The Night. Godna klasyka :))


        komentarz zbędny :)


        > 2) Maximo Park - The Night I Lost My Head. Nie moje w gruncie rzeczy klimaty,
        > ale gdybym miał podskakiwać, to przy takich utworach. Tak czy owak, nawet
        > brzmienie mnie zmyliło na początku, żywcem z przełomu lat 70/80. Oni tak cały
        > czas?
        >

        no, słuchajac całej płyty, można tak powiedzieć :) Poznałam ich kilka miesięcy
        temu (a moze to juz rok). Albym z którego utwór pochodzi jest z tego roku, i
        może będzie w mojej dziesiątce, a już na pewno w pierwszej piętnastce płyt z
        tego roku :)

        > 3) The Beatles - I'm Only Sleeping. And I'm only dancing :). Znów klasyczny
        > strzał w 10 :)

        :)

        >
        > 4) Suzanne Vega - Night Vision. Znów na temat - i do tego cacana artystka
        moja.
        >
        > I tak trzymać!!
        >
        > C.D.N.


        Szczerze, nie spodziewałam się tak dobrego przyjęcia mojej składanki przez Pana
        Grimsrunda :) Patrząc np. na jego listę 30 ulubionych zespołów, chyba tylko 4 z
        nich były i u mnie, a poza tym były tam kapele metalowe,za którym nie
        przepadam... ;)

        Czekam na c.d, pozdr!
        • grimsrund Re: Doszło dziś!! 16.11.05, 22:57
          Bo ja to jestem bardzo elastyczny :))

          (później też będą pozytywne opinie, he he :) )
          • grimsrund Dokończenie recenzji 17.11.05, 01:09
            5) David Bowie - Starman. Bowie... and say no more, oczywiście :))

            6) Delays - One Night Away. Nie znałem nawet nazwy, nic mi ona nie mówi. Ale
            kawałka da się nawet słuchać, taki miły popik o miłości, no... Tak szczerze, to
            już zupełnie nie mój klimat, ale przeżyłem jakoś.

            7) The Veils - Us In Leaves. No, tu już bardziej mi pasuje, bo bardziej
            nastroyowo, co do wokalu z początku pomyślałem nawet o Oasis. Ale muza jakby
            ciut subtelniejsza jest jednak. I są smyki nawet :). No tak, ale czytam że
            zespół prowadzi dziecię Barry'ego Andrewsa, znaczy się - musi wiedzieć, że jak
            już robić muzykę, to trza się starać :). Nic odkrywczego, ale mnie nie
            zmęczyło. Plusik.

            8) The Specials - Ghost Town. Patrz Mamo, znów bez Gugla! Bo zresztą nawet parę
            dni temu słuchałem płyty z tym kawałkiem - czyli muzy do SHAUN OF THE DEAD.
            Wyższa szkoła jazdy, a do tego bardzo lubię Specials. Następny plus! :))

            9) Elastica - All Nighter. He he, całkiem miły zespolik to był. Nigdy za nim
            nie szalałem, ale szacunek pozostał. Pań z gitarą nigdy dość :))

            10) Auteurs - Don't Trust The Stars. Za Autorów - duży plus. Lubiem bardzo,
            mimo że kończą się na "-s" :))

            11) Happy Mondays - Kinky Afro. Znów klasyk nad klasyki... Cóż, znów z
            najwyższej półki (choć Ryder i tak ma u mnie w mordę za te gołębie, i to się
            nigdy nie zmieni) :)). Związku z nocą dalibóg nie widzę co prawda, ale co tam...

            12) Nick Drake - Pink Moon. Przepraszam, czy ja tu mam w ogóle pisać, czy to
            fajne jest, czy sie obejdzie? ;)))

            13) Patrick Wolf - Ghost Song. Lektura tej piosenki wyprzedza dosłownie o kilka
            dni zaplanowane zapoznanie się z całością WIND IN THE WIRES. Ale już dziś
            myślę, że polubię tego młodego pana :))

            14) instrumentum takie malusie urocze to jest, ładne "uuuu" z fortepianem...
            Craig Armstrong? Proszem o wyjaśnienie :))

            15) DJ Shadow - Midnight In A Perfect World. No to Koleżanka pojechała tu
            nieźle. Uwielbiam ten kawałek od lat - znów plusisko :))

            16) Joy Division - Disorder. Na samym początku pomyślałem że to jakiś kolejny
            klon Joy Division, ale po chwili żem se uświadomił że to sam Curtis
            śpiewa :))). Jezu, jak dawno ich nie słuchałem... A wy wszyscy epigoni -
            powstydźcie się choć trochę przez chwilę, panowie...

            17) He he, jakiś głodny duch się tu zakradł na samym początku, ale potem już
            fortepian w głównej roli występuje, choć pajęczyny ektoplazmy tańczą wokół
            niego cały czas, i dzwoneczki syntezatorowe... Ładne :))

            18) Radiohead - Rabbit In Your Headlights. I znów fortepian w akcji (koleżanka
            cuś lubi tego intrumenta chyba :)) ). Ciekawe, wcześniej jakoś tego nie
            zauważyłem, ale jego partia chyba świadczy o tym, że panowie lubią muzykę Erika
            Satie :))

            19) The Charlatans - The Only One To Know. I do tej kapeli też zawsze miałem
            wielką słabość. Znów nocość utworu bardzo dyskusyjna, ale sam kawałek
            przedni :))

            20) Television - Marquee Moon. Właściwa miazga na koniec, to podstawa. I tak
            się stało :)))

            Podsumowanie: koleżanka bezwstydnie prawie samymi hiciorami poleciała, za co
            nie mam żadnych pretensji, bo ładnie się tego słucha. Jest kolorowo,
            podskakująco, czasem od sasa do lasa... ale uroczo. I niezmiernie brytyjsko, co
            daje się bez trudu zauważyć :))


            A tera, kurna, panie Aimarek, koniec wymówek, DO ROBOTY!!!
            • digsa Re: Dokończenie recenzji 17.11.05, 18:52
              grimsrund napisał:

              > 5) David Bowie - Starman. Bowie... and say no more, oczywiście :))

              "Starman" mi się bardzo z nocą kojarzy, więc nie mogło go tu zabraknąć :)

              >
              > 6) Delays - One Night Away. Nie znałem nawet nazwy, nic mi ona nie mówi. Ale
              > kawałka da się nawet słuchać, taki miły popik o miłości, no... Tak szczerze,
              to już zupełnie nie mój klimat, ale przeżyłem jakoś.

              przynajmniej raz musi być piosenka, która nie podoba się odbiorcy :))

              >
              > 7) The Veils - Us In Leaves. No, tu już bardziej mi pasuje, bo bardziej
              > nastroyowo, co do wokalu z początku pomyślałem nawet o Oasis. Ale muza jakby
              > ciut subtelniejsza jest jednak. I są smyki nawet :). No tak, ale czytam że
              > zespół prowadzi dziecię Barry'ego Andrewsa, znaczy się - musi wiedzieć, że
              > jak już robić muzykę, to trza się starać :). Nic odkrywczego, ale mnie nie
              > zmęczyło. Plusik.

              Mam słabość do tej piosenki i zupełnie nie wiem, dlaczego :)


              > 8) The Specials - Ghost Town. Patrz Mamo, znów bez Gugla! Bo zresztą nawet
              > parę dni temu słuchałem płyty z tym kawałkiem - czyli muzy do SHAUN OF THE
              DEAD.
              > Wyższa szkoła jazdy, a do tego bardzo lubię Specials. Następny plus! :))
              >

              "Ghost Town" również kojarzy mi się z ciemnością, nocą itp. Miło, że odbiorcy
              się spodobało :)


              > 9) Elastica - All Nighter. He he, całkiem miły zespolik to był. Nigdy za nim
              > nie szalałem, ale szacunek pozostał. Pań z gitarą nigdy dość :))
              >

              Takie same mam odczucia co do Elastiki. Lubię ich tylko co jakiś czas
              posłuchać :) A piosenka znalazła się na składance przede wszystkim dlatego, bo
              ma w sobie "Night" :D


              > 10) Auteurs - Don't Trust The Stars. Za Autorów - duży plus. Lubiem bardzo,
              > mimo że kończą się na "-s" :))


              Tu kolejny element kojarzący się z nocą - stars :)

              >
              > 11) Happy Mondays - Kinky Afro. Znów klasyk nad klasyki... Cóż, znów z
              > najwyższej półki (choć Ryder i tak ma u mnie w mordę za te gołębie, i to się
              > nigdy nie zmieni) :)). Związku z nocą dalibóg nie widzę co prawda, ale co
              tam..
              >

              Dla mnie ta piosenka ma taki klimat wieczorowy, dość spokojna jest,
              odprężająca, dlatego zdecydowałam się umieścić ją na płycie.

              >
              > 12) Nick Drake - Pink Moon. Przepraszam, czy ja tu mam w ogóle pisać, czy to
              > fajne jest, czy sie obejdzie? ;)))
              >

              Główny powód umieszczenia na płycie: Księzyc w tytule ;)

              > 13) Patrick Wolf - Ghost Song. Lektura tej piosenki wyprzedza dosłownie o
              kilka
              >
              > dni zaplanowane zapoznanie się z całością WIND IN THE WIRES. Ale już dziś
              > myślę, że polubię tego młodego pana :))
              >

              Patrick Wolf nagrał jedna z oryginalniejszych, jak dla mnie, płyt tego roku. U
              mnie pewnie znajdzie się w drugiej dziesiątce. Myślę, że płyta Ci się spodoba :)


              > 14) instrumentum takie malusie urocze to jest, ładne "uuuu" z fortepianem...
              > Craig Armstrong? Proszem o wyjaśnienie :))
              >

              Nie, nie Craig Armstrong :) To francuski duet M83, piosenka "Let Men Burn
              Stars" z płyty Before the Dawn Heals Us (2005).

              > 15) DJ Shadow - Midnight In A Perfect World. No to Koleżanka pojechała tu
              > nieźle. Uwielbiam ten kawałek od lat - znów plusisko :))
              >

              To po prostu MUSIAŁO się znaleźć na mojej składance :)

              > 16) Joy Division - Disorder. Na samym początku pomyślałem że to jakiś kolejny
              > klon Joy Division, ale po chwili żem se uświadomił że to sam Curtis
              > śpiewa :))). Jezu, jak dawno ich nie słuchałem... A wy wszyscy epigoni -
              > powstydźcie się choć trochę przez chwilę, panowie...
              >

              Tu komentarz zbędny…

              > 17) He he, jakiś głodny duch się tu zakradł na samym początku, ale potem już
              > fortepian w głównej roli występuje, choć pajęczyny ektoplazmy tańczą wokół
              > niego cały czas, i dzwoneczki syntezatorowe... Ładne :))
              >

              Jonny Greenwood ze znanego wszystkim Radiohead z jego nieco mniej znanej
              solowej płyty "Bodysong", która jest soundtrackiem do filmu. Utwór "Moon
              Trills".

              > 18) Radiohead - Rabbit In Your Headlights. I znów fortepian w akcji
              (koleżanka
              > cuś lubi tego intrumenta chyba :)) ). Ciekawe, wcześniej jakoś tego nie
              > zauważyłem, ale jego partia chyba świadczy o tym, że panowie lubią muzykę
              Erika
              >
              > Satie :))
              >

              Nie do końca Radiohead :) To UNKLE wraz z Thomem Yorke. A co do fortepianu,
              szczerze mówiąc, nie zwracałam na to większej uwagi :)) Może po prostu piosenki
              z tym instrumentem kojarzą mi się z nocą..


              > 19) The Charlatans - The Only One To Know. I do tej kapeli też zawsze miałem
              > wielką słabość. Znów nocość utworu bardzo dyskusyjna, ale sam kawałek
              > przedni :))

              Mogę chyba stwierdzić, że ogółem madchester kojarzy mi się z nocą, zmierzchem,
              dlatego też i Charlatans i Happy Mondays umieściłam na krążku :)

              >
              > 20) Television - Marquee Moon. Właściwa miazga na koniec, to podstawa. I tak
              > się stało :)))
              >

              Tak właśnie miało być :)

              > Podsumowanie: koleżanka bezwstydnie prawie samymi hiciorami poleciała, za co
              > nie mam żadnych pretensji, bo ładnie się tego słucha. Jest kolorowo,
              > podskakująco, czasem od sasa do lasa... ale uroczo. I niezmiernie brytyjsko,
              co
              >
              > daje się bez trudu zauważyć :))
              >

              Ja dodam od siebie, że niestety miałam o wiele mniej czasu aby dopracować
              składankę, niż w wakacje. Czas nie pozwolił mi przeszukać i przesłuchać na nowo
              dawno nie słuchanych i mniej znanych płyt, toteż dlatego dużo hiciorów się
              znalazło (a moze i to nawet lepiej ? :) Cieszę się pochlebną oceną krążka i
              pozdrawiam serdecznie :)

              PS. pop_up - Recenzję postaram się napisać jutro, jak nie skończę, to będzie
              pewnie w sobotę :)

              • mechanikk Re: Dokończenie recenzji 17.11.05, 19:11
                > Jonny Greenwood ze znanego wszystkim Radiohead z jego nieco mniej znanej
                > solowej płyty "Bodysong", która jest soundtrackiem do filmu. Utwór "Moon
                > Trills".


                O żesz. Że też ja o tym zapomniałem układajac swoja składankę! A tak baj de
                łej, płyta genialna, Jonny poleciał tu po całości, Kid A to przy tym małe
                miki ;)
                • ilhan In my mechanic hour of darkness 17.11.05, 21:11
                  1. Przyznam, że początek składanki jest wybitnie nie mój. Tu po prostu odczuwam fizyczny ból za każdym razem kiedy powracają te skrzypce. Czyli średnio raz na 5 sekund. Co więcej, nie uważam żeby to było zbyt intrygujące z artystycznego punktu widzenia. Brrr.

                  2. Tu już ciekawiej, choć wciąż nie do końca for me. Ewokuje mi może nieco Jelinka, jakiego zapamiętałem z tegorocznej płockiej Skarpy.

                  3. Miejsce, gdzie podpisał się Mechanikk. Richard Swift w naprawdę bardzo ładnej piosence, którą zapamiętałem przy pierwszym przesłuchaniu. I co z tego, że niezbyt "darknessowe"?

                  4. Temat można było potraktować naprawdę szeroko i oto dowód. Jest ciemno, bo jest wieczór, państwo siedzą w knajpie i przygrywa im do kolacji jakaś kapelka hiszpańskojęzycznych grajków. Bez obrazy - ale mi się to nie podoba :)

                  5. Tu, jak dla mnie, zaczyna się ten składak. Mój faworyt to jest. Naprawdę piękny utwór, przywodzący może początkowo skojarzenia z "He's Simple, He's Dumb, He's The Pilot" Grandaddy czy później poprzez perkusję z Lenny Valentino. Nie mam pojęcia kto to może być, ale zrobiło na mnie wrażenie, bardzo lubię w ten sposób.

                  6. Klimat się utrzymuje. Najpierw kameralnie, minimalistycznie dość, pojawia się mówiący coś głos. Po 1:30 okazuje się, że to jakiś bardzo mroczny hip-hop. Znów nie wiem, ale na plus.

                  7. Ooo jaki początek. Miarowe, monumentalne uderzenia bębnów z akcentami fortepianu - super. Po dwóch minutach wbija wokal, bardziej opowiadający coś niż śpiewający. Muzycznie niewiele się zmienia (ok, ok, tło się zagęszcza m. in. o nieśmiałą gitarę), ale to nie musi być zarzutem, dla mnie nie jest.

                  8. Znów od startu dają bębny, gdyby brzmiały inaczej, być może mógłby tę figurę wykorzystać Stephen Morris w jakimś utworze Joy Division. Klawisz zmienia trzy akordy w kółko. Na 99% to jest z UK. Na plus, nawet dość duży.

                  9. Przez chwilę pomyślałem, że to Eddie V. z kolegami tak zaczęli. No sorry ziom, ale Bonnie tak właśnie tu śpiewa, a Sweeney tak tu gra. W sumie wreszcie usłyszałem co oni grają na tej płycie. Sam utwór? Ok, ale jakoś bez większych emocji. Ten monolog w środku jest natomiast bardzo intrygujący, tam coś się wydarzyło.

                  10. Cocorosie, gdyby jedna z sióstr była bratem?

                  11. Fajny, nie do końca skonkretyzowany temat klawiszowy, później przepuszczony przez jakieś świństwa wokal. Tak jak większość składanki - trochę elektroniki, trochę żywych instrumentów. Nie mam zielonego pojęcia co to może być. Umiarkowanie wzruszające :)

                  12. Elektroniczny instrumental, rozumiem że odpowiada za "robienie klimatu" <ignorant>

                  13. Ciąg dalszy robienia klimatu <przyzna, że udanego, choć nadal ignorant>

                  14. Nico śpiewa pieśń "Afraid". Bardzo pasuje i nie wymaga najmniejszej rekomendacji.

                  15. "Peaceful Night". Nie znam akurat płyty "See You On The Other Side", czy to Mercury Rev, czy cover? Super.

                  16. To na bank Mercury Rev. "Moving On". Cudo.

                  Ogólnie utwory 5-16 uważam za trafione bez większego pudła. Początek akurat jest nie do końca w moim guście - ale co tam. Daję mocne 7.5/10. Dzięki wielkie i czekam na wyjaśnienie zagadek, bo prawie nic nie rozpoznałem (ale wstyd będzie!).
                  • mechanikk Re: In my mechanic hour of darkness 17.11.05, 22:05
                    Jestem na posterunku i już się spowiadam.

                    ilhan napisał:

                    > 1. Przyznam, że początek składanki jest wybitnie nie mój. Tu po prostu
                    odczuwam
                    > fizyczny ból za każdym razem kiedy powracają te skrzypce. Czyli średnio raz na
                    > 5 sekund. Co więcej, nie uważam żeby to było zbyt intrygujące z artystycznego
                    > punktu widzenia. Brrr.

                    Ehh, te skrzypce są cudowne ;) To islandczyk, Johann Johannsson, którego
                    twórczosć jakoś wkrótce muszę rozgryżć. Utwór nazywa się „...eins og venjulegt
                    folk” i pochodzi z płyty „Englaborn”, ale ja go wziąłem ze składanki Anteny
                    Krzyku, prezentującej wykonawców wytwórni Touch.

                    > 2. Tu już ciekawiej, choć wciąż nie do końca for me. Ewokuje mi może nieco
                    Jeli
                    > nka, jakiego zapamiętałem z tegorocznej płockiej Skarpy.

                    Tego pana też będę niedługo rozgryzać. Fennesz, „Good Man”, też ze Składanki
                    Anteny. A z jakiej płyty autora to sprawdzę, żeby póżniej porządną tracklistę
                    wkleić. Na pewno nie z „Venice”.Te dwa kawałki na początku, były trochę żeby
                    postraszyć, że już tak do końca będzie ;) Zamiast nich, w pierwotnej wersji był
                    Phillip Glass i „Opening”.

                    > 3. Miejsce, gdzie podpisał się Mechanikk. Richard Swift w naprawdę bardzo
                    ładne
                    > j piosence, którą zapamiętałem przy pierwszym przesłuchaniu. I co z tego, że
                    ni
                    > ezbyt "darknessowe"?

                    No tak, tu się nie mogłem powstrzymać. Richard Swift – „As I Go”


                    > 4. Temat można było potraktować naprawdę szeroko i oto dowód. Jest ciemno, bo
                    j
                    > est wieczór, państwo siedzą w knajpie i przygrywa im do kolacji jakaś kapelka
                    h
                    > iszpańskojęzycznych grajków. Bez obrazy - ale mi się to nie podoba :)

                    Hehe. To Beck w b-sidzie z „Jackass” i zbioru b-side’ów „Stray Blues”. Nie musi
                    się podobać. Ja też jakoś nie przepadam, ale sam tak wskoczył na płytę ;P

                    > 5. Tu, jak dla mnie, zaczyna się ten składak. Mój faworyt to jest. Naprawdę
                    pię
                    > kny utwór, przywodzący może początkowo skojarzenia z "He's Simple, He's Dumb,
                    H
                    > e's The Pilot" Grandaddy czy później poprzez perkusję z Lenny Valentino. Nie
                    ma
                    > m pojęcia kto to może być, ale zrobiło na mnie wrażenie, bardzo lubię w ten
                    spo
                    > sób.

                    Death Cab For Cutie – „Dream Scream”. Cover utworu Daniela Johnstona, podobno
                    legendarnego idola amerykańskich indie-rockowców. Z zestawu coverów nagranych
                    m.in. przez Becka, TV on the Radio, Mercury Rev, Sparklehorse (razem z Flaming
                    Lips),Toma Waitsa i inne znakomitości, w tym Deat Cab For Cutie właśnie. Na
                    drugiej płycie „oryginały”w wykonaniu, samego Johnstona, nagrane w większości
                    na dyktafonie, czy jakimś innym Kasprzaku, artysta niemiłosiernie fałszuje
                    (Bonnie to przy nim Edith Piaf). Dopiero covery zdradzaja, że jest on autorem
                    g e n i a l n y c h melodii.

                    > 6. Klimat się utrzymuje. Najpierw kameralnie, minimalistycznie dość, pojawia
                    si
                    > ę mówiący coś głos. Po 1:30 okazuje się, że to jakiś bardzo mroczny hip-hop.
                    Zn
                    > ów nie wiem, ale na plus.

                    13 & God – „Soft Atlas”. Czyli Themselves i Markus Acher z The Notwist.
                    Płytę – trzeba!


                    > 7. Ooo jaki początek. Miarowe, monumentalne uderzenia bębnów z akcentami
                    fortep
                    > ianu - super. Po dwóch minutach wbija wokal, bardziej opowiadający coś niż
                    śpie
                    > wający. Muzycznie niewiele się zmienia (ok, ok, tło się zagęszcza m. in. o
                    nieś
                    > miałą gitarę), ale to nie musi być zarzutem, dla mnie nie jest.

                    Arab Strap – „I Would’ve Like Me A Lot Last Night”
                    Płytę “Philophobia” polecam miłośnikom monotonii, żeby nie powiedzieć – nudy ;)
                    Ale polecam.

                    > 8. Znów od startu dają bębny, gdyby brzmiały inaczej, być może mógłby tę
                    figurę
                    > wykorzystać Stephen Morris w jakimś utworze Joy Division. Klawisz zmienia trzy
                    > akordy w kółko. Na 99% to jest z UK. Na plus, nawet dość duży.

                    Uuuu, Panie Ilhanie ;)) Toż to nasi! Something Like Elvis – „Someday,
                    Somewhere...” z “Cigarette Smoke Phantom”. Ale to porównanie tylko na plus dla
                    Elvisa. Ciekawe jak sobie poradzą jako Potty Umbrella. Już coś wiadomo o płycie?

                    > 9. Przez chwilę pomyślałem, że to Eddie V. z kolegami tak zaczęli. No sorry
                    zio
                    > m, ale Bonnie tak właśnie tu śpiewa, a Sweeney tak tu gra. W sumie wreszcie
                    usł
                    > yszałem co oni grają na tej płycie. Sam utwór? Ok, ale jakoś bez większych
                    emoc
                    > ji. Ten monolog w środku jest natomiast bardzo intrygujący, tam coś się
                    wydarzy
                    > ło.

                    Bonnie ‘Prince” Billy & Matt Sweeney – „Blood Embrace”. Z taaaaaaakiej płyty.

                    > 10. Cocorosie, gdyby jedna z sióstr była bratem?

                    Albo Mum, gdyby jedna z sióstr była bratem ;)Bo jedna z sióst tu się udziela,
                    Kristin nna Valtysdóttir.
                    Slowblow – „Cardboard Box”. Z self-titled, którego nie znam. Utwór ze składanki
                    dodanej do Wire w czerwcu 2004.

                    > 11. Fajny, nie do końca skonkretyzowany temat klawiszowy, później
                    przepuszczony
                    > przez jakieś świństwa wokal. Tak jak większość składanki - trochę elektroniki,
                    > trochę żywych instrumentów. Nie mam zielonego pojęcia co to może być. Umiarkow
                    > anie wzruszające :)

                    Remote Viever – „It Ocurred To Me And Went Away”. Sprawdzę z czego dokładnie,
                    zdaje się z jakiejś Epki z 2004. Utwór objawił się na składance ś.p. Trójkowego
                    Ekspresu. Może i poszedłem na łatwiznę (składanka ze składanek, heh) ale w tym
                    przypadku się nie mogłem powstrzymać, bo to akurat takie ładne.


                    > 12. Elektroniczny instrumental, rozumiem że odpowiada za "robienie klimatu"
                    > 0;ignorant>

                    Max Richter – „Arboretum”. Sam artysta mówi, że to jest muzyka post-klasyczna.
                    Na allmusic można się dowiedzieć, że najbardziej inspiruje go Phillip Glass.
                    A Franz Kafka miał też swój jakiś udział w nastroju płyty „Blue Notebooks”.


                    > 13. Ciąg dalszy robienia klimatu <przyzna, że udanego, choć nadal ignorant&
                    > #62;

                    Sigur Rós – „Cold”.
                    Z sesji dla Johna Peela (to on zapowiada i mamrocze coś na końcu).

                    > 14. Nico śpiewa pieśń "Afraid". Bardzo pasuje i nie wymaga najmniejszej
                    rekomen
                    > dacji.

                    To ja już też nic nie muszę mówić. Choć kusiło mnie żeby dać to tu w wykonaniu
                    Mercury Rev, ale wtedy zajęliby aż 3 ostatnie tracki.

                    > 15. "Peaceful Night". Nie znam akurat płyty "See You On The Other Side", czy
                    to
                    > Mercury Rev, czy cover? Super.

                    Tak, brawo, to Mercury Rev, z "See You On The Other Side”.

                    > 16. To na bank Mercury Rev. "Moving On". Cudo.

                    Cudo po trzykroć. Najlepszy moment „The Secret Migration”

                    > Ogólnie utwory 5-16 uważam za trafione bez większego pudła. Początek akurat
                    jes
                    > t nie do końca w moim guście - ale co tam. Daję mocne 7.5/10. Dzięki wielkie
                    i
                    > czekam na wyjaśnienie zagadek, bo prawie nic nie rozpoznałem (ale wstyd
                    będzie!
                    > ).

                    Ee tam, bez przesady, nikt tu nikogo palecem nie będzie wytykał :) Thank u very
                    much za przychylną ocenę.

                    • mechanikk Re: In my mechanic hour of darkness 17.11.05, 22:09
                      mechanikk napisał:

                      >Hehe. To Beck w b-sidzie z „Jackass” i zbioru b-side’ów ̶
                      > 2;Stray Blues”.

                      Co za potwór zdaniowy, ale wiadomo o co chodzi.Beck z b-side'u z "Jackass" i ze
                      zbioru b-side'ów "Stray Blues". :))
                      • mechanikk Ładna tracklista 17.11.05, 22:42
                        1. Johann Johannsson - ...eins og venjulegt folk (3:49) [‘Englaborn’, Touch,
                        2003]
                        2. Fennesz - Good Man (4:06) [“Field Recordings 1995:2002”, Touch, 2002]
                        3. Richard Swift - As I Go (3:54) [“Walking Without Effort”, Secretly Canadian,
                        2005]
                        4. Beck - Burro (3:13) [“B Side Collection: Stray Blues”, MCA, 2000]
                        5. Death Cab For Cutie - Dream Scream (6:58) [“Late Great Daniel Johnston:
                        Discovered Covered”, Gammon, 2004]
                        6. 13 & God - Soft Atlas (3:51) [“13 & God”, Anticon, 2005]
                        7. Arab Strap - I Would've Liked Me a Lot (7:26) [“Philophobia”, Chemikal
                        Underground, 1998]
                        8. Something Like Elvis - Someday, Somewhere... (5:45) [“Cigarette Smoke
                        Phantom”, Post Post, 2002]
                        9. Matt Sweeney & Bonnie 'Prince' Billy - Blood Embrace (7:57) [“Superwolf”,
                        Domino, 2005]
                        10. Slowblow - Cardboard Box (3:09) [“Slowblow”, Mobile, 2004]
                        11. The Remote Viewer - It Occured To Me And Went Away (5:24) ["You're Going To
                        Love Our Defeatist Attitude", City Centre Offices, 2004; “Trójkowy Ekspres,
                        vol. 6 & 7”, EMI, 2004]
                        12. Max Richter - Arboretum (2:53) [“The Blue Notebooks”, Fat Cat, 2004]
                        13. Sigur Ros - Cold (5:59) [Peel Session, chyba niewydane]
                        14. Nico - Afraid (3:30) [“Desertshore”, 1970]
                        15. Mercury Rev - Peaceful Night (3:32) [“See You On The Other Side”, Beggar's
                        Banquet, 1995]
                        16. Mercury Rev - Moving On (1:20) [“The Secret Migration”, V2, 2005]

                        • ilhan To i moja ładna tracklista 17.11.05, 22:49
                          1. The Triffids - Field of Glass (8:59) - "Field Of Glass EP" [1985]
                          2. REM - Nightswimming (4:18) - "Automatic For The People" [1992]
                          3. The French - Wu Tang Clan (4:39) - "Local Information" [2003]
                          4. Junior Boys - Teach Me How to Fight (5:31) - "Last Exit" [2004]
                          5. Super Furry Animals - Cloudberries (5:04) - "Love Kraft" [2005]
                          6. Morrissey - Late Night, Maudlin Street (7:40) - "Viva Hate" [1988]
                          7. Cocorosie - Terrible Angels (4:10) - "La Maison De Mon Reve" [2004]
                          8. Pellumair - See Saw (3:11) - "Summer Storm" [2005]
                          9. Bang Bang Machine - Geek Love (9:08) - "Geek Love SP" [1992]
                          10. Echo And The Bunnymen - Over The Wall (5:58) - "Heaven Up Here" [1981]
                          11. The Pop Group - We Are Time (6:29) - "Y" [1979]
                          12. British Sea Power - Tugboat (Galaxie 500) (6:49) - "Rough Trade 25: Stop Me If You Think You've Heard This One Before" [2003]
                          13. The Triffids - Tender Is The Night (The Long Fidelity) (3:44) - "Born Sandy Devotional" [1986]
                    • ilhan Re: In my mechanic hour of darkness 17.11.05, 22:12
                      No cóż, wyszło na wierzch z tym SLE. Dzięki za wszelkie wyjaśnienia :)
                      Pozdrawiam.
                      • mechanikk Re: In my mechanic hour of darkness 17.11.05, 22:44
                        Ale fakt, że na "CSP" SLE grają światowo :)
              • ilhan Re: Dokończenie recenzji 17.11.05, 19:41
                digsa napisała:

                > > 7) The Veils - Us In Leaves.

                > Mam słabość do tej piosenki i zupełnie nie wiem, dlaczego :)

                Ja wiem - to po prostu dobra piosenka.
                • digsa Re: Dokończenie recenzji 17.11.05, 19:47
                  ilhan napisał:

                  > digsa napisała:
                  >
                  > > > 7) The Veils - Us In Leaves.
                  >
                  > > Mam słabość do tej piosenki i zupełnie nie wiem, dlaczego :)
                  >
                  > Ja wiem - to po prostu dobra piosenka.

                  Dla mnie BARDZO dobra :)
    • libertine Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 16.11.05, 20:12
      mam!!!! pewnie leżała w skrzynce już wcześniej, ale dopiero dziś odebrałem.
      od razu pierwszy plus - nadane w poznaniu. byłem tam 2 tygodnie temu i było
      fantastycznie, wspominam do dziś.
      dzięki bardzo, koło weekendu powinna pojawić się recenzja.
      • geigo Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 16.11.05, 21:37
        Ech, a recenzji mojej składanki nadal ani widu, ani słychu :( A to, że wiem iż przesyłka doszła do adresata, nie jest wielkim pocieszeniem...
      • libertine o mojej płycie 19.11.05, 16:34
        na wstępie trzeba zaznaczyć bardzo ładny tytuł: "night isthe day turned inside
        out", a teraz o samych piosenkach:

        1. na początek depresyjno - folkowy kawałek, kojarzy mi się z zagubieniem na
        pustyni (pewnie przez tą leniwość całości) , świetny wokal, przypomina sposobem
        śpiewania waitsa.

        2. echo and the bunnymen - no hands. mroczniej, straszniej, ale to nocna
        składanka w końcu!

        3. beck - the golden age. świetny wybór na tę płytkę. pogrążam się w folkowym
        rozmarzeniu...

        4. ten utwór mniej do mnie trafia, nic specjalnego. ale nie drażni, można posłuchać.

        5. niesamowity kawałek, wielka brytania lata 1990-1993, muzycznie bardzo podobni
        do ride. koniecznie prosze mi napisać cóż to jest, chciałbym przesłuchać całej
        płyty.

        6. cover 'let's dance' bowiego. akustyczny, bardzo przyjemna wersja, oczywiście
        na modłę folkową z charakterystycznym, lekko zachrypłym wokalem.

        7. wilco - she's a jar. nie wiedziałem, ale wrzuciłem w google, bo nie
        wierzyłem, że tak się piosenka zaczyna... (ona jest słoikiem??) ale przyjemne.

        8. the black heart procession - it's a crime i never told you about the diamonds
        in your eyes. też google, strasznie wpadło mi w ucho. zaopatruję się właśnie w
        cały album.

        9. rem - perfect circle. stary, dobry rem. nie można narzekać.

        10. i tutaj śmieszna historia. fantastyczny kawałek, chill out taki. tu pani
        zaśpiewa pam-pam-pam, tam smyczek jakiś. tylko... ten utwór jest po holendersku
        (a jak wiadomo jedną z 10 najgorszych rzeczy, jakie nas spotkają w piekle jest
        to, że mówią tam po holendersku). ciekawa rzecz, miło się słucha (nawet to
        gardłowe "h" nie przeszkadza tak bardzo ;) )

        11. rozmarzone, melancholijne, nocne do potęgi. duet pan-pani, tytuł zapewne
        'mercy', albo podobny. zdecydowanie trafia do mnie.

        12. bardzo miły kawałek, dobry tekst, cały czas w rozmarzonej, folkowej konwencji

        13. ho! to najlepsza piosenka na płycie. nie mogłem niestety znaleźć, co to
        jest. w duchu rock'n rollowe, w formie niespokojne, nie do końca uwolnione.
        strasznie mnie ciekawi, co to za zespół. ten temat mam zamiar drążyć!

        14. the modern lovers - hospital. pasuje, choć nie jest to mój ulubiony utwór z
        ich płyty, ale jak najbardziej ok.

        15. tu już alt-country do potęgi. spokojne, przyjemne zakończenie płyty. miłe
        sny zapewnione.

        ogólnie rzecz biorąc jestem z tej płyty bardzo zadowolony, autentycznie podoba
        mi się. kilka utworów sprowokowało mnie do chęci dalszego zapoznania się z
        artystą. słuchając płyty nie skipuję, więc autor kompilacji ma odpowiadające mi
        upodobania.
        a jeśli chodzi o autora... nie wiem (strzelałbym, że płyta od dziewczyny
        mickiewicza, ale ryana adamsa i czarnych rytmów brakuje... także raczej nie.)
        dzięki bardzo i pozdrawiam
        • polleke Re: o mojej płycie 20.11.05, 20:25
          libertine napisał:

          > na wstępie trzeba zaznaczyć bardzo ładny tytuł: "night is the day turned
          inside out"

          Dziękuję zespołowi Beulah za użyczenie tytułu, nie pierwszy raz :)

          > 1. na początek depresyjno - folkowy kawałek, kojarzy mi się z zagubieniem na
          > pustyni (pewnie przez tą leniwość całości) , świetny wokal, przypomina
          sposobem
          > śpiewania waitsa.

          Ten snuj to Calla i genialne "Fear of Fireflies", opener z płyty "Scavengers".

          > 4. ten utwór mniej do mnie trafia, nic specjalnego. ale nie drażni, można
          posłuchać.

          *Trzeba* posłuchać! Uduchowiony Jim James i ta perkusja - "The Bear", My
          Morning Jacket.

          > 5. niesamowity kawałek, wielka brytania lata 1990-1993, muzycznie bardzo
          podobni do ride. koniecznie prosze mi napisać cóż to jest, chciałbym
          przesłuchać całej płyty.

          Przeklejam swój wpis sprzed pół roku (album nie przestaje mnie zachwycać):

          Adorable – Against Perfection
          Niesamowicie piękna płyta, umieszczam ją gdzieś w okolicach "Darklands" Jesus &
          Mary Chain, "Nowhere" Ride i "Lost Souls" Doves. Wokalista, obdarzony
          emocjonalnym, klimatycznym głosem Pete Fijalkowski jest z pochodzenia Polakiem,
          więc tłumaczę sobie, że za chmurnością i wrażliwością Adorable stoi słowiańska
          dusza :)
          Jeśli ktoś byłby zainteresowany, tutaj można znaleźć wszystkie utwory z tej
          płyty, z drugiej ("Fake", jeszcze przede mną) i trochę nagrań singlowych:
          www.musicsaves.org//adorable/download/

          > 6. cover 'let's dance' bowiego. akustyczny, bardzo przyjemna wersja,
          oczywiście
          > na modłę folkową z charakterystycznym, lekko zachrypłym wokalem.

          Oryginał sucks, a cover M. Warda zapiera mi dech.

          > 7. wilco - she's a jar. nie wiedziałem, ale wrzuciłem w google, bo nie
          > wierzyłem, że tak się piosenka zaczyna... (ona jest słoikiem??) ale przyjemne.

          "She’s a jar with heavy lid". Uh, lost in translation. Proszę Cię, nie morduj
          jednej z najcudowniejszych piosenek Wilco :)

          > 8. the black heart procession - it's a crime i never told you about the
          diamonds in your eyes.

          Swoją drogą: na ilu już składankach tej edycji pojawiło się BHP?

          > 10. i tutaj śmieszna historia. fantastyczny kawałek, chill out taki. tu pani
          > zaśpiewa pam-pam-pam, tam smyczek jakiś. tylko... ten utwór jest po
          holendersku a jak wiadomo jedną z 10 najgorszych rzeczy, jakie nas spotkają w
          piekle jest to, że mówią tam po holendersku).

          Nieprawda, diabeł zawsze nosił się z niemiecka i w tym języku gadał :P
          Spinvis aka Erik de Jong, ze swojej pierwszej płyty, wystruganej w domowym
          zaciszu, więc pewnie pod lo-fi albo collage-pop podchodzącej ("wytnij –
          wklej"), ale te etykietki nie wyczerpują tematu. Może się kojarzyć z Air,
          Beckiem, Super Furry Animals; naprawdę polecam, z gardłowymi dźwiękami można
          się oswoić.

          > 11. rozmarzone, melancholijne, nocne do potęgi. duet pan-pani, tytuł zapewne
          > 'mercy', albo podobny. zdecydowanie trafia do mnie.

          Mojave 3, czyli nowe wcielenie Neila Halsteada i Rachel Goswell ze Slowdive, z
          urokliwej płyty "Ask Me Tomorrow".

          > 12. bardzo miły kawałek, dobry tekst, cały czas w rozmarzonej, folkowej
          konwencji

          Kitchens of Distinction, kolejny po Adorable niesłusznie zapomniany zespół z
          okolic shoegaze’u, z rzeczywiście świetnym tekściarzem, Patrickiem
          Fitzgeraldem. Uwielbiam tę gitarową burzę, w którą się "Mad as Snow" rozwija.

          > 13. ho! to najlepsza piosenka na płycie. nie mogłem niestety znaleźć, co to
          > jest. w duchu rock'n rollowe, w formie niespokojne, nie do końca uwolnione.
          > strasznie mnie ciekawi, co to za zespół. ten temat mam zamiar drążyć!

          Ha! To Robert Forster (The Go-Betweens) z solowej płyty "Danger In the Past",
          nagranej przy pomocy m.in. Micka Harveya i Hugo Race’a. Dla mnie to jego
          najspójniejszy album, inne nie wchodzą mi dobrze w całości. Tutaj jest surowo,
          (melo)dramatycznie i stylowo.

          > 14. the modern lovers - hospital. pasuje, choć nie jest to mój ulubiony utwór
          z ich płyty, ale jak najbardziej ok.

          A który jest ulubiony (u mnie: "I'm Straight" i "Government Center")?

          Wstępnie planowałam taką końcówkę: Modern Lovers – Robert Forster (bo
          inspiracje Jonathanem Richmanem widać tu jak na dłoni, a poza tym obydwa utwory
          wydają mi się nieco podobne w swojej strukturze) – Townes van Zandt "Flyin’
          Shoes" lub "Waitin’ Around To Die" (a to przez ten fragment z "Dear Black
          Dream": My love and I sit in bed in the dark / Wondering who sings better in
          the dark / Is it Townes Van Zandt, or is it Guy Clark), ale wtedy zrobiłoby się
          zbyt ciemno i posępnie, a moja płyta nie ma być towarzyszem najczarniejszej
          godziny.

          > 15. tu już alt-country do potęgi. spokojne, przyjemne zakończenie płyty. miłe
          > sny zapewnione.

          Chyba innego country słuchamy :)
          W roli hipnotyzera Mark Kozelek: Sun Kil Moon – "Carry Me Ohio".

          > ogólnie rzecz biorąc jestem z tej płyty bardzo zadowolony, autentycznie podoba
          > mi się. kilka utworów sprowokowało mnie do chęci dalszego zapoznania się z
          > artystą.

          Cieszę się bardzo i pozdrawiam :)
          • polleke tracklista 20.11.05, 20:27
            NIGHT IS THE DAY TURNED INSIDE OUT

            1. Calla – Fear of Fireflies (Scavengers, 2001)
            2. Echo and The Bunnymen – No Hands (The John Peel Sessions, 1988)
            3. Beck – The Golden Age (Sea Change, 2002)
            4. My Morning Jacket – The Bear (The Tennessee Fire, 1999)
            5. Adorable – A To Fade In (Against Perfection, 1993)
            6. M. Ward – Let’s Dance (Transfiguration of Vincent, 2003)
            7. Wilco – She’s a Jar (Summerteeth, 1999)
            8. Black Heart Procession - It's a Crime I Never Told You About the Diamonds in
            Your Eyes (2, 1999)
            9. R.E.M. – Perfect Circle (Murmur, 1983)
            10. Spinvis – Voor Ik Vergeet (Spinvis, 2002)
            11. Mojave 3 – Mercy (Ask Me Tomorrow, 1996)
            12. Kitchens of Distinction – Mad as Snow (The Death of Cool, 1992)
            13. Robert Forster – Dear Black Dream (Danger in the Past, 1990)
            14. The Modern Lovers – Hospital (The Modern Lovers, 1976)
            15. Sun Kil Moon – Carry Me Ohio (The Ghosts of the Great Highway, 2003)
          • libertine Re: o mojej płycie 20.11.05, 22:17
            tego to się już na pewno nie spodziewałem, żeby od samej pomysłodawczyni... ;)

            > > 6. cover 'let's dance' bowiego. akustyczny, bardzo przyjemna wersja,
            > oczywiście
            > > na modłę folkową z charakterystycznym, lekko zachrypłym wokalem.
            >
            > Orginał sucks

            faktycznie, nie jest to najlepszy kawałek bowiego delikatnie mówiąc.

            > 14. the modern lovers - hospital. pasuje, choć nie jest to mój ulubiony u
            > twór
            > z ich płyty, ale jak najbardziej ok.
            >
            > A który jest ulubiony (u mnie: "I'm Straight" i "Government Center")?
            >

            u mnie: i'm straight i roadrunner

            dzięx raz jeszcze!
    • nemrrod On the Edge. Klimaty głębokonocne. 19.11.05, 18:21
      W związku z tematem obawiałem się trochę, że dostanę składankę wypełnioną tak
      mrocznymi dźwiękami, że jej odsłuch, przy mojej wrodzonej wrażliwości, może się
      skończyć źle. I oto dostałem składankę, która zgodnie z tytułem - "On the edge"
      - doprowadza mnie na skraj paranoi i stanów lękowych ;-) Na płycie znajdują się
      tak ciemne i momentami przerażajace dźwięki, że składanka przygotowana przeze
      mnie w porównaniu do tej brzmi jak śpiew słowików ;)
      Płyta jest bardzo spójna, klimatyczna i sugestywna. Spokojnie mogłaby służyć
      jako soundtrack do horroru albo thillera psychopatologicznego o maniakalnym
      zabójcy z apokalipsą i piekłem w tle. Ale po kolei:

      1. Czy to Mike Patton jest? To chyba mój ulubiony utwór na płycie, ma całkiem
      przyjemną melodię. Jako JEDYNY na płycie ma całkiem przyjemną melodię ;) Mimo
      swej tajemniczości nie zapowiada jeszcze tego, co ma się wydarzyć.

      2. Tutaj takie powolne, monotonne granie na gitary i perkusję. W połowie pojawia
      się wokal, ale tak przytłumiony, że nie wiem czy to facet, czy kobieta.

      3. Ten utwór brzmi jak strojenie instrumentów przez tradycyjny zespół tybetański
      - jakieś grzechotki, orientalne instrumenty dęte, chaotyczne uderzenia w talerz itp.

      4. Instrumentalny, ilustracyjny utwór, brzmiący jak ze ścieżki do "Miasteczka
      Twin Peaks". Czyli wiadomo.

      5. Zaczyna się. Przerażający moment. Facet (brzmi trochę jak opętany albo
      konający wokalista Rammstein) wyśpiewuje raz po raz (w przerwach między
      kasłaniem a dyszeniem) "This is the end of the world".

      6. Miniaturka na bas i szeleszczące talerze. Cały czas w klimatach.

      7. Horroru ciąg dalszy. To chyba kulminacyjny moment składanki. Zaczyna się
      dark-ambientowo, a potem na tle upiornego podkładu przemawia do mnie jakiś
      potwór, demon, a może nawet sam Lucyfer. Dźwięki prosto z piekła.

      8. Tutaj znów tajemnicze dźwięki, tym razem przeplatane pojawiającym się
      znienacka bujającym motywem. Perwersyjne połączenie piękna z zepsuciem i
      śmiercią. Jak u Lyncha. W połowie utworu niespodzianka - znowu odzywa się Szatan :/

      9. To sobie wyguglałem, bo wokal brzmiał mi znajomo. Hm, słyszałem kilka utworów
      The Black Heart Procession, ale żaden nie miał w sobie tyle upiornego klimatu i
      atmosfery grozy, co "Stitched To My Heart".

      10. Bardzo ładny moment, drugi ulubiony. Oczywiście w mollowej tonacji, a
      jakżeby inaczej. Ten "chór" trochę mi się z A Silver Mt. Zion kojarzy.

      11. To chyba znowu Patton. I znowu muszę powtórzyć słowa kluczowe: ponuro,
      tajemniczo, mrocznie.

      Reasumując: mimo że płytę charakteryzuje zgoła odmienne od mojego podejście do
      zadanego tematu, to ta radykalna, jak dla mnie, wizja została zrealizowana w
      sposób bardzo konsekwentny i przemyślany. Przyznam, że po pierwszym
      przesłuchaniu byłem w lekkim osłupieniu, ale już się przyzwyczaiłem i myślę że
      będę do słuchania często wracał (skipując numer 7 ;-)), tym bardziej, że teraz
      szybko robi się ciemno :)

      Na koniec dodam jeszcze, że składanka została wypalona na fajnym czarnym
      cedeerze (nie wiedziałem, że takie produkują), a na dyskietce został załączony
      plik z projektem okładki - grafiką a'la Beksiński.

      Dziękuję.
      • good_morning cieszy mnie niepomiernie 20.11.05, 13:10
        ze kolega wyszedl z oslupienia ;) a nawet polubil dzwieki z najmroczniejszych
        otchlani (oprocz siodemki, ktora wszyscy skipuja, procz mnie :D, a niektorzy to
        i dwojke nawet - bo "bez ladu i skladu" ;P), bo mialam juz lekkie obawy,ze
        depresyjne klimaty porazily odbiorce ;) ja takich namietnie slucham...
        chcialabym jeszcze dzis dokonczyc o tej plycie, ale jesli nie zdaze, to z gory
        przepraszam.
        krotko tylko: black heart tak, Patton tak, ale jeszcze w srodku tez Patton :),
        moze sie kolega pokusi o odgadniecie, ktory?
        • nemrrod Re: cieszy mnie niepomiernie 20.11.05, 17:30
          good_morning napisała:

          > krotko tylko: black heart tak, Patton tak, ale jeszcze w srodku tez Patton :),
          > moze sie kolega pokusi o odgadniecie, ktory?

          Drogą eliminacji wyszło, że to musi być ten demoniczny numer 7... Tak? No chyba,
          że za jakiś instrumentalny jest odpowiedzialny.
          • good_morning Re: cieszy mnie niepomiernie 21.11.05, 00:26
            nemrrod napisał:
            > Drogą eliminacji wyszło, że to musi być ten demoniczny numer 7... Tak?

            - nie :)))

            No chyba
            > ,
            > że za jakiś instrumentalny jest odpowiedzialny.

            - i nie :))) czy moglby kolega raz jeszcze sie wsluchac? :))

            a ja sie sypnelam w wypowiedzi wyzej: to numer trzeci 'tybetanski', okreslany
            tez jako 'bez ladu i skladu' ;) - jest nielubiany , a nie drugi.
            • nemrrod Re: cieszy mnie niepomiernie 21.11.05, 13:02
              Oprócz pierwszego i ostatniego ja tam nie słyszę więcej Pattona... I proszę, nie
              każ mi tego jeszcze raz słuchać. Muszę odpocząć ;)
              • good_morning no niech tam... 23.11.05, 00:41
                ulituje sie ;) to osemka.
                ech, tylko kiedy ja bede miala czas choc liste tu napisac :(
                • nemrrod Re: no niech tam... 24.11.05, 13:51
                  good_morning napisała:

                  > to osemka.

                  Wiedziałem! :D
      • good_morning Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 23.11.05, 15:46
        nemrrod napisal:

        W związku z tematem obawiałem się trochę, że dostanę składankę wypełnioną tak
        mrocznymi dźwiękami, że jej odsłuch, przy mojej wrodzonej wrażliwości, może się
        skończyć źle. I oto dostałem składankę, która zgodnie z tytułem - "On the edge"
        - doprowadza mnie na skraj paranoi i stanów lękowych ;-) Na płycie znajdują się
        tak ciemne i momentami przerażajace dźwięki, że składanka przygotowana przeze
        mnie w porównaniu do tej brzmi jak śpiew słowików ;)
        Płyta jest bardzo spójna, klimatyczna i sugestywna. Spokojnie mogłaby służyć
        jako soundtrack do horroru albo thillera psychopatologicznego o maniakalnym
        zabójcy z apokalipsą i piekłem w tle.


        - nie ukrywam, ze powyzszy fragment recenzji to istny balsam (albo, jak kto
        woli, miod) na moja dusze :))

        Ale po kolei:

        1. Czy to Mike Patton jest? To chyba mój ulubiony utwór na płycie, ma całkiem
        przyjemną melodię. Jako JEDYNY na płycie ma całkiem przyjemną melodię ;) Mimo
        swej tajemniczości nie zapowiada jeszcze tego, co ma się wydarzyć.

        - to Majki Slonce Patton oczywiscie jest, wespol z Johnem Zornem – ‘the Ballad
        of Hank mcCain’
        jako,ze nie nalezy straszyc odbiorcy juz na samym poczatku, lagodnie i
        tajemniczo wprowadza w klimat ;)

        2. Tutaj takie powolne, monotonne granie na gitary i perkusję. W połowie pojawia
        się wokal, ale tak przytłumiony, że nie wiem czy to facet, czy kobieta.

        - zespol okreslany takze jako najwolniejsza kapela swiata ;), mianowicie ‘the
        melvins’ – ‘shevil’. poszeptywanie (nierozszyfrowanie przeze mnie jak dotad) i
        king buzzo (znany pewnie bardziej jako gitarzysta fantomasa ) zrecznie udajacy
        kobiete ;)

        3. Ten utwór brzmi jak strojenie instrumentów przez tradycyjny zespół tybetański
        - jakieś grzechotki, orientalne instrumenty dęte, chaotyczne uderzenia w talerz
        itp.

        - ten utwor brzmi rowniez jak ilustracja zarazy kroczacej swiatem i
        wymiatajacej jeczace duszyczki w przepastne otchlanie smierci przy
        akompaniamemncie cmentarnych dzwoneczkow... chwilowo nie znam jeszcze osoby,
        ktora zachwycalaby sie nim jak ja. chaotyczne? w zadnym wypadku ;P
        Terry Bozzio/Mick Karn/Dawid Torn – ‘city of the dead’

        4. Instrumentalny, ilustracyjny utwór, brzmiący jak ze ścieżki do "Miasteczka
        Twin Peaks". Czyli wiadomo.

        - brzmi podobnie, to fakt. ale ze sciezka dzwiekowa do filmu nie ma nic
        wspolnego. norweski zespol 3rd And The Mortal – ‘the wooden lodge’

        5. Zaczyna się. Przerażający moment. Facet (brzmi trochę jak opętany albo
        konający wokalista Rammstein) wyśpiewuje raz po raz (w przerwach między
        kasłaniem a dyszeniem) "This is the end of the world".

        - ano, kiedys musiala nadejsc pora na ‘wlasciwe’ klimaty, ile mozna oszczedzac
        wrazliwa dusze sluchacza ;P czarna rozpacz, ostatnie z trudem lapane oddechy na
        krawedzi swiatow „I don’t have any live’...
        Norwegia po raz wtory – Bogus Blimp – ‘the end of the world’

        6. Miniaturka na bas i szeleszczące talerze. Cały czas w klimatach.

        - miniaturka ma za zadanie rozjasnic nieco nastroje samobojcze. ponownie
        Teriusz Bozzio – ‘walking dream’. ale nie ma lekko, z tych beztroskich chmurek
        marzen spadamy wprost ...

        7. Horroru ciąg dalszy. To chyba kulminacyjny moment składanki. Zaczyna się
        dark-ambientowo, a potem na tle upiornego podkładu przemawia do mnie jakiś
        potwór, demon, a może nawet sam Lucyfer. Dźwięki prosto z piekła.

        ... na dno piekla ;) ciesze sie, ze idealnie odebrales moment
        zageszczenia ‘mroku’ na plycie. tylko czemuz, ach czemuz nikt nie lubi
        straszacego duetu upiorow: Melvins/Lustomrd – Idolatrous Apostate

        8. Tutaj znów tajemnicze dźwięki, tym razem przeplatane pojawiającym się
        znienacka bujającym motywem. Perwersyjne połączenie piękna z zepsuciem i
        śmiercią. Jak u Lyncha. W połowie utworu niespodzianka - znowu odzywa się
        Szatan :/

        - utwor nazywany rowniez ‘kinder pieklo’ ;) Majki Patton w roli Zlego ;)
        wycia i mily refrenik zdecydowanie przelamujacy groze mak piekielnych ;) fajne
        pianinko.
        John Zorn – ‘Bridge to the Beyond’

        9. To sobie wyguglałem, bo wokal brzmiał mi znajomo. Hm, słyszałem kilka utworów
        The Black Heart Procession, ale żaden nie miał w sobie tyle upiornego klimatu i
        atmosfery grozy, co "Stitched To My Heart".

        - zgadza sie. nic dodac nic ujac... lancuchy, lochy, depresja, krwawiace
        serca...


        10. Bardzo ładny moment, drugi ulubiony. Oczywiście w mollowej tonacji, a
        jakżeby inaczej. Ten "chór" trochę mi się z A Silver Mt. Zion kojarzy.

        - aaaaa, ciesze sie sbardzo, ze sie podoba :)))) Norwegia Nærvær - ‘to
        plan’. odglosy nocy i puchaczy, puste przestrzenie (znowu! ;))... a jednak
        wyprowadza z rozpaczy, daje jakas nadzieje na swiatlo po tej stronie zycia...

        11. To chyba znowu Patton. I znowu muszę powtórzyć słowa kluczowe: ponuro,
        tajemniczo, mrocznie.

        - wlasciwie Team Sleep , Majki daje glos w utworze ‘Kool Aid’ . plusk plusk ,
        wiry, wciaga cie pod wode , krzyk.
        mimo to utwor toczy sie nieco sennie, wokal fantastyczny – jak zwykle :D

        Reasumując: mimo że płytę charakteryzuje zgoła odmienne od mojego podejście do
        zadanego tematu, to ta radykalna, jak dla mnie, wizja została zrealizowana w
        sposób bardzo konsekwentny i przemyślany. Przyznam, że po pierwszym
        przesłuchaniu byłem w lekkim osłupieniu, ale już się przyzwyczaiłem i myślę że
        będę do słuchania często wracał (skipując numer 7 ;-)), tym bardziej, że teraz
        szybko robi się ciemno :)

        - dzieki :) ze swej strony mam nadzieje,ze do siodemki jednak sie z czasem
        przekonasz ;P

        Na koniec dodam jeszcze, że składanka została wypalona na fajnym czarnym
        cedeerze (nie wiedziałem, że takie produkują), a na dyskietce został załączony
        plik z projektem okładki - grafiką a'la Beksiński.

        - ta grafika JEST autorstwa Beksinskiego :)), a w zamysle miala byc
        nadrukowana bezposrednio na plycie. niestety handel oferuje u mnie opakowania
        takich cd po 50 sztuk. i tak to moj ambitny pomysl spalil na panewce ;)

        reasumujac ;)

        1. John Zorn w. Mike Patton - „The Ballad of Hank McCain” ( Zorn – “The Big
        Gundown”)
        2. The Melvins – “Shevil” ( “Stoner Witch”)
        3. Bozzio/Torn/Karn – “City of the Dead” (“Polytown”)
        4. 3rd And the Mortal – “The Wooden Lodge” (“In this Room”)
        mortal.info/
        5. Bogus Blimp – “End of the World” (“cords.wires”)
        www.kvarteret.uib.no/~simeng/bogus/record.htm
        6. Bozzio Terry – “Walking Dreams” (“Prime Cuts”)
        7. Melvins/Lustmord - “Idolatrous Apostate” (“Pigs of the roman Empire”)
        8. Zorn w. Patton – “Bridge to the Beyond” (Zorn John - “ The Gift”)
        9. Black Heart Procession - “Stitched to my Heart (
        10. Naervaer - “To plan” (“Skiftninger”)
        www.karmakosmetix.com/naervaer.html
        11. Team Sleep w. Mike Patton - ”Kool Aid” (”Unmastered”)
        • good_morning oczywiscie musialam sie sypnac w tytulach: 23.11.05, 15:53
          9.procesja czarnych serc z plyty o tym samym tytule.
          11. Team Sleep "Kool Aid PArty"
          :))
        • nemrrod Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 24.11.05, 14:11
          To ja jeszcze raz podziękuję i wskażę jeszcze na poszerzający walor składanki -
          połowa wykonawców nie jest mi znana (tym Naervaer się zainteresuję, mam nadzieję
          że nie zanadto dołujące ;)). Poza tym - duży plus za ukazanie nowego odcienia
          (nie-jazzowego i diamteralnie różnego od sielanki The White Birch) norweskiej sceny.
          Pozdrawiam.
          • good_morning Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 25.11.05, 22:06
            nemrrod napisał:
            tym Naervaer się zainteresuję, mam nadziej
            > ę
            > że nie zanadto dołujące ;)).

            spokojnie, najbardziej 'mroczny' poszedl na moja skladanke ;) moge uzyczyc w
            tej samej formie, co cloroform :)
            pozdr
            • nemrrod Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 01.12.05, 12:27
              O fajnie. Może na forumowego Gmaila? Może ktoś jeszcze skorzysta.
              Szczerze mówiąc przeszło mi już trochę po wysłuchania kawałka spod podanego
              przez Ciebie linka... To jednak jakieś gotyckie klimaty chyba...?...
              • good_morning Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 14.12.05, 14:32
                nemrrod napisał:

                > O fajnie. Może na forumowego Gmaila? Może ktoś jeszcze skorzysta.

                OK :)

                > Szczerze mówiąc przeszło mi już trochę po wysłuchania kawałka spod podanego
                > przez Ciebie linka... To jednak jakieś gotyckie klimaty chyba...?...

                gotyckie? nie...
                • nemrrod Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 14.12.05, 16:45
                  Linki niestety już nie działają...
                  • nemrrod Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 14.12.05, 16:52
                    Aha, nie uploaduj drugi raz. Poszukam w tzw. innych źródłach ;)
                    • good_morning Re: On the Edge. Klimaty głębokonocne. 14.12.05, 17:19
                      nie mialam pojecia,ze nie dzialaja :(
                      moge po jednym wrzucac dziennie (mejl)
                      daj znac na yahoo
    • roar Recenzja #11 19.11.05, 21:42
      Zgodnie z obietnicą, pod koniec tygodnia... (nie zdążyłem na koniec poprzedniego, no to musiał być ten, prawda)

      Już sama okładka rodem z awangardowego komiksu pokazuje, że podejście do tematu autorki mojej składanki było zupełnie odwrotne, niż moje. Tam, gdzie u mnie były przepastne krajobrazy, wielkie puste przestrzenie, po których hula wiatr, pod tabunami chmur ledwie przepuszczającymi słabe promienie księżyca, tutaj jest ciemne miasto, klaustrofobiczne klitki bez okien, nocne pokoje z zaciągniętymi zasłonami, mroczne zaułki, knajpy w suterenach, gdzie bardzi, przy mętnym świetle, w dymie papierosów nucą swoje opowieści. Można i tak. Co znaczy różnorodność.

      Swoją drogą, to już drugi raz dostaję płytę w większości z rejonów, którymi się zainteresuję od święta co najwyżej. I już drugi raz się okazuje, że to tak naprawdę nie ma większego znaczenia. :)

      1. (6.5) Rozwlekłe, monotonne, przepity i przepalony głos wokalisty, zgrzytliwa harmonijka ustna w tle. Nie potrafię tego jakoś nigdzie przyczepić. Dobre wprowadzenie w klimat całości.

      2. (6) Króciutka akustyczna balladka. Ładne, póki gra.

      3. (6.5) Country/folk, facet z cichutką gitarą i świetnym głosem. No, może nie tyle świetnym, co mi się cholernie podobającym. Przykuwa uwagę. Kończy się wystarczająco szybko, żeby zostawić same pozytywne wrażenia.

      4. (7.5) O. To już słyszałem. Nie jestem jakimś wielkim fanem Morphine (pewnie błąd), ale akurat tę jedną piosenkę pamiętam dobrze. "The Night". Dzięki za przypomnienie, będę się musiał bardziej zainteresować.
      Utwór świetnie się nadaje do śpiewania na cały głos podczas wieczornych spacerów wzdłuż ruchliwych ulic, he he. A jakbym już miał się przyczepić do czegoś, to trochę za długi jest... ;) Za długi o solo saksofonu.

      5. (5) Jakoś do mnie nie trafia. Słyszę, że ładne, ale to nie moje klimaty. :)

      6. (5) Takich zagrywek bardzo nie lubię. To znaczy elektronicznego podkładu opartego na głośnej, sztucznej "perkusji" sparzonego z niezalowym wokalem. Mało komu się udaje zrobić z tego coś, co nie brzmi sztucznie. Ładna melodia w partii głosu, to jest plus, ale na dłuższą metę bym tego nie wytrzymał.

      7. (7) Słodka kołysanka. Zawodzący pan i zawodząca pani. I właściwie cała piosenka oparta na ich głosach, plus jednostajna zagrywka na gitarze w tle. Patrz numer 3, z tym, że tym razem mogłoby tak lecieć i następne pięć minut i nie miałbym nic przeciwko. Bo kiedy pan i pani śpiewają razem, to się dzieją rzeczy piękne.

      8. (6.5) Patrz numer 6, z tym, że temu panu akurat udało się pokonać moją niechęć do tego typu muzyki. Wszystko podporządkowane rytmowi, ale nienachalnie elektroniczne, oparte na ładnej partii gitary. Trochę niepotrzebny środek, ale mniejsza.

      9. (6.5) Ła~adne...! Taki ambiencik niemalże, pan niby coś tam od czasu do czasu mruknie, ale ogólnie to tylko dwa takty pianina w pętli inkrustowane elektronicznymi dronami. Jakoś mi się tak z Dead Can Dance kojarzy, ale na pewno źle.
      Pięć minut z kawałkiem, a można w ogóle nie zauważyć. Lubię takie piosenki, potem jak się człowiek zorientuje, że tam coś na płycie jeszcze jest, to zna już całość na pamięć. :)

      10. (8) Mum z Summer Make Good. Tytułu nie pomnę, ale to był bodaj mój ulubiony na płycie. Klasa sama w sobie. I lekkie zaskoczenie, bom się takiej muzyki tu nie spodziewał. Czyli co, spacer po nocnym Reykjaviku?

      11. (6.5) "Last night I dreamt that somebody loved me." Morrissey to jest jak nic. Piosenkę natomiast słyszę po raz pierwszy (Proszę fanów o nie bicie mnie jeszcze.)... i, szczerze mówiąc, zwłaszcza w porównaniu z resztą dokonań tego pana - jest dość przeciętna (O, teraz już można. :). Zwraca uwagę miły, klimatyczny początek. Trochę przestrzeni w tym zaduchu dobrze robi. :)

      12. (6.5) Czy to są Doves?

      13. (6) Taki niby grunge'owy... nie mam pojęcia, co to jest. Standard, miło się słucha, ale nic ponad to.

      14. (6.5) Bogata, ale przycięta na potrzeby scen w klubach aranżacja, coś w stylu tego, co teraz robi Anthony. Tylko głos dobrych parę oktaw niżej.

      15. (6.5) It's going and going and going... Takie bardziej psychedel-rockowe Gorillaz, zwłaszcza z maniery wokalnej. Nie będę chyba szukał reszty nagrań grupy, ale tutaj jestem na tak.

      16. (8) Zmęczony kobiecy głos, smyczki sprzed epoki rock'n'rolla, jak w jakimś chansonie. A do tego wszystkiego nowoczesna, downtempowa perkusja. Bardzo mi się podoba, chcę więcej.

      17. (8.5) Panie, panowie, kandydat do miana najgenialniejszego refrenu, jaki świat słyszał. Nieszkolony, niski głos przekrzykuje się z gitarą i klawiszami (a klawisze to tu klasa sama w sobie), żeby wszyscy usłyszeli, że chce być
      cicho. Jak ja kocham meta-przekaz w muzyce, no.
      Zwrotki trochę na odwal się, ale i tak wychodzi utwór z najwyższej półki. Chyba najlepsza rzecz na składance.

      Oceny są orientacyjne, więc proszę nie przywiązywać do nich wagi, tylko traktować jako uzupełnienie opisu. (Ale całość też ocenię, co tam. Jakieś 7, 7.5 to będzie. :) Że mi się podobało, to chyba nawet nie muszę mówić. :)

      Dziękuję ślicznie.
      • geigo Re: Recenzja #11 20.11.05, 15:46
        Haa, wreszcie się doczekałam recenzji! :)) I to w dodatku tak pozytywnej, super :))) Na początku - dziękuję pięknie za skomplementowanie okładki (podziękowałabym wcześniej, ale miałam się nie demaskować ;) ).
        Teraz o zawartości:

        > 1. (6.5) Rozwlekłe, monotonne, przepity i przepalony głos wokalisty, zgrzytliwa
        > harmonijka ustna w tle. Nie potrafię tego jakoś nigdzie przyczepić. Dobre wpro
        > wadzenie w klimat całości.
        >

        To Midnight Choir - "Into The Dark". Jeden z moich zespołów ever z jednej z moich płyt ever ;) ("Waiting For The Bricks To Fall") - czyli start pod tytułem "ciemność zaczyna się w Norwegii" ;)

        > 2. (6) Króciutka akustyczna balladka. Ładne, póki gra.
        >

        Stuart Staples, wokal Tindersticks, solo - "Dark Days", z tegorocznej płyty "Lucky Dog Recordings 03-04". Krótkie, ale urokliwe, jak zresztą cały jego album.

        > 3. (6.5) Country/folk, facet z cichutką gitarą i świetnym głosem. No, może nie
        > tyle świetnym, co mi się cholernie podobającym. Przykuwa uwagę. Kończy się wyst
        > arczająco szybko, żeby zostawić same pozytywne wrażenia.
        >

        David Gray - "Twilight". Też krótkie, bo jesienią zmrok szybko zapada ;)

        > 5. (5) Jakoś do mnie nie trafia. Słyszę, że ładne, ale to nie moje klimaty. :)
        >

        Mało, że ładne, to po prostu piękne jest :) Echo & The Bunnymen "Nocturnal Me".

        > 6. (5) Takich zagrywek bardzo nie lubię. To znaczy elektronicznego podkładu opa
        > rtego na głośnej, sztucznej "perkusji" sparzonego z niezalowym wokalem. Mało ko
        > mu się udaje zrobić z tego coś, co nie brzmi sztucznie. Ładna melodia w partii
        > głosu, to jest plus, ale na dłuższą metę bym tego nie wytrzymał.
        >

        A to jest ciekawostka, bo zazwyczaj ów pan bawi się trochę innymi dźwiękami. To Bonnie 'Prince' Billy - "Lullaby" z płytki "Pebbles & Ripples" wydanej na spółkę z Brightblack. Fakt, że do tego aparatu perkusyjnego można się przyczepić, ale sama melodia wyśpiewywana przez wokal - oraz oczywiście tenże wokal - wynagradzają dla mnie wszelkie niedostatki utworu.

        > 7. (7) Słodka kołysanka. Zawodzący pan i zawodząca pani. I właściwie cała piose
        > nka oparta na ich głosach, plus jednostajna zagrywka na gitarze w tle. Patrz nu
        > mer 3, z tym, że tym razem mogłoby tak lecieć i następne pięć minut i nie miałb
        > ym nic przeciwko. Bo kiedy pan i pani śpiewają razem, to się dzieją rzeczy pięk
        > ne.
        >

        To Osceola - "Strange Nights". Smutek wpadający w depresję, czyli pełnia moich wyobrażeń o ciemności, zwłaszcza metaforycznej ;)

        > 8. (6.5) Patrz numer 6, z tym, że temu panu akurat udało się pokonać moją niech
        > ęć do tego typu muzyki. Wszystko podporządkowane rytmowi, ale nienachalnie elek
        > troniczne, oparte na ładnej partii gitary. Trochę niepotrzebny środek, ale mnie
        > jsza.
        >

        Tunng - "Tale From Black". Zespół, który wydał debiutancką płytę w tym roku, i która to płyta na pewno będzie u mnie wysoko w podsumowaniu 2005, mimo iż znam z niej zaledwie trzy piosenki ;))

        > 9. (6.5) Ła~adne...! Taki ambiencik niemalże, pan niby coś tam od czasu do czas
        > u mruknie, ale ogólnie to tylko dwa takty pianina w pętli inkrustowane elektron
        > icznymi dronami. Jakoś mi się tak z Dead Can Dance kojarzy, ale na pewno źle.
        > Pięć minut z kawałkiem, a można w ogóle nie zauważyć. Lubię takie piosenki, pot
        > em jak się człowiek zorientuje, że tam coś na płycie jeszcze jest, to zna już c
        > ałość na pamięć. :)
        >

        O, i wychodzi na jaw, kto prac domowych forumowych nie odrabia ;) To The White Birch - "Star", z niedawno omawianego tu albumu "Star Is Just A Sun".

        > 11. (6.5) "Last night I dreamt that somebody loved me." Morrissey to jest jak n
        > ic. Piosenkę natomiast słyszę po raz pierwszy (Proszę fanów o nie bicie mnie je
        > szcze.)... i, szczerze mówiąc, zwłaszcza w porównaniu z resztą dokonań tego pan
        > a - jest dość przeciętna (O, teraz już można. :). Zwraca uwagę miły, klimatyczn
        > y początek. Trochę przestrzeni w tym zaduchu dobrze robi. :)
        >

        Ano Morrissey, tylko jeszcze w towarzystwie Kowalskich. Hmm, ale żeby przeciętnie?... :> No dobra, powiedzmy że tym razem rękoczynów oszczędzę ;)

        > 12. (6.5) Czy to są Doves?
        >

        To Thee More Shallows - "2 am". Nowy zespół, znaleziony przez mnie w trakcie szperania po muzycznych blogach - parę piosenek słyszałam, fajnie grają.

        > 13. (6) Taki niby grunge'owy... nie mam pojęcia, co to jest. Standard, miło się
        > słucha, ale nic ponad to.
        >

        Wintersleep - "Insomnia". Jakoś nigdy nie myśałam o nich w kategorii grunge, ale gdy z ciekawości włączyłam sobie ten utwór teraz, to rzeczywiście - trochę jakby, zwłaszcza w refrenie... Pewnie i nie pierwsza liga, ale czasem lubię ich posłuchać. No i tytuł dobrze mi się tu komponował ;)

        > 14. (6.5) Bogata, ale przycięta na potrzeby scen w klubach aranżacja, coś w sty
        > lu tego, co teraz robi Anthony. Tylko głos dobrych parę oktaw niżej.
        >

        Tindersticks - "Another Night In", czyli znowu jeden z moich zespołów ever (MZE :) ).


        > 15. (6.5) It's going and going and going... Takie bardziej psychedel-rockowe Go
        > rillaz, zwłaszcza z maniery wokalnej. Nie będę chyba szukał reszty nagrań grupy
        > , ale tutaj jestem na tak.
        >

        Aaa, Gorillaz?!? Dobra, już otrząsnęłam się z szoku ;)) Szoku, bo to następny z MZE: The Black Heart Procession - "A Light So Dim". Mimo wszystko polecam, bo to tylko jedna z ich wielu świetnych piosenek.

        > 16. (8) Zmęczony kobiecy głos, smyczki sprzed epoki rock'n'rolla, jak w jakimś
        > chansonie. A do tego wszystkiego nowoczesna, downtempowa perkusja. Bardzo mi si
        > ę podoba, chcę więcej.
        >

        A to Stina Nordenstam - "The Morning Belongs To The Night". Też lubię sposób, w jaki smuci ta pani.

        > 17. (8.5) Panie, panowie, kandydat do miana najgenialniejszego refrenu, jaki św
        > iat słyszał. Nieszkolony, niski głos przekrzykuje się z gitarą i klawiszami (a
        > klawisze to tu klasa sama w sobie), żeby wszyscy usłyszeli, że chce być
        > cicho. Jak ja kocham meta-przekaz w muzyce, no.
        > Zwrotki trochę na odwal się, ale i tak wychodzi utwór z najwyższej półki. Chyba
        > najlepsza rzecz na składance.
        >

        To kandydat do miana najgenialniejszej piosenki, jaką napisał i zaśpiewał Robert Forster :) A zresztą, co mi tam - to najgenialniejsza piosenka, jaką napisał i zaśpiewał Robert Forster :)) "I Want To Be Quiet" - bo czegóż innego można pragnąć po bezsennej nocy, w momencie gdy ciemność ustępuje miejsca świtowi?

        > Oceny są orientacyjne, więc proszę nie przywiązywać do nich wagi, tylko traktow
        > ać jako uzupełnienie opisu. (Ale całość też ocenię, co tam. Jakieś 7, 7.5 to bę
        > dzie. :) Że mi się podobało, to chyba nawet nie muszę mówić. :)
        >
        > Dziękuję ślicznie.
        >

        Ja również, bardzo jestem zadowolona z tak ciepłego przyjęcia mojej składanki :))


        Tracklista:
        1. Midnight Choir - Into The Night (Waiting For The Bricks To Fall)
        2. Stuart Staples - Dark Days (Lucky Dog Recordings 03-04)
        3. David Gray - Twilight (Lost Songs 95-98)
        4. Morphine - The Night (The Night)
        5. Echo And The Bunnymen - Nocturnal Me (Ocean Rain)
        6. Bonnie 'Prince' Billy & Brightblack - Lullaby (Pebbles And Ripples 2004 Summer Tour)
        7. Osceola - Strange Nights (A Witness Tree)
        8. Tunng - Tale From Black (This Is Tunng - Mother's Daughter And Other Songs)
        9. The White Birch - Star (Star Is Just A Sun)
        10. Mum - Nightly Cares (Summer Make Good)
        11. The Smiths - Last Night I Dreamt That Somebody Loves Me (Strangeways Here We Come)
        12. Thee More Shallows - 2 am (More Deep Cuts)
        13. Wintersleep - Insomnia (Wintersleep)
        14. Tindersticks - Another Night In (Curtains)
        15. The Black Heart Procession - A Light So Dim (Two)
        16. Stina Nordenstam - The Morning Belongs To The Night (The World Is Saved)
        17. Robert Forster
        • geigo Re: Recenzja #11 20.11.05, 15:54
          Ucięło mi koniec tracklisty, miało być:
          17. Robert Forster - I Want To Be Quiet (Calling From The Country Phone)
    • digsa Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 19.11.05, 21:56
      niech mnie pop_up nie bije, ale niestety nie zdołałam jeszcze napisać
      recenzji... to przez te prace domowe w weekend ;> obiecuję, że będzie a
      poniedziałek, a może i nawet jutro.
    • ayya Historia pewnej ciemności... 20.11.05, 11:28
      ... taki jest tytuł mojej składanki. Autor/autorka sam/a jest sobie winien, że
      musiał/a tyle czekać na recenzję, bo muzyka na płycie w ogóle nie jest w moim
      stylu, ale to nie znaczy, że mi się nie podoba. Temat zdecydowanie został
      zinterpretowany na 5 :))) Po wielokrotnym przesłuchaniu składanki w porze
      nocnej poddaje się - nawet google nie pomogły mi odgadnąć jakiejkolwiek
      piosenki.

      1. "Ktoś idzie" - no faktycznie ktoś idzie, gwiżdże i coś mruczy pod nosem
      (trochę swoim niskim głosem przypomina Cohena). Idealny kawałek jako soundtrack
      do sceny zabójstwa w hotelu na zadupiu podczas ciemnej, deszczowej nocy :)))

      2. "Idzie i zawodzi" - chyba raczej się zatrzymał, ale faktycznie strasznie
      zawodzi. Przypomina mi trochę jakiś nieco uwspółcześniony etno folk z dalekiej
      Ameryki Południowej. Ciekawe, ale czemu to trwa ponad 7 minut?

      3. "Coś obiecuje? Nie słyszę..." - znów jakiś bębniasty, rytmiczny (może
      momentami lekko jazzujący) podkład i gość, który śpiewa, że jak z nim
      pójdziemy, będziemy prowadzić zajebiste życie w raju. Też bym mu nie uwierzyła,
      choć propozycja bardzo kusząca.

      4. "Mógłby pan głośniej?" - tu mi trochę coś świta, bo wydaje mi się, że
      słyszałam ten kawałek w innym wykonaniu Billie Holiday. Podoba mi się ta lekko
      odurzająca melodia.

      5. "Rany julek jak mi go żal... on taki samotny" - no faktycznie gość jest
      trochę samotny, nie ma dzieci, nie ma matki... Ale przynajmniej fajnie rzępoli
      na gitarze i ma fajny chórek tam w tle.

      6. "Cała drżę... Mam potok myśli w głowie" - ktoś ma głos jakby odrobinę
      zakneblowany Prince - świetnie, zżera mnie ciekawość kto to.

      7. "A jeśli to pijak? I złodziej?" - po takim zmutowanym przez bezduszny
      komputer wokalu też by miała wątpliwości, czy gościowy dobrze z oczu patrzy.
      Trochę pod koniec nudzi ten kawałek, ale w sumie interesujący.

      8. "Jaka ja biedna, samotna i w ogóle" - jestem trochę przygłucha, a ta pani
      tak cichutko śpiewa, że niestety nie mogę stwierdzić, czy jest biedna, samotna
      i w ogóle.

      9. "Cała kruszeję" - to zdecydowanie najgorszy kawałek na płycie, bo trwa aż 9
      minut i w ogóle nie wciągnął mnie ani przez chwilę.

      10. "Jednak ufam mu, taki miły i liryczny pan, zaproszę go na herbatkę" -
      kolejna piosenka, gdzie coś mi świta. Jeśli to Swans to chyba faktycznie muszę
      po coś sięgnąć z dyskografii zespołu Giry, bo to najlepsza piosenka na
      składance.

      11. "Nie tknął herbatki!!! Boję się!! A jak mnie skrzywdzi?" - ja się boję tej
      kobiety, najpierw smęci, potem jęczy, potem naśladuje kozę, ale ma jakiś
      dziwnie znajomy głos (momentami jak Kate Bush).

      12. "Jejusiuniu. Krzywdzi mnie!!! I to jak!!!" - yeah mamy trochę ostrzejszego
      grania z bardzo wciągającym tekstem "lalalala" przez pół utworu. O
      dziwo "lalala" jest lepsze niż ten gość wydzierający się na końcu.

      13. "Na szczęście mnie skrzydził" - jakiś instrumentalny multiutwór pasujący do
      jakiejś ścieżki filmowej.

      14. "A potem jeszcze raz... i jeszcze raz... i jeszcze raz" - stylityka trochę
      ala Morphine. Znów bez wokali, może to i lepiej :D

      15. "No i właśnie Zuzka było no, kelner dwa malibu poproszę" - o piosenka rodem
      z kasyna z Casablanki. Hehe. Świetna.

      Dziwna i intrygująca to składanka. Oczywiście ciekawi mnie, jacy wykonawcy się
      kryją pod konkretnymi numerami, choć pewnie po niewielu z nich sięgnę dzięki
      tej składance. To absolutnie nie moja stylistyka. Ale fajnie się tego słuchało.
      • obly Re: Historia pewnej ciemności... part I 21.11.05, 09:14
        Nie wiedziałem jak podejść do składania, najlepsze w tym temacie są prawie
        każda płyta ambientowe lub poszczególne płyty jazzowe, natomiast rock bywa tak
        przesadnie nieporadny i schematyczny w przyciemnianiu ze aż zęby bolą (niemniej
        Type of Negative jest cudowne nieprawdaż?) i wybrałem z poszczególnych
        ulubonych płyt utwory które z tła może nie są najlepsze na płycie i
        nienajlepiej odzwierciedlają samych wykonawców ale oddaja ten klimat. W moim
        przekonaniu oczywiście. Wiem że nie jest łatwo przesłuchać wszystkich na raz i
        płyta nie jest "płynna" i do przesłuchania kilka razy pod rząd, ale kluczem
        było umieścić i przemycić tam moje ulubione fascynacje muzyczne. O!

        A wszystko to nanizałem na wymyślony wątek baby na balkonie do której skrada
        się jakiś wesoły kolo i wyczynia wszystko aby wbić siew wyrko wyżej wymienionej
        o czym potem wyżej wymieniona opowiada pewnej koleżance w barze gdzie przygrywa
        do tego Franciszek Zappa. Ot konstrucja płyty wyszła nieudolnie ale już nie
        wiedziałem jak to połaczyć;)) Stad też wyszły nowe nazwy kawałków.


        >1. "Ktoś idzie" - no faktycznie ktoś idzie, gwiżdże i coś mruczy pod nosem
        >(trochę swoim niskim głosem przypomina Cohena). Idealny kawałek jako
        >soundtrack do sceny zabójstwa w hotelu na zadupiu podczas ciemnej, deszczowej
        >nocy :)))
        1 Holger Czukay, płyta: “Moving Pictures” a 1993, nazwa utworu: All night Long.
        Płyta z klimatem, nie ma wokaliz, tekstów z przesłaniem, popisów, solówek, jest
        tylko klimat. Muzyka podporządkowana jest autorowi płyty jak tłusta lama.
        www.czukay.de
        >2. "Idzie i zawodzi" - chyba raczej się zatrzymał, ale faktycznie strasznie
        >zawodzi. Przypomina mi trochę jakiś nieco uwspółcześniony etno folk z dalekiej
        >Ameryki Południowej. Ciekawe, ale czemu to trwa ponad 7 minut?
        2 Can, płyta: “Rite Time” z 1989, nazwa utworu: On The Beautiful Side of a
        Romance.
        Przeblantowani starsi panowie po przejściach (w tym Holger Czukay), 20 lat po
        debiucie, płyta wspaniale rozkojarzona, czysto jesienna i też klimat, klimat i
        jeszcze raz klimat, liście trzeszczą w uszach Aj Aj Aj Aj… A te kawałki Cana
        właśnie trwają TYLKO 7 minut bo często są w wersji skróconej ;). Uwaga nie jest
        to reprezentatywny utwór i płyta tej kapeli.
        www.spoonrecords.com/

        >3 "Coś obiecuje? Nie słyszę..." - znów jakiś bębniasty, rytmiczny (może
        >momentami lekko jazzujący) podkład i gość, który śpiewa, że jak z nim
        >pójdziemy, będziemy prowadzić zajebiste życie w raju. Też bym mu nie
        >uwierzyła,choć propozycja bardzo kusząca.
        3 Tuxedomoon płyta: “Cabin In the sky” z 2004 , nazwa utworu: Misty Blue
        Powrót kapeli-legendy z lat 80, jedna z ciekawszych ich płyt, mimo że
        najbardziej „przystępna” nie zraziła ortodoksyjnych fanów, mega przyjemny
        puchaty utwór oczywiście o miłości. Do śpiewania późnym wieczorem w wąskich
        uliczkach Verony. Uwaga nie jest to reprezentatywna płyta tej kapeli. Bardzo
        polecam wgryźć się w „Desire”
        www.tuxedomoon.com/
        >4. "Mógłby pan głośniej?" - tu mi trochę coś świta, bo wydaje mi się, że
        >słyszałam ten kawałek w innym wykonaniu Billie Holiday. Podoba mi się ta lekko
        >odurzająca melodia.
        4 Billy Holiday (Bent remiks) płyta: “VERVE: Remixed Vol. 3” z 2005, nazwa
        utworu: Speak low
        Kobieta wspaniale zremiksowana i zremasterowana, cokolwiek to znaczy;))) Po
        prostu dobry klimatyczny wieczorny utwór. W składakach swoich remiks ten
        umieszczał Niedźwiecki i leciało to w trójce.

        >5. "Rany julek jak mi go żal... on taki samotny" - no faktycznie gość jest
        >trochę samotny, nie ma dzieci, nie ma matki... Ale przynajmniej fajnie rzępoli
        >na gitarze i ma fajny chórek tam w tle.
        5 Marvin Pontiac płyta: „The Legendary Marvin Pontiac” z roku 2000, nazwa
        utworu: No kids
        Kolejna legenda, facet nagrał ten utwór w latach „50” a brzmi jakby ktoś go
        nagrał najwcześniej w latach 70-80. Ponadczasowy jest no. Z ciekawostek to
        facet nie pozwalał się fotografować i był jednym z tych kolesi co to uważają że
        fotografia dusze zabiera czy jakoś tak, myślał też że zawładnęli nim obcy. Cala
        płyta jest warta posłuchania.
        www.strangeandbeautiful.com/marvin/

        >6. "Cała drżę... Mam potok myśli w głowie" - ktoś ma głos jakby odrobinę
        >zakneblowany Prince - świetnie, zżera mnie ciekawość kto to.
        6 Critters Buggin, płyta: „Guest” z 1994 r, nazwa utworu: Naked truth
        Lubię różności. A ta kapela zawojowała mi głowę ostatnio dwiema płytami. Jazz.
        www.crittersbuggin.com/
        >7. "A jeśli to pijak? I złodziej?" - po takim zmutowanym przez bezduszny
        >komputer wokalu też by miała wątpliwości, czy gościowy dobrze z oczu patrzy.
        >Trochę pod koniec nudzi ten kawałek, ale w sumie interesujący.
        7 Genesis Porridge and Psychic Tv, płyta: Trip reset z 1996r. A nazwa
        tworu: "White sky"
        Wystarczy poczytać o facecie coś necie, wszystkie kapele death metalowe to
        grzeczne przedszkolaki przy tym niewinnie śpiewającym kolesiu. Bardzo chętnie
        mixowany. Uwaga nie jest to reprezentatywny utwór i płyta tej kapeli.
        www.genesisp-orridge.com

        >8. "Jaka ja biedna, samotna i w ogóle" - jestem trochę przygłucha, a ta pani
        >tak cichutko śpiewa, że niestety nie mogę stwierdzić, czy jest biedna, samotna
        >i w ogóle.
        8 Phew płyta: Phew z 1981 r., nazwa utworu: Dream.
        Holger Czukay z kolegami nagrał z pewną japońska wokalistką Phew świetną płytę
        której się nie da zapomnieć. Miejscami punkująca, miejscami taka jak w
        przesłanym utworze. Jest to utwór mega nocny natomiast kompletnie odmienny od
        pozostałych na płycie. Nie jest to utwór reprezentatywny dla całej płyty.
        www.japanimprov.com/phew/
        • obly Re: Historia pewnej ciemności... part II 21.11.05, 12:34
          >9. "Cała kruszeję" - to zdecydowanie najgorszy kawałek na płycie, bo trwa aż 9
          >minut i w ogóle nie wciągnął mnie ani przez chwilę.
          9 Biosphere płyta: „Patashnik” z 1994 r., nazwa utworu: The Shield.
          Najbardziej ulubiony kawałek tego autora, z nienajbardziej ulubionej płyty
          tegoż autora. Mi się z ambientem (tzn wcześniej też tylko że nie wiedziałem że
          to ambitne ;))) przygoda zaczęła od tego kawałka właśnie i trafił mnie
          bezbłędnie, ale nie od razu, chyba po 2-3 miesiącach gdy trafiło w nastrój. A
          teraz łykam wszystko jak tabletki. Od tego faceta sporo się zaczęło na świecie.
          www.biosphere.no/

          >10. "Jednak ufam mu, taki miły i liryczny pan, zaproszę go na herbatkę" -
          >kolejna piosenka, gdzie coś mi świta. Jeśli to Swans to chyba faktycznie muszę
          >po coś sięgnąć z dyskografii zespołu Giry, bo to najlepsza piosenka na
          >składance.
          10. Swans, nazwa utworu: Failure, z jakiej płyty nie wiem gdyż przynajmniej na
          dwóch płytach jest ten utwór wykazany.przełom lat 80/90.
          Brawo! Węch muzyczny znakomity. Swans to kapela zacna, którą dopiero teraz
          odkrywam (w sumie fakt, jedyna klasyczna rockowa piosenka na składaku) ten
          kawałek jest niezły i czyham na resztę płyt. To tu, zrolowałem z darmowych mp3
          porozrzucanych na sieci (music.download.com) Jak dla mnie to coś
          niesamowitego, teksty i muzyka tworzą niespotykany gdzie indziej klimat. Z
          moich szperań sieciowych również dochodzą dobre nowiny,
          www.swans.pair.com/
          >11. "Nie tknął herbatki!!! Boję się!! A jak mnie skrzywdzi?" - ja się boję tej
          >kobiety, najpierw smęci, potem jęczy, potem naśladuje kozę, ale ma jakiś
          >dziwnie znajomy głos (momentami jak Kate Bush).
          11 Meredith Monk, płyta: Do You Be z 1987 r., nazwa utworu: Scared Song
          Strach wyziera z głosu wokalistki w czystej postaci. Co nie napiszę to i tak
          mało komu się to spodoba, płyta gra bezpośrednio na nerwie i albo wejdzie albo
          nie. Jest to wielka płyta. Ulubiona płyta pewnego typu osób. Wspaniałe
          wytwarzanie określonych emocji u słuchacza głosem, który łamie ogólne
          wyobrażenie i znaczenie słowa „śpiewanie” (chodzi mi o tę kozę;))). A jeśli
          wspomniałaś Kate Bush to bingo! Ale w odwrotnym kierunku. Cytat z sieci: “When
          she began her vocal pioneering, in 1965, this area was largely unexplored.
          Since then echoes of Monk’s work can be heard across the genres, influencing
          artists as diverse as Joan La Barbara and Kate Bush, Laurie Anderson and Björk
          (whose current live set includes Meredith’s “Gotham Lullaby”).
          www.meredithmonk.org
          >12. "Jejusiuniu. Krzywdzi mnie!!! I to jak!!!" - yeah mamy trochę ostrzejszego
          >grania z bardzo wciągającym tekstem "lalalala" przez pół utworu. O
          >dziwo "lalala" jest lepsze niż ten gość wydzierający się na końcu.
          12 Mike Patton and Fantomas, płyta: “The Director Cuts” z 2001 r, nazwa utworu:
          The Rosemary Babe
          Patton zrobił pastisz z „Dziecka Rosemary” Krzysztofa Komedy (utwór do filmu
          Polańskiego pod tym samym tytułem), ale kompozycja broni się sama i
          potwierdziło się kolejny raz, że ktokolwiek się na nią porwie ulegnie jej
          czarowi bo nie da się podmienić nut. Przyznam się, że obstawiałem w ciemno, że
          rozpoznasz ten kawałek. Patton z kolegami rozegrał ten kawałek rewelacyjnie,
          demonicznie i czuć pot Diabła, który rzucił się z chucią na niewiastę, niemniej
          wykonanie Krzysztofa Komedy jest nieśmiertelne.
          www.mikepatton.neostrada.pl
          >13. "Na szczęście mnie skrzydził" - jakiś instrumentalny multiutwór pasujący
          >do jakiejś ścieżki filmowej.
          13* Miles Davis płyta: „Aura” z 1985 r., nazwa utworu: Yellow
          Całą płytę polecam do każdej rodzaju ciemności w ciemno. Piękna płyta, facet
          opisuje kolory swojej aury i nie kumam, dlaczego najbardziej nocnym kolorem dla
          mnie jest żółty. Na studiach moje siedzenia nocne przy tej płycie bardzo miło
          wspominam. Kompozycje ociarajasieo muzykę „poważną”. Trąbka MD jest tu bardzo
          dyskretna i bez kontekstu reszty płyty można było jej nawet nie zauważyć. Płyta
          wybitna jest i z płyt MD u mnie w pierwszej piątce. Trochę słuchanie
          samego „Yellow” jest nieporozumieniem. Ale chrzanić porozumienia…


          >14. "A potem jeszcze raz... i jeszcze raz... i jeszcze raz" - stylistyka
          >trochę ala Morphine. Znów bez wokali, może to i lepiej :D
          14* Marc Ducret płyta: „L'Ombra di Verdi” z 1998 r, i fragment 15 minutowego
          utworu pt: Dialectes
          wiem wiem skołatana gitarka arytmiczna i pokręcona jak diabli… Morphine leży
          bardzo, bardzo daleko od tego i jest przyjemnym rockandrollowym graniem.
          Niemniej dla mnie świeże bardzo rzeczy robi facet z gitarą.
          www.marcducret.com/
          >15. "No i właśnie tak Zuzka było no, kelner dwa malibu poproszę" - o piosenka
          >rodem z kasyna z Casablanki. Hehe. Świetna.
          15. Frank Zappa and Moher of Invention, płyta: “Absolutely Free” z 1967 r.
          nazwa utworu: “America drinks and go home”
          tak.. tak.. to najlepszy utwór na zakończenie każdej składanki, on kończy
          również ww. płytę. Zappa zagrał swobodną naprawdę b.dobrą jazzowo-barową
          kompozycję, w której się tam nabijał z „konformizmu konsumpcyjnego
          społeczeństwa” i takie tam… co nie zepsuło walorów czysto muzycznych tego
          kawłka. [cytat ze stron fanów FZ: [FZ: ‘Ameryka Pije I Idzie Do Domu’ jest mało
          subtelną parodią zachowania dorosłych ludzi w trakcie sąsiedzkich koktajl
          party. Humor wycelowany jest w (1) rodzaj muzyki, której rodzice lubią słuchać,
          (2) sposób w jaki lubią by była wykonywana (nieszczerość barowego piosenkarza w
          stosunku do alkoholików przy barze), (3) sposób w jaki publiczność utrzymuje
          rozmowy przekrzykując muzykę – co ukazuje ich brak szacunku dla samej muzyki i
          jej wykonawców.]
          [ a tu opis twórców: …Spędziliśmy całe godziny składając to do kupy. Herbie
          Cohen grał na kasie sklepowej. Przesłuchiwaliśmy odgłosy tłumu. Nagranie
          rozmowy jest zabawne gdyż mówią tam takie rzeczy jak ‘Mam nowego Mustanga’, a
          dziewczyny mówią: ‘Sally, czy pójdziesz ze mną do łazienki?’. Mamrotanie tłumu
          było starannie zaprogramowane, tak jak choreografia. Są tam jeszcze odgłosy
          bójki, ledwo je słychać (jak uważnie posłuchasz, to usłyszysz). Tłum był
          rozdzielony w dwóch pokojach. W głównym studiu mieliśmy dziesięcioro ludzi przy
          mikrofonie...]
          www.zappa.com/splash.html

          *Aha 13 i 14 mogłem pokręcić z kolejnością gdyż nie zachowałem sobie swojej
          wersji składaka i czynię to na podstawie Twojego opisu i swojej dość dziurawej
          pamięci. Jesli utwór jest grany: bass/perc/gitara to Marc Ducret Jeśli nie:
          Miles Davis.
          PS. Dziwność nie była zamierzona, są to dźwięki naturalnie mnie otaczające;)) i
          mam nadzieję, iż moje nie najlpsiejsze złożenie tej gromady „dziwadeł” w
          jednego chochoła nie przesłoni ci potencjalnej radochy związanej z odkrywaniem
          nowych dzwięków.

          Przypadkiem wrzuciłem płytę na poczcie nie z miejsca zamieszkania (woziłem w
          samochodzie 3 dni), nie do wytropienia patent polecam dla reszty hyhyhy.
          Skaładanki te najwięcej mówia chyba o układaczach niż o samej darkness prawda?

          PS: Swoją składankę otrzymalem, kuję na blachę i recka sie smaży.
          • obly Re: Historia pewnej ciemności... part II 21.11.05, 12:36
            zżesz...
            zabiję swojego Worda który zamienia ambient na ambitne, Patton na patron i
            inne....
        • cze67 Re: Historia pewnej ciemności... part I 07.03.06, 16:32
          obly napisał:

          > 8 Phew płyta: Phew z 1981 r., nazwa utworu: Dream.
          > Holger Czukay z kolegami nagrał z pewną japońska wokalistką Phew świetną
          płytę
          > której się nie da zapomnieć. Miejscami punkująca, miejscami taka jak w
          > przesłanym utworze. Jest to utwór mega nocny natomiast kompletnie odmienny od
          > pozostałych na płycie. Nie jest to utwór reprezentatywny dla całej płyty.

          Miałem okazję zobaczyć i usłyszeć tę panią w gościnie u zespołu Otomo
          Yoshihide's New Jazz Ensemble na festiwalu filmowym w Cieszynie w 2004 roku.
          Jej wokal mnie zabił. Na swoje potrzeby nazwałem ją japońską Nico:-)

          Recenzja (nie moja) tego koncertu:
          www.diapazon.pl/PelnaWiadomosc.php?bn=Artykuly&Id=344
    • grimsrund Oficyjalny protest! 20.11.05, 20:37
      I proszę zaprotokołować, że następnym razem nie życzę sobie wysyłać swapu
      koledze Aimarku, któren się nie stosuje zupełnie. No.


      • aimarek Składanka Grimsrunda 22.11.05, 20:59
        grimsrund napisał:

        > I proszę zaprotokołować, że następnym razem nie życzę sobie wysyłać swapu
        > koledze Aimarku, któren się nie stosuje zupełnie. No.

        Sorry, Grim. Naprawdę nie miałem czasu ostatnio, a jak miałem to mi się nie
        chciało, no ale już wklejam. Znaczną część kawałków udało mi się odszyfrować
        (głównie dzięki googlowi), a białe plamy prosiłbym zapełnić.

        1 – Cat Power – Moonshiner
        Otwieracz świetnie wprowadza w klimat dominujący na całej płycie. Akustyczny i
        kołderkowy. Nawet jeśli nie jestem zwolennikiem alt country, to wypada docenić
        Cat, bo to wyrazista osobowość chyba. No i ładny głos ma. I ładna jest też.

        2 - nie wiem co to. Kojarzy mi się z niektórymi kawałkami Springsteena.

        3 – Black Box Recorder – Goodnight Kiss
        Strasznie wypieszczony, wymuskany, wyciućkany, cieplutki wokal wyśpiewuje jakieś
        banały. Nie podoba mi się.

        4 – nadal nie są to moje klimaty, ale utwór ma swoją dramaturgię. Nie wiem
        dlaczego kojarzy mi się z Kazimierzem Marcinkiewiczem.

        5 – Concrete Blonde – Mexican Moon
        Tytuł zdradza wszystko. Meksykański księżyc, meksykański wiatr, meksykański
        piasek, wycieńczona seksualnie Meksykanka śpiewa o tequili i jęczy do swojego
        amigo. Nawet jeśli to nie jest pastisz, to mnie się autentycznie podoba.

        6 – The Church – Lullaby
        Wygooglałem, że to Church. Przyznam, że zupełnie inaczej wyobrażałem sobie
        muzykę tego zespołu. Czy to jest reprezentatywne dla nich?

        7 – Mazzy Star – Before I Sleep
        Laska z Black Box Recorder mogłaby się uczyć od Hope Sandoval zajebistości. Zaś
        Hope Sandoval mogłaby śpiewać kompozycje Romualda Lipko, a i tak jej głos
        brzmiałby wspaniale, więc i tego kawałka słucham z dużą przyjemnością.

        8 – jakiś Freedy Johnston – Depending On The Night
        Smętne, wykastrowane z emocji granie i takież śpiewanie.

        9 – Caroline LaVelle – Firefly Night
        A tu jakoś Portisheadem zalatuje. Mało to oryginalne, ale mnie się podoba.

        10 – Mike Johnson – Left In The Dark
        Myślałem początkowo, że to Magnetic Fields, ale google wypluło Mike’a Johnsona,
        który niegdyś działał w zespole Dinozaur Młodziak. Dla mnie chyba najfajniejszy
        kawałek na płycie - taka kantrowa perełka z obowiązkowymi skrzypkami, bardzo
        fajnym brzmieniem gitary i śliczną melodią. A kto ciągnie drugą linię w
        refrenie? Przysiągłbym, że znam ten głos.

        11 – znowu country pobrzmiewa. Ale tym razem usypia straszliwie.

        12 – w którymś „Koszmarze z ulicy Wiązów” była scena, że bohater odcinał sobie
        żyletką powieki aby nie zasnąć. To jest mniej więcej to stadium.

        13 – wokalista śpiewa trochę jak dziecko Lou Reeda i Marianne Faithfull, ale nie
        udaje mu się wytrącić mnie z letargu.

        14 – kolejny snujący się, akustyczny kawałek. Niespecjalnie moje rejony
        muzyczne, ale ciekawsze to niż trzy poprzednie, bo podszyte jakimś niepokojem.

        15 – A tu mamy najprawdziwszy soundtrack horroru. Michael Myers włazi po
        schodach, by zaszlachtować swoją siostrę. Dobra odtrutka na te wcześniejsze smęty.

        16 – Air? Zero 7? No taki spacer po orbicie. Fajne.

        17 – Ambientowe plamy przechodzą w elektroniczny bit, który kojarzy mi się z
        takim jednym kawałkiem z „Wipeouta”.

        18 – Też ambientowo, ale sporo się tu dzieje pod powierzchnią. Ciekawe.

        19 – Urocza, kojąca lęki, miniaturowa kołysanka kończy tę spójną stylistycznie,
        lecz nie zawsze jakościowo składankę. Jakby wywalić parę nędznych kawałków, to
        byłoby lepiej. Ale i tak jest spoko. Dzięki bardzo.
        • grimsrund Re: Składanka Grimsrunda 23.11.05, 02:17
          Spoko. Do rzeczy więc.

          > 1 – Cat Power – Moonshiner

          > No i ładny głos ma. I ładna jest też.

          :)

          > 2 - nie wiem co to. Kojarzy mi się z niektórymi kawałkami Springsteena.

          Numer 2 to zespół The Call z utworem "Red Moon". Tacy folkowaci rootsowi
          chrześcijanie hamerykańscy, cenieni przez U2 (na płycie z której kawałek
          pochodzi, zresztą ostatniej w dorobku grupy, w chórkach nawet zaśpiewał sobie
          Bono).

          Aha, ciekawostka - lider/wokalista grupy, Michael Been, to rodzony tatuś pana
          Roberta Turnera z BRMC.

          > 3 – Black Box Recorder – Goodnight Kiss
          > Strasznie wypieszczony, wymuskany, wyciućkany, cieplutki wokal wyśpiewuje
          > jakieś banały. Nie podoba mi się.

          Może i banały, ale za to pani ładna. Poza tym ja ich jakoś lubię i cześć :)

          > 4 – nadal nie są to moje klimaty, ale utwór ma swoją dramaturgię. Nie wiem
          > dlaczego kojarzy mi się z Kazimierzem Marcinkiewiczem.

          Cathal Coughlan - "Dark Parlour". Baaardzo mroczny Irlandczyk, najpierw w
          Microdisney, potem Fatima Mansions, obecnie solo i komercyjnie całkiem
          zapomniany, ale nagrywa zaj***ste płyty.

          > 5 – Concrete Blonde – Mexican Moon
          > Tytuł zdradza wszystko. Meksykański księżyc, meksykański wiatr, meksykański
          > piasek, wycieńczona seksualnie Meksykanka śpiewa o tequili i jęczy do swojego
          > amigo. Nawet jeśli to nie jest pastisz, to mnie się autentycznie podoba.

          Się przychylam ;))

          > 6 – The Church – Lullaby
          > Wygooglałem, że to Church. Przyznam, że zupełnie inaczej wyobrażałem sobie
          > muzykę tego zespołu. Czy to jest reprezentatywne dla nich?

          O to sie trza Ilusia spytać. Ja nie znam ich aż TAK dobrze. Z tego co znam,
          wynika, iż nagrywali bardzo różne utwory, i większość mi się podoba :)

          > 7 – Mazzy Star – Before I Sleep
          > Laska z Black Box Recorder mogłaby się uczyć od Hope Sandoval zajebistości.
          > Zaś Hope Sandoval mogłaby śpiewać kompozycje Romualda Lipko, a i tak jej głos
          > brzmiałby wspaniale, więc i tego kawałka słucham z dużą przyjemnością.

          Zacnie powiedziane. Ale pani z BBR młodsza ;)))

          > 8 – jakiś Freedy Johnston – Depending On The Night
          > Smętne, wykastrowane z emocji granie i takież śpiewanie.

          A tu pan Johnston w pełnej krasie. Takie właśnie muliste co nieco są chyba
          wszystkie jego płyty, a mam większość z nich. Trochę złośliwy byłem dodając go,
          bo miałem przeczucie, że odbiorca w tym momencie nie zdzierży ;)))

          Co nie zmienia faktu, że czasem lubię go sobie posłuchać, ot tak :)

          > 9 – Caroline LaVelle – Firefly Night
          > A tu jakoś Portisheadem zalatuje. Mało to oryginalne, ale mnie się podoba.

          Fakt, całkiem przyzwoite, i z nocą w tytule do tego :)

          > 10 – Mike Johnson – Left In The Dark
          > Myślałem początkowo, że to Magnetic Fields, ale google wypluło Mike’a Joh
          > nsona,
          > który niegdyś działał w zespole Dinozaur Młodziak. Dla mnie chyba
          > najfajniejszy kawałek na płycie - taka kantrowa perełka z obowiązkowymi
          > skrzypkami, bardzo fajnym brzmieniem gitary i śliczną melodią. A kto ciągnie
          > drugą linię w refrenie? Przysiągłbym, że znam ten głos.

          Johnson to kolejny utalentowany & jednocześnie wykolejony komercyjnie
          człowieczek. I też bardzo go lubię :)

          Co do pytania - nie mam teraz płyty pod ręką. Dotrę do niej jutro i zajrzę do
          książeczki, może cuś wyjaśni.

          > 11 – znowu country pobrzmiewa. Ale tym razem usypia straszliwie.

          W nocy to i musi usypiać :))

          A konkretnie usypiał tu Simon Bonney - i utwór "The Sun Don't Shine". Ongiś
          wokalista Crime & The City Solution, nagrał dwie solowe, bardzo amerykańskie
          płyty... i zniknął z radaru. Brakuje mi jego muzyki.

          > 12 – w którymś „Koszmarze z ulicy Wiązów” była scena, że boha
          > ter odcinał sobie
          > żyletką powieki aby nie zasnąć. To jest mniej więcej to stadium.

          Hłe hłe, coraz lepiej. Ależ zły ze mnie człowiek :))

          A byli to The Czars - "Lullaby 6000". Niektórzy ich nawet lubią, ja też
          oczywiście. Dla porządku: w tle zaśpiewała Paula Frazer.

          > 13 – wokalista śpiewa trochę jak dziecko Lou Reeda i Marianne Faithfull,
          > ale nie udaje mu się wytrącić mnie z letargu.

          Dream City Film Club - "Night Of Nights". Koledze nie "zazgrzytało". A mnie
          tak. Bywa. Michael J. Sheehy to też duży kawał artysty, tak swoją drogą.

          > 14 – kolejny snujący się, akustyczny kawałek. Niespecjalnie moje rejony
          > muzyczne, ale ciekawsze to niż trzy poprzednie, bo podszyte jakimś
          > niepokojem.

          Antimatter - "Angelic". To oczywiście kara za przysypianie podczas poprzednich
          kawałków, a słodkie wokale pań Richfield i Winsor prowadzą tu słuchacza wprost
          do piekła. Płyta jest bowiem dziełem Duncana Pattersona (ex-Anathema), a na
          okładce widzimy gołą panią przybitą do drzewa jak do krzyża. Ot, taki żarcik.

          > 15 – A tu mamy najprawdziwszy soundtrack horroru. Michael Myers włazi po
          > schodach, by zaszlachtować swoją siostrę. Dobra odtrutka na te wcześniejsze
          > smęty.

          Ciąg dalszy kary, jeno tym razem z udziałem zardzewiałej piły. To Nathaniel
          Chace Ashley - kompozycja "Of Fear And Darkness" z łże-soundtracku pod
          nazwą "The Dead Lover's Benevolent Return", będącego parodią a zarazem hołdem
          złożonym gotyckim filmom grozy.

          > 16 – Air? Zero 7? No taki spacer po orbicie. Fajne.

          Nie ten kierunek geograficzny. To King Black Acid z dalekiego Oregonu, pod
          przywództem Daniela Riddle - "Born To Sleep". Bardzo lubię ich nocne
          psychodelie na pograniczu snu i jawy - idealnie spisywały się one np. na
          ścieżce dźwiękowej do "The Mothman Prophecies".

          > 17 – Ambientowe plamy przechodzą w elektroniczny bit, który kojarzy mi się
          > z takim jednym kawałkiem z „Wipeouta”.

          Avrocar - "Recoil". Jak na razie - brytyjski zespół jednej płyty. Ale
          przynajmniej bardzo ciekawej :)

          > 18 – Też ambientowo, ale sporo się tu dzieje pod powierzchnią. Ciekawe.

          No ja myślę, że ciekawe: to sam Brian Eno z płyty "Drawn From Life" nagranej z
          Peterem Schwalmem. Tytuł: "Night Traffic", i rzeczywiście ruchliwy jest to
          ambient :)

          > 19 – Urocza, kojąca lęki, miniaturowa kołysanka kończy tę spójną stylisty
          > cznie, lecz nie zawsze jakościowo składankę

          Low - "Dark". Na koniec trza było ukoić, z sercem podejść, choć ci akurat
          artyści zazwyczaj kojący raczej nie bywają :)

          > Jakby wywalić parę nędznych kawałków, to byłoby lepiej.

          Tak, ale wtedy byłaby to inna składanka :)))

          > Ale i tak jest spoko. Dzięki bardzo.

          Nie ma za co. Pacjent przeżył, to najważniejsze. Przeleżał co prawda w śpiączce
          dwa tygodnie, ale się w końcu obudził :)))
          • grimsrund I jeszcze tracklista 23.11.05, 02:21
            01 Cat Power - Moonshiner (Moon Pix, 1998)
            02 The Call - Red Moon (Red Moon, 1990)
            03 Black Box Recorder - Goodnight Kiss (The Facts Of Life, 2000)
            04 Cathal Coughlan - Dark Parlour (Black River Falls, 2000)
            05 Concrete Blonde - Mexican Moon (Mexican Moon, 1993)
            06 The Church - Lullaby (Sometime Anywhere, 1994)
            07 Mazzy Star - Before I Sleep (She Hangs Brightly, 1990)
            08 Freedy Johnston - Depeding On The Night (Blue Days Black Nights, 1999)
            09 Caroline Lavelle - Firefly Night (Brilliant Midnight, 2001)
            10 Mike Johnson - Left In The Dark (Year Of Mondays, 1996)
            11 Simon Bonney - The Sun Don't Shine (Forever, 1992)
            12 The Czars - Lullaby 6000 (The Ugly People Vs. The Beautiful People, 2002)
            13 Dream City Film Club - Night Of Nights (Dream City Film Club, 1997)
            14 Antimatter - Angelic (Saviour, 2002)
            15 Nathaniel Chace Ashley - Of Fear And Darkness (The Dead Lover's
            Benevolent Return, 2001)
            16 King Black Acid - Born To Sleep (Loves A Love Song, 2000)
            17 Avrocar - Recoil (Cinematography, 2000)
            18 Brian Eno & Peter J. Schwalm - Night Traffic (Drawn From Life, 2001)
            19 Low - Dark (The Curtain Hit The Cast, 1996)
          • aimarek Re: Składanka Grimsrunda 23.11.05, 11:11
            grimsrund napisał:

            > Może i banały, ale za to pani ładna.

            No no, faktycznie. Mogę im podnieść ocenę o dwa punkciki.


            > > 18 – Też ambientowo, ale sporo się tu dzieje pod powierzchnią. Ciek
            > awe.
            >
            > No ja myślę, że ciekawe: to sam Brian Eno z płyty "Drawn From Life" nagranej z
            > Peterem Schwalmem. Tytuł: "Night Traffic", i rzeczywiście ruchliwy jest to
            > ambient :)

            A tak se właśnie myślałem że to może być Eno :)
            • grimsrund Re: Składanka Grimsrunda 23.11.05, 21:56
              Co do pani śpiewającej w utworze Mike'a Johnsona - to Tiffany Anders, córa pani
              reżyser Allison Anders (GAS FOOD LODGING, CZTERY POKOJE). Dawała ona m.in. głos
              na płycie WHERE YOU BEEN? Dinosaur Jr. i HEARTS OF OAK Teda Leo & the
              Pharmacists.

              A na bębnach w kawałku owym pogrywał J Mascis, więc wszystko pozostało w
              rodzinie :)



    • pagaj_75 Here we go 20.11.05, 20:37
      Składanka, którą otrzymałem, utrzymana jest (za wyjątkiem 3-4) raczej w
      nastrojach romantycno-spokojnych, ale też bez wpadania w jakąś przesadę. No i
      jest dobrze ułożona - sprawia wrażenie opowiadającej jakąś historię, od
      zapadającego zmroku, przez wędrówkę po nocnym mieście, po przebudzenie rano,
      choć z pewnym budzącym niepokój akcentem na koniec. Proszę mnie poprawić jeśli
      się mylę.
      Do rzeczy więc:

      1. Zaczyna się elektronicznym bzyczeniem, z którego wyłaniają się groźnie
      brzmiące syntetyczne smyki, na tle których startuje powolny bit i głos
      wokalisty, który kogoś mi przypomina, ale za cholerę nie wiem kogo. Choć kawałek
      zrobiony na 99.9% przez białasów, to ma w sobie coś z czarnej muzyki. Niezły
      początek.

      2. A tu po fhancusku. Podkład nieźle buja i brzmienie jest rzeczywiście nocne
      (jednocześnie lekko oldskulowe - ta perkusja tylko w prawym kanale i pogłosy),
      ale jeśli chodzi o melodię to jakoś nie doznałem :/

      3. Elektroniczna perkusja i gitary, głównie akustyczne. Ot, taka piosenka z
      tych, które są fajne póki grają, ale jakoś nie pozostają na dłużej w mojej pamięci.

      4. Ooooo, a to ładne jest. Nawet bardzo. Ciekawy głos, lekko lennonowski.
      Melodia wpadająca w ucho, i co ważne - zostająca w nim na dłużej. Fortepian i
      smyki, fajne harmonie wokalne + solo na instrumencie, który chyba się dulcymer
      nazywa. Kawał naprawdę niekiepskiego popu. Chcę wiecej.

      5. Hmmmm, tutaj już oldskul pełny. Te harmonie śpiewacze ala 70's, ale jakby nie
      z moich rejonów. No i jakoś kompletnie mi się z nocą czy mrokiem nie kojarzy.
      Jak dla mnie najsłabszy fragment składanki.

      6. Jeszcze zanim pani zaczęła śpiewać, wiedziałem co to jest, bo trudno pomylić
      ten motyw gitary. "So you think you tell heaven from hell? Blue skies from
      pain?". Cóż, uważam, że jak już się robi cover, to powinno się grać utwór
      najlepiej zupełnie inaczej niż w oryginale, ale tym razem wybaczam
      wspaniałomyślnie w drodze wyjątku ;))

      7. Heh, a to taki kawałek idealny do wykorzystania w jakimś serialu telewizyjnym
      typu "Przyjaciele" w tak zwanych momentach sentymentalnych, tudzież
      romantycznych. Ładne, ale nie czuję chęci zgłębiania dalszej twórczości
      artysty(-ów).

      8. I zaczyna się ta część składanki, gdzie zaczynam co nieco rozpoznawać. Bowie
      - "Thursday's Child". Lubię tą piosenkę, choć ciągle mam żal do Bowiego, że w
      ostatnich latach poddał się i zaczął nagrywać zwykłe piosenki, zamiast robić
      dalszy ciąg "Outside".

      9. Głos rozpoznaję i przyznaję, że to artysta, którego notorycznie ignorowałem,
      sam nie wiem dlaczego. No i teraz pożałowałem. Piękne to jest. Produkcja
      wyraźnie z lat 80, słychać od początku, ale to bynajmniej nie żaden zarzut.
      Uwielbiam takie smętne kawałki, knajpiano-jessienno-nocne. Cudo. Elvis Costello
      "Shipbuilding" (jedyna rzecz, którą sprawdziłem w AMG).

      10. A tutaj mnie autorka mile połechtała ;) Jeff Buckley i mój ulubiony "Lover,
      You Should've Come Over" w 9-minutowej wersji z koncertu. Tylko gitara i głos.
      Kurde, aż sobie chyba włączę "Grace", bo dawno nie słuchałem.

      11. Leoś Cohen "In My Secret Life". Gdyby moja składanka była piosenkowa, to
      pewnie znalazłoby się na niej miejsce na którąś z piosenek z jego debiutu z
      1968, bo to też w sumie płyta do nocnego słuchania, choć w brzmieniu zupełnie
      inna niż to co obecnie Cohen proponuje. Ale akurat "IMSL" jest OK.

      12. I znowu cover. Tym razem "Sunday Morning" Velvetów. I największa zagwozdka -
      bo śpiewak momentami trochę brzmi ODROBINĘ jak Nick Cave, ale tak na 90% nie
      jest to Cave. No i aranżacja jest mało Cave'owska, produkcja mocno wypolerowana
      i cyfrowo-keyboardowa. No i ten vocoder. Nawet trudno mi powiedzieć czy podoba
      mi się ta wersja czy nie.

      13. Tutaj jak w przypadku numeru 9 - rozpoznaję głos, ale nie utwór. Solowy
      Morissey, jak sądzę? Całkiem całkiem. W tle jakieś cykanie zegarka. Czyli
      (domyślając się już po "Sunday Morning") budzimy się.

      14. No i tutaj wątpliwości zero - Cave i "Darker with the Day". Ależ ja się
      kiedyś tego "And No More Shall We Part" nasłuchałem! :)

      15. Marianne Faithful. Z ostatniej płyty? Pytam, bo nie słyszałem, ale
      zgrywałoby się z tym poprzedzającym Mikołajem Jaskinią. Bo, jak rozumiem, to
      jego piosenka. Nawet skrzypek chyba od niego wypożyczony. Śliczne.

      16. Uuuuu, co za zakończenie. Dark ambient niemalże. Zapętlony chór w oddali, a
      na pierwszym planie męski głos mówiący coś o Jezusie w agonii. :) Bardzo nocne,
      bardzo mroczne, bardzo niezłe.


      Dziękuję bardzo, zwłaszcza za tego Costello, koncertowego Buckleya i tajemnicze
      numery 4 i 16.
      No to teraz proszę autorkę o ujawnienie się i pełną tracklistę.
      • libertine Re: Here we go 20.11.05, 22:57
        na początek dodam tylko, że autorka jest mężczyzną ;) , ale ponoć kopernik też
        był kobietą, więc jestem w dobrym towarzystwie.

        pagaj_75 napisał:

        > Składanka, którą otrzymałem, utrzymana jest (za wyjątkiem 3-4) raczej w
        > nastrojach romantycno-spokojnych, ale też bez wpadania w jakąś przesadę. No i
        > jest dobrze ułożona - sprawia wrażenie opowiadającej jakąś historię, od
        > zapadającego zmroku, przez wędrówkę po nocnym mieście, po przebudzenie rano,
        > choć z pewnym budzącym niepokój akcentem na koniec. Proszę mnie poprawić jeśli
        > się mylę.

        czyli się udało! i to nawet lepiej niż zamierzałem (a może "-łam" powinno być...)
        czas odsłonić zagadki


        > 1. Zaczyna się elektronicznym bzyczeniem, z którego wyłaniają się groźnie
        > brzmiące syntetyczne smyki, na tle których startuje powolny bit i głos
        > wokalisty, który kogoś mi przypomina, ale za cholerę nie wiem kogo. Choć kawałe
        > k
        > zrobiony na 99.9% przez białasów, to ma w sobie coś z czarnej muzyki. Niezły
        > początek.
        >

        to białasy z the beta band, kawałek zazywa się "life", pochodzi z płyty "hot
        shots II", mają teraz coś nowego wydać, zobaczymy co z tego będzie.



        > 2. A tu po fhancusku. Podkład nieźle buja i brzmienie jest rzeczywiście nocne
        > (jednocześnie lekko oldskulowe - ta perkusja tylko w prawym kanale i pogłosy),
        > ale jeśli chodzi o melodię to jakoś nie doznałem :/


        to jak najbardziej oldskulowy serge gainsbourg i "requiem pour un c..." z 1968


        > 4. Ooooo, a to ładne jest. Nawet bardzo. Ciekawy głos, lekko lennonowski.
        > Melodia wpadająca w ucho, i co ważne - zostająca w nim na dłużej. Fortepian i
        > smyki, fajne harmonie wokalne + solo na instrumencie, który chyba się dulcymer
        > nazywa. Kawał naprawdę niekiepskiego popu. Chcę wiecej.


        no tak, fantastyczny kawałek. zdecydowanie singiel roku 2005 jak dla mnie.
        supergrass - 'st petersburg' z ostatniej płyty "road to rouen". warto posłuchać
        całego albumu!



        > 7. Heh, a to taki kawałek idealny do wykorzystania w jakimś serialu telewizyjny
        > m
        > typu "Przyjaciele" w tak zwanych momentach sentymentalnych, tudzież
        > romantycznych. Ładne, ale nie czuję chęci zgłębiania dalszej twórczości
        > artysty(-ów).

        to adam green z zespołu the moldy peaches. traktować trzeba to bardziej w
        kategoriach farsy na 'przyjacielowe' typu piosenki.


        > 8. I zaczyna się ta część składanki, gdzie zaczynam co nieco rozpoznawać. Bowie
        > - "Thursday's Child". Lubię tą piosenkę, choć ciągle mam żal do Bowiego, że w
        > ostatnich latach poddał się i zaczął nagrywać zwykłe piosenki, zamiast robić
        > dalszy ciąg "Outside".

        właśnie, ciekawe co z w końcu z drugą częścią opowieści o nathanie adlerze, od
        dawna krążą o niej po internecie plotki sprzeczne co do zaawansowania projektu.


        > 12. I znowu cover. Tym razem "Sunday Morning" Velvetów. I największa zagwozdka
        > -
        > bo śpiewak momentami trochę brzmi ODROBINĘ jak Nick Cave, ale tak na 90% nie
        > jest to Cave. No i aranżacja jest mało Cave'owska, produkcja mocno wypolerowana
        > i cyfrowo-keyboardowa. No i ten vocoder. Nawet trudno mi powiedzieć czy podoba
        > mi się ta wersja czy nie.

        to jednak jest nick cave, gościnnie u chrisa coco, faktycznie w zupełnie
        odmiennym stylu, od tego, do jakiego nas przyzwyczaił



        > 13. Tutaj jak w przypadku numeru 9 - rozpoznaję głos, ale nie utwór. Solowy
        > Morissey, jak sądzę? Całkiem całkiem. W tle jakieś cykanie zegarka. Czyli
        > (domyślając się już po "Sunday Morning") budzimy się.

        bingo, solowy morrissey. "seasick yet still docked", jeden z moich ulubionych
        utworów solowego mozzera


        > 15. Marianne Faithful. Z ostatniej płyty? Pytam, bo nie słyszałem, ale
        > zgrywałoby się z tym poprzedzającym Mikołajem Jaskinią. Bo, jak rozumiem, to
        > jego piosenka. Nawet skrzypek chyba od niego wypożyczony. Śliczne.

        wszystko się zgadza, to ja tylko dodaję tytuł: "crazy love"

        > 16. Uuuuu, co za zakończenie. Dark ambient niemalże. Zapętlony chór w oddali, a
        > na pierwszym planie męski głos mówiący coś o Jezusie w agonii. :) Bardzo nocne,
        > bardzo mroczne, bardzo niezłe.

        to current 93, a tajemniczym głosem jest znany z już z kilku poprzednich utworów
        nick cave. płyta "all the pretty little horses (the inmost light)" z 1996 roku.
        tekst to cytaty z pascala
        faktycznie może budzić niepokój takie zakończenie, nawet troszkę rozbija plan
        płyty, ale postanowiłem zaryzykować i wrzucić to na koniec, w końcu noc jest
        pełna tajemnic...


        > Dziękuję bardzo, zwłaszcza za tego Costello, koncertowego Buckleya i tajemnicze
        > numery 4 i 16.
        > No to teraz proszę autorkę o ujawnienie się i pełną tracklistę.

        autorka już się ujawniła, to teraz pełna tracklista:
        1 the beta band - life
        2 serge gainsbourg - requiem pour un c...
        3 oasis - trouble
        4 supergrass - st petersburg
        5 john frusciante - today your love, tomorrow the world
        6 idha & andy bell - wish you were here
        7 adam green - we're not supposed to be lovers
        8 david bowie - thursday's child
        9 elvis costello - shipbuilding
        10 jeff buckley - lover, you should have come over (live)
        11 leonard cohen - in my secret life
        12 chris coco feat nick cave - sunday morning
        13 morrissey - seasick yet still docked
        14 nick cave - darker with the day
        15 marianne faithfull - crazy love
        16 current 93 feat nick cave - patripassian

        ps. cieszę się, że się podobało. pozdrawiam.
        • ilhan Re: Here we go 20.11.05, 23:41
          libertine napisał:

          > 3 oasis - trouble

          Powiedz stary skąd jest ten kawałek. Próbowałem kiedyś ustalić to na forum muzyka. Wg mnie to co jest do ściągnięcia pod tym opisem to nie jest w ogóle Oasis. Ale może się mylę.
          • libertine Re: Here we go 21.11.05, 11:37
            ilhan napisał:

            > libertine napisał:
            >
            > > 3 oasis - trouble
            >
            > Powiedz stary skąd jest ten kawałek. Próbowałem kiedyś ustalić to na forum muzy
            > ka. Wg mnie to co jest do ściągnięcia pod tym opisem to nie jest w ogóle Oasis.
            > Ale może się mylę.

            nie mam pojęcia szczerze mówiąc. nie wydaje mi się, żeby to śpiewał tak naprawdę
            noel, ale z drugiej strony nie znalazłem innego opisu, tylko oasis. podobno
            wyszedł na "the acoustic sessions vol.2", ale co to za cholerstwo to też nie wiem...
            na pewno jest to cover cata stevensa i ten sam utwór nagrał też elliott smith,
            ale to jeszcze inna wersja (ściągałem kiedyś).

            to prawdziwa zagadka na miarę atlantydy.
        • ilhan Re: Here we go 20.11.05, 23:43
          I w ogóle zabawne (ale nic złego nie mam na myśli), że Pagajowi się Supergrass spodobał - pamiętam jak bodaj tydzień przed premierą tej płyty słuchaliśmy jej (jeśli można tak to nazwać) podczas Indiepopnight w Regeneracji :)
        • pagaj_75 Re: Here we go 20.11.05, 23:56
          libertine napisał:

          > na początek dodam tylko, że autorka jest mężczyzną ;) , ale ponoć kopernik też
          > był kobietą, więc jestem w dobrym towarzystwie.

          ups :) przepraszam, libertine. ale wtopa <zawstydzony>

          > to jak najbardziej oldskulowy serge gainsbourg i "requiem pour un c..." z 1968

          ech, Serża znam ze 4 kawałki na krzyż, to i nie rozpoznałem. swoją drogą - moim
          utworem lata został "Aeroplanes" (bodajże z 1976) ale w dość świeżym remiksie
          kolesia podpisującego się jako Readymade (FC), również żabojada zresztą. i tylko
          temu, że za późno poznałem ten kawałek, należy przypisać fakt, że nie znalazł
          się on na poprzedniej składance dla Aimarka.

          > no tak, fantastyczny kawałek. zdecydowanie singiel roku 2005 jak dla mnie.
          > supergrass - 'st petersburg' z ostatniej płyty "road to rouen". warto
          > posłuchać całego albumu!

          no proszę. wszystko przez to, że na lipcowym indie pop night, w trakcie którego
          odbyła się krótka prezentacja "Road to Rouen" nic nie było słychać tak naprawdę.
          ale niedopatrzenie naprawiam - już się ściąga :)

          > to jednak jest nick cave, gościnnie u chrisa coco, faktycznie w zupełnie
          > odmiennym stylu, od tego, do jakiego nas przyzwyczaił

          a jednak. niemal bezbłędnie wyłapałem te cave'owskie mini-manieryzmy wokalne,
          ale jednak tutaj Nick zrezygnował z tego swojego głębokiego timbre'u i to mnie
          zmyliło. a ten Chris Coco to warty poznania jest w ogóle?

          > to current 93

          kurde, muszę rozpoznać kolesia wreszcie.

          > 3 oasis - trouble

          <złośliwy> ha! jednak dobrze wyczułem, że to takie sobie jest ;)

          > 6 idha & andy bell - wish you were here

          nie wiedziałem, że Andy Bell (ten z Ride, right? ;)) lubi Flojdów.

          > ps. cieszę się, że się podobało. pozdrawiam.

          też pozdro i sorry za pomyłkę *blush*
          • libertine Re: Here we go 21.11.05, 11:49
            pagaj_75 napisał:

            >3 oasis - trouble
            >
            > <złośliwy> ha! jednak dobrze wyczułem, że to takie sobie jest ;)

            tylko, że nie wiadomo, czy to oasis na pewno...

            > 6 idha & andy bell - wish you were here
            >
            > nie wiedziałem, że Andy Bell (ten z Ride, right? ;)) lubi Flojdów.
            >

            tak, to ten andy bell z ride, a teraz z oasis. a idha to jego szwedzka żona.

            > a ten Chris Coco to warty poznania jest w ogóle?

            wiem o nim tyle, co ty. :)


            dodam jeszcze, że po przeczytaniu konstruktywnej pagajowej krytyki i wieczornych
            przemyśleniach przy dźwiękach lou reeda lekko zmieniłbym składankę. w miejsce
            johna frusciante (cover the ramones, który nie przypadł ci do gustu i faktycznie
            można to miejsce lepiej wypełnić) wstawiłbym the beatles - across the universe i
            przesunął za bowiego, natomiast zamiast morrisseya właśnie lou reed i 'perfect
            day', albo 'satellite of love' ewentualnie... to taka wersja 1.1 mojego składaka.
    • digsa jest i Float Fall :)) 21.11.05, 19:08
      Składanka ma bardzo ładną czarno-białą okładkę i zwie się „Float Fall”. Jest na
      niej 17 piosenek, 1,2 h muzyki ;) Więc zaczynamy opisywać wszystko od początku:

      1. Powolny.. nie no, to jest nie fair, bo wszystkie utwory na płycie są
      powolne :> a więc mamy tu piękny kobiecy głos a w tle spokojny podkład
      instrumentalny.. AMG wskazuje, że to Julee Cruise – „I Float Alone”. Bardzo
      ładnie na początek.

      2.Instrumental z klawiszami w tle. Nick Cave – „Cosey’s Lullaby”?

      3.A tu mamy shoegaze, czyli lubiany przeze mnie zespół My Bloody Valentine w
      piosence „Moon Song”. Jak najbardziej pasuje do klimatów nocnych :) Taki
      leniiiwy utwóóór…

      4.Po raz pierwszy Piano Magic - „When I’m Done, This Night Will Fear Me”.
      Tytuł mówi za siebie, zespół stworzył tu taki nieco straszny, przejmujący
      klimat.. W sumie miałam się z Piano Magic zapoznać już dawno, bo dużo dobrego o
      nich słyszałam, ale jakoś tak to zawsze wychodziło ;) Jednak dzięki drugiemu
      utworowi, który znalazł się kilka numerów niżej, na pewno zapoznam się z nimi o
      wiele szybciej.

      5. Znowu klawisze w tle i perkusja, z czasem się to rozkręca.. klimat jak
      najbardziej nocny. Nastrojowy instrumental niczym piosenka #2. Allmusic mówi –
      Loka – „Beginningless” .

      6.To jedna z dwóch piosenek, których nazw nie chciało mi się sprawdzać w
      internecie ;p Stuk-stuk w perkusję, w tle taki trochę elektroniczny jakby
      podkład i głos jakiejś kobiety.. Wszystko utrzymane w dość „ciężkim” klimacie...

      7.Nieco jazzowy utwór, tym razem bardzo powolny, główną rolę gra saksofon
      (dobrze mówię? Nie znam się za bardzo na rozróżnianiu niektórych instrumentów
      niestety :>). Bohren & Der Club of Gore –„On Demon Wings” – allmusic.

      8. Shoegaze again, tyle, że teraz w wydaniu zespołu Slowdive  Jeszcze bardziej
      leniwy kawałek, niż MBV, co zresztą ukazuje tytuł – „So Tired”… Jeden z
      mocniejszych części przesłanej mi płyty.

      9. Blonde Redhead – Messenger. Nie przepadam za wokalem. Ale ogółem ujdzie.

      10. Bardzo fajna, bez udziału śpiewu, piosenka Dead Can Dance (chyba) – „The
      Fatal Impact.”. Trzeba się będzie wreszcie nieco bliżej zapoznać z ich
      twórczością :>

      11. No i to jest właśnie to, czyli najlepszy moment składanki :))) Drugi raz
      Piano Magic, tym razem „The End of Dark, Tired Year”. Podoba mi się baardzo,
      wielki plus :)

      12. Cocteau Twins – „Strange Fruit”. Głowna uwaga sprowadza się na ten
      tajemniczy dość głos, dobre umieszczenie na płycie ;]


      13. „The Pink Room” z ścieżki filmowej do „Twin Peaks: Five Walk With Me”.
      Znowu taki trochę “cięższy” klimat, niczym w numerze 6.

      14. AMG podpowiada, iż to znowu Nick Cave i z tej samej płyty... nie wiem, nie
      znam się niestety na twórczości tego pana. Mogę powiedzieć tyle, że jest
      mrocznie, jak to na noc przystało :)

      15. Teraz mamy Siouxie & The Banshees w utworze „Scarecrow”. Wszystko byłoby
      fajnie gdyby nie to, że refren momentami przypomina mi jakąś death-metalową
      piosenkę :D Bo niestety siostra i brat katują mnie takimi dźwiękami i później
      złe wspomnienia zostają ... ;))

      16. Na prawie sam koniec ostatni już, najładniejszy chyba, instrumentalny
      kawałek :) Bardzo ładne organy (ee, czy syntetyzator… ) w tle, przy którym
      można się niecorozmarzyć ;) Jest to Clan of Xymox – „Lorretine”?

      17. The end: wiem tyle, że piosenka ma na imię „Stranger” i jest utrzymana
      w klimacie całej przesłanej mi płyty (może to Clan Of Xymox też?). Chociaż na
      koniec taki mały bonus – w ostatnich minutach zaczyna się piosenka utrzymana w
      mw. stylu lat 50 :)

      Podsumowując: płyta ma bardzo nocny klimat i najlepiej słucha się jej stanowczo
      po zmierzchu :) Przeważają raczej brzmienia „cięższe”, zimnofalowe, można
      powiedzieć, że nawet gotyckie momentami ;) No a taki brzmienia to się z nocą i
      ciemnością kojarzą, więc temat swapu potraktowany dość dosłownie :)
      Ocenę może i wystawię – 7,5/10 – czasami jednak te instrumentalne kawałki
      zaczynają nudzić; dość monotonne są. Ogółem jednak OK. :)

      Na koniec chcę ostrzec, że pisze tą recenzję po nieprzespanej nocy (chemia),
      więc mogą być błędy wszelakie, za które przepraszam (poza tym nadrabiam
      wiekiem :P)

      Pozdrawiam i dziękuję :)
      • pop_up Re: jest i Float Fall :)) 21.11.05, 21:27
        No i jest recenzja:)
        Oj dałem ciała z tym cd textem, ale cóż czasem komputer chce być mądrzejszy od
        użytkownika i efekt jest właśnie taki. Mam jednak nadzieje że zabawy to nie popsuło.
        > 1. Powolny.. nie no, to jest nie fair, bo wszystkie utwory na płycie są
        > powolne :>

        No wszystkie powolne nie są nie przesadzajmy. Tak numer 1 to Julee Cruise, ta
        pani co śpiewała w Twin Peaks.

        > 2.Instrumental z klawiszami w tle. Nick Cave – „Cosey’s Lulla
        > by”?

        Mick Harvey Adam Clayton Jones and Nick Cave po raz pierwszy z płyty "And the
        ass saw the angel"

        3.A tu mamy shoegaze, czyli lubiany przeze mnie zespół My Bloody Valentine w
        > piosence „Moon Song”. Jak najbardziej pasuje do klimatów nocnych :)

        MBV z epki "Tremolo"

        > 4.Po raz pierwszy Piano Magic - „When I’m Done, This Night Will Fe
        > ar Me”.
        > Tytuł mówi za siebie, zespół stworzył tu taki nieco straszny, przejmujący
        > klimat.. W sumie miałam się z Piano Magic zapoznać już dawno, bo dużo dobrego
        > nich słyszałam, ale jakoś tak to zawsze wychodziło ;) Jednak dzięki drugiemu
        > utworowi, który znalazł się kilka numerów niżej, na pewno zapoznam się z nimi
        > wiele szybciej.

        Moi ulubieńcy od dłuższego czasu z genialnej "The troubled sleep of piano magic"
        Zapoznawać się koniecznie:)

        > 5. Znowu klawisze w tle i perkusja, z czasem się to rozkręca.. klimat jak
        > najbardziej nocny. Nastrojowy instrumental niczym piosenka #2. Allmusic mówi
        > Loka – „Beginningless” .

        Mam tylko tego singla ale kawałek przedni. Ze stajni Ninja Tune

        > 6.To jedna z dwóch piosenek, których nazw nie chciało mi się sprawdzać w
        > internecie ;p Stuk-stuk w perkusję, w tle taki trochę elektroniczny jakby
        > podkład i głos jakiejś kobiety.. Wszystko utrzymane w dość „ciężkim”
        > ; klimacie...

        This mortal coil "Alone" z płyty "Filigree & shadow" a głos kobiety to Caroline
        Seaman & Alison Limerick jak mówią moje źródła. Klimat i tak dość lekki w
        porównaniu z resztą płyty.

        > 7.Nieco jazzowy utwór, tym razem bardzo powolny, główną rolę gra saksofon
        > (dobrze mówię? Nie znam się za bardzo na rozróżnianiu niektórych instrumentów
        > niestety :>). Bohren & Der Club of Gore –„On Demon Wings”
        > – allmusic.

        Horror jazz jak o nich piszą.

        > 9. Blonde Redhead – Messenger. Nie przepadam za wokalem. Ale ogółem ujdzi

        Dla mnie bomba. Mogłem jednak wrzucić z Davidem Sylvianem na wokalu.

        > 11. No i to jest właśnie to, czyli najlepszy moment składanki :))) Drugi raz
        > Piano Magic, tym razem „The End of Dark, Tired Year”. Podoba mi się
        > baardzo,
        > wielki plus :)

        Bardzo mnie to cieszy:) Po raz drugi z tej samej płyty.

        > 12. Cocteau Twins – „Strange Fruit”. Głowna uwaga sprowadza s
        > ię na ten
        > tajemniczy dość głos, dobre umieszczenie na płycie ;]

        Z albumu "BBC sessions"

        > 13. „The Pink Room” z ścieżki filmowej do „Twin Peaks: Five W
        > alk With Me”.
        > Znowu taki trochę “cięższy” klimat, niczym w numerze 6.

        David Lynch wykonuje z wyżej wymienionej ścieżki

        > 14. AMG podpowiada, iż to znowu Nick Cave i z tej samej płyty... nie wiem, nie
        > znam się niestety na twórczości tego pana. Mogę powiedzieć tyle, że jest
        > mrocznie, jak to na noc przystało :)

        Mick Harvey Adam Clayton Jones and Nick Cave po raz drugi i "Doghead revisited"

        > 15. Teraz mamy Siouxie & The Banshees w utworze „Scarecrow”. Wszyst
        > ko byłoby
        > fajnie gdyby nie to, że refren momentami przypomina mi jakąś death-metalową
        > piosenkę :D Bo niestety siostra i brat katują mnie takimi dźwiękami i później
        > złe wspomnienia zostają ... ;))

        death-metal o nieeee. Z albumu "Peepshow" najmocniejsza rzecz.

        > 16. Na prawie sam koniec ostatni już, najładniejszy chyba, instrumentalny
        > kawałek :) Bardzo ładne organy (ee, czy syntetyzator… ) w tle, przy któr
        > ym
        > można się niecorozmarzyć ;) Jest to Clan of Xymox – „Lorretine

        Z albumu "Medusa"

        > 17. The end: wiem tyle, że piosenka ma na imię „Stranger” i jest ut
        > rzymana
        > w klimacie całej przesłanej mi płyty (może to Clan Of Xymox też?). Chociaż na
        > koniec taki mały bonus – w ostatnich minutach zaczyna się piosenka utrzym
        > ana w
        > mw. stylu lat 50 :)

        Na finał poszedł pan Mikołaj Jaskinia tym razem z Bad Seeds "Stranger than
        kindness" Z "Your funeral my trial" a za nim mały hidden track
        Roy Orbison "In Dreams".

        > Podsumowując: płyta ma bardzo nocny klimat i najlepiej słucha się jej stanowczo
        >
        > po zmierzchu :) Przeważają raczej brzmienia „cięższe”, zimnofalowe,
        > można
        > powiedzieć, że nawet gotyckie momentami ;) No a taki brzmienia to się z nocą i
        >
        > ciemnością kojarzą, więc temat swapu potraktowany dość dosłownie :)
        > Ocenę może i wystawię – 7,5/10 – czasami jednak te instrumentalne k
        > awałki
        > zaczynają nudzić; dość monotonne są. Ogółem jednak OK. :)

        Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.
        • digsa Re: jest i Float Fall :)) 22.11.05, 02:40
          pop_up napisał:

          > No i jest recenzja:)
          > Oj dałem ciała z tym cd textem, ale cóż czasem komputer chce być mądrzejszy od
          > użytkownika i efekt jest właśnie taki. Mam jednak nadzieje że zabawy to nie
          pop
          > suło.


          nie :) w niczym nie przeszkodziło, moze i pomogło nawet...

          > > 4.Po raz pierwszy Piano Magic - „When I’m Done, This Night Wi
          > ll Fe
          > > ar Me”.
          > > Tytuł mówi za siebie, zespół stworzył tu taki nieco straszny, przejmujący
          > > klimat.. W sumie miałam się z Piano Magic zapoznać już dawno, bo dużo dob
          > rego
          > > nich słyszałam, ale jakoś tak to zawsze wychodziło ;) Jednak dzięki drugi
          > emu
          > > utworowi, który znalazł się kilka numerów niżej, na pewno zapoznam się z
          > nimi
          > > wiele szybciej.
          >
          > Moi ulubieńcy od dłuższego czasu z genialnej "The troubled sleep of piano
          magic
          > "
          > Zapoznawać się koniecznie:)

          Owszem :)


          > > 15. Teraz mamy Siouxie & The Banshees w utworze „Scarecrow”.
          > Wszyst
          > > ko byłoby
          > > fajnie gdyby nie to, że refren momentami przypomina mi jakąś death-metalo
          > wą
          > > piosenkę :D Bo niestety siostra i brat katują mnie takimi dźwiękami i póź
          > niej
          > > złe wspomnienia zostają ... ;))
          >
          > death-metal o nieeee. Z albumu "Peepshow" najmocniejsza rzecz.


          No nie umiem nic na to poradzić - za każdym razem, jak wracam do tego kawałka
          pojawiały sie takie skojarzenia... może z czasem to minie jednak :)

          Doam, że pewnie będę wracać do tej składanki, na zimowe wieczory jest bardzo
          dobra :)


          Pozdr.
          • pop_up Re: jest i Float Fall :)) 22.11.05, 17:10
            Dla przyzwoitości lista:

            Float and Fall
            1. "I float alone" Julee Cruise "Floating into the night" 1989
            2. "Cosey's lullaby" Mick Harvey Adam Clayton Jones "And the ass saw the angel" 1999
            3. "Moon song" My bloody valentine "Tremolo ep" 1990
            4. "When i'm done this night will fear me" Piano magic "The troubled sleep of
            piano magic" 2003
            5. "Beginningless" Loka "Beginningless" 2004?
            6. "Alone" This mortal coil "Filigree & shadow" 1986
            7. "On Demon Wings" Bohren & der club of gore "Sunset mission" 2000
            8. "So tired" Slowdive " "Catch the breeze" 2003
            9. "Messenger" Blonde redhead "Misery is a butterfly" 2004
            10. "The fatal impact" Dead can dance "Dead can dance" 1984
            11. "The end of dark, tired year" Piano magic "The troubled sleep of piano
            magic" 2003
            12. "Strange fruit" Cocteau twins "BBC sessions" 1999
            13. "The pink room" David Lynch "Twin peaks: fire walk with me" 1992
            14. "Doghead revisited" Mick Harvey Adam Clayton Jones "And the ass saw the
            angel" 1999
            15. "Scarecrow" Siouxie & the banshees "Peepshow" 1988
            16. "Lorretine" Clan of xymox "Medusa" 1986
            17. "Stranger than kindness" Nick Cave & the bad seeds "Your funeral my trial" 1986
            18. "In dreams" Roy Orbison
    • obly Burn Baby Burn 25.11.05, 15:33
      Po pierwsze nijak nie wiedziałem jak to ugryźć, nie słucham tego typu muzyki
      opartej w dużej mierze o dokonaniach The Beatles, ale tutaj sam jestem sobie
      winien gdyż widziałem, kogo skupia dane forum.
      Tematyka wieczorna ułapana wyśmienicie, zastanawiam się jedynie, iż większość
      wykonawców to faceci we flanelowych koszulach z gitarami akustycznymi i
      śpiewają o miłości w taki lub inny sposób. Zdominowana jest składanka tematem o
      złej kobiecie, co rzuciła dobrego pana, który pała rządzą zrozumienia całego
      świata. Nastrój jest niezaprzeczalnie okołodołowaty i jelita się ściskają w
      małe piąstki. Dla mnie osobiście pozytywne spotkanie z zacnym graniem, w
      którego rejony świadomie rzadko się zapuszczam. Świadomość, że są tam również
      perełki uzyskałem i utwór nr 12 jest moim ulubionym nawet ostatnio ;))) Aha
      unikałem sprawdzania w googlach. Nie rozpoznałem żadnego utworu. Świta mi
      pierwszy i ostatni, który jest zresztą tym samym utworem w różnych wersjach. Aż
      by się prosiło, aby tego typu składankę zdominował Hood jednak z pewnych
      względów nie zyskał on uznania w zacnej głowie składacza(albo co gorsza
      nierozpoznałem!!!)

      1 Jakiś mega znany utwór w wersji pierwszej, a znany wiem, że znany, bo tylko
      znane utwory mają swoje wersje ze smyczkami lub akustyczne. Sporo tu smyków.
      Kompletnie nie znam wykonawcy, nie interesuje się, zarobiony jestem. Coś na
      kształt może Oasis? Uu nie będę zgadywał gdyż polegnę… Dla mnie do omijania.

      2 Tu bardzo ciekawie jest, naprawdę wspaniałe klawisze wspinające się w
      przestrzeni, ciekawym, kto to. Głos jak George Michael na początku i jakby w
      jego klimatach. Podoba się nawet, choć się tego nie spodziewałem na początku.
      Co gorsza nucę.

      3 Tutaj jest na pierwszym planie sztuczny świerszcz, poza świerszczem jest
      gitara koszula flanelowa butelka whisky i gitara akustyczna. Wieczór jak
      diabli. Klimat dominujący.

      4 Smutny pan, smutna gitarka zamienia się to powoli w rasową piosenkę. Ale
      zanim się już tak zamieni na dobre to się ten utwór kończy a tak naprawdę
      upiłowywują go skrzypce. Smutny. Tylko na dobrze rozwinięte depresje.

      5 Pan pisze list, smutny list i czyta go w akompaniament swojej gitary. Zaczyna
      się jak „Skazany na blusa” Dżemu a potem odjeżdża w inne klimaty. Bardzo
      przyjemny nausznik na zimę.

      6 Tu sporo estetyki Leonarda Cohena. Utwór jeden z tych, co bardziej zwracają
      na siebie moją uwagę na tej składance (na razie utwór nr 2,5 i nr 6)

      7 Dość mocny utwór ze skandowaniem chórków na tle melodii potem wchodzi
      chłopięcy głos w przestrzeń i tak kilka razy... Facet śpiewa, że wie, że jego
      czas minął.. Mnie nie przekonuje. Może to te skrzypce.

      8 A to jest najgorszy utwór, który dla mnie jest po prostu czymś śmiesznie
      skocznym i nie wiem, co i skąd. Ale fajne jest to zwolnienie, które jest
      złudzeniem wywołanym przez granie jakby butelką szklaną na gitarce.

      9 A tutaj zaraz po najgorszym jeden z najdziwniejszych na składaku, nagranie
      kawałka jakby z próby gdzie koleś czuje, że jest przynajmniej Jezusem i śpiewa
      z takim zaangażowaniem że aż się boję co on brał.

      10 Piękny piosenek faceta po przejściach naprawdę dobry utwór, działa dobrze,
      choć jego łamliwy głos doprowadza do pasji i chciałoby się rzec: „hej ty ciapo
      jedna weź się w garść i przestać spacerować tylko weź się za siebie”

      11 Piosenka bardzo podobna do poprzedniej, doświadczenia autora jeszcze
      większe, ale jakby 20 lat później. Mniej gitary i facet mówi miejscami jakby na
      skraju załamania nerwowego i płaczu. Na doły jest po prostu niezłe i działa
      pogłebiająco i utrwalająco ;)).

      12 Mój ulubiony utwór z tej składanki, wybija się pod kilkoma względami, po
      pierwsze świetnie się komponuje z poprzednikami po drugie jest mega spójny sam
      ze sobą i po trzecie najbliższy mojej muzy z calej składanki. Jeden riff
      brudnej gitary grany od góry do dołu non stop przez cały kawałek mnie nie
      zanudza. Przypomina piękny główny riff z „Truposza”.

      13 A tu jakby akustyczna wersja utworu nr 1. Jest jakby nadziejnym światełkiem
      na końcu tunelu dołujacych kawałków

      Bardzo dobrze zakomponowały składak nocny i mimo że goni mnie od tego typu muzy
      w odległe galaktyki zwiedzanie tym skomponowanym trolejbusem tychże sfer
      wcisnęło mi kilka bardzo dobrych wrażeń na mózg. Zaleca się go na wszelkie
      wczesno-męskie doły związane z kłopotami z płcią przeciwną, co jakby mnie już
      średnio dotyczy;)))(doły!! A nie płeć przeciwna, która jak najbardziej!!!)
      Ulubione to 2,5,6,10,11,12, ale ciekaw jestem wszystkich.
      • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn 25.11.05, 20:22
        hmmm...no nieźle się ubawiłem czytając to:)

        Tematyka wieczorna ułapana wyśmienicie, zastanawiam się jedynie, iż większość
        > wykonawców to faceci we flanelowych koszulach z gitarami akustycznymi i
        > śpiewają o miłości w taki lub inny sposób. Zdominowana jest składanka tematem
        o
        >
        > złej kobiecie, co rzuciła dobrego pana, który pała rządzą zrozumienia całego
        > świata. Nastrój jest niezaprzeczalnie okołodołowaty i jelita się ściskają w
        > małe piąstki.

        ale powiem ci że w tym co napisałeś jest nieco prawdy:/ w sumie cieszę się że
        trafiło na kogoś kto nie siedzi w klimacie:) . opisze to jutro
        pozdrawiam:)
      • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn 26.11.05, 10:56
        Tak sie złozyło, że składak zawiera raczej spokojnene kawałki na gitarę
        akustyczną. Większość z nich to faktycznie rzeczy o zawiedzionym, smutnym
        facecie co go białogłowa olała. Ale wynika to raczej z faktu, że przeważajaca
        część spokojnych piosenek tego dotyczy. Ten składak to moje ukachane piosenki,
        choć zdaje sobie sprawę, że takich ukochanych to ja mógłbym jeszcze wypalic
        wiele. Powiedzmy że to taka esencja. W wielu kawałkach pojawia się motyw
        ciemności, nocy , snu itd. Cieszę się, ze trafiło na osobe siedzącą w zupełnie
        innych klimatach bo gdyby dotarło do takiego mechanikka na przykład, to obawiam
        się, że by wszystko znał, a wtedy nici z zabawy:)

        1 Jakiś mega znany utwór w wersji pierwszej, a znany wiem, że znany, bo tylko
        > znane utwory mają swoje wersje ze smyczkami lub akustyczne. Sporo tu smyków.
        > Kompletnie nie znam wykonawcy, nie interesuje się, zarobiony jestem. Coś na
        > kształt może Oasis? Uu nie będę zgadywał gdyż polegnę… Dla mnie do omijan
        > ia.

        1. Smashing Pumpkins - Tonight tonight - Faktycznie, to bardzo znany kawałek.
        Jak dla mnie doskonały na otwarcie (zresztą, prawie otwiera dwupłytowego kolosa
        Pumpkinsów - "Mellon collie and the infinite sadness"). Porównanie z Oasis?
        Moze nie do końca, ale cos w tym jest jednak bo jak na ówczesną, rockową,
        powiedzmy grungeowo-alternatywaną scenę, ekipa Corgana brzmiała zadziwiająco
        Brytyjsko. Faktycznie motywy smyczkowe u kapel rockowych to juz tak
        wyswiechtany patent, że może odrzucać, ale Corgan to gość, który potrafił w
        wolniejszych kawałkach tak szczeniacko-naiwnie pogrywać kiczem że wychodziło z
        tego coś osobliwego i niewątpliwie szalenie wartościowego w efekcie.

        > 2 Tu bardzo ciekawie jest, naprawdę wspaniałe klawisze wspinające się w
        > przestrzeni, ciekawym, kto to. Głos jak George Michael na początku i jakby w
        > jego klimatach. Podoba się nawet, choć się tego nie spodziewałem na początku.
        > Co gorsza nucę

        2 . Turin Brakes - Full of Stars - strasznie sie cieszę że Ci się podoba. To
        kawałek z z płyty "Ether Song", ich drugiego albumu. Ten symatyczny duet
        zaliczano o new acoustic movement, ale tak naprawdę te wszyskie travisy i
        starsailory to przy nich cieniarze. Fantasztycznie odświeżają stare patenty.
        Full of stars to moja ulubiona piosenka zespołu. Mają ładniejsze melodie, ale
        te klawisze to coś pięknego

        > 3 Tutaj jest na pierwszym planie sztuczny świerszcz, poza świerszczem jest
        > gitara koszula flanelowa butelka whisky i gitara akustyczna. Wieczór jak
        > diabli. Klimat dominujący

        4. Flamin lips - there you are (Jesus song no.7)- a to juz mistrzowie nowej
        psychodelli, indie popu i czegoś tam jeszcze. Pierwszy album doceniony przez
        krytyków (na sukcesy komercyjne jeszcze musieli poczekać). Głośny,
        pokręcony "In a priest driving ambulance", a wśród tych dziwnych dźwięków taka
        spokojna , nocna perełka jak ten utwór

        > 4 Smutny pan, smutna gitarka zamienia się to powoli w rasową piosenkę. Ale
        > zanim się już tak zamieni na dobre to się ten utwór kończy a tak naprawdę
        > upiłowywują go skrzypce. Smutny. Tylko na dobrze rozwinięte depresje

        4. dEUS - Secret hell - A to już Belgowie ze swego niesamowitego debiutu "Worst
        case scenario". Oj mieszają, mieszają, a takich pięknych momentów jest na tym
        albumie kilka. Belgowie mogą, a my...

        > 5 Pan pisze list, smutny list i czyta go w akompaniament swojej gitary.
        Zaczyna
        >
        > się jak „Skazany na blusa” Dżemu a potem odjeżdża w inne klimaty. B
        > ardzo
        > przyjemny nausznik na zimę.

        5. Eels - Claibing to the moon - Mr E to pan od smutnych piosenek właśnie. Ale
        w sumie jakby połowa twojej rodziny popełniła samobója, a druga połowa
        siedziała w wariatkowe to tez byś był smutny:/ Generalnie - uwielnbiam
        goscia:). kawałek z drugiej płyty "Electro shock blues", albumu z jednej strony
        nawiazującego do dokonań Becka, a z drugiej właśnie do całej tradycji smutnych
        panów z gitarami

        > 6 Tu sporo estetyki Leonarda Cohena. Utwór jeden z tych, co bardziej zwracają
        > na siebie moją uwagę na tej składance (na razie utwór nr 2,5 i nr 6)
        >

        6. Pulp - Seductive Barry - Cohen? Ja bym powiedział że Bowie może.
        nieważne ... To taki Pulp przesiąkniety erotyką, wspaniale tam w tle udziela
        sie Neneh Cherry. Generalnie pulp to taki zespół gdzie mieszają się wpływy roxy
        music, rocka, disco, popu, kiczu, melodramatu, klimatów filmowych itd... niezła
        mieszanka, a to wszystko najlepiej upchane na jednej płytce - "This is hardcore"

        > 7 Dość mocny utwór ze skandowaniem chórków na tle melodii potem wchodzi
        > chłopięcy głos w przestrzeń i tak kilka razy... Facet śpiewa, że wie, że jego
        > czas minął.. Mnie nie przekonuje. Może to te skrzypce.
        >

        7. Sufjan Stevens - They are night zombies... - Sufjan czyli najwybitniejszy
        współczeny bard, kreślący historię poszczególnych stanów Ameryki. Ten kawałek
        pochodzi z ostatniego albumu - Illinoise - pewnie najlepszego krążka tego roku.
        Urzeka mnie ten mocny chór w tej piosence. Choć jesli miałbym Ci polecić coś z
        płyt Sufjana to wole "Michigan"

        > 8 A to jest najgorszy utwór, który dla mnie jest po prostu czymś śmiesznie
        > skocznym i nie wiem, co i skąd. Ale fajne jest to zwolnienie, które jest
        > złudzeniem wywołanym przez granie jakby butelką szklaną na gitarce.
        >
        8. The boy least likely to - Sleeping with the gun under my pillow - ojojojo..
        szkoda, że ci sie nie podoba. The boy least likely to to mój tegoroczny
        ulubiony debiut. Graja beatlesowsko, strasznie melodyjnie i piszą fantastyczne
        teksty. Świat z perspektyway Kubusia puchatka, który naoglądał sie horrorów:).
        tutaj kilka zdań o tym:

        www.screenagers.pl/index.php?service=albums&action=show&id=812
        9 A tutaj zaraz po najgorszym jeden z najdziwniejszych na składaku, nagranie
        > kawałka jakby z próby gdzie koleś czuje, że jest przynajmniej Jezusem i
        śpiewa
        > z takim zaangażowaniem że aż się boję co on brał.
        >
        9. Bright eyes - When the corious girl realizes she is under glass - tak,
        Oberst jest nieco rąbnięty. Jak dla mnie moze trochę za bardzo, ale...
        Album "Fevers and mirrors" uwielbiam. To zbiór fantastycznych utwórów, a ten -
        brzmiący faktycznie "inaczej" - to mój ulubiony

        > 10 Piękny piosenek faceta po przejściach naprawdę dobry utwór, działa dobrze,
        > choć jego łamliwy głos doprowadza do pasji i chciałoby się rzec: „hej ty
        > ciapo
        > jedna weź się w garść i przestać spacerować tylko weź się za siebie”
        >
        10. Lambchop - Theone - kawałek z ich klasycznej płyty "How i quit smoking".
        prawda że cudny? Tak, Lambchop to alt. country na najwyzszym poziomie. a Kurt
        Wgner to guru jak dla mnie. Ten jego smędzący głos i teksty, nieraz tak
        pokręcone i ironiczne. No i wychodzą im prawdziwe cudeńka. Takich utworów jak
        ten mają więcej

        > 11 Piosenka bardzo podobna do poprzedniej, doświadczenia autora jeszcze
        > większe, ale jakby 20 lat później. Mniej gitary i facet mówi miejscami jakby
        na
        >
        > skraju załamania nerwowego i płaczu. Na doły jest po prostu niezłe i działa
        > pogłebiająco i utrwalająco ;)).

        11. Smog - Left only with love - A to już Smog z płyty "Knock Knock". Bill
        Callahan na swych wczesnych płytach niemal zdefiniował stylistyke lo-fi.
        Później stał sie typowym smutasem z gitarą grającym alt. country. I fajnie, bo
        ciagle pisze swietne songi


        > 12 Mój ulubiony utwór z tej składanki, wybija się pod kilkoma względami, po
        > pierwsze świetnie się komponuje z poprzednikami po drugie jest mega spójny
        sam
        > ze sobą i po trzecie najbliższy mojej muzy z calej składanki. Jeden riff
        > brudnej gitary grany od góry do dołu non stop przez cały kawałek mn
        • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn 26.11.05, 11:01

          CD...

          > 12 Mój ulubiony utwór z tej składanki, wybija się pod kilkoma względami, po
          > pierwsze świetnie się komponuje z poprzednikami po drugie jest mega spójny
          sam
          > ze sobą i po trzecie najbliższy mojej muzy z calej składanki. Jeden riff
          > brudnej gitary grany od góry do dołu non stop przez cały kawałek mnie nie
          > zanudza. Przypomina piękny główny riff z „Truposza”.
          >
          Bonnie "Prince" Billy & Matt Sweeney - Blood Embrace - super że ci sie podoba!
          Bonnie to jeden z moich faworytów ever. Ostatni album ze Sweeneyem to rzecz
          ogromnej urody. Koniecznioe posłuchaj całosci. Poniżej kilka zdań o
          płytce "superwolf" z której pochodzi kawałek:

          www.screenagers.pl/index.php?service=albums&action=show&id=835
          > 13 A tu jakby akustyczna wersja utworu nr 1. Jest jakby nadziejnym
          światełkiem
          > na końcu tunelu dołujacych kawałków

          13. smashing pumpkins - tonite tonie - to akustyczna wersja Tonight Tonight,
          dostępna tylko na epce "Tonight tonight". Przejmująca bardzo jak dla mnie

          Koniec
          • mechanikk Re: Burn Baby Burn 26.11.05, 18:06
            > Bonnie "Prince" Billy & Matt Sweeney - Blood Embrace - super że ci sie
            podoba!
            > Bonnie to jeden z moich faworytów ever. Ostatni album ze Sweeneyem to rzecz
            > ogromnej urody. Koniecznioe posłuchaj całosci. Poniżej kilka zdań o
            > płytce "superwolf" z której pochodzi kawałek:

            No, to jest najbardziej przejmujący fragment płyty roku (i mojej składanki
            również, hehe), to co tu duzo gadać ;) Nie mówiac już, że po nim następuje
            utwór nawet nie przejmujący, co po prostu walacy toporem przez łeb. W styczniu
            ukaże się płyta Bonniego z Tortoise, pierwszy kandydat do top 10 AD 2006, jak
            przewiduję ;)
            • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn 26.11.05, 19:59
              he he...równiez dla mnie to płyta roku, nawet przed Sufjanem i broken social
              scene:)
          • obly Re: Burn Baby Burn 28.11.05, 08:32
            Tamto to Cohen na 100% nawet myslałem że rżnięty wstęp nuta w nutę.
            Ale nieźle wtopiłem: nie rozpoznałem S.P. (a i nie znam Oasis) z pierwszego i
            ostatniego utworu. Głos mi się kojarzył na maxa ale nie wiedziałem z czym.
            Wstyd przyznać. Pogrzebałem i mam tę płytę (mp3) z której pochodzi utwór, to
            dwupłytowy album tak?. I mię ta płytka od roku czeka na przesłuchanie. Ciekawe
            jak będzie z resztą płyty. Sprawdzę sobie ale dużo dobrego już się nie
            spodziewam.
            Szokiem i odkryciem dla mnie jest że to Bonnie Prince Billy którego po
            przesłuchaniu wczesniej kilku próbek z sieci uważałem za troszkę dziabniętego w
            watrobę kolesia po czterdziestce. A teraz rewizja bo wspaniale prowadzi
            nastrojem w piosenkach prawie nic w nich nie robiąc i to w sposób który bardzo
            bardzo lubię i klęczę na kolanach, poczytałem w linkach i normalnie ten mariaż
            z tą gitarą partnera na tej płycie mnie zachwycił, płytę bedę chciał
            koniecznie, co do reszty księcia to będę ostrożny ale zbadam.
            A chyba rozczarowaniem właśnie Sufjan bo chciałem się do niego przymierzyć ale
            ten mięczakowaty głos mnie poraził i przyznam że nie umiem sie wczuc w cos
            takiego. Niby wszystko cacy ale facet ma bambosze w oczach (ale osąd po jednym
            kawałku jest bezsensowny prawda?).
            W każdym badz razie dzięki wielkie za Księcia.
            • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn 28.11.05, 15:58
              > Tamto to Cohen na 100% nawet myslałem że rżnięty wstęp nuta w nutę.

              hehe...no moze. slabo znam Cohena

              Pogrzebałem i mam tę płytę (mp3) z której pochodzi utwór, to
              > dwupłytowy album tak?. I mię ta płytka od roku czeka na przesłuchanie.
              Ciekawe
              > jak będzie z resztą płyty. Sprawdzę sobie ale dużo dobrego już się nie
              > spodziewam.

              tak, dwuplytowy. swietny swoja drogą więc nie nastawiaj sie negatywnie:)

              > Szokiem i odkryciem dla mnie jest że to Bonnie Prince Billy

              no to sie cieszę:)
    • janek0 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 28.11.05, 18:44

      Mam, przyznaję, pewien problem z tą płytą, zresztą stały dla mnie. Mam wrażenie,
      że znam część utworów, ale nie potrafię skojarzyć z artystą/tytułem, (pewno
      potem się okaże, że wcale ich nie znam). To dlatego, że część utworów to jest
      dość mainstreamowa elektronika, takiego rodzaju, która mi się zlewa w jedno i to
      samo: wiem że dzwoni, ale nie wiem gdzie. Ogólnie klimat płyty jest raczej
      pogodny, i jeśli to noc, to sierpniowa z księżycem i gwiazdami.

      1. Zaczyna się od mocnego fortepianowego wejścia - już myślałem, że będzie
      awangardowo, ale potem jest kołysanka: syntezator, smyczki. Miłe, ale bez
      emocji. 6/10

      2. Połamany rytm, ksylofon albo syntezator udający ksylofon. Fajne, buja, i się
      rozkręca. Nie wiem co to, ale brzmi jak BoC z jakiejś nieznanej mi płyty. 8/10

      3. Tragedia. Fatalny umc-umc-umc beat, i męski, nieco egzaltowany wokal. Google
      podpowiada, że to Patrick Wolf "Speeding", i że wszyscy się tym zachwycają. (Czy
      to jest jakiś remix, czy on tak naprawdę a piczfork całkiem ocipiał ?) Ja
      najmocniej przepraszam autora składanki, ale dla mnie taka dyskotekowa estetyka
      jest absolutnie niejadalna. 0/10, skip.

      4. Trochę jakby Goldfrapp bez wokalu ? Instrumentalne, gitara+klawisze+wyrazista
      perkusja, niepokojąco-regularny motyw, który w drugiej połowie kawałka robi się
      interesująco-improwizujący. Ja jednak bez szaleństwa, zbyt to było
      przewidywalne. 5/10.

      5. A teraz relaks - dzwoneczki, jakaś pani się radośnie śmieje, pies szczeka,
      bardzo zniekształcony wokal. Nie mam pojęcia co to. Przyjemnie się słucha,
      podejrzewam, że w większej dawce robi jeszcze lepsze wrażenie. Zachowawczo dam
      7,5/10

      6. Najgorszy kawałek na składance. Aż mnie skręca. Nie dlatego, że mi się nie
      podoba, bo świetny jest, tylko dlatego, że mnie strasznie męczy. Znam ten utwór
      - charakterystyczna linia basu i motyw klawiszowy, ale za Chiny nie mogę
      skojarzyć. Elektronika na pograniczu ze smooth jazzem, 8/10.

      7. A tu wiem, bo ten wokal trudno pomylić. The Arcade Fire, Cold Wind Blowing.
      Ładnie zrobione, ale jednak wolę TAF z ich zasadniczej płyty, 7/10.

      8. Z powrotem do instrumentalnej elektroniki, skojarzonej z przepuszczoną przez
      coś gitarą. Może to być ten sam artysta co w 4 ? Dość regularnie się rozkręca.
      Nie jestem amatorem takich brzmień, ale jak już, to może być. 6/10.

      9. Znowu dość charakterystycznie: The Postal Service, Sleeping In. Znowu nie
      moja bajka: znowu zbyt popowo, znowu zbyt czysto, znowu zbyt przewidywalnie. Ale
      znowu nie odrzuca. 5/10.

      10. Instrumentalnie. Rozjechane klawisze, potem gitara i smyczki. Podoba mi się,
      ale tylko do momentu, w którym na pierwszy plan wchodzi mocna perkusja. Potem mi
      się nie podoba. Ale jestem prawie pewien, że już to słuszałem - tylko co to ? 6/10.

      11. Notwist, Pick up the phone. Z mojej strony no twist, i raczej nie odbiorę.
      Chociaż momentami przypomina to trochę Archive, które wcale u mnie w archiwum
      nie leży. 6/10.

      12. Tym razem jest bardziej skomplikowane, połamany rytm i trochę niedospany
      głos pani. To Moloko. Znowu nie moja bajka, ale za komplikacje rytmiczne dam
      słabą 7.

      13. Pierwsze słyszę. Google podpowiada, że to Sia, Breathe Me. Nie znam, ale
      podoba mi się, bo utwór jest perwersyjny: pani ma solidny głos, ale klimat
      kawałka jest jakiś podminowany. Ósemeczka z małym plusem.

      14. Ha. A ten za to zespół to dobrze znam. To Clinic z płyty Winchester
      Cathedral. Lubię, chociaż bardziej lubię ich w wersji szaleńczej, a nie
      lirycznej. Też ósemka.

      15. Utwór oniryczno-szemrząco-prawie-instrumentalny nieznanego pochodzenia.
      Ładny. mocne 7,5.

      16. Zaczyna się prawie jak kolęda, ale zanim dojdzie co do czego, to się kończy.
      "Grał za krótko aby go ocenić".

      W sumie, podobało się, choć bez zachwytów. Przesłuchałem kilkanaście razy, i
      ocena całości wyszłaby na poziomie 6,5-7, ale chociaż styl nie mój, to chyba mam
      z autorem/ką podobny pogląd na ciemności. Najmocniejszy utwór to chyba 13, ona
      tak zawsze ?
      • janek0 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 28.11.05, 18:57
        Ten post dotyczy oczywiście płyty "the music has the right to my hour of
        darkness", której autorowi(ce) jeszcze raz dziękuję.
        • kkrzysiekk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 06.12.05, 10:55
          Rozśmieszyłeś mnie z tą nową płytą The Beatles ;-D. Mam nadzieję, że w końcu
          dziś uda mi się znaleźć trochę czasu i podam Ci tracklistę a także zrecenzuję
          swoją składankę.
      • janek0 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 05.12.05, 02:22
        > 5. A teraz relaks - dzwoneczki, jakaś pani się radośnie śmieje, pies szczeka,
        > bardzo zniekształcony wokal. Nie mam pojęcia co to. Przyjemnie się słucha,
        > podejrzewam, że w większej dawce robi jeszcze lepsze wrażenie. Zachowawczo dam
        > 7,5/10

        Ha. Już mam pojęcie. I powinienem był poznać ten utwór, bo... mam tą płytę.
        Rzeczywiście w większej dawce jest to baaardzo dobre. Manitoba - Crayon, z płyty
        Up In Flames.
      • kkrzysiekk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 06.12.05, 23:48
        1. Zaczyna się od mocnego fortepianowego wejścia - już myślałem, że będzie
        awangardowo, ale potem jest kołysanka: syntezator, smyczki. Miłe, ale bez
        emocji. 6/10

        Super Furry Animals – Furryvision z płyty „Radiator” (1997)

        2. Połamany rytm, ksylofon albo syntezator udający ksylofon. Fajne, buja, i się
        rozkręca. Nie wiem co to, ale brzmi jak BoC z jakiejś nieznanej mi płyty. 8/10

        to nie BoC ale Four Tet - High fives z tegorocznej płyty „Everything Ecstatic”

        3. Tragedia. Fatalny umc-umc-umc beat, i męski, nieco egzaltowany wokal. Gogle
        podpowiada, że to Patrick Wolf "Speeding", i że wszyscy się tym zachwycają.
        (Czy to jest jakiś remix, czy on tak naprawdę a piczfork całkiem ocipiał ?) Ja
        najmocniej przepraszam autora składanki, ale dla mnie taka dyskotekowa estetyka
        jest absolutnie niejadalna. 0/10, skip.

        E tam, nie znasz się ;-) Patrick Wolf jest świetny. A piosenka to Bloodbeat
        („Lycanthropy” 2004). Zauważyłem, że Ayya również umieściła ten kawałek na
        swoim składaku i Jackowi9 się podobał ;)

        4. Trochę jakby Goldfrapp bez wokalu ? Instrumentalne,
        gitara+klawisze+wyrazista perkusja, niepokojąco-regularny motyw, który w
        drugiej połowie kawałka robi się interesująco-improwizujący. Ja jednak bez
        szaleństwa, zbyt to było przewidywalne. 5/10.

        Mi to jakoś Goldfrapp nie przypomina ;-). To utwór z soundtracku do Fightclubu
        (1999) - The Dust Brothers - Finding the Bomb

        5. A teraz relaks - dzwoneczki, jakaś pani się radośnie śmieje, pies szczeka,
        bardzo zniekształcony wokal. Nie mam pojęcia co to. Przyjemnie się słucha,
        podejrzewam, że w większej dawce robi jeszcze lepsze wrażenie. Zachowawczo dam
        7,5/10

        To, jak już zdążyłeś zauważyć Manitoba – Crayon („Up in flames” 2003)

        6. Najgorszy kawałek na składance. Aż mnie skręca. Nie dlatego, że mi się nie
        podoba, bo świetny jest, tylko dlatego, że mnie strasznie męczy. Znam ten utwór
        charakterystyczna linia basu i motyw klawiszowy, ale za Chiny nie mogę
        skojarzyć. Elektronika na pograniczu ze smooth jazzem, 8/10.

        Ej, no myślałem, że to zgadniesz ;-) Tak się zaczyna „Moon Safari” (1998),
        jedna z moich ulubionych płyt lat 90’. Air - La Femme d'argent.

        7. A tu wiem, bo ten wokal trudno pomylić. The Arcade Fire, Cold Wind Blowing.
        Ładnie zrobione, ale jednak wolę TAF z ich zasadniczej płyty, 7/10

        Dokładny tytuł to Cold wind, piosenka wyszła na singlu i znalazła się na
        soundtracku do „6 feet under”

        8. Z powrotem do instrumentalnej elektroniki, skojarzonej z przepuszczoną przez
        coś gitarą. Może to być ten sam artysta co w 4 ? Dość regularnie się rozkręca.
        Nie jestem amatorem takich brzmień, ale jak już, to może być. 6/10.

        A to już Out Hud – 2005: a Face Odyssey z bardzo dobrej tegorocznej
        płyty „Let us Never Speak of it Again”

        9. Znowu dość charakterystycznie: The Postal Service, Sleeping In. Znowu nie
        moja bajka: znowu zbyt popowo, znowu zbyt czysto, znowu zbyt przewidywalnie.
        Ale znowu nie odrzuca. 5/10.

        To tylko dodam, że z płyty „Gile up” (2003)

        10. Instrumentalnie. Rozjechane klawisze, potem gitara i smyczki. Podoba mi
        się, ale tylko do momentu, w którym na pierwszy plan wchodzi mocna perkusja.
        Potem mi się nie podoba. Ale jestem prawie pewien, że już to słuszałem - tylko
        co to ? 6/10.

        A to są właśnie Boards of Canada - Dayvan Cowboy. Nie mogło ich zabraknąć na
        składance pod takim tytułem ;-). Płyta „The Campfire Headphase”, rok 2005.

        11. Notwist, Pick up the phone. Z mojej strony no twist, i raczej nie odbiorę.
        Chociaż momentami przypomina to trochę Archive, które wcale u mnie w archiwum
        nie leży. 6/10.

        Z kronikarskiego obowiązku ;-) płyta „Neon gulden” (2003)

        12. Tym razem jest bardziej skomplikowane, połamany rytm i trochę niedospany
        głos pani. To Moloko. Znowu nie moja bajka, ale za komplikacje rytmiczne dam
        słabą 7.

        Jeden z moich ulubionych zespołów ;-). 1998 rok, płyta „I am not a Doctor”,
        kawałek – Knee Deepen

        13. Pierwsze słyszę. Google podpowiada, że to Sia, Breathe Me. Nie znam, ale
        podoba mi się, bo utwór jest perwersyjny: pani ma solidny głos, ale klimat
        kawałka jest jakiś podminowany. Ósemeczka z małym plusem.

        No ja też jej za bardzo nie znam, usłyszałem ten kawałek w trakcie oglądania
        jednego z odcinków „6 feet under” i uznałem, że musi się znaleźć na mojej
        składance ;-). Allmusic podpowiada, że to piosenka z płyty „Colour the small
        one” (2004). Ja również chętnie bym się czegoś więcej o tej pani dowiedział –
        jak ktoś coś wie, to proszę śmiało… ;-)

        14. Ha. A ten za to zespół to dobrze znam. To Clinic z płyty Winchester
        Cathedral. Lubię, chociaż bardziej lubię ich w wersji szaleńczej, a nie
        lirycznej. Też ósemka

        Że Clinic, to się zgadza, ale z płyty „Walking with Thee” (2002) – Come into
        our Room

        15. Utwór oniryczno-szemrząco-prawie-instrumentalny nieznanego pochodzenia.
        ładny. mocne 7,5.

        A to taki mały akcent patriotyczny ;-) . Free Association - Kocham Cię. Siłą
        napędową kolektywu jest znany wszystkim miłośnikom elektroniki Dawid Holmes, w
        tle sobie tam mruczy nasza Pati Yang, a utwór pochodzi z soundtracku do
        niedocenionego filmu „Code 46” (2004)

        16. Zaczyna się prawie jak kolęda, ale zanim dojdzie co do czego, to się
        kończy "Grał za krótko aby go ocenić".

        A bo ja się lubuję w takich miniaturach na zakończenie ;-) Imogen Heap - I'm a
        lonely little petunia (in an onion patch) i znowu soundtrack do „6 feet under”.

        Dziękuję za uwagę i niezbyt krytyczną ocenę ;-)
        • kkrzysiekk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 06.12.05, 23:51
          kkrzysiekk napisał:
          To tylko dodam, że z płyty „Gile up” (2003

          gile w górę ;-) ach ten ms word, miało być give up
        • ilhan Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 07.12.05, 09:28
          kkrzysiekk napisał:


          > 3. Tragedia. Fatalny umc-umc-umc beat, i męski, nieco egzaltowany wokal. Gogle
          > podpowiada, że to Patrick Wolf "Speeding", i że wszyscy się tym zachwycają.
          > (Czy to jest jakiś remix, czy on tak naprawdę a piczfork całkiem ocipiał ?) Ja
          > najmocniej przepraszam autora składanki, ale dla mnie taka dyskotekowa estetyka
          >
          > jest absolutnie niejadalna. 0/10, skip.
          >
          > E tam, nie znasz się ;-) Patrick Wolf jest świetny. A piosenka to Bloodbeat
          > („Lycanthropy” 2004). Zauważyłem, że Ayya również umieściła ten kaw
          > ałek na
          > swoim składaku i Jackowi9 się podobał ;)

          Jej, jak można dać "Bloodbeat" 0/10? :)
          To jedyny utwór Wolfa, który mi się spodobał.
          • jack9 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 07.12.05, 10:09
            ilhan napisał:


            > Jej, jak można dać "Bloodbeat" 0/10? :)
            > To jedyny utwór Wolfa, który mi się spodobał.

            To najlepszy kawałek new romantic...;)
            jaki słyszałem od lat
            Spokojnie mógłby się znaleźć na jakiejś płycie wczesnego Ultravox
            ale widać janek gustuje w bardziej ..."perwersyjnej" muzyce...;)
            • janek0 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 07.12.05, 12:55
              jack9 napisał:

              > ilhan napisał:
              > > Jej, jak można dać "Bloodbeat" 0/10? :)
              > > To jedyny utwór Wolfa, który mi się spodobał.
              > To najlepszy kawałek new romantic...;)
              > jaki słyszałem od lat

              Jeszcze bym przeżył, gdyby nie to, co się dzieje od mniej więcej 1:17...

              A jeśl chodzi o Ultravox, to się zgadzam ;)
              • mechanikk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 07.12.05, 18:44
                E, no bez przesasdy, w przypadku Wolfa jestem w stanie znieść nawet ten
                techniawkowy bit, zresztą, on nie jest wcale taki zły, bo choć zalatuje
                produkcjami Scootera, robi taki mroczny klimacik. Piosenka jest świetna, ja bym
                jej 7/10 dał.
    • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 14.12.05, 04:14
      ok, ok..wiem ze jestem spóźniony...
      skladak który dostałem jest...hmm...nocny:), mroczny, pokręcony, malo w nim
      słów i duzo ciekawych dźwieków. gdyby ktoś mi wcisnął kit że to wszystko jednej
      kapeli to bym łyknął bo bardzo to spójne.

      i najwazniejsze: nie znam żadnej kapeli, żadnego kawałka, nie orietuję się w
      tej muzie i nie potrafie o niej pisać...no ale chociaz troche wypocę:

      1. killer - narastajace pianino, niepokojacy rytm i recytacja.
      Nieco...hmmm...post rockowe. mozliwe ze Mogwai. w kazdym razie te klimaty 9,5/10

      2. a tu zaczyna się spokojną gitarą, jest dosyć kameralnie i przyjemnie dopóki
      nie wejdzie wokal. wokal jest niepokojący, szepczący, być może cierpiący, na
      pewno mroczny nieco. Utwór ciagnie się ale nie nuży, tempo narasta. troche jak
      ze sciezki dxwiekowej do jakichs twin peaksów. killer kolejny 9/10

      3.odmiana - wokal jak ...Cohen (???). takie wrażenie wywołuja też te panie
      spiewajace z tylu (wiem, wiem ..to nie Cohen...ale podobieństwo jest). bardzo
      ładne granie. trochę w stylu smutnych panów z gitarą akustyczną. takie rzeczy
      uwielbiam. poziom składaka jak na razie wyśmienity 9,5/10

      4. kolejny wokal Cohenowski. Marszowy rytm na poczatku. z czasem wyłaniaja się
      rózne fajne dźwieki (jakies klawisze takie super titititititititit w tle).,
      dochodzą pojedyncze dźwieki gitary, a pan niezmiennie ponury, w jednym tempie.
      Z czasem wokal wyraźniejszy i chyba cora bardziej podkurw...ny. Utwór
      intrygujący 8,5/10

      5. to tez mi brzmi jak mogwai czy jakis inny tortoise. gitara fajnie kreci na
      poczatku. takie dziwne granie, powtrarzane w kółko zakręty. świerszcze w tle
      (cholera słucham tego w pracy na nockach, jestem sam jedem w sali bankowej w
      ogromnym budynku i uwierzcie ze robi wrażenie). ale w sumie to był króciutki
      przerywnik 8,5/10

      6. znowu mi mogwaiem zajezdża poczatek (dxwieki wydawane przez gitare). w tle
      jakies pogłosy. potem wyciszenie i bez poglosów sama gitara charakterystycznie
      uzyta. znowu cos w tle narasta itd. pod koniec robi sie z tego szum i bity.
      niezłe choc moze nieco nużące 7,5/10

      7. nie kumam kawałka. nie widze sensu. nie lubię tak śpiewających, nawiedzonych
      pań. patos i jakaś taka rozdęta , sztuczna atmosfera. kawałek zmierzajacy do
      nikad. może wpasował się w jakis tam album ale wyrwany z kontekstu po prostu
      drazni 2/10

      8. trochę jakby kontynuacja poprzednika, ale bez wokalu. nie słyszę nic
      ciekawego w tych dźwiekach. wiecej tu szumu niz sensu jak dla mnie. nie mój
      swiat. jakis tam glos z oddali sie wylania i troche ratuje koncówkę 3,5/10

      9. zaczyna sie jak rozregulowane radio, z czasem rozregulowane radio ustępuje
      jakims dźwiękom pełnym chaosu. wydaje mi sie ze microphones stac by było na cos
      takiego (jako jakis przerywnik), potem dalej rozregulowane radio...ciagle
      szukamy fal. i nic z tego nie wynika 2/10

      10. nie podoba mi sie kierunek w jakim poszła ta skladanka. byłem zachwycony
      poczatkiem a teraz znowu jakbysmy łapali przez radiostacje nadających
      kosmitów...zieeeew 3/10

      11. i dalej...cholera ja tego na serio nie kumam 2/10

      12. w podobnej konwencji. nawet nie wiem jak o tym pisać. choc i tak z ca łej
      drugiej połowy płyty to mi sie podoba najbardziej 4/10

      generalnie płyta jak widac w połowie mnie zachwyciła, w połowie rozczrowała.
      ale ciesze sie ze to poznałem. nowe dxwieki, nowe doświadczenia. nie ma
      wątpliwości że autorem jest osoba nieźle obcykana w takich "ambitniejszych"
      muzycznych klimatach. czekam na liste wykonawców






      • nemrrod Nareszcie... ;) 14.12.05, 10:06
        Bardzo cieszę się z tego stwierdzenia:

        > bo bardzo to spójne

        bo o to mi chodziło i długo nad tym siedziałem, a z efektów i tak nie byłem do
        końca zadowolony. Sam narzuciłem sobie ograniczenie, że składanka będzie w
        klimatach postrockowo-elektronicznych, co ostatecznie okazało się utrudnieniem,
        bo stwierdziłem, że nie mam znowu tak wielu "nocnych" kawałków w tej akurat
        stylistyce, które by w dodatku ze sobą jakoś tam współgrały i komponowały w w
        miarę spójną całość. Potem męczyłem się nad kolejnością itd.

        Generalnie cieszę się, że *cokolwiek* z tej składanki się Tobie spodobało. Dodam
        że dla mnie każdy z tych utworów to co najmniej 8/10 :)

        > 1. killer - narastajace pianino, niepokojacy rytm i recytacja.
        > Nieco...hmmm...post rockowe. mozliwe ze Mogwai. w kazdym razie te klimaty
        > 9,5/10

        Blisko, blisko, bo to Hood jest. Z płyty "The Cycle of Days and Seasons".
        Idealny opener według mnie.

        > 2. a tu zaczyna się spokojną gitarą, jest dosyć kameralnie i przyjemnie dopóki
        > nie wejdzie wokal. wokal jest niepokojący, szepczący, być może cierpiący, na
        > pewno mroczny nieco. Utwór ciagnie się ale nie nuży, tempo narasta. troche jak
        > ze sciezki dxwiekowej do jakichs twin peaksów. killer kolejny 9/10

        Postrockowo-ambientowy projekt Pan American, wyjątkowo w piosenkowej formie, z
        zeszłorocznej płyty "Quiet City". A na trąbce Rob Mazurek. Na marginesie - ten
        utwór zdecydowanie nie jest reprezentatywny dla twórczości Pan American, w
        podobnym stylu jest jeszcze tylko opener z "Quiet City".

        > 3.odmiana - wokal jak ...Cohen (???). takie wrażenie wywołuja też te panie
        > spiewajace z tylu (wiem, wiem ..to nie Cohen...ale podobieństwo jest). bardzo
        > ładne granie. trochę w stylu smutnych panów z gitarą akustyczną. takie rzeczy
        > uwielbiam. poziom składaka jak na razie wyśmienity 9,5/10

        Heh, ciekawe co na to porównanie sprawca zamieszania - Jim O'Rourke :) To jego
        najbardziej przystępne, liryczne oblicze. Tytułowy z epki "Halfway to a Threeway".

        > 4. kolejny wokal Cohenowski. Marszowy rytm na poczatku. z czasem wyłaniaja się
        > rózne fajne dźwieki (jakies klawisze takie super titititititititit w tle).,
        > dochodzą pojedyncze dźwieki gitary, a pan niezmiennie ponury, w jednym tempie.
        > Z czasem wokal wyraźniejszy i chyba cora bardziej podkurw...ny. Utwór
        > intrygujący 8,5/10

        Już gdy składanka była prawie gotowa zorientowałem się, że zapomniałem o jednej
        z najbardziej nocnych płyt, jakie ostatnio słyszałem. Mowa o self-titled grupy
        The For Carnation, pogrobowcu Slint. To opener z tej płyty.

        > 5. to tez mi brzmi jak mogwai czy jakis inny tortoise

        Bingo! To Tortoise z "Millions Now Living Will Never Die".

        > 6. znowu mi mogwaiem zajezdża poczatek (dxwieki wydawane przez gitare). w tle
        > jakies pogłosy. potem wyciszenie i bez poglosów sama gitara charakterystycznie
        > uzyta. znowu cos w tle narasta itd. pod koniec robi sie z tego szum i bity.
        > niezłe choc moze nieco nużące 7,5/10

        Możliwe że "David" nie do końca tu pasuje, ale to mój ulubiony kawałek duetu
        Labradford. O wiele bardziej pasowałby tu którykolwiek utwór z "E Luxo So", ale
        wtedy jeszcze nie znałem tej płyty.

        > 7. nie kumam kawałka. nie widze sensu. nie lubię tak śpiewających,
        > nawiedzonych pań. patos i jakaś taka rozdęta , sztuczna atmosfera. kawałek
        > zmierzajacy do nikad. może wpasował się w jakis tam album ale wyrwany z
        > kontekstu po prostu drazni 2/10

        Ech... Jessica Bailiff nie jest nawiedzona, tylko uduchowiona, to nie jest
        patos, tylko tajemniczość, nie rozdęta, a rozmarzona, a atmosfera nie sztuczna,
        lecz nieziemska... :)

        > 8. trochę jakby kontynuacja poprzednika, ale bez wokalu. nie słyszę nic
        > ciekawego w tych dźwiekach. wiecej tu szumu niz sensu jak dla mnie. nie mój
        > swiat. jakis tam glos z oddali sie wylania i troche ratuje koncówkę 3,5/10

        To jedyny utwór, który znalazł się tu przez przypadek właściwie. Natknąłem się
        na wydany przez netlabel Metanoia Media album projektu Milieu w trakcie
        komponowania składaka i utwór "Six Fourteen" idealnie wpasował mi się w to
        miejsce. O samym projekcie nic nie wiem, poza okolicznościami w jakich powstała
        płyta "Brother" - została poświęcona nienarodzonemu bratu artysty, zmarłemu w
        wyniku poronienia. Smutne ambientowe pejzaże.

        > 9. zaczyna sie jak rozregulowane radio, z czasem rozregulowane radio ustępuje
        > jakims dźwiękom pełnym chaosu. wydaje mi sie ze microphones stac by było na
        > cos takiego (jako jakis przerywnik), potem dalej rozregulowane radio...ciagle
        > szukamy fal. i nic z tego nie wynika 2/10

        Hehe, spodziewałem się tego. Cóż, mnie się bardzo podoba, uważam, że to bardzo
        przejmująca muzyka. Tak, tak - muzyka :) To Tim Hecker z jakoś pominiętej i
        niezauważonej płyty "Mirages" z 2004.

        > 10. nie podoba mi sie kierunek w jakim poszła ta skladanka. byłem zachwycony
        > poczatkiem a teraz znowu jakbysmy łapali przez radiostacje nadających
        > kosmitów...zieeeew 3/10

        A mi się druga połowa chyba bardziej podoba :) O ile dobrze liczę, to jestem
        czwartą osobą, która umieściła na składance Fennesza :) Wybitnie nocne "A Year
        in a Minute" z "Endless Summer".

        > 11. i dalej...cholera ja tego na serio nie kumam 2/10

        Znowu Tim Hecker, z tej samej płyty. Wiem, nie powinno się tak robić, ale nie
        potrafiłem wybrać pomiędzy "Acephale" a "Balkanize-You". Poza tym oba te utwory
        świetnie komponują się z kawałkiem Fennesza.
        O tym już pisałem - "Balkanize-You" to dla mnie GY!BE przetłumaczone na język
        zer i jedynek :)

        > 12. w podobnej konwencji. nawet nie wiem jak o tym pisać. choc i tak z ca łej
        > drugiej połowy płyty to mi sie podoba najbardziej 4/10

        To ambientowi radykaliści ze Stars Of The Lid. To samo środowisko i ta sama
        chicagowska wytwórnia, co Labradford i Pan American - Kranky.

        > generalnie płyta jak widac w połowie mnie zachwyciła, w połowie rozczrowała.
        > ale ciesze sie ze to poznałem

        Czyli pomysł, żeby podzielić składankę na dwie odmienne stylistycznie części był
        trafiony. Przecież nie mogło być tak miło przez cały czas, wszak element
        poszerzający odgrywa niebagatelną rolę :)

        > nie ma wątpliwości że autorem jest osoba nieźle obcykana w takich
        > "ambitniejszych" muzycznych klimatach.

        No wiadomo! Hehe ;))

        Pozdrawiam.
      • nemrrod Tracklista 14.12.05, 10:15
        01. HOOD Houses Tilting Towards The Sea ["The Cycle Of Days And Seasons", 1999,
        Domino]
        02. PAN AMERICAN Skylight ["Quiet City", 2004, Kranky]
        03. JIM O'ROURKE Halfway To A Threeway ["Halfway To A Threeway EP", 1999, Domino]
        04. THE FOR CARNATION Emp. Man's Blues ["The For Carnation", 2000, Domino]
        05. TORTOISE A Survey ["Millions Now Living Will Never Die", 1996, Thrill Jockey]
        06. LABRADFORD David ["Fixed::Content", 2001, Blast First/Kranky]
        07. JESSICA BAILIFF Disappear ["Jessica Bailiff", 2002, Kranky]
        08. MILIEU Six Fourteen ["Brother" (mp3), 2005, Metanoia Media]
        09. TIM HECKER Acéphale ["Mirages", 2004, Alien8 Recordings]
        10. FENNESZ A Year In A Minute ["Endless Summer", 2001, Mego]
        11. TIM HECKER Balkanize-You ["Mirages", 2004, Alien8 Recordings]
        12. STARS OF THE LID Fucked Up (3:57 AM) ["The Ballasted Orchestra", 1996, Kranky]
        • pszemcio1 Re: Tracklista 16.12.05, 01:48
          hood , jim orourke i Pan American do poznania, a tortoise do uzupełnienia

          dzięki
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 17.02.06, 19:55
      A może byśmy tak trzeci raz wypalili? ;)
      • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 17.02.06, 20:38
        jestem za
        • grimsrund Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 17.02.06, 22:08
          Za :)
          • polleke Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 18.02.06, 00:11
            Hmmm. Czy Naród ma jakieś życzenia odnośnie tematu?
            • pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 18.02.06, 00:16
              polleke napisała:

              > Hmmm. Czy Naród ma jakieś życzenia odnośnie tematu?

              Generalnie są dwie propozycje jak na razie:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=32192550&a=35754853&wv.x=0
              (ten i kilka następnych postów)
              • polleke Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 19.02.06, 15:02
                pagaj_75 napisał:

                > Generalnie są dwie propozycje jak na razie:

                O, dziękuję. Widzę, że musiałam nawiązać telepatyczne porozumienie z kilkoma
                forumowiczami, bo na mojej liście stoi "Who do you love when the dancefloor
                calls" :) To może jakoś niedługo.
                • pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 19.02.06, 21:07
                  polleke napisała:

                  > O, dziękuję. Widzę, że musiałam nawiązać telepatyczne porozumienie z kilkoma
                  > forumowiczami, bo na mojej liście stoi "Who do you love when the dancefloor
                  > calls" :)

                  "I bet you look good on the dancefloor" hehehe. Czekamy w napięciu.
                  • grimsrund Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 19.02.06, 22:38
                    "Taniec zaludnia piekło"

                    No, to będzie ciekawa składanka...
                    • mechanikk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 19.02.06, 22:41
                      > "Taniec zaludnia piekło"

                      To może od razu "Danse Macabre"?
                      • tymbarski A ja dostanę wreszcie recenzję swojej? 20.02.06, 13:14
                        Czy nie?
                        • polleke Re: A ja dostanę wreszcie recenzję swojej? 20.02.06, 21:17
                          Sprawdziłam kto jest winowajcą, ale nawet nie mogę go połajać, bo sama wciąż
                          nie opisałam składanki od Jacka9. Jestem beznadziejna. Posypuję głowę popiołem
                          i siadam do pisania. Może powinnam sobie dać bana na kolejne swapy :/
                          • janek0 Re: A ja dostanę wreszcie recenzję swojej? 20.02.06, 21:26
                            polleke napisała:

                            > Sprawdziłam kto jest winowajcą, ale nawet nie mogę go połajać, bo sama wciąż
                            > nie opisałam składanki od Jacka9. Jestem beznadziejna. Posypuję głowę popiołem
                            > i siadam do pisania. Może powinnam sobie dać bana na kolejne swapy :/
                            może lepiej w ramach kary wyślij swoją następną składankę do wszystkich ?
                            ;)
                        • kkrzysiekk Re: A ja dostanę wreszcie recenzję swojej? 24.02.06, 19:39
                          dostaniesz jak tylko TePsy mi uruchomią na nowo Neo, od 2 tygodni nie potrafią
                          cesji umowy zrobić, na razie net mam tylko w pracy ;(
    • janek0 nowy wątek 20.02.06, 20:50
      Jest tu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka