Dodaj do ulubionych

2005 inaczej

01.01.06, 22:01
Dobra, rankingi rankingami, ale przecież przez rok cały nie słuchamy li i
jedynie bieżących nowości, a przynajmniej ja na pewno nie (shame on me). Dla
mnie rok 2005 obfitował w mnóstwo muzyki, i to przeważnie bardzo dobrej, bo
jakże by inaczej? W związku z tym kilka spostrzeżeń:

1. To był rok, w którym praktycznie już przestał mnie interesować rock jako
taki. Większość nowych zespołów gitarowych mnie nudzi, starych słucham z
ciekawości (żeby się trochę "poszerzyć"), ale bez entuzjazmu. Zainteresowania
poszły zdecydowanie już w kierunku jazzu (starego przeważnie na razie) i
elektroniki (obecnej, ale również tej bardzo starej, prehistorycznej wręcz).
Być może tak naprawdę rock nigdy nie był "moją" muzyką, ale spełnił swoją rolę
jako punkt startowy.

2. Sporo różnorakiego ambientu, więcej niż kiedykolwiek. Klasycznego i nie. W
związku z tym bójcie się, ale za jakiś czas będzie epicka monografia w wątku
dla początkujących, średnio- i bardzo zaawansowanych.

3. Przeprosiłem się z Biospherem. Oficjalnie cofam większość złych słów jakie
wypowiedziałem pod adresem Geira Jenssena. Wprawdzie nadal nie mam odwagi
wysłuchać ponownie "Autour de la Lune", ale przyznaję, że doznałem w tym roku
przy "Shenzhou", miłe chwile spędziłem przy "Cirque", "Insomnia", doceniłem
pewne rzeczy na "Microgravity" i "Patashniku", z zainteresowaniem wysłuchałem
"remiksów" Nordheima z płyty "Nordheim Transformed"... No dużo się nasłuchałem
Biosfery w 2005, a teraz czekam na premierę pełnej wersji "Dropsonde" już za
niecały miesiąc. (Tutaj miejsce dla ironicznego "a nie mówiłem?" Braineatera ;))

4. Skoro już przy dźwiękach ambientalnych jestem, to na horyzoncie moich
zainteresowań pojawiły się różnorakie drony i inne dźwięki dronopodobne -
"Irrlicht" Schulzego, "71" Clustera, z rzeczy nowszych - "Playthroughs"
Whitmana, tegoroczna EP-ka Fennesza i Sakamoto, "Morals and Dogma" Deathproda
czy rzeczone "Shenzhou".

5. Skoro Schulze i Cluster, to już szybki i niedaleki skok do krautrocka -
wreszcie mogłem trochę czasu poświęcić na posłuchanie paru płyt, ale i tak
jeszcze sporo zostało na ten nowy rok. Zapowiada się nieźle.

6. Jeśli Biosphere i Deathprod, no to oczywiście nie można zapomnieć o Rune
Grammofon, czy generalnie o Norwegii. Zdecydowanie największy odpał od czasu
mojej fascynacji muzyką Autechre. Zgłębiam katalog powoli i jak już zgłębię,
to też machnę jakieś drogowskazy dla innych. Taki będę.

7. Jazz - stary katalog Blue Note za sprawą artykułu Księżyka w pewnym
periodyku internetowym. Ale na ten temat nie będę się wypowiadał, bo za mało
wiem o tej muzyce, żeby posiadać jakieś punkty odniesienia i cokolwiek
polecać/odradzać.

8. Sporo jednostkowych podjarek z różnych półek - Jelinek, Khonnor,
Kammerflimmer Kollektief, Mazzy Star, Prefab Sprout, The Bad Plus... itepe itede.


Więcej grzechów nie pamiętam, ale jak sobie przypomnę to napiszę. A jak u Was
to wyglądało?
Obserwuj wątek
    • ilhan Re: 2005 inaczej 01.01.06, 22:20
      Potencjalnie dość ciekawy wątek, choć po krótkim zastanowieniu raczej nie w moim przypadku. Nie żeby był to dla mnie rok muzycznie nieekscytujący, wręcz przeciwnie. Po prostu nie dokonała się żadna drastyczna zmiana poglądów na muzykę. Próby ogarniania wszystkiego na raz, po trochu - to nie ja. Zgłębiałem więc kilka konkretnych nurtów, zdecydowanie zasmakowałem w poznawaniu całych dyskografii - myślę że udało mi się całkiem porządnie ogarnąć całą twórczość paru ważnych artystów i jestem z tego bardzo zadowolony, że moją wiedzę w temacie The Jam, XTC, The Triffids, Echo & The Bunnymen i paru innych mogę *wreszcie* ocenić jako satysfakcjonującą.

      Rzeczy które wybierałem do zgłębiania bywały przeróżne, aczkolwiek wciąż głównie z określonej półki. No ale ta półka wydaje mi się tak szeroka, że żeby ogarnąć ją właściwie będę pewnie potrzebował jeszcze kilku lat. Potem może przyjdzie czas na inne rzeczy. Na razie klaruje mi się obraz lat osiemdziesiątych jako dekady, która sprawia mi zdecydowanie najwięcej przyjemności, a że przy tym zostało mi tu jeszcze kilka luk, to pewnie 2006 przyniesie tu kolejne poważne podjarki.
    • mechanikk Re: 2005 inaczej 01.01.06, 22:26
      Jeśli o mnie chodzi, to 2005 rok był czasem, w którym na płyty wydałem
      stanowczo za dużo pieniędzy, postępującego uzależnienia itd itp ;)

      Poza tym:

      1.Jakoś mniej niż zwykle obchodziły mnie dokonania Polaków, nie wiem czy
      słusznie, choć wydaje mi się, że nastapił jakiś zastój, nic specjalnie uwago
      mojej nie przyciągnęło, a nielicznych poznanych przeze mnie polskich płyt
      postanowiłem nawet nie uwzględniać w podsumowaniu.

      2.Po drugie, wreszcie zaczałem wychylać ucho w kierunku klasyki, i tak:
      renesans The Smiths, postanowienie zmierzenia się z całym dorobkiem np.
      Bowiego, Lou Reeda, Briana Eno, Stereolab, poza tym bardzo ciągnie mnie w
      kierunku szeroko pojetych lat 80., wszystko to w pełni do zrealizowania w 2006
      roku.

      3.Coraz bardziej rozmyslam nad poważnym zanurzeniem się w rejony, o których
      pisze zwykle pan Pagaj. I tak, postanawiam sobie na przyszły rok przyswojenie
      sobie ambientowej klasyki. Czy mi sie uda, to nie wiem, ale się postaram.

      4.I jeszcze jedno spostrzeżenie: wszystkiego jest za dużo. I to mnie frustruje,
      bo potrzeba mi jakiegoś "usystematyzowania", a tu chaos jakiś, dziesiątki płyt
      na które nie ma czasu, w związku z czym masa wartościowych rzeczy ucieka gdzieś
      po drodze. Ciężkie to hobby, słuchanie muzyki, może lepiej znaczki zbierać ;)

      5.Aha, w tym roku przestałem ogladać tv i prawie przestałem słuchać radia,
      przestawiając się na media "pisane". Jeno jeszcze ten Chaciński i Hawryluk
      grają u mnie (chociażby teraz).
    • tomash8 Re: 2005 inaczej 01.01.06, 22:42
      Przede wszystkim odkrycie doom metalu. Ale nie smętów typu My Dying Bride czy
      inne Paradise lost, a cięzkie post sabbatowe granie w stylu Candlemass,
      Pentagram, St Vitus, The Obsessed, SHeavy. Oprócz tego zafascynowałem się
      punkiem 77, a także Oi-em(choć oczywiście nie tym "patriotycznym"). No i
      absolutne odkrycie roku - płyta "Graveyard Cowboys" Białostockiej Neuropathii.
      Połączenie ostrego, ale dość pokręconego grindu z bardziej rock'n'rollową jazdą
      spod znaku Motorhead, muszę sie szybko zaopatrzyć w najnowszą płytę "Satan is a
      cunt" gdzie panowie ponoć poszli jeszcze bardziej w stronę rock'n'rolla. Co
      jeszcze? Udało mi się wreszcie zdobyć nagrania Siekiery w jakiejś sensownej
      kopii, zacząłem słuchać więcej grindcore'a, prawie wcale nie słuchałem prog
      rocka, z wyjątkiem Rush. W 2005 słuchałem też znacznie więcej germańskiego
      thrashu niż dawniej, a także więcej technicznego death metalu gościło w moim
      odtwarzaczu(Atheist, Nocturnus, Cynic, Sadus). Chyba tyle.
    • braineater Re: 2005 inaczej 01.01.06, 22:44
      ..a nie mówiłem...:)

      a tak ad meritum:

      - poważny spadek w słuchaniu jazzu i okolic. Nijak nie umiałem się przekonać do
      wysłuchiwania długaśnych kompozycji z improwizatorskimi popisami na
      wirtuozerskim poziomi. Zaczęło mnie to męczyć swoim wyidealizowaniem.

      - ostry zwrot w stronę piosenkowania - od Joasi Newsom, przez Cocorosie po
      oczywiście Devendrę B. Zacząłem tęsknić za ludzkim głosem.

      - Najwazniejsze odkrycie roku - oczywiście w/w Devendra Banhart i jego świat
      autystycznego hippisa zagubionego w czasie. Miłośc narastała od mniej więcej
      marca, aż do kulminacji w postaci Cripple Crow. Banhart dołaczył do panteonu
      nieusuwalnych bogów, obok Waitsa, Zorna, Tiger Lillies i Diamandy Galas.

      - kompletna rezygnacja z osłuchiwania 'contemporary composers'.

      - mało świeżej elektroniki, stąd szybkie wglądy w gitarowców - i tu zachwyt
      ponowny Scoffieldem, diMeolą i Firthem, których odstawiłem pare lat temu.

      - soełnione jedno z koncertowych marzeń zycie i zobaczony prawie, że
      przypadkiem jeden z najlepszych koncertów na jakich byłem - czyli, po pierwsze
      Otomo Yoshihide Jazz Ensamble, oraz po drugie, genialny DJ Vadim jako One-self,
      robiący na żywo tysiąckroć mocniejsze wrażenie niż na płytach.

      - i na koniec - po polsku - wreszcie Starzy Singers, wreszcie nadający się do
      słuchania Kult, oraz najlepsza płyta Wirkusa. Prócz tego jeszcze odkrycie
      polskiego ragga, które coraz bardziej mi sie podoba:)


      P:)
    • grimsrund Re: 2005 inaczej 01.01.06, 22:48
      A u mnie jak zawsze, metodą "pijane dziecko we mgle". Nic nie wiem, nie mam
      żadnego planu, słucham co mi wpadnie w łapy... Tak jakoś. I oby tak pozostało :)


      > czekam na premierę pełnej wersji "Dropsonde" już za
      > niecały miesiąc.


      Znaczy się, będzie jeszcze jakaś inna, dłuższa niż ta 37-minutowa?
      • pagaj_75 Re: 2005 inaczej 01.01.06, 22:52
        grimsrund napisał:

        > > czekam na premierę pełnej wersji "Dropsonde" już za
        > > niecały miesiąc.
        >
        > Znaczy się, będzie jeszcze jakaś inna, dłuższa niż ta 37-minutowa?

        Tak. Z tego co wiem, ta 37-minutowa ukazała się jako taki apetizer jedynie na
        winylu. Wersja CD ma być dłuższa.
    • roar Re: 2005 inaczej 02.01.06, 02:12
      1. To był rok, w którym praktycznie już przestał mnie interesować rock jako taki. Większość nowych zespołów gitarowych mnie nudzi, starych słucham z ciekawości (żeby się trochę "poszerzyć"), ale bez entuzjazmu. (Co najśmieszniejsze, nigdy nie słuchałem tak dużo klasyki rocka, jak ostatnio.) Zainteresowania poszły zdecydowanie już w kierunku tak zwanego popu, tak zwanego folku i wszelkich tego typu wynalazków funkcjonujących w tej chwili na obrzeżach muzyki rockowej i wrzucanych z nią do jednego wora chyba tylko ze względów kulturowych.

      2. No właśnie. Mam straszny zamęt w głowie, jeśli chodzi o terminologię. Już miałem wszystko poukładane - jest rock, jest elektronika, w rocku jest indie, prog-rock, post-rock, i jakieś nie_interesujące_mnie_zbytnio metale i punki, w elektronice jest IDM, ambient, i jakieś nie_interesujące_mnie_zbytnio nagrania taneczne... A teraz, docierając do coraz bardziej ekstremalnych przykładów muzyki z pogranicza wszystkiego, co jest tylko możliwe... tracę grunt pod nogami. Bardzo z tym walczę, ale wymaga to ode mnie masy wyrzeczeń i rekonfiguracji.
      Co najważniejsze - dotarło do mnie w końcu, że o przynależności "stylistycznej" wykonawcy w większości przypadków decydują względy (sub)kulturowe, nie zaś czysto muzyczne. Aż dziw, że mój budowany na definicjach stylów aparat pojęciowy to przetrzymał...

      3. Praktycznie olałem elektronikę, przez co jest mi trochę przykro. Powód jest prosty - w dużych dawkach większość nagrań elektronicznych jest dla mnie męcząca. Nie jestem w stanie się przymusić. Wolę łatwą i przyjemną muzyczkę popową, prawda. Nie zamierzam zrywać zupełnie, w głębi duszy jestem jednak ciągle elektro. Zawiesiłem natomiast czynne poszukiwania i będę się ograniczał jedynie do nagrań przefiltrowanych już przez osoby, którym gustom ufam. Z których to osób większość pisze tutaj. :D

      4. Pop. Nie muzyka popularna jako rozrywkowa, tylko pop. To nieokreślalne coś, wymykające się wszelkiej kategoryzacji i wszelkim schematom. Polyphonic Spree grają pop. Flaming Lips grają pop. Cocteau Twins grają pop. Animal Collective też grają pop. I Sufjan Stevens też gra pop. I Kate Bush też. Każdy, kto nie da się zaszufladkować w sztywne ramy stylistyczne, a kto tworzy muzykę, której główną wartością jest jej melodyka, a głównym celem - wywołanie przeżycia estetycznego u słuchacza w najbezpośredniejszy z możliwych sposobów, okazuje się grać pop. A większość z tych, co popu nie grają, dała się wtłoczyć w sztywne ramy jakiegoś gatunku i nie potrafi z nich wyjść. Pop to słowo wytrych, które rządziło moimi muzycznymi poszukiwaniami A.D. 2005. Raz wychodziłem na tym dobrze, raz gorzej, ale jeszcze się nie zniechęciłem, co sobie poczytuję za sukces.

      5. Silver Mt. Zion. Band of the Year. A to nawet nie jest pop. Cztery genialne płyty, jedna lepsza od drugiej. Jedna inna od drugiej. Głupio piszę, wiem, ale po prostu brak mi słów.

      6. Gagaku. Japońska klasyka. Cudowne instrumentarium. Muzyka w całości zbudowana na dronach i krótkich ścieżkach perkusji, w naturalny sposób minimalistyczna, omijająca wszystkie zachodnie schematy tonalne. I takie wspaniałe uczucie oświecenia, które spotkało mnie dopiero po raz trzeci w życiu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałem. Nie wiedziałem, że tak można. A czuję się, jakbym całe życie na to czekał. Teremin. Polyphonic Spree. I teraz to.

      7. Last but not least, to był rok, w którym zacząłem wreszcie uczyć się gry na gitarze. Nie, nie twierdzę, że cokolwiek w tej chwili umiem. Ważny jest raczej sam fakt powolnego odkrywania możliwości i ograniczeń instrumentu, które sprawia, że inaczej zaczynam patrzeć na graną za jego pomocą muzykę. A to przecież najpopularniejszy instrument na świecie - więc wpływ takich doświadczeń na odbiór (i osobistą koncepcję) muzyki jest olbrzymi. Musi być.

      8. No i, oczywiście, czytałem magazyny muzyczne, czytałem forum... Czytałem, chłonąłem, ściągałem, słuchałem... Chaotycznie, po łebkach, ale starałem się być "w temacie" z każdym istniejącym odgałęzieniem w muzyce. Powoli będę wchodził w metal (od własnej, ambientowo/eksperymentalnej strony), powoli będę wchodził w jazz. Bez pośpiechu, bez paniki. Wszystko zdążę poznać. Tu mam szansę trafić na te najlepsze.

      Kierunki rozwoju na rok 2006... Supersilent?
      • roar Addendum. 02.01.06, 02:24
        Jesu, jak mogłem zapomnieć...!

        9. The Beatles.
    • pszemcio1 Re: 2005 inaczej 02.01.06, 08:36
      na pewno zwrot w strone lat 80. Echo and the bunnymen, psychedelic furs, talk
      talk, talking heads i inni
    • aasiek Re: 2005 inaczej 02.01.06, 10:03
      1. Punktów zbyt wiele nie będzie, ale niech, tam, nie będę się wyłamywać ze
      stylistyki. Jako pierwsze - typowe dla mnie - poznawanie płyt z roku
      poprzedniego na początku nowego. Przykłady - Secret Machines, The Arcade Fire (w
      całości - bo wcześniej tylko wyrywkowo). W tym będzie na pewno tak samo (choć
      nadchodzą zmiany życiowe i możliwe, że do nowej muzyki nie będę miała już
      takiego dostępu :/).
      2. Lekkie zobojętnienie na nowości, na co skarżyłam sie od dłuższego czasu i co
      do dzisiaj mi nie przeszło.
      3. Ale generalnie siedzę ciągle w tym, w czym dotychczas, czyli w muzyce
      rockowej. Na inne "tereny" wypuszczam się rzadko i raczej niechętnie.
      Zaawansowana skleroza nie pozwala mi na podanie ewentualnych przykładów ;)
      • aasiek Re: 2005 inaczej 02.01.06, 19:48
        4. Aha, najpierw bardzo wyrywkowo, potem bardzo chaotycznie poznawałam Sufjana
        S. Niesamowicie przyjemne doświadczenie.
    • obly Re: 2005 inaczej 02.01.06, 11:34
      2005 u mnie był rokiem nie tyle spektakularnym w rozwój ucha (takim był 2003)
      ale specyficznie mi sie zmienia podejscie do muzyki.. czuję sie jakbym sobie
      dorastał do pewnych rzeczy ktore cierpliwie czekały sobie na ten własnie
      moment. Ucierpiały dlategóż na tym nowości, jest to następstwo zmian moich
      upodobań i jescze raz słucha mi sie wszystko co brzmiało przed laty i śmieszne
      niektóre wnioski są.

      Fakty: Ostatecznie rock jako spójna stylistyka odszedł sobie, wszystko co
      odnosi się do swojej li tylko stylistyki przede wszystkim znika, po prostu tego
      nie zauważam. Wszystko co próbuje walczyć z formalizmem wyskakuje jak bojka na
      wierzch. Zresztą wszelkie cechy antyformalne również mimo wszystko staja się za
      chwilkę również ograniczeniem dlatego traktuje to jako fragment procesu gdzie
      nowy rok jest jedynie skalą na miarce wyznaczoną poprzez grudniowy wzrost
      sprzedaży płyt.

      Drastycznych muzycznych objawień brak:
      Jest cierpliwe wypełnianie dzwięków po spustoszeniu mojej wrażliwości muzycznej
      przez krautrock (2002-3 rok u mnie). Zmieniło się kompletnie wszystko i w sumie
      tak naprawdę nic. Te same rzeczy brzmią inaczej po prsotu. Kompletne odejscie
      od około-grungeu w tym mojego ulubionego Soundgarden, Suicidal Tendences,
      Living Colour i słuchanie okazjonalne ze względów sentymentalnych.
      Teraz jest cierpliwe zbieranie dyskografii Klausa Shulze, Franka Zappy,
      odkrywanie Johna Coltrainea, Herbiego Hancocka, Uzupełnianie Milesa Davisa
      (Windą na szafot!!!thx braineater). Poza tym dozbierywanie działań pana Mike
      Pattona i zrozumienie że najlepsze jego rzeczy były robione poza FNM (Mr
      Bungle), szperanie w elektronice pomiędzy Cabaret Voltaire a Autchere, The
      Future Sound of London...
      Z nowych rzeczy to zachwyt nad Food (dzięi pagaj) i (dzięki good morning)
      Cloroform... jest jeszce mnóstwo pobocznych niezgłębionych wątków których
      niezdążyłem.. Diamanda Galas, Wolfsheim, Swans, Lacrimosa.... wybrzydzany przez
      mnie muzyka określana jako parszywy gotyk (i około dzwięki) wciska mi się teraz
      na serce jak pasta z tuńczyka na chlebek razowy...

      Mity:
      Grzebanie w jazzie z lat 70, 80 który miejscami jest śmieszny, najciekawsze
      jest to ze jazz poszedł wtedy w stronę rocka jak duży wypasiony pies za malutką
      suką i patrzy na świerzość scen alternatywnych z zazdroscią, tak jak dziś
      ulubionym tematem jazzmanów jest Nirwana czy wręcz jazz-metal lub jazz-
      elektronika, tak jak wcześniej jazz-rap tak w latach 70 Jimi Hendrix i jego
      brzmienie kopiowane było przez Milesa Davisa (Live Evil), stąd wzieło mi się
      przekonanie aby jazzowi nie ufać za bardzo, jest to w dużej mierze bezładna i
      bezwładna masa dobrze uposażonych w technikę panów bez pomysłu na sztukę a
      większość ich sukcesów wynika z biegłości posługiwaniu sie instrumentarium co w
      pewnym sensie stało się dla nich ograniczeniem (grać prosto? ja? ja nie
      potrafię!! ale umiem o tak... (pat metheny nagrał z 20 płyt i za ch.p. nie wiem
      po co, wiem że sie narażam że sporo osób go tutaj lubi, żeby nie było ja teżgo
      lubię słuchać, ale jest to pewnego rodzaju droga kurefka która podobać co ma
      się nie podbac?)) z czego wyłamują się tylko najwięksi jazzmani o dużej
      osobowości i charakterze. Już teraz widać jak Jazz rozwija się w bardzo ciekawe
      sfery elektroniki i ambientu i miesza i komplikuje udziwnia i.... Ale nadal
      jest to tylko przetworzenie materii. Natomiast mitem nieupadłym jest wiara w
      energie młodych zdolnych. Po przeczytaniu kilku biografii wysnuwa się wniosek
      że wszelakie indywidualności stawają się juz w czasach nastoletnich, a
      potrojone wiarą i przekonaniem w to co się robi plus zatracany przez starszych
      idealizm oraz siedzeniem na dupie przez 18 godzin dziennie często
      trafićpotrafiąw rejony gdzie jeszcze nikt nie był. (no dobra przypadek 1 :10
      000) a o ile nie ustanaw rozwoju to dalsze życie jest tylko kontynuacją i
      następstwem myśli wyniesionych z młodych latek.
      Upadły mit: instytucja: Gwiazda rockowa.. ale o tym już gdzieś pisałem..

      Przepowiednie:
      Coraz częściej zerkam w stronę muzyki współczesnej, dzięki Frankowi Zappie
      odbyłem pierwsze, dość trudne i karkołomne jak dla mnie wycieczki: (ze względu
      na wstręt do instrumentarium smyczkowego i płaskość nagrań z lat 40 czy 60) -
      Webern, Stockhausen... jest to jaby przestrzeń gdzie zacieraja się wszelakie
      formalne ograniczenia pomiędzy klasyką, jazzem, elektronika i rockiem... i
      znajduje na powrót wspólny mianownik w postaci przestrzeni wypełnionej po
      prsotu różnorodnymi dzwiękami.
      Na razie przyznaję że nie wiem jak to ugryść, stoję w sklepie z płytami i
      przerzucam je jak załamany wegetarianin stosy mięcha...
      ...
      boję się jedynie że ilość ludzi bez charakteru w tego typie muzyki jest
      cośkolwiek większa.... mozę sie mylę...
      • kubasa Re: 2005 inaczej 02.01.06, 12:08
        Poliże niczym Marcin Wolski. Napisałeś Obły posta roku 2006.
        • geigo Re: 2005 inaczej 02.01.06, 14:12
          1. Przede wszystkim poczucie, że muzyki jest za dużo. Tzn. nie w sensie, że mogłoby jej być mniej - a raczej że na poznawanie tego wszystkiego, co chciałoby się poznać brakuje czasu, pieniędzy, pojemności dysku... :) I towarzyszące temu nieustanne, drażniące przeświadczenie, że przez ową wymuszoną powyższymi czynnikami selekcję traci się coś ciekawego, ważnego, może nawet wielkiego.

          2. Odkrycie mnogości muzycznych blogów i idące za tym - bardziej i mniej legalne ;) - dobrodziejstwa.

          3. Wejście w klimaty okołocountry'owate - Bonnie 'Prince' Billy, 16 Horsepower.

          4. Docenienie grania instrumentalnego, które do tej pory pozostawało jakoś na obrzeżach moich zainteresowań - Mogwai, GYBE!, A Silver Mount Zion.

          5. Lata osiemdziesiąte na tapecie - Echo & T. B., The Smiths, The Triffids.

          6. Dosłuchiwanie płyt wydanych w roku 2004 - Arcade Fire, Dungen, The Dears itp.
          • teddy4 Re: 2005 inaczej 02.01.06, 15:02
            Dla mnie to był rok rekordowego wręcz opuszczenia się w nowościach. W minionym
            roku prawie w ogóle nie słuchałem żadnych nowości. Ostatni raz tak miałem chyba
            w roku 1995. Co 10 lat tak mi się zdarza czy jak?:)
            Zauważyłem u siebie docenienie alternatywnego metalu i to (o dziwo) w wydaniu
            polskim. Darzamath i Trauma to naprawdę wysoce wysublimowane, chociaż bardzo
            radykalne dźwięki.
            Pogłębia się także tęsknota za przestrzennym brzmieniem lat 80-tych. Ach, jak
            przestrzenie tworzył kol. McNeill z Simple Minds:). Pojawia się tęsknota za
            prostym, twardym, granym kostką basem. Coraz mniej basistów gra w ten sposób,
            gdzie jest Andy Rourke np.?
            Na fali rewelacyjnej biografii Nicka Masona powróciłem po raz piętnasty do
            najlepszych czasów Pink Floyd (1968-1977).
            W ogóle to kupuję coraz mniej płyt, a coraz wiecej muzycznych DVD. Zamęczam
            teraz gości (Bagnos potwierdzi np.) DEVO, Psychedelic Furs czy New Order.
            • tomash8 Re: 2005 inaczej 02.01.06, 21:59
              Darzamat radykalny? i alternatywny???
              • teddy4 Re: 2005 inaczej 02.01.06, 22:04
                tomash8 napisał:

                > Darzamat radykalny? i alternatywny???

                Kurczę, jednak chyba się nie znam na tej dla mnie w sumie nowej muzyce.
                • tomash8 Re: 2005 inaczej 02.01.06, 22:10
                  Nie no ja lubie ten zespół, ostatnie płyty są całkiem przyjemne, ale "radykalnym
                  metalem" bym tego nie nazwał, ale nie czepiam się, luz:]
                  • cze67 Re: 2005 inaczej 03.01.06, 15:10
                    1. Zupełny prawie brak głodu na nowości (Mezmerize to jedyna zagraniczna nowa
                    płyta, którą poznałem!). Nie wiem, czy to oznaka staraości, czy po prostu
                    niewytłumaczalna niechęć do poznawania nowego.
                    2. Odkrycie grup Robotobibok (Nawyki Przyrody to coś cudownego) i Lao Che ("PW"
                    moja polska płyta roku). A także fajnej kapeli Afrokolektyw (ale tylko z
                    radiowego koncertu w Trójce):-)
                    3. Szał na punkcie System Of A Down (Mezmerize to chyba najczęściej puszczana
                    przeze mnie płyta w zeszłym roku).
                    4. Niezwykły, energetyczny koncert Shibusashirazu Orchestra na festiwalu
                    filmowym w Cieszynie.
                    5. Ogólnie dla mnie rok muzycznie dosyć słaby.
                    • cze67 Re: 2005 inaczej 03.01.06, 15:26
                      Acha, na początku zeszłego roku zniknęła z forum pixie, której obecności bardzo
                      mi brakuje:-(
    • glebogryzarka1 Re: 2005 inaczej 02.01.06, 19:31
      1) Przede wszystkim wróciłem do słuchania rocka, który to gatunek miałem w
      serdecznej dupie od dość dawna. Ktoś mi podrzucił na początku roku pierwszego
      Franza, oba Interpole i trochę wsiąkłem. Po stokroć niestety, kolejne
      docierające do mnie wydawnictwa kolejnych gitarowoniezależnych składów
      wywoływały u mnie coraz większe znudzenie. Ale dzięki zwrotowi w garaż
      przesłuchałem też sporo kozackiej klasyki ze szczególnym uwzględnieniem The Jam.

      2) Remanent z tzw. pozytywnego hip hopu. Bush Babees, Hieroglyphics, Brand
      Nubian, Jean Grae etc. Zdrowo dały mi te płyty do myślenia, ze szczególnym
      uwzględnieniem debiutu Jean Grae.

      3) Jazz mi wisi jak nigdy. Koledzy puszczali mi trochę nowoczesnych
      europejskich rzeczy z pogranicza - Molvaer, Wesseltoft, Bohren & der Club of
      Gore. Na razie to dla mnie ekwiwalent relanium, ale jeszcze spróbuję, coś w tym
      jest.

      4) Kolejny remanent - funk, soul, disco, a nawet pop-rock lat 70. Isaac Hayes,
      Chic, Curtis Mayfield, Steely Dan - mistrzowskie to wszystko, zwłaszcza pod
      względem brzmieniowo-aranżacyjnym. Sekcje smyczków, sekcje dętych, genialne
      analogi, rhodesy, clavinety, a mój basista musi sobie kupić jazz bass albo go
      wyrzucę. :D Teraz przebywam na etapie gmerania głębiej w epoce, wśród tzw. rare
      grooves.

      5) Ninja Tune i okolice, czyli głównie Herbaliser i Blockhead. Dwa moje
      największe odkrycia roku. Kiedyś pisałem, że to szkoła produkcji. Uczę się
      intensywnie. ;) No i Roots Manuva, który pospołu z nowym Commonem rządził w
      moim foobarze2000.

      6) Zawód roku to jednak nowy Kanye West. Po wstrząsającym debiucie - przyjemny,
      ale spływający po mnie jak woda po ściankach muszli album. Niepotrzebnie się
      zgrzałem.
      • ilhan Re: 2005 inaczej 02.01.06, 21:41
        glebogryzarka1 napisał:

        > Steely Dan - mistrzowskie to wszystko, zwłaszcza pod
        > względem brzmieniowo-aranżacyjnym. Sekcje smyczków, sekcje dętych, genialne
        > analogi, rhodesy, clavinety

        Właśnie nieśmiało dobieram się do Steely Dan. Nie przeczę, że to wszystko bardzo porządnie porobione, tylko chyba trochę nie mój klimat. (Konkretnie "Katy Lied" dopadłem, choć bardziej zależało mi na "Pretzel Logic", ale mniejsza z tym). No ale będę jeszcze walczył, pewnie za miesiąc wszystko odszczekam i będę się podniecał.
        • teddy4 Steely Dan 02.01.06, 22:02
          U mnie mają zasłużony renesans od paru ładnych lat. Też podniecam się tym
          rhodesem i hammondem z leslie (czasem przebija). No i ta sekcja, panie, ta
          sekcja, z nieodżałowanym Jeffem Porcaro na bębnie. Walter Becker potrafił
          absolutnie niewieśniacko nawet solówki do rzeczy grać, co Amerykanom rzadko się
          przecież zdarza.
          Jeśli kogoś nie porwie "Bodhisattva" najlepiej w jakiejś koncertowej wersji, to
          znaczy, że jakiś arytmiczny tenże:).
    • d84 Re: 2005 inaczej 04.01.06, 15:38
      1. Generalna muzyczna apatia - słucham mało nowych rzeczy, niewiele poznaje,
      nic mi się nie chce. It's no good.

      2. Ogólne olanie roku 2005. Co hajp to porażka, nie czuję trendy obecnie
      klimatów w ogóle. Heh, nawet ten Sufjan - doceniam pomysły, konstrukcje itp.
      ale ja tego słuchać często nie będę :] I guess I wasn't made for these ti..
      ekhm records.

      3. Zniechęcenie do współczesnej muzyki, ehm, gitarowej. Zwłaszcza brytyjskiej.
      Głównie jazda z klasyką. Z nagłych iluminacji, doznań czegoś niby znanego ale
      które nigdy nie chwytało - wygrywa Wire (thanx 2 MediaMarkt 3pack). "Odkrycie"
      roku - The Auteurs (God bless AMG)
      Aha, no i Pet Sounds, nareszcie skumałem do końca - tego nie wolno słuchać nie
      w lato.

      4. Zmasowany powrót do słuchania muzy, która kręciła mnie w liceum - od proto-
      nu-metalu ;) po britpop. Cofanie się w rozwoju? :)

      5. Zwrot o 180 stopni w stosunku do bandów, którymi niegdyś gardziłem - AC/DC,
      Weezer.

      6. Dość wyraźna polaryzacja gustu - albo popowe pioseneczki (choćby wspomniany
      Weezer), albo *coś bardziej, hmm, niedostępnego* (choćby Jelinek). Dla każdego
      (klimatu) coś miłego.

      7. Mniej czerni niż niegdyś. Co nie zmienia faktu, że jakbym robił jakiś
      ranking to połowa byłaby hiphopowa, bo to kiepski rok nie był ;)

      8. Kolejne nieudane podejścia do większośći jazzu. Będę jeszcze próbował, to
      pewnie jeszcze nie ten czas.

      9. Trochę bardziej zdecydowany zwrot ku elektronice - raczej nie tegorocznej,
      gdzieś tak z ostatniej dekady. Squarepusher=boss

      10. (Wzorem redaktorów pewnego portalu wypadałoby tu napisać, że przestałem
      czytać pitchforka, ale nie przestałem więc skończmy na tym :])
    • humbak Re: 2005 inaczej 06.01.06, 19:36
      Hih... mnie już na ranking energii brakuje. I tak dobrze że wiem, jaki album mi się w tym roku najbardziej spodobał. W sumie to to nie był rok albumów. Skupiłem się jakoś na setach różnego rodzaju i nieco mi to utrudniłoby prowadzenie zestawienia. Często nie mogę się dogrzebać do wykonwcy utworu (zresztą nie zawsze mnie to interesuje, nawet w utworach które bardzo mi się podobają), a co dopiero mówić o albumie, czy przesłuchaniu go w calości. Zresztą nie raz tak jest lepiej... Bywa przecież tak, że nie podoba się twórczość zespołu, ale jakiś jej skrajny element owszem i to bardzo:)
      Rok ten skierował mnie, zwłaszcza swej końcowej fazie, ku różnym (czasem dość ekstremalnym) pochodnym breakbeatu (zwłaszcza w połączeniu z reggae:)), odciągając mnie od muzuki któerj słuchałem wcześniej. I tak zmiast PAradise Lost, Faith No More, Clash, czy nawet kotka Behemotka, mam Aarona Spectre, Soundmurderera, Endusera, Hetzera, czy innych, którzy nie tylko tworzą, ale i selekcjonują muzykę, która do mnie dociera.
      Dalszym efektem powyższych jest to, iż zacząłem doceniać artystów nie tylko za utwory, ale pojedyncze ich elementy. Przykladem jest bas z Pass That Dutch Missy Eliott, bardzo efektywnie wykorzystywany przez Spectre w połączeniu z fragmentem In Da Club 50 centa.
      Postatnowiłem też nieco pogrzebać w historii, co zaowocowało oczarowniem (czasem pojedynczymi) utworami Edwina Starra, Frankiego Knuckles, T-Bone Walkera, Ricka Wakemena, Jeffa Becka, Afrika Bambaataa.
      Rok ten pokazał jeszcze jedną rzecz- koniecznie w ciągu roku przyszłego muszę się zbliżyć się do twórczości Hendrixa. Za mało:)
      Zaznaczyć też muszę że totalnie pomotały mi się daty i nie wiem co kiedy wydano itd. Zresztą ta inf. jest przecież przydatna tylko przy rankingach:)
      No i na koniec jeszcze jeden plus setów. Mozna znaleźć ładne kwiatki. Przykład: Alec Empire + Merzbow. Bardzo zacne... tylko do jasnej ciasnej pocięte:/
      Acha... kompletnie sobie nie radzę z zadecydowaniem, czy najbardziej mi się podobało Japanese NEw Music Festiwal, set Stroga na żywo (Wrocław niech będzie błogosławiony), czy też koncert kapeli Yoshihide. Ale to mało istotne:)
    • janek0 Re: 2005 inaczej 10.01.06, 21:24
      Dziwny to był rok.

      1. Prawdopodobnie ostatni w dłuższej perspektywie, kiedy miałem tyle czasu na
      słuchanie muzyki.

      2. Dziwny też, bo słuchałem wyjątkowo dużo (jak na moje możliwości) tegorocznych
      nowości. Nie powiem ile płyt z 2005 przesłuchałem, ale stanowczo było ich
      ..dziesiąt. Chyba najwięcej w życiu... Za to mało wracałem do rzeczy już przeżutych.

      3. Było w tym sporo okrzyczanych (słowo hajpować jest denne) hitów, ale te
      najgłośniej okrzykiwane jak zwykle pomijałem, skupiając się na wydawnictwach
      drugoligowych. W 3/4 przypadków druga liga lepsza. (Słyszeliście np. o The
      Impossible Shapes ?)

      4. Wyjątkowo dużo słuchałem też niezal-rzeczy znajdujących się na pograniczu z
      popem, i też sporo różnych songwriterów. Chyba się starzeję, ale nie powiem, że
      mi się to nie podobało. Osobliwie cieszę się że poznałem The G-B.

      5. Odszedłem prawie zupełnie od jazzu (zresztą już kolejny rok) - nie
      przesłuchałem ani jednej nowej płyty jazzowej, a wracałem właściwie tylko do
      Trane'a.

      6. Mało było w zeszłym roku fajnego eksperymentalnego
      rockowo-rozmydlającego-granice-niewiadomo-jakiego-pomroczno-jasnego grania. W
      2006 będę raczej szukać nieznanych mi starych kapel i pobocznych projektów,
      pewnie wrócę też do eksplorowania katalogu tzadika. Dzięki aimarkowi na pierwszy
      ogień idzie glenn branca.
      • kwiat_paproci Re: 2005 inaczej 10.01.06, 21:58
        Wspaniały to był rok :)
        Chyba pierwszy taki rok, w którym nie skupiałam się na szukaniu nowej drogi
        (choć oczywiście nie zrezygnowałam z tego całkiem), bo znalazłam to, co
        chciałam i jak mi się wydaje, moje upodobania muzycznie już się raczej zbyt
        drastycznie nie zmienią. Czyli do końca życia będę słuchać długich, nudnych,
        smętnych płyt ;) Chyba też pierwszy raz przesłuchałam tak świadomie tyle
        muzyki, mogę nawet powiedzieć, że w ubiegłym roku muzyka mi towarzyszyła (nie
        mylić z powszechnie pojmowaną radiową muzyką towarzyszącą). Niestety, ale
        musiałam ze względów finansowych ograniczyć ilość koncertów do minimum, ale to,
        co zobaczyłam, tego nie żałuję :D W tym roku liczę głównie na płyty starej,
        sprawdzonej gwardii, bo trochę tego już się szykuje i jak mnie zwalą z nóg, to
        reszta może nie istnieć ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka