tymbarski
05.06.06, 18:07
Nowa płyta jest. Oto co sami muzycy o niej mówią:
"Wielka armia" misternie zagranych dźwięków połączonych w nietypowy concept
album. Świetna realizacja dźwięku i charakterystyczne brzmienie.
No i tu zaczynaja się schody.
1. To coś co jest na albumie to 10 kawałków w podobnym klimacie. Jak na mój
gust to nieco za mało, by mówić o koncept albumie.
A teraz o płycie:
Może i ta płyta była dobra. Była, dopóki nie wzięła się za nią wytwórnia i
producenci. Rzadko widywałem równie chamską kastrację. Najlpesze określenie
dla albumu to "spłaszczenie". Największe zjeby należą się tym, co filtrowali
głos wokalisty. Po obróbkach głos jest bez jaj, stracił zadziorność i
(wkurzającą niektórych) manierę. Stał się ot, zwykłym wokalem bez wyrazu,
nieprzeszkadzającym w słuchaniu. Równie dobrze mogłaby być to płyta zespołu
Ptaky czy innych pseudo rockowych bandów.
Spłaszczenie dotyczy też warstwy instrumentalnej. Wszystko jest ślicznie
wyczyszczone. Zapomnijcie o brudzie gitar, rockowym pazurze. Wiosła grają co
prawda nieskomplikowane riffy, ale na I płycie czuć było w tym jakiś wyraz.
Teraz brzmienie jest ugrzecznione, potęga jest, ale jakoś tak... bezpłciowo.
Teksty nadal sa ok. Moją uwagę przykuł wers "zastrzeliłem się październikiem w
łeb"
I niby przekaz łatwy nie jest, słuchać się da, ale zespół powinien
powystrzelać aranżerów, za to co im zrobili.
Piosenki zwracające moją uwagę to "System" oraz tytułowe "Zaprzepaszczone..."
PS
Singiel promujący płytę, czyli "Daleka Droga do Domu" to pospolite kupsko,
przypominające kawałki, które za rockowe mogą uchodzić ewentualnie w radiu Wawa.