jarecki32 moja recenzja 23.08.06, 00:24 Zaczne od uwagi natury ogolnej : a wiec moj swap partner podszedl do sprawy niezwykle solidnie i niestandardowo. Chwala mu za to. W efekcie otrzymalem zestaw utworow wyjatkowych i oczywiscie niemozliwych jak dla mnie do zidentyfikowania. Plyta ma 18 nagran, a raczej rozdzialow, bo tak je nazywa jej autor. Rozdzial I : W ktorym nie wiemy gdzie jestesmy, to kilkuminutowe zbojnickie Intro spiewane przez dziewczyne w stylu "Ne muc bartal mitwoc rigel" Nem ertem, lengyel vadjok. Rozdzial II : W ktorym zachciewa sie nam rozrywek, czyli : "Ladies and Gentelman welcome to the Sodomah and Gomorah Show !", a wiec z Budapesztu przenosimy sie do Londynu , Pet Shop Boys zapewniaja rozrywke. Rozdzial III, w ktorym jedziemy nowowybudowanym odcinkiem autostrady A2 Ehm, troche to szczegolny utwor jak na jazde autostrada, taki wolny jakis, bujajaco-usypiajacy, co nie oznacza, ze kiepski, nawet fajny, mocno niezalowy. Jazda byla dosc dluga, wiec nastepuje Rozdzial IV, w ktorym odpoczywamy i popadamy w nastroj sentymentaly A skoro odpoczywamy to oczywiscie w motelu o nazwie `` Fugitive Motel `` tak samo jak i piosenka Elbow. Jedziemy dalej i docieramy do duzego miasta (Rozdzial V) Miasto jest wielce egzotyczne i co gorsza nie rozumiem mowy tubylcow Czy to moze islandzki ? a moze suahili ? Utwor jest prawie w calosci instrumentalny i o dramatycznym brzmieniu soundtracku do ``Lord of the Rings``, dopiero pod koniec odzywaja sie egzotyczne chorki. Rozdzial VI, w ktorym zmieniamy kraj oraz wysylamy pocztowki do cioci, babci i mamusi. Kraj, przynajmniej ten, jest anglojezyczny, przypuszczalnie USA. Pan spiewa lekko drzacym glosem przy akompaniamencie mandoliny i trabek, ladne to. Rozdzial VII, w ktorym odwiedzamy bezlesny obszar w polnocnej strefie podbiegunowej pokryty roslinnoscia zlozona z mchow, porostow, nielicznych roslin zielonych, glownie traw), krzewinek oraz karlowatych brzoz i wierzb (kropka) Uff, tytul, ze sam Sufjian bylby pod wrazeniem % )) Ten kraj o dlugiej nazwie, czyzby to byla Kanada ? Sam utwor, to jakis elektroniczny zart, niby dziewczyna cos spiewa, ale na przyspieszonych obrotach, tak ze nie sposob jest zrozumiec slow. Calkiem inaczej w rozdziale VIII, w ktorym uczymy sie plywac. A kurs plywania jest szemrany, znaczy sie szeptany przez Githead. W sumie ten szept ,mroczny, w tle gitara staccato jest bardzo kul i jak dla mnie najlepszy kawalek na plycie. Rozdzial IX: w ktorym jestesmy nad morzem ( ale sie nie opalamy ) I ponownie quasi-instrumentalny, dlugi, wolny, klimatyczny i nastrojowy utwor z przewaga pianina, w koncowce jest recytacja na temat szkodliwosci opalania sie nad morzem Rozdzial X : w ktorym wypadamy z trasy a dokladniej : wykolejamy sie, ``we are off the rails``, spiewa the Notwist (przyjemny minimalizm i sekcja smyczkow) Rozdzial XI : Zahaczamy o ksiezyc ( ale go nie kradniemy) A wiec nasza podroz jest rowniez pozaziemska i takoz sa piewsze dzwieki na tym kawalku (jakies swisty przedziwne) pozniej jest bardziej normalnie, pianino, elektronika ze Star Treka, nikt nie spiewa Rozdzial XII : w ktorym lykamy slonecznego helu A to kolejny muzyczny zart: cala ``muzyka`` to klaskanie i stukanie kijem po plocie, potem jakis niemiecki wokal nagrany na 33 a puszczony na 45, bardzo zabawne Rozdzial XIII : w ktorym uczymy sie gotowac A oto recepta : cukier krysztal, palce zuka, kawalek labedzia, rybia luska, korzen paproci, wskazowka zegara, garsc pinesek, garsc anyzu, rozetrzec w mozdzierzu, posolic do smaku, zagotowac i smacznego ( i nie zapomniec o zwolnieniu semafora) Utwor jest recytowany po polsku, muzycznie nie dzieje sie wiele, taka soniczna przygoda Rozdzial XIV skoro juz jestesmy w okolicy to zwiedzamy utwor jest W podobnym do poprzedniego klimacie, prosta kilku-dzwiekowa repetytywna melodyjka dziewczyna recytuje nazwy planet z naszego ukladu slonecznego, czyli taka przejazdzka interplanetarna Rozdzial XV : w ktorym wracamy do domu w takt wesolej melodyjki, I go home wykonuja Groovie Goulies, mile Rozdzial XVI : ( do domu, w ktorym nikt na nas nie czeka) radosc trwa krotko, bo nikt nie wola, nikt nie czeka, kawalek smutny ale tadny Rozdzial XVII i XVIII , w ktorym idziemy spac XVII: gdyby nie placzliwy meski glos to moglby to byc jeszcze jeden zart, bo miedzy wersami slychac jakies psyki, jakby straszenie much ( ale do spania sie to nie nadaje, zbyt neurotyczne) XVIII: do snu przygrywa nam (i spiewa) Imogen Heap , spimy W sumie jest to bardzo udana plyta, ciekawy , stylowy zestaw, ktory mozna sluchac i sluchac Dzieki serdeczne, Vielen Dank, merci bien Odpowiedz Link
mechanikk Re: moja recenzja 23.08.06, 01:05 > Zaczne od uwagi natury ogolnej : a wiec moj swap partner podszedl do sprawy > niezwykle solidnie i niestandardowo. A to ciekawe, bo zdawało mi się, że zestaw jest taki wymęczony i w ogóle, że kupy się nie trzyma. Znaczy więcej wiary w siebie mi potrzeba. Rozdziały wydumałem, żeby całość pasowała do konceptu podróźniczego. > Rozdzial I : W ktorym nie wiemy gdzie jestesmy, to kilkuminutowe zbojnickie > Intro spiewane przez dziewczyne w stylu "Ne muc bartal mitwoc rigel" > Nem ertem, lengyel vadjok. The Ex (Holandia) w przeróbce tradycyjnej węgierskiej melodii "Nem Ugy Van Most" > Rozdzial II : W ktorym zachciewa sie nam rozrywek, czyli : "Ladies and > Gentelman welcome to the Sodomah and Gomorah Show !", a wiec z Budapesztu > przenosimy sie do Londynu , Pet Shop Boys zapewniaja rozrywke. Właśnie tak. > Rozdzial III, w ktorym jedziemy nowowybudowanym odcinkiem autostrady A2 > Ehm, troche to szczegolny utwor jak na jazde autostrada, taki wolny jakis, > bujajaco-usypiajacy, co nie oznacza, ze kiepski, nawet fajny, mocno niezalowy. No jak nie autostradą skoro to "Goddes On A Hiway", niezalowy klasyk Mercury Rev. > Jedziemy dalej i docieramy do duzego miasta (Rozdzial V) > Miasto jest wielce egzotyczne i co gorsza nie rozumiem mowy tubylcow > Czy to moze islandzki ? a moze suahili ? Utwor jest prawie w calosci > instrumentalny i o dramatycznym brzmieniu soundtracku do ``Lord of the Rings``, > > dopiero pod koniec odzywaja sie egzotyczne chorki. Toż to David Bowie. A miasto bardzo egzotyczne. "Warszawa" :) >Rozdzial VI, w ktorym zmieniamy kraj oraz wysylamy pocztowki do cioci, babci i > mamusi. > Kraj, przynajmniej ten, jest anglojezyczny, przypuszczalnie USA. Pan spiewa > lekko drzacym glosem przy akompaniamencie mandoliny i trabek, ladne to. Pan jest z USA, ale kartki wysyła skąd inąd. Beirut - "Postcards From Italy" > Rozdzial VII, w ktorym odwiedzamy bezlesny obszar w polnocnej strefie > podbiegunowej pokryty roslinnoscia zlozona z mchow, porostow, nielicznych > roslin zielonych, glownie traw), krzewinek oraz karlowatych brzoz i wierzb > (kropka) > Uff, tytul, ze sam Sufjian bylby pod wrazeniem % )) > Ten kraj o dlugiej nazwie, czyzby to byla Kanada ? > Sam utwor, to jakis elektroniczny zart, niby dziewczyna cos spiewa, ale na > przyspieszonych obrotach, tak ze nie sposob jest zrozumiec slow. Ten obszar to tundra. Max Tundra. Tutaj w utworze "Lights". Wziąłem to ze składanki Domino, ale Aimarek chwali cała płytę, toteż zapewne wypada się zapoznać. > A kurs plywania jest szemrany, znaczy sie szeptany przez Githead. W sumie ten > szept ,mroczny, > w tle gitara staccato jest bardzo kul i jak dla mnie najlepszy kawalek na > plycie. Tak tak, Githead, czyli wytwórnia Swim~, czyli Colin Newman (ex Wire) i Malka Spigel. > Rozdzial IX: w ktorym jestesmy nad morzem ( ale sie nie opalamy ) > I ponownie quasi-instrumentalny, dlugi, wolny, klimatyczny i nastrojowy utwor z > > przewaga > pianina, w koncowce jest recytacja na temat szkodliwosci opalania sie nad morzem Hood "Houses Tilting Towards The Sea" z okresu przedcoldhouseowego. Rozdzial XI : Zahaczamy o ksiezyc ( ale go nie kradniemy) > A wiec nasza podroz jest rowniez pozaziemska i takoz sa piewsze dzwieki na tym > kawalku (jakies swisty przedziwne) > pozniej jest bardziej normalnie, pianino, elektronika ze Star Treka, nikt nie > spiewa Jonny Greenwood (dla ścisłości: Radiohead) z soundtracka do "Bodysong". Przy okazji polecam film, który jest właściwie wielkim, długim, dającym po czaszce klipem. Utwór nazywa się "Moon Trills" Rozdzial XII : w ktorym lykamy slonecznego helu > A to kolejny muzyczny zart: cala ``muzyka`` to klaskanie i stukanie kijem po > plocie, potem jakis niemiecki wokal > nagrany na 33 a puszczony na 45, bardzo zabawne Ich Simmurgh, die sonnen vogel. To Einsturzende Neubauten, więc nie ma się co dziwić, że po płotach kijami dają. "Helium" Rozdzial XIII : w ktorym uczymy sie gotowac > A oto recepta : cukier krysztal, palce zuka, kawalek labedzia, rybia luska, > korzen paproci, wskazowka zegara, > garsc pinesek, garsc anyzu, rozetrzec w mozdzierzu, posolic do smaku zagotowac > i smacznego( i nie zapomniec o zwolnieniu semafora) > Utwor jest recytowany po polsku, muzycznie nie dzieje sie wiele, taka soniczna > przygoda Ścianka - "Gotowanie dla każdego: Gwiazdy" Na "Panu Planecie" jest znacznie ciekawiej niż w tym utworze, ale ten akurat pasował do "konceptu". Rozdzial XIV skoro juz jestesmy w okolicy to zwiedzamy > utwor jest W podobnym do poprzedniego klimacie, prosta kilku-dzwiekowa > repetytywna melodyjka > dziewczyna recytuje nazwy planet z naszego ukladu slonecznego, czyli taka > przejazdzka interplanetarna Isan - "Betty's Lament" O płycie "Clockwork Menagerie" można powiedzieć, że zapewne tak grałby Marek Biliński, gdyby nagrywał dla wytwórni Morr. Mnie ta płyta wkurza, jest straszna. Ten utwór to naprawdę jedyny warty uszu jej fragment. > Rozdzial XV : w ktorym wracamy do domu w takt wesolej melodyjki, I go home > wykonuja Groovie Goulies Nie do końca. Tzn. z gugla by tak wynikało. Ale to utwór Daniela Johnstona, który kiedyś tenże zespół wykonywał. A żeby było jeszcze lepiej, tutaj wykonuje go M.Ward z najnowszej swej płyty. > Rozdzial XVI : ( do domu, w ktorym nikt na nas nie czeka) > radosc trwa krotko, bo nikt nie wola, nikt nie czeka, kawalek smutny ale tadny Następny M, czyli M.Craft - "I Got Nobody Waiting For Me" > XVII: gdyby nie placzliwy meski glos to moglby to byc jeszcze jeden zart, bo > miedzy wersami slychac jakies psyki, jakby straszenie much ( ale do spania sie to nie nadaje, zbyt neurotyczne) Spodziewałem się wiekszych zachwytów ;) Scott Walker "A Lover Loves". Rzecz, przy której się słupieje. > XVIII: do snu przygrywa nam (i spiewa) Imogen Heap , spimy Imogen Heap - "Sleep" Jedna z piosenek, dzięki której nie opuszcza mnie nadzieja co do tej pani. Ja się bardzo cieszę, że płyta robi dobre wrażenie. Bym się nie spodziewał. Jutro podam piękną, szczegółową tracklistę. Dopiero jutro, bo trzeba już iść spać. Dobranoc. Odpowiedz Link
mechanikk Spis treści 23.08.06, 21:12 1. The Ex - Nem Ugy Van Most (4:20) [Starters Alternators, 1998] 2. Pet Shop Boys - The Sodom And Gomorrah Show (5:23) [Fundamental, 2006] 3. Mercury Rev - Goddess On A Hiway (3:45) [Deserter’s Songs, 1998] 4. Elbow - Fugitive Motel (5:12) [Cast Of Thousands, 2003] 5. David Bowie - Warszawa (6:23) [Low, 1977] 6. Beirut - Postcards From Italy (4:17) [Gulag Orkestar, 2006] 7. Max Tundra - Lights (1:40) [Mastered By Guy At The Exchange, 2002 VA – Worlds Of Possibility, Domino 2003] 8. Githead - To Have And To Hold (3:55) [Headgit EP, 2004] 9. Hood - Houses Tilting Towards the Sea (4:51) [The Cycle Of Days And Seasons, 1999] 10. The Notwist - Off The Rail (3:28) [Neon Golden, 2002] 11. Jonny Greenwood - Moon Trills (5:17) [Bodysong OST, 2003] 12. Einstürzende Neubauten - Helium (3:12) [Strategies Against Architecture III 1991 – 2001, 2001] 13. Ścianka - Gotowanie dla kazdego: Gwiazdy (6:48) [Pan Planeta, 2006] 14. Isan - Betty's Lament (5:13) [Clockwork Menagerie, 2002] 15. M. Ward - To Go Home (3:51) [Post-War, 2006] 16. M.Craft - I Got Nobody Waiting For Me (3:48) [Silver And Fire, 2006] 17. Scott Walker - A Lover Loves (3:11) [Drift, 2006] 18. Imogen Heap - Sleep (3:46) [I Megaphone, 2003] Odpowiedz Link
jarecki32 Re: Spis treści 23.08.06, 21:37 5. David Bowie - Warszawa (6:23) [Low, 1977] No to tutaj faktycznie dalem plame, nie znalem tego utworu, a ze to jest glos Bowiego, nigdy w swiecie bym nie zgadl. Swoja droga , utwor brzmi jak dla mnie, zupelnie nie warszawsko Odpowiedz Link
mechanikk Re: Spis treści 23.08.06, 22:07 > 5. David Bowie - Warszawa (6:23) > [Low, 1977] > No to tutaj faktycznie dalem plame, nie znalem tego utworu, > a ze to jest glos Bowiego, nigdy w swiecie bym nie zgadl. Właśnie, mógłby ktoś wyjaśnić kto tam się własciwie udziela wokalnie? Z książeczki "Low" wynika, że na płycie odgłosy wydają Bowie, Eno, Mary Visconti i Iggy Pop. W ogóle "Warszawa" jest dla mnie zagadką, czemu akurat to miasto? Jest tu jakiś znawca tematu? :)) Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Spis treści 23.08.06, 22:25 mechanikk napisał: > W ogóle "Warszawa" jest dla mnie zagadką, czemu akurat to miasto? > Jest tu jakiś znawca tematu? :)) Nie sądziłem, że są tu jeszcze ludzie, którzy nie znają tej historii :) pl.wikipedia.org/wiki/Warszawa_(piosenka_Davida_Bowiego) (tam jest chyba błąd - to był raczej rok 1975 lub 6) Odpowiedz Link
ilhan Re: Spis treści 24.08.06, 10:34 Dodajmy, że wówczas nie był to żaden Plac Wilsona, a Plac Komuny Paryskiej; oraz, z tego co kiedyś czytałem, Bowie kupił konkretne płyty z polską muzyką ludową (jest też wersja z Chopinem). To, że "Warszawa zrobiła na nim bardzo smutne i przygnębiające wrażenie" nie jest niczym dziwnym, skoro, jak mówi legenda, wysiadł na Dworcu Gdańskim i spacerował po jego okolicy - w końcu nawet do dziś jest to jedno z obskurniejszych miejsc ładnego skądinąd Żoliborza :) Odpowiedz Link
jarecki32 co sie dzieje z moja plytka ? 24.08.06, 19:41 wyslalem do Krakowa 15 dni temu i zaczynam sie niepokoic, ze byla az tak dobra, ze zaginela :) Czy szanowny Krakowianin byl otrzymal moje wypocone dzielo ? Odpowiedz Link
grimsrund Re: co sie dzieje z moja plytka ? 25.08.06, 21:25 Szacowny (eee?) znalazł ją w skrzynce dopiero dzisiaj, bo nie był w domu ponad tydzień. I na dzień dobry zawstydził się ładności okładki jareckiej, bo sam to jak zawsze nic a nic. Przesłuch, rzecz jasna, rozpocznie się jak najrychlej. Odpowiedz Link
nemrrod Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 17:55 OK, wyrobiłem się trochę szybciej. Autora chyba zidentyfikowałem, ale poczekam aż się ujawni. 01. Drugi raz dostaję na składance utwór Pixies, którego wcześniej nie znałem. "All Over The World", czyli zgodnie z tematem. Składanka zaczyna się fajnie, lubię Pixies. 02. Tu już gorzej. Taka tam sobie rockowa piosenka, brytyjski wokal. Pewnie coś klasycznego, ale i tak mi się nie podoba. 03. Zaczyna się fajnym dźwiękiem, który mógłby rozwinąć się w coś a la Silver Mt. Zion, ale niestety okazuje się, że to coś około-grunge'owego, tak mi się przynajmniej kojarzy. Też nic specjalnego, facet wyje w refrenie, średnie tempo i ciągnie się to przez 7 minut. 04. Po wokalu rozpoznałem, że to Suede, a z tekstu wnioskuję, że tytuł to "Europe Is Our Playground". Taka sobie balladka, może być. 05. Ten numer zaczyna się ładnie, cichutko i delikatnie, a poźniej wchodzi trochę wiejska sekcja rytmiczna, gitary i takiż wokal. Ugh. 06. No proszę! Co za niespodzianka! Swingujący jazz, brzmi świetnie i zaskakująco w takim otoczeniu. Od tego miejsca zaczyna się ta lepsza część składanki. 07. Spodobała mi się ta sympatyczna piosenka, więc szybko sprawdziłem cóż to. To The Coral, a to co brzmiało jak "A radio send" (?), okazało się być w rzeczywistości "Arabian Sand" ;) 08. Jakiś facet śpiewa, że jedzie do Szanghaju. Zgrabny, przebojowy rock-pop, ale słychać zdecydowanie, że targetem jest płeć żeńska :| 09. Półtorejminutowy wymiatacz w wykonaniu Blur. Fajne. 10. Haha, a tutaj prawie dałem się nabrać, że mam do czynienia z jakimś przedstawicielem etno/world music. Ale sprawdziłem. I bardzo się cieszę, że poznałem czwartą w moim życiu piosenkę XTC. 11. Tutaj tradycyjny, przeciętny rock. Facet śpiewa coś, że "America". No to przynajmniej wiem, gdzie jestem. 12. Znowu Blur, "Look Inside America". A tamto poprzednie to było "Chinese Bombs". Spoko, choć wolę późniejszy Blur. 13. W tym miejscu anegdota o tym, jak nie znam się na muzyce. Jakoś mi się wydawało, że ten utwór to jakiś kabaretowy wygłup Malkmusa/Pavement. Byłem prawie pewien, ale lęk przed ośmieszeniem był zbyt silny, więc sprawdziłem. I okazało się, że to Lou Reed :| 14. To coś klasycznego, ale nie chciało mi się szukać. Chyba The Rolling Stones. Ale ja Rolling Stonesów nie lubię. 15. No właśnie, do tej pory na składance śpiewali sami faceci. A na sam koniec jest wreszcie śpiewająca kobieta. I to jakaś fajna. Ładna piosenka o Kalifornii. 16. A tutaj ciekawa rzecz. Taki prog-pop. Trwa to 11:42. Jest bogaty aranż - fortepian, smyki, dęciaki itd., potem jakby latynoska wstawka jakaś, no dużo się dzieje. Na początku jest rzewnie i patetycznie trochę, ale potem bardzo fajnie się wszystko rozkręca (od momentu "thrown across water like a stone", tak tam śpiewają?) i robi się prawie musicalowo. Ten fragment najbardziej mi chyba utkwił w pamięci. REASUMUJĄC: Słuchanie tej składanki jest naprawdę jak podróż :) Muzycznie średnio w moim guście, ale jest kilka ciekawych momentów, ze wskazaniem na closera, openera, XTC, The Coral, tę panią i ten jazz. Podziwiam autora, że znalazł tyle utworów z lokalizacjami geograficznymi w tytułach/tekstach, bo gdy ja chciałem zrobić składankę według takiego klucza, to wymyśliłem tylko Sebę Ravera z Zabrza i "Lot na wyspę" Papa Dance :| Dziękuję. Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 18:18 nemrrod napisał: > OK, wyrobiłem się trochę szybciej. Autora chyba zidentyfikowałem, ale poczekam > aż się ujawni. buahahahaha, no nieźle się ubawiłem tym: > ale słychać zdecydowanie, że targetem jest płeć żeńska :| muszę nad sobą pomysleć:) spoko, fajnie że przynajmniej niektóre fragmenty polubiłeś. szczegóły w najbliższym czasie Odpowiedz Link
ilhan Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 18:39 nemrrod napisał: > 10. Haha, a tutaj prawie dałem się nabrać, że mam do czynienia z jakimś > przedstawicielem etno/world music. Ale sprawdziłem. I bardzo się cieszę, że > poznałem czwartą w moim życiu piosenkę XTC. Z opisu stawiam na "It's Nearly Africa" :| > 16. A tutaj ciekawa rzecz. Taki prog-pop. Trwa to 11:42. Jest bogaty aranż - > fortepian, smyki, dęciaki itd., potem jakby latynoska wstawka jakaś, no dużo się > dzieje. Na początku jest rzewnie i patetycznie trochę, ale potem bardzo fajnie > się wszystko rozkręca (od momentu "thrown across water like a stone", tak tam > śpiewają?) i robi się prawie musicalowo. Ten fragment najbardziej mi chyba > utkwił w pamięci. Z opisu stawiam na "Sao Paulo" Guillemots :| Odpowiedz Link
nemrrod Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 18:55 ilhan napisał: > Z opisu stawiam na "It's Nearly Africa" :| Tak, to mogę potwierdzić. > Z opisu stawiam na "Sao Paulo" Guillemots :| Natomiast to, jeśli rzeczywiście tak jest, byłoby naprawdę dużym zaskoczeniem. Znając "Trains To Brazil" nie przypuszczałbym, że zrobią coś takiego. Ale mimo to i tak mi się podoba :) Odpowiedz Link
glebogryzarka1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 19:10 > 15. No właśnie, do tej pory na składance śpiewali sami faceci. A na sam koniec > jest wreszcie śpiewająca kobieta. I to jakaś fajna. Ładna piosenka o > Kalifornii W ciemno bym szczelał Belindę Carlisle, ale skoro autorem jest pszemcio, to przypuszczam że bym sromotnie chybił. Odpowiedz Link
nemrrod Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 19:17 glebogryzarka1 napisał: > W ciemno bym szczelał Belindę Carlisle, ale skoro autorem jest pszemcio, to > przypuszczam że bym sromotnie chybił. Heheh, ale fajna zabawa :) A na faceta od Szanghaju ktoś ma pomysł? :) Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 19:22 nemrrod napisał: > Heheh, ale fajna zabawa :) A na faceta od Szanghaju ktoś ma pomysł? :)rrod napisał: grimsrund!!! :) Odpowiedz Link
jarecki32 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 19:30 o Szanghaju to wielu facetow spiewalo, np JJ Cale Nazareth Joe Jackson ale nie sa to chyba Pszemcia ulubiency Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 19:19 glebogryzarka1 napisał: ale skoro autorem jest pszemcio, to > przypuszczam że bym sromotnie chybił. jak mam to rozumieć???? Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 19:50 ok, to zaczynamy. nie znam żadnych world music i podobnych, nie kumam i nie lubię więc pojechałem banalnie - po tytułach:) dodam że nie byłem wcale zadowolony ze składanki, ale cóż, zrobiłem wszystko by to miało ręce i nogi: > 01. Drugi raz dostaję na składance utwór Pixies, którego wcześniej nie znałem. > "All Over The World", czyli zgodnie z tematem. Składanka zaczyna się fajnie, > lubię Pixies 1.Pixies – all over the world - zaiste super, bo pixies w ogóle są super, cool itd;) > 02. Tu już gorzej. Taka tam sobie rockowa piosenka, brytyjski wokal. Pewnie coś > klasycznego, ale i tak mi się nie podoba. 2. Ultravox – New Europeans - taka sobie? phi...Ultravox są git, ta piosenka też, a nawet jeszcze bardziej. może bardziej by ci podeszło gdybyś tego posłuchał w kontekście całego albumu - Vienna > 03. Zaczyna się fajnym dźwiękiem, który mógłby rozwinąć się w coś a la Silver > Mt. Zion, ale niestety okazuje się, że to coś około-grunge'owego, tak mi się > przynajmniej kojarzy. Też nic specjalnego, facet wyje w refrenie, średnie tempo > i ciągnie się to przez 7 minut. 3. Six. By Seven – European me - Six. by Seven bliżej do niezalu spod znaku Sonic youth niż grandżu, ale to nawet trochę na nich nietypowy kawałek. Dość transowy. ja lubię bardzo:) > 04. Po wokalu rozpoznałem, że to Suede, a z tekstu wnioskuję, że tytuł to > "Europe Is Our Playground". Taka sobie balladka, może być. 4. Suede - Europe Is Our Playground - oczywiście trafiłeś, oj piękny to moment z 2 płytowego kolosa z b-side'ami. > 05. Ten numer zaczyna się ładnie, cichutko i delikatnie, a poźniej wchodzi > trochę wiejska sekcja rytmiczna, gitary i takiż wokal. Ugh. 5. Psychedelic Furs – India - oj tu mnie zawiodłeś;) toż to klasyka absolutny ze świetnego debiutu. > 06. No proszę! Co za niespodzianka! Swingujący jazz, brzmi świetnie i > zaskakująco w takim otoczeniu. Od tego miejsca zaczyna się ta lepsza część > składanki 6. Miles Davis – israel - to strasznie wczesny Miles. w sumie miało go tu nie być bo mi nie pasował do koncepcji, a tu niespodzianka - zgrzytu nie było > 07. Spodobała mi się ta sympatyczna piosenka, więc szybko sprawdziłem cóż to. T > o > The Coral, a to co brzmiało jak "A radio send" (?), okazało się być w > rzeczywistości "Arabian Sand" ;) 7. The coral - Arabian Sand - tak, z 3 płyty. niby najsłabsza z długogrających, a jednak perełki są. oto jedna z nich. > 08. Jakiś facet śpiewa, że jedzie do Szanghaju. Zgrabny, przebojowy rock-pop, > ale słychać zdecydowanie, że targetem jest płeć żeńska :| 8. Ed Harcourt – Shanghai - zapewniam cię że mało mam w sobie z kobiety:P . sympatyczny utworek choć znam lepsze w jego wykonaniu. ale tytuł musiał być... > 09. Półtorejminutowy wymiatacz w wykonaniu Blur. Fajne 9. blur – Chinese Bombs - jasne, że wymiata!!!!! > 10. Haha, a tutaj prawie dałem się nabrać, że mam do czynienia z jakimś > przedstawicielem etno/world music. Ale sprawdziłem. I bardzo się cieszę, że > poznałem czwartą w moim życiu piosenkę XTC. 10. xtc - Its Nearly Africa - to że poznałeś zawdzięczasz głównie lobbingowi Ilhana na tym forum;) ale na serio warto. super kawałek jak i cały album zresztą > 11. Tutaj tradycyjny, przeciętny rock. Facet śpiewa coś, że "America". No to > przynajmniej wiem, gdzie jestem. 11. ryan adams – Miss America - ok, ryan nie jest wybitnym artystą, ta piosenka nie jest wybitna tym bardziej, ale ja se czasem lubię takie springsteenowskie rytmy zapuścić 12. Znowu Blur, "Look Inside America". A tamto poprzednie to było "Chinese > Bombs". Spoko, choć wolę późniejszy Blur 12.blur - Look Inside America - miał być tylko jeden blur, ale nie umiałem się zdecydować. > 13. W tym miejscu anegdota o tym, jak nie znam się na muzyce. Jakoś mi się > wydawało, że ten utwór to jakiś kabaretowy wygłup Malkmusa/Pavement. Byłem > prawie pewien, ale lęk przed ośmieszeniem był zbyt silny, więc sprawdziłem. I > okazało się, że to Lou Reed :| 13. . Lou Reed - New York Telephone Conversation - no, byłaby plama:) bo to jego najsłynniejszy solowy album, choć nie najlepszy absolutnie - "Transformer". a ten utwór to taka miniaturka-głupawka, zabawne 14. The Rolling Stones - Sweet Virginia - eee tam, super kawałek z jeszcze lepszego albumu > 15. No właśnie, do tej pory na składance śpiewali sami faceci. A na sam koniec > jest wreszcie śpiewająca kobieta. I to jakaś fajna. Ładna piosenka o Kalifornii > . 15. Joni Mitchell – California - no...ja się w tej Pani bujam choć jest juz chyba starsza od mojej mamy:). a tak w ogóle album z którego to pochodzi to jej najsłynniejsze dzieło - "blue" - jak dla mnie kobieca płyta wszech czasów. polecam bardzo > 16. A tutaj ciekawa rzecz. Taki prog-pop. Trwa to 11:42. Jest bogaty aranż - > fortepian, smyki, dęciaki itd., potem jakby latynoska wstawka jakaś, no dużo si > ę > dzieje. Na początku jest rzewnie i patetycznie trochę, ale potem bardzo fajnie > się wszystko rozkręca (od momentu "thrown across water like a stone", tak tam > śpiewają?) i robi się prawie musicalowo. Ten fragment najbardziej mi chyba > utkwił w pamięci. > 16. Guillemots - São Paulo - tak, powiem szczerze - ten album mnie zbytnio nie kręci w całości, ale są 3-4 momenty wspaniałe. a ten to chyba najwspanialszy. no cacuszko po prostu i tyle:) si ja Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 20:06 1.Pixies – all over the world 2. Ultravox – New Europeans 3. Six. By Seven – European me 4. Suede - Europe Is Our Playground 5. Psychedelic Furs – India 6. Miles Davis – israel 7. The coral - Arabian Sand 8. Ed Harcourt – Shanghai 9. blur – Chinese Bombs 10. xtc - Its Nearly Africa 11. ryan adams – Miss America 12.blur - Look Inside America 13. . Lou Reed - New York Telephone Conversation 14. The Rolling Stones - Sweet Virginia 15. Joni Mitchell – California 16. Guillemots - São Paulo Odpowiedz Link
nemrrod Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 20:31 Ultravox, Psychedelic Furs... tak myślałem, że mam do czynienia z klasyką. Ale cóż, ja na klasyce się nie znam :) Six. By Seven słyszałem jeden kawałek i było to coś zupełnie innego, "Shanghai" to dla mnie jakaś piosenka z serialu... Guillemots zaskoczeniem miesiąca! I Joni Mitchell, ach, muszę się bliżej zapoznać :) Dzięki. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 25.08.06, 22:08 No żeby na Ultravox kręcić nosem <zawiedziony> Choć faktycznie "New Europeans" to jest najbardziej, powiedzmy, tradycyjny fragment "Vienny". Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 26.08.06, 08:27 pagaj_75 napisał: > No żeby na Ultravox kręcić nosem <zawiedziony> > Choć faktycznie "New Europeans" to jest najbardziej, powiedzmy, tradycyjny > fragment "Vienny". w sumie zgadzam się, dlatego tez napisałem że w kontekście całego albumu może by lepiej zabrzmiało Odpowiedz Link
grimsrund Nu, jadziem! Składanka od Jareckiego 26.08.06, 14:25 "In 40 Days Around the World" Maestro Records, August 2006 1) He he, pierwszy zatopiony. Jeśli się raz ją słyszało, trudno zapomnieć przeróbkę AUTOBAHN Senora Coconuta. Merenga, Hawaje, ślicznotki w bikini spacerujące w te i wewte oraz drinki z parasolkami (no dobra, drinków może nie być). Takie wakacje, chociem człowiek wybitnie niepodróżujący, mogłyby mi się nawet spodobać. 2) Po francuskiemu, i nie jest to Arthur H. - więc nawet nie spróbuję zidentyfikować. W każdym razie to niezmiernie miły, kantry co nieco podszyty kanadyjski utwór o zakochanym milionerze (a nawet zilionerze), trochę przypomina w stylu twórczość Noir Desir. Ale gdzie on podróżował, ten potentat, bo języka nie znam? 3) Znów stawiam na Kanadę, bo utwór znamionuje generalne rozluźnienie wielkie. Instrumentalny, filmowy w nastroju, coś jakby trochę Knopfler przełamany z Ry Cooderem, znów niesie słuchacza w miejsce, gdzie czuć się on będzie błogo. Kolejny strzał w dziesiątkę. 4) Kobita śpiewa. Czarna bez wątpienia, bo traktuje o niedobrych policjantach, którzy zdaje się zrobili krzywdę jej bratu. Następnie bohaterka utworu wyprawia się do Nowego Jorku. Kawałek znakomity, moje pierwsze skojarzenie - Terry Callier w spódnicy. Podobne, znakomite połączenie soulu i jazzu, być może tych artystów łączy także pokrewieństwo losów - typuję, że jak Callier ta pani była wielką gwiazdą lat 60/70, a w latach 90/00 odrodziła się dzięki zachętom i pomocy muzyków nowego pokolenia. Tak czy owak, chyba najlepsza pozycja na całej płycie. 5) Paul Simon mięsa Dave'a Matthewsa? W każdym razie głos też skądś znany, na granicy identyfikacji... To frustruje, ale żywiołowa, etnicznymi klimatami podbudowana piosenka i tak przednia. Zaraz, a może to John Butler jest? Albo Xavier Rudd? Tyle tej muzyki przez człowieka przelatuje, że łatwo zapomnieć nawet coś, czego się już słuchało... 6) Znów irytująca familiarność głosu - na bank słyszałem go, lub coś doń podobnego, w latach 80. Połączenie Boy George'a z panem ze Spandau Ballet? Oczywiście utwór jest nowszy i elegancki, jak wypada brytyjskiemu dżentelmenowi/dżentelmenom w średnim już wieku. Bardzo ładna piosenka, chyba nie muszę dodawać. 7) Jesus And Mary Chain żyją? No, jeśli to Black Rebel Motorcycle Club, to nie rozpoznając wtopiłem na całego. W każdym razie stylistyka oczywista, i lubiana rzecz jasna. "Baby It's All Me" śpiewa pan, co stanowczo popieram. Dyskretna bitelsowska fanfara trąbkowa w końcówce tylko dodaje całości uroku. 8) "Proud Mary", hell yeah! Creedence Clearwater Revival i ich południworockowy wiecznozielony o rzecznym statku. Niektórzy twierdzą jednak, że tak naprawdę o czymś zupełnie innym zielonym. Inni twierdzą, że wcale nie. "Big wheel keep on turnin' / Proud Mary keep on burnin', / Rollin', rollin', rollin' on the river". Może i jest to produkt swoich upalonych do nieprzytomności lat 70., ale cóż za utwór! 9) Sitary w Tijuanie, to lubię! Gomez tak potrafi, więc może to oni? Nie wszystko ich słyszałem, więc może... W każdym razie klimat hindusko-meksykański to jest to. 10) Głos zdradza gitarę, gitara kapuje na głos. Czyli - Mark Knopfler we własnej osobie. "Postcard From Paraguay", czyli jesteśmy jeszcze bardziej na południe. Lubię gościa, co na to poradzę? Chrisa Reę też lubię - i możeta mnie naskoczyć. 11) A tutaj, zgodnie z kierunkiem podróży, lądujemy na brazylijskiej plaży. Oralnie, balladowo i melancholijnie, produkuje się któryś z niezliczonych lokalnych bardów - ten portugalski faktycznie ma coś w sobie. Znów relaks, i tym większa ulga, że nie musimy się zapuszczać do Miasta Boga. 12) Tym razem skaczemy nie w przestrzeni, jeno w czasie. Wielkie afra i soul- fanki lat 70. to stylistyka, która (w przeciwieństwie do czarnych stylów późniejszych dekad) wciąż bardzo do mnie przemawia. Nie śmiem nawet typować, która to kapela gra, tyle ich było, i znakomitych. EW&F? Foundations? Delfonics? W każdym razie klasa. 13) Podróż kończymy zaś obowiązkowo w Paryżu. Elegancja-Francja, więc stonowany dżezik, wprost z podszytych ukrytą zawiścią wyobrażeń Hamerykanów o stolicy kulturalnej Starego Świata. Jednym słowem - znakomite zamknięcie. Podsumowując - niezwykle przyjemny, relaksujący, wakacyjny zestaw. Dodatkowe podziękowania za jarecką pocztówkę z Montrealu! Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Nu, jadziem! Składanka od Jareckiego 26.08.06, 14:50 ja przepraszam że się wtrącam ale mam apel do osoby, która mi miała wysłać składankę: CO JEST DO CHOLERCI!!!!!??? ile mam czekać???? Odpowiedz Link
polleke Re: pszemcio 29.08.06, 21:58 pszemcio1 napisał: > ja przepraszam że się wtrącam ale mam apel do osoby, która mi miała wysłać > składankę: > > > CO JEST DO CHOLERCI!!!!!??? ile mam czekać???? X mówi, że wysłał tydzień temu – doszło już może? Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: pszemcio 29.08.06, 22:03 w weekend nie było, może doszło wczoraj albo dzisiaj. jutro zadzwonię i sprawdzę Odpowiedz Link
jarecki32 Re: Nu, jadziem! Składanka od Jareckiego 29.08.06, 02:12 W pierwszych slowach mego postu, uprzejemie prosze o wybaczenie zwloki w odpowiedzi na jakze zyczliwa recenzje kolegi Grimsrunda. Zwloka miala powod raczej prozaiczny, po prostu zapodziala mi sie gdzies kopia mojej skladanki i obawialem sie ze moge cos pokrecic w set-liscie. Dzisiaj plytka sie odnalazla wiec niezwlocznie przystapilem do odpisywania No to po kolei: 1) He he, pierwszy zatopiony. Jesli sie raz ja slyszalo, trudno zapomniec przeróbke AUTOBAHN Senora Coconuta. Oczywiscie, trafiony Poczatkowo myslalem o Trans Europe Express, ale po zastanowieniu wybralem Autobahn (oczekiwalem, ze T E E ktos inny tez zapoda i nie pomylilem sie) 2) Po francuskiemu, i nie jest to Arthur H. - wiec nawet nie spróbuje zidentyfikowac. W kazdym razie to niezmiernie mily, kantry co nieco podszyty kanadyjski utwór o zakochanym milionerze (a nawet zilionerze), troche przypomina w stylu twórczosc Noir Desir. Ale gdzie on podrózowal, ten potentat, bo jezyka nie znam? Podrozowal z Montrealu do Toronto, a zwal sie Jean Leloup. Utwor to "Balade a Toronto" ktory znalazlem na skladance "Je Jouve de la Gitare" 3) Znów stawiam na Kanade, bo utwór znamionuje generalne rozluznienie wielkie. Instrumentalny, filmowy w nastroju, cos jakby troche Knopfler przelamany z Ry Cooderem, znów niesie sluchacza w miejsce, gdzie czuc sie on bedzie blogo. Kolejny strzal w dziesiatke. Niestety, netrafil. Gosc jest z USA, a nazywa sie Bill Frisell. Utwor "That was then" z plyty "Good Dog, Happy Man". 4) Kobita spiewa. Czarna bez watpienia, bo traktuje o niedobrych policjantach, którzy zdaje sie zrobili krzywde jej bratu. Nastepnie bohaterka utworu wyprawia sie do Nowego Jorku. Kawalek znakomity, moje pierwsze skojarzenie - Terry Callier w spódnicy. Podobne, znakomite polaczenie soulu i jazzu, byc moze tych artystów laczy takze pokrewienstwo losów - typuje, ze jak Callier ta pani byla wielka gwiazda lat 60/70, a w latach 90/00 odrodzila sie dzieki zachetom i pomocy muzyków nowego pokolenia. Tak czy owak, chyba najlepsza pozycja na calej plycie. Ha !, fajnie, ze Ci sie podobala , bo to sama Nina Simone, tak ze Twoj typ jak najbardziej utrafiony. A utwor to kower Dylana, "Just like Tom Thumb's Blues" 5) Paul Simon miesa Dave'a Matthewsa? W kazdym razie glos tez skads znany, na granicy identyfikacji... To frustruje, ale zywiolowa, etnicznymi klimatami podbudowana piosenka i tak przednia. Zaraz, a moze to John Butler jest? Albo Xavier Rudd? Tyle tej muzyki przez czlowieka przelatuje, ze latwo zapomniec nawet cos, czego sie juz sluchalo... How about "Blues Traveler"? wykonujacy "Optimistic Thought" z plyty Travelsrs and Thieves John Popper na harmonijce, to bylo dynamo ( albo dynamit, czy jakos tak). 6) Znów irytujaca familiarnosc glosu - na bank slyszalem go, lub cos don podobnego, w latach 80. Polaczenie Boy George'a z panem ze Spandau Ballet? Oczywiscie utwór jest nowszy i elegancki, jak wypada brytyjskiemu dzentelmenowi/dzentelmenom w srednim juz wieku. Bardzo ladna piosenka, chyba nie musze dodawac. back to Canada i niezrownani Barnaked Ladies z piosenka "Blame it on Me" (z plyty " Gordon") 7) Jesus And Mary Chain zyja? No, jesli to Black Rebel Motorcycle Club, to nie rozpoznajac wtopilem na calego. W kazdym razie stylistyka oczywista, i lubiana rzecz jasna. "Baby It's All Me" spiewa pan, co stanowczo popieram. Dyskretna bitelsowska fanfara trabkowa w koncówce tylko dodaje calosci uroku. cieplo, cieplo : Dandy Warhols oraz "Cool Scene" z plyty: 13 Tales from Urban Bohemia 8) "Proud Mary", hell yeah! Creedence Clearwater Revival i ich poludniworockowy wiecznozielony o rzecznym statku. Niektórzy twierdza jednak, ze tak naprawde o czyms zupelnie innym zielonym. Inni twierdza, ze wcale nie. "Big wheel keep on turnin' / Proud Mary keep on burnin', / Rollin', rollin', rollin' on the river". Moze i jest to produkt swoich upalonych do nieprzytomnosci lat 70., ale cóz za utwór! Hej , nie moglem sobie tego odmowic, choc ten ekspresyjny sposob spiewania Fogertego jakos nie bardzo mi pasowal do reszty . Ale jest to taki traveling klasyk, ze musialem wkleic. 9) Sitary w Tijuanie, to lubie! Gomez tak potrafi, wiec moze to oni? Nie wszystko ich slyszalem, wiec moze... W kazdym razie klimat hindusko-meksykanski to jest to. Harry Manx, bardzo ciekawy kanadyjski gitarzysta, ktory probuje laczyc elementy muzyki hinduskiej z klasycznym bluesem. Ten utwor to kower JJ Cale z plyty Travel Log, San Diego-Tihuana 10) Glos zdradza gitare, gitara kapuje na glos. Czyli - Mark Knopfler we wlasnej osobie. "Postcard From Paraguay", czyli jestesmy jeszcze bardziej na poludnie. Lubie goscia, co na to poradze? Chrisa Ree tez lubie - i mozeta mnie naskoczyc. W rzecz samej, Knopfler, kawalek jest z plyty Shangri-La, Postcards from Paraguay 11) A tutaj, zgodnie z kierunkiem podrózy, ladujemy na brazylijskiej plazy. Oralnie, balladowo i melancholijnie, produkuje sie którys z niezliczonych lokalnych bardów - ten portugalski faktycznie ma cos w sobie. Znów relaks, i tym wieksza ulga, ze nie musimy sie zapuszczac do Miasta Boga. Jeszcze`raz Bill Frisell, tym razem z nowszej plyty "The Intercontinentals" dla zainteresowanych muzyka swiatowa jest to ciekawa pozycja, z plyty wybralem kawalek "Perritos" zaspiewany i zagrany na gitarze przez brazylijska super- gwiazde Vinicius'a Cantuarie. 12) Tym razem skaczemy nie w przestrzeni, jeno w czasie. Wielkie afra i soul- fanki lat 70. to stylistyka, która (w przeciwienstwie do czarnych stylów pózniejszych dekad) wciaz bardzo do mnie przemawia. Nie smiem nawet typowac, która to kapela gra, tyle ich bylo, i znakomitych. EW&F? Foundations? Delfonics? W kazdym razie klasa. Kapela to Jaco Pastorius, a utwor to klasyk z jego plytowego debiutu Come on, Come over. Ta plyta to numer obowiazkowy dla tych wstepnie zainteresowanych jazzem. 13) Podróz konczymy zas obowiazkowo w Paryzu. Elegancja-Francja, wiec stonowany dzezik, wprost z podszytych ukryta zawiscia wyobrazen Hamerykanów o stolicy kulturalnej Starego Swiata. Jednym slowem - znakomite zamkniecie. Eh, nie wie sam czemu Stan Getz tak mi sie kojarzy z koncem czy to imprezy, czy to podrozy, ale jakos tak sie niezle nadaje do skonczenia skladanki Tym razem wybralem instrumentalna wersje Desafinado z udzialem Charlie Bird'a. No, bardzo mi milo, ze ten zestaw przypadl Ci do gustu. Mialem z nim spory dylemat, a mianowicie jaki wspolny mianownik mozna znalezc, aby koncept trzymal sie kupy, a jednoczesnie uwory wzglednie dobrze do siebie pasowaly. W rezultacie wybralem utwory, ktorych sam chetnie bym sluchal w podrozy, a jednoczesnie takie aby utwor lub wykonawca kojarzyl sie z ciekawym miejscem, ktore chcialo by sie zobaczyc. Odpowiedz Link
grimsrund Re: Nu, jadziem! Składanka od Jareckiego 29.08.06, 02:23 Nu ładnie, wielkie dzięki! Ujawnienie wykonawców jeszcze mocniej potwierdza moją tezę, że zbyt dużo przelatuje mimo. Przecież i INTERCONTINENTALS, i Dandy Warhols, i Pastoriusa słyszałem, a głos Simonowej też właściwie powinien być rozpoznany. Cóż. Pozdrowienia dla Montrealu! Odpowiedz Link
libertine Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 28.08.06, 15:55 ja dostałem składankę już kilka dni temu, ale w związku z wakacjami nie miałem kiedy wcześniej za nią się zabrać. na wstępie oczywiście dziękuję bardzo autorowi. 1. ścianka - 'miasta i nieba' żegnamy się z naszym miastem, pakujemy walizkę i wyruszamy w podróż - dobry początek! 2. minutka z pianinkiem i jakimś strunowcem, ale to raczej nie gitara... 3. genialny kawałek! najlepszy na całej płycie, nie wiem tylko cóż to jest :/ 4. strasznie dużo tu się dzieje: dęciaki, tajemniczy bas, jakiś klawisz zabrzmi, instrumenty perkusyjne. szczerze mówiąc kojarzy mi się to wszystko z lotem pszczółki zapylającej kwiatki... 5. z lekka ambientowy numer, instrumentalny /tak jak poprzedni zresztą/, raczej skipuję.... 6. bjork - it's oh so quiet zawsze lubiłem tą piosenkę, jak wszystkie bardziej komercyjne/singlowe bjork. w pewnym momencie stała się dla mnie zbyt alternatywna. nieźle się drze bjorkowa w refrenie. teledysk też był ok. 7. hiphopowcy z polski. rymują sobie na tle "chujowego bitu z tą gitarką", czyli lady pank. mało które hiphopy do mnie trafiają, ale tu jest całkiem sympatycznie, tym bardziej, że z pozytywnym przesłaniem - nawet gitowcy czasem pomagają. trafia do mojego zestawienia ulubionych piosenek gatunku! 8. summuja? coś takiego śpiewają... arabskie wokale, ale instrumentarium jaknajbardziej międzynarodowe, może i z tysiąca i jednej nocy, ale to jednak nie moja bajka. 9. latynoski kochanek wyśpiewuje dla swojej ukochanej, jednak nie ogranicza się przy tym tylko do gitary klasycznej, niezgorsze, ale ja typem latynoskim nie jestem. 10. walka z czasem, przyjemny kawałek 11. the new pornographers - fake healines 12. znów rapowo, z roku 2002, wokale brzmią jak nagrywane w domowym studio. w tle trombki, może być, nie jest to durny hiphop z radia, coś tam się dzieje... 13. dwuminutowy, bardzo przyjemny numer, duet pana z panią na tle perkusji i basu jedynie. podoba mi się! 14. bardzo dobry, gitarowy kawałek, inspirowany jesus and mary chain i my bloody valentine, ale słychać, że nagrany już w 21 wieku. obok nr 3 - najlepszy na płycie! 15. elektroniczne, po hiszpańsku, jakaś laseczka śpiewa, nie przepadam. 16. samba 21 wieku, nogą potupuję, trochę ramionami podryguję, ale jak się kończy, to zapominam. 17. the fiery furnaces - tropical iceland 18. tu ciężkie do określenia... trochę hiphopowe, trochę mroczne, trochę industrialne, trochę hendrixowskie, nie mam pojęcia co to może być, ale niezłe. na 100% amerykański wykonawca. 19. niemen - marionetki hammond chodzi, wokal jak trzeba - niemen to niemen w końcu. 20. akustycznie, wokal lekko denerwujący - ma chłopak nad czym popracować :/ sam kawałek inspirowany protestsongami dylana. reasumując: kilka utworów bardzo mi się podoba (3, 6, 7, 14, 18), kilka znam dobrze, niektóre z kompletnie innej bajki (latynosy) - składanka spełniła swoje zadanie - chcę więcej tego zespołu od 3!!!!! tych od 14 też chyba warto coś jeszcze wyszperać - polecisz coś drogi autorze? jeszcze raz dzięki i czekam na tracklistę! Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 28.08.06, 18:46 libertine napisał: > 7. hiphopowcy z polski. rymują sobie na tle "chujowego bitu z tą gitarką" hehe, wiem co to :) i jeżeli Ci się podoba, to cała płyta powinna Cię powalić, bo to jest chyba najsłabszy kawałek na niej. ale nie wtrancam się już autorowi, niech sam wyjaśnia. Odpowiedz Link
kubasa Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 01.09.06, 00:47 No nie ukrywam, że ułożyłem tę składankę według najprostszego kryterium - żeby tylko było jak najwięcej krajów. Stąd np. numer dwa. libertine napisał: > 2. minutka z pianinkiem i jakimś strunowcem, ale to raczej nie gitara... Szwecja i Samla Mammas Manna - "Sucken" > 3. genialny kawałek! najlepszy na całej płycie, nie wiem tylko cóż to jest :/ Ha! Połechtanie progrockowców i PSYCHODELIKWENTÓW, czyli Arzachel i "Garden Of Early Delights" > 4. strasznie dużo tu się dzieje: dęciaki, tajemniczy bas, jakiś klawisz zabrzmi > , > instrumenty perkusyjne. szczerze mówiąc kojarzy mi się to wszystko z lotem > pszczółki zapylającej kwiatki... To Francuzi z Art Zoyd. > 5. z lekka ambientowy numer, instrumentalny /tak jak poprzedni zresztą/, raczej > skipuję.... A szkoda bo to ciekawy Niemiec. Marsen Jules - De La Mort D'un Cygne, z płyty chyba sprzed 3 lat. > 7. hiphopowcy z polski. rymują sobie na tle "chujowego bitu z tą gitarką", czyl > i > lady pank. mało które hiphopy do mnie trafiają, ale tu jest całkiem > sympatycznie, tym bardziej, że z pozytywnym przesłaniem - nawet gitowcy czasem > pomagają. trafia do mojego zestawienia ulubionych piosenek gatunku! I tu dłuższa wypowiedź. Otóż generalnie, odpowiadając przy tym Pagajowi, całą płytę Łony "Nic dziwnego" wbijam w ch... i nie dlatego, że mnie się ona nie podoba, ale po prostu nigdy jakiejś relanej potrzeby jej dokładnego słuchania nie odczułem. Ten natomiast utwór kojarzy mi się z moim kolegą, który miał ostatnią fraze piosenki niegdyś w swoim opisie na GG przez dłuższy czas. I jak mi się skojarzyło to już mi się bardzo spodobało i tak zostało aż do tej składanki. > 8. summuja? coś takiego śpiewają... arabskie wokale, ale instrumentarium > jaknajbardziej międzynarodowe, może i z tysiąca i jednej nocy, ale to jednak ni > e > moja bajka. To z Esssential Guide To Africa Disc 1; Salif Ked'ta - Sina (Soumboya) > 9. latynoski kochanek wyśpiewuje dla swojej ukochanej, jednak nie ogranicza się > przy tym tylko do gitary klasycznej, niezgorsze, ale ja typem latynoskim nie je > stem. Słynne już Cafe Tacuba ze swoim "Eres". Ja też ich nie do końca kumam, ale ten kawałek jest znakomity. > 10. walka z czasem, przyjemny kawałek The Format - Time Bomb > 12. znów rapowo, z roku 2002, wokale brzmią jak nagrywane w domowym studio. w > tle trombki, może być, nie jest to durny hiphop z radia, coś tam się dzieje... > Siny - Aleja Życia > 13. dwuminutowy, bardzo przyjemny numer, duet pana z panią na tle perkusji i > basu jedynie. podoba mi się! A to bodaj zespół z Łotwy, mam to na składance Indie Rock Krajów Bałtyckich. Dallas - Can't Help. Grali jak Black Lipstick z 10 lat przed nimi. > 14. bardzo dobry, gitarowy kawałek, inspirowany jesus and mary chain i my blood > y > valentine, ale słychać, że nagrany już w 21 wieku. obok nr 3 - najlepszy na pły > cie! To Norwedzy z Serena Maneesh. Mój ulubiony ich kawałek: "Drain Cosmetics". > 15. elektroniczne, po hiszpańsku, jakaś laseczka śpiewa, nie przepadam. Po portugalsku chyba bo to Brazylia. A2 Percao Feat Pantera Os. Danadinhos - Diplo, czy jakoś tak. > 16. samba 21 wieku, nogą potupuję, trochę ramionami podryguję, ale jak się > kończy, to zapominam. A to sprzed 10 lat kawałek. "Samba Magic" Basement Jaxx. > 18. tu ciężkie do określenia... trochę hiphopowe, trochę mroczne, trochę > industrialne, trochę hendrixowskie, nie mam pojęcia co to może być, ale niezłe. > na 100% amerykański wykonawca. Błąd, bo to Czesi. Plastic People Of Universe - Toxica. > 20. akustycznie, wokal lekko denerwujący - ma chłopak nad czym popracować :/ sa > m > kawałek inspirowany protestsongami dylana. Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu. Nie ma tak. To "Two-Headed Boy, Pt. 2" Neutral Milk Hotel. Odpowiedz Link
janek0 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 29.08.06, 23:29 Kurcze, zły trochę jestem. Bo dostałem moją swapową płytę. Bo żeby ją dostać musiałem przekonać panią w okienku na poczcie, że janek0 to rzeczywiście ja. Bo koleżanka/kolega swapowicz wpadł na pomysł, żeby płytę poleconym. Bo zaadresował ją na "janek 0". Bo na nieszczęście w "dowodzie" mam inny adres niż ten gdzie mieszkam i zanim nakłoniłem panią do wydania fantu to zrobiłem na poczcie kolejkę na sto kilometrów. Bo przychodzę do domu zadowolony ze swoich umiejętności negocjacyjnych, zapodaję płytę... A płyta się odtwarza tylko do trzeciego kawałka. Bo zaczyna się od zajebistego New Model Army, i dalej też jest fajnie... :(( Odpowiedz Link
ayya Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 31.08.06, 11:42 janek0 napisał: > Bo żeby ją dostać musiałem przekonać panią w okienku na poczcie Bo ja, żeby to wysłać to nie miałam najmniejszych problemów z panią w okienku na poczcie, co poirytowana wyjaśniałam Tobie mailem (gazetowym) w dniu wysłania tejże przesyłki. Odpowiedz Link
ayya Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 31.08.06, 11:45 > A płyta się odtwarza tylko do trzeciego kawałka. Mi się na discmanie odtwarzała w całości :/ Odbierz maila gazetowego po południu. Odpowiedz Link
janek0 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 31.08.06, 12:50 ayya napisała: > > A płyta się odtwarza tylko do trzeciego kawałka. > Mi się na discmanie odtwarzała w całości :/ Odbierz maila gazetowego po > południu. Próbowałem na odtwarzaczu i na dwóch stacjach w komputerze, i nic. Chciałem nawet to zripować, ale ripuje się cisza. :) A maila Twojego nie zauważyłem... <bije się w piersi> Odpowiedz Link
good_morning Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 31.08.06, 12:55 mnie zas ciekawi, czy Aimarek zauwazyl mejla z okladka ;) i tak w ogole niesmialo miaukne, czy...hmm...sluchal juz czegos? ;D Odpowiedz Link
aimarek Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 01.09.06, 15:18 good_morning napisała: > mnie zas ciekawi, czy Aimarek zauwazyl mejla z okladka ;) > i tak w ogole niesmialo miaukne, czy...hmm...sluchal juz czegos? ;D Hymmm.. wysyłałem chyba maila z podziękowaniem (?) Czy nie wysyłałem? :D Anyway, recezja poniżej (krytyki). Odpowiedz Link
ayya Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 31.08.06, 12:59 W każdym bądź razie, jak dobrze pójdzie, za 10 minut powinieneś mieć składankę do pobrania na mailu. Odpowiedz Link
janek0 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 31.08.06, 19:31 ayya napisała: > W każdym bądź razie, jak dobrze pójdzie, za 10 minut powinieneś mieć składankę > do pobrania na mailu. Ściągłem, pięknie dziękuję. I obwieszczam zainteresowanym, że składanka nosi tytuł "W 40 dni dookoła świata, czyli piosenki wakacyjno-podróżnicze poruszające tematykę związaną z przemieszczaniem się i środkami lokomocji, wypoczywaniem, zwiedzaniem, poszukiwaniem drogi, wracaniem do domu i innumi podobnymi duperelami..." Odniosę się wkrótce. Odpowiedz Link
janek0 W 40 dni dookoła... 07.09.06, 23:01 Nie obeszło się bez drobnych trudności, ale jak już się udało, to od początku było jasne, że to będzie niezła jazda, ponieważ pierwszy kawałek to: 1. New Model Army – I Love This World. Czuć w tym kawałku szaleństwo, chociaż uważam, że te wchodzące bębny trochę są zbyt prostackie. Ale co do zasady zgadzam się z Sullivanem. 2. Nie wiem co to. Damski pop-punk, pani śpiewa że jest w niebie, albo że przynajmniej tak jej mówią. Nie moja bajka, zostałem na ziemi. Jak nic hamerykańskie. 3. Nieskomplikowane, melodyjne granie. I mam farta, bo Kiss Me On the Bus/Bust to jedna z niewielu piosenek The Replacements jakie znam i potrafię rozpoznać (i z jedynej ich płyty jaką słyszałem). Ale autobusem chętnie się z nimi znowu przejadę. 4. Co kończy się chyba nienajlepiej, bo w karetce. Nie wiem co to, ale też jakby w nurcie replacementowskim. Ładnie wmiksowane syreny. 5. Ha ! Punkt styczny z moją składanką, bo też tego pana uwzględniłem. To Destroyer z poprzedniej płyty. (Nb. w tej Kanadzie to się robi ostatnio druga Australia...) 6. Nie wiem co to... ale to genialne ! Dajcie mi całą płytę ! Pan śpiewa/recytuje na tle prościutkiego acz nienachalnego beatu i kilku akustycznych instrumentów. Dam sobie uciąć, że to znowu jacyś Amerykanie: tekstowo mi się kojarzy z The Mountain Goats, muzycznie jest prawie lo-fi i całkiem folkowo. W sumie inteligentny, kameralny, między-wierszami-liryczny kawałek – czyli dokładnie to, co lubię. 7. Głos znam. Tekst też gdzieś mi dzwoni, brzmi to na wczesne lata siedemdziesiąte, taka dziwność trochę pożyczona z Beatlesów (założę się, że pan artysta nie stronił od dopalaczy). Znaczy panie, klasyka... Fajne, ale nie wiem kto zacz. 8. Hmm, znowu pani, transowe bębny na początku - bardzo miłe i te rozjechane gitary w środku też... Można nawet wybaczyć, że kompozycja w sumie słabiutka. Znam ten głos, to chyba coś znanego. Ale co ? 9. Fajny, energetyczny, pozytywny, ładnie zaaranżowany (te dęciaki i klawisze) i bardzo brytyjski pop. Ponadprzeciętnie dobre, chociaż może brakuje jakiegoś drugiego dna. I oczywiście nie wiem, co to. 10. I znowu nie wiem, nawet nie potrafię powiedzieć, czy to nowe jest, czy stare. Wokalista to coś jakby daleki krewny Eddiego Veddera, a muzyka trochę trąci jakimś shoegazem. Nawet fajne. 11. Początek jest niepokojący i obiecujący, i zapowiada pokręcony walczyk. Niestety, kiedy wchodzi gitara, okazuje się, że to były obiecanki bez pokrycia i rzecz jest w najlepszym przypadku przyzwoicie rzemieślnicza. Zwłaszcza bębny mnie irytują, i te częstochowskie rymy. Jak dla mnie, chyba najsłabszy moment na składance. 12. Ha !(2) Na 100% The Kinks ! Robimy mały postój nad brzegiem rzeki... Ostatnio dużo ich słucham, zwłaszcza wczesnych płyt i tego brzmienia nie da się pomylić z niczym innym. I też ich wpakowałem na swoją składankę, chociaż inny podróżniczy kawałek. 13. No tak, to jeden z tych kawałków, w których się czeka aż wjedzie refren. No i jak już wjedzie, to trudno się nie ruszać. Bo to Moving Supergrass. 14. Panu trudno odmówić głosu, ale mnie nie przekonuje – za dużo tu tego wszystkiego, a zwłaszcza dramatu, a chyba za mało koncepcji. Nie wiem co to, pachnie mi U2, ale to nie U2 bo bardziej popowe. 15. Uhh, potrójne uderzenie z grubej rury – raz, że zaczyna się zaskakująco, dwa, że się okazuje że podróż jest drogą donikąd, a trzy że hicior to maksymalny... Talking Heads. 16. A tu nie wiem. Znowu gęsto-shoegaze'owo. Czyżby to londyńska mgła ? I bardzo mi się podoba gitarowe “solo”w drugiej części piosenki. 17. Tu za to wszystko jest jasne i przejrzyste. Nie wiem z jakiej to płyty bo nie słucham tego pana prawie wcale, ale brzmi to jak typowy kawałek Nicka Cave'a. Więc to musi być Nick Cave. 18. Całkiem miły utworek – bardzo ładnie się rytmicznie zamyka tekst z melodią, pani ma mocny, pełny głos i dar interpretacji a i aranż jest nieoczywisty. Słowem taki ambitny pop, i (co mnie trochę zaskakuje), jeden z moich ulubionych momentów na tej składance. Wprawdzie nigdy nie ukrywałem, że popowe wokalistki to kategoria w której czuję się zupełnie kiepsko, ale jednak mi coś dzwoni i będę strzelał – czy to może jest Fiona Apple ? 19. Zaczyna się ciekawie, ale refren trochę rozczarowuje, bo dość banalny. Nie wiem co to. W każdym razie składankę zamyka przesłanie, że jest gdzieś takie okno, w którym pali się światełko.. Po TAKIEJ podróży, bardzo słusznie. Czuję się podbudowany. :-P Jak się nieraz deklarowałem, jak przychodzi do tzw. indie, to zdecydowanie wolę amerykańskie, niż brytyjskie, czyli, wnioskując na podstawie składanki i nie tylko, dokładnie odwrotnie jak koleżanka Autorka. Ale podobało mi się, momentami nawet bardzo (zwłaszcza kawałki 1, 6, 7, 10, 12, 16, 18). Osobliwie ujęli mnie ci Kinksi, bo ostatnio doszedłem do wniosku, że z lat 60 to właśnie oni zajmują u mnie drugie miejsce zaraz po VU. I nawet na składance Ayyi wyróżniają się klasą. No i koniecznie muszę się dowiedzieć, co to za kawałek jest pod 6. Ayya, dzięki wielkie !!! Odpowiedz Link
ayya Re: W 40 dni dookoła... 09.09.06, 17:59 Przepraszam za zwłokę, ale już odkrywam wszystkie kartki mej składanki. Idea mojej składanki wiązała się ściśle z niespecjalnie mi pasującym tematem (W 40 dni dookoła świata). Zupełnie nie wiedziałam, jak się do niego zabrać, ale od razu zrezygnował z zabawy z wykonawcami z różnych krajów, bo myślę, że nie wyszłoby mi coś dostatecznie zadowalającego. Moje utwory zatem nawiązują w różny, niezobowiązujący sposób do przemieszczania się... > 2. Nie wiem co to. Damski pop-punk, pani śpiewa że jest w niebie, albo że > przynajmniej tak jej mówią. Nie moja bajka, zostałem na ziemi. Jak nic > hamerykańskie. A figa, bo to brytyjskie :) A nazywa się Kenickie i zaprezentowało się w piosence "In Your Car", nawiązując do wiadomego środku lokomocji. > 4. Co kończy się chyba nienajlepiej, bo w karetce. Nie wiem co to, ale też > jakby > w nurcie replacementowskim. Ładnie wmiksowane syreny. To z ostaniego albumu Flaming Lips "Mr. Ambulance Driver" - zdecydowanie najlepszy kawałek na tej znakomitej płycie. > 6. Nie wiem co to... ale to genialne ! Dajcie mi całą płytę ! Pan > śpiewa/recytuje na tle prościutkiego acz nienachalnego beatu i kilku > akustycznych instrumentów. Dam sobie uciąć, że to znowu jacyś Amerykanie: > tekstowo mi się kojarzy z The Mountain Goats, muzycznie jest prawie lo-fi i > całkiem folkowo. W sumie inteligentny, kameralny, między-wierszami-liryczny > kawałek – czyli dokładnie to, co lubię. Spodobał Ci się kawałek, o który bym Cię w życiu nie podejrzewała. To "Flight 180" grupy Bishop Allen, oni w tym roku wydają tylko co miesiąc EPki i doszli już do lipca (piosenka ze składanki pochodzi z "April EP"). Ale muszę Cię chyba rozczarować, bo to najlepszy ich kawałek, choć w sumie zespół jest całkiem sympatyczny. > 7. Głos znam. Tekst też gdzieś mi dzwoni, brzmi to na wczesne lata > siedemdziesiąte, taka dziwność trochę pożyczona z Beatlesów (założę się, że > pan artysta nie stronił od dopalaczy). Znaczy panie, klasyka... Brian Eno "Burning Airlines Give You So Much More" z płyty "Taking Tiger Mountain (By Strategy)" z 1974 r., więc datowanie się zgadza. Brawo :) > 8. Hmm, znowu pani, transowe bębny na początku - bardzo miłe i te rozjechane > gitary w środku też... Można nawet wybaczyć, że kompozycja w sumie słabiutka. > Znam ten głos, to chyba coś znanego. Ale co ? To nawet bardzo znane: Yeah Yeah Yeahs i "Maps", jeszcze z czasów, kiedy Karen Oł i spółka umieli pisać trzy dobre piosenki czyli przeszłość sprzed "Show Your Bones". > 9. Fajny, energetyczny, pozytywny, ładnie zaaranżowany (te dęciaki i > klawisze) i bardzo brytyjski pop. Ponadprzeciętnie dobre, chociaż może brakuje jakiegoś > drugiego dna. I oczywiście nie wiem, co to. To z płyty "Through The Window Pane" Guillemots - zdecydowanie tegoroczny nr 1, jeśli chodzi o brytyjskie debiuty. A "Trains To Brazil" to kapitalna piosenka. > 10. I znowu nie wiem, nawet nie potrafię powiedzieć, czy to nowe jest, czy > stare. Wokalista to coś jakby daleki krewny Eddiego Veddera, a muzyka trochę > trąci jakimś shoegazem. Nawet fajne. To bardzo sympatyczny shoegaze z lat 90tych od Kitchens Of Distinction. Ja tam Veddera niespecjalnie słyszę, a zespół ostatnio bardzo polubiłam. > 11. Początek jest niepokojący i obiecujący, i zapowiada pokręcony walczyk. > Niestety, kiedy wchodzi gitara, okazuje się, że to były obiecanki bez > pokrycia i > rzecz jest w najlepszym przypadku przyzwoicie rzemieślnicza. Zwłaszcza bębny > mnie irytują, i te częstochowskie rymy. Jak dla mnie, chyba najsłabszy moment > na składance. Hehe, chyba jest tutaj paru sympatyków grupy South, którą tak skrytykowałeś :) A płyty "With The Tides" w szczególności :) > 12. Ha !(2) Na 100% The Kinks ! Robimy mały postój nad brzegiem rzeki... > Ostatnio dużo ich słucham, zwłaszcza wczesnych płyt i tego brzmienia nie da się > pomylić z niczym innym. I też ich wpakowałem na swoją składankę, chociaż inny > podróżniczy kawałek. W te wakacje The Kinks awansowało do grona moich ulubionych wykonawców z lat 60tych, bo też dużo ich słuchałam. I pewnie też wybrałabym inny kawałek, ale ten chyba czasowo mi jakoś pasował ;) > 14. Panu trudno odmówić głosu, ale mnie nie przekonuje – za dużo tu tego > wszystkiego, a zwłaszcza dramatu, a chyba za mało koncepcji. Nie wiem co to, > pachnie mi U2, ale to nie U2 bo bardziej popowe. No widać, że jesteś bardziej hamerykańki, bo nie doceniasz jednego z notabene najbardziej niedocenionych bandów britpopowych - Longpigs. > 16. A tu nie wiem. Znowu gęsto-shoegaze'owo. Czyżby to londyńska mgła ? I > bardzo mi się podoba gitarowe “solo”w drugiej części piosenki. Wraz z Galaxie 500 i "Tugboat" z drogi donikąd zaczynamy prawie do końca przemieszczać się drogą morską. > 17. Tu za to wszystko jest jasne i przejrzyste. Nie wiem z jakiej to płyty bo > nie słucham tego pana prawie wcale, ale brzmi to jak typowy kawałek Nicka > Cave'a. Więc to musi być Nick Cave. "The Ship Song" z albumu "The Good Son". O dziwo, pierwszy raz w życiu usłyszałam kiedyś tę piosenką w płaczliwym wykonaniu Heather Novy, który, co oczywiste, do oryginału się nie umywa. > 18. Całkiem miły utworek – bardzo ładnie się rytmicznie zamyka tekst z me > lodią, > pani ma mocny, pełny głos i dar interpretacji a i aranż jest nieoczywisty. > Słowem taki ambitny pop, i (co mnie trochę zaskakuje), jeden z moich ulubionych > momentów na tej składance. Wprawdzie nigdy nie ukrywałem, że popowe wokalistki > to kategoria w której czuję się zupełnie kiepsko, ale jednak mi coś dzwoni i > będę strzelał – czy to może jest Fiona Apple ? Brawo. To faktycznie Fiona Apple w odsłonie z ostatniej płyty "O' Sailor". > 19. Zaczyna się ciekawie, ale refren trochę rozczarowuje, bo dość banalny. Nie > wiem co to. W każdym razie składankę zamyka przesłanie, że jest gdzieś takie > okno, w którym pali się światełko.. Po TAKIEJ podróży, bardzo słusznie. Czuję > się podbudowany. :-P Cieszę się :P A piosenka ma jakże wymowny tytuł "No Sense Of Home", a wykonuje ją zespół Seafood. W sumie cieszę się, że składanka (tak chyba reprezentatywna dla mnie pod względem brzmienia) przypadła Ci do gustu :) Odpowiedz Link
ayya Re: W 40 dni dookoła... 09.09.06, 18:01 Dla ścisłości jeszcze playlist: 01. New Model Army - I Love The World (Thunder And Consolation, 1989) 02. Kenickie - In Your Car (At The Club, 1997) 03. The Replacements - Kiss Me On The Bus (Tim, 1985) 04. The Flaming Lips - Mr. Ambulance Driver (At War With The Mystics, 2006) 05. Destroyer - It's Gonna Take An Airplane (Your Blues, 2004) 06. Bishop Allen - Flight 180 (April EP, 2006) 07. Brian Eno - Burning Airlines Give You So Much More (Taking Tiger Mountain, 1974) 08. Yeah Yeah Yeahs - Maps (Fever To Tell, 2003) 09. Guillemots - Trains To Brazil (Through The Window Pane, 2006) 10. Kitchens of Distinction - Sand On Fire (Cowboys And Aliens, 1995) 11. South - Colours In Waves (With The Tides, 2003) 12. The Kinks - Sitting By The Riverside (The Village Green Preservation Society, 1968) 13. Supergrass - Moving (Supergrass, 1999) 14. Longpigs - Lost Myself (The Sun Is Often Out, 1996) 15. Talking Heads - Road To Nowhere (Little Creatures, 1985) 16. Galaxie 500 - Tugboat (Today, 1988) 17. Nick Cave And The Bad Seeds - The Ship Song (The Good Son, 1990) 18. Fiona Apple - O' Sailor (Extraordinary Machine, 2005) 19. Seafood - No Sense of Home (As The Cry Flows, 2004) Odpowiedz Link
janek0 Remament 27.09.06, 23:38 Jeszcze raz dzięki za płytę, i dzięki za listę i komentarze. Teraz mały remanent, bo jednej rzeczy nie mogłem tak zostawić: > Spodobał Ci się kawałek, o który bym Cię w życiu nie podejrzewała. To "Flight > 180" grupy Bishop Allen, oni w tym roku wydają tylko co miesiąc EPki i doszli > już do lipca (piosenka ze składanki pochodzi z "April EP"). Ale muszę Cię chyba > > rozczarować, bo to najlepszy ich kawałek, choć w sumie zespół jest całkiem > sympatyczny. No rzeczywiście, trochę sobie powęszyłem i chyba większość ich rzeczy mi do gustu nie przypadnie. > > 7. Głos znam. Tekst też gdzieś mi dzwoni, brzmi to na wczesne lata > > siedemdziesiąte, taka dziwność trochę pożyczona z Beatlesów (założę się, > że > > pan artysta nie stronił od dopalaczy). Znaczy panie, klasyka... > > Brian Eno "Burning Airlines Give You So Much More" z płyty "Taking Tiger > Mountain (By Strategy)" z 1974 r., więc datowanie się zgadza. Brawo :) <palacz> Eno znam tylko Warm Jets, więc mogę sobie pogratulować <gratuluje sobie> > > 16. A tu nie wiem. Znowu gęsto-shoegaze'owo. Czyżby to londyńska mgła ? I > > bardzo mi się podoba gitarowe “solo”w drugiej części piosenki > Wraz z Galaxie 500 i "Tugboat" z drogi donikąd zaczynamy prawie do końca > przemieszczać się drogą morską. No i tu WTOPA POTWORNA :X Na swoje usprawiedliwie mogę tylko powiedzieć, że akurat Today jest tą płytą g500 której słucham najrzadziej. Ale i tak ich nie rozpoznać to hańba straszna. Za karę wysłucham dzisiaj tej płyty pięćset razy. Odpowiedz Link
nienietoperz Do agencji podrozy 31.08.06, 14:36 Dotarl do mnie wlasnie dzis rano (idealnie trafil, bo jutro wyjezdzam!) folder wycieczkowy `Strawberry Tours', zawierajacy pelen program wycieczki objazdowej, nawet ze sciezka dzwiekowa! Na razie ciesze sie, ze `Nobody's gonna travel second class There'll be equality And no suppression of minorities.' Oraz jestem pod wrazeniem i bardzo wdzieczny wysylaczowi. Sprawozdanie pojawi sie pewnie z opoznieniem, bo przez dwa tygodnie bede pozasieciowy. Niemniej pojawi sie na pewno - folder jedzie ze mna! Z uklonami, Nienietoperz Odpowiedz Link
nienietoperz Re: Do agencji podrozy 21.09.06, 10:31 Plan wycieczki biura Strawberry Tours przyjechal do mnie na koniec wrzesnia z dokladnym opisem gdzie, co i jak kazdego dnia (kazdego utworu). Zgodnie z wymaganiem zaraportowania, jak sie udalo, opisuje, przepraszajac za opoznienie, calosc wyprawy. Wszedzie ponizej tytuly piosenek moga byc dosc umowne; na wlasciwe nalezy czekac do playlisty. 1. Zaczynamy dosc pociesznie, gitara raczej ogniskowa, za to dowcipny tekst dodaje ochoty do podrozy; w zasadzie stawialem raczej na lata 90te udajace lata 60te. Okazalo sie, ze jednak sa to sami klasycy: The Kinks 'Supersonic spaceship' - 6/10. 2. Tu od pierwszych linijek slychac liryczny glos, melancholijna melodie, niebogaty, ale dosc nowoczesny aranz. Calosc bardzo bardzo przyjemna, zupelnie jak Simon & Garfunkel z najlepszych lat zreinkarnowani na poczatku wieku XXI. Cos jest w tym porownaniu, bo to Belle and Sebastian 'Shimmering light' - 8/10 (pierwszy diamencik albumu) 3. Znow od poczatku wiem, ze mi sie spodoba; podejrzewam, jak sie okazuje slusznie, ze bedzie to jeden z moich ulubionych kawalkow. Swietna linijka: 'let's do it serpentine anytime', ciekawy, niespieszny wokal, nudziarstwo w swietnym stylu. Oby tak dalej! Deus `Serpentine' 8.5/10 4. Wszelkie francuskie zjawiska postpunkowe kojarza mi sie raczej slabo (moze to kwestia nieznajomosci), to jest jednak akceptowalne, glownie za zaspiew w refrenie. Noir Désir - EN ROUTE POUR LA JOIE 6/10 5. Pierwszy kawalek nierozpoznany; najpierw wydawal mi sie kiepski, za drugim razem cos w sobie kryjacy, potem sad ustabilizowal sie blizej pierwszego wrazenia. Kabaretowosc niemiecka byc moze umyka mi troche z uwagi na slaba znajomosc jezyka, pozostaje plastikowosc klawiszowa i perkusyjna. Ford Capri 4.5/10 6. Tym razem gramy, a nie spiewamy. Poczatek taki, jak tygrysy lubia najbardziej: atmosferycznie, monotonnie, swietny podklad sekcji rytmicznej i dzwieki w tle, poruszajacy poczatek gitary. Potem niestety gitara sie troche gubi, to rzezi nieznosnie, to pogrywa jak solo sredniego zespolu pudlometalowego. Az sie prosi zaprosic do tego podkladu Thurstona Moore'a (oczywiscie moge sie skompromitowac, i sam TM juz tam gra - utwor niezidentyfikowany) W sumie: podklad i sekcja rytmiczna 7.5/10, gitara 4/10 7. Dla odmiany zaczynamy zrywnie, skocznie i rytmicznie, wesolo wedrujacy bas, gitary jak trzeba, swietna prosta zwrotka, fajnie brzmiacy hiszpanski i ... refren niestety przekracza bariere pociesznosci i przyspiewnosci przesadnej. W efekcie ocena musi byc podwojna: Los Bunkers - Tu zwrotka 7/10, refren 5/10 8. Tym razem brak zastrzezen - upalny dzien, latynoskie rytmy, obowiazkowe miotelki i do tego leniwy sliczny kobiecy glos... Nie wiem kto to, ale chetnie posluchalbym wiecej - 7.5/10 9. Pozostajemy przy dzwiekach latynoskich, chociaz tym razem wyraznie cos jest remixowane; poczatkowe klawisze nieodparcie przypominaja mi jakas polska muzyke filmowa (telewizyjna). Calosc kompletnie nie w moim stylu, tym bardziej doceniam wiec bujalnosc piosenki, ze szczegolnym wskazaniem na moment wejscia "tanecznej" perkusji. Autor nieznany - 7/10 10. Grrr, skads to znam, ale nie moge sobie przypomniec. Albo znam cover, albo to, czego slucham jest coverem. W kazdym razie zaczynamy od nerwowej jazdy po autostradzie (klania sie Lost Highway Lyncha) oddanej niepokojacym basem w tle, klawiszami z przodu i wokalem z poteznym poglosem. Krotko, ale atmosferycznie i tresciwie: Ghost Rider by Suicide? - 8/10 11. Kompletnie niepociagajacy i rzezacy poczatek, ze znajomym kobiecym glosem wyspiewujacym banaly; potem znacznie, znacznie lepiej, podrozujace gitary z lagodna perkusja w tle. Az szkoda, ze trafilo na stosunkowo slaba piosenke jednego z moich ulubionych zespolow... Sonic Youth - Pacific Coast Highway 6/10 12. Zaczynamy od przyjemnej gitary i basu, ale urok piosenki rosnie potrojnie razem z pojawieniem sie zabiego glosu wyspiewujacego miedzy innymi chec pozostawienia Anglii Anglikom. I tak juz do konca, razem z fortepianem i chorkami. Destroyer, A Dangerous Woman Up to a Point 8/10 13. Coz za radosne gitarki! Na dodatek (a raczej na danie glowne) swietny perkusista, wszystko razem muzycznie dosc bliskie Dandy Warhols z ich pierwszego albumu. Gdyby nie metna wokaliza (czy to naprawde japonski?), mogla to byc najlepsza piosenka zestawu. Tak czy inaczej 8/10 14. Zaczyna sie jak muzyka relaksacyjna niestety, potem poprawia sie na monotonne elektroniczne dzwieki i poprawne wyspiewy pani, ktora podejrzewam o bycie Anja Garbarek. Wszystko w porzadku, ale iskry jakos brak. Wysylamy wokalistke na kurs energetycznosci do perkusisty zespolu powyzej. 6.5/10 15. Jedyny utwor, na ktorego przesluchanie ponad raz nie bylem sie w stanie zdobyc. 'Libanskie' gitary, malo przekonywujacy spiew. W sumie - na kazdej wycieczce jest taki dzien, ze ma sie ochote byc juz w domu. 3/10 16. Jazz/rock/modern classical. Jak to robia niektorzy, ze sa w stanie z pozornego chaosu wydobyc tyle sensu, rytmu i bogactwa (a nie balaganu) dzwiekowego? Czyzby maestro Zorn? 7/10 17. I tak: od poczatku wiem, ze piosenke znam, i bedzie mi wstyd, ze nie pamietam wykonawcy. Na poczatku wydaje sie tez, ze jest jednym z typowych przebojow lat 80tych, gdzie ma byc klawisz, jest klawisz, gdzie ma byc chorek, jest chorek, etc. - ogolnie muzyka obca mi ideowo. Po drugim przesluchaniu wiem juz, ze jest tu cos wiecej. Niby typowo, ale z czyms wiecej. Po trzecim zasluguje juz na 3/4, ponadto zaczynam kojarzyc, ze to faktycznie wielcy: The Triffids - One soul less on your fiery list - 7.5/10 18. Osiemnastka wlasciwie nie istnieje, a raczej jest HiddenTrackiem. Za to jakim: nie jestem w stanie nic madrego napisac, po prostu Radiohead - Tourist 9.5/10 (nie 10/10 wylacznie z jednego powodu - to sugerowalo by mistrzostwo absolutne, a sam slyszalem w tym roku te piosenke na koncercie i, choc trudno w to uwierzyc, tamto wykonanie bylo jeszcze lepsze). Ogolnie: 122.75/18 = ok. 6.8/10 Oprawa opisowa pozwala z czystym sumieniem przydzielic plycie (tfu, wycieczce) mocna 7ke. Z goracymi podziekowaniami i prosba o playliste, Nienietoperz Odpowiedz Link
ilhan Re: Do agencji podrozy 21.09.06, 10:42 nienietoperz napisał: > 17. I tak: od poczatku wiem, ze piosenke znam, i bedzie mi wstyd, ze nie > pamietam wykonawcy. Na poczatku wydaje sie tez, ze jest jednym z typowych > przebojow lat 80tych, gdzie ma byc klawisz, jest klawisz, gdzie ma byc chorek, > jest chorek, etc. - ogolnie muzyka obca mi ideowo. Po drugim przesluchaniu wie > m > juz, ze jest tu cos wiecej. Niby typowo, ale z czyms wiecej. Po trzecim > zasluguje juz na 3/4, ponadto zaczynam kojarzyc, ze to faktycznie wielcy: > The Triffids - One soul less on your fiery list - 7.5/10 To nie moja składanka, ale wtrącę się. Ta piosenka znajduje się na dwóch albumach The Triffids w różnych wersjach i w różnych tytułach. Z opisu wygląda mi to raczej na "Hometown Farewell Kiss" z typowo 80sowskiego "Calenture". Wcześniejsza wersja właśnie pod tytułem "One Soul Less On Your Fiery List" jest zdecydowanie country-rockowa. Tak czy owak nie jest to moja ulubiona piosenka na żadnej z tych płyt, ale cieszę się, że się podoba. Odpowiedz Link
janek0 Re: O playliste prosba kolejna... 27.09.06, 23:28 1. [Anglia] The Kinks - Supersonic Rocket Ship 2. [Szkocja] Belle and Sebastian - (I Believe In) Travellin' Light 3. [Belgia] Deus - Serpentine 4. [Francja] Noir Désir - En Route Pour La Joie 5. [Niemcy] Floh De Cologne - Ford Capri 6. [Polska] Ścianka - Trans-Atlantyk 7. [Chile] Los Bunkers - Tu 8. [Brazylia] The Mosquitos - Mosquito (Reprise) 9. [Meksyk] Mexican Institute of Sound - Mirando a las Muchachas 10. [USA] Suicide - Ghost Rider 11. [USA] Sonic Youth - Pacific Coast Highway 12. [Kanada] Destroyer - A Dangerous Woman Up to a Point 13. [Japonia] Miminokoto - Tottemo ver.2 14. [Norwegia] Sidsel Endresen & B Wesseltoft - Out Here. In There 15. [Niby-Włochy] Beirut - Postcards from Italy 16. [Bliżej nieokreślone miejsce we Wschodniej Europie] Kletka Red - Sibra 17. [Australia] The Triffids - Hometown Farewell Kiss 18. [Bonus] Radiohead - Tourist Odpowiedz Link
nienietoperz Re: O playliste prosba kolejna... 28.09.06, 14:35 Serdeczne podziekowania, za liste i przede wszystkim za plyte. NN Odpowiedz Link
janek0 Re: Do agencji podrozy 27.09.06, 23:21 Przyznaję się do bycia biurem. Dzięki za recenzję i przepraszam za zwłokę z plajlistą, ale byłem poza domem, a internet przez komórkę to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej... (a zwłaszcza tygrysy nie lubią rachunków dostawać). Płytka była "z kluczem", to znaczy każdy kawałek (poza 10 i 11) był z innego kraju, i to jeszcze miałobyć tak, żeby rzeczywiście dało się taką podróż odbyć. W opisie podróży były wskazówki co jest co - widzę, że sobie w większości poradziłeś ;) Kilka uwag, w następnym poście plajlista. > 1. Zaczynamy dosc pociesznie, gitara raczej ogniskowa No za gitarę ogniskową to masz bęcki... To jest gitara epokowa ! :] > 5. Pierwszy kawalek nierozpoznany; najpierw wydawal mi sie kiepski, za drugim > razem cos w sobie kryjacy, potem sad ustabilizowal sie blizej pierwszego > wrazenia. Kabaretowosc niemiecka byc moze umyka mi troche z uwagi na slaba > znajomosc jezyka, pozostaje plastikowosc klawiszowa i perkusyjna. > Ford Capri 4.5/10 A to rarytas krautrockowy. Zespół nazywał się "Floh de Cologne" czyli mniej więcej Pchła z Kolonii i jest to coś jakby połączenie Fausta z Kurtem Weilem. Mocno kabaretowe, lewackie i w sumie nie musi się podobać. > 6. Tym razem gramy, a nie spiewamy. Poczatek taki, jak tygrysy lubia > najbardziej: atmosferycznie, monotonnie, swietny podklad sekcji rytmicznej i > dzwieki w tle, poruszajacy poczatek gitary. Potem niestety gitara sie troche > gubi, to rzezi nieznosnie, to pogrywa jak solo sredniego zespolu > pudlometalowego. Az sie prosi zaprosic do tego podkladu Thurstona Moore'a > (oczywiscie moge sie skompromitowac, i sam TM juz tam gra - utwor > niezidentyfikowany) To nie Moore tylko Maciek Cieślak ! To Ścianka z pierwszej płyty, a kawałek nazywa się "Trans-Atlantyk". Myślałem że zagadka będzie łatwiejsza, bo przecież w programie jasno stoi, że tego dnia nocleg będzie pod małą ścianą. :] > 8. Tym razem brak zastrzezen - upalny dzien, latynoskie rytmy, obowiazkowe > miotelki i do tego leniwy sliczny kobiecy glos... Nie wiem kto to, ale chetnie > posluchalbym wiecej - Dziwadło nazywa się The Mosquitos. Podobno brazyliskie bo pani wokalistka jest z Ipanemy, ale chyba bardziej amerykańśkie bo cała reszta składu jest nowojorska. Cała płyta jest w podobnym klimacie, tylko czasem jest wokalistą pan. > 9. Pozostajemy przy dzwiekach latynoskich, chociaz tym razem wyraznie cos jest > remixowane; poczatkowe klawisze nieodparcie przypominaja mi jakas polska muzyk > e > filmowa (telewizyjna). A nie jest to remiksowane, tylko (podobno) ma tak właśnie być. Mexican Institute of Sound się ten wynalazek nazywa. > 10. Ghost Rider by Suicide? - 8/10 Bingo ! > 13. Coz za radosne gitarki! Na dodatek (a raczej na danie glowne) swietny > perkusista, wszystko razem muzycznie dosc bliskie Dandy Warhols z ich pierwszeg > o > albumu. Gdyby nie metna wokaliza (czy to naprawde japonski?), mogla to byc > najlepsza piosenka zestawu. Tak czy inaczej 8/10 No chyba japoński. Nie znam, bogiemaprawdą. Zespół jest z Tokio, nazywa się Miminokoto i to podobno jest jakaś legenda miejscowego undergroundu. > 14. Zaczyna sie jak muzyka relaksacyjna niestety, potem poprawia sie na > monotonne elektroniczne dzwieki i poprawne wyspiewy pani, ktora podejrzewam o > bycie Anja Garbarek. Wszystko w porzadku, ale iskry jakos brak. Wysylamy > wokalistke na kurs energetycznosci do perkusisty zespolu powyzej. 6.5/10 To niejaka Sidsel Endresen, ale wybrałem to raczej dla Bugge Wesseltofta który jej tam akompaniuje. Podobno Wesseltoft jest używany jako soundtrack do filmu "S@motność w sieci", ale zapewniam, nie była to moja inspiracja. (Wierzycie, co nie ?) > 15. Jedyny utwor, na ktorego przesluchanie ponad raz nie bylem sie w stanie > zdobyc. 'Libanskie' gitary, malo przekonywujacy spiew. W sumie - na kazdej > wycieczce jest taki dzien, ze ma sie ochote byc juz w domu. 3/10 Uuuu. A tu to uwag kolegi zdecydowanie nie podzielam. Jest to okrzyczany Beirut z równie okrzyczanej płyty "Gulag Orkester". Baaaardzo mi się ta płyta podoba, między innymi przez skojarzenie z "In The Aeroplane Over The Sea" i swoją konceptalbumowatość. Proponuję jednak się zmusić, bo to *naprawdę* wartościowa rzecz jest. > 16. Jazz/rock/modern classical. Jak to robia niektorzy, ze sa w stanie z > pozornego chaosu wydobyc tyle sensu, rytmu i bogactwa (a nie balaganu) > dzwiekowego? Czyzby maestro Zorn? > 7/10 Fakt, leżało koło Zorna i chyba to produkował, a na pewno wydał to Tzadik. Zespolik nazywa się Kletka Red i rzekomo są to klezmerzy. > 17. (...) zasluguje juz na 3/4, ponadto zaczynam kojarzyc, ze to faktycznie wielcy: > The Triffids - One soul less on your fiery list - 7.5/10 No, tu to akurat Ilhan ma rację i jest to Hometown Farewell Kiss owszem Triffids, a więc wersja niekantrowa. (nota bene, rozpoznać piosenkę nie słuchając jej to już jest mistrzostwo świata) <chyli czoła> Odpowiedz Link
aimarek Good Morning "River In My Mind" 01.09.06, 15:16 Ucieszyłem się, gdy ustaliłem, że autorką składanki jest Good_Morning, bo oznaczało to, że czeka mnie spora dawka dźwięków świeżych, przypuszczalnie niezbyt łatwych i progresywnych w dobrym tego słowa znaczeniu. Tytuł, a także – bardzo ładna skądinąd - okładka sugerują wydarzenia rozgrywające się bardziej w strefie senno-halucynacjno-fantazmatycznej, aniżeli realnej. I dobrze. A oto moje krótkie opinie track-by-track. Płyniemy: 1. Rozjechane gitary i senny wokal składają się na klimat zahaczający gdzieś o rejony Flying Saucer Attack, Mercury Rev, może Ride czy wczesnego Verve. Takie granie nie leży w sferze moich głównych zainteresowań, ale w niezbyt dużych dawkach wywołuje bardzo pozytywne reakcje. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Mirek”. 2. Bardzo niepokojący track, co potęgują jakieś odgłosy much oraz inszej tajemniczej floro-fauny. Wizualizuję to sobie w sposób następujący: grupa zuchwałych przyrodników penetruje dżunglę amazońską i napotyka na swej drodze Zło. Albo zarazę jakąś. Myślę jednak, że proweniencja tego utworu może być skandynawska. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Pedagog”. 3. Utwór zbudowany wyłącznie na perkusjonaliach, wybijających tajemne, rytualne rytmy. Bardzo mi się podoba. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Kat” 4. Fajny kawałek oparty o powracający co jakiś czas, podlegający przekształceniom, śmieszny motyw grany na jakichś organkach. Sporo w tym luzu i wariactwa. Nie mam natomiast pojęcia po jakiemu oni śpiewają. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Lech” 5. Przyjemny ambient z plumkającym pianinkiem. Spoko. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Albinos”. 6. Bogato zaaranżowana, podniosła triphopująca piosenka. Pasuje mi na creditsy jakiegoś mrocznawego filmu, w którym pojawia się mocno rozbudowany wątek niezbyt szczęśliwej miłości. Ale raczej nie Bunuel, tylko udający metafizykę amerykański produkcyjniak. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Beata”. 7. Jakieś wyładowania elektryczne, spięcia, burza albo przekraczanie bariery dźwięku. Nice. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Minim”. 8. Takie eteryczne „uuuu-huuuuu / terere rere” w klimacie lat 80. Pewnie jakiś mega-klasyk, zwłaszcza, że głos tej pani ewidentnie coś mi ewokuje. Wizualizuję sobie zimową olimpiadę w jakimś Calgary: ceremonia otwarcia, śnieg, pochodnie, płaszcze-sraszcze, roboty na drutach. No ale takie granie trochę mi wlatuje jednym uchem, a drugim wylatuje. Pewno coś z 4AD. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Lech”. 9. Przeciwległy biegun – chyba mój ulubiony track. Latynosko brzmiąca gitarka i zajebista sekcja rytmiczna. Fajnie tam pan smyra swój BASIK, a PAŁKIER też ostro szpanuje. Strasznie lubię takie granie. Efektowne, ale bardzo proporcjonalne takie i klarowne, zaś ten powracający temat, wokół którego rozwijana jest kompozycja, znowu brzmi znajomo. Nie jest to czasem coś z Tzadika? Ten kawałek to agent o pseudonimie „Bolek” :| 10. A tu jakiś chorał. Nie wiem co napisać, więc opowiem kawał: Przychodzi Good_Morning do lekarza, a lekarz to Mike Patton. HAHAHAHAHAHA... To było wyborne <palacz> Ten kawałek to agent o pseudonimie „Hejnał”. 11. Fajne to jest. Kto to śpiewa kurde? Chwilami jak Hollis, ale potem to już jakby inny zią, który przez chwilę drze się jak Bono. Podejrzewam, że to też może być jakiś klasyk. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Olin”. 12. Hohoooo ileż tu się dzieje. Cudna sklejka rzeczy do siebie nieprzystających. Wytwór może nie schizofrenika, ale osobnika z lekką postacią ADHD, co to nie może wysiedzieć na miejscu i rzuca go po całym pokoju od ściany do ściany. Bardzo ciekaw jestem czo to. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Monika” 13. Pierwsze skojarzenie odesłało mnie do ostatniej płyty Matta Elliotta. Ale google pokazało, że to The Cure. Głuchy jestem, bo nie poznałbym jednego z najbardziej charakterystycznych wokali of all time. Tutaj w pięknej, nastrojowej kołysance „Pirate Ships”. Świetne zwieńczenie bardzo równej, wciągającej składanki. Robert Smith był „Delegatem”, a ja kłaniam się nisko w podzięce i oczekuję niecierpliwie na odkrycie przede mną nazwisk pozostałych agentów. Odpowiedz Link
good_morning Re: Good Morning "River In My Mind" 02.09.06, 01:36 'Dziekuje panu - powiedzialo stworzenie melodyjnym glosem. Takim, jaki wydaje pila, gdy po niej przeciagnac smyczkiem, mowiac scisle' ;) zaiste kuszaca wizje roztoczyles przede mna Aimarku, lecz jesli sadzisz, ze ktorys z pseudonimow kryje mego osobistego lekarza - nic bardziej blednego HAHAHAHAHAHA! ;D strefa senno-fantazmatyczna juz mocno wzywa, wiec reszta zeznan jutro, jesli czas pozwoli. (przygotuj lampe, moze byc ta, ktora Denis odziedziczyl po ogarnietym obledem Mercedesie ;)) Odpowiedz Link
aimarek Re: Good Morning "River In My Mind" 02.09.06, 10:26 good_morning napisała: > strefa senno-fantazmatyczna juz mocno wzywa, wiec reszta zeznan jutro, jesli > czas pozwoli. (przygotuj lampe, moze byc ta, ktora Denis odziedziczyl po > ogarnietym obledem Mercedesie ;)) Hę? — zapytał Denis. — Po co? Ja widzę! Odpowiedz Link
aimarek Re: Good Morning "River In My Mind" 03.09.06, 21:07 aimarek napisał: > 9. Przeciwległy biegun – chyba mój ulubiony track. Latynosko brzmiąca git > arka i > zajebista sekcja rytmiczna. Fajnie tam pan smyra swój BASIK, a PAŁKIER też ostr > o > szpanuje. Strasznie lubię takie granie. Efektowne, ale bardzo proporcjonalne > takie i klarowne, zaś ten powracający temat, wokół którego rozwijana jest > kompozycja, znowu brzmi znajomo. Nie jest to czasem coś z Tzadika? > Ten kawałek to agent o pseudonimie „Bolek” :| > 12. Hohoooo ileż tu się dzieje. Cudna sklejka rzeczy do siebie nieprzystających > . > Wytwór może nie schizofrenika, ale osobnika z lekką postacią ADHD, co to nie > może wysiedzieć na miejscu i rzuca go po całym pokoju od ściany do ściany. > Bardzo ciekaw jestem czo to. > Ten kawałek to agent o pseudonimie „Monika” Kurde no skręca mnie jak myślę o tych 2 kawałkach. Co to jest??? To drugie to musi być chyba Zorn albo jakiś jego kumpel, bo chwilami zdaje mi się, że słyszę tam Fritha, więc to by mi pasowało. Odpowiedz Link
good_morning Re: Good Morning "River In My Mind" 04.09.06, 10:14 zorn jest ale nie 12 :D zgaduj ;p pojutrze bedzie czas wreszcie (mam nadzieje) i sie wypowiem. zebys jednak nie cierpialz anadto skrecony, zdradze,ze Twoj, a zarazem i moj (hurra hurra!!!) ulubiony kawalek to panowie bozzio/levin/stevens 'duende' z plyty 'black light syndrom' z 97 roku. zrozumiale,ze palker tu ostro daje, a nie szpanuje kurcze! jest wspanialy po prostu :), wspomagany przez wirtuozow, efekt oczywisty. polecam bardzo. a tu o moim drugim lekarzu teriuszu bozzio nieco ;) www.united-mutations.com/b/terry_bozzio.htm i wywiad, w ktorym mowi slow pare o wspomnianej wyzej plycie www.classicrockrevisited.com/interviews00/tbozzio.htm c.d.n. :) p.s. gdybys bardzo chcial cos jeszcze z tej plyty, to hm...chyba sie da zalatwic ;) Odpowiedz Link
aimarek Re: Good Morning "River In My Mind" 04.09.06, 10:34 #$@#@$*&^%$# W tej chwili proszę mi pisać co jest pod numerem 12 albo, korzystając z uprawnień admina, powywalam wszystkie Twoje posty z archiwum! Odpowiedz Link
good_morning Re: Good Morning "River In My Mind" 05.09.06, 11:38 aimarek napisał: > #$@#@$*&^%$# - Chcesz pan mandat? naprawde pisze z doskoku, sorry, juz nie krzycz, masz swoja grzechotke ;p 12. secret chiefs 3, grupa powstala na bazie mr bungle, wiec nie pomyliles sie z tymi okolopattonowymi okolicami :D i jazdy ma podobne. i bardzo dobrze. funkcjonuje w zasadzie jako wspolne muzykowanie ludzi, ktorzy na co dzien zajmuja sie swoimi projektami. wystarczy googla zaprzec do roboty :) ON THE WINGS OF THE HAOMA - plyta z 2004 'book of horizons' ktos w necie pokusil sie o opisanie szczegolow wszystkich utworow z plyty, a zatem posluze sie cytatem: 'On The Wings Of The Haoma - 5 musicians. mridangam, ghatam, glockenspiel, gongs, drums, harp, organ, saz, clavinet, electric and acoustic guitar, piano, bass, synth, shakers, dumbeks, tambourines, foley sounds (sound effects added to a film during post production), electroacoustic treatments. Beats and weird fast squeals, cartoony stuff! Tribal cartoon music! Then into insane noise, then music, strangeness, more changes - awesome! So many unpredictable changes! BUNGLEY changes! Ends in a song kinda like "All My Love" or "Wicked Game." Sing either lyric along with it as I did, and it'll be like we're in the same room together, sharing love.' sluchajac dwunastki odbywamy podroz w sferze jak najbardziej halucynogennej i z powodu muzyki i samego tytulu. Haoma - roslinka , sokiem z ktorej (wymieszanym z mlekiem i miodem, tudziez odpowiednio sfermentowanym )opijali sie podczas obrzedow magowie Zaratustry (poczym 'takorzekali';)). 'book of horizons' - zbior perelek najwyzszej klasy, z przeroznych bajek. moj kolejny faworyt to 'exterminating angels' - metal rzadzi!!! ;D w ramach rekompensaty za pzrydlugie oczekiwanie na grzechotke - jej fregmenty : www.amazon.com/Book-Horizons-Secret-Chiefs-3/dp/B00023B1ZI i szybko lec kupic ;) c.d.n. :) Odpowiedz Link
aimarek Re: Good Morning "River In My Mind" 05.09.06, 12:48 good_morning napisała: > - Chcesz pan mandat? Ja tu jestem od mandatowania <palacz> > naprawde pisze z doskoku, sorry, juz nie krzycz, masz swoja grzechotke ;p Nie ma to jak łagodna perswazja <palacz><palacz> > i szybko lec kupic ;) Z pewnością sprawdzę tych SEKRETNYCH SZEFÓW. Trafiłaś mnie tą Haomą jak Lamon Brewster naszego Dżonusia. Odpowiedz Link
good_morning szefowie y reszta ;) 05.09.06, 22:52 1. Rozjechane gitary i senny wokal składają się na klimat zahaczający gdzieś o rejony Flying Saucer Attack, Mercury Rev, może Ride czy wczesnego Verve. Takie granie nie leży w sferze moich głównych zainteresowań, ale w niezbyt dużych dawkach wywołuje bardzo pozytywne reakcje. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Mirek”. ‘helicopter’ archive z plyty ‘michel vaillant’(inspired by) 2003 – powstaly wtedy dwie plyty, jedna jako sciezka dzwiekowa do filmu ‘michel vaillant’, druga niejako nim inspirowana, zawiera tez piosenki. startujemy helikopterem, obieramy cel i... 2. Bardzo niepokojący track, co potęgują jakieś odgłosy much oraz inszej tajemniczej floro-fauny. Wizualizuję to sobie w sposób następujący: grupa zuchwałych przyrodników penetruje dżunglę amazońską i napotyka na swej drodze Zło. Albo zarazę jakąś. Myślę jednak, że proweniencja tego utworu może być skandynawska. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Pedagog”. ...i ladujemy na samym srodku pustyni, gdzie glodne muchy poleruja na wpol przysypane piachem czaszki. ‘desert’ von „pink anvil’ z plyty ‘halloween party’ (ipecac, a jakze , rok 2003). widok odrobine niesmaczny, wiec zwijamy manatki i lecimy w okolice bardziej przyjazne, gdzie... 3. Utwór zbudowany wyłącznie na perkusjonaliach, wybijających tajemne, rytualne rytmy. Bardzo mi się podoba. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Kat” ...gdzie Majowie blagaja o deszcz . ciemnosc, bebny, pochodnie i szaman terry bozzio - ‘maya’ z plyty ‘drawing the circle’. tance wokol ognia, ewentualnie jakis napoje wspomagajace, wpadamy w trans i... 4. Fajny kawałek oparty o powracający co jakiś czas, podlegający przekształceniom, śmieszny motyw grany na jakichś organkach. Sporo w tym luzu i wariactwa. Nie mam natomiast pojęcia po jakiemu oni śpiewają. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Lech” ...i majaczy nam sie ‘praha in spring’ von ‘ruins’ (plyta ‘symphonica’1998 zdaje sie). domniemywac nalezy,. iz agent zeznaje po japonsku ;) w kazdym razie nie zalamuje sie, wrecz przeciwnie, tryska optymizmem i nic dziwnego: wiosna, ptaki wrocily... 5. Przyjemny ambient z plumkającym pianinkiem. Spoko. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Albinos”. ...i zakladaja gniazda ‘in the temple og hadjarim’ (music romance vol.2: taboo and exile 1999), gdzie imc zorn kroluje niepodzielnie plumkajac pianinkiem. a w chwilach od plumkania wolnych wyleguje sie obmyslajac nowe skomplikowane kaskady dzwiekow i gapiac na chmury... 6. Bogato zaaranżowana, podniosła triphopująca piosenka. Pasuje mi na creditsy jakiegoś mrocznawego filmu, w którym pojawia się mocno rozbudowany wątek niezbyt szczęśliwej miłości. Ale raczej nie Bunuel, tylko udający metafizykę amerykański produkcyjniak. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Beata”. ...chmury, ktore – jak to one – leniwie snuja sie po niebie ukladajac w symbole i wizje, ktorych wokalistka najwyrazniej sobie nie zyczy w takim nadmiarze ‘take my vision away’. ‘cloud in the sky’ o leniwym rytmie( archive po raz wtory, tym razem z ‘take my head’ 1999). melodyjka na wskros optymistyczna pomimo tresci, tu i owdzie zwiastuje nadchodzacy (za dwa kawalki ;)) deszcz ‘let the rain fall dawn’, a tymczasem w suchym powietrzu... 7. Jakieś wyładowania elektryczne, spięcia, burza albo przekraczanie bariery dźwięku. Nice. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Minim”. ...slyszymy trzask pierwszych wyladowan atmosferycznych. zrywa sie wichura, znow rolnicy dostana odszkodowanie za porwane na strzepy folie, ktorym pieczolowicie otulili dojrzewajace pomidory. sie nie ma co smiac, przezylam taka burze bez deszczu we wspomnianych okolicznosciach przyrody i zareczam, ze maynard keenan w utworze ‘(-)ions’ z plyty ‘aenima’ toola 1996 oddaje groze sytuacji po mistrzowsku ;) przerazeni oddychamy z ulga, czujac pierwsze krople cieplego deszczu, cichnie wiatr, a ulewa jednostajnie szumi w lisciach... 8. Takie eteryczne „uuuu-huuuuu / terere rere” w klimacie lat 80. Pewnie jakiś mega-klasyk, zwłaszcza, że głos tej pani ewidentnie coś mi ewokuje. Wizualizuję sobie zimową olimpiadę w jakimś Calgary: ceremonia otwarcia, śnieg, pochodnie, płaszcze-sraszcze, roboty na drutach. No ale takie granie trochę mi wlatuje jednym uchem, a drugim wylatuje. Pewno coś z 4AD. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Lech”. ...szumi sobie szumi uuu-huuuu/teree rere’, my w plaszczu ;D, ciepla herbatka (czy tam whisky, co kto woli, ja to drugie) i roboty na drutach, niebo sie wypogadza, jesli tak wygladaja ‘storms in africa’, to zaiste, nie ma sie czego lekac. enya nuci, niebo nam sie rozgwiezdza, a my marzymy(po herbatce), albo nam sie samo marzy (po whisky). plyta ‘paint the sky with stars’. tu przyznam, ze srodek skladanki mi dlugo niedomagal i choc nie przepadam obecnie (he he) za ta pania, wpasowala mi sie idealnie. aha, o czym to marzymy: no wiec o... 9. Przeciwległy biegun – chyba mój ulubiony track. Latynosko brzmiąca gitarka i zajebista sekcja rytmiczna. Fajnie tam pan smyra swój BASIK, a PAŁKIER też ostro szpanuje. Strasznie lubię takie granie. Efektowne, ale bardzo proporcjonalne takie i klarowne, zaś ten powracający temat, wokół którego rozwijana jest kompozycja, znowu brzmi znajomo. Nie jest to czasem coś z Tzadika? Ten kawałek to agent o pseudonimie „Bolek” :| ...o senoritach w wydekoltowanych czerwonych sukniach i z ogniem we wlosach (panowie), albo o macho banderasach z kucykami (przepadam – za kucykami ;)) lsniacymi brylantyna, zabojczym wasem (nie przepadam), temperamentnie wystukujacych swe pragnienia pod dyktando legendarnego juz perkusisty ;P teriusza bozzio z companeros (czy jak to tam sie mowi). przepiekne, porywajace do tanca ‘duende’ z ‘black light syndrom’ bozzio/levin/stevens. wyczerpani, nie kojarzac za bardzo, gdzie jestemy opadamy miekko na zbocze... 10. A tu jakiś chorał. Nie wiem co napisać, więc opowiem kawał: Przychodzi Good_Morning do lekarza, a lekarz to Mike Patton. HAHAHAHAHAHA... To było wyborne <palacz> Ten kawałek to agent o pseudonimie „Hejnał”. ... urokliwej dowolnie wybranej norweskiej gory zasluchani w piesn ludowa ‘såg du nokke te kjerringa mi’. panowie z choru meskiego ‘gli scapoli’ (plyta ‘everything must change’) realizujacy te skoczna skadinad przyspiewke na sposob wybitnie cerkiewny wyrazaja tesknote za zona(zwana takze baba – kjerringa) i zdziwienie podmiotu, ktoremu sie kobieta rozplynela gdzies wysoko na halach. jedynym instrumentem towaryzszacym jest tu saksofon tenorowy, (o czym Aimarek nie wspomnial, choc opis ‘hejnal’ wlasciwie cos tam nam ewokuje ;)), ktorego pojawiajacy sie z oddali, to znow ulatujacy w przelecze dzwiek poteguje rozdzierajacy serce nastroj zagubienia i rozpaczy (kto teraz bedzie gotowal???)... tu mozna posluchac fragmentu hejnalu w oryginale w rozumieniu’ oryginalu nieprzetworzonego’, czwarty od dolu, wykonanie chor zenski tym razem: www.sol.musiconline.no/shop/displayArtistTracks.asp?cid=4&cname=Tradisjonsmusikk&sid=&name=&aid=24063&aname=SANDEFJORD%20JENTEKOR (na plycie gli scapoli , gdyby to kogos interesowalo, sa tez: lennon/mccartney – come together (niefajne) peter gabriel - mercy street (moze byc)) i tak to rwac wlosy z rozpaczy po zaginionej kobiecie rzycamy sie do fiordu Odpowiedz Link
good_morning y reszta ucieta;) 05.09.06, 22:57 rzucamy sie wiec do tego fiordu... 11. Fajne to jest. Kto to śpiewa kurde? Chwilami jak Hollis, ale potem to już jakby inny zią, który przez chwilę drze się jak Bono. Podejrzewam, że to też może być jakiś klasyk. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Olin”. ...i bedac w szoku termicznym, a zarazem emocjonalnym prujemy na otwarte morze. po jakim czasie ladu ani widu, ani slychu, dokola jeno blankt hav – lsniace morze. i tu sie zaczynaja schody: na pewno wiemy tyle, ze to nærvær z plyty ’skiftninger’. na dzien dzisiejszy typuje, ze to utwor ‘døse dager’, ale 100% gwarancji nie daje ;). niestety panowie z zespolu nie zamiescili na okladce tytulow w porzadku takim, jak utwory na plycie (glupi pomysl wrrr), mam foto stron ksiazeczki (chyba nie wszystkich) kombinujac z czytaniem + ze sluchu i tak nie jest latwo zrozumiec (dialekty), ulozylam juz czesc tej szarady, pozostaly watpliwosci, zwlaszcza w instrumentalnych, gdzie trzeba sie kierowac skladem,a czasem i to nie wystarczy, no kaszana totalna! na szczescie jest na plycie jakis adres ‘w razie pytan’. no ja mysle, bede ich troche miala ;) koniecznie musze nabyc oryginal (co pewnie i tak w niczym nie pomoze, moze lepiej zazadac ujawnienia pelnych lyrics od Olina;)). aby nie utonac w morzu oraz we lzach za niewidocznym ladem( i niepowaznym spisem utworow) rzucamy sie na leb na szyje w... 12. Hohoooo ileż tu się dzieje. Cudna sklejka rzeczy do siebie nieprzystających. Wytwór może nie schizofrenika, ale osobnika z lekką postacią ADHD, co to nie może wysiedzieć na miejscu i rzuca go po całym pokoju od ściany do ściany. Bardzo ciekaw jestem czo to. Ten kawałek to agent o pseudonimie „Monika” ...w szalenstwo przypominajace jako zywo mr bungle z mocnymi akcentami arabskimi. sekretni szefowie przywracaja nam rownowage ducha, a jesli nawet i nie, to i tak zakreceni przestajemy sie martwic czymkolwiek... secret chiefs ‘on the wings of the haoma’ plyta book of horizons 13. Pierwsze skojarzenie odesłało mnie do ostatniej płyty Matta Elliotta. Ale google pokazało, że to The Cure. Głuchy jestem, bo nie poznałbym jednego z najbardziej charakterystycznych wokali of all time. Tutaj w pięknej, nastrojowej kołysance „Pirate Ships”. Świetne zwieńczenie bardzo równej, wciągającej składanki. Robert Smith był „Delegatem”, a ja kłaniam się nisko w podzięce i oczekuję niecierpliwie na odkrycie przede mną nazwisk pozostałych agentów. podusia, koniec podrozy, robert smith obiecuje strzec snu strudzonego wedrowca, fale bija o brzeg, statek cicho wplywa przez okno do pokoju i takie tam. snimy dalej... cover niejakiej wendy waldman nagrany chyba w 1989. the end :) (ufff... zdazylam przed czasem, nie bedzie krzyczal ;p) Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 02.09.06, 15:16 hej! dostałem płytę! recka w przyszłym tygodniu Odpowiedz Link
kubasa Płyta od Roara - recenzja 04.09.06, 03:22 Roar, Roar, Roar... Wiedziałem, że składanka od niego nie będzie wypełniona jakimś chłamem, ale nie spodziewałem się czegoś tak dobrego, nieomal wybitnego. A tu proszę, kolega stworzył składankę, która sam pewnie chciałbym zrobić, gdybym znal te wszystkie zespoły. A tak to nie potrafię odgadnąć prawie niczego. Konceptu chyba też nie jestem w stanie ogarnąć. Prejdźmy do tradycyjnego tu sposobu opisu. 1. ...And You Will Know Us By The Trail of Dead - Source Tags & Codes. Rozumiem to jako symboliczne zerwanie z rodzinnym domem przez samego Roara. Na openera składanki wybiera epicki closer jego płyty wszech czasów. A że to i jedna z moich ukochanych płyt (przed paroma tygodniami jeszcze raz zweryfikowałem jej wybitność) to od razu pozytywnie mnie nastawiła piosenka. 2. Coś z muzyki poważnej/filmowej? Nie wiem, tu moja wiedza jest żadna. Ale to dla mnie prawdziwe rozpoczecie tej płyty - świat budzi się do zycia, Aslan odgarnia swoją wielką łapą krzaki, słońce oblewa promieniami twarz, ręcę. 3. Podobnie będzie na tej płycie neiraz. Wyizolowany, farmaceutyczny motyw a la Tangerine Dream, ale bardziej to wszystko pętlone jak jakiś Jelinek, acz bogate i skrzące życiem jak Fennesz. Cóż to może być? Aphex jakiś? 4. Odkrycie płyty. Damski głos coś śpiewa i wysyła smsy w nieznanych językach na tle sekcji rodem z Sea & Cake. Dochodzi pianino, jakaś wiolonczela, wreszcie wszystkie instrumenty wchodzą w jakieś szamańskie rejestry bliskie "Silence Is A Question" Bad Plus czy innych Kammerflimmerów. Fascynujące, co to Roarze? 5. Neutralsi oczywiście! I kolejny instrumental - tym razem chodzi o "Untitled". Ja tam kocham. 6. Pierwej mi się z jakimś Autechre kojarzyło, ale wchodzi w takie bardziej dance'owe klimaty już bliższe trip hopowi albo Junior Boys? To jakieś Massive Attack, co to? 7. Dźwięki z tartaka i jakieś bębny, czyli wszystko co najważniejsze w muzyce. Trochę mi to Two Lone Swordsmen przypomina, ale może bliżej temu do dronowych szaleńców. Jakieś Sunburned, a może jeszcze mocniej i to Earth, Double Leoaprds lub Sunn 0))) jest? 8. Nawoływanie syren by wstały ze swoich podwodnych sarkofagów. Celtowie, druidzi z białymi brodami. 9. To jakis wirtuoz gitary, który postanowił zagrać takie rock and rolla dla ludzi i zatrudnił cała kapelę. Nie wiem co to jest, ale bardzo silnie mi sie kojarzy, od samego brzmienia po główny temat. 10. Reich meets Oldfield. Znowu strzał w 10. 11. Zupełnie tajemniczy utwór. Tu już opuszczamy chyba jakieś mroczne i zalane deszczem miasto: burza, samochody i jakieś sygnały: sceneria jak z finału "Czerwonego". Poza tym po francusku gada cos pan. 12. Śmierć króla albo inne równie ważne wydarzenie dla mieszkańców wioski. 13. To jakieś uzupełnienie do utworu drugiego? Ale jaka rozpacz z niego bije. Słychać, że zmierzamy do końca postu. 14 i 15. Polyphonic Spree. I muszę się chyba zainteresować ich debiutem. Niby nic, ale pokłady radości jakie z tego biją, przenoszą się nawet na mnie. 16. A to się nie podoba. Podsumowując: w skali 19 bananów dostajesz ich 16. Odpowiedz Link
roar Re: Płyta od Roara - recenzja 04.09.06, 18:42 kubasa napisał: > Roar, Roar, Roar... Wiedziałem, że składanka od niego nie będzie wypełniona > jakimś chłamem, ale nie spodziewałem się czegoś tak dobrego, nieomal wybitnego. Wow...! Cieszę się strasznie. Dzięki wielkie. > Konceptu chyba też nie jestem w stanie ogarnąć. Sęk w tym, że konceptu, niestety, nie ma. Niby próbowałem geograficznie, myślałem o jakiejś fabule, ale w końcu dałem sobie spokój i postanowiłem wykorzystać niepowtarzalną okazję na wrzucenie na składankę paru rzeczy, które darzę uwielbieniem wręcz, i którymi zawsze chciałem się podzielić, ale nigdy do niczego nie pasowały... Taki mały tour de force. No ale dobra, do rzeczy: > 1. ...And You Will Know Us By The Trail of Dead - Source Tags & Codes. (...) No dokładnie. Nie mam nic do dodania. > 2. Coś z muzyki poważnej/filmowej? Nie wiem, tu moja wiedza jest żadna. Moja w sumie też, ale to akurat jest Mike Oldfield. Temat Prana z filmu "The Killing Fields". Czyli niby jesteśmy w Kambodży, jakby ktoś chciał patrzeć w ten sposób. > 3. Podobnie będzie na tej płycie neiraz. Wyizolowany, farmaceutyczny motyw a > la Tangerine Dream, ale bardziej to wszystko pętlone jak jakiś Jelinek, acz > bogate i skrzące życiem jak Fennesz. Cóż to może być? Aphex jakiś? Dobry trop, ale wykonawcy akurat nie trafiłeś. To Dntel, elektroniczny projekt Jimmy'ego Tamborello z The Postal Service, generalnie stawiany w jednym szeregu z powyższymi. "Life is Full of Possibilities". Jest tu na pewno parę osób, które by mogły więcej o tym panu powiedzieć, niż ja. :) > 4. Odkrycie płyty. Damski głos coś śpiewa i wysyła smsy w nieznanych językach > na tle sekcji rodem z Sea & Cake. Dochodzi pianino, jakaś wiolonczela, > wreszcie wszystkie instrumenty wchodzą w jakieś szamańskie rejestry bliskie > "Silence Is A Question" Bad Plus czy innych Kammerflimmerów. Fascynujące, co > to Roarze? Ha. Tak od początku liczyłem, że to ci się może spodobać. Ta pani to Aki Tsuyuko, a utwór firmuje swoim nazwiskiem Nobukazu Takemura. "Tuirirukabinbon". Utwór z absolutnie wybitnej płyty "Songbook". Tu może się trochę rozpiszę zresztą... Bo, oczywiście, skojarzenia z Kammerflimmer Kollektief czy innymi jazzującymi elektro-eksperymentatorami same się tu narzucają, ale to nie jest wyznacznik gatunkowy, ani tym bardziej clou, tego, co ta para artystów wspólnie stworzyła. Otóż "Songbook" to jest przede wszystkim 80-minutowe studium muzycznej prostoty, czy raczej - nie bójmy się tego słowa - infantylizmu. Obok takich free-jazzowych maratonów są tam utwory przypominające folk różnych kultur, lounge, zwyczajny pop, a czasem po prostu już muzykę z kreskówek czy przyśpiewki rodem z programu "Mama i Ja". Wszystko to brzmi jak grane na melodyce i cymbałkach, i oparte jest na liniach melodycznych tak (z pozoru) banalnych, że wstydziłby się ich nagrania nawet najpośledniejszy twórca italo-disco. Takich, co to się je zaczyna dissować zaraz po tym, jak w drugiej klasie podstawówki passe staje się słuchanie Fasolek. No, może przesadzam, ale tylko troszkę. Efekt to jedna z najświeżej brzmiących płyt ostatnich lat. Pomyśleć, że potrzeba było dopiero Takemury (nagrywającego zresztą często pod wiele mówiącym pseudonimem Child's View), żeby pokazać, jak wielki obszar muzyki leży przez głupie stereotypy odłogiem. Chociaż może też być tak, że trzeba było dopiero geniusza, żeby potencjał tych dźwięków odpowiednio wykorzystać. Nie wiem. Niezależnie od interpretacji, wielka płyta to jest, i polecam szczerze (ostrzegając jednocześnie). > 5. Neutralsi oczywiście! I kolejny instrumental - tym razem chodzi > o "Untitled". Ja tam kocham. No właśnie ja też. > 6. Pierwej mi się z jakimś Autechre kojarzyło, ale wchodzi w takie bardziej > dance'owe klimaty już bliższe trip hopowi albo Junior Boys? To jakieś Massive > Attack, co to? To jest Lackluster, szalenie płodny fiński IDM-owiec znany jeszcze z demo-sceny, z jednej (nie pomnę teraz nawet, której, ale jeszcze to sprawdzę) ze swoich licznych epek. "Venutian Travels". To taki trochę wypełniacz jest, ale za to jaki wypełniacz. :) > 7. Dźwięki z tartaka i jakieś bębny, czyli wszystko co najważniejsze w muzyce. Amen! > Trochę mi to Two Lone Swordsmen przypomina, ale może bliżej temu do dronowych > szaleńców. Jakieś Sunburned, a może jeszcze mocniej i to Earth, Double > Leoaprds lub Sunn 0))) jest? No właśnie nie. Spore zaskoczenie, również dla mnie swego czasu. To Ben Chasny, i jego solowy projekt Six Organs of Admittance. Wspaniały gitarzysta, prawdziwy wirtuoz, a tu wychodzi na to, że jego najlepszy utwór w karierze nie zawiera nawet jednego dźwięku tego instrumentu. Ironiczne to trochę jest. Znając zamiłowanie Bena do muzyki indyjskiej, jestem prawie że pewien, że to są tampury. Ale głowy sobie uciąć nie dam. > 8. Nawoływanie syren by wstały ze swoich podwodnych sarkofagów. Celtowie, > druidzi z białymi brodami. Ha, no właśnie znowu nie. Szczegóły pod 13-ką. > 9. To jakis wirtuoz gitary, który postanowił zagrać takie rock and rolla dla > ludzi i zatrudnił cała kapelę. Nie wiem co to jest, ale bardzo silnie mi sie > kojarzy, od samego brzmienia po główny temat. No, prawie trafiłeś. Na tarczy strzeleckiej byłaby to dziewiątka. Tym gitarzystą jest Roy Wood, a kapela to Electric Light Orchestra, która w tamtym czasie (a jest to utwór z pierwszej płyty) była raczej konceptem dość eksperymentalnym. Jakaś awangarda to to nie jest, oczywiście, ale prawdziwe granie dla ludzi zaczęło się po odejściu Roya... (Niestety.) ...to była chwilka rozluźnienia, a teraz wracamy do dronów. :) > 10. Reich meets Oldfield. Znowu strzał w 10. O tej kapeli wiele nie wiem, ale ponoć byli nawet w swoim środowisku ewenementem (m.in. grali na prawdziwych instrumentach). Niemieccy ambientowcy z Maeror Tri, "Onoskelis". > 11. Zupełnie tajemniczy utwór. Tu już opuszczamy chyba jakieś mroczne i > zalane deszczem miasto: burza, samochody i jakieś sygnały: sceneria jak z > finału "Czerwonego". Poza tym po francusku gada cos pan. To wciąż Deutsche Dunkelambient. Mój ulubiony Thomas Koener. Poprzednio wrzucałem na składanki jego kolaborację z E.A.R., tym razem jego solowe nagranie, z płyty "Zyklop", a właściwie ze ścieżki dźwiękowej jakiejś awangardowej instalacji wystawionej lat temu parę w Paryżu. Wspaniale oddany dźwiękowy krajobraz wielkiego miasta; tak chyba tylko on potrafi. > 12. Śmierć króla albo inne równie ważne wydarzenie dla mieszkańców wioski. Hi hi. A Silver Mt. Zion, "This Gentle Heart's Like Shot Birds Fallen", dość klasyczny kawałek z drugiej, chyba troszkę niedocenianej, płyty. Choć oczywiście do tego niesamowitego noise-folku, który grają teraz, jeszcze trochę brakuje... Odpowiedz Link
roar Re: Płyta od Roara - recenzja 04.09.06, 18:44 Pierwszy raz w życiu kazało mi obciąć posta. Nieźle. > 13. To jakieś uzupełnienie do utworu drugiego? Ale jaka rozpacz z niego bije. > Słychać, że zmierzamy do końca postu. To jest właściwie punkt kulminacyjny składanki. Rzecz zupełnie wyjątkowa, muzyczna latimeria, tuatara i miłorząb w jednym. Bo przecież muzyka od zawsze była czymś ulotnym i jednorazowym, które pojawia się i ginie, zapomniane. O europejskich hitach sprzed 1000 lat nie wiemy nic. Nawet te sprzed lat 200 znamy tylko ze skamieniałości, szkieletów zapisu nutowego, które muzyczni paleontolodzy wykopują ze stanowisk w szafach starych konserwatoriów. Albo, w przypadku muzyki ludowej, słyszymy tylko ich skarlałe formy, żałosny produkt ewolucji próbującej przystosować je do życia w ekosystemie opanowanym przez muzykę pop. A tutaj japońskie umiłowanie formy stworzyło niszę, w której muzyka przeżyć w niemalże niezmienionej formie przez 10 wieków. I to jaka muzyka! Żyjemy w początkach wspaniałej ery fonografów, i pewnie za kolejne millenium taki okres czasu nie będzie już robił na nikim wrażenia, ale teraz, dzisiaj, słuchając tego, czuję się jakbym dotykał absolutu. Dziesięć wieków. WIEKÓW, Bożydar. Numer 8 to Tokyo Gakuso ("Tokijska cytra"), "popularna" orkiestra, powstała, aby umożliwić wykonywanie nowo powstających kompozycji, tutaj jednak w klasycznym "Hyojo no Netori", tradycyjnie otwierającym koncerty gagaku. Numer 13 to już Kunaicho Gakubu. Orkiestra reprezentacyjna Tokijskiej Imperial Household Agency (jak to się tłumaczy...?). Utwór "Kishunraku no Ha", chyba jeden z najbardziej reprezentatywnych dla całości stylu. (Znaczy, dla kangen, muzyki instrumentalnej. Jest jeszcze bugaku - podkład do baletu - zazwyczaj o wiele słabszy muzycznie, i muzyka wokalna, która nie pamiętam, jak się nazywa.) > 14 i 15. Polyphonic Spree. I muszę się chyba zainteresować ich debiutem. Niby > nic, ale pokłady radości jakie z tego biją, przenoszą się nawet na mnie. Z akcentem na niby. Sekcje 6 i 7 z debiutu, czyli "Hanging Around the Day". > 16. A to się nie podoba. No nie powiem, żebym się tego nie spodziewał, ale niektóre utwory musiały się tu znaleźć koniecznie, i to jest jeden z nich. Klamra spinająca całość, jedyny oprócz utworu pierwszego fragment fabularny składanki. Bo podróże są fajne, ale męczą. I kiedy już się zobaczy te wszystkie cuda, jakich świat jest pełen, najprzyjemniej jest usiąść sobie w cieniu drzew, zapalić papierosa, otworzyć piwo i posłuchać śpiewu ptaków. I porządnie odpocząć. Buty, klasyka czeskiego popu, i country przy okazji. "Mam Jednu Ruku Dlouhou" Odpowiedz Link
kubasa Re: Płyta od Roara - recenzja 04.09.06, 19:11 "> 13. To jakieś uzupełnienie do utworu drugiego? Ale jaka rozpacz z niego bije. > Słychać, że zmierzamy do końca postu. To jest właściwie punkt kulminacyjny składanki. Rzecz zupełnie wyjątkowa, muzyczna latimeria, tuatara i miłorząb w jednym. Bo przecież muzyka od zawsze była czymś ulotnym i jednorazowym, które pojawia się i ginie, zapomniane. O europejskich hitach sprzed 1000 lat nie wiemy nic. Nawet te sprzed lat 200 znamy tylko ze skamieniałości, szkieletów zapisu nutowego, które muzyczni paleontolodzy wykopują ze stanowisk w szafach starych konserwatoriów. Albo, w przypadku muzyki ludowej, słyszymy tylko ich skarlałe formy, żałosny produkt ewolucji próbującej przystosować je do życia w ekosystemie opanowanym przez muzykę pop. A tutaj japońskie umiłowanie formy stworzyło niszę, w której muzyka przeżyć w niemalże niezmienionej formie przez 10 wieków. I to jaka muzyka! Żyjemy w początkach wspaniałej ery fonografów, i pewnie za kolejne millenium taki okres czasu nie będzie już robił na nikim wrażenia, ale teraz, dzisiaj, słuchając tego, czuję się jakbym dotykał absolutu. Dziesięć wieków. WIEKÓW, Bożydar. Numer 8 to Tokyo Gakuso ("Tokijska cytra"), "popularna" orkiestra, powstała, aby umożliwić wykonywanie nowo powstających kompozycji, tutaj jednak w klasycznym "Hyojo no Netori", tradycyjnie otwierającym koncerty gagaku. Numer 13 to już Kunaicho Gakubu. Orkiestra reprezentacyjna Tokijskiej Imperial Household Agency (jak to się tłumaczy...?). Utwór "Kishunraku no Ha", chyba jeden z najbardziej reprezentatywnych dla całości stylu. (Znaczy, dla kangen, muzyki instrumentalnej. Jest jeszcze bugaku - podkład do baletu - zazwyczaj o wiele słabszy muzycznie, i muzyka wokalna, która nie pamiętam, jak się nazywa.)" Kurde, no to jest bardzo ciekawe. Ja bym sobie zyczył tutaj na forum jakiegos kolektywnego przewodnika po muzyce japońskiej, bo takie szukanie na czuja nie zdaje egzaminu. A najlepiej gdyby takie opracowanie ukazało się jeszcze na Screenagers... Odpowiedz Link
roar Re: Płyta od Roara - recenzja 04.09.06, 20:24 kubasa napisał: > Kurde, no to jest bardzo ciekawe. Ja bym sobie zyczył tutaj na forum jakiegos > kolektywnego przewodnika po muzyce japońskiej, bo takie szukanie na czuja nie > zdaje egzaminu. A najlepiej gdyby takie opracowanie ukazało się jeszcze na > Screenagers... Kurcze, chcecie? Nie, żebym jakąś wielką wiedzę miał na temat, ale mogę zrobić research (w końcu umiem już korzystać z google translate ;) i coś walnąć. W końcu mnie to, kurde, samego strasznie wszystko interesuje, tak to bym motywację miał. Odpowiedz Link
kubasa Re: Płyta od Roara - recenzja 04.09.06, 20:25 roar napisał: > kubasa napisał: > > > Kurde, no to jest bardzo ciekawe. Ja bym sobie zyczył tutaj na forum jaki > egos > > kolektywnego przewodnika po muzyce japońskiej, bo takie szukanie na czuja > nie > > zdaje egzaminu. A najlepiej gdyby takie opracowanie ukazało się jeszcze n > a > > Screenagers... > > Kurcze, chcecie? Nie, żebym jakąś wielką wiedzę miał na temat, ale mogę zrobić > research (w końcu umiem już korzystać z google translate ;) i coś walnąć. W koń > cu mnie to, kurde, samego strasznie wszystko interesuje, tak to bym motywację m > iał. > No ba! Bardzo chcemy. Bardzo. Odpowiedz Link
kubasa Re: Płyta od Roara - recenzja 04.09.06, 19:00 > > 3. Podobnie będzie na tej płycie neiraz. Wyizolowany, farmaceutyczny moty > w a > > la Tangerine Dream, ale bardziej to wszystko pętlone jak jakiś Jelinek, a > cz > > bogate i skrzące życiem jak Fennesz. Cóż to może być? Aphex jakiś? > > Dobry trop, ale wykonawcy akurat nie trafiłeś. To Dntel, elektroniczny projekt > Jimmy'ego Tamborello z The Postal Service, generalnie stawiany w jednym szeregu > z powyższymi. "Life is Full of Possibilities". Jest tu na pewno parę osób, któ > re by mogły więcej o tym panu powiedzieć, niż ja. :) No i to się nazywa bładzenie, bo lat temu pewnie ze trzy Dntel odrzuciłem jak do w/w płyty nie dorsłem, a teraz widzę, że to rzeczywiście coś wybitnego. I zaraz sobie to wrzuce na ruszt. > > 4. > > Ha. Tak od początku liczyłem, że to ci się może spodobać. Ta pani to Aki Tsuyuk > o, a utwór firmuje swoim nazwiskiem Nobukazu Takemura. "Tuirirukabinbon". > Utwór z absolutnie wybitnej płyty "Songbook". No to trafia ta płyta do koszyka. > > 7. Dźwięki z tartaka i jakieś bębny, czyli wszystko co najważniejsze w mu > zyce. > No właśnie nie. Spore zaskoczenie, również dla mnie swego czasu. To Ben Chasny, > i jego solowy projekt Six Organs of Admittance. A jak się nazywa? Bo mam jedną SOoA płytę. Wykładem nt. 13 bardzo mnie zainteresowałeś. Czy to o czym piszesz mozna znaleźc na jakichś ciekawych kompilacjach czy wybitnych płytach poszczególnych artystów? Bo przy tym, co zaserwowałeś, wszyscy sadcore'owcy zdają się drugorzędnymi pozerami. Odpowiedz Link
roar Tracklist 04.09.06, 20:17 kubasa napisał: > > > 7. Dźwięki z tartaka i jakieś bębny, czyli wszystko co najważniejsz > e w mu > > zyce. > > > No właśnie nie. Spore zaskoczenie, również dla mnie swego czasu. To Ben > Chasny, > > i jego solowy projekt Six Organs of Admittance. > > A jak się nazywa? Bo mam jedną SOoA płytę. "Dark Noontide", utwór tytułowy. Zresztą, już podaję tracklistę. Tylko wszystko posprawdzam. > Wykładem nt. 13 bardzo mnie zainteresowałeś. Czy to o czym piszesz mozna > znaleźc na jakichś ciekawych kompilacjach czy wybitnych płytach poszczególnych > artystów? Bo przy tym, co zaserwowałeś, wszyscy sadcore'owcy zdają się > drugorzędnymi pozerami. Można, płyty są wydawane, trafiłem kiedyś w sieci na spis takowych i ich liczba szła w dziesiątki czy nawet setki (oczywiście większość w Japonii, ale są też i nagrania/kompilacje wydawane na zachodzie). Trudno to znaleźć w sieci, ale czasem coś się trafi. Póki co dotarłem do trzech. (Z czego jedna to nagranie współczesnej kompozycji, autorstwa Toru Takemitsu.) Jeśli jesteś zainteresowany, to natychmiast mogę gdzieś to wrzucić, albo po prostu włączyć soulseek. Tracklist. Dobrze, że postanowiłem sprawdzić, bo bym się walnął z Lacklusterem. Lecimy: 01 (6:09) ...And You Will Know Us by the Trail of Dead - Source Tags & Codes [Source Tags & Codes, 2002] 02 (1:41) Mike Oldfield - Pran's Theme 2 [The Killing Fields, 1984] 03 (6:30) Dntel - Life is Full of Possibilities [Life is Full of Possibilities, 2001] 04 (8:53) Nobukazu Takemura - Tuirirukabinbon [Songbook, 2001] 05 (2:16) Neutral Milk Hotel - [untitled] [In the Aeroplane over the Sea, 1998] 06 (6:50) Line Noise - Venutian Travels (Lackluster scribble 110304) [Line Noise: Remixes, 2004] 07 (6:55) Six Organs of Admittance - Dark Noontide [Dark Noontide, 2002] 08 (1:53) Tokyo Gakuso - Hyojo no Netori [Gagaku & Beyond, 2000] 09 (3:01) Electric Light Orchestra - First Movement [Electric Light Orchestra, 1971] 10 (3:28) Maeror Tri - Onoskelis [Meditamentum, 1994] 11 (7:50) Thomas Koener - Des Rives [Zyklop, 2003] 12 (5:47) The Silver Mt. Zion Memorial Orchestra & Tra-La-La Band - This Gentle Hearts Like Shot Bird's Fallen [Born into Trouble as Sparks Fly Upward, 2001] 13 (7:14) Kunaicho Gakubu - Kishunraku no Ha [Gagaku - Japanese Traditional Music, 1994] 14 (2:37) The Polyphonic Spree - Section 6 (Hanging Around the Day, Pt. 1) [The Beginning Stages of..., 2002] 15 (2:39) The Polyphonic Spree - Section 7 (Hanging Around the Day, Pt. 2) [The Beginning Stages of..., 2002] 16 (4:31) Buty - Mám Jednu Ruku Dlouhou [Ppoommaalluu (Jízda), 1994] Odpowiedz Link
kubasa Re: Tracklist 04.09.06, 20:23 roar napisał: Jeśli jesteś zainteresowany, to natychmiast mogę gdzieś to wrzucić, albo po p > rostu włączyć soulseek. No byłoby super, jakbys mógł to wrzucić. Choć slsk też możesz włączyć. Odpowiedz Link
roar Re: Tracklist 04.09.06, 20:26 > No byłoby super, jakbys mógł to wrzucić. Choć slsk też możesz włączyć. Super. To za jakiś tam czas (nie za szybko, bo łącze mam wolne), będzie tam, gdzie wiadomo. Odpowiedz Link
ilhan "Boundaries Are Illusion" 06.09.06, 15:45 No więc los nie był dla mnie łaskawy tym razem - w tym sensie, że od razu jak ustaliłem kto jest autorem składanki, to byłem pewny że to będzie najtrudniejsza recenzja w moim życiu. I faktycznie. Są to rejony gdzie poruszam się zupełnie po omacku. Tego typu muzyki poza podkładami Seby Ravera słucham dwa razy do roku raczej, aparat pojęciowy na poziomie przedszkola, sorry. Połowy składanki nie ogarniam, tzn. rozumiem że jest w tym jakaś idea, ale ja po prostu nie umiem jej odczytać. Na szczęście jest kilka bardziej przyjaznych numerów, więc paru nazw jestem bardzo ciekaw. Tak czy owak dzięki dla Nemrroda za sporządzenie w sumie spójnej bardzo płytki, szkoda że trafiło na ignoranta (no ale jak sądzę jest to część zabawy, że teraz Nem będzie miał ubaw z głupot jakie nawypisywałem). 1. Ta, no i co ja mam tu napisać. Trzy i pół minuty jakichś ambientowych plamek, ale niepotrzebnie w ogóle silę się na opisy, nie bardzo to kumam. 2. O, i tu już fajniej. Zaczyna się elektroniczną, dość kanciastą pętelką, a potem artysta zaczyna ją powoli łamać czy wręcz dekonstruować, po drugiej minucie wchodzi bit, po trzeciej można podskoczyć na fotelu, bo pan nagle w połowie taktu (e, czego?) podkręca głośność, podobny manewr powtarza się pół minuty później. Eee, no po którymś tam razie zdecydowanie git. Stawiam nieśmiało, że to jakaś klasyczna załoga zmontowała. 3. Jakieś szumy, trrrrr trrrrr, takie tam. Dalej efekty jakby ktoś wyciągnął moją starą Segę i na niej grał na tle odgłosów remontu. Plum plum plum. Trrrr trrrr. Szszszszsz. Ńńńńńńńńńjąąąąąą. 4. Bit coś jakby galopujące konie + dzwonki i szelesty. Taaaa. 5. Ktoś jakby nadawał alfabetem Morse'a, a ktoś inny próbuje dosterować pierdząco-piszący odbiornik. 6. Po poprzednich numerach to brzmi jak pop w najczystszej postaci. Oniryczny głos jakiejś laski, fajny ten motyw na czymś-tam, oczywiście podkład zupełnie dla mnie nieczytelny, więc nic o nim nie napiszę, ale to nie gra roli. 7. Po początkowym bzzz brrr bzzz brrr od 1:20 wkradają się motywy free-jazzowe, koledzy trębacze, perkusista. Walczą z ziomkiem przy komputerze, na końcu wszystko staje się bardziej poukładane, regularne. W sumie chyba najlepszy numer. 8. Jakiś deszczowy mocno klimat, trochę dźwięków a la woda wylewająca się z rynny. Dość regularne rytmicznie i spokojne. Raczej na plus. 9. Tu bardziej tanecznie, niestety irytuje mnie ten motywik przewodni. 10. Jedyny znany mi motyw na płycie, remix "Can't Get You Out Of My Head" Kylie. Ciekawy dość, szczególnie to poszatkowanie melodii pod koniec. 11. Zakończenie post-rockowe jakby. W sumie ciekaw jestem kto to, choć trochę się boję że jakiś klasyk, który powinienem rozpoznać, a nie rozpoznałem. Odpowiedz Link
ilhan Re: "Boundaries Are Illusion" 06.09.06, 15:47 > 5. Ktoś jakby nadawał alfabetem Morse'a, a ktoś inny próbuje dosterować pierdząco-piszący odbiornik. *piszczący A w ogóle to poprzedni post sponsorowało słówko "jakby". Odpowiedz Link
nemrrod Re: "Boundaries Are Illusion" 06.09.06, 18:34 Hehehe, nie no, dałeś radę jak widzę ;) To dobrze, bo szczerze mówiąc, to nie wiem, co sobie myślałem robiąc tę składankę. Już po wysłaniu z każdym dniem wzrastało we mnie przekonanie, że chyba przesadziłem i za ostro pojechałem jednak. Kilka słów na temat tytułu i filozofii składanki (tak, ta składanka ma swoją filozofię! ;)). "Boundaries are illusion" bo: 1) borders are illusion - obecnie granice praktycznie nie istnieją i współpraca twórców z najodleglejszych nawet stron świata nie stanowi najmniejszego problemu, składanka jest poświęcona takim właśnie wirtualnym kolaboracjom; 2) przestają mieć znaczenie granice stylistyczne, składanka pokazuje, że obok siebie spokojnie mogą istnieć jazz i dance, ambient i noise; 3) w końcu granice w znaczeniu takim, gdy wydaje nam się, że jakiegoś gatunku muzyki nie lubimy, nie rozumiemy itd. również są iluzją, ta składanka przełamywaniu takich oporów ma służyć hehe ;) > 1. Ta, no i co ja mam tu napisać. Trzy i pół minuty jakichś ambientowych plamek > , ale niepotrzebnie w ogóle silę się na opisy, nie bardzo to kumam. MEKSYK - NORWEGIA. Murcof zremiksowany przez Deathproda. A sens w tym utworze jest taki, że to jest intro, czyli wstęp, wprowadzenie :) > 2. O, i tu już fajniej. (...) Eee, no po którymś tam razie zdecydowanie git. > Stawiam nieśmiało, że to jakaś klasyczna załoga zmontowała. AUSTRIA - JAPONIA. No to fajnie, bo myślałem, że to najtrudniejszy kawałek na płycie. Ale rzeczywiście jest coś chwytliwego w tej konceptualnej zabawie tonami. Klasyczna załoga będzie w następnym kawałku, tutaj mamy Petera Rehberga (aka Pita), współzałożyciela labela Mego, oraz Tujiko Noriko, która na swoich płytach trochę przynudza (tzn. na tej jednej, którą słyszałem), ale w tym kawałku zdecydowanie daje radę. > 3. Jakieś szumy, trrrrr trrrrr, takie tam. Dalej efekty jakby ktoś wyciągnął mo > ją starą Segę i na niej grał na tle odgłosów remontu. Plum plum plum. Trrrr trr > rr. Szszszszsz. Ńńńńńńńńńjąąąąąą. AUSTRIA - USA. Heh, klasyczne trio laptopowych wizjonerów i improwizatorów: Fennesz, wspomniany wyżej Rehberg oraz Jim O'Rourke. Nie zwróciłeś tylko uwagi na zajebiste solo na cymbałkach :| > 4. Bit coś jakby galopujące konie + dzwonki i szelesty. Taaaa. WENEZUELA - JAPONIA. Kid606 w remiksie Aube. Ten pierwszy jest świrem, tego drugiego porównują do Merzbowa. Wszystko jasne. > 5. Ktoś jakby nadawał alfabetem Morse'a, a ktoś inny próbuje dosterować pierdzą > co-piszący odbiornik. NIEMCY - JAPONIA. Alfabetem Morse'a nadaje dwóch największych chyba bossów w estetyce clicks & cuts - Carsten Nicolai aka Alva Noto i Ryoji Ikeda. A kawałek ze sztandarowej i esencjonalnej kompilacji pt. (niespodzianka) "Clicks & Cuts 2". > 6. Po poprzednich numerach to brzmi jak pop w najczystszej postaci. Oniryczny g > łos jakiejś laski, fajny ten motyw na czymś-tam, oczywiście podkład zupełnie dl > a mnie nieczytelny, więc nic o nim nie napiszę, ale to nie gra roli. NIEMCY - JAPONIA. Tak, to jedna z moich ulubionych "piosenek" ostatnich tygodni. Utwory nagrane w Japonii przez Eriko Toyodę, przepuszczone przez software, hardware, a przede wszystkim umysł Markusa Poppa aka Oval składają się na jedyną jak na razie płytę projektu So. A to otwieracz z tego albumu. > 7. Po początkowym bzzz brrr bzzz brrr od 1:20 wkradają się motywy free-jazzowe, > koledzy trębacze, perkusista. Walczą z ziomkiem przy komputerze, na końcu wszy > stko staje się bardziej poukładane, regularne. W sumie chyba najlepszy numer. BRAZYLIA - USA. Nooo, cieszę się, bo to opener z płyty, "która będzie wysoko w moim podsumowaniu rocznym". Mauricio Takara, Rob Mazurek i goście czyli Sao Paulo Underground. > 8. Jakiś deszczowy mocno klimat, trochę dźwięków a la woda wylewająca się z ryn > ny. Dość regularne rytmicznie i spokojne. Raczej na plus. WIELKA BRYTANIA - RPA. A to w sumie przez przypadek trochę, pasowała mi lokalizacja :) Seefeel zremiksowane przez Mirę Calix. (Z plotkarskich ciekawostek: dowiedziałem się, że Mira Calix jest żoną Seana Bootha z Autechre) > 9. Tu bardziej tanecznie, niestety irytuje mnie ten motywik przewodni. NIEMCY - USA. A wokal nie irytuje? ;> Obskurne techno zagrane w jakiejś piwnicy na heroinowej dyskotece gdzieś w połowie drogi między Monachium a Nowym Jorkiem. DJ Hell, Alan Vega z Suicide na featuringu. > 10. Jedyny znany mi motyw na płycie, remix "Can't Get You Out Of My Head" Kylie > . Ciekawy dość, szczególnie to poszatkowanie melodii pod koniec. WENEZUELA - AUSTRALIA. Kid606 zabawia się z Kylie. To nawet nie remiks, bo Kid podpisał się pod kawałkiem swoim pseudo i dał mu nowy tytuł. W ogóle utwór pochodzi z ciekawej płyty, na której Kid, nie bacząc na tzw. prawa autorskie masakruje kilka innych hitów i np. nabija się z "Creep" Radiohead. > 11. Zakończenie post-rockowe jakby. W sumie ciekaw jestem kto to, choć trochę s > ię boję że jakiś klasyk, który powinienem rozpoznać, a nie rozpoznałem. NIEMCY - AUSTRALIA. No jeśli za klasyka uznać Jana Jelinka, to czemu nie. Faktycznie dość post-rockowo to brzmi, ale cała płyta raczej jazzowa, bo to zamykacz "1+3+1", płyty nagranej przez Jelinka razem z jazzowym trio Triosk. No to PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY, dałeś radę, zdałeś egzamin, katalogi Mego i Mille Plateaux stoją przed Tobą otworem :) Pozdro. Odpowiedz Link
pagaj_75 Re: "Boundaries Are Illusion" 06.09.06, 18:52 nemrrod napisał: > WIELKA BRYTANIA - RPA. A to w sumie przez przypadek trochę, pasowała mi > lokalizacja :) Seefeel zremiksowane przez Mirę Calix. Nemo, a słyszałeś jakieś solowe nagrania Miry? Może cały album? Daje dziewczyna radę czy dać sobie spokój? Bo kiedyś się zastanawiałem i na zastanawianiu się skończyło. PS. Niezły składak. Sam sobie sięgnę po parę rzeczy. Kto wydał ten Sao Paolo Underground? Thrill Jockey? Odpowiedz Link
nemrrod Re: "Boundaries Are Illusion" 06.09.06, 18:55 Coś tam Miry słyszałem, ale już nie pamiętam :) Żadnego albumu nie mam, tylko jeden kawałek na jakimś składaku z Warpa. Ale też jestem jej w sumie ciekaw. A Sao Paulo wyszło na Aesthetics (wszystkie labele są w trackliście) :) Odpowiedz Link
kubasa Re: "Boundaries Are Illusion" 06.09.06, 19:36 > 7. Po początkowym bzzz brrr bzzz brrr od 1:20 wkradają się motywy free- jazzowe, > koledzy trębacze, perkusista. Walczą z ziomkiem przy komputerze, na końcu wszy > stko staje się bardziej poukładane, regularne. W sumie chyba najlepszy numer. >BRAZYLIA - USA. Nooo, cieszę się, bo to opener z płyty, "która będzie wysoko w >moim podsumowaniu rocznym". Mauricio Takara, Rob Mazurek i goście czyli Sao >Paulo Underground. Ej no genialny utwór. Odpowiedz Link
ilhan Re: "Boundaries Are Illusion" 06.09.06, 23:18 Thx za playlist. Spodziewałem się, że się wyłożę na jakichś strasznie znanych rzeczach, na szczęście nie dałeś mi raczej zbyt wielu okazji :) Na pewno jeszcze raz przesłucham sobie składak z Twoimi komentarzami. No i kto wie, kto wie, może nawet się skuszę na to Sao Paulo Underground przed końcem roku :) Dzięki i pozdrawiam. Odpowiedz Link
nemrrod Re: "Boundaries Are Illusion". Tracklista 06.09.06, 18:35 01. MURCOF Ulysses (Deathprod Mix) ["Utopia", 2004, Leaf] 02. DACM Marie ["Stéréotypie", 2004, Asphodel] 03. FENNESZ / O'ROURKE / REHBERG Shinjuku Baby Pt. 1 ["The Magic Sound Of Fenn O'Berg", 1999, Mego] 04. KID606 R-8 (Remix By Aube) [V.A. "Kid606 & Friends Vol. 1", 2000, Tigerbeat6] 05. CYCLO. C5.1 [V.A. "Clicks & Cuts 2", 2001, Mille Plateaux] 06. SO A ["So", 2003, Thrill Jockey] 07. SAO PAULO UNDERGROUND Sauna: Um, Dois, Tres ["Sauna: Um, Dois, Tres", 2006, Aesthetics] 08. SEEFEEL Air Eyes (In Her Emerald Mix By Mira Calix) [V. A. "Warp 10+3. Remixes", 1999, Warp] 09. HELL FEAT. ALAN VEGA Listen To The Hiss ["Listen To The Hiss" 12", 2004, International Deejay Gigolos] 10. KID606 Smack My Glitch Up ["The Action Packed Mentallist Brings You The Fucking Jams", 2002, Violent Turd] 11. TRIOSK MEETS JAN JELINEK Distant Shore ["1+3+1", 2003, ~scape] Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 08.09.06, 07:11 ok, zaczynamy 1. Lennonowe „Give me some truth” w wersji...punkowej. Daje kopa na początek. Banan na ryju, o taki: :-D 2. Kanada , i kapitalni Broke Social Scene – jest dobrze 3. Bardzo ładna popowa piosenka. Głos Pani na pierwszym planie śpiewa żebyś "dont leave me again", w tle druga Pani, jakieś dzwonki i różne takie. Nie mam pojęcia co to, ale podoba się 4. Zaczyna się jak jakieś ska. Potem Pan śpiewa po rosyjsku. Śmieszne. 5. A tu jakieś afrykańskie zaśpiewy i rozkręcający się bit. No i tak się powtarza, znaczy te bity i te ich śpiewy. Nudzi, nie podoba się 6. Rewelacyjny kawałek! Akustyczny, buja zajebiście, jakoś tak południowo. Trochę wokalnie przypomina Dylana, ale muzycznie zupełnie nie. Super! 7. A tu cos żywszego. Jakiś orientalny wykonawca. Nie mam oczywiście pojęcia z czym to ugryźć. W sumie wciągający . 8. Dylanowska harmonijka ustna i gitara akustyczna, no i głos Dylanowski bardzo. Ale to raczej nie Bobik, jedynie ktoś zainspirowany. Kolega chyba lubi Dylana co? Fajne. 9. Tu hiszpańskie trąbki jakieś, a potem głos i w sumie kawałek jak ze ścieżki dźwiękowej Zorro – no dam se uszy odciąć jeśli to nie Cash. Fajne również . (I tu słuchacz orientuje się, że coś za bardzo chwali, więc żeby wyglądało profesjonalnie przydałaby się jakaś zjebka solidna...) 10. No więc zjebki nie będzie bo to...najbardziej zajebisty kawałek na płycie. Jest monotonny podkład, w którym gitara wydaje odgłosy takie: pął, pął, pął (no chyba, że to nie gitara, a jakiś loop czy jak to tam zwą) – i to jest brzmienie, jakie wydobywał Pajo jako Papa M swego czasu – zajebiste. Do tego flecik jakiś i w końcu wokal słodki jak wokal Prince’a, a potem skasofon który jest tak niesamowicie zajebisty (bo tak w ogóle to saksofon ja baaaaardzo, oj bardzo). No i do tego w sumie brzmi jak improwizacja. No więc jak to wszystko tak do kupy to brak słów... 11. Aaaaaaaa...electronic - supersonic, boszzz...jakie to okropne:) no kaszka straszna, wsiowe bity i ten akcent, he, he...takie okropne, że aż piękne 12. A tu chyba Lacrimosa prawda? Czyli okropieństw ciąg dalszy tylko na poważnie. Żenuje mnie ta kapela. Chociaż w sumie może to nie Lacrimosa, bo jakieś takie jakby za mało patetyczne, ale jak nie jak tak... 13. Po francusku, słodko z pianinkiem i panem, który chyba cierpi. Sympatyczne. 14. No i killer na koniec. Wszystko mi mówi (tzn.głos ) że to Stereophonics. A jeśli tak to chyba pójdę na klęczkach do Częstochowy za karę, że skrycie podśmiewałem się z tej kapeli. Bo ten kawałek po prostu zwala, oj zwala... tak więc podsumowując: Kawałek 10 to u mnie bez przesady 9/10 – no zajebisty po prostu niesamowicie, że aż strach Dalej idą: 2, 3, 6, 8, 9 i 14 oczywiście – te kawałki są bardzo dobre Reszta jest zabawna (bo rozumiem że to żarty częściowo) i może kilka nie śmiesznych, a po prostu mniej wciągających Ogólnie składak bardzo fajny, zróżnicowany i dużo przyjemności mi sprawił Rzekłem:) Odpowiedz Link
libertine Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 08.09.06, 15:57 pszemcio1 napisał: > 1. Lennonowe „Give me some truth” w wersji...punkowej. Daje kopa na > początek. > Banan na ryju, o taki: :-D heh, ja też z takim bananem tego słucham! to primal scream i jeden z moich hitów lata > 3. Bardzo ładna popowa piosenka. Głos Pani na pierwszym planie śpiewa > żebyś "dont leave me again", w tle druga Pani, jakieś dzwonki i różne takie. > Nie mam pojęcia co to, ale podoba się to tilly and the wall, najlepszy kawałek na ich płycie 'wild like children', reszta średnio mi się podoba, ale ten numer jest ok > 4. Zaczyna się jak jakieś ska. Potem Pan śpiewa po rosyjsku. Śmieszne. leningrad - 'www' > 5. A tu jakieś afrykańskie zaśpiewy i rozkręcający się bit. No i tak się > powtarza, znaczy te bity i te ich śpiewy. Nudzi, nie podoba się to sideproject damona albarna. płyta nagrana z muzykami z mali. ten utwór to 'makelekele' - podobny tytuł do nazwiska takiego piłkarza francuskiego > 6. Rewelacyjny kawałek! Akustyczny, buja zajebiście, jakoś tak południowo. > Trochę wokalnie przypomina Dylana, ale muzycznie zupełnie nie. Super! haha, polecam całą płytę, a w ogóle to całą dyskografię. to joe strummer & the mescaleros - 'mondo bongo' z płyty 'global a go-go' - cały album tak buja! > 7. A tu cos żywszego. Jakiś orientalny wykonawca. Nie mam oczywiście pojęcia z > czym to ugryźć. W sumie wciągający . cornershop + noel gallagher i guigsy - 'spectral mornings'. fajna orientalna jazda moim zdaniem. > 8. Dylanowska harmonijka ustna i gitara akustyczna, no i głos Dylanowski > bardzo. Ale to raczej nie Bobik, jedynie ktoś zainspirowany. Kolega chyba lubi > Dylana co? owszem, nawet bardzo ;) to black rebel motorcycle club - 'complicated situation' > > 9. Tu hiszpańskie trąbki jakieś, a potem głos i w sumie kawałek jak ze ścieżki > dźwiękowej Zorro – no dam se uszy odciąć jeśli to nie Cash. Fajne również. uszy uratowane - 'ring of fire' > > 10. No więc zjebki nie będzie bo to ufff.... ...najbardziej zajebisty kawałek na płycie. > Jest monotonny podkład, w którym gitara wydaje odgłosy takie: pął, pął, pął (no >chyba, że to nie gitara, a jakiś loop czy jak to tam zwą) – i to jest > brzmienie, jakie wydobywał Pajo jako Papa M swego czasu – zajebiste. Do t > ego > flecik jakiś i w końcu wokal słodki jak wokal Prince’a, a potem skasofon > który > jest tak niesamowicie zajebisty (bo tak w ogóle to saksofon ja baaaaardzo, oj > bardzo). No i do tego w sumie brzmi jak improwizacja. No więc jak to wszystko > tak do kupy to brak słów... a pomyśleć, że takie rzeczy tworzy na dalekiej północy fin z krwi i kości - jimi tenor - 'hypnotic drugstore' > 12. A tu chyba Lacrimosa prawda? Czyli okropieństw ciąg dalszy tylko na > poważnie. Żenuje mnie ta kapela. Chociaż w sumie może to nie Lacrimosa, bo > jakieś takie jakby za mało patetyczne, ale jak nie jak tak... nie.. to blixa bargeld i katharina thalbach > 13. Po francusku, słodko z pianinkiem i panem, który chyba cierpi. Sympatyczne. cierpi strasznie, to rufus wainwright, piosenka z filmu 'moulin rouge' - 'complainte de la butte' o wzgórzu montmarte > 14. No i killer na koniec. Wszystko mi mówi (tzn.głos ) że to Stereophonics. A > jeśli tak to chyba pójdę na klęczkach do Częstochowy za karę, że skrycie > podśmiewałem się z tej kapeli. Bo ten kawałek po prostu zwala, oj zwala... hehe, ochraniacze na kolana wyjątkowo dozwolone. 'maybe tomorrow', najlepszy kawałek stereosów! > Ogólnie składak bardzo fajny, zróżnicowany i dużo przyjemności mi sprawił no to się cieszę bardzo. pozdrawiam! Odpowiedz Link
libertine Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 08.09.06, 16:02 tracklista jeszcze: 1. primal scream - gimme some truth 2. bss - superconected 3. tilly & the wall - bessa 4. leningrad - www 5. mali music - makelekele 6. joe strummer & the mescaleros - mondo bongo 7. cornershop feat. noel gallagher and guigsy - spectral mornings 8. black rebel motorcycle club - complicated situation 9. johnny cash - ring of fire 10. jimi tenor - hypnotic drugstore (alternative mix) 11. zlad! - electronic supersonic 12. blixa bargeld & katharina thalbach and tim isfort orchester - küss mich wach 13. rufus wainwright - complainte de la butte 14. stereophonics - maybe tomorrow Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 09.09.06, 08:07 libertine napisał: > heh, ja też z takim bananem tego słucham! to primal scream i jeden z moich hitó > w > lata szok! a to jakis b-side, tak? > to sideproject damona albarna. płyta nagrana z muzykami z mali. ten utwór to > 'makelekele' - podobny tytuł do nazwiska takiego piłkarza francuskiego > > cornershop + noel gallagher i guigsy - 'spectral mornings'. fajna orientalna > jazda moim zdaniem. a to też jakieś pojedyńcze single czy albumy całe? > owszem, nawet bardzo ;) to black rebel motorcycle club - 'complicated situation ooo, a tu to już w ogóle. tymbardziej że znam ich dwa pierwsze krążki i słyszałem że trzeci był inny, ale tego się nie spodziewałem > a pomyśleć, że takie rzeczy tworzy na dalekiej północy fin z krwi i kości - jim > i > tenor - 'hypnotic drugstore' no ja tylko znam to w teorii, musze sie zapoznać > nie.. to blixa bargeld i katharina thalbach up...:/ Odpowiedz Link
libertine Re: Burn Baby Burn, edycja czwarta 09.09.06, 14:57 pszemcio1 napisał: > libertine napisał: > > heh, ja też z takim bananem tego słucham! to primal scream i jeden z moic > h > hitó > > w > > lata > > szok! a to jakis b-side, tak? tak. b-side 'country girl', pierwszego singla z tegorocznej, fantastycznej płyty 'riot city blues' > > > to sideproject damona albarna. płyta nagrana z muzykami z mali. ten utwór > to > > 'makelekele' - podobny tytuł do nazwiska takiego piłkarza francuskiego > > > > > cornershop + noel gallagher i guigsy - 'spectral mornings'. fajna orienta > lna > > jazda moim zdaniem. > > > a to też jakieś pojedyńcze single czy albumy całe? albumy całe. projekt albarna nazywa się mali music, towarzyszy mu tam między innymi niejaki toumani diabate (czy jakoś tak...) cornershop z płyty 'handcream for a generation' z 2002 r. cały album mocno średni, poza 'spectral mornings' wyróznia sie jeszcze wesoły singiel 'lessons learned from rocky 1 to rocky 3'. a co do 'spectral mornings' to jeszcze taka ciekawostka: w momencie premiery płyty, w internecie streamowali specjalny 24 godzinny (!) mix tego kawałka. to zdaje się najdłuższy mix na świecie, czy coś... > > owszem, nawet bardzo ;) to black rebel motorcycle club - 'complicated > situation > > ooo, a tu to już w ogóle. tymbardziej że znam ich dwa pierwsze krążki i > słyszałem że trzeci był inny, ale tego się nie spodziewałem tak, na 'howl' przeszli trochę w stronę akustycznych, lekko gospelowych kompozycji, podszytych jednak ciągle duszą rock & rollową Odpowiedz Link