Dodaj do ulubionych

Summer Of Music Festiwal 2006

18.08.06, 14:59
Ktoś, oprócz glebo (powodzenia!) i ilhana się jeszcze wybiera? - spytam z
ciekawości.

www.cgm.pl/aktualnosci/wyswietl.php?O_NEWS=25111563
Obserwuj wątek
    • pagaj_75 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 18.08.06, 15:13
      Ja. Mam już kupiony karnet na oba dni. I mam nadzieję, że koncert Afro nie
      wypadnie podczas któregoś z innych ciekawych koncertów. No i że Glebo idzie
      również na występ PSB ;)
    • ton2 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 21.08.06, 13:24
      Ja tez ide na pewno. W koncu Ian Brown ma mi zaspiewac sto lat. Nie chcialbym
      tego przegapic.
      • digsa Re: Summer Of Music Festiwal 2006 21.08.06, 16:33
        ja sie wybieram, a co z tego wyniknie, to zobaczymy ;) akurat w tym momencie
        pieniądze nie są problemem a moi rodzice... :>
        • pszemcio1 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 22.08.06, 20:40
          ja bym się wybrał na 2 dzień, na browna i mercury rev, ale to jakby ktoś ze
          śląska jeszcze jechał bo samaemu mi się nie chce
          • polleke Re: Summer Of Music Festiwal 2006 23.08.06, 22:44
            Moi. Ale tylko na drugi dzień.
            • p.o.box.77 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 24.08.06, 11:53
              ja ide. ian brown... bilety juz mam, a na dodatek to ciekawe przezycie byc na
              Wielkim Festiwalu niemal pod własnym blokiem... :D
              • ilhan Re: Summer Of Music Festiwal 2006 24.08.06, 12:06
                Bardzo irytują mnie dwa fakty:

                1. Jedyne polskie zespoły, które chciałem zobaczyć - Afro Kolektyw i Mitch & Mitch - się pokrywają.

                2. Brown zaczyna się o 20, Mercury Rev o 21, Pet Shop Boys o 22 - jakoś nie wierzę, żeby dało się obejrzeć wszystkie trzy bez poświęceń.
                • ton2 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 24.08.06, 12:22
                  ilhan napisał:

                  >1. Jedyne polskie zespoły, które chciałem zobaczyć - Afro Kolektyw i Mitch & Mi
                  >tch - się pokrywają.

                  Ja stawiam jednak na Mitchów. Byłem juz mniej wiecej na 10 ich koncertach i
                  nigdy jeszcze sie nie zawiodlem. A na dodatek beda grali numery z nowej, jeszcze
                  nie wydanej plyty. Dla mnie pozycja obowiązkowa.
                  • ilhan Re: Summer Of Music Festiwal 2006 24.08.06, 12:35
                    Ja widziałem ich na Offie i byli świetni, ale oczywiście wybiorę AK.
                    • ton2 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 24.08.06, 12:39
                      A ja ich. Najwyzej zdamy sobie pozniej relacje.
                • glebogryzarka1 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 24.08.06, 12:49
                  > 1. Jedyne polskie zespoły, które chciałem zobaczyć - Afro Kolektyw i Mitch &
                  > Mitch - się pokrywają.

                  ładnie to zabrzmiało XD
                  wkurwiony jestem trochę, bo mieliśmy grać o 16. zerowo. kolejny kwiatek w
                  niedzielę - jednocześnie Miloopa i Bauagan Mistrzów.
                  • p.o.box.77 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 08.09.06, 15:20
                    jak dla mnie z polskich wlasnei:
                    mitch&mitch, bauagan i d4d [ich koncert z CDQ był niezapomnianym wrazeniem...]
                    • p.o.box.77 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 10.09.06, 02:30
                      pierwszy: mitch&mitch rules. od co.
                      • ilhan Re: Summer Of Music Festiwal 2006 10.09.06, 02:40
                        p.o.box.77 napisał:

                        > pierwszy: mitch&mitch rules.

                        Widzę że ktoś wrócił przede mną. M&M fajnie, ale malutko ludzi i złe nagłośnienie. Poprzedni koncert dał mi dużo więcej radości.

                        Afro poza tym, że prawie nikt na nich nie przyszedł ekstra, dawno się tak nie śmiałem jak na "coverze" PESZEK.

                        Maximo Park pozamiatali, nie spodziewałem się, że zagrają tak dobrze. Paul Smith to straszny wariat na scenie, a do tego śpiewał kapitalnie.

                        No ale koniec końców to Daft Punk byli zdecydowanie najlepsi. Perfekcyjny występ po prostu.
                        • o_k_o Daft Punk najlepsi 10.09.06, 12:03
                          Generalnie wydaje się, za mało ludzi było i boję się, że może to być pierwszy i
                          ostatni SM. A szkoda by było, bo jak na pierwszą edycję to line-up rewelacyjny.

                          Byłem sceptyczny co do Maximo Park, bo poza całkiem chwytliwymi 3-4 kawałkami to
                          ich debiut dość przeciętny, ale koncertowo miło zaskoczyli. Wokalista bardzo
                          energetyczny i koncert całkiem niezły - na sam koniec Apply Some Pressure.

                          El Presindente. Bardzo fajna perkusitska, a poza nią straszna kicha...

                          Daft Punk byli zdecydowanie najlepsi. Świetnie pomiksowane kawałki, nie
                          odgrywali numeru po numerze, tylko je przeplatali i byly w innych wersjach niz
                          te z plyt. Ale najlepsza byla perfekcyjna oprawa graficzna. Narastajaca
                          intesywność graficzna - od białych światełek przez setki kolorów po zdjęcia na
                          koniec. Świetne
                        • ton2 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 10.09.06, 13:14
                          No wiec tak

                          M&M jak zwykle na poziomie, choc faktycznie brzmienie w tej hali i naglosnienie
                          skandaliczne, co zreszta okazalo sie juz kilka miesiecy temu podczas koncertu
                          Tigi i Mylo, ale jak widac nikt nie wyciagnal wnioskow. Ludzi malo, ale po
                          pierwsze koncert dosc wczesnie, a po drugie generalnie jak na taki festiwal to
                          frekwencja kuleje. Az sie boje co bedzie dzisiaj.

                          Maximo Park super energia, choc na poczatku balem sie, ze sie nie rozkreca, ale
                          z kazda piosenka bylo coraz lepiej, az do finalowego Apply Some Pressure z
                          atrakcja w postaci zgubienia mikrofonu przez pana Smitha. Generalnie uwazam, ze
                          przyszli tworcy filmowej biografii Micka Jaggera powinni poprosic Paula Smitha,
                          zeby zagral glowna role, bo na scenie bestia jest jak nie wiem i z Jaggerem
                          niesamowicie sie kojarzy. Reszta zespolu rownie zabawna z nerwowym klawiszowcem
                          i nieobecnym basista. A pomiedzy piosenkami opowiesci o tym, o czym wlasciwie
                          jest nastepny numer. Ja bawilem sie przednio.

                          Peaches - widzialem dwa numery, ale to zupelnie nie moj klimat - rozumiem jajo
                          i prowokacja, ale jak dla mnie nic za tym nie stoi, szczegolnie na koncercie,
                          wiec zmylem sie szybko.

                          Daft Punk - wizualnie rewelacyjny - slyszalem o piramidzie i widzialem
                          fragmenty koncertow, ale czegos takiego sie nie spodziewalem. Generalnie
                          przywiazuje niewielka wage to oswietlenia, ale tu po prostu wbijalo w ziemie i
                          bylo rownie nieodlaczna czescia widowiska co muzyka. A co do muzyki to super
                          ulozony set, swietne przejscia, a niektore fragmenty lepsze od oryginalu.
                          Czapki z glow!

                          Na Gilesie Petersonie bylem 15 minut, bo akurat byla faza sambowa, ktora jakos
                          mie nie podeszla. Well...

                          No to czekamy na to, co dzis. Aaaa. Ian Brown spiewa mi Sto Lat - zobaczycie!
                          • kwiat_paproci Re: Summer Of Music Festiwal 2006 10.09.06, 19:26
                            ton2 napisał:
                            > No to czekamy na to, co dzis. Aaaa. Ian Brown spiewa mi Sto Lat - zobaczycie!

                            Nie, mi śpiewa :P
                            • ton2 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 11.09.06, 10:13
                              No to remis niestety, ale ze wskazaniem na mnie, bo reke dalbym sobie uciac, ze
                              pierwszym slowem, ktore zakrzyknal do mikrofonu bylo slowo "Antek". Pewnie sie
                              zawstydzil i dlatego nie zaspiewal happy bithrday to you. Za rok da rade!
                        • cze67 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 11.09.06, 09:36
                          ilhan napisał:

                          > Afro poza tym, że prawie nikt na nich nie przyszedł ekstra, dawno się tak nie
                          śmiałem jak na "coverze" PESZEK.

                          A mi się jakoś smutno zrobiło gdy przeczytałem, że prawie nikt nie przyszedł...
    • ilhan PSB 07.09.06, 16:31
      Zrobiłem drobny research w sprawie setlist Pet Shop Boys i wychodzi, że mają w miarę stały zestaw, alfabetycznie jadąc:

      Always on My Mind
      Dreaming of the Queen
      Go West
      God Willing
      I'm with Stupid
      Integral
      It's a Sin
      Left to My Own Devices
      The Man Who Has Everything
      Opportunities (Let's Make Lots of Money)
      Psychological
      Shopping
      So Hard
      The Sodom and Gomorrah Show
      Suburbia
      West End Girls
      Where the Streets Have No Name (I Can't Take My Eyes Off You)

      Plus opcjonalnie czasem się trafiają:

      Before
      Home and Dry
      Numb
      Rent

      Bardzo bym chciał "Rent", za to "Go West" i "Where The Streets" mogliby se darować. A teraz idę nowy album karnie przesłuchać.
      • glebogryzarka1 Re: PSB 07.09.06, 16:38
        > Left to My Own Devices
        > Opportunities (Let's Make Lots of Money)
        > West End Girls

        *klaszcze*

        > Always on My Mind
        > Go West
        > Where the Streets Have No Name (I Can't Take My Eyes Off You)

        *rzyga*
        • ilhan Re: PSB 07.09.06, 16:39
          "Always On My Mind" jak dla mnie może być.

          Marzenie niemożliwe do spełnienia to oczywiście "What Have I Done To Deserve This".
          • ilhan Brown 07.09.06, 16:48
            "I Wanna Be Adored" na otwarcie, a potem jeszcze coś z zestawu: "Made Of Stone"/ "I Am The Resurrection"/ "Waterfall"/ "She Bangs The Drums". Między nimi single Iana. Tak powinno to wyglądać, jakoś nie mogę znaleźć najnowszych setlist Browna.
            • digsa Re: Brown 07.09.06, 16:59
              ilhan napisał:

              > "I Wanna Be Adored" na otwarcie, a potem jeszcze coś z zestawu: "Made Of
              Stone"
              > / "I Am The Resurrection"/ "Waterfall"/ "She Bangs The Drums".


              ciiiicho, bo ja na 99% nie jadę, bo nie mam z kim ;( nie rozpaczałabym tak,
              gdybm nie miała kasy czy coś, a nie jadę z takiego głupiego powodu, że mnie coś
              bierze :/ chyba zrezygnuję z czytania jakichkolwiek relacji, żeby się nie
              zasmucać jeszcze bardziej ;>
            • p.o.box.77 Re: Brown 08.09.06, 15:26
              wspaniale. wczoraj sluchalem golden greats. mm. mniód. nakrecilem sie na koncert
              i nie moge uwierzyc ze ian brown wystapi w polsce. wzruszylem sie. serio.
          • glebogryzarka1 Re: PSB 07.09.06, 17:35
            > Marzenie niemożliwe do spełnienia to oczywiście "What Have I Done To Deserve
            > This".

            nie chcę. rozpłakałbym się.
      • polleke Re: PSB 07.09.06, 22:21
        Poproszę o Being Boring (koniecznie), Can You Forgive Her i Liberation (chociaż
        może mało stadionowe). Wyrzucić Where the Streets.
        • ilhan Mercury Rev 08.09.06, 15:16
          Przykładowy setlist z lipca:

          You're My Queen (with extended jam ending)
          In a Funny Way
          Black Forest (Lorelei)
          Vermillion
          Goddess on a Hiway
          Little Rhymes
          The Funny Bird
          Tonite It Shows
          The Dark is Rising
          Roadhouse Blues jam
          Opus 40
          Gotta Serve Somebody
          Holes

          Wiem że to żaden wybitny utwór, ale "Nite And Fog" bym chciał.
    • ilhan Re: Summer Of Music Festiwal 2006 09.09.06, 13:05
      Od rozpoczęcia pierwszego dnia dzielą nas godziny. Dziś najciekawiej zapowiadają się występy najlepszej grupy homohiphopowej świata Afro Kolektyw, PARKU MAKSYMILIANA, przede wszystkim GŁUPIEGO ŚMIECIA, być może KRYSZTAŁOWEJ METODY. Koncert BRZOSKWINEK raczej mnie nie elektryzuje, za to nieśmiało podejrzewam, że ciekawie zaprezentować może się UDAWACZ.

      W każdym razie powoli oddalam się w stronę leżącego na drugim końcu świata Toru Wyścigów Konnych Służewiec, gdzie mam nadzieję spotkać silny homokolektyw niniejszego forum.

      To tyle w tym meldunku, specjalnie dla czytelników forum Strawberry Fields mówił Dariusz Szpakowski.
      • pszemcio1 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 09.09.06, 13:48
        jutro proszę mi koniecznie opisać występ mercury rev, najlepiej by było napisać
        że wysiadł prąd i koncert sie nie odbył żeby nie było mi żal.

        no i Ian, ech....
        • kwiat_paproci Re: Summer Of Music Festiwal 2006 09.09.06, 19:27
          a mi proszę opisać wszystkie koncerty ze szczegółami, a jakby prąd na nich
          wysiadł to wcale bym się nie pogniewała ;) A podawanie na forum prawdopodobnych
          setlist poszczególnych koncertów jest wyjątkowo perfidnym przykładem sadyzmu, o!
    • libertine Re: Summer Of Music Festiwal 2006 09.09.06, 19:07
      haha! właśnie zadzwoniła do mnie kumpela i powiedziała, że może iść tylko na
      dzisiejsze koncerty, a bilet ma dwudniowy i postanowiła mi go odstąpić!
      oczywiście z rana wyjeżdżam do warszawy! hahahaha! :D
      • pszemcio1 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 09.09.06, 20:08
        libertine napisał:

        > haha! właśnie zadzwoniła do mnie kumpela i powiedziała, że może iść tylko na
        > dzisiejsze koncerty, a bilet ma dwudniowy i postanowiła mi go odstąpić!
        > oczywiście z rana wyjeżdżam do warszawy! hahahaha! :D


        pisałem ci juz jak bardzo cię nienawidzę?
    • p.o.box.77 znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 10:32
      ok. czar festiwalu minął w wilgotnym poranku chłodnego poniedziałku.. dobra
      chwila żeby powszpominać.

      Mój pierwszy dzień dość okrojony:

      1. Mitch&Mitch

      Kolegów ze Starych Singers na żywo widziałem wieki temu [mimo szczerej
      fascynacji] na koncercie we Wrocławiu z Fugazi. Znałem ich ogólne
      zainteresowanie... muzyką inną, wiedziałem ze są niezłymi showmenami i
      słyszałem co nie co [M&M, Mały SZu, królowie życia.. no szaleństwo], zatem byłem
      strasznie ciekawy co u Mitchów słychać. To co zobaczyłem mnie rozbiło, ci
      kolesie mogą już zrobić wszystko i są nieobliczalni. Zatem gratuluję, prawie po
      10 latach jestem spokojny na następne 10 [mogę się obawiać że psychicznie tego
      nie wytrzymają, ale chyba są zaprawieni]. Mam nadzieję że zapowiedź płytowa nie
      była żartem.

      2. przypadkiem El Presidente. Parę sekund wystarczyło żeby docenić perkusistkę...

      3. po przerwie wróciłem na końcówkę Indios Bravos. Niestety Gutek ze swoim
      zespołem wypada miałko jak dla mnie. Także cieszyłem się że to końcówka.

      4. Daft Punk.

      Widziałem zajawki na youtube. Wiedziałem, że matowa piramida kryje w sobie
      niespodziankę i z drżeniem rąk czekałem ewolucji świetlnej. Rewelacja. Muzycznie
      też mi się bardzo podobało, zastanawiałem się w szczegółach jaki wpływ mają
      muzycy na dźwięk [w sensie: czego my w zasadzie słuchamy, jakie jest
      instrumentarium itd.]. Bardzo mi się podobały koncertowe aranżacje. Rozwalił
      mnie zupełnie pierwszy mix around the world [gdzie w już pierwszej minucie
      pojawiły się sample z Harder, Better, Faster, Stronger chyba drugiego wielkiego
      przeboju rozpoznawalnego od razu, także to świadczy że nie przebierają w
      środkach: znacie nasze przeboje? No to bach macie dwa na raz!

      5. Cristal Method zawiedli mnie strasznie. Ciekawy był efekt wibrujących szyb,
      dzięki Bogu wszystkie zostały na swoich miejscach.

      Drugi dzień miał być intensywniejszy, ale obowiązki rodzicielskie nie pozwoliły...

      1. Bauagan Mistrzów. Czytając to i owo bardzo dużo oczekiwałem od tego występu.
      Niestety zawiodłem się. Muzycznie w zasadzie to to, ale może aura nie sprzyjała.
      Natomiast sfera liryczna... Madmike mnie zawiódł bardzo. Także ogólne wrażenie
      średnie.
      2. Stereo MCs bardzo dobrze zagrany koncert. Miałem wrażenie że ci na scenie to
      profesjonaliści światowego kalibru. To miłe wrażenie.
      3. Po przerwie końcówka Komet. Wczoraj mi jakoś nie weszli, ale pozytywne
      wrażenie. Jednak cały czas myślałem o kolejnej gwieździe...
      4. Ian Brown. Od dwóch lat w zasadzie nie znika z mojego odtwarzacza albo
      Remixes of the spheres, albo Solarized, lub Golden Greats. Miałem wielkie
      nadzieje i wielkie obawy zarazem. Czy Ian się szybko wczuje i nie będzie
      przeraźliwie fałszować, albo czy wda się w awanturę z dźwiękowcem za ciche
      odsłuchy, lub w ogóle nie wyjdzie na scenę ze względu na skromne audytorium. Ale
      juz w trakcie pierwszego utwory w zasadzie mi wisiało. Poleciałem bardzo wysoko.
      Mogę tylko żałować dwóch rzeczy: za ciche table + przeszkadzajki i milczenie
      Iana w refrenie „i am the resurrection”. Ale ostatecznie mogę mu to wybaczyć.
      Wspaniale że pojawiła się [nałożona wprawdzie na sample] trąbka. Ach no mogę
      żałować że tak krótko i że w sumie 80% widowni nie wiedziało kto jest na scenie
      [zacząłem pląsać, obok mnie parę osób też... i nagle obok słyszę: kurcze, nawet
      nie wiem co to za kolo... powiedziała ok. 20letnia panna podziwiając znajomość
      tekstów i ogólne zaangażowanie widza rodem z wysp]
      5. Pet Shop Boys. Sentymentalna podróż z dzieciństwa pod kontrolą. Słyszałem o
      „jednoznaczności światopoglądowej” występów PSB [a nie lubię takich spraw ani w
      wykonaniu Peaches, ani oldboyów z PSB], zatem nie wytrzymałem długo. Pobiegłem
      na Mr. Scruff’a.
      6. I dobrze zrobiłem. Po raz pierwszy odwiedziłem namiot klubowy. Atmosfera była
      niezła. Dym, dwa laserki po bokach świecące prosto w twarz, i Scruffowy napis na
      telebimie: trzymajcie się swoich portek [dobrze pamiętam?] no generalnie czad.
      Akurat z weteranów Ninja tune Mr. Scruff jest mi najdalszy, ale nie
      przeszkadzało mi to w świetnej zabawie i zakończeniu wieczoru..

      Ian Brown śpiewał niektórym z was sto lat, ale ja się czuję jakby śpiewał tylko
      dla mnie. :D

      Mam nadzieję ze zobaczymy się na przyszłorocznej edycji w większym gronie.
      • ilhan Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 11:05
        p.o.box.77 napisał:

        > Mam nadzieję ze zobaczymy się na przyszłorocznej edycji w większym gronie.

        Zaraz, zaraz, to my się widzieliśmy czy nadinterpretuję :)

        No więc to co wczoraj:

        Brown tak se. Oczywiście odśpiewałem "I Wanna Be Adored", "Waterfall", "Made Of Stone" i "I Am The Resurrection", bo jak się raz w życiu słyszy Iana Browna śpiewającego je na żywo, to szkoda nie skorzystać. Jednak przekonująco wypadły tylko dwie ostatnie (myślałem że gitarzysta wyglądający trochę jak Squire, który cały koncert mnie denerwował swoją bezjajecznością nie da rady zagrać porządnie drugiej części "Resurrection" - zaskakująco, dał). Solowe kawałki śreeeeeeeednio. No i kolesie wyjący "Ian Brown, Ian Brown, Manchester, Manchester" - boszszszsz.

        Mercury Rev najlepsze były te okładki latające przed koncertem, Replacements, Husker Du, Coltrane, Komeda, Galaxie 500 i z pięćdziesiąt innych, hehe. Nie no, bardzo dobrze grali, tylko dwa razy za głośno. Po 10 minutach ewakuowałem się w okolice drzwi, gdzie było w sam raz, tylko nie moża było skupić się na muzyce. Jednak kawałki z "Deserter's Songs" piękne.

        Pet Shop Boys super show, szkoda że wszystko w wersjach studyjnych, ale te ekrany, tancerze, chórki, Tennant, no i ulubione piosenki z dzieciństwa - "Suburbia", "West End Girls", "Rent" - wzruszyłem się poważnie, czego chcieć więcej.
        • p.o.box.77 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 11:12
          mam niejasne podejrzenia, że trzch młodych ludzi [wysoki niski i średni :D]
          przed samym środkiem sceny, bacznie czuwający nad przebiegiem występu Browna, to
          bywalcy tego forum. :D ale mogę się mylić.
          • ilhan Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 11:13
            Aha, możliwe, ale nie będziemy tego wiedzieć dopóki się nie ujawnią :)
        • p.o.box.77 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 11:15
          a mi grupa widzów z wielkiej brytanii sie podobała. mimo że totalnie pijani, to
          wpisywali się w klimat [to świadczy o jako takim kulcie Browna w UK, co mi
          imponuje]. bardziej ci niż wsponiane laski, ktore w ogóle nie zadały sobie nawet
          trudu ściągnięcia z "kaazzyy" kilku mp3 żeby wiedzieć co oglądają.
          • libertine Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 14:45
            p.o.box.77 napisał:

            > a mi grupa widzów z wielkiej brytanii sie podobała. mimo że totalnie pijani, to
            > wpisywali się w klimat [to świadczy o jako takim kulcie Browna w UK, co mi
            > imponuje]. bardziej ci niż wsponiane laski, ktore w ogóle nie zadały sobie nawe
            > t
            > trudu ściągnięcia z "kaazzyy" kilku mp3 żeby wiedzieć co oglądają.

            a ja nawet się do tych angoli dołączyłem na koncercie browna (taki kapelusz
            miałem na głowie ;P) i było wesoło! bardzo dobrze się bawiłem wiedząc, że ktoś
            wie co to za pan na scenie!

            na miejscu byłem o 5, na początek przeraziło mnie to, że prawie w ogóle nie było
            ludzi... strzeliłem sobie 2 piwka i zaczęli grać stereo mc's. stereosi
            profesjonal 100%, tylko widzów jak na lekarstwo, mało kto się ruszał, ale ja tam
            dobrze się bawiłem.
            potem też poszedłem na komety, ale szału nie zrobili (nie wiem czy w końcu
            zagrali 'chciałbym umrzeć jak james dean' albo 'speedway' partii, bo to moje 2
            ulubione kawałki z ich repertuaru).
            o 19:45 byłem już pod sceną główną, czekałem na browna. dla mnie był bardzo
            dobry - gwiazdorzył trochę, "tańczył", na perkusji zagrał, wokal (pomimo moich
            obaw - widziałem kiedyś w tv koncert, na którym był w potwornej formie) miał w
            porządku. nie ma co narzekać, że na gitarze nie grał sqire...
            potem szybkie 2 piwka i na połowę występu mercury rev sie załapałem - kompletnie
            niesłuchalny koncert, nagłośnienie rzeźnickie, myślałem, że mi krew z uszu
            pójdzie momentami... a szkoda, bo występ dość emocjonalny.
            pet shopów kawałek widziałem, ale potem poszedłem, żeby zdążyć na ostatni
            tramwaj (swoją drogą, to jazda komunikacją miejską w warszawie to dramat - jak
            można siedzieć 40 minut w tramwaju, a potem jeszcze przesiadać się na autobus i
            jechać ileś długich minut żeby do domu dotrzeć!!??)
            • cze67 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 14:48
              Czy mam rozumieć, że ów festiwal nie był jakimś wielkim sukcesem jeżeli chodzi
              o frekwencję (np. w porównianiu z Openerem)?
              • libertine Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 15:14
                cze67 napisał:

                > Czy mam rozumieć, że ów festiwal nie był jakimś wielkim sukcesem jeżeli chodzi
                > o frekwencję (np. w porównianiu z Openerem)?

                frekwencja była słabiutka. na pet shop boysach jeszcze jako tako to wyglądało z
                daleka, ale np. na stereo mc's to aż wstyd! maksymalnie 400 osób. wokalista
                komet frekwencję skwitował tak: zatoczyliśmy koło. na naszym pierwszym koncercie
                było tyle ludzi, co teraz na widowni.
                • cze67 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 15:19
                  Jakieś próby reflekcji dotyczące tego stanu rzeczy (za drogie bilety, słaby
                  wybór wykonawców, koniec roku szkolnego)?
                  • kubasa Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 15:50
                    cze67 napisał:

                    > Jakieś próby reflekcji dotyczące tego stanu rzeczy (za drogie bilety, słaby
                    > wybór wykonawców, koniec roku szkolnego)?
                    >


                    1. Promocja była chyab dobra, tzn. np. w Warszawie ludzie wiedzieli o tym
                    festiwalu. Co innego czy line-up był taki zachęcający dla widzów w Polsce, ale
                    znowu na Openerze z polskich chorób było tylko Placebo.

                    2. Bilety były drogie.

                    3. Jak dla mnie główny powód mógł być taki: ludzie wybierali Ppenera, wydali na
                    niego kasę i niechętnie we wrześniu będa wydawać drugie 250 zł na koncert w
                    Warszawie.
                    • cze67 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 16:06
                      Relacja gazetowa:

                      Daft Punk na szczycie piramidy
                      Łukasz Kamiński
                      Pet Shop Boys, Ian Brown, Maximo Park, Stereo MC's i wiele innych gwiazd
                      wystąpiło w weekend na warszawskim Służewcu na pierwszym Tak Tak Summer Of
                      Music Festival. Największą gwiazdą był francuski duet elektroniczny Daft Punk.
                      - Połączyliśmy estetykę koncertu rockowego i klimat filmowy . Odwołujemy się do
                      tego, co robią niemieckie gwiazdy technopopu z grupy Kraftwerk. To oni
                      wyznaczyli standard, poniżej którego nie można zejść - mówił przed sobotnim
                      koncertem producent spektaklu Paul Hahn, autor efektów specjalnych do
                      teledysków i filmów, w tym, m.in. do "Piratów z Karaibów".

                      Przed występem francuskiego duetu scenę zasłaniała wielka kurtyna. Powoli przy
                      dźwiękach z filmu "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" rozsunęła się, ukazując
                      sześciometrową piramidę skonstruowaną z małych ekranów plazmowych. Na jej
                      szczycie stali Thomas Bangalter i Guy-Manuel de Homem-Christo przebrani za
                      roboty.

                      W trakcie półtoragodzinnego koncertu Daft Punk zagrali kompozycje ze swoich
                      trzech płyt. Nie zabrakło największych przebojów "Around The World", "Da
                      Funk", "One More Time", "Harder, Better, Faster, Stronger" czy "Primetime of
                      Your Life", które w wersji koncertowej zabrzmiały ciężej od oryginałów. Od
                      czasów Kraftwerk nigdy jeszcze odhumanizowana, syntetyczna muzyka nie brzmiała
                      tak pięknie. Warszawski koncert był specjalny, bo Daft Punk nie koncertowali
                      dziewięć lat, a tegoroczna trasa obejmuje tylko szesnaście miast.

                      Doskonałe koncerty dali też electro skandalistka Peaches i hiphopowo-soulowy
                      poeta Mocky. Nieźle też wypadła brytyjska rockowa grupa Maximo Park, w których
                      muzyce słychać inspiracje The Smiths.

                      Tak Tak Summer Of Festival to druga obok gdyńskiego Open'era impreza na
                      prawdziwie europejskim poziomie. Niestety, w odróżnieniu od nadmorskiego
                      festiwalu zawiodła frekwencja. Bo kilka tysięcy osób na występach artystów tej
                      rangi co Daft Punk czy Ian Brown to stanowczo za mało.
                      • cze67 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 12.09.06, 17:01
                        Próba odpowiedzi na pytanie o słabą frekwencję:
                        miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34861,3611948.html
                        i fotki:
                        serwisy.gazeta.pl/metro/51,34862,3609692.html?i=0
                  • p.o.box.77 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 12.09.06, 10:27
                    moim zdaniem ceny biletów nie były wygórowane (w drugim obiegu to taniocha
                    była). raczej zestaw artystów był niefortunny, jeżeli chodzi o frekfencję.

                    zabrakło gwiazd z pierwszej ligi kogoś na topie.

                    bauagan mistszów - maja swoją publiczność ale raczej nie są tworzywem sztucznym..
                    komety - frikowość rock/psychobilly nie idzie w parze z komercyjnością.
                    mercury rev - jakby nie patrzeć w polsce niezbyt popularny zespół
                    stereo mc's - koncert byl pyszny, ale to nie jest gwiazda ostatnich miesięcy..
                    ian brown - najwieksza gwiazda UK indie w polsce zupelnie nieznana [oczywiscie
                    przesadzam, ale konfrontacja znajomosci Browna w UK i w Polsce, można mówic o
                    całkowitej nieznajomości artysty]
                    daft punk - bardzo lubie ich muzykę, ale znajomi bliscy scenie klubowej maja ich
                    w niskim powazaniu. dawno nic nie ngrali, mieli przerwe, zaproponowali mega
                    show, ale jeszcze w polsce nie ma potrzeby na wielkie show [luke wypelnia opole,
                    sopot i biby na tvp2 o 20]
                    pet shop boys - kto dziś słucha pet shop boys?

                    takze w skrócie. lineup nie na nasz kraj.
            • ilhan Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 14:55
              libertine napisał:

              > (swoją drogą, to jazda komunikacją miejską w warszawie to dramat - jak
              > można siedzieć 40 minut w tramwaju, a potem jeszcze przesiadać się na autobus i
              > jechać ileś długich minut żeby do domu dotrzeć!!??)

              No cóż, po prostu duże miasto. Ja wracałem do domu w nocy ponad godzinę i nie narzekam :)
      • pagaj_75 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 17:24
        ok, mimo że wróciłem do domu o 2 w nocy i spałem wszystkiego może ze 4 godziny,
        jakoś daję radę :) moje wrażenia:

        1. dzień
        - Afro Kolektyw: kurde, w trójkę z Ilhanem i Kubasą stanowiliśmy CAŁY pierwszy
        rząd publiki, na początku byliśmy wręcz jedyni. potem zaczęło zbierać
        towarzystwo, ale uskładało się może z 40-50 osób. ale szał na scenie był
        pierwsza klasa.
        - Mitch & Mitch: no fajni kolesie są, chociaż nagłośnienie w hali nie pozwalało
        ich w pełni docenić.
        - Maximo Park: casus Franza Ferdinanda z Openera - w domu słuchać bym nie
        słuchał, ale na koncercie fajnie było poskakać. widać, że się chłopakom chce,
        nie zraziła ich kiepściutka frekwencja
        - Peaches: postałem z 15-20 minut w czasie których usłyszałem prawie wszystko co
        chciałem ("AA XXX", "Lovertits", "Rock Show") i zobaczyłem prawie wszystko co
        chciałem ;)))
        - Daft Punk: już chyba koledzy dobitnie wyjaśnili, że to miazga była? no, to ja
        już nie muszę. pod względem oświetleniowo-scenograficznym chyba najlepszy gig
        jaki w życiu widziałem.

        2. dzień
        - Stereo MC's: grali już gdy wchodziłem, akurat niszczyli "Tomorrow Never
        Knows". dźwiękowcy oszaleli, przez co nie dało się słuchać. wycofaliśmy się na z
        góry upatrzone pozycje, czyli na browca.
        - Amp Fiddler: polecany przez Glebogryzarkę czarnuch pokazał wielką murzyńską...
        klasę. byłem pod wrażeniem, mimo (a może dlatego?) że nie znam się na tej
        muzyce. wprawdzie wyszedłem, żeby obejrzeć kawałek Iana Browna, ale były
        frontman byłego Stone Roses okazał się być zmęczoną życiem gwiazdą rokendrola,
        więc po pierwszym kawałku wróciłem na WZMACNIACZA SKRZYPKA i nie żałowałem.
        - Mercury Rev: nigdy wcześniej nie słyszałem ani sekundy ich muzyki. miałem
        wprawdzie w planach zapoznanie się, ale po tym co zobaczyłem i usłyszałem,
        spadli na mojej liście "to do" o ładnych parę pozycji. może jestem
        niesprawiedliwy, ale przesadne, teatralne gesty wokalisty i lekko napuszona
        muzyka (takie wrażenie odniosłem) + pretensjonalne wizualizacje nie uczyniły ze
        mnie kolejnego fana. a (znów) fatalne nagłośnienie tylko dobiło mnie.
        - Pet Shop Boys: wiadomo, podróż sentymentalna. szał ciał i najzwyczajniejsze w
        świecie wzruszenie. no i niezapomnę zdumionego spojrzenia dziewczyny Glebo na
        widok dwóch podobno dorosłych facetów drących się i ściągających majtki przez
        głowy na widok Neila Tennanta. wczoraj wieczorem wszyscy byliśmy gejami.
        • aimarek Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 18:07
          pagaj_75 napisał:

          > - Daft Punk: już chyba koledzy dobitnie wyjaśnili, że to miazga była? no, to ja
          > już nie muszę. pod względem oświetleniowo-scenograficznym chyba najlepszy gig
          > jaki w życiu widziałem.

          No a tak ogólnie to kto by wygrał w kleszu B-Jaxx na openerze vs. Daft Punk na
          Summer Musicu?
          • pagaj_75 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 18:14
            aimarek napisał:

            > No a tak ogólnie to kto by wygrał w kleszu B-Jaxx na openerze vs. Daft Punk na
            > Summer Musicu?

            Jest to pytanie z rodzaju "czy The Paps byli lepsi z Grzesiem czy z Pawłem", ale
            jeżeli już miałbym wybierać, to MINIMALNIE, jednym punkcikiem wygrałyby
            Piwniczne Jacki, za to że mieli wokalistów i żywy zespół. Ale jako przeżycie
            duchowe, oba koncerty są porównywalne.
          • ilhan Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 18:29
            aimarek napisał:

            > No a tak ogólnie to kto by wygrał w kleszu B-Jaxx na openerze vs. Daft Punk na
            > Summer Musicu?

            PIWNICZNE JACUŚŚIE o włos Darka Szpakowskiego.
          • p.o.box.77 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 12.09.06, 10:38
            muzycznie to chyba b-jaxx, chociaż ciężko mi porównac to były dwa oddalone od
            siebie występy [znacznie wiecej czlowieczenstwa było w b-jaxx]
          • id999 Re: znowu pierwszy. podsumowania? 12.09.06, 11:39
            Basement Jaxx o 3 długości
            a na Summer najlepsze Mercury Rev
            • kubasa Re: znowu pierwszy. podsumowania? 12.09.06, 15:02
              No nie wiem, jak dla mnie to było największe rozczarowanie festiwalu. To znaczy
              może nic poza głosnością specjalnie nie szwankowało (no sorry, ale jeszcze mam
              wmiare dobry słuch i tam było za głośno). Podobal mi się drugi utwór, w którym
              trochę odlecieli, natomiast następne? Nawet hity jak "Tonite It
              Shows", "Endlessly" czy "Goddess On A Highway" zabrzmiały smętnie i w ogóle
              mnie nie porwały. No ale może to wina sceny, bo dużo słabsze materiałowo Maximo
              Park zaprezentowało się sporo lepiej.

              Zdecydowanie Daft Punk piął ten festiwal w górę. Inaczej uznałbym go za
              całkowicie przeciętny.
      • polleke Re: znowu pierwszy. podsumowania? 11.09.06, 21:37
        Mercury Rev – myślę, że podobałoby mi się bardzo, gdyby tylko koncertu dało się
        słuchać, ale pozostanie w hali groziło krwotokiem z uszu.
        Ta pretensjonalność, o której z przekąsem pisze Pagaj jest wpisana w zespół od
        samego początku, mnie o dziwo zupełnie nie przeszkadza, mogą sobie nawet
        śpiewać różne ”gdybym był białym koniem” i tym podobne. Lekka mizerność
        materiału z "Secret Migration" na tle dwóch poprzednich płyt. Donahue raczej
        pod wpływem, no chyba że on już tak ma.

        Ian Brown – coś żenującego jest w tym, że ludzie chcą, żeby był tribute bandem
        swojego dawnego zespołu. Płynąca z widowni dawka sentymentów „a pamiętacie jak
        kiedyś…” nieznośna, za wysoka, tym bardziej że na scenie było momentami
        kiepskawo: za dużo fałszowania i ogólnego zblazowania.

        Pet Shop Boys – fantastyczny show. Jak ktoś powie, że wyrachowana konfekcja
        może i będzie miał rację, ale co z tego. Zazwyczaj chodzę na różne indie-
        schmindie, gdzie ambicje są większe niż możliwości i dla mnie to było ożywcze.
        Pani Murzynka dawała radę. Wielki nieobecny: *ociera ukradkiem łzę* "Being
        boring".

        Głowy mi nic nie urwało, ale przyjazdu nie żałuję. Tak jak nie jestem typem
        outdoorowca i wybieram raczej koncerty w klubie, to wczoraj nie mogłam
        narzekać: nie było tratowania i wbijania łokci pod żebra, no ale skoro wiem, że
        zawdzięczam to mizernej frekwencji, to w sumie mixed blessing.
    • glebogryzarka1 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 11.09.06, 18:15
      co mi się podobało:
      - Neil Tennant
      - Amp Fiddler
      - Stereo MC's (chociaż nie wytrzymałem do końca)
      - Dick4Dick
      - soundcheck Maximo Park (na koncercie nie mogłem zostać, a podejrzewam że
      byłby to dla mnie moment szczytowy festiwalu)
      - można było kupić piwo w puszce, a nie że tylko mocz z kija
      - krótkie dystanse między scenami
      - dużo znajomych

      co mi się nie podobało:
      - Farel Gott
      - Pogodno
      - Mercury Rev
      - Ian Brown
      - nagłośnienie Miloopy, oprócz werbla, stopy i sinusoidalnego buczenia w
      okolicach 100 Hz nie było słychać NIC
      - 80% koncertu Pet Shop Boys leciało z taśmy
      - mimo przepustki wjazdowej, identyfikatora i opaski nie udało się zostawić
      samochodu na terenie festiwalu
      - nie można było kupić fajek, musiałem grabić
      • ton2 Re: Summer Of Music Festiwal 2006 11.09.06, 21:02
        O przepraszam! Fajki byly. Namiot Marlboro stal przed scena klubowa. (czy
        zabrzmialem, jakbym byl pracvownikiem branzy tytoniowej?)

        Ja sie tu spotkam zaraz z linczem, ale mi sie ani Mercury Rev, ani Pet Shop
        Boys nie podobali. Przyznam od razu ze Mercury Rev byli mi kompletnie obcy,
        nazwe znalem, ale nic wiecej. Gdy zobaczylem rozdramatyzowanego kolesia
        udajacego nietoperza i dyrygujacego orkiestra na tle pretensjonalnych cytatow
        myslicieli na ekranie, najpierw sie zdziwilem, a potem ucieklem jak najdalej
        sie dalo. Czyli na piwo. Co to PSB to ja rozumiem sentyment wiekszosci, ale po
        pierwsze brzmieli oni tak, jakbym plyty sluchal, wiec jaki sens z tym na
        koncert, a po drugie od strony wizualnej kojarzylo mi sie to z przedstawieniem
        gimnazjalnym z choreografia baletowa wymyslona przez pana od wuefu z pomoca
        pani od muzyki. Czulem sie troche jak na festiwalu w Opolu, czy Sopocie. Mam
        nadzieje, ze nie urazilem uczuc i swietosci.

        A mnie podobali sie Mitche, Maximo, Ian Brown mimo wszystko, no i daft punk,
        ktorzy wizualnie przebili wszystko, co dotychczas widzialem na koncertach.

        Amen
      • p.o.box.77 opowiedzcie o koncercie dicków.. 12.09.06, 10:48
        bo musialem sie ulotnic po mitchach i widzialem jak sie stroją [występ w stylu 4
        pilotow z kosmosu czy banda nagrzanych fredich mercurych?]

        a co do fałszu na brownie. w sieci widzialem straszliwe koncerty browna. tak
        straszliwe ze nie daloby sie tego wytrzymac mimo najszczerszych checi, ale pod
        sceną nie slyszalem falszu [fakt ze bylem nietrzezwy, ale rytm czułem],
        natomiast zona trzeźwa stojaca dalej\ko od sceny wysmiewala fałsze strasznie..
        zatem.. no w zasadzie to nie wiele wnosi.
        • ilhan Re: opowiedzcie o koncercie dicków.. 12.09.06, 10:57
          Co do wokalu Browna, to wiadomo że tytanem nigdy nie był, na pewno trochę fałszował, ale myślę że mogło być gorzej. Natomiast sam wokal był wg mnie źle nagłośniony, jakiś taki przytłumiony.

          D4D nie widziałem, przechodziłem obok i nie podobało mi się.

          Bauagan Mistrzów - siedzieliśmy na piwie i zastanawialiśmy się o co chodzi :)

          Amp Fiddler miał fajne afro i z tego co usłyszałem przez trzy minuty bardzo dawał radę, no ale równolegle startował Brown.

          I jeszcze Stereo MCs - zespół z muzeum. Nic, ale to nic się nie ruszyli z miejsca od 1993, owszem, wykonanie było całkiem ok, choć nie wiem czy to komplement skoro z żywych instrumentów mieli tylko bębny. Libertine zszokowany niską frekwencją na SMCs, tymczasem poprzedniego dnia i to dwie godziny później w trakcie Maximo Park ludzi było jeszcze mniej.
    • o_k_o 2 dzień 11.09.06, 23:15
      Stereo MCs. Tanecznie, mięsisty bas, murzynki w chórkach. Niby wszystko fajnie,
      ale oni nie nagrali nic dobre, nic charakterystyznego od czasu Connected, czyli
      gdzieś od 1992 roku. I na koncercie to słychać. Wokalista miał prawie cały czas
      zamknięte oczy, ale chyba nie dlatego, żeby nie widzieć pustek pod sceną, bo w
      swojej rodzinnej Anglii ma jeszcze mniej ludzi na koncertach. Jeżeli w ogóle
      udaje im się jeszcze tam grać.

      Ian Brown. Należy do tych, którzy zawsze marzyli o koncercie Stone Roses. Nie
      udało się, ale jest Ian. Gra 4 kawałki Stone Roses. Jest specyficzne
      gwiazdorstwo, oryginalne pozy. Nie mogę więc marudzić. Chociaż słychać go słabo,
      chociaż to już nie ten czas. Za późno, nie ten czas... Minęło... Pijani kibice
      pod scenę

      Mercury Rev. Nie dla każdego. Należło przyjść z nastawieniem na teatr. Na patos,
      egzaltację. I tak się nastawiłem. Był to dla mnie koncert festiwalu i jeden z
      lepszych jakie widziałem. Na nich też czekałem od lat

      • o_k_o Re: 2 dzień 11.09.06, 23:45
        Pet Shop Boys. Miałem bardzo mieszane uczucia. Lubię ich wczesne rzeczy.
        Genialny pop. Jednak na koncercie wypadli dość nudnawo. Oprawa
        taneczno-graficzna, jak napisał ton2, może nie na poziomie podstawówki, ale
        ocierała się mocno o kicz. Przypominały mi się raczej tzw. programy rozrywkowe z
        telewizji lat 80. No ale oni w końcu z tych lat pochodzą. Na duży plus wszystkie
        stare przeboje na czele z Subrubia, West End Girls, Rent (mój ulubiony) i It's A
        Sin na bis. Jedyny bis na całym festiwalu. Na minus, bardzo duży jak dla mnie,
        kawałem poświęcony Lady Di. Z tyłu film z przejadu konduktu żałobnego przez
        Londyn, wszyscy na scenie kapelusze z głów. Załosne!!! I bardzo nachalne
        • pagaj_75 Re: 2 dzień 12.09.06, 00:08
          Mogę popolemizować? Mogę? Mogę?

          o_k_o napisał:

          > Oprawa taneczno-graficzna, jak napisał ton2, może nie na poziomie podstawówki,
          > ale ocierała się mocno o kicz.

          Pet Shop Boys od zawsze ocierali się mocno o kicz (także muzycznie - tak lubiany
          przez wielu "Rent" przecież w prostej linii odwołuje się do popularnej wtedy
          estetyki italo disco. Savage, anyone?). I zawsze wydawało mi się, że oczywistym
          jest, że jest to kicz w dużej mierze zamierzony, z premedytacją grający pewną
          konwencją. A dzisiaj nagle po latach wszyscy się budzą i są zniesmaczeni. Nie
          ogarniam.

          > Na minus, bardzo duży jak dla mnie, kawałem poświęcony Lady Di.
          > Z tyłu film z przejadu konduktu żałobnego przez Londyn, wszyscy na scenie
          > kapelusze z głów. Załosne!!! I bardzo nachalne

          Z tym filmem w tle to faktycznie przegięcie zdrowe, też mi się to nie podobało.
          Natomiast sam kawałek o którym mowa, "Dreaming of the Queen", nie jest do końca,
          co chyba trzeba zaznaczyć, poświęcony Lady Di. Powstał zresztą kilka lat PRZED
          jej śmiercią, a po wiadomych wypadkach jedynie nabrał cech ponurej antycypacji.
          Ale zgoda, że niesmacznie chłopaki na tym jadą.
          • o_k_o Re: 2 dzień 12.09.06, 14:29
            pagaj_75 napisał:

            > Pet Shop Boys od zawsze ocierali się mocno o kicz (także muzycznie - tak
            lubiany przez wielu "Rent" przecież w prostej linii odwołuje się do popularnej
            wtedy estetyki italo disco. Savage, anyone?)

            No ja nie wiem czy zawsze. Może to tak wygląda z perspektywy. Jednak im
            współczesne gwiazdy, których nikt już nie pamięta (na przykład cała fabruka
            Stock/Aitken/Waterman) była znacznie bliżej kiczu. Na tym tle PSB byli
            wysulimowaną sztuką, szczególnie w warstwie tekstowej. Ja nie wiem też, czy
            zadufani Anglicy w ogóle zdawali sobie sprawę z Italo Disco, tak jak nie wiedzą,
            że istniało Disco Polo. Choć ''Only You'' trochę może jest podobne do ”Rent”.
            Trzeba sprawdzić, kto był pierwszy :-)

            A dzisiaj nagle po latach wszyscy się budzą i są zniesmaczeni. Nie ogarniam.

            Ja akurat zniesmaczony nie byłem. Chwilami nawet byłem zauroczony, ale to
            zauroczenie rozwalały takie motywy jak ten nachalny kicz z Lady Di.
            • pagaj_75 Re: 2 dzień 12.09.06, 15:20
              o_k_o napisał:

              > Ja nie wiem też, czy zadufani Anglicy w ogóle zdawali sobie sprawę
              > z Italo Disco

              Akurat PSB doskonale sobie zdawali sprawę, jak i z wielu innych rzeczy, które
              działy się w światowej muzyce dyskotekowej.
              www.discogs.com/release/644583 - sprawdź utwór numer 1 z płyty drugiej
              (miksowanej przez Chrisa Lowe'a)
              A o mniej lub bardziej świadomym nawiązaniu do Italo Disco świadczą choćby
              wypowiedzi z książeczki dołączonej do remastera "Actually".
        • rafi.raf Re: 2 dzień 12.09.06, 20:29
          o_k_o napisał:

          > Pet Shop Boys. Miałem bardzo mieszane uczucia. Lubię ich wczesne rzeczy.
          > Genialny pop. Jednak na koncercie wypadli dość nudnawo. Oprawa
          > taneczno-graficzna, jak napisał ton2, może nie na poziomie podstawówki, ale
          > ocierała się mocno o kicz. Przypominały mi się raczej tzw. programy rozrywkowe
          > z
          > telewizji lat 80. No ale oni w końcu z tych lat pochodzą. Na duży plus wszystki
          > e
          > stare przeboje na czele z Subrubia, West End Girls, Rent (mój ulubiony) i It's
          > A
          > Sin na bis. Jedyny bis na całym festiwalu. Na minus, bardzo duży jak dla mnie,
          > kawałem poświęcony Lady Di. Z tyłu film z przejadu konduktu żałobnego przez
          > Londyn, wszyscy na scenie kapelusze z głów. Załosne!!! I bardzo nachalne

          kawalek o Lady Di to pisoenka z albumu Very i nazywa sie dreaming of the queen.
          byla ona dedykowana dianie (rok 1994). nie byla to piosenka napisana po jej
          smierci (tak dla wyjasnienia).
          • o_k_o Re: 2 dzień 12.09.06, 20:52
            rafi.raf napisał:

            > kawalek o Lady Di to pisoenka z albumu Very i nazywa sie dreaming of the queen.
            > byla ona dedykowana dianie (rok 1994). nie byla to piosenka napisana po jej
            > smierci (tak dla wyjasnienia).

            To nie ma znaczenia, niesmak pozostaje
    • o_k_o Kwestia konwencji 12.09.06, 14:37
      Ja też uważam, że Mercury Rev byli najlepsi. Znów można narzekać na
      nagłośnienie, halę, etc., ale to nie ma znaczenia.
      Problem, wydaje się, że polega na konwencji. Tu po prostu ją akceptujesz albo
      nie. Albo odpowiada ci pewna patetyczność tej muzyki, image zespołu albo nie.
      Ja rozumiem, że komuś może to się nie podobać, bo woli na przykład sceniczną
      arogancję i nonszalancję a la Ian Brown, ale wtedy po prostu nie idzie na
      koncert MR.
      • kubasa Re: Kwestia konwencji 12.09.06, 15:02
        o_k_o napisał:

        > Ja też uważam, że Mercury Rev byli najlepsi. Znów można narzekać na
        > nagłośnienie, halę, etc., ale to nie ma znaczenia.

        No jak to nie ma znaczenia?


        > Problem, wydaje się, że polega na konwencji. Tu po prostu ją akceptujesz albo
        > nie. Albo odpowiada ci pewna patetyczność tej muzyki, image zespołu albo nie.
        > Ja rozumiem, że komuś może to się nie podobać, bo woli na przykład sceniczną
        > arogancję i nonszalancję a la Ian Brown, ale wtedy po prostu nie idzie na
        > koncert MR.

        No nie no, tego już nie rozumiem. Ian Brown był fatalny i uwierz mi, dużo
        bardziej niż Browna lubię Mercury Rev, to samo jest z Maximo Park, których nie
        znam nawet całego "A Certain Trigger". Może jestem typem festyniarza, który
        woli piwo i dobrą zabawę na koncercie niż misteria, stąd pewnie moaj fascynacja
        koncertem Daft Punk i ziewanie na Mercury Rev.
      • ilhan Re: Kwestia konwencji 12.09.06, 15:11
        o_k_o napisał:

        > Ja też uważam, że Mercury Rev byli najlepsi. Znów można narzekać na
        > nagłośnienie, halę, etc., ale to nie ma znaczenia.

        Oczywiście że to ma znaczenie i to wielkie. Jeśli po drugim kawałku zaczynałem czuć prawie że fizyczny ból w uszach, to ma to znaczenie. Nagłośnienie było na stutysięcznik jakiś, a nie małej wielkości halę.

        Ze zdystansowaniem się do konwencji i muzyczną stroną nie mam żadnego problemu.
        • cze67 Re: Kwestia konwencji 12.09.06, 15:14
          ilhan napisał:

          > Nagłośnienie było na
          > stutysięcznik jakiś, a nie małej wielkości halę.

          To było to nagłośnienie, którego brakowało na gdańskim koncercie Gilmoura:-)
        • aimarek Re: Kwestia konwencji 12.09.06, 16:22
          kubasa napisał:

          > No nie wiem, jak dla mnie to było największe rozczarowanie festiwalu. To znaczy
          > może nic poza głosnością specjalnie nie szwankowało (no sorry, ale jeszcze mam
          > wmiare dobry słuch i tam było za głośno).

          ilhan napisał:

          > Oczywiście że to ma znaczenie i to wielkie. Jeśli po drugim kawałku zaczynałem
          > czuć prawie że fizyczny ból w uszach, to ma to znaczenie. Nagłośnienie było na
          > stutysięcznik jakiś, a nie małej wielkości halę.

          Pff... cieniasy. Co Wy wiecie o bólu? Byliście kiedyś na koncercie Wiktora Skoka?
          • pszemcio1 Re: Kwestia konwencji 12.09.06, 17:46
            widzę, że niektórzy są o krok od nazwania mercury
            rev "naładowanąpatosemiteatralnościąpseudosztuką", pfffffffff...

            proponuję jednak sięgnąć po albumy
            • libertine Re: Kwestia konwencji 12.09.06, 20:32
              pszemcio1 napisał:

              > widzę, że niektórzy są o krok od nazwania mercury
              > rev "naładowanąpatosemiteatralnościąpseudosztuką", pfffffffff...
              >
              > proponuję jednak sięgnąć po albumy

              na albumach ich lubię, ale mnie donahue też irytował swoim scenicznym
              zachowaniem i "fantastycznymi wizualizacjami", które okazały się być filmikami z
              morskimi żyjątkami przeplatanymi różnego rodzaju cytatami - jednak dość
              pretensjonalnymi. intelektualizowanie na siłę... ale i tak cieszę się, że nie
              dane mi było zobaczyć kolumny pogrzebowej dajany na pet szopach - fuj! festiwal
              to przecież tańce i darcie się do ukochanych przebojów - stereo mc's i brown to
              moim zdaniem 2 najfajniejsze koncerty niedzieli! howgh!
              idę ligę mistrzów oglądać - faken czelsi po dupie niech dostaną od werderu!
              • p.o.box.77 Re: Kwestia konwencji 13.09.06, 12:18
                w festiwalach podoba mi sie to że każdy ma swój wlasny program. nawet na tak w
                sumie niewielkim festiwalu jak tak-tak.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka