Dodaj do ulubionych

W październiku zapodawaliśmy

31.10.06, 12:06
Gene Clark - No Other
Najlepsza (ponoć) solowa płyta najlepszego (na pewno) songwritera The Byrds. Dla tych co słabiej kojarzą, Clark jest odpowiedzialny za lwią część najistotniejszych piosenek Byrds z pierwszego okresu, tych które nie były coverami Dylana. Ostatnim numerem jaki z nimi zrobił było gigantyczne "Eight Miles High" (znaczy potem jeszcze próbował wracać, ale nigdy się tak do końca nie udało). W 1973 siedział rok w swoim domu nad morzem, patrzył za okno i komponował. Gdy skończył, zaangażował całą śmietankę ówczesnych muzyków sesyjnych, najlepsze chórzystki itd. i nagrał "No Other", jak mu się wydawało, dzieło jego życia. I fakt, że album nie został należycie doceniony do jego śmierci w 1991 pozostał jego największą życiową traumą. Nie dziwne, bo płyta błyszczy country-rockowym (choć czerpie z tak wielu gatunków, że może nie warto generalizować) pięknem.

Arthur Russell - The World Of Arthur Russell
Arthur Russell - Calling Out Of Context
Dwie składankowe pozycje z repertuaru nowojorskiego wiolonczelisty/ pioniera inkorekciarskiego disco, spośród których stawiam raczej na drugą. Ale obie bardzo bardzo, następne w kolejce jest "World Of Echo".

Junior Boys - So This Is Goodbye
Wreszcie, trzecia czy czwarta płyta z tego roku, której miałem szczerą ochotę słuchać więcej niż standardowe 3-4 razy.

AR Kane - 69
AR Kane - Up Home! [EP]
Heh Pszemcio czwarte miejsce wszech czasów? No podoba mi się, ale bez jaj :) Oryginalny i inspirujący towar, acz epka bardziej mi podpasowała.

Robyn Hitchcock & The Egyptians – Fegmania
Coraz większy szacunek mam do tego dziada, dobry songwriting nigdy się nie zestarzeje.

Built To Spill - Ultimate Alternative Wavers
Built To Spill - Perfect From Now On
Taaa, no wreszcie nadrobiłem zaległość związaną z debiutem BTS, raczej album "ciekawy" niż stanowiący wielką wartość sam w sobie. A ta druga to płyta miesiąca i W SPOSÓB OCZYWISTY jedna z najlepszych w latach 90.

Curtis Mayfield - Superfly
Fantastyczna, być może najlepsza czarna płyta jaką znam. Bogactwo tła powala, aranżacje smyków szczególnie. No i falset Mayfielda.

The Fratellis - Costello Music
Właściwie nie wiem po co słuchałem całości, skoro było pewne, że drugiej tak fajnej piosenki jak superxtcgrassowska "Henrietta" tam nie będzie (no i nie ma). Przy czym to jest raptem sympatyczny numer. Płyta zła nie jest, ale i specjalnie dobra też nie, też trochę za bardzo arcticmonkeysowska jednak, więc może szkoda czasu.

I jeszcze bez opisów, bo mi się odechciało:

John Cale - Paris 1919
Squeeze - Squeeze
Squeeze - Sweets From A Stranger
Squeeze - Cool For Cats
Teenage Fanclub - A Catholic Education

W kategorii "joint miesiąca" – "Can’t Cook (Who Cares?)".
Obserwuj wątek
    • pszemcio1 Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 12:18
      ilhan napisał:

      > AR Kane - 69
      > AR Kane - Up Home! [EP]
      > Heh Pszemcio czwarte miejsce wszech czasów? No podoba mi się, ale bez jaj :)
      Or
      > yginalny i inspirujący towar, acz epka bardziej mi podpasowała.
      >

      ależ oczywiście że to był hajp. pod wpływem emocji działałem , ale 20 by to
      była z pewnością. zresztą miejsce ich wysokie uprawnione jest jak każde inne
      • ihopeyouwilllikeme Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 13:42
        Daniel Johnston - wszystko co znalazłem. Wolę go od Lennona <palacz>

        Extreme - ''III Sides To Every Story'' - odwołuję to, co napisałem miesiąc temu
        przy Whitesnake.
        Pearl Jam - wszystko - z różnych względów pragnę zaakceptować. To powoli zaczyna
        się udawać, natomiast poza '' dobry zespół, można z przyjemnością posłuchać ''
        wciąż niczego więcej w tym nie widzę.
        RATM - '' Evil Empire '' - kiedyś przeczytałem, że po debiucie stanęli w
        miejscu. Co za bzdura. Rewelacja.
        The Waterboys - s/t - hmmmmmmm... ( w pozytywnym znaczeniu )
        Buzzcocks - '' Different Kind Of Tension '' - ale zajebiste !!
        Archive - '' Lights '' - kawałek tytułowy może figurować w encyklopediach pod
        hasłem '' muzyczny bezsens '', reszta OK.
        The Mars Volta - '' Frances The Mute '' - o ile na debiucie z przynudnawej
        całości dało się wykroić kilka fajnych melodii, to tu nic się nie wykraja,
        natomiast dużo ciekawych rzeczy się dzieje. Ogólnie podoba mi się bardziej. Za
        nową weźmiemy się później.
        Killing Joke - s/t - patrz Buzzcocks, tyle że jeszcze bardziej.

        tyle pamiętam.
        • ktmajcher Re: W październiku zapodawaliśmy 04.11.06, 14:22
          ihopeyouwilllikeme napisał:

          > The Waterboys - s/t - hmmmmmmm... ( w pozytywnym znaczeniu )
          poproszę o rozwinięcie

          > Archive - '' Lights '' - kawałek tytułowy może figurować w encyklopediach pod
          > hasłem '' muzyczny bezsens ''

          tu się nie musisz rozpisywać, szkoda Twych słów
    • glebogryzarka1 Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 14:52
      > Curtis Mayfield - Superfly
      > Fantastyczna, być może najlepsza czarna płyta jaką znam.

      Proszę bardzo, ile dobrego zrobiłem <palacz>

      A teraz do mutonów.


      ALBUMS CHART

      3) Blue Alice Blue - Opposition

      Muzyka tak smutna, że słuchając jej wieczorem, mimo pozytywnego towarzystwa i
      ogólnego zadowolenia z życia złapałem doła pierwszy raz od niepamiętnych
      czasów. Przy czym ta wszechogarniająca melancholia jest wyprodukowana naprawdę
      nieoczywistymi środkami.

      2) Howling Bells - Howling Bells

      A to z kolei zespół country-gotycki HMMMM operujący samymi kliszami, zwłaszcza
      w sferze harmonii, ale to takie ładne jest, zgrabne (mam na myśli muzykie a nie
      liderkę, chociaż to w sumie też), że będzie miejsce drugie. Chociaż a) w tym
      miesiącu zaznałem generalnie niewielu płyt, b) ta z miejsca pierwszego odstaje
      od reszty, czyli od Howling Bells też, o klasę.

      1) Food & Liquor - Lupe Fiasco

      Jak miło jest trafić drugi w ciągu roku album, który już przy pierwszym
      przesłuchaniu nie wkurwia, a po dziesiątym jeszcze się nie nudzi. Bogate
      podkłady, chwytliwe refreny (śpiewa w większości sam Lupe), mądre i bardzo
      dobrze złożone (wyjątkiem, paradoksalnie, jest singiel "Kick Push", gdzie rymy
      oscylują na granicy fiuta, co nie znaczy że to jest zły skręt) teksty. Chyba w
      kategorii czysty hh nic już tego nie przebije do końca roku, skoro ani Outkast,
      ani Roots nie dali rady.


      SINGLES CHART

      3) Real - Lupe Fiasco

      Beat w downtempie, Lupe w downtempie, a bauns jest jak jasna cholera.
      Ostateczny dowód na to, co wiele razy próbowano mi wytłumaczyć: że wolne tempa
      otwierają przed MC bardzo duże możliwości. Poza tym moje ulubione brzmienie na
      pograniczu śmietnika, a la pierwszy Kanye.

      2) Since I Left You - The Avalanches

      Opóźniony zapłon. Nie zauważyłem tego numeru ani wielokrotnie natrafiając na
      teledysk parę lat temu (kliniczny przykład clipu, który sprawia że muzyka staje
      się nic nie znaczącym tłem), ani mierząc się z całym albumem niedawno. Dopiero
      gdy wybrałem sobie po jednej piosence z ostatnio poznanych płyt na składak do
      samochodu i słuchając później tego składaka wciskałem repeat przy "Since I Left
      You" od Piotrkowa do Poznania, pojąłem jego wielkość.

      1) Trains to Brazil - Guillemots

      Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo tu wszystko do wszystkiego pasuje (co
      trochę przestaje dziwić, jeśli wiemy że kompozytor jest kształconym pianistą),
      a elementów układanki jest w cholerę. Interakcja między basem i funkcjami
      rozpieprza, podobnie naładowany emocjami głos typa, faktura gitarowo-
      klawiszowa, dęciaki w wykończeniu i piękny tekst, który se osobiście
      interpretuję i się wzruszam wtedy.
      • glebogryzarka1 Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 15:05
        SINGLES CHART - waiting room

        10) Setting Sun - Howling Bells
        9) Under the Milky Way - The Church
        8) Take Me Back to Your House - Basement Jaxx
        7) We Are Your Friends - Justice vs. Simian
        6) Brooklyn's Finest - Jay-Z
        5) That's When I Reach for My Revolver - Mission of Burma
        4) New Yorker - The Car Is On Fire
    • libertine Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 15:38
      płyta miesiąca: the jam - setting sons
      dalej: oasis - be here now
      kasabian - empire
      the smiths - louder than bombs
      nick cave & warren ellis - the proposition
      supergrass - supergrass i life on other planets
      dirty three - cinder
      komety - via ardiente
      muse - black holes and revelations
      primal scream - riot city blues
      the coral - the coral
      andrzej rosiewicz - różne tam...
    • kkrzysiekk Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 18:02
      ze starszych to nie za bardzo pamiętam poza dyskografią Morrisseya; z
      tegorocznych pamiętam wszystko, bo sobie w notesiku zapisuję ;)

      Luomo - Paper Tigers 7,5/10*
      The Format - Dog Problems 7,5/10
      The Whitest Boy Alive - Dreams 7/10*

      The Fratellis - Costello Music 6,5/10* (dla mnie lepsze od Artic Monkeys)
      Alden Tyrell - Times Like These (1999-2006) 6/10
      Duels - The Bright Lights and What I Should Have Learned 6/10
      Beck - The Information 6/10*
      Danielson - Ships 6/10*
      Scissor Sisters - Ta-Dah 6/10*
      Thom Yorke - The Eraser 6/10*
      Charlotte Gainsbourg 5:55 6/10*

      Guillemots - Through The Windowpane 5/10
      Barbara Morgenstern - The Grass is Always Greener 5/10
      Li Alin - All In 5/10
      Beirut - Gulag Orkestar 5/10
      New York Dolls - One Day It Will Please Us to Remember Even This 5/10

      Kasabian - Empire 4/10
      Cassius - 15 Again 4/10

      The Killers - Sam's Town 3/10
      Girl Talk - Night Ripper 3/10
      • ilhan Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 18:12
        kkrzysiekk napisał:

        > The Killers - Sam's Town 3/10

        Skleroza, też tego słuchałem, ale szkoda klawiatury, bo na nic gorszego w tym roku nie trafiłem. Ode mnie 2/10.
    • jeangenie Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 20:03
      The Killers - Sam`s Town
      Elvis Costello And The Attractions - Get Happy!
      Klaxons
      Morrissey - Bona Drag
      DJ Shadow - The Private Press
      Fratellis - Costello Music
      Afghan Whigs - Gentlemen
      • jeangenie Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 20:55
        i jeszcze Badly Drawn Boy - Born In The UK
    • ayya Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 20:48
      Płyta miesiąca:

      Cibelle - The Shine Of Dried Electric Leaves

      W sumie pewnie bym pewnie w życiu o istnieniu tej płyty się nie dowiedziała,
      gdyby nie wywiad z Devendrą Banhartem, który na pytanie o najciekawsze
      tegoroczne krążki, wymienił m.in. Cibelle. Cudny album z masą motywów popowych,
      soft jazzowych, bossanovy, downtempo, jakiegoś minimalu i nawet experymentalu.
      Brazyliską wokalistkę na płycie wspomagają wspomniany już Banhart czy znany
      chociażby ze współpracy z CocoRosie francuski raper Spleen. Pani nazywana jest
      nową Bebel Gilberto, a jej płyta w Empiku kosztuje 72,99 (zdziercy!).


      Songi miesiąca:
      The Car Is On Fire - Can't Cook (Who Cares?)
      Patrick Wolf - Accident & Emergency
      The Long Blodes - Once And Never Again


      The Sea And Cake - st
      The Sea And Cake - Nassau
      The Sea And Cake - Oui
      A tak jakoś Kubasa w audycji Ilhana mnie natchnęł na to Sea And Cake. W sumie
      świetne płyty na tę porę roku i w ogóle także.

      David Bowie - Low
      The Replacements - Pleased To Meet Me
      Elastica - st
      Medium 21 - Killings From The Dial

      Joanna Newsom - Ys
      W sumie niezwykła płyta, ciężka do oceny. Minimum kilkanaście przesłuchać jest
      koniecznych, by w pełni ją ogarnąć.

      Nina Nastasia - On Leaving
      Kolejny bardzo solidny krążek mało docenianej wokalistki, może bez chwytliwych
      momentów, ale cholernie spójny i solidny jako całość.

      The Decemberists - The Crane Wife
      Picaresque jakoś bardziej mi się podobało.

      Califone - Roots And Crowns
      W sumie ciekawostka: wciągający odrobinę psychodeliczny folk. Sama jestem
      zaskoczona, jak często wracam do tej płyty.

      Yo La Tengo - I Am Not Afraid Of You And I Will Beat Your Ass
      Zdecydowanie lepsze niż Summer Sun, z paroma kapitalnymi momentami, choć całość
      trochę za długa, bo mimo wszystko nie mieli tyle dobrych piosenek.

      Bonnie 'Prince' Billy - The Letting Go
      Fajnie wychodzą mu te piosenki z żeńskim elementem. Płyta na poziomie, choć nie
      porywająca.

      The Killers - Sam's Town
      W moich oczach tylko i wyłącznie singiel uratował ten zespół przed totalną
      klapą. Całość słaba, a mimo to ciągle ich lubię :/

      Jeniferever - Choose A Bright Morning
      The Fratellis - Costello Music
      Beach House - st
      Joan As Police Woman - Real Life
      The Hidden Cameras - Awoo
      Frank Popp Ensemble - Touch And Go
      • kkrzysiekk Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 21:14
        ayya napisała:
        > Frank Popp Ensemble - Touch And Go

        można prosić o kilka słów na temat powyższego ?
        • ayya Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 23:16
          kkrzysiekk napisał:

          > ayya napisała:
          > > Frank Popp Ensemble - Touch And Go
          >
          > można prosić o kilka słów na temat powyższego ?

          Proszę :)

          Właściwie płyta brzmi trochę jak składanka popowych singli z rodowodem z lat
          70tych (czasem nawet 60tych). Jest tu masa soulujących motywów (zaczerpniętych
          trochę z The Supremes), z mniejszym tudzież większym polotem, "czarne" wokale w
          stylu Donny Summer, ewentualnie Diany Ross. W sumie bardzo sympatyczny album,
          świetny do zapuszczenia sobie na słuchawki przed wyjściem gdziekolwiek
          (testowałam :))

          Highlightsy: "All I Need", "Leave Me Alone", "Fonce Dans Le Coeur"
          (choć zapewne każdy, kto sobie posłucha zapoda inny zestaw najlepszych
          kawałków, mój penfriend z RYM, który mi płytę polecił ma inne ulubione
          piosenki).
    • janek0 Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 22:05

      The Mountain Goats - Get Lonely - pisałem (8,5/10)
      Califone - Roots & Crowns - pisałem (7/10)
      Impossible Shapes - Tum - pisałem (7/10)
      Yo La Tengo - I am not... - pisałem (bo)
      Robyn Hitchcock - Ole! Tarantula - pisałem (6,5/10)
      SY - Rather ripped - nie pisałem, ale wiadomo (8/10)
      Beirut - The Gulag Orkestar - nie zgadzam się z Kkrzyśkiem, że to płyta na tylko
      5/10. Oczywiście, straszna toto cepelia, ale uznaję, że tak właśnie ma być, a
      wszelkie odesłania NMH-owe idą na plus (7,5/10)
      Clinic - Visitations - rozwijają się, widać że coś próbują zrobić ze swoim
      graniem. Szkoda że nie wpadli na myśl, żeby jakoś połamać tą prostacką rytmikę 6/10
      • janek0 Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 22:06

        Ach, no jeszcze słuchałem połowy dyskografii The Kinks, Sterolab, Yo La Tengo,
        Ścianki...
        • argus1 Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 22:24
          pazdziernik nalezal glownie do niego:
          David Bowie STATION TO STATION
          David Bowie LET'S DANCE
          David Bowie LODGER
          David Bowie GREATEST HITS <DVD>

          a potem:
          Opeth LAMENTATIONS <DVD>
          Bruce Springsteen BORN IN THE USA
          My Dying Bride SINAMORATA <DVD>
          Grechuta - pierwsze piec plyt
          • martolka Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 15:26
            > pazdziernik nalezal glownie do niego:
            > David Bowie

            ja też miałam DB dużo, leciałam w październiku dyskografiami i w dużej ilości
            był właśnie Bowie, Bjork, Blur i Calexico.

            (to tylko tak niechcący i niezamierzenie wyszło według alfabetu...)
      • kkrzysiekk Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 22:35
        janek0 napisał:
        >Beirut - The Gulag Orkestar - nie zgadzam się z Kkrzyśkiem, że to płyta na
        tylko 5/10.

        Ale to nie jest wcale taka zła ocena (wg skali porcysowej - solidny chleb
        razowy ;), a jakby cała płyta trzymała poziom "Postcards from Italy", to
        spokojnie 6,5-7 bym dał.
    • hennessy.williams Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 23:24
      ARTISTA MIESIĄCA:
      Rufus Wainwright
      To moje przeprosiny skierowane ku ww. za zapomnienie o ww. przy sporządzaniu
      listy 50 ulubionych wykonawców FSF. A powinien znaleźć się w mojej pierwszej
      piętnastce.

      PŁYTA MIESIĄCA:
      Joanna Newsom – Yr
      Specjalne podziękowania dla kol. Brejnitera za szybką dostawę advance order ;)
      No wiele to ja tu nie mam do gadania. Tylko 5 utworów (16:53, 12:08...), ale już
      sam pierwszy track spowodował, że zakręciło mnie bardziej niż karuzela
      łańcuchowa pozostawiona na 15 minut bez obsługi.

      SIŁOGRAJ:
      Tom Waits – Long Way Home / Bottom Of The World / You Can Never Hold Back Spring
      / Road To Peace
      Na razie tyle z nadchodzących Sierot. Jak tak dalej pójdzie, to może być
      czołówka podsumowania tego roku.

      MÓJ PIERWSZY RAZ:
      The Decemberists – The Crane Wife
      ...czyli ile jeszcze razy dam im się zaskoczyć. "Piscaresque" była do tej pory
      moją ulubioną dekabrystów, ale nie wiem, czy nie zmienię zdania. W muzyce dzieje
      się tu na pewno więcej, a w tekście dostajemy przypowieść może pozbawioną trochę
      lekkości, do której byliśmy przyzwyczajeni, ale za to literacko znakomitą.

      Jamie Saft Trio – Trouble: The Jamie Saft Trio Plays Bob Dylan
      +Mike Patton, +Antony.

      Danny Cavanagh – A Place To Be
      Nie wiem, po co powstają takie płyty. Po prostu siedzi koleś i śpiewa piosenki
      Nicka Drake'a, tylko jakieś 100 razy gorzej, bo żadnego pomysłu na interpretacje
      to tu nie było. Po co podróbki, jak można mieć oryginał?

      120 Days – ST
      ...czyli odkrywamy elektroniczną Norwegię. Na razie bez emocji. Spróbuję jeszcze
      raz.

      Shawn Colvin – These Four Walls
      Mam duży sentyment do tej pani i jak wydaje coś nowego, to się za to biorę. Tym
      razem jest średnio.

      Cat Power – eMusic Session EP
      Cztery utwory, w tym urzekający cover "Remember Me" Otisa Reddinga. MAŁO!!!


      Oraz pod wpływem swapa BBB4 od kol. Pagaja:

      Jóhann Jóhannsson – IBM 1401 A User's Manual
      Jóhann Jóhannsson – Dís (OST)
      Ta pierwsza, bo była w eMusic i akurat miałem 5 wolnych downloadów do
      wykorzystania, a ta druga, bo bardzo spodobał mi się utwór tytułowy – ze
      szczególnym uwzględnieniem śpiewającego dziewczęcia.
      O pierwszej niczego nie napiszę, bo to nie moja bajka, ale za to soundtrack
      swoim motywem przewodnim sprawił, że cieszę się z pogłębienia znajomości muzyki
      islandzkiej.

      Ragnheiður Gröndal – After The Rain...
      Solowe dzieło wykonawczyni "Dís"... i czar prysł. Koszmarna płyta. Same ballady,
      ale tak mdłe, że nawet Celine Dion to przy tym wymiata. I do tego całość po
      angielsku, więc nawet walor poznawczy nie występuje.

      Plaid – Not For Threes
      Faktycznie, "Rakimou" żondzi. Dałem się jeszcze zauroczyć pozostałym utworom "z
      wokalem", ale całą siedemnastkę trudno mi ogarnąć na raz.


      PLAY IT AGAIN, HENNESSY:

      VA – Poor Boy: Songs Of Nick Drake
      The Decemberists – Piscaresque
      The Decemberists – Castaways And Cutouts
      The National – Sad Songs For Dirty Lovers
      Joanna Newsom – The Milk-Eyed Mender
      Rainbirds – Making Memory
      Howling Bells – ST
      Jens Lekman – When I Said I Wanted To Be Your Dog
      Iron & Wine – The Creek Drank The Cradle
      Jim Noir – Tower Of Love
      Isobel Campbell – Amorino
      Lloyd Cole And The Commotions – Rattlesnakes
      Neutral Milk Hotel – In The Aeroplane Over The Sea
      Grant Lee Phillips - Nineteeneightees
      i Marek Grechuta
    • nefil Re: W październiku zapodawaliśmy 31.10.06, 23:48
      Płyta miesiąca:
      Leningrad/The Tiger Lillies "Ch...nia" 5/6

      The Chameleons "Script of The Bridge" 4,5/6
      The Chameleons "Live At the Academy" 4/6
      God is An Astronaut "All is Violent All is Bright" 5/6
      The Automatic "Not Accepted Anywhere" 4/6
      U-2 "How to Dismantle Atomic Bomb" 2/6
      Lech Janerka "Plagiaty" 5/6
      Nick Cave & The Bad Seeds "Tender Prey" 6/6
      Nick Cave & The Bad Seeds "Abattoir Blues/The Lyre of Orpheus" 5/6
      The Subways "Young for Eternity" 2/6
      Collage "Baśnie" 4/6
      New Model Army "...& Nobody Else" 4,5/6
      Christian Death "Catastrophe Ballet" 5/6
      Mogwai "Mr. Beast" 4,5/6
      Lacrimosa "Elodia" 5/6
      Killing Joke "Hosannas from the Basement of Hell" 3/6
      The Beatles "Let It Be" bez oceny, brak dystansu ;-)
      Ultravox "Vienna" 5/6
      The Arcade Fire "Funeral" 5,5/6
      The Mission "God`s Own Medicine" 4/6
    • grimsrund Re: W październiku zapodawaliśmy 01.11.06, 00:37
      Antimatter PLANETARY CONFINEMENT
      Oj, jakie to nadal ładne. A jakie smutne - samobójcom nie polecane w żadnym
      wypadku...

      Louis Armstrong / Duke Ellington THE GREAT SUMMIT
      Band of Horses EVERYTHING ALL THE TIME
      Bauhaus IN THE FLAT FIELD
      Tim Booth BONE

      Bozzio / Levin / Stevens SITUATION DANGEROUS
      Trzech superinstrumentalistów zeszło się i razem zagrali tak, że kapcie
      spadają. Swoją drogą Steve Stevens gitarujący jak Paco de Lucia to dla mnie
      pewna nowość - facet jest naprawdę dobry! :)

      Isobel Campbell AMORINO
      Grayson Capps IF YOU KNEW MY MIND

      Danny Cavanagh A PLACE TO BE: A TRIBUTE TO NICK DRAKE
      Kolega H.W. się pyta czemu takie płyty się nagrywa? A może po prostu dlatego,
      że na świecie są takie piękne piosenki?

      Cracker GREENLAND
      Nowa płyta nadal zdecydowanie zbyt średnio docenianego zespołu z Hameryki.
      Dobra płyta - Bob Dylan powinien być dumny z takich uczniów.

      The Cracow Klezmer Band DE PROFUNDIS; THE WARRIORS
      Zelektryzowany wieścią o zakończeniu działalności grupy postanowiłem się
      zapoznać od początku. Jest dobrze. Nawet bardzo.

      Damon & Naomi / Kurihara SONG TO THE SIREN: LIVE FROM SAN SEBASTIAN
      Kolejna ledwo istniejąca w tzw. świadomości formacja. A szkoda, bo na ten
      przykład to bardzo ładna koncertówka jest.

      Dead Can Dance DEAD CAN DANCE

      Electric Wizard PRE-ELECTRIC WIZARD; ELECTRIC WIZARD
      He he, jest nieźle, a nie doszedłem jeszcze do najlepszych (ponoć) :)

      The Evens GET EVENS
      Ian McKaye wraca z nową płytą swojej najmniej hałasującej grupy. A właściwie
      duetu. Sympatyczne.

      Philip Glass SYMPHONY NO. 8
      Słucha się, jak to z Glassem bywa :)

      Grails THE BURDEN OF HOPE; RED LIGHT; TAR PROPHECIES VOL. 1,2,3
      A to taki dziwny zespół z Portland. Ni to krautrok, ni to post-rok w stylu
      Mogwai, ni to łerld muzik, czasem pohałasują... Czasem też przynudzają, ale w
      sumie coś w tym jest.

      Gregor Samsa 55:12
      Jon Hassell MAARIFA STREET
      His Name Is Alive DETROLA

      Robyn Hitchcock / Venus 3 OLE! TARANTULA
      W plebiscycie na płytę roku ta idzie ostro do pierwszej dziesiątki.

      Hood COLD HOUSE
      James GETTING AWAY WITH IT... LIVE
      Denise James DENISE JAMES

      Bert Jansch THE BLACK SWAN
      Powrót legendarnego i nieprawdopodobnie wpływowego muzyka, ongiś filara zespołu
      Pentangle (powrót jeno w światła reflektorów, bo muzycznie Jansch nigdzie się
      nie wybierał, nagrywając regularnie nowe płyty), tu w towarzystwie swoich
      młodszych fanów - Beth Orton, Davida Robacka i Devendry Banharta (który wcisnął
      się w jeden kawałek jako echo wokali Ortonowej - zresztą bardzo słabe echo).
      Staroświecka, dostojna, na wskroś przewidywalna muzyka folkowa. To lubię! :)

      Fela Kuti / Afrika 70 ZOMBIE
      Ale to fajne jest! Jest plan, żeby drążyć dalej :)

      k.d. lang HYMNS OF THE 49TH PARALLEL
      Się bałem, że langowa dała sobie spokój z muzyką, tak jak to zrobiła Jane
      Siberry (wstyd!). Ta płyta, wydana w 2004 roku, nie zawiera co prawda jej
      własnych utworów, jeno kowery kanadyjskich rodaków, lecz i tak odetchnąłem z
      ulgą.

      Bill Laswell ASANA OHM SHANTI
      Laswell to Laswell, tym razem jednak chyba za dużo tu hinduskiej dyskoteki.

      Nick Lowe DIG MY MOOD
      Kantry ołrajt! Jak ja lubię Brytyjczyków lubiących prowincjonalną Hamerykę! :)

      Maciej Maleńczuk / Consort CANTIGAS DE SANTA MARIA
      Ładne! A ta pani Laddy ma naprawdę znakomity średniowieczny głos.

      Sarah McLachlan AFTERGLOW LIVE (+ DVD)
      Ach, jaka to śliczna pani jest... :)))

      Amy Millan HONEY FROM THE TOMBS
      Nadal nie przekonałem się do pretensjonalnego brzęczenia Broken Social Scene, a
      Stars jakoś nigdy nie miałem okazji posłuchać. Za to panna (?) Millan solo to
      bardzo sympatyczna, tradycyjna kantry gerl. Tak trzymać!

      Obły & Braineater OBLEŚNE PIOSENKI
      No comments :))

      Grant Lee Phillips NINETEENEIGHTIES
      Kolejna płyta z pierwszej dziesiątki. Najlepsze rzeczy - kower WAVE OF
      MUTILATION zaaranżowane jak standard SEA OF LOVE (tyż przecie o wodzie, no
      nie?) oraz wersja THE ETERNAL zdzierająca futro z pleców. Phillips zapunktował
      u mnie zresztą dwa razy w bieżącym roku - drugi raz to jego gościnny udział w
      nowej, znakomitej świątecznej płycie Aimee Mann.

      Porcupine Tree STUPID DREAM
      To nie kompulsja tym razem, jeno ostatni odsłuch porównawczy zanim za parę
      tygodni przyjedzie tegoroczny remaster DVD 5.1. Nie żebym był takim snobem co
      to musi wszystko - po prostu moja oryginalna wersja jest uszkodzona pod koniec
      STOP SWIMMING... poza tym jestem ciekaw, jak brzmi płyta 5.1, bom nigdy
      wcześniej takiej nie słyszał jakoś :)

      The Chris Potter Quartet VERTIGO
      Prysm TIME

      Jamie Saft Trio TROUBLE
      Popierany przez Johna Zorna i "Przekrój" młody Eskimos nagrał dżezową płytę z
      kowerami Dylana. Przyzwoita rzecz, nawet gościnnie dający w BALLAD OF A THIN
      MAN odgłos paszczą Mike Patton próbuje tu brzmieć jak prawie normalny człowiek.
      Także gościnny Antony zaś jest sobą, i dobrze.

      RETURN OF THE GRIEVOUS ANGEL: A TRUBUTE TO GRAM PARSONS

      Sparklehorse DREAMT FOR LIGHT YEARS IN THE BELLY OF A MOUNTAIN
      Jest nieźle.

      Spiritualized ROYAL ALBERT HALL OCTOBER 10 1997
      Matthew Sweet SUPERVIXEN; 100% FUN
      Testament THE RITUAL

      Jeff Walker & Die Fluffers WELCOME TO CARCASS CUNTRY
      Jeff Walker to serce zespołu Carcass [ tu słychać tupot uciekających
      Forumowiczów ]. Tym razem, z inną jednak kompanią, postanowił zbezcześcić garść
      klasyków szeroko pojętego hamerykańskiego kantry/folku - m.in. dzieł Casha,
      Kristoffersona, Younga i Hanka Williamsa. Zestaw gości Walkera jest tu mocno
      wypasiony - naklejka na okładce informuje, że to członkowie Paradise Lost,
      Anathemy, Napalm Death, Amorphisa, Hellacopters, Faith No More i... HIM (to
      ostatnie zapewne prawem gospodarzy, bo rzecz nagrano w Helsinkach).
      Najzabawniejsze, że cała ta ciężka horda spłodziła w gruncie rzeczy płytę...
      pankową. Jak dla mnie wyszedł z tego bowiem pijany niemiecki pank w stylu
      najlepszych dokonań Die Toten Hosen. Moment, w którym gacie definitywnie
      opadają ze śmiechu: kower piosenki MISSISSIPPI zaśpiewany po niemiecku.

      Watermelon Slim & The Workers WATERMELON SLIM & THE WORKERS
      Blus! Temu panu się wierzy, chociaż biały on zdecydowanie. Poza tym, to w ogóle
      ciekawa postać jest.

      World Standard COUNTRY GAZETTE
      Panie Suzuki, za dużo tu elektroniki, a za mało kantry! Zresztą, może być.

      Filmowe:

      L'EMPIRE DES LOUPS
      Ennio Morricone ONCE UPON A TIME IN THE WEST
      John Morris THE ELEPHANT MAN
      Mugison NICELAND
      • tomash8 Re: W październiku zapodawaliśmy 01.11.06, 08:37
        grimsrund napisał:


        >
        > Electric Wizard PRE-ELECTRIC WIZARD; ELECTRIC WIZARD
        > He he, jest nieźle,

        no ba:)

        >
        > Jeff Walker & Die Fluffers WELCOME TO CARCASS CUNTRY
        > Jeff Walker to serce zespołu Carcass [ tu słychać tupot uciekających
        > Forumowiczów ].

        Nie wszystkich :P
      • hennessy.williams Re: W październiku zapodawaliśmy 01.11.06, 12:24
        grimsrund napisał:

        > Danny Cavanagh A PLACE TO BE: A TRIBUTE TO NICK DRAKE
        > Kolega H.W. się pyta czemu takie płyty się nagrywa? A może po prostu dlatego,
        > że na świecie są takie piękne piosenki?

        Ale czy piękne piosenki nie zasługują na to, by potraktować je tak, jak zrobili
        to niżej wymienieni przez Ciebie artyści?

        > Grant Lee Phillips NINETEENEIGHTIES
        > Kolejna płyta z pierwszej dziesiątki. Najlepsze rzeczy - kower WAVE OF
        > MUTILATION zaaranżowane jak standard SEA OF LOVE (tyż przecie o wodzie, no
        > nie?) oraz wersja THE ETERNAL zdzierająca futro z pleców.

        > Jamie Saft Trio TROUBLE
        > Popierany przez Johna Zorna i "Przekrój" młody Eskimos nagrał dżezową płytę z
        > kowerami Dylana.

        I jeszcze dzięki za uświadomienie mi, że Bert Jansch coś znów nagrał, bo bym
        normalnie przegapił. A tam Beth Orton...
      • dziewczyna_mickiewicza Re: W październiku zapodawaliśmy 03.11.06, 20:56
        > RETURN OF THE GRIEVOUS ANGEL: A TRUBUTE TO GRAM PARSONS

        he? a coz to za tribute jest? mozna by cos wiecej prosic?:)



        ps. co do g.l.phillipsa jak najbardziej sie zgadzam:]
    • carmody Re: W październiku zapodawaliśmy 01.11.06, 01:30
      Październik miesiącem Henry'ego Millera, Philipa Dicka, paranoi, stanów lękowych
      i ogólnego rozbiegu psyche po kątach. Tak więc słuchało się wszystkiego i
      niczego. To co pamiętam:

      Outkast - Idlewind
      Zaczęło się jeszcze we wrześniu - "Idlewind" zdominował plejlistę i zmusił mnie
      po raz pierwszy od dawna wciśnąć loop w Winampie. Na tej płycie jest wszystko co
      najlepsze w czarnej muzyce. Absolutny numba one.

      Wrześniowe, co się przeciągneły na październik to jeszcze:

      TPN 25 - Słabo?
      TPN 25 - Bracia
      Najlepszy istniejący polski zespół gitarowy (no, Starych Singers nie wliczam, bo
      rzadko koncertują, a Ewa Braun i Spokój się rozpadły).

      The Roots - Game Theory
      Gdyby nie Outkast...

      Wu-Tang Clan - Enter the Wu-Tang (36 Chambers)
      Jak zostałem wigglerem część IV, czyli Shame on you wigga! Klasyk i jedyny
      Wu-Tang, którego łykam w całości.

      Pogodno - Całe życie z wariatami
      Średnio grzeje. Tym bardziej, że jak dla mnie Pogodno, to tylko na koncertach.
      Koncerty mają fajowe, szczególnie jak się wzięło wcześniej trochę hau, albo
      popaliło trochę miau. Koncertówka nie ma pałera, w dodatku wybrane na tracklistę
      songi niezbyt róźnią się od regularnych płytowch wersji. Trzeba więcej luzu i
      więcej czadu (na to ostatnie hasło zawsze staje mi przed oczami Christian Slater
      w wełnianym swetrze, tia kiedy ja ostatnio widziałem "Pump Up The Volume"?).

      Aesop Rock - Float
      Zdecydowanie gorsze od "Labor Days", choć utrzymane mniej więcej w tym samym
      stylu. Na dokładny odsłuch czeka jeszcze "Bazooka Tooth" i singielki,
      zaciągnięte kiedyś pod wpływem "Labor Days" właśnie.

      Gang Of Four - Entertainment, Solid Gold, Another Day, Another Dollar
      Się wziąłem za klasykę wreszcie. Chociaż "Entertainment" katowałem jakieś dwa
      lata temu... No i lux jest, wiadomo. Tego nie zbrzydzą mi nawet wszystkie
      zrzynające z GOf4 indie/niezale.

      Liars - Peel Sessions
      Liars - They Were Wrong So We Drowned
      Lubię jak się okazuje.

      Groovekojad - Smacznego
      Ma momenty - np. gdy Glenski z tym swoim amerykańskim akcentem nawija po
      kaszubsku. Przyjemnie jest, ale mogło być przyjemniej.

      Gonzales - Piano Solo
      Miało być przyjemnie i było.

      Rob Zombie - Educated Horses
      Nic mnie nie obchodzi, czy ta muzyka jest cokolwiek warta. Cieszę się, że Zombie
      wydał kolejną płytę, bo oznacza to, że zarobi trochę kaski. A jak zarobi trochę
      kaski to może nakręci kolejny film - bo o ile "Dom 1000 trupów" to tylko udana
      rewitalizacja gatunku slasher, to "Bękarty diabła" były najlepszym filmem 2005
      roku (tuż za "Ukryte" M.Haneke). W międzyczasie była cofka na "Astrocreep 2000"
      i "La Sexorcisto" White Zombie... W ogóle halloweenowe klimaty mnie dopadły -
      wioskę filmowo opanowali Fulci i Argento.

      Soulfly - Dark Ages
      Nigdy za tym nie przepadałem, ale tym razem Max się postarał. Brzmi jak
      Sepultura z czasów "Chaos AD", a produkcja dzisiejsza.

      Karera Musication - Ichi The Killer OST /cofka, ale dopiero w październiku
      zaczęło często chodzić/
      Miike Takashi jest genialny, ale nie o tym... Film obejrzałem kilkanaście razy,
      ale nigdy nie zwróciłem więszkej uwagi na muzykę. A jest na co. Po zapuszczeniu
      robi za dźwiękowe tło, które rozłazi się po ścianach i niepostrzeżenie wciąga
      słuchacza w sam środek powstałej dźwiękosfery - w jednej chwili czytam książkę,
      a następnie łapie świadomość po 15 minutach gapiąc się w układające się w
      jaszczurki wzory na parkiecie. A Karera to Boredoms bez jednego kolegowca.

      Leningrad - wszystko, co się dało (oprócz Hujni z Tiger Lillies, bo to osłuchane
      do bólu)
      Podzięki fur Braineater. Serotonina z głośników, pomaga na wszystko.

      Asa Chang & Junray - Junray sung Chang /cofka/
      Asa Chang & Junray - Tsu Ne Gi Pu
      W osobnym wątku.

      Albert Ayler - Witches & Devils
      Albert Ayler - Bells
      Tego wujka Alberta też wszyscy kochają. Wreszcie słuchane "na poważnie".

      Lungfish - Rainbows From Atoms
      Niby wszystko oke, ale wolę Slint i June Of 44.

      Rahsaan Roland Kirk - Voluntereed Slavery
      Zaczyna do mnie docierać, że Kirk to geniuszem. Zaczynam gromadzić dyskografię.

      To z allmusic (wybaczcie ale nie chce mi się pisać tego samego po naszemu). I
      pomyśleć, że kiedyś wrażenie robił na mnie Dana Colley.

      Kirk was born with sight, but became blind at the age of two. He started playing
      the bugle and trumpet, then learned the clarinet and C-melody sax. Kirk began
      playing tenor sax professionally in R&B bands at the age of 15. While a
      teenager, he discovered the "manzello" and "stritch"
    • tomash8 Re: W październiku zapodawaliśmy 01.11.06, 08:34
      Jerry Lee Lewis - Last man stand i jakiś best of
      Chuck Berry - też best of:)
      Shakin' Dudi - Złota płyta
      Jan Kyks Skrzek - Modlitwa bluesmana w pociągu
      St. Vitus - V
      Pentagram - first daze here - CUDO
      Slayer - Christ Illusion - wreszcie się przekonałem do tego albumu
      Motorhead - Kiss of death
      Carnivore - s/t
      Atomic Rooster - Death walks behind you
      Queens of the stone age - R
      Urgehal - Goatcraft torment
      Infernal War - Terrorfront
      Thin Lizzy - live and dangerous
    • pszemcio1 Re: W październiku zapodawaliśmy 01.11.06, 13:04
      Artysta miesiąca - Miles Davis

      Płyta - Miles Davis - Kind of Blue - co tu napisać? absolut?

      pozostałe:

      Miles Davis - Porgy and Bess - Gershwin w wersji Milesa i Evansa. Wcale nie
      trudna płyta. wiele porywających momentów z Gone gone gone i Summertime na czele


      Miles Davis - Sketches of Spain - nie lubię z założenia hiszpańskiefo folkloru,
      a jednak ta płyta intryguje, a Concierto de Aranjuez zachwyca.

      Stereolab - Emperor tomato ketchup - 8/10 - tak na prawdę to chyba wypada
      zgodzić się ze stwierdzenie że gdyby to wyszło dziś to nie byłoby żadnego
      szoku. bo jednak dziś takich albumów , tzn. tak eklektycznych, łączących tak
      rózne inspiracje itd jest więcej. Fajnie się tego słucha.Może nie zostałem
      fanem ale w zasadzie wszystko przede mną:)

      Electrelane - The power out - 7/10- kolejnymix. więcej tu gitary i rocka chyba
      niż w płycie powyżej. bardzo pozytywnie odbieram. wokal żeński taki trochę jak
      wokale z sonic albo yo la tengo - bardzo lubię

      yo la tengo - I Can Hear the Heart Beating as One - shegaze trochę taki
      bardziej niezależny;) podoba się bardzo. 8.5/10
    • ton2 Re: W październiku zapodawaliśmy 01.11.06, 14:17

      Animal Collective - Feels - dałem im jeszcze jedną szansę i troche sobie pluję
      w brodę za niegdysiejsze słowa krytyki - ale koncert i tak mi sie nie podobal

      Califone - Roots & Crowns - na razie mnie przerasta nieco, ale "Spider's House"
      i tak na łopatki powala

      Chin Up Chin Up - The Harness Can't Ride Anything - słucham i podskakuje sobie
      wesolo - a i na imprezach sie sprawdza

      Leonard Cohen - I Am Your Man - Cave fajny i Rufus Fajny i Jarvis także - u2
      już mniej

      The Decemberists - Crane Wife - nie zawiedli po raz kolejny - no i
      super "Perfect Crime"

      The Go Betweens - 16 Lovers Lane - cóż poradzić - miesiąc bez to miesiąc stracon

      Guillemots - Through The Windowpane - gdyby nie to Blue Would Still Be Blue to
      byłbym naprawde zachwycony

      The Hold Steady - Boys & Girls In America - nie rozumiem do końca hajpu, ale
      słucham i probuje pojac, takczyowak The National to to nie jest

      The Lemonheads - The Lemonheads - niby powtorka z rozrywki, ale chyba sie
      zestarzalem, bo w przeciwienstwie do Its A Shame nie rusza kompletnie

      Missy Elliott - Respect M.E. - no bo kurcze dobra jest i tyle, a Timbaland
      jeszcze lepszy

      Modest Mouse - The Lonesome Crowded West - najwyższy czas poznac cos poza Good
      News i The Moon, tak?

      Peter Bjorn & John - Writers Block - wow - WOW - Szwecja znów rządzi! - słuchać
      i sie podniecac - moja plyta miesiaca

      The Rapture - Pieces of People - au - bolesna klapa - poza dwoma piosenkami paw
      i nuda totalna

      Subtle - For Hero For Fool - ogarniam dopiero od kilku dni, ale juz pod wielkim
      wrażeniem jestem

      The Thermals - The Body The Blood The Machine - gówniarskie granie i teksty,
      owszem, ale słucha się miło

      Whitest Boy Alive - Dreams - takie tam mile cos

      XTC - Skylarking - pierwsze próby dopiero, ale świadomość obcowania z czymś
      wielkim jest od początku

      A na wakacjach głownie z własnej i nie własnej woli - Neil Young solo oraz
      Crosby Stills Nash & Young, Wolf Mother (aaaa), Cat Empire, Tool (aaa po raz
      kolejny), a takze urocza portugalska muzyka radiowa - w przypadku odwiedzania
      tego kraju radze jednak brać własne płyty - i to dużo!


      PS za The Killers boje się wziąć - jak widze słusznie
      • ayya Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 14:26
        ton2 napisał:

        > Leonard Cohen - I Am Your Man - Cave fajny i Rufus Fajny i Jarvis także - u2
        > już mniej

        Generalnie polecam film, bo tylko tam jest możliwość wysłuchania (i zobaczenia)
        fenomenalnego duetu Jarvisa z Beth Orton, ktory, nie wiedzieć czemu, nie
        załapał się na płytę :/
    • humbak Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 12:41
      Joni Mitchell- Blue
      Co tu pisać? Bardziej sentymentalnie niewielu potrafi.

      Shizuo- Shizuo vs Shizor
      Niestety niekompletny album, a szkoda bo solidny breakcore/gbber/cokolwiek daje wiele radości.

      Fanny- Revelry and Decadence as the Right of Slaves
      Dziwny tytuł, dziwna muzyka. Kupa eksperymentalnych breaków, gabberów, noise'ów. Zresztą ze stajni Mirex i Sublight niełatwo wygrzebać coś brzmiącego miło dla ucha.

      Cloroform- Cracked Wide Open
      Te... to chyba indie rock jest. Niedobrze. Z drugiej strony, za samo Public Pervert ich lubię. Ulubiony mój album tej kapeli póki co.

      Panacea- Twisted Designz
      Mistrzostwo jak dla mnie. Hedonist Remix, Death is Near, Motion Sickness... ajajajaj Fenomelne wpuszczenie industrialu w "muzykę taneczną".

      Curse of the Golden Vampire- Mass Destruction
      Ufff... Grind plus automat perkusyjny... Broadrick, Martin, Empire razem tworzą coś co daje poważne powody do ucieczki:> Napewno nie nadaje się na muzykę tła.

      Commix- Midas Touch/Go Between
      Pogranicze dubstepu i d'n'b. Silne skojarzenia z ulubionym Amitem, choć un gra bardziej dubowo i mrocznie.

      Mike Patton + Buckethead- spoko. Tyle mam w sumie do powiedzenia. Majk w sumie gdaka to co zwykle, pozostali dwaj panowie (jeszcze DJ Flare) też nic odkrywczego nie zagrali ale dobrze to razem brzmi.

      Gryzę tego Scuda (DJ) i gryzę, ale jakoś mnie to nie bawi.

      A więcej nie ma sensu pisać.
      • pszemcio1 Re: W październiku zapodawaliśmy 04.11.06, 09:21
        humbak napisał:

        > Joni Mitchell- Blue
        > Co tu pisać? Bardziej sentymentalnie niewielu potrafi.

        nom:) aż mi się zachciało posłuchać gdy śnieg za oknem
    • braineater Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 13:48
      No to lecimy:
      Artysta miesiąca, podbnie jak u Pszemcia numero Uno, czyli Miles Davis.
      Czytając wznowiona autobiografię, postanowiłem odsłuchac głównie wczesne rzeczy
      Milesa i tak poleciały Cookin, Workin, Steamin', Bags Groove, lajwy z Birdem aż
      do Birth of the Cool. Tu nie ma co pisać, zreszta po 17 krotnym przesłuchaniu
      Windy na Szafot, jestem bliski tego, by postawic facetowi kościół.

      Konkurencyjny artysta miesiąca - Kahimi Karie. Powrót równiez, ale wzmocniony
      dawka płyt, których nie słyszałem wczesniej. Shibuya - Kei w natarciu, muzyka
      dla grubych japończyków obracjaacych tajskie dziwki, z towarzyszeniem drinków z
      palemką i złotych łańcuchów na kostkach stóp. Kobieta-dziecko, typ spełnione
      marzenie kazdego koniowała zakochanego w hentai, natomiast muzycznie miut na
      uszy i balsam na duszę. Rejestr głosu od rozkapryszonej lolitki, po poważne
      jazzowe wydziory, dźwięki typowo loungowe, z duzym udzialem elektroniki, choc
      wszystko buja w swingowym klimacie lat 50'

      Albumy hieratycznie:
      I'm a Kitten - Kahimi sings Momus (patrz punkt kolejny)
      Trapeziste
      K.K.K.K.
      Live!
      My suitor

      Jesli się wam chłopaki kiedykolwiek marzyła gejsza, to to dokładnie jest to:)

      Artysta odsłuchany na ostro, acz nie wiem jeszcze po co: Momus.
      Dobra, tego się nie da opisać. Koles jest brytem, który we mnie, po
      przeczytaniu paru wywiadów wzbudził natychmiastowe skojarzenia z Fileasem
      Foggiem. Ma trzy wkręty - piraci - łazi z piracka opaska na oku, tudziez ma
      cąły design z Umrzyka Skrzyni; Japończycy - w Żaponii robi za gwiazdę a sam
      jest Japanesse wannabe; toporne easy listening - i tak wyglądaja jego płty.
      Czasami brzmi jak Air, którym zostawiono tylko plastikowe organki, czasami
      brzmi jak mistrzowie doekafonicznego chaosu, okrutnie do tego fałszuje i spiewa
      z totalnie powalającym akcentem high english. Cos w deseń nacpany Mieczysław
      Fogg na discopolowym plenerze. Bawi, tumani, przestrasza, ale jeszce nie wiem
      czy mi sie podoba. Jedno wiem na pewno - chiałbym pisac takie teksty jak ten
      koleś.


      Płyty miesiąca (bo dwie)
      Ekkehard Ehlers - Life without Fear. Z lenistwa fragment prywatnej
      korespondencji z kol Nemrrodem:
      Co do Ehlersa - ja jazdę na tego typu dźwieki skończyłem jakiś czas temu. nie
      to, że świadomie, normalnie, przyszło i poszło. nie to, że nie posłucham, ale
      nie czuję się wobowiązku rozumieć. więc teraz oczekuję, że najpierw dostanę
      jakiegoś na tyle intersującego hooka, że będzie mi się chciało dalej grzebać i
      rozkminaić, co ahtysta miał na myśli. W Betrieben tego nie ma. nie ma nawet
      śladu zbliżenia się do moich prostackich oczekiwań, jest tylko i wyłacznie
      knucie. knucie przebiegłe, fikuśne, wymykające się próbom opisu, ale niestety,
      tylko knucie. ehlers non stop mysli, nie pozwala sobie nawet na chwilę luzu, na
      powiedzenie, e tam pierdolę, idę się schlać. pan profesor. taki
      frankensteinowski, go tów poświęcić wszystko, by sprawdzić, czy jego, na zimno,
      z miarką i kalkultorem w ręce przygotowane pomysły sprawdzają się w działaniu.
      I nie można powiedzieć, że się nie sprawdzają, sprawdzają się wręcz za bardzo.
      Z tej muzyki nikną wszystkie emocje, niknie schoenberg, niknie ives, niknie
      ehlers. zostają cyferki i rządek komputerów mrugających czerwonymi diodami i
      wydającymi d źwięki pełne szumów i nieskładnych rytmów, przez które czasami
      przenika jakaś melodia, jakiś slad melodi, wspomnienie, ścieżka śluzu, która
      zostawia ślimak. nie ma człowieka, nie ma błędów, jest knucie i kalkulacja.
      Zablokowała mi ta płyta Ekhlersa na dobrych parę lat. nie słuchałem, choć na
      dysku wisiał, nie ściągąłem nowych rzeczy, choć kilka się pojawiło, nie czyta
      łem, choć wyrastał na Postać.
      I pojawia się Twoja recenzja na forum (ta-da-da-daM !)
      Puszczam pierwszy raz i zdziwienie. Jest syf. jest mnóstwo pieknego,
      przecudownego syfu, który powoduje, że ta muzyka promienieje. a syf zawsze był
      dla mnie mega-hookiem w muzyce są ludzie - jest hautzinger, w kórego przestałem
      wierzyć po koncercie z uchihashim. jest po prsotu coś ponad knucie i
      kalkulację, komputery i cyferki. okazuje się, że ekhlers dojrzał, alo ja
      dojrzałem do ekhlersa. zaczynam rozumieć o co facetowi chodzi, mimo, ze jego
      matematyczno-inzynieryjna maniera nie uległa jakims wielkim zmianom. dalej
      słychać w tej muzie godziny siedzenia prz3ed ekranem i siłowania się z wajchami
      softów do obróbki dźwieku, model dla mocno zaawansowanych, ale tym razem ehlers
      zostawia margines, zosatwia miejsce na muzyke pojmowaną w sposób izi, zostawia
      choć chwilę wypełnioną niezobowiązującymi dźwiękami, by móc się zatrzymać i
      przemyśleć, czy ehlersowe pomysły dokądkolwiek prowadzą,. i prowadzą. prowadzą
      w bagna missisipi, prowadzą na plantacje, prowadzą w getta czarnych i do ich
      kościołów. zeby było lepiej, prowadzą tam za pomocą kompletnie, 100% białych
      wynalazków muzycznych. za to pełny szacun i radocha płynąca z faktu, że można,
      że mozliwa jest translacja jednego idiomu muzycznego na inny. i może to
      zboczenie zawodowe, ale podoba mi się to tłumaczenie, rozumiem zamysł, który
      się za nim kryje i wierzę, że ehlers wykonał tę pracę z głebokiego przekonania
      i potrzeby.
      Dodam tylko, że jedna z płyt roku, jak idzie o elektro.

      Druga PM - Midaircondo - Shopping for images. Pisałem juz o nich przy okazji
      Type, teraz mnie wzięło na maxa. 3 laski z nieba rodem, jedna z tak cudownym
      głosem, że aż łzy z ócz cieczą, do tego nienachalna szumiąco klikajaca
      elektronika i duzo eterycznych melodii. Skojarzenia okołobiorkowskie, ale
      przefiltrowane przez industrialne pogłosy i dźwieki kopulacji stacji kosmicznej
      MIR z HMS Enterprise

      A dalej już poszło:
      Richard Cheese - osobny watek
      Oleg Kostrov - nic nie napisze, bo nie wierzę, że sie ktos wkręci w choćby
      najgenialniejszego ruskiego dj'a, którego podstawowym narzedziem pracy i
      źródłem dźwięków sa sowieckie kreskówki
      Blac Ox Orkestar - osobny watek
      i trochę smutnych folk ladies, czyli Tara O'Neil, co mogłaby se dzieci robic z
      Devendrą B
      i Susana & His Magical Orchestra, czyli folkowa Laurie Anderson dla snobów.

      A dalej:
      Outcast -Idlewil - 10/10 i nie ma chuja. Od Aquemini panowie nie nagrali
      lepszego materiału i pewno nigdy nie nagrają.
      RJ Valeo - czyli szumy i drony na wieczory deszczowe
      Pascal Comelade, - czyli mój ulubiony typ bezsensownej muzyki na
      instrumentarium ze smietnika, na którym to wykonuje sie przeboje typu Que sera
      sera, Habanera i inne standardy Klubów Seniora. Pech w tym, że Comelade jest
      zdeklarowanym bruitystą i puszczenie tego na dancingu mogłoby przyspozyc pracy
      Domom Pogrzebowym.

      Wiecej nie pamnietam:)

      P:)
      • humbak Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 14:49
        > Oleg Kostrov - nic nie napisze, bo nie wierzę, że sie ktos wkręci w choćby
        > najgenialniejszego ruskiego dj'a, którego podstawowym narzedziem pracy i
        > źródłem dźwięków sa sowieckie kreskówki

        Mógłbyś chociaż powiedzieć co do nich dodaje? (no chyba nie na surowo?)
        • braineater Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 14:56
          Dodaje do nich dziwne orkiestracje, typu jakby na pancerniku aurora grupa
          białogwardzistów urzadząła potańcówke dla tych co wrócili spod Pałacu zimowego.
          dodaje mnóstwo sampli z klasyki sovieckiego SF
          dodaje prościutkie melodyjki, grane jednym palcem
          i jak dla mnie jest odkryciem na miarę DJ Krusha, tylko o tyle ciekawszym, że
          plądrujacym dobra kultury, których nikt nie pladruje.

          P:)
          • humbak Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 15:04
            A ten... jakieś sugestie odnośnie do tego jak się za toto brać, czy jakkolwiek będzie dobrze?
            PS
            Niebieski ptasiek da radę?
            • braineater Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 15:14
              na niebiesko jest fszysko:)

              Ivonna
              Asirin % Serpantin
              More songs from Ivonna
              Snow-queen and other theatrical pieces

              Na dzieńdobry polecam Aspirin & Serpantin, wrzuc w szukarke forumową, bo mam
              przebłyski ze kiedys juz robiłem hajpa tej płycie.

              P:)
              • braineater p.s 02.11.06, 15:16
                bo nie pamietam czy mnie browsasz, jak tak, to calośc lezy w new music
                completed, komp domowy aktualnie hula 24 na de:)

                P:)
                • humbak Re: p.s 02.11.06, 15:18
                  Nie browsam. Zresztą po którymś foramcie zapomniałem o plikach slsk i teraz nie pamiętam jak się tego twojego niewidzącego pisało:P
                  • braineater Re: p.s 02.11.06, 15:23
                    se klikniej w 'na uszach' wstaw duze literki gdzie trza, wywal podkreslnik i
                    daj normalna spację i już:)

                    P:)
                    • humbak Re: p.s 02.11.06, 16:17
                      Nio tak. Pamiętałem dobrze, ale ze względu na poważną niewydolność łącza dziadostwo nie wczytuje żeś jest wśród juzerów.
              • humbak Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 15:16
                Się zrobi. Dzięki. Teraz podejmiemy tytaniczną walkę z mulącym łączem i za parę dni może coś dorwiemy:/
      • roar Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 16:23
        > Oleg Kostrov - nic nie napisze, bo nie wierzę, że sie ktos wkręci w choćby
        > najgenialniejszego ruskiego dj'a, którego podstawowym narzedziem pracy i
        > źródłem dźwięków sa sowieckie kreskówki

        Umm... no ja bym może jednak poprosił coś więcej o tym panu.
        • roar Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 16:27
          Dobra, następnym razem czytam najpierw cały wątek.

          A w ogóle to co to za wredna socjotechnika. "...nie wierzę, że ktoś inny się wkręci..." - hmph. A w ogóle to NIE WIERZĘ, ŻE jestem jedyną osobą w okolicy, która uwielbia sowieckie kreskówki (podobnie jak wszystkie inne zresztą).
          • humbak Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 16:31
            Ta, może Atomówki tysz?:>
            • roar Re: W październiku zapodawaliśmy 02.11.06, 17:12
              humbak napisał:

              > Ta, może Atomówki tysz?:>

              ...n~no dobra, nie wszystkie. Ale, nie no, oddajmy serii sprawiedliwość, Atomówki to jest nadzwyczaj udany pastisz gatunku... zbyt udany. A w ogóle to o którą wersję pytasz, amerykańską czy japońską. ;P

              Żeby nie zejść kompletnie z tematu - w minionym miesiącu słuchałem Grechuty (bardzo dużo) i Black Ox Orkestar (mniej). I w sumie tyle. Teraz przede mną dwa miesiące nadrabiania, coby z rankingiem na koniec roku zdążyć.
    • obly Re: W październiku zapodawaliśmy 03.11.06, 08:27

      tak zwane A-sides tego miesiąca.
      tuxedomoon:
      - bardo hotel soundtrack
      - soundtrack+urban leisure
      - you
      - divine (ogólnie uwielbiam Tuxedomoon w sensie pasuje mi wszystko co bede
      pisał no)
      xiu xiu
      – fabulous muscles
      – arsen (poznaje sobie i jest to bardzo obiecujące)
      peyotl witkacy – mam w marnej jakości co uniemożliwia łykanie tego po pełnej
      curtis mayfield – superfly (śmierć fredka rulez)
      the cure – 17 seconds (odrabianie lekcji)
      venetian snares – rosz scillag alatt …(nie do słuchania w pracy, można się
      zabić, albo być zabitym przez współtyracza, niestety - piękne!)
      bel canto - white out condition (odrabianie lekcji może być bardzo przyjemne ;))
      novelle vaque
      – bande a part
      - novelle vaque (były osobne wątki)
      ministry
      – psalm69
      - twitch (jużchyba wspominałem)
      David Parsons – muzyka do filmu “Japanese story” (takie fajne pitu pitu, tak
      fajne że o rany julek – usłyszane z radia sowa)
      The Clash:
      - gulden bullet
      - combat rock
      - from london to Jamaica
      - i jeszcze dwie jakies nie pomne (odrabianie lekcji na stojaka)
      Hum - You,d prever an astronaut – (fajne)
      Frank Zappa – jakieś 5-6 płyt nie chce mi się rozpisywać ;))
      polski punk - fort bs, zielone żabki i jeszcze z 10 kapel - piekne
      GBH - powroty - miejskie dzieci zaatakowane przez szczury ;))
      Dead Kennedys - powroty - wiekszym klasykiem jest niż mi sie zdawało. ale
      wygląd Biafra ma jak basista z Lady Punk hehehe

      teraz tak zwane B-sides tego miesiąca:

      Bronski Beat – 100 & 1000 (ho ho ho odrabianie lekcji na zasadzie powtórki
      materialu klasy I)
      Eurythmics
      – for the love of big brother
      - Sweet dreams (eja umpa eja j.w. teraz klasy III)
      REM
      - Automatic for the people (clap your hands a ziuuuut I powtórka teraz klasy II)
      Deathprod- morals and dogma – ambienty ze tak powiem gotyckie ;))) bagna,
      katedry, duchy te sprawy...
      Screaming Jay Hawkins – a shake my stick on u – generalnie facet nieźle wyszedł
      na okładce i warto to zobaczyć ;))) muza ciut schematyczna ale warto jak się
      doda z youtube elementy sceniczne to jest masakryczne przezycie.
      Mars Volta – Amputechture (niedosłuchalem niestety do końca)

      tak zwane SINGLE:

      Poszczególne utwory:
      Lipps Inc. – Funkytown (youtube rulez) – o matko. O MAMO!!!!
      Keno – I`am ready – (och żesz ty)
      Nina Stiller – miasteczko Belz – piekne wykonanie piosenki, piękne – nowy głos
      sceny polskich bab, mnie powala
      Nina Stiller – Rivke – zajebisty kawałek po prostu
      Kahimi Karie - (te 5 kawalków co to brain tutaj podawał) - ocieka seksem ta
      muza jak diabli i uwaga, nie polubisz tego a bedziesz słuchal, będziesz chciał
      wyłączyć a nie wyłączysz, będzesz chciał zapomnieć a nie da się... jest to
      muzyka jak oczy tego kota ze szreka II - wiesz ze to manipulacja a ulegniesz
      gdyż chcesz ulec. ostrzegałem.

      Wielkim odkryciem moim jest to ze pierwsze utwory disco nie są tak do końca
      utworami disco i mogą dać wiele przyjemności. Ale tylko pojedyncze sztuki.
      • ihopeyouwilllikeme Re: W październiku zapodawaliśmy 03.11.06, 11:56
        Sorry że tak się wpieprzam, ale co Wy macie do The Killers ? Nie rozumiem co się
        tak wszyscy uwzięli, a tym czasem Sam's Town ustępuje debiutowi tylko w jednym -
        nie ma tak oczywistych hitów jak Mr.Brightside czy Somebody Told Me. Wszystko
        inne jest tam lepsze.
        • jeangenie Re: W październiku zapodawaliśmy 03.11.06, 21:31
          > Sorry że tak się wpieprzam, ale co Wy macie do The Killers ? Nie rozumiem co si
          > ę
          > tak wszyscy uwzięli, a tym czasem Sam's Town ustępuje debiutowi tylko w jednym
          > -
          > nie ma tak oczywistych hitów jak Mr.Brightside czy Somebody Told Me. Wszystko
          > inne jest tam lepsze.
          Na Sam`s Town oczywiste są dwa hity: "When We Were Young" i "Read My Mind".
          Natomiast reszta to nużące kawałki na jedno kopyto i nic więcej, czego możnaby
          się spodziewać po tak udanym debiucie, jakim było Hot Fuss.
    • dziewczyna_mickiewicza Re: W październiku zapodawaliśmy 03.11.06, 20:26
      decemberists, crane's wife (chyba plyta miesiaca)
      decemberists, picaresque
      subways, young for eternity
      jarvis cocker, jarvis
      chicks on speed, chicks on speed will save us all
      squeeze, cool for cats
      tv personalities, part-time punks
      junior boys, last exit
      national, alligator
      guillemots, through the windowpane
      ryan adams, the suicide handbook
      long blondes, someone to drive ou home
      xtc, skylarking
      xtc, oranges & lemons
      tapes'n'tapes, the loon
      little man tate, wszystko
      the pipettes, we are the pipettes (najwieksze rozczarowanie miesiaca)

      zamiast budzika: "lit up" national/"we're all light" xtc
      kolysanka miesiaca: "of angeles and angles" decemberists
    • d84 No to jedziemy: 04.11.06, 10:33
      Orientacyjna nota + opis, zazwyczaj byle jaki:

      Outkast - Idlewild [2/5]

      Spory zawód; właściwie poza opartym na Personal Jesusowym, bluesowym riffie
      singlu Andre nie ma tu za wiele ciekawego. Męczyłem ten album wielokrotnie i
      nic. Niech już się rozpadną, bo przypuszczam, że solówki obu panów byłyby
      ciekawsze. Aha, 3D okładka fajna.

      Squeeze - Singles [4.5/5]

      Tu pozdro dla Ilhana za przypomnienie o istnieniu tegoż bandu w audycji.
      Kapitalny materiał, REJONY DZIESIĄTKOWE.

      The Roots - Game Thory [3/5]

      Na początku było "o ja p..." i ogólna podjarka, z czasem jednak poszło
      zdecydowanie w dół. Bo fakt, że początek albumu i featuringi Malika B rządzą,
      oraz, że GT jest lepsze od 2 ostatnich produkcji Rootsów nie zmienia tego, że
      album trochę nuży w drugiej częśći. No i produkcja - wiadomo, że dobra, ale
      nadal jakaś taka plastikowa, tego jazzującego feelingu ?uestlove już chyba nie
      przywróci. Do TFA nie ma startu, jednak. Trudno powiedzieć by ta historia miała
      się ku końcowi, ale coś umknęło.

      Blur - Think Tank [3.5-4/5]

      No za cholerę nie widzę tej wielkośći. To płyta na poziomie nieosiągalnym dla
      peerów z UK. I tylko tyle, bo to Blur.

      Jesu - Silver [4/5]

      Ja tam się nie znam, za wiele rzeczy z tego roku nie słyszałem, ale ta chyba
      podoba mi się najbardziej. To Justin, ale nie Timberlake, tylko Broadrick,
      znany głównie z mocnego Godflesha i, hehe, Napalm Death. Ale ten album (a
      właściwie epka) to żadna ekstrema; to mieszanka drone'ów, MBVowania i wpływów
      postrockowych. Krótka, klimatyczna, kul.

      Peeping Tom - Peeping Tom [3-3.5/5]

      Nareszcie Patton nagrał coś, czego da się słuchać bez myślenia <cliche!> i
      <chcę iść już spać>. Nic wielkiego, wyższej noty za bardzo dać się nie da, ale
      przyjemne.

      Aesop Rock - Labor Days [2.5-3/5]

      Dobry tekściarz. Wrukwiający emce. Nadal mnie ten DEFJUXOWY KLASYK nie
      przekonuje.

      Depeche Mode - Some Great Reward [4/5], Songs of Faith And Devotion [4/5]

      Remastery przywołały dawną zajawke. Może sentyment zawyża trochę noty, ale dziś
      też słucha mi się tego świetnie. Przyciężkawe SOFAD pasuje do tego co za oknem.

      Aphex Twin - Chosen Lords [3-3.5/5]

      Całkiem niezła zbieranina różnych AFXowych odpadów. Trąci latami 90. ale niezłe
      kompozycyjnie.

      Stereolab - Emperor Tomato Ketchup [3/5]

      No nie mogę załapać tego bandu. I chyba nie załapię. A to wokalistka denerwuje,
      a to coś innego. Pełen profan, trzynapięć.

      Mastodon - Blood Mountain [2.5/5]

      Klasyczny przykład spóźnionego hajpu w "niezal"-środowisku. Leviathan był
      bardzo dobry, BM już tak średnio Już nawet pomijając najgorsza okładkę roku,
      wieje tutaj nudą i czuć Toola. Nie że Tool zły, ale mamy 2006, nie 1996. Spory
      zawód.

      Today Is The Day - Kiss The Pig [1/5]

      Nie. To jest zespół od Willpower czy TOTMS?

      Plastikman - Closer [3/5]

      Coś lepiej podchodzą mi płyty Hawtina podpisywane jego nazwiskiem. Closer mnie
      dość solidnie wynudziło - mimo fajnego klimatu i brzmienia troche za mało się
      na tej płycie dzieje.

      Isolee - We Are Monster [3.5/5]

      Prawie tak dobre jak Rest. Metahajp za 2005 raczej zasłużony.

      Deadbeat - Wild Life Documentaries [4/5]

      Fajne ambientdubowe klikanie.

      Prefab Sprout - Steve McQueen [3/5]

      No coś nie doznałem. Sam w sumie nie wiem czemu, niby moje klimaty, niby do
      kompozycji nie ma się co przyczepić, ale nie załapało. Dodałbym, że najlepszy
      Faron Young, ale mi zarzucą, ze skończyłem słuchanie na openerze ;)

      no, to chyba tyle
      • ilhan Re: No to jedziemy: 04.11.06, 10:44
        d84 napisał:

        > Squeeze - Singles [4.5/5]
        >
        > Tu pozdro dla Ilhana za przypomnienie o istnieniu tegoż bandu w audycji.
        > Kapitalny materiał, REJONY DZIESIĄTKOWE.

        Pozdro pozdro. Zawsze jak ich gram (a robię to często), to mam wyrzuty sumienia, że za często, że może niepotrzebnie, bo przecież jest tyle dobrych zespołów. Tak więc dobrze, że komuś wreszcie się to na coś przydało. A może w ramach walki z nudą i praktyki zawodowej przełożyłbyś lyricsy do np. "Cool For Cats"? ;) (BTW szykuję obszerny materiał o Squeeze, powinien się ukazać w tym miesiącu.)


        > Prefab Sprout - Steve McQueen [3/5]
        >
        > No coś nie doznałem. Sam w sumie nie wiem czemu, niby moje klimaty, niby do
        > kompozycji nie ma się co przyczepić, ale nie załapało.

        Spoko, parafrazując ZNANE PIŁKARSKIE PORZEKADŁO - NIE OD RAZU PRZY PREFAB SPROUT DOZNANO (HAHAHA). Mi to zajęło kilka miesiący wręcz.
        • d84 Re: No to jedziemy: 04.11.06, 10:50
          >A może w ramach walki z nudą i praktyki zawodowej przełożyłbyś lyricsy do
          >np. "Cool For Cats"? ;) (
          >BTW szykuję obszerny materiał o Squeeze, powinien się ukazać w tym miesiącu.)

          Huh, tłumaczenie, ekhm, "poezji" to mój słaby punkt, trochę bym się bał :) Ale
          w sumie zawsze można spróbować, jeśli tylko będzie trochę czasu.

          > Spoko, parafrazując ZNANE PIŁKARSKIE PORZEKADŁO - NIE OD RAZU PRZY PREFAB
          SPROU
          > T DOZNANO (HAHAHA). Mi to zajęło kilka miesiący wręcz.

          U mnie będzie trochę trudniej, bo cedeka upchałem na necie (wiadomo; głód,
          długi, itp.) Ale dobrze, że są jeszcze te szatańskie empeczy 8)
          • ilhan Re: No to jedziemy: 04.11.06, 10:56
            d84 napisał:

            > >A może w ramach walki z nudą i praktyki zawodowej przełożyłbyś lyricsy do
            > >np. "Cool For Cats"? ;) (
            > >BTW szykuję obszerny materiał o Squeeze, powinien się ukazać w tym miesiąc
            > u.)
            >
            > Huh, tłumaczenie, ekhm, "poezji" to mój słaby punkt, trochę bym się bał :) Ale
            > w sumie zawsze można spróbować, jeśli tylko będzie trochę czasu.

            Tak pół żartem pół serio to rzuciłem naturalnie, ale tekst jest pełen slangowych wyrażeń (jak wiele Difforda), mi udało się tylko ustalić co znaczy "to give the dog a bone" ;)
    • nemrrod Re: W październiku zapodawaliśmy 05.11.06, 13:44
      Płyty miesiąca:
      EKKEHARD EHLERS A Life Without Fear
      BLACK OX ORKESTAR Nisht Azoy
      Tak się złożyło, że obie płyty to powrót do przeszłości i przeniesienie
      wydawałoby się martwych gatunków w XXI w.


      HELIOS Eingya
      Nie no, nie da się tego słuchać. Muzyka rozmiękczająca serca i charaktery.
      Pseudoambientowe plumkanie. Nie rozumiem tych zachwytów. Już zacząłem tracić
      wiarę w sens muzyki :( Aż pojawiły się wice-płyty miesiąca:

      DESORMAIS Iambrokenandremadeiambroken...
      MIRT Journey Through The City Or Six Strange Signs In Molnar's Diary
      Desormais ma własne, specyficzne brzmienie, które ciężko do czegokolwiek
      porównać. Skojarzenia błąkają się w okolicach Tima Heckera (który notabene
      produkował ich pierwszą płytę), ale to nie to. Brzmienie Desormais jest bardziej
      organiczne - sporo tu przetworzonych partii gitary, smyków, ludzkiego głosu i
      innych żywych instrumentów. Oprócz tego sporo beatów i niezidentyfikowanych
      hałasów. Intensywne i frapujące granie.
      Mirt z kolei jest Polakiem, któemu również udała się sztuka wypracowania
      własnego, oryginalnego soundu. Na swojej myspace'owej stronie
      (www.myspace.com/mirtmirtmirt) wymienia rozległe inspiracje - od Briana
      Eno przez Talk Talk po Labradford i Jelinka. Brzmienie Mirta lokuje się gdzieś
      pomiędzy, jednak nie jest w żadnym wypadku czyjąkolwiek kopią.
      Ambientowo-postrockowe pejzaże z elektronicznymi smaczkami, trąbką itp. Bardzo
      ładne.

      STEPHAN MATHIEU & EKKEHARD EHLERS Heroin + Remixes
      O tej płycie było trochę w wątku o Ehlersie. Interesująca
      trzeszcząco-szumiąco-pikająca płyta plus ciekawe remiksy.

      VLADISLAV DELAY Demo(n) Tracks
      VLADISLAV DELAY The Four Quarters
      Delay zaczynał jako perkusista jazzowy (jego pierwsza epka nosiła tytuł "Kind Of
      Blue") i te płyty to chyba próba improwizacji i jamowania na samplerze i różnych
      analogowych i cyfrowych maszynkach. Dość ciężkostrawna, bezkształtna dźwiękowa
      masa, trochę ciężko doszukać się tu jakiegoś sensu, nie mówiąc o jakiejkolwiek
      melodii czy rytmie. Ale rzecz ma swój wciągający na swój sposób klimat. Poza tym
      Ripatti wyznał ostatnio w jednym wywiadzie, że miał spory problem z narkotykami
      i nie pamięta jak nagrał niektóre swoje płyty, więc to dużo tłumaczy.

      JAN JELINEK & COMPUTER SOUP Improvisations & Edits
      Najtrudniejsza i najbardziej chropowata płyta Jelinka. Jak sam tytuł wskazuje -
      improwizacyjne elektro-jazzowe loty.

      SEPTEMBER COLLECTIVE s/t
      Barbara Morgenstern, Stefan Schneider (To Rococo Rot) i Paul Wirkus prezentują
      przyjemne, jesienne plumkanie, którego fajnie się słucha, ale z którego nic nie
      pamiętam.

      VARIOUS ARTISTS Decay Product
      FLUXION Vibrant Forms
      Dwa albumy z Chain Raction. "Erosion 2" Various Artists (taki pseudonim) to imho
      jeden z najlepszych utwrów z tego labela i jednocześnie najbardziej dla niego
      reprezentatywny. Z kolei "Vibrant Forms" to jeden z ostatnich albumów w katalogu
      CR i niewiele nowego dało się już w tym paradygmacie powiedzieć, aczkolwiek
      wciąż ma to wysoki poziom i przyjemnie się tego techno-dubu słucha.

      FUJIYA & MIYAGI Transparent Things
      Przeczytałem recenzję na Pitchforku, w której roiło się od nazw typu Neu!, Can
      czy Cluster. Jednak muzyka zawarta na płycie to nie krautrock, ale pop, oparty
      co prawda przede wszystkim na sekcji rytmicznej, ale przypominającej raczej
      Baikonoura czy najbardziej motoryczne, krautowe momenty twórczości Stereolab, a
      nie ww. klasyczne bandy. Ale jest tam kilka fajnych piosenek.

      ALDEN TYRELL Times Like These (1999-2006)
      Przeczytałem recenzję na Porcys i miało być jakieś italo-electro, a tymczasem
      słabe to, bez melodii, bez polotu, nieprzebojowe i ogólnie drętwe. A najlepsze
      jest niespełna dwuminutowe outro ;)

      MACHINEFABRIEK Vancouver
      Do pobrania tu: www.lampse.com/audio.htm
      Jak na razie najlepsza rzecz dostępna na licencji CC, jaką słyszałem. Utwór
      tytułowy po prostu urywa głowę.
      Dostępna tam epka Enavomi też dośc ciekawa - takie brzdąkanie bez ładu,
      przypominające rochę najbardziej awangardowe pozycje w katalogu Rune Grammofon.

      ISOTOPE 217 wszystko
      ROBOTOBIBOK wszystko
    • pytajnick Re: W październiku zapodawaliśmy 06.11.06, 13:50
      Lepiej późno niż wcale.

      # Dosyć świetne:

      Adem - Love And Other Planets
      - początek bardzo, bardzo piękny, potem różnie, ale to kolejna po Heliosie (będę
      walczył) i Richterze naprawdę ładna płyta z gatunku "nastrojowe background
      music". Ma porywające momenty, jest zmienna, to się chwali. Zarzut - chyba za
      dwa miesiące już o niej nie będe pamiętał, ale to się okaże.

      Ali Farka Toure - Savane
      - zobaczyłem ocenę w metacritics (94/100!) i co tam, sprawdziłem. Pierwsze
      przesłuchanie to lekki uśmiech cyniczno-ironiczny, bo co to za jakieś
      gitarkowo-tamtamowe plumkanie afrykańskie i zawodzenie, no znowu jakiś hajp
      niezdrowy i barani pęd. Przed chwilą skończyłem czwarty odsłuch, podczas którego
      już zawodziłem z nimi.


      Lambchop - Damaged
      - najlepsza moim zdaniem płyta od czasów "Is a Woman". Lubię gości, więc mi się
      tego bardzo miło słucha, ale jednak nie widzę powodu, by mówić/pisać o jakichś
      wielkich rzeczach na tej płycie.


      # Jest nieźle, momentami świetnie, ale liczyłem na trochę więcej:

      Johnny Cash - American V
      -Może ze dwa-trzy kawałki biorą mnie tak jak starsze rzeczy Casha, reszta leci
      jakby beznamiętnie. Jeszcze liczę na spóźnione odkrycie, ale przestałem sobie
      obiecywać cokolwiek większego po tej płycie.

      Max Richter - Songs From Before
      - puszczałem to ludziom, którzy nie znają "Blue Notebooks", i byli prawie że
      zachwyceni, i w ogóle odkrycie niesamowite dla nich. Pewnie to jest świetna
      płyta - znając "BN" mogę powiedziec, że jest co najwyżej solidna, równa, jak to
      u Richtera smutna, no ale i wtórna niestety. Głos Wyatta tu i ówdzie to
      największa niespodzianka i całkiem miły akcent, choć artystycznie/estetycznie
      nic w sumie nie dodaje.

      Danny Cavanagh - A Place To Be - Tribute To Nick Drake
      - mnie się tego całkiem przyjemnie słuchało, jest znacznie lepiej niż się
      spodziewałem - a spodziewałem się zepsucia fenomenalnych przecież kompozycji
      Drake'a, bo jak tu ich nie psuć nie będąc Drakiem (albo no-man, bo ci potrafili
      tak skowerować Drake'a, że go nieraz dogonili, a raz nawet przebili). Krótko:
      nie miałem ochoty na Drake'a, a dzięki Cavanaghowi znowu posłuchałem trochę jego
      utworów z niemałą przyjemnością, tym bardziej że Danny ma śliczny głos.

      Sparklehorse - Dreamt For Light Years In The Belly Of A Mountain
      - po 3-4 przesłuchaniach jest nieźle i mam ochotę to jeszcze trochę pozgłębiać,
      bo jest szansa na przebicie "It's a wonderful life". Pewnie za wiele sobie
      obiecuję i za miesiąc o niej zapomnę, ale jak zauwazył Ilhan w tym roku rzadko
      wśród nowości chce się czegoś posłuchać więcej niż te "obowiązkowe" sesje.


      # Całkiem przyjemne, ale raczej przy okazji:

      The Devastations - Coal
      - bardzo ładny wokal; poza tym standardowe, a jednak jakoś na tyle zgrabnie
      nagrane aranżacje, że płyta kojarzy mi się z przyjemnym, ciepłym brzmieniem.
      Ponoć to Kaczkowski hajpuje - pewnie jak zwykle przesadza, ale sprawdzić nie
      zaszkodzi.

      The Great Depression - Preaching to the Fire [no tu lekkie rozczarowanie, bo
      same superlatywy słyszałem a jest "tylko" nieźle]

      Clannad - Greatest Hits
      - co tu pisać, klasyka. Ale i tak za każdym razem czekałem na kawałki z "Legend".


      # Nie, dziękuję

      Clawfinger - Hate Yourself With Style
      The Killers - Sam's Town
      Myslovitz - Happiness Is Easy
      Level 42 - Retroglide
      Redjetson - New General Catalogue

      # Tyle się dzieje, że jeszcze nie ogarnąłem:

      Current 93 - Black Ships Ate The Sky [będzie dobrze]
      OutKast - Idlewild [momentami jest dobrze, momentami niedobrze]
      Squarepusher - Hello Everything [b. daleko za Ultravisitorem, ale może coś z
      tego jeszcze wycisnę]
      • pagaj_75 Re: W październiku zapodawaliśmy 06.11.06, 14:38
        pytajnick napisał:

        > Max Richter - Songs From Before
        > - puszczałem to ludziom, którzy nie znają "Blue Notebooks", i byli prawie że
        > zachwyceni, i w ogóle odkrycie niesamowite dla nich. Pewnie to jest świetna
        > płyta - znając "BN" mogę powiedziec, że jest co najwyżej solidna, równa,
        > jak to u Richtera smutna, no ale i wtórna niestety.

        Właśnie próbuję słuchać od kilku dni i mam w sumie podobnie. W dodatku taka
        muzyka staje się już potwornie przewidywalna - słysząc jeden dźwięk/akord wiem
        jakie będą cztery następne, niestety. Generalnie bez emocji, a może po prostu
        "wyrosłem".
      • braineater Re: W październiku zapodawaliśmy 06.11.06, 19:24
        pytajnick napisał:


        >
        > Ali Farka Toure - Savane
        > - zobaczyłem ocenę w metacritics (94/100!) i co tam, sprawdziłem. Pierwsze
        > przesłuchanie to lekki uśmiech cyniczno-ironiczny, bo co to za jakieś
        > gitarkowo-tamtamowe plumkanie afrykańskie i zawodzenie, no znowu jakiś hajp
        > niezdrowy i barani pęd. Przed chwilą skończyłem czwarty odsłuch, podczas
        któreg
        > o
        > już zawodziłem z nimi.


        Boście sie Panocku od dupy strony zabrali za Farkę:)
        Się zaczyna od Talking Timbuktu z Ry Cooderem, który Aliego wyszarpał wprost z
        buszu i jest to album z jedna najpiekniejszych legend jakie słyszałem, bo
        towarzyszy mu opowieść o tym, jak to w głębokich latach 50 ONZtowski patrol
        humanitarny, prócz różnych potrzebnych rzeczy, zostawił także w wiosce Aliego,
        rzecz niepotrzebna, czyli gitarę. I jak to Ali sam się na niej grac uczył,
        wypasając rogate antylopy. Nieważne czy jest to ściema, czy prawda, w kazdym
        razie słychac na Talking timbuktu, że Ali gra przedziwnie, że robi z ta gitarą
        takie rzeczy, jak nikt inny, bo nie ma wdrukowanych w czachę żadnych nie wolno
        albo nie da się. Robią po prostu z Cooderem jedna z najlepszych bluesowych płyt
        na świecie.
        Potem się słucha Niafuke, czyli albumu z jeszce piękniejszą legendą, która
        głosi, ża Farka tylko po to został burmistrzem miasteczka Niafuke, by móc
        poprowadzic tam prąd i wreszcie rozkminić na spokojnie i bez ruszania sie z
        koraalu, o co chodzi w gitarze elektrycznej. I rozkminił tak, ze oscyluje na
        tej płycie w okolicach Hendricksowskich wyzyn.
        A dopiero potem całej reszty, kiedy to stary Ali wyczaił, że worl;d music
        sprzedaje sie jak burgery od Maca i poszedł w tę stronę, by zarabiac na milion
        swoich żon.
        Oczywiście powyższe opowieści są ściemą, bo tak naprawę ali nagrywał juz w
        latach 70' i nim Cooder go znalazł był jednym z bossów afrykańskiej muzy
        etnicznej, ale nie zmienia to faktu, że fajne są:P

        P:)
      • hennessy.williams Re: W październiku zapodawaliśmy 06.11.06, 20:08
        pytajnick napisał:

        > Ali Farka Toure - Savane
        > - zobaczyłem ocenę w metacritics (94/100!) i co tam, sprawdziłem.

        He he, przeszedłem dokładnie tę samą drogę.

        > Johnny Cash - American V
        > -Może ze dwa-trzy kawałki biorą mnie tak jak starsze rzeczy Casha, reszta leci
        > jakby beznamiętnie. Jeszcze liczę na spóźnione odkrycie, ale przestałem sobie
        > obiecywać cokolwiek większego po tej płycie.

        Niech się kolega nie poddaje! Namiętność sama nie przyjdzie.

        > Danny Cavanagh - A Place To Be - Tribute To Nick Drake
        > Krótko:
        > nie miałem ochoty na Drake'a, a dzięki Cavanaghowi znowu posłuchałem trochę jeg
        > o
        > utworów z niemałą przyjemnością, tym bardziej że Danny ma śliczny głos.

        A dla mnie naprawdę jest to 2 close 2 drake. Upieram się, że na cover trzeba
        mieć pomysł.
      • d84 Re: W październiku zapodawaliśmy 09.11.06, 13:48
        > Squarepusher - Hello Everything [b. daleko za Ultravisitorem, ale może coś z
        > tego jeszcze wycisnę]

        Hm, a podobne jest do Ultravisitora? Bo w sumie nie wiem czy się za to brać,
        ostatnia płyta mi się zupełnie nie podobała, a jak tu jest gorzej... :>
        • pytajnick Re: W październiku zapodawaliśmy 09.11.06, 16:05
          d84 napisał:

          > Hm, a podobne jest do Ultravisitora? Bo w sumie nie wiem czy się za to brać,
          > ostatnia płyta mi się zupełnie nie podobała, a jak tu jest gorzej... :>

          "Technicznie" podobne, tzn. podobne srodki, klimat, itd.
          Choc dla mnie to jednak inne plyty sa, Ultravisitor mial prawie calosciowo jakas
          glebie, wciagajacy nastroj, tutaj tego (prawie) nie znajduje.

          No i juz nie jest tak odkrywczy (znow "technicznie") jak Ultravisitor. Tak ze
          mozesz odpuscic.
      • pytajnick Re: W październiku zapodawaliśmy 09.11.06, 16:03
        pytajnick napisał:

        > Current 93 - Black Ships Ate The Sky [będzie dobrze]

        No nie wiem czy to plyta roku poki co nie bedzie.

        Wprawdzie nie przepadam za tego typu "narracyjna", fabularna muzyka,
        jednoznacznie zmierzajaca do kreowania jakiegos tam dramatycznego nastroju w
        glowie sluchacza, ale oni to robia doskonale, i do tego co kawalek inaczej.
        Kalejdoskop!
      • pytajnick Re: W październiku zapodawaliśmy 09.11.06, 21:34
        > Sparklehorse - Dreamt For Light Years In The Belly Of A Mountain
        > - po 3-4 przesłuchaniach jest nieźle i mam ochotę to jeszcze trochę pozgłębiać,
        > bo jest szansa na przebicie "It's a wonderful life". Pewnie za wiele sobie
        > obiecuję i za miesiąc o niej zapomnę, ale jak zauwazył Ilhan w tym roku rzadko
        > wśród nowości chce się czegoś posłuchać więcej niż te "obowiązkowe" sesje.

        E, jednak taka sobie to płyta. Robię chyba ósme okrążenie i już (?) mam dość. W
        każdym razie najfajniejsza jest końcówka - dziesięciominutowy, nieśpiewany
        kawałek, lekki i zwiewny nastrojowy kawałek. Za to mają wielkie brawa, reszta
        już mi się znudziła. :|
    • pagaj_75 :/ 08.11.06, 18:42
      Z braku czasu nie mogę zrobić całomiesięcznej wyliczanki, więc zrobię za trzy
      tygodnie podsumowanie za październik i listopad, tym bardziej, że mi się ten
      ostatni miesiąć "nie domknął" - niektóre płyty przesłuchane zbyt mało razy, żeby
      się na ich temat wymądrzać.

      Zauważę jedynie powstanie niespodziewanego Porozumienia Ponad Podziałami w
      sprawie "A Life Without Fear" Ehlersa. Trza przyznać, że udał się hajp
      Nemrrodowi, choć wątpię czy wyjdzie on poza kwartet Nem-Brain-Kubasa-Pagaj.
      • geigo Re: :/ 08.11.06, 19:25
        pagaj_75 napisał:

        > Zauważę jedynie powstanie niespodziewanego Porozumienia Ponad Podziałami w
        > sprawie "A Life Without Fear" Ehlersa. Trza przyznać, że udał się hajp
        > Nemrrodowi, choć wątpię czy wyjdzie on poza kwartet Nem-Brain-Kubasa-Pagaj.
        >

        Może do kwintetu nie mam szans dołączyć, gdyż nie oszalałam na punkcie albumu Ehlersa :) , ale "Life Without Fear" słuchałam i jeszcze pewnie nie raz posłucham, bo to rzecz co najmniej interesująca .
      • d84 Re: :/ 09.11.06, 13:49
        > Trza przyznać, że udał się hajp
        > Nemrrodowi, choć wątpię czy wyjdzie on poza kwartet Nem-Brain-Kubasa-Pagaj.

        Jest szansa, lada chwila będzie płyta :)
    • mechanikk Re: W październiku zapodawaliśmy 09.11.06, 15:43
      Beck – The Information
      Fakt, że prawie żaden Strawberrowicz nie słuchał w tym miesiącu tej płyty
      wydaje mi się co najmniej dziwnym, dlatego mojego październikowego posta
      poświęcę jedynie Hansenowi, pomijając, skądinąd warty wspomnienia KRĄŻEK Badly
      Drawn Boya (o którym prawie całą prawdę powiedział już recenzent serwisu na
      S.). Nie wspomnę również o, hehe, <anna gacek> miłości mojego życia </anna
      gacek> – PJ Harvey i jej Peel Sessions. Spieszę więc donieść, że wiele państwo
      tracą, rezygnując z najbardziej pokręconego dzieła Becka od czasu „Mellow Gold”
      (nie licząc jego nieoficjalnych dziwactw) i wielkością dorównującym
      podobno „Odelay” (podobno, bo ja tam za „Odelay” nie przepadam, co innego tzw.
      większość). Zawartość płyty, jak już każdy pies z kulawą nogą zdążył zauważyć,
      koreluje z pomysłem na okładkę. Gdzieśtam wklejono rączkę, gdzie indziej nóżkę,
      fiata 126p (!), jeszcze gdzie indziej ząbki, schody ruchome, jakiegoś patafiana
      z gitarą i wyszło. Byłby to oczywiście śmietnik straszliwy, ale klejeniem zajął
      się "ten producent Radiohead", który jak widać, całą tegoroczną parę wdmuchnął
      w „The Information”, traktując „Erasera” i „5:55” jako pańszczyznę do
      odrobienia. Nie wiem, czy świadczy to dobrze o nim jako artyście, ale trudno,
      szczególnie, że Charlotte Gainsbourg wyszła bardzo fajnie. „Motorcade” chciałby
      mieć w katalogu Thom Yorke, połowę dżwięków z „Informacji” mógłby wykorzystać
      do nagrania godnego, choć weselszego następcy „Kid A”. Żeby nie było, że się
      znów za bardzo podniecam – słucham tego prawie codziennie od miesiąca i mi nie
      zbrzydło, a ostatnio wiele obrzydliwych po drugim-trzecim słuchaniu płyt
      ukazuje się. Tak więc 9/10 i poważny pojedynek z Flaming Lips i Waitsem przed
      rocznym podsumowaniem („Orphans” nie słyszałem, ale wiadomo). Na koniec praca
      domowa, jeśli ktoś niedowierza: „W domu wysłucham co najmniej dwa razy „Inside
      Out” (closer) w słuchawkach i – nieśli nie doznam – porządnie popukam się w
      głowę”.
      • mechanikk Re: W październiku zapodawaliśmy 09.11.06, 15:46
        >nieśli nie doznam

        Nie wiem, zupełnie, kogo nieśli, ale JEŚLI się dowiem, natychmiast doniosę.
      • braineater Re: W październiku zapodawaliśmy 09.11.06, 15:55
        a tam zara nie słuchali, słuchali, wybrali faworytów - Nausea, soldier Jane,
        CellphoneDead, a potem słuchali przez parę dni w kólko i zapomnieli napisac, bo
        wiele innych muzyk się zdarzyło jednoczesnie (dwie nowiusieńkie płyty The Tiger
        Lillies na ten pszykład:).
        ale faktycznie jest to niedopatrzenie, bo płyta jest dobra, moze nie bardzo
        dobra, na pewno lepsza od od Guerro, co jakoś jednak nie teges, ale brakuje mi
        w niej czegoś, co pozowoliłoby o niej pamietac na dłuzej.
        Podejrzewam, że jak swoje odlezy, to za pare miesięcy wrócę do niej ze świezym
        zachwytem i wtedy dam się donieśc doznawaniem.

        P:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka