Dodaj do ulubionych

Bob Marley

11.05.07, 21:13
Dziś rocznica jego śmierci. Dziś ukazała się jego biografia "Catch a fire".
U mnie teraz "No women, no cry" w wykonaniu AEOC, a za chwilę Bob.

Robert Nesta Marley urodził się 6 lutego 1945 w Nine Maile na Jamajce. Swoje
przekonania zawierał w piosenkach, które zostały do dziś, a ich przekaz nawet
po upływie wielu lat jest nadal aktualny. Jego ojciec, którego nigdy nie
poznał, był białym oficerem armii, a matka jamajską wieśniaczką. Artysta
dorastał w slumsach w Kingston.
Pierwsze nagranie "Judge Not" zarejestrował w 1962 roku. Początkowo nagrania
dotyczyły tego, co otaczało Marleya – slumsów i ulicy. W pierwszej połowie lat
60-tych zaczął kształtować się także skład formacji The Wailers. Po ślubie
(luty 1966) z Ritą Anderson na krótko wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie
imał się różnych zajęć, jednak aby uniknąć wyjazdu na wojnę do Wietnamu,
powrócił do ojczyzny.
Tego samego roku Marley przyłączył się do ruchu rastafariańskiego, który jest
nie tylko religią, ale także stylem życia - m. in. marihuana uważana jest za
święte ziele. Rastafarianie wierzą, że Afrykanie są narodem wybranym. I
właśnie ten wątek dość często dominował w utworach artysty - śpiewał właśnie o
idei powrotu Afrykanów z ziemi wygnania i wyzysku – Babilonu (czyli świata
Zachodu) do ziemi wolności – Afryki. Bardzo mocno w rozwój i propagowanie
reggae włączyła się grupa The Wailers.
Światową sławę zapewniły Marleyowi płyta "Exodus" z 1977 roku. Kolejnym
sukcesem była "Kaya" z 1978 roku, a także następne - "Babylon By Bus" i
"Survival". Zarejestrowana na niej "Zimbawe" stała się pieśnią afrykańskich
bojowników o wolność. Utwory takie jak "Iron Lion Zion", "Get Up Stand Up",
"Buffalo Soldier", "No Woman No Cry", "Could You Be Loved", "Exodus" czy "One
Love" należą do największych przebojów artysty.
Kolejne, dość dramatyczne wydarzenie spowodowało, że ponownie wyjechał do USA.
W roku 1976 napadnięto na jego dom, a Marley oraz żona i menadżer zostali
ranni. Rok później u artysty wykryto nowotwór, który rozwijał się w dużym
palcu prawej stopy. Zgodnie ze swymi przekonaniami, muzyk nie wyraził zgody na
amputację, gdyż ciało rastafarianina nie mogło być rozczłonkowane. Marley
wierzył, że jego wiara i siła pozwolą mu żyć wiecznie. Gdy wiosną 1980 artysta
zemdlał podczas joggingu w nowojorskim Central Parku, lekarze zdiagnozowali
nowotwór płuc, żołądka i ogromny guz mózgu.

Ostatni koncert Marleya odbył się 23 września 1980 roku w Pittsburgu. Zmarł 11
maja 1981 roku na Florydzie. Pochowano go na Jamajce.
Obserwuj wątek
    • tempe Re: Bob Marley 12.05.07, 15:52
      wspaniały
      coś ma takiego w melodiach jak u Waitsa
      sięgnięcie w jądrowatość
      coś poniżej kultury

      nie wiem jak wyrazić
      • cze67 Re: Bob Marley 16.05.07, 09:19
        Dzisiaj w Trójce dzień jamajski. A więc i Marley. I czytanie jego (o nim?)
        książki.
        • pytajnick Re: Bob Marley 16.05.07, 10:39
          cze67 napisał:

          > Dzisiaj w Trójce dzień jamajski. A więc i Marley. I czytanie jego (o nim?)
          > książki.

          Ale jajo, jeśli dobrze pójdzie dziś będę pisał podrozdział magisterkowy własnie
          o Marleyu i zamęcie rastafariańskim . :-)
          Chyba powinienem słuchać.
          • cze67 Re: Bob Marley 16.05.07, 11:36
            Ja to generalnie nie przepadam za reggae w takim czystym, marleyowskim wydaniu.
            Za mietkie jak dla mnie. Wolę kiedy ta muzyka jest inspiracją, podbudową dla
            muzyków rockowych, czyli reggowe numery The Clash (właśnie leci White Man In
            Hammersmith) jak najbardziej. No i oczywiście "1991" Izraela - jazda
            obowiązkowa.
            • noizzy Re: Bob Marley 16.05.07, 13:30
              cze67 napisał:

              > Ja to generalnie nie przepadam za reggae w takim czystym, marleyowskim wydaniu.
              > Za mietkie jak dla mnie.

              A ja się kiedyś właśnie w tym miękkim graniu zakochałem. To było jakoś tak po
              okresie pt. "Muzyka ma napierdalać po uszach (zwłaszcza rodziców:P)", kiedy
              organizm potrzebował rozluźnienia przy pozytywnych dźwiękach. Teraz, jak się tak
              zastanawiam, to co prawda nigdy do żadnej stricte subkultury nie należałem (choć
              najbliżej mi było chyba do punka), ale jeżeli już musiałbym wybierać to właśnie
              rastafarianizm (z domieszką hipisowską;)). A Marley odegrał sporą rolę w
              budowaniu we mnie pozytywnych emocji.

              A autorce wątku dziękujemy, bo mamy powód (jakby był takowy potrzebny, hehe),
              żeby włączyć sobie Marleya na winylu (yes, yes, yes!) ;)
              • cze67 Re: Bob Marley 16.05.07, 13:41
                Od twórczości merleyowej bardziej cenię część naszej rodzimej reggowej
                tradycji, w rodzaju wspomnianego Izraela czy RAP-u. Dlatego, że w jakiś
                sposób "urockowiały" ten rodzaju muzyki, mieszały. Natomiast nigdy mi nie
                wchodziły nagrania kapel typu Bakszysz czy Immanuel. Ciekawe, że w połowie lat
                80. mieliśmy prawdziwy wysyp reegowych kapel, było kilka festiwali (Reggae nad
                Wartą i coś tam jeszcze). Nie wiem jak jest z tym teraz, ale chyba szał minął.
                No jest ten Habakuk co to Kaczmarskiego przerobił, ale mi to nie robi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka