braineater
09.07.07, 09:29
Odespawszy dzień pierwszy festiwalu i spotkanie z kolegami Carmodym i Pagajem, które spowodowało, że dzień drugi mnie ominął w całości, informuję, co następuje - na polskiej scenie muzycznej pojawiło się nowe, cudowne zjawisko - The Complainer. Mimo doskonałej formy Michaela Fakescha, rewelacyjnego w dużej części koncertu Bonobo, to własnie skład pod wodzą Wojciecha Kucharczyka, rzucił Brejnitrem o glebę i przytrzymał w parterze. Zajęło mu dokładnie 30 sekund, żeby nas ściągnąć ze sporej odległości do namiotu, a potem była już czysta radośc obserwowania kabaretowego szoł i masowego eksodusu publiki, która niczem refren wykrzykiwała "wypierdalaj pojebie". Czym oczywiście The Complainer nie przejął sie zbyt i przez godzinę robił przecudowna rozpierduchę na scenie, ze wszystkimi obowiązkowymi elementami, jak rzucenia połamanymi pałeczkami w publikę, cała klasyka ruchu scenicznego od tańców egipskich przez kaczuszki po headbanging i zapalanie zapalniczek oraz zdarcie z siebie odzieży na zyczenie publiki, w liczbie osób pewnie z 50-ciu. A muzycznie było równie cudnie, bo Mik-Music zabrało się za country, soul, pieśni rewolucyjne (po hiszpańsku, a jak - i to tak, że Peachest ze swoim cyberpunkiem, to przy tym cieńka staruszka), toporne disco oraz rozszalałe gospel, w którym Kucharczyk głosem pana Kleksa odstawił przecudownie pieknego amerykańskiego pastora do maksymalnie wiochowego nimieckiego bitu. Cuda po prostu i jak będzie okzaja zobaczyć The Complainer w jakims klubie na sto osób, to moze to być mocno niesamowite wydarzenie.
Co do reszty, to tak - CHDistrict, tak, jak zawsze, czyli skoro nie lubiłem go na 30 poprzednich koncertach to i tera nie polubię (ludziom sie jednak podoba); Michael Fakesch, ładny, mocno elektroniczny h-h, który doskonale rozruszał publikę (zresztą publika generalnie świadoma, po co przyszła rewelacyjnie bawiła sie przy wszystkich, wzbudzając spora radochę w artystach); no i Bonobo, które zagrąło tak, jak powinno, czyli genialnie, choć mimo godzinnych starań akustyków, pani Bajka przed dobre 15 minut nie była słyszalna, bo jej idioci nie ustawili mikrofonu. Potem już im się udało i zrobiła się czysta magia o 2 nad ranem, z obowiązkowym Nightlife, ale też z rewelacyjnie zagranymi kawałkami z Animal Magic. Jedyny zarzut, jaki można mieć, to to, że w temacie free, chłopcy rozszaleli się dopiero na bisach, bo tak grali wersje w sumie kanoniczne.
Zdecydowanie impreza udana i tylko szkoda, że kondycyjnie nie dałem rady (jestem stary, nie wchłaniam już tyle co kiedyś), w związku z czym dzień wczorajszy zrelacjonują inni koledzy, a zacznie pewnie pan Pagaj od zjechania koncertu The Complainer :)
P:)