jmarr
08.02.09, 00:36
Dobra, widzę, że kolektyw forumowy coś niemrawo zabiera się do raportowania styczniowych przesłuchań, więc zacznę. Otóż, w styczniu słuchane było:
Muse - Hullabaloo (plus parę B-sides)
co nieco z tego, co Matinee Sounds ma na swojej stronie (od dawna twierdzę, że Math and Physics Club mają przyszłość, ale, cholera, pomogłoby gdybym mógł usłyszeć więcej niż 6 piosenek)
The Monochrome Set - Black & White Minstrels (słuchane po długiej przerwie i dobre jak zawsze)
Silver Rocket - Tesla
I na tym zatrzymamy się trochę dłużej.
Nie śledzę za bardzo nowości (płyta jest z zeszłego roku) bo - ogólnie mówiąc - siedzę raczej w starociach, co zresztą chyba widać. Ale może właśnie dlatego okładka tej płyty wpadła mi w oko. Na froncie jest stylizowane zdjęcie Nikola Tesli, a tylna ma cudną czcionkę.
Chodziłem koło tej płyty jakiś czas i w końcu kupiłem ze dwa tygodnie temu. I normalnie prawie wzruszyłem się do łez - koncept album. O Tesli *wipes happy tear*.
Książeczka w środku rozkłada się w coś w rodzaju 4-o stronicowej gazety (czcionka dalej jest cudna). Każdy "artykuł" nosi tytuł kolejnej piosenki i pod zwyczajowymi informacjami, takimi jak słowa, wykonawcy itd. jest tekst o wydarzeniu, które zainspirowało piosenkę. I tak np. pierwszy "Transatlantic" mówi o tym, gdzie Tesla się urodził, streszcza jego karierę naukową do momentu, gdy Tesla zostaje zaproszony przez Edisona do Ameryki, wsiada na statek i płynie tam.
Dziewięć utworów - 9 artykułów. Ostatnia to cover "Space Oddity" Bowiego i też pasuje (a dlaczego, to poczytajcie sami).
A teraz to, co właściwie najważniejsze, czyli muzyka. Ta jakoś specjalnie nie powala, chociaż trzeba przyznać - ma swój urok. Szczególnie właśnie "Transatlantic" (smyczki, trąbka i fale), "Edison", "If" i "New Yorker". W ogóle całość ma trochę taki staroświecki posmak, który mi np. bardzo odpowiada.
Wokalnie udzielają się głównie Marsija i Makowiecki (gościu zdecydowanie mniej mnie irytuje, kiedy nie śpiewa swoich tektów). Jest też jeden utwór - "Niagara Falls" - w którym śpiewa Monika Brodka, ale mam wrażenie, że jest to najsłabsza piosenka na całej płycie. Za banalna, i muzycznie i tekstowo.
Reszta za to świetna,
"Coil" - trochę transowy, ale ocieplony trąbką (plus łuk elektryczny :D)
"Aflame" - instrumentalny trip?
"Vivekananda" - trochę leniwe i rozwleczone, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Poza tym coś mi przypomina - nie pamiętam co, ale bardzo przyjemne.
"If" - słodkie muzycznie i lirycznie ("You're the only girl that I could bear..." :-))
"New Yorker" - dla mnie bomba; być może mój ulubiony utwór na płycie. Płynnie przechodzi w "Space Oddity", który, nie powiem, jest niezły i jak na cover bardzo przyzwoity, chociaż wolę oryginał.
Wcześniej właściwie nie znałem Silver Rocket. Słyszałem (dawno) może ze dwie piosenki, ale jakoś nie zainteresowały mnie one na tyle, żeby bliżej przyjrzeć się grupie i pewnie dalej bym ich ignorował, gdyby nie ten album (ale OMG - Nikola Tesla (*is a total science geek*)).
Jednym słowem, jeśli ktoś wcześniej zastanawiał się czy warto tego słuchać, czy nie - warto.
A ja idę po biografię Tesli.