cze67 Re: a do jarocina sie ktos wybiera? n/t 10.07.09, 23:16 Chętnie bym się wybrał, na Bad Brains w szczególności, a i po to, by odwiedzić to miasto po DWÓCH DEKADACH, przypomnieć i powspominać. Ale nie dam rady niestety. pzdr. Odpowiedz Link
heinakuu Re: a do jarocina sie ktos wybiera? n/t 11.07.09, 12:09 jadę, mam karnet, ale tylko na pierwszy i trzeci dzień. głównie dla nowego materiału Editorsów. i paru tam takich innych. do zobaczenia? Odpowiedz Link
pszemcio1 Re: a do jarocina sie ktos wybiera? n/t 12.07.09, 20:44 w tym roku do Jarocina jedzie się, by zobaczyć AC, ale jak się już widziało, to sie odpuszcza z racji braku czasu i innych letnich muzycznych priorytetów Odpowiedz Link
heinakuu dzień 1. - 17.07. 18.07.09, 17:25 nie zdążyłam na Persona Non Grata ani Rockaway. a szkoda, że zdążyłam na Kumka Olik. szkoda, że lepiej wyglądają na zdjęciach, aniżeli grają na żywo. sceniczne ich image też jest letni, jak szorty. sądziłam, że stroją instrumenty a to pierwszy kawałek był... Acid Drinkers byli miłym zakwaszeniem po tak mdłym występie. wprawdzie nudzili po trzydziestej minucie, ale się przynajmniej coś działo gitarowo. potem weszli Ignite, że niby strong and hard - i było ok. się poskakało, ale znudzili się szybciej niż Drinkersi. to był dobrze zapodany klasyczny hardcore kalifornijski (nie sprzeczam się o nazwy). lider Ignite Zoli Téglás, z koszulką czerwoną i orłem polskim na piersi, jest bardziej Węgrem niż Amerykaniem (można się było dowiedzieć) i ma naprawdę przyzwoity wokal. panowie biegali po scenie i choć wyszli usatysfakcjonowani, zostawiając szczęśliwie wymiętoszoną publiczność, to nie bisowali (i dobrze). a potem weszli Happysad(zi). się działo szaleństwo. dla mnie to czas na toaletę, ale przyznam, że podygałam tu i tam, bo to był najbardziej młodzieżowo-nieinwazyjny zespół jarociński tego dnia. miło wpadało w ucho, ale się też szybko znużyło. przyznać jednak muszę, że wokalista urokliwy, bo skromny jest. no, małym kosztem (spokój i wprawa na scenie), osiągnęli jednoznaczne panowanie nad publicznością. ale ale - to wszystko nic... po pół godzinie na scenie pojawili się długo oczekiwani weterani hardcore'u Bad Brains. stałam przy barierce, prawie vis a vis sceny i... bardzo żałowałam, że nie jestem upitym, stukilowym "fanem", bo wtedy mogłabym tu i ówdzie przywalić sąsiadom, którzy zrobili takie pogo... kiedy H. R. wyszedł na scenę widownia totalnie oszalała. on hipnotyzował. stał wyprostowany, uśmiechając się i wzrokiem ogarniając tłum, i milczał. kiedy się poruszał to jakby w ślimaczym reggae rytmie. był jak demiurg. współ-stworzył niezwykłe napięcie, podtrzymywane przez pozostałych muzyków, równie opanowanych i zimnych w graniu tego obłędnego punka przeplatanego niby balladowymi kawałkami reggae'owymi. dla mnie to największa rewelacja tego wieczoru, niespodziewana, bo i moje pojęcie o ich muzyce było raczej na sucho wyczytane, a nie na własne uszy doświadczone. pogujący absolutnie stracili poczucie rzeczywistości i... przyzwoitości. szarpaniu i obijaniu nie było końca. publiczność nie chciała pozwolić Bad Brainsom zejść ze sceny. agresja słowna rozkwitła. mimo pięciominutowego skandowania. zespół na scenę nie powrócił. czas oczekiwania na Editorsów upłynął mi na siedzeniu pod bramką i zagrzewaniu miejsca. na parę minut przed występem wszystko było gotowe, światła zgasły. wygłodniała publiczność wywoływała wilka z lasu, a wilk był tuż. a kiedy już na scenie to - w czerni, sztywni, chłodni. Editorsi właśnie skończyli pracę nad trzecim albumen, który wyjdzie pod koniec września. zaczęli nowym materiałem. Bardzo intrygującym, choć idą w kierunku obieranym obecnie przez wielu, żeby wspomnieć prekursorów Portishead, a potem Franz Ferdinand i rewelacyjne The Horrors. słychać więcej syntetyzatorów niż gitar. jest dużo dużo mroczniej. jest naprawdę zimno. i naprawdę dopiero teraz ci, którzy mówili o ich Joy Divisionowskich korzeniach, mogą się cieszyć ze słuszności skojarzenia. Tom Smith w pierwszych wyśpiewanych wersach brzmiał jak Ian. w ostatnich natomiast jak człowiek, który tracił głos... niestety, zespół zszedł ze sceny po czterdziestu pięciu minutach, pozostawiając publiczność lekko otumanioną - tak bardzo zaskoczoną. zagrali swoje najdynamiczniejsze kawałki. niestety zabrakło pereł z debiutu, w tym mojego faworyta "Fall". widziałam ich w Londynie, a wiele osób pewnie i na Openerze i w Wawie, więc... tym większe nienasycenie. widownia i tak pogo-szalała, ale coś nie grało od początku. dobre oświetlenie, nagłośnienie, ale Tom jakiś zbyt odległy i niekontaktowy. Odpowiedz Link
nefil Re: dzień 1. - 17.07. 18.07.09, 17:51 widziałam ich w Londynie, a wiele osób pewnie i na Openerze i w Wawie, więc... tym większe nienasycenie. widownia i tak pogo-szalała, ale coś nie grało od początku. dobre oświetlenie, nagłośnienie, ale Tom jakiś zbyt odległy i niekontaktowy. Na Openerze `08 też zawiedli. Odegrali, co mieli odegrać i uciekli na lotnisko. Odpowiedz Link
cze67 Re: dzień 1. - 17.07. 18.07.09, 19:28 Czytając Twój opis koncertu BBrainsów ciarki miałem normalnie! Strasznie żałuję, że nie mogłem ich zobaczyć. Odpowiedz Link
cisnowiec Re: dzień 1. - 17.07. 18.07.09, 20:07 dzień 1. opisany z rockowym pazurem. Masowy odbiorca domaga się więcej! Odpowiedz Link
heinakuu Re: dzień 1. - 17.07. 18.07.09, 20:49 a ja żałuję, że dzień 2. nie zostanie przeze mnie opisany - w pracy jestem... ale może coś sklecę z relacji siostry. jutro tam wracam, więc w poniedziałek będzie dzień 3. pozdrawiam Odpowiedz Link
heinakuu dzień 3. - 19.07. 23.07.09, 12:37 (spóźnione, ale zawsze) Piotr Stelmach, Przemek Gulda, Robert Sankowski, Tomek Waśko postanowili nagrodzić laurem Rotofobię. ten warszawski indie rock brzmiał nęcąco, kiedy szłam na skróty i się zgubiłam między blaszanymi dachami garaży, i dlatego nie trafiłam przed Dużą Scenę na czas. słychać było z oddali miłe rzężenie gitar i zimnofalowy bas i trochę modnych syntetyzatorów. wszystko grało. ten wybór nie był dla mnie zaskoczeniem, bo zdaje się, że Rotofobia, jako jedna z nielicznych kapel w konkursie młodych może pochwalić się składankowymi kawałkami i jakimś medialnym istnieniem. i jedyny "nowy" zespół, który słyszałam wcześniej. (nagroda wyniosła 3 tys. zł... zachęcające?) po nich na scenę wyszli zwycięzcy publiczności, panowie z Wrocławia zatytułowani Holden Avenue. no było trochę energii, ale marnowanej, bo męcząco-odtwórczej. takie Ignite i NIN. to, co przedstawili widać odpowiadało publiczności, która dała się poprowadzić kolejnemu zespołowi... Plagiat, o którym o dziwo gazetka festiwalowa milczy, okazał się liczną kapelą z sekcją dętą i po aktorsku pretensjonalną wokalistką o chorobliwej scenicznej żywości + krzyczącej zamiast śpiewającej. (czas na poranne piwo) niestety stopień mojego znudzenia był odwrotnie proporcjonalny do reakcji publiczności (czy nie każdy myśli, że ma dobry gust? hehe) - bawiła się świetnie. a to przecież tylko dobra mieszanka Pidżamy Porno ze Łzami. no a potem to popis pozytywnie aktorski dała Maria Peszek. oczywiście nie spodziewałam się muzyki, więc się nie zawiodłam. jarocińska publiczność po dziesięciu minutach przywykania, przywykła na tyle, że brawa gęstniały. słowem: piosenki z brzydkimi (hłe hłe) słowami trafiły pod właściwy adres (hmm...). pani Peszek ma wszystko świetnie opracowane: rekwizyty ma na przykład. razi to, owszem. ale popatrzeć ciekawie. spodziewać by się można klapy kompletnej, ale kompletnej pomyłki nie było, bo jakoś to zostało tak po rockowemu opakowane. koszula postawiona, okulary a la Elvis Presley u końca (!) swej kariery – nic to a jednak sprzedało się. to co nastąpiło później się nie mieściło w głowie. sennej po awarii Marii publiczności nie chciało się chyba wchłaniać tego przepozytywnego kuriozum scenicznego: The (International) Noise Conspiracy ze Szwecji. jednolite wdzianka kamizelkowe na gołych klatach jakoś mi nie pasowały po przeczytaniu wywiadu z wokalistą - się dowiedziałam, że to band zaangażowany, lewacki wręcz. a tu Mick Jagger + Freddie Mercury i wszystkie glam-rock-gwiazdy w jednej chudej postaci Dennisa Lyxzéna, który wyskakuje do publiki i wita się i uśmiecha i... w rytmie rzuca i łapie (!) mikrofon, tarza się i turla po scenie, staje na głośnikach i wkłada rękę w spodnie - superrr. czysty rock'n'roll - nie da się tego szaleństwa nazwać inaczej. T(I)NC zeszli zadowoleni z żywości reakcji publiczności, którą zdołali trochę rozkręcić. bisów nie było i to zdaje się głównie dlatego, że nie było wiadomo jak/co skandować... (a Olaf Deriglasoff się im zza kulis przysłuchiwał) mówili, że poczuli klimat starego Jarocina, ale czy ja wiem? Tomek Lipiński i TILT powinni uczyć się od starszych (?) i mądrzejszych - jak ze sceny zejść po tych 30 już latach. mdłościom nie było końca, kiedy leciał materiał jedynie w/w, bo z zapowiadanymi niespodziankami to inaczej. Brygada Kryzys, Izrael, Moskwa, Dzieci Kapitana Klossa - miały odżyć. dla mnie odżyła tylko Moskwa po wejściu "Gumoli" i coś jakby Brygada, ale tylko dzięki Brylewskim solówkom na gitarze. koncert poświęcony został pamięci Piotra Łazarkiewicza i za wyjątkowo udany pomysł uważam wyświetlanie fragmentów "Fali" równolegle z występami poszczególnych wykonawców. to dydaktycznie i historycznie pożyteczne, nie tylko dla porównania siwizn/łysin z lokami młodości. klimat wspomnieniowy był nie do uniknięcia (choć dla mnie to bardziej klimat do dyskusji się zrobił: co się teraz dzieje z Jarocinem, a co z jego legendą etc.). tłum oszalał na Kaziku grającym Na Żywo i niestety zupełnie nie wiem dlaczego. ale to klasyk i może nie godzi się kręcić nosem? nie da się ukryć, że koncert był zdecydowanie za długi, że tam w tym Kaziku Na Żywo nic nie ma ciekawego. ciężkie walenie, ciężkie poruszanie się niemłodego Kazimierza na scenie i "dominacja” dyszanego słowa, uwaliły moje uszy i musiałam zaczerpnąć sił nad herbatą, bo zimno już było od stania w trampkach mokrych i ciężkich od błota. ale dowiedziałam się, że Kaziki jeszcze mogą, jak chcą – o. i wtedy i wteedyyyy – i nie nagle, bo po długiej przerwie i zmianie scenografii, i wietrzeniu sceny... - nastał czas nowojorskiej awangardy tak zwanej. to był bardzo zamknięty, spójny koncert, dwa lub trzy razy przerwany słowem – miłym acz suchym – do słuchacza. zbitki dwóch/trzech kawałków następowały po sobie dość szybko, bez czasu na ochłonięcie. ale czasu na chłonięcie było sporo, bo utwory Animal Collective rozwijały się w formy rozedrgane i rozgadane. po dziesięciu minutach wgapiania się z otwartą paszczą na ogromnego balona uwieszonego u „sufitu” sceny – na którym wabiły projekcie jak bajki opowiadane kolorami – dostrzegłam gościa stojącego przede mną i obijającego się o koleżeństwo. był w transie. a że zaczęli "My Girl" z najnowszego Merriweather Post Pavilion to się także zabujałam raz i dwa aż – zalewitowałam. publika reagowała coraz żywiej. panowie w koszulkach Iron Maiden albo Metallica wykruszali się, więc lgnęłam bliżej i bliżej transu tworzonego przez tych Beach Boysów psychodeli. po rozczarowaniu Editorsami – nie!.. z niedosytu Animal Collective, publiczność po prostu gromadnie oszalała i z tego to podniecenia w sposób daleko bardziej natarczywy i żywy niż na BBrains, wzywała siły ludzkie do pomocy w przywołaniu kolektywu na scenę. i wyszedł dyr. Wiraszko i poszedł za scenę i wrócił z Geologiem i powiedział zdartym głosem (też krzyczał?) - że niestety... a potem bla bla bla do za rok. do za rok. Odpowiedz Link
cisnowiec Re: dzień 3. - 19.07. 23.07.09, 17:55 Dzięki, nie zawiodłem się. Człowieku - jeździj częściej na koncerty i pisz o nich, nawet z opóźnieniem! Odpowiedz Link
z.x.c.v.b Re: dzień 1. - 17.07. 19.07.09, 16:57 > nie zdążyłam na Persona Non Grata ani Rockaway. a szkoda, że zdążyłam na > Kumka Olik. szkoda, że lepiej wyglądają na zdjęciach, aniżeli grają na > żywo. sceniczne ich image też jest letni, jak szorty. sądziłam, że stroją > instrumenty a to pierwszy kawałek był... Może post nie na temat, ale nie będę zakładał specjalnie wątku. > Kumka Olik. szkoda, że lepiej wyglądają na zdjęciach, aniżeli grają z ciekawości wugooglałem ich zdjęcia www.go-ahead.pl/images/upload/kumka%20olik.jpg Chłopaki ubrane spontanicznie jak Tokio Hotel :D Nie znam ich zupełnie, ale proszę mi dać zgadnąć ich profesje: Pierwszy i drugi to gitarzysta i basista, obaj widoczni na scenie, więc muszą się czymś wyróżniać, jeden elegantszy niż Beatles, a drugi to luzak większy niż Joe Strummer. Trzeci to wokalista, chłopięca aparycja, w sam raz do kochania przez fanki, lekko niedbały, zupełnie niechcący wylazła mu spod koszulki klamra od paska. No a czwarty, to perkusista. i tak go nie widać zza bębnów to mu wystarczą długie pióra i skóra i jak? trafiłem z podziałem ról? Jeszcze raz przepraszam, że nie na temat ale ja nie znoszę sztuczności Odpowiedz Link
pytajnick Re: a do jarocina sie ktos wybiera? n/t 20.07.09, 10:13 Zajrzałem do Wyborczej w poszukiwaniu relacji pod kątem AC. Relacja jest, na 2/3 strony, a w niej zdanie: "Festiwal zakończył koncert Animal Collective". Czyli że się odbył. Odpowiedz Link
golek Re: a do jarocina sie ktos wybiera? n/t 21.07.09, 13:07 bo artykul pisany byl pewnie w niedziele rano na kolanie ;-) dobra,czytam forum od poczatku, moze bym w koncu cos napisal... dzien pierwszy 1. kumka olik z racji wyrobionej opini o ww zespole czas spedzilem w oczekiwaniu na wejscie, ale przyznac musze ze fajnie sie zrobilo na chwile gdy w polowie koncertu na scene dorosli zastąpili dzieciaków i jako Malarze i Żołnierze odegrali Po prostu pastelowe 2, Acid Drinkers Zagrali bardzo wcześnie bo od 18-tej w ostro palącym słońcu. Koncert na pełnym luzie, zagrany z radością. Przyjęcie doskonałe - był bis / co jak sie okazało było ogromna rzadkościa na festiwalu / - fantastycznie zagrany Proud Mary i na koniec Always look on... ale w wersji oryginalnej, bo posłużył zespołowi jako skuteczny sposób by zejść ze sceny 3. Ignite ot, typowy zespol z kaliforni grający punk/hard core. Bardzo rzetelnie zagrane z widoczna ochotą do gry. Wokalista duzo usiłował mówić po polsku,ale jak sie okazało pożniej - to Węgier był ;-) ciekawostka - cover sunday bloody sunday. bisów nie zanotowano 4. Happysad z Happysad jest jak z dr Jeckylem i Mr. Hyde. Czyli jest coś co może się podobać, ale także wiele rzeczy które skutecznie zniechęcają. Z ostatniego koncertu, tak ze dwa lata temu wyszedlem nie mogąć znieśc pisku gimnazjalistek. ;-) I kiedy zapowiedziano Happysad ze sceny nagle taki pisk sie rozległ, co wprawilo mnie z pewne zdumienie, bo wydawało mi sie, że wcześniej tych młodych dziewczat nie widziałem. O dziwo nie poleciały żadne worki z czymstam / ale pluszowych misków na scenie tez nie zauważylem ;-D/ Na czas koncertu nastapila prawie całkowita wymiana publiczności./ jedni pod scene, drudzy na browar i kiełbaski/ Widać było ze zespol wyszedl na scene zestresowany, ale szybko okazało sie oto koncert jak jeden z wielu, bez sensacji i rewelacji ;-). Bis byl. 5, bad Brains I znów wymiana publiki. A koncert? Ech.. Muzycznie rewelacja, wokalista owszem, świetnie sie prezentowal, ale głos to chyba zostawil w hotelu albo w domu. NIestety nie dalo sie za bardzo słyszeć co i jak spiewa, bardziej dobiegały mnie śpiewy wiernych fanow spod sceny. Duży niedosyt. / ale muzycznie doprawdy swietnie/ bez bisa / mimo próśb i gróźb/ 6. Editors Po pierwszych 2-3 utworach skłonny byłem uwierzyć, że jestem na najlepszym koncercie tego festiwalu. Niestety z czasem wszystko zaczęło sie zlewać / naprawde, połowa utworów bramiala podobnie/ i zaczeło przeszkadzac jakies nastawienie muzyków, by wejśc, coś tam zagrać bez jakis emocji i zaangażowania i ulotnić sie na koniec. Pachniało odrabianiem pańszczyzny i koniec okazał sie bardzo szybki, wokalista tłumaczył sie problemami z głosem i po 40 minutach zespoł czmychnął ze sceny zostawiając lekko zdezorientowanych słuchaczy. dzien drugi 1. Czesław Śpiewa dobry koncert, świetnie przyjęty przez publiczność, niestety krótki, bo cos koło 35 minut. z ciekawostek - wyśpiewana Lola Janerki. No i przyszła burza i dość intensywny deszcz. Padało zasadniczo do rana. W ogóle w kwestii bisów to mam wrażenie że takowe zależały od pozwolenia "Szanownego" Kierownictwa Festiwalu. Bo czas, opźnienia, program.... 2. Automatic No starali sie chlopaki, ale słabiutko i płasko to jakoś wyszło. Ot, wyszli i zagrali. 3. Myslovitz Tłumy pod scena, świetny koncert i równie dobra setlista. Długość... odśpiewana niemal w 100% przez publikę. Sympatyczne. Bez bisa, mimo ogromnego aplauzu. 4. Armia Wybaczyć proszę, ale musiałem pójść do namiotu nieco sie przebrac i zagrzać. 5. New Model Army Jako, że to jeden z moich ulubionych zespołów może być nieobiektywnie. Koncert dobry, choc widziałem lepsze. Zwracał uwagę dobór utworów. Sporo staroci z lat 80 i 90tych. i 51 state odśpiewany przez Tomka Budzyńskiego. Po koncercie dłuuugie skandowanie i prośba o bis, niestety zapowiedziano kolejny zespół 6 I AM X ... ... i rozległ się znajomy pisk dziewczęcy. Dało mi to na tyle do myslenia że uwakułowałem sie do namiotu Dzień trzeci 1.Maria Peszek Czytałem opinie, o watpliwościach zwiazanych czy aby Peszek do jarocina pasuje. Udowodniła że pasuje i to fantastycznie. Publiki było duzo i bardzo sie podobało. Aplauz i bis. Z ciekawostek: własna wersja Meluzyny z Pana Kleksa 2. International Noise Conspiracy Njawieksze zaskoczenie muzyczne na plus festiwalu. Bardzo dobry, żywiołowy koncert. Ja miałem skojarzenia z przełomem lat 60.70 i Rolling Stones. i widać było zaangażowanie zespołu i energie. Fajne. 3.Tilt Cóż... ten, kto układał program był niespełna rozumu. 30 lecie zespołu Tilt wraz z gromadą zaproszonych gości miało trwać 70 minut. Wiec, na poczatek kilka szybkich Tiltowych / CzadKomandowych.../ utworów. Potem zaczęli się goście. Idea była taka, by pokazać wykonawców i piosenki z filmu Fala. Wiec pojawił się Paweł Gumola / Moskwa- Światła atomowe i Powietrza/, Olaf Deriglasoff / Dzieci Kapitana Klossa - Pieśń o bohaterze/, Izrael / Brylewski, Maleo i Kelner - See I&I / ale czemu akturat to?/ . Potem jeszcze pojawił sie Gogo Szulc /Boski wiatr/ Potem było kilka starszych utworów z drugiej połowy lat 80tych / Runąl już ostatn i mur, Mówię ci, że, Rzeka miłości, morze radosci, ocean szczescia/. Na koniec wyszedł jeszcze raz Brylewski i wykonali ponad 10 min Centralę. i tyle. Czas minął. i tak oto na jubileuszowym koncercie Tiltu nie usłyszeliśmy chociażby Nie wierzę politykom czy Jeszcze będzie przepięknie. Szkoda. bisów brak 4. Kazik Na Żywo To chyba był najbardziej wyczekiwany koncert festiwalu. Podobalo sie choc nie zachwycało. Ale to pewnie moja wina ;-) Ludziom się podobało. Było juz po północy, Animal Collective mieli wg planu godzine sie instalować, wieć mając w perspektywie pobudke o 6 rano... Wiec nie wypowiem jak wypadli, w każdym razie spać nie przeszkadzali ;-) z rzeczy ogolnych na plus: brak kolejki przy rejestracji na pole namiotowe / dwa lata temu bylo tego na dwie godziny / na minus: chmara fotografow zasłaniających scene - doliczyłem sie do pietnastego i dalej juz mi sie liczyc nie chciało - przed scena byl taki specjalny podest i kiedy ta cała banda tam staneła, widać było tylko głowy wykonawców. reasumując: jarocin chyba juz calkowicie wyzbyl sie mitu pankowego festiwalu, co pewnie bylo głównym zalożeniem Kierownictwa. Jeszcze dwa lata temu na koncercie Pogodno w strone Budynia leciały woreczki z piaskiem, a teraz Happysad zagral i nic sie nie stalo ot, i tyle. Odpowiedz Link
heinakuu Re: a do jarocina sie ktos wybiera? n/t 23.07.09, 13:04 1. o dniu 3. piszę wyżej 2. warto i tu ogłosić dobrą nowinę www.go-ahead.pl/pl/koncerty,koncert,180,Poznan-Blue-Note.html 7 października w poznańskim Blue Note zagrają The Drones Odpowiedz Link
moore_ash Re: a do jarocina sie ktos wybiera? n/t 24.07.09, 17:45 to teraz juz troche na spokojniej. wydaje mis sie, ze bylo mniej ludzi niz podczas dwoch poprzednich edycji. Organizatorzy spodziewali sie wiecej, pole namiotowe rozciagnieto wiec o spory kawalek, zagradzajac teren, ktory w latach poprzednich byl miejscem, gdzie mozna bylo wywalic sie kocyku z browarem i posluchac malej sceny. za to mala scena w tym roku umieszczona na autobusie, kapele wnoszace sprzet po stromych schodach na ten autobus, zenada. glosowalem na wilson square chociaz Artybishops bardzo mi sie podobalo. duza scena. w pierwszy dzien piekielny ukrop dal mi sie we znaki, w zwiazku z czym wiekszosc tego dnia przelazilem po polu koncertowym z karimata szukajac odrobiny cienia i kimajac podczas koncertow. zdecydowanie bez wiekszych emocji. acid drinkers zagrali przyjemnie ale nie jakos powalajaco, Ignite tez tak jak dla mnie kapela do piwa i kielbaski, aczkolwiek calkiem pozytywny i energetyczny koncert. Bad brains mnie zawiodl, moze sie nastawilem na zywa legende i bog wie co i troche sie rozczarowalem, trudno. Editorsow pzrespalem, chociaz pierwsze dwa numery bardzo mi sie podobaly:) (prosze mnie nie wyzywac od ignorantow:P) dzien 2: czeslaw, zajebisty koncert, ale ja mam jakis sentyment do jego zachowania sie na scenie, poczucia humoru i ogolnego jestestwa. Automatic ominalem, myslovitz niby wszystko ok, ale jakos mnie irytuje jak kapela z takim stazem nie wchodzi rowno w jakistam numer. ale moze sie uprzedzilem kiedys do nich, nei wiem. koncert wieczoru i koncert festiwalu dla mnie: Armia. fakt, ze znalem tylko Aquire, reszty w ogole, ale koncert zgrany, mocny, bez zadnego potkniecia z numerami plynnie przechodzacymi jeden w drugi, dopracowany i zapiety na ostatni guzik. troche sie zawiodlem nei slyszac np niezwyciezonego, ale i tak ciary mimo tego, ze bylem juz caly mokry bo pogoda zdecydowanie inna niz w pierswszy dzien. w zwiazku z przemoczeniem po armii udalismy sie do namiotu. niedziela: plagiat: fajny skapunkowy klimat. na codzien nie moglbym zbyt dlugo tego sluchac, ale w takim miejscu, w sloncu i z browarem fajnie sie czasem pobujac przy tego typu dzwiekach. peszek, o ile w radio mnie irytuje o tyle tutaj bardzo mi sie koncert podobal, zwlaszcza jezeli chodzi o sfere muzyczna. T(I)NC tez bez zachwytu, chociaz dzwieki ok. TILT. koncert na ktory w sumie czekalem i wszystko byloby ok gdyby nie historie co czwarty numer jak to "20 lat temu poszlismy po wino bo pani w GSie dawala od tylu" jak dla mnie bzdurny pomysl, co sie czlowiek jakos muzykarozbujal to ochlonal podczas wspominek. bez sensu. fajnie bylo uslyszec ballade o bohaterze spiewana przez olafa np czy see I&I (tez nie wiem dlaczego akurat ten numer) ale ogolnie tez mnie jakos zbytnio nie porwal ten koncert. Kaziora widzialem tylko do polowy, bo musialem jechac i bardzo mi sie ta polowa podobala:) a potem juz tylko powrot, stluczka, lawet, policja i spoznienie do pracy:PPP pozdr. tb Odpowiedz Link
moore_ash Re: a do jarocina sie ktos wybiera? ps 24.07.09, 17:49 i jeszcze zapomnialem dodac, ze jakis pojeb wymysla zeby w osotni dzien, dgzei wiadomo, ze sporo ludzi musi pojechac do roboty organizowac koncerty do 2 w nocy a we wczesniejsze dni do 1... pzdr tb Odpowiedz Link