swojeanioly
23.06.11, 21:05
witajcie.
Nie mam komu się wygadać, jestem okropnie przybita i muszę to z siebie wyrzucić...
Rok temu. 28 czerwca. test ciażowy. dwie kreski. szok. krople potu spływają mi po skroni. narzeczony siedzi w kuchni i czeka. patrzymy na siebie z przerażeniem. on całuje brzuch, cieszy się. Ja nagle nie wiedząc czemu biegnę do toalety i wymiotuję...ze strachu. Nie planowaliśmy tego.
Krótka kalkulacja: ja jestem po czwartym roku studiów, dopiero rozpoczełam pracę na umowe zlecenie. narzeczony dopiero co wyleczyl sie z depresji, nie pracuje, konczy pierwszy rok studiow. Reasumujac, mimo jego zapewnien na pewno nie bedzie w stanie utrzymac mnie i dziecka...
rodzina doradza aborcje(mama, brat). przyszla tesciowa pozostawia wolna reke. matka nalga na aborcje, siostra przekonuje ze nie damy rady, moj partner placze ze chce tego dziecka, ze musze w niego uwierzyc, ze on da rade.
ja nie wierze.... kalkuluje chlodno...nie damy rady. ani mieszkania, on nie ma pracy, ja zadnych swiadczen. zamawiam mifepristol, mizoprostol. 5tydzien ciazy 3 dzien. lykam. nie boli. dostaje krwawienia. on jest ciagle przy mnie...
mija rok... mam ogormny zal do matki, do rodziny, ze nikt z nich nie powiedzial, ze moze nam sie udac, nikt nie dal cienia nadziei, kazdy doradzal aborcje. ja skonczylam studia, mam prace na umowe o prace, moj facet konczy drugi rok studiow, zaraz zaczyna pracę... a ja? ja płaczę, szczegolnie teraz gdy mojemu bratu urodził się syn... gdy widze, jak wszscy sie ciesza...Naszemu dziecku nikt nie dawal szans, ja jako matka zdradzilam je, zabilam je..!!!!!!!!
jednej nocy gdy matka umowila mnie na zabieg, narzeczony zabral mnie stamtad, powiedzial ze zabrania, ze nie pozwala, wtedy gladzilam swoj brzuch, mowilam do mojej coreczki, ze jej nie skrzywdze....a jednak zabilam ja...
tyle razy prosilam ja o wybaczenie, chyba wariuje....kupuje jej ubranka...male sweterki, piekne body, rozmawiam z nią w myslach. od czasu narodzin dziecka brata placze caly czas... nie wiem co sie ze mna dzieje..
nasz zwiazek sie sypie... za rok bierzemy slub. dzis wykrzyczalam partnerowi, ze to wszystko jego wina, ze nie byl w stanie zapewnic dziecku bytu, ze jak moglam mu ufac, skoro tyle razy juz mnie zawiodl...
oddalamy sie od siebie...
dziewczyny....musialam sie wygadac.....tesknie za moją córeczką...to byłaby córeczka