Dodaj do ulubionych

rok po aborcji

23.06.11, 21:05
witajcie.

Nie mam komu się wygadać, jestem okropnie przybita i muszę to z siebie wyrzucić...

Rok temu. 28 czerwca. test ciażowy. dwie kreski. szok. krople potu spływają mi po skroni. narzeczony siedzi w kuchni i czeka. patrzymy na siebie z przerażeniem. on całuje brzuch, cieszy się. Ja nagle nie wiedząc czemu biegnę do toalety i wymiotuję...ze strachu. Nie planowaliśmy tego.
Krótka kalkulacja: ja jestem po czwartym roku studiów, dopiero rozpoczełam pracę na umowe zlecenie. narzeczony dopiero co wyleczyl sie z depresji, nie pracuje, konczy pierwszy rok studiow. Reasumujac, mimo jego zapewnien na pewno nie bedzie w stanie utrzymac mnie i dziecka...

rodzina doradza aborcje(mama, brat). przyszla tesciowa pozostawia wolna reke. matka nalga na aborcje, siostra przekonuje ze nie damy rady, moj partner placze ze chce tego dziecka, ze musze w niego uwierzyc, ze on da rade.

ja nie wierze.... kalkuluje chlodno...nie damy rady. ani mieszkania, on nie ma pracy, ja zadnych swiadczen. zamawiam mifepristol, mizoprostol. 5tydzien ciazy 3 dzien. lykam. nie boli. dostaje krwawienia. on jest ciagle przy mnie...

mija rok... mam ogormny zal do matki, do rodziny, ze nikt z nich nie powiedzial, ze moze nam sie udac, nikt nie dal cienia nadziei, kazdy doradzal aborcje. ja skonczylam studia, mam prace na umowe o prace, moj facet konczy drugi rok studiow, zaraz zaczyna pracę... a ja? ja płaczę, szczegolnie teraz gdy mojemu bratu urodził się syn... gdy widze, jak wszscy sie ciesza...Naszemu dziecku nikt nie dawal szans, ja jako matka zdradzilam je, zabilam je..!!!!!!!!
jednej nocy gdy matka umowila mnie na zabieg, narzeczony zabral mnie stamtad, powiedzial ze zabrania, ze nie pozwala, wtedy gladzilam swoj brzuch, mowilam do mojej coreczki, ze jej nie skrzywdze....a jednak zabilam ja...

tyle razy prosilam ja o wybaczenie, chyba wariuje....kupuje jej ubranka...male sweterki, piekne body, rozmawiam z nią w myslach. od czasu narodzin dziecka brata placze caly czas... nie wiem co sie ze mna dzieje..

nasz zwiazek sie sypie... za rok bierzemy slub. dzis wykrzyczalam partnerowi, ze to wszystko jego wina, ze nie byl w stanie zapewnic dziecku bytu, ze jak moglam mu ufac, skoro tyle razy juz mnie zawiodl...

oddalamy sie od siebie...

dziewczyny....musialam sie wygadac.....tesknie za moją córeczką...to byłaby córeczka
Obserwuj wątek
    • 3aleale Re: rok po aborcji 23.06.11, 22:26
      mija rok... mam ogormny zal do matki, do rodziny, ze nikt z nich nie powiedzial, ze moze nam sie udac, nikt nie dal cienia nadziei, kazdy doradzal aborcje.

      czuje tak samo, staram się myśleć że tak mialo być, że to było po coś, teraz nie widzę w tym sensu ale może kiedyś zobaczę, nie jesteś sama, mnie również pokierował tak mój strach, przerażenie, głupota, ale i los
    • 3aleale Re: rok po aborcji 23.06.11, 22:29
      u mnie też była by to córeczka. tak myślę. śniła mi się przez pół roku przed tą sytuacją, ale nigdy nie wierzyłam w sny niestety i nie wyciągnęłam wniosków kiedy był jeszcze czas sad
      • swojeanioly Re: rok po aborcji 23.06.11, 23:08
        Czy ten bol? czy t uczucie ogromnej pustki w sercu kiedys minie? to nie jest tak, ze chodze ciagle smutna , przygnebiona... wrecz przeciwnie, znajomi maja mnie za dusze towarzystwa....a kiedy przychodzi wieczor, kiedy nikt nie widzi,....wtedy moge byc sobą i łzy płyną, płyną tak jak teraz... a czy Twoja rodzina wiedziala? co z partnerem? dlaczego podjełaś taką decyzję?

        ... czasem gdy myślę o niej, zalewa mnie niewyobrażalna fala ciepła...tak jakby była tuż obok...
        • 0oo.oo0 Re: rok po aborcji 23.06.11, 23:59
          Pomyśl też, ze kierowały Tobą już zmiany hormonów, nie czułaś bezpieczeństwa, które jest wtedy tak bardzo potrzebne i nowa rola Cię przeraziła...
          Nie obwiniaj chłopaka, sama napisałaś, że on chciał tego dziecka i próbował Cię przekonać, ale jest facetem, nie chciał z Tobą walczyć i nie był wystarczająco silny. Rozmawiałaś z nim o tym, o Waszych odczuciach po roku czasu? Lepiej wszystko wyjaśnić przed ślubem, popłakać razem we dwójkę.
          Ja dopiero będę rodzić. Miałam już usunąć, umówiłam się nawet na zabieg, chłopak to popierał, ale nie dałabym rady i zrezygnowałam. Niby jest ok, ale nadal nie mam pewności, że po urodzeniu nie usłyszę, że to ja chciałam tego dziecka, że jest moje, a nie nasze.
          • alfaroma Re: rok po aborcji 24.06.11, 00:41
            Nie wiem po co to pisze, ale napisze, bo wiele osób z tego nie zdaje sobie sprawy.

            Największy i bardzo uzasadniony zal jest wtedy, gdy rodzina, bliscy.. cieszą się z narodzin i n n e g o dziecka, a komuś innemu te narodziny odradzali. Twój brat mógł mieć dzidziusia, bo.. jest pewnie starszy, mądrzejszy, w tym "właściwym" czasie, a ty nie masz go, bo nie weszłaś jeszcze w odpowiednia fazę życia i było "nie po kolei". I tak - tobie można było odebrać dziecko, a jemu nie. Więcej: on sam cie przekonywał, podczas gdy sam by tego SOBIE nie zrobił. Kur..two, prawda..

            Moje dziecko tez się nie urodziło. Ale dziecko mojego brata się urodziło: upośledzone.
            I kto z nim jeździ na rehabilitacje? Kto go niańczy, kto zachwala jego postępy?
            Wszyscy, którzy odmówili prawa do życia mojemu dziecku.

        • alfaroma Re: rok po aborcji 24.06.11, 00:48
          swojeanioly napisała:

          > Czy ten bol? czy t uczucie ogromnej pustki w sercu kiedys minie? to nie jest ta
          > k, ze chodze ciagle smutna , przygnebiona... wrecz przeciwnie, znajomi maja mni
          > e za dusze towarzystwa....a kiedy przychodzi wieczor, kiedy nikt nie widzi,....
          > wtedy moge byc sobą i łzy płyną, płyną tak jak teraz... a czy Twoja rodzina wie
          > dziala? co z partnerem? dlaczego podjełaś taką decyzję?
          >
          > ... czasem gdy myślę o niej, zalewa mnie niewyobrażalna fala ciepła...tak jakby
          > była tuż obok...


          nie, bo jesteś czloweikiem, a takie uczucia sa ludzkie.
          • mama.rozy Re: rok po aborcji 24.06.11, 07:54
            kochana
            daj jej imię
            jak się nie boisz-idź na jakikolowiek cmentarz i znajdź zaniedbany,dziecięcy grób.i zadbaj o niego.
            wielu matkom,które nie mają pochowanych dzieci,bardzo to pomaga...
            przede wszystkim dlatego,że mają wtedy dowód,że jest po kim płakac...
            trochę nieracjonalne,ale warto
            czy chciałabyś rozmowy z psychologiem?możemy pomóc znaleźc gdzieś u Ciebie w pobliżu
            inna sprawa-na chwilę spróbuj usiąśc z ojcem dziecka i powiedziec mu,co się dzieje.to tylko facet-z całym szacunkiem.on nie wie,dlaczego go odpychasz,tym bardziej,że macie wziąc ślub...w sumie to Wam obojgu przydałaby się rozmowa z kimś-psychologiem,księdzem?pomyślcie,może damy radę coś znaleźc.Wasz związek wcale nie musi upaśc.
            A reszta rodziny...
            niestety,tak już jest,że ci,którzy tak bardzo namawiają do aborcji,po wszystkim uważają sprawę za zamkniętą.i w momencie,kiedy kobieta zaczyna przeżywac poaborcyjne piekło,oni uznają,że zwariowała.i nie potrafią tego przełozyc na nowonarodzone dziecko innego członka rodziny.
            musisz przeżyc żałobę po dziecku,to pierwszy krok
            ja zawsze polecam tę stronę
            www.dlaczego.org.pl/d/
            wiem,że pomaga
            ściskam mocno
            dobrze,że tu weszłaś
          • margaretka248 Re: rok po aborcji 24.06.11, 15:16
            Aborcja niesie ze sobą ogromne skutki psychiczne. Myśle, że mogłabyś podjąć duchową adopcje za swoje dzieciątka, trwa ona 9 miesięcy. Wystarczy, że codziennie będziesz odmawiać sobie "Pod Twoją obronę" , idź także do spowiedzi - to jest najlepsze lekarstwo na zdrwoeienie ze skutków aborcji , noi ważna jest także terapia. W Rybniku jest P. Andzrej Winkler- on prowadzi psychoterapie dla kobiet, która są podokonaniu aborcji. Jak będziesz zainteresowana to postaram ci się załatwić adres i kontakt do niego.
            Napisz z jakiej miejscowości pochodzisz może ci będę mogła polecić - zaufanego.
            Głowa do góry. Pytasz czy kiedyś zapomnisz? (tak jak nie da się zapomnieć krzywdy, jaką się doznało) tego nie da się zapomnieć, ale da się wyleczyć rany i uśmierzyć sumienie przez pojednainie z Panem Bogiem.
            Powodzenia.
            • swojeanioly Re: rok po aborcji 24.06.11, 19:24
              Bardzo dziękuję Wam dziewczyny za te wszystkie słowa otuchy... bardzo wiele znaczą one dla mnie zwłaszcza, że na innych forach mogę uslyszeć tylko i wyłączanie że jestem "pozbawioną serca suką-morderycznią"... Najgorsze w tym wszytskim jest to, że ja zawsze baaardzo kochała dzieci, dzieciaki lgną do mnie, mam z nimi świetny kontakt, wiele osób mówiło mi że powinnam pracować zawodowo z dziećmi... Miałam nawet przebłysk takiej myśli, żeby zatrudnić się jako wolontariusz w domu dziecka....w domu małego dziecka. Wiem,że nie odpokutuję tego co zrobiłam przed samą sobą. wiem, że zawsze już będę o sobie myślała jak o tej, która zabiła własne dziecko... Rozmawiam z nią często przed snem, najczęściej proszę o wybaczenie....
              Wiecie co jest jeszcze problemem? Od około siedmiu lat nie chodzę do kościoła, nie uczestniczę w żaden sposób w życiu religijnym. Moja rodzina nigdy nie była specjalnie wierząca...ale pamiętam, że kilka razy w życiu zdarzyło mi się iść do pustego kościoła i tam siedzieć, rozmyślać, płakać....to przynosiło ulgę... Zawsze wydawało mi się to takie fajne, że nie przynależę do żadnej organizacji religijnej, że sama mam w ryzach swoje życie i decyzje. I co? I zgubiło mnie to. Bo gdybym trzymała się zasad kościoła nigdy przez myśl aborcja by mi nie przeszła. A nawet gdyby przeszła, to i tak nie zrobiłabym tego chociażby ze strachu przed Bogiem. A tak? Żadnych odgórnych zasad, przekonanie o własnym kręgosłupie moralnym, który nie sprawdził się. Bo nikt mi nie powie, że aborcja to dobra decyzja...

              Pogubilam się w tym wszytskim, nie wiem już w co wierzę, nie wem czy nie za daleko odeszłam od zasad kościoła by teraz wrócić... nie wiem czy ktokolwiek dałby mi rozgrzeszenie.

              Przykład mojej koleżanki. Ona zaszła w ciążę mniej więcej w tym czasie gdy ja. Ona praktująca katoliczka- absolutnie aborcji nie brała pod uwagę. Nie skończyła studiów, narzeczony nie miał pracy. A teraz? Ich synek ma pół roku, ona wróciła na studia zaoczne, on ma fajną pracę, mieszkają u rodziców, ale odkładają pieniądze na remont mieszkania.

              Mnie zgubił brak kręgosłupa moralnego. Wiedziałam, że postępuję źle, no ale przecież byłam taka "niezależna, wolna" sad(... Pozatym moja mama jak się okazuje miała kiedyś aborcję... moja przyszła tesciowa tez. I zadna z nich tego nie przezywa... Oczekują ode mnie, że wezmę się w garść, zapomnę..

              a jedyne czego ja chcę, jedyne czego pragnę to wierzyć w to, że wróci do mnie moja córka w ciele przyszłego dziecka. I nie wiem czy jestem gotowa na wiadomość, że zabiłam ją bezpowrotnie. że nigdy nie poznam jej... trzymam się tak kurczowo tej nierealnej wizji reinkarnacji, jakże niezgodnej z wizją kościoła...

              jestem z wielkopolski
              • wiesia140 Re: rok po aborcji 24.06.11, 20:14
                pogubiłaś się i musisz to sobie powrotem poukładać, warto odnowić i uporządkować relację z Bogiem , tobie to dużo pomoże, sporo pracy przed tobą

                może warto zacząć od tego jeśli chcesz www.lichen.pl/pl/152/odnalezc_sens_zycia
              • iktoto Re: rok po aborcji 25.06.11, 07:54
                zabiłaś Jej ciało, ale dusza żyje.
                jestem katoliczką, też jestem po aborcji.
                nie wierzę, że dusza mojej corki gdzieś zawędrowała do innego ciała. mam wiele dowodów na to, że jest obok mnie, że jest dużą dziewczyną i że mi przebaczyła.

                nigdy nie jesteś zbyt daleko od kościoła aby tam wrócić, może to najlepszy czas na powrót?

                nie myśl, że Ona wróci w innym dziecku, to dziecko jest jedyne, kolejne będzie następnym, nie warto aby następne było lekarstwem na poprzednie. Ona nie musi wracać, bo jest. obok. Myśl o Niej z miłością a będzie dobrze.

                stanięcie w prawdzie wyzwala chociaż jest trudne.

                monika
    • wiesia140 Re: psycholog 24.06.11, 20:26
      dla ciebie , to też by cię dodatkowo wspomogło


      Ośrodek Pomocy Psychologicznej SPCh Poznań,
      Ośrodek Pomocy Psychologicznej - Poznań, ul. Konarskiego 6/2 (przy rondzie Śródka), informacja i zapisy: pon. – pt. 10.00-12.00 i 16.00-18.00, tel. 061-877 42 11

      w poniedziałek , lub wtorek postaram się tam zadzwonić i dowiedzieć się o kogoś konkretnego.
      • mama.rozy Re: psycholog 24.06.11, 21:12
        możesz jak w dym iśc do Dominikanów w Poznaniu na Kościuszki.
        podejdź jak będzie Msza do konfesjonału i spytaj,czy możesz się umówic na indywidualną rozmowę
        jak chcesz,mogę się zorientowac,kto tam jest i ewentualnie kogoś polecic

        a co de teściowej i mamy-najbardziej walczą o aborcję te,które,które mają coś na sumieniu.żeby zagłuszyc siebie...
        moze przez to,że namawiały Ciebie,próbowały się usprawiedliwic,rozgrzeszyc(bo nie one jedne)...tylko Bóg to wie
        pamiętaj,że masz swojego małego anioła w niebie,wykorzystaj to
        jeszcze Ci dziewczyny ni epoleciły-wejdź na zamkniete forum Blizna,tam sobie spokojnie popłaczesz
        uściski
        • 0oo.oo0 Re: psycholog 24.06.11, 21:18
          Mi się wydaje, ze dobrze byłoby wypełnić tą pustkę, jakieś symboliczne miejsce znaleźć i tam rozmawiać z dzieckiem, nie w myślach tylko na głos i tylko w tym miejscu, zeby to była taka Twoja świątynia. Twoja i dziecka.
        • swojeanioly Re: psycholog 24.06.11, 21:18
          Dziękuję Wam za wszytskie namiary, gdy tylko będę mogła pojadę do Poznania... i coś w tym jest... najbardziej na aborcję namawiają chyba te, które same jej dokonały i chcą zagłuszyć głos sumienia...Czy naprawdę w pokoleniu mojej mamy, cioci, teściowej (mają ok 50-60 lat) aborcje były na porządku dziennym? Od tamtego czasu odsunęłam się od rodziny, zdecydowanie rzadziej wracam do "domu", który od tamtego czasu kojarzy mi się tylko z tamtymi przezyciami... to tam namawiano mnie, tam wyprano mózg... Boże jeśli kiedykolwiek będę mieć córkę, nigdy nie zostawię jej samej w takiej chwili, nigdy nie powiem jej że ma usunąć, zapewnię ją że cokolwiek postanowi, będę ją wspierać. Nie wierzę, że jakakolwiek kobieta czując, że ma wsparcie zdecyduje się na aborcję...

          A co do dominikanów... Jak oni reagują na kobiety z takim bagażem? Przeciez ja nawet nie pamiętam, co się mówi u spowiedzi...
          • swojeanioly Re: psycholog 24.06.11, 21:21
            ooOOO---> Jak miewa się Twoje maleństwo? Kiedy poród? Jak się czujesz? Może czegoś Ci potrzeba? Jak partner? Dajecie sobie radę? No i jak jest między Wami?
            • nowako-wa Re: psycholog 24.06.11, 21:44
              Powrót na łono kościoła - tego PRAWDZIWEGO-jest jak najbardziej możliwy, wręcz wskazany i idealny jako terapia i uwolnienie od błędnych decyzji...
              Chyba pamiętasz ,że Jezus powiedział ,że nie zdrowi lecz chorzy potrzebują lekarza....upadłaś -uznaj to, pojednaj sie z Bogiem i mądrzejsza o to doświadczenie buduj lepszą przyszłość - nie powtarzaj rodzinnych chorych schematów....a że to możliwe?
              Ja z pseudokatoliczki stałam się chrześcijanką z krwi i kości a wiara nadaje mi sens życiu i daje siłę ....między innymi do wychowywania rocznej córeczki smile
              • mama.rozy spowiedź 24.06.11, 21:51
                juz piszę do znajomego,kogo może mi polecic
                jak oni to znoszą-ciężko
                ale taki ich los
                idziesz i mówisz,po co idziesz
                formułki niepotrzebne
                chusteczki-owszem
            • 0oo.oo0 Re: psycholog 26.06.11, 21:03
              Do lekarza idę we wtorek, wiec wtedy się dowiem dokładnie, ale raczej wszystko dobrze. U mnie jest to niefajnie, ze chłopak pracuje w Austrii na stałe, właśnie był na weekend, a że ja studiuje, to przez pierwszy rok muszę być z dzieckiem sama sad Termin mam na koniec listopada. A między nami raczej dobrze, chociaż mam trochę wyrzuty, że on musi dorosnąć do roli ojca tak szybko, bo ja o tym zdecydowałam. Szkoda mi go. A ja się boję, jak sobie dam radę z dzieckiem i dziennymi studiami na raz.
    • nienienie_85 Re: rok po aborcji 25.06.11, 17:56
      u mnie w dzień ojca minął miesiąc, bardzo szybko dopadł mnie syndrom, ba! miałam doła już tydzień przed. U mnie historia wyglądała zupełnie inaczej. O pozytywnym wyniku testu wiedziały 3 osoby: ja, koleżanka i "tatuś". Tatuś od początku, że nie urodzę tego dziecka, żebym usunęła, że to dla nas, żebyśmy byli razem szczęśliwi i takie tam. Koleżanka też radziła tabletki, bo to tylko płód a ja mam życie przed sobą. Ja pierwsza i jedyna byłam przeciwna. Krzyczałam, że urodzę i już! modliłam się o to, żeby on pokochal moje dziecko. Przepraszałam je i błagałam, żeby wybaczył "tatusiowi". Więc dlaczego to zrobiłam? jak wygląda moje życie miesiąc po? jestem rozchwiana emocjonalnie, mój facet jest starszy 19 lat i ma córkę (4 lata młodszą ode mną) w kłótniach się pytam dlaczego ona mogła i może żyć, a moje dziecko i ja nie byłam tego warta. On żałuje, też tęskni za tym dzieckiem, chodzimy na cmentarz, stawiamy światełka, co z tego? Ja nie umiem z tym żyć, nie chcę... ale też mam swoje obowiązki, opiekuję się babcią, zarabiam i daje pieniądze mamie.. z jednej strony chcę się zabić z drugiej egoizmem własnym skrzywdzę kolejne osoby... Śni mi się chłopiec, więc pewnie miałabym mieć synka (nazwałam go Franciszek), rozmawiam z nim... kocham go... mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczy sad
            • nowako-wa Re: swojeanioły 26.06.11, 12:53
              swojeanioły...otwórz się , za kapłanem stoi Jezus, który pragnie Cię uzdrowić , ale nie chce nic czynić bez Twojej zgody....
              Cudownie jest móc sie pojednać z Bogiem i odnależć własciwą drogę- trzymam kciuki smile
              • swojeanioly Re: swojeanioły 27.06.11, 01:19
                Bardzo Wam dziewczyny dziękuję... za słowa ciepła, za kontakt do zaufanego spowiednika... na pewno pojde do niego... muszę tylko pozbierać myśli, wziac wolne na jeden dzien w pracy... wiem ze to bedzie ciezka rozmowa, ale czuję, że porzebuę tego...

                tym bardziej ze pod koniec zeszłego roku kalendarzowego napisałam wiadomość do pewnego Dominikanina z Poznania...miałam przyjść "pod furtę" i stchórzyłam...
    • anka74.3 Re: rok po aborcji 02.07.11, 23:40
      ja usunelam i z perspektywy czasu nie zaluje ,mam juz czworke dzieci i piate naprawde odbiegalo od normy ,dobrze zrobilas jezeli nie czulas sie pewnie w zwiazku i nie wiedzialas na co mozesz liczyc .Ja zaWSZE mowie miej tyle dzieci na ile cie stac a nie potem po opiekach latac .pozdrawiam
    • karin-ka87 Re: rok po aborcji 13.07.11, 12:55
      bardzo wzruszyla mnie Twoja historia... nie ma jednak co obwiniac rodziny ani siebie nawzajem. to była TWOJA decyzja, przykro mi, ze musze to napisac. maluszek byl w TWOIM brzuchu i to Ty mialas CZUĆ GO NAJBARDZIEJ. nie czułaś.


      ja też nie czułam. tylko, że mnie facet bił - powiedział, że zakatuje mnie na śmierć jeśli nie usunę, skopie po brzuchu itd. Ty mialas kochajacego faceta... i mimo to?

      wiesz co mowie ludziom, ktorzy mysla nad abrocja? mlodym mamusiom? ze niewazny status pieniezny, spoleczny, moment w zyciu. jedyne co jest wazne to Z KIM maluszek zostal poczety. bo jesli mamy spieprzyc zycie sobie i maluszkowi bedac z narkomanem, alkoholikiem,. psychopata... to nie, zdecydowanie. ale jesli mamy KOCHAJACA OSOBE?
      nie wyobrazam sobie. dlatego zachodzac w obecna ciaze (35tc) juz niczego sie nie balam bo obok mnie jest ON. moze poczatek wpedzil mnie w wyrzuty sumienia, w depresje... ale zaraz wyszlo slonce. i to najjasniejsze jakie bylo mi kiedykolwiek dane widziec..



      kolejny dzieciaczek ratuje wszystko, łącznie z uśmiechem pierwszego aniołka w niebie. byleby z odpowiednim mezczyzna.


      aha... nie wroze Wam dobrej przyszlosci po tej decyzji. niestety. takie jarzmo zabije najwieksze uczucie. tak uwazam.

      trzymaj sie cieplo
      • swojeanioly Re: rok po aborcji 13.07.11, 18:06
        Witajcie,

        Jeszcze nie odwiedziłam nikogo, komu mogłabym o tym wszystkim opowiedzieć. Myślę, że ta świadomość potrzeby opowiedzenia o tym dojrzewa we mnie, ale nie chcę przyspieszać biegu wydarzeń. Wiem, że nadejdzie taki moment, w którym uznam że nadszedł wlasciwy czas.

        Co do związku. Nie obawiam się o jego trwałość. Dlaczego? Początkowo miałam potworny żal do wszystkich wyłączając samą siebie, to egoistyczne- wiem, ale tak chyba działa ludzki schemat obronny. Odsuwamy za wszelką cenę winę od samych siebie...

        Za nami wiele nieprzespanych nocy, wiele rozmów, trzaskań drzwiami, nawet myśli o zakończeniu tego. Ale przetrwaliśmy. Dlaczego?

        Może to zabrzmi źle, może nie powinnam tak kalkulować ( o ile mogę użyć tego słowa), ale skoro zabiłam (tak zabiłam) swoje dziecko, skoro wyrządziłam wielką krzywdę i nie mogę cofnać czasu, mogę zrobić coś by zrekompensować zło. Mogę adoptować inne dziecko, mogę zaopiekować się małym, bezbronnym człowiekiem, dać mu miłość i dom, nie po to by zepchnać z siebie poczucie winy... po to by naprawić zło. To dziecko nie byoby rekompenatą, zalataną dziurą, plastrem na rany. Byłoby naszym ukochanym dzieckiem, które kiedyś ktoś odrzucił z nieznanych mi przyczyn

        Póki co ucze się. Uczę się swoich emocji, skupiamy się na życiu codziennym na realizacji marzeń o własnym mieszkaniu, chodzimy do pracy, nie rozdrapujemy przeszłości, co nie oznacza, że chcemy ją wyprzeć. Nie. Ale myśle, że najrozsądniej dla nas, naszej psychiki, naszych przyszłych dzieci będzie po prostu wyciągnąć naukę z tej bolesnej lekcji i robić wszystko by.... być dobrym człowiekiem i nigdy więcej nie popełnić takiego błędu
        • mama.rozy Re: rok po aborcji 14.07.11, 08:20
          dobrze robisz
          pamiętaj,że będą chwile,kiedy sprawa aborcji będzie wracac jak bumerang-dlatego warto ją przepracowac,żeby w takich chwilach umiec sobie radzic sama ze sobą,ze swoimi rekcjami,nauczyc-przygotowac do tego chłopaka.dla niego możesz czasem zachowywac się irracjonalnie,dlatego jemu też potrzebne jest wsparcie.
          powodzeniasmile
          i jeszcze tylko-adoptujcie dziecko dla niego samego,nie dla zadoścuczynienia.dziecko adopcyjne jest ciężkim kawałkiem chleba i często wychowywanie go jest walką z wiatrakami.ale wiedząc o tym,jest łatwiej.
          • isia790 adopcja krzyż pański???? 16.07.11, 20:41
            co Ty za bzdury z tą adopcją piszesz???
            "dziecko adopcyjne jest ciężkim kawałkiem chleba i często wychowywanie go jest walką z wiatrakami"
            najpierw trzeba poznać temat z autopsji a później się wypowiadać.
            Bycie mamą adopcyjną jest tak samą cudną formą macierzyństwa!!! wychowanie dziecka jest cudnym, a zarazem trudnym zadanie nie tylko dla mam adopcyjnych ale dla mam biologicznych również. Dziwny podział sobie stworzyłaś. Może idąc tym tropem warto zerknąć ilu morderców pochodzi z rodzin adopcyjnych!
            "Walka z wiatrakami..." Boże... właśnie przez publikowanie takich informacji dzieci czy to adopcyjne czy z rodzin zastępczych są postrzegane jako gorsze, a to są normalne, wesołe, najukochańsze w świecie dzieciaczki, takie jak każdy inny ich rówieśnik. Jak można coś takiego pisać???

            Pozdrawiam, mama adopcyjna, która nigdy nie była ani przed, ani po.
            • mama.rozy isia 17.07.11, 08:32
              jeśli kobieta adoptuje dziecko tylko dlatego,żeby wynagrodzic temu zabitemu swój czyn,to taka adopcja wcale nie jest dobra.i dla dziecka i dla matki.tak samo jak następna ciąża tylko po to,żeby sobie poradzic z traumą.o tym jest mój wątek.
              staraj się czytac mniej emocjami,a bardziej postawic się w sytuacji tej dziewczyny.
              adoptowałaś-super.nie macie żadnych problemów-jeszcze fajniej.
              ale właśnie-startujesz z innego pułapu,nie tak jak ona
              adoptuje się zawsze w nieznane i do tego trzeba byc przygotowanym.dużo dzieci szybko odnajduje się w RA,ale mnóstwo ma z tym problemy,nawet jak są noworodkami.
              czyste intencje to podstawa adopcji
              więc nie wyciągaj wniosków z tego,co nie jest napisane
              • isia790 do mama.rozy 17.07.11, 12:27
                wybacz moja droga, ale rodząc dziecko to też jest nieznane, bo nie da się zaprogramować dziecka - ma być uzdolnione muzycznie, plastycznie, sportowo. Ma mieć osiągnięcia edukacyjne i zero problemów wychowawczych.
                Dlatego też uważam to co napisać za bzdurę.

                Zgodzę się z tym, że adopcja nie powinna być "zamiennikiem" albo nie daj Boże "pokutą" sad

                dziecko to dziecko, trzeba je kochać i już. A podziały:
                "wychowanie to walka z wiatrakami" dziecka adopcyjnego jest zwyczajnie niehumanitarna i świadczy po 1 o stereotypach którymi dana osobami się w życiu kieruje, nie mając totalnie żadnej wiedz w tym temacie. Sugeruje się tylko tym co gdzieś tam usłyszała.

                Jeszcze raz powtórzę - mając dziecko biologiczne też się ma problemy wychowawcze.

                Jeśli Któraś z Was rozważa podjęcie adopcji, to naprawdę polecam, jest to świadome rodzicielstwo, a obawa przed tym, że "TO DZIECKO" będzie się kochało inaczej miła z każdym dniem gdy tę naszą Córeczkę lub Synka poznamy.
                To cały świat, bez podziałów, bez rozpatrywania buntów 3 latka jako "walki z wiatrakami"
                To NORMALNE dzieci smile))
                • mama.rozy Re: do mama.rozy 17.07.11, 12:51
                  się nie przeczytało,się dowiedziało na studiach i w ośrodku adopcyjnym,z powodów sobie znanych
                  nikt nie może zaprogramowac dziecka,ale ze zwykłego kursu na rodzinę zastępczą można się dowiedziec,że dzieci adopcyjne są różne.nie gorsze i nie lepsze.ale niosą w sobie ogromny ładunek złych przeżyc,nawet jeśli ograniczają się one tylko do pobytu w DD.
                  nikt nie pisze o tym,że nie warto adoptaowac.bo nie o tym jest ten watek.jak masz potrzebę porozmawiania na ten temat to wejdź na forum adopcyjne.zapraszam.
                  to jest wątek o tym ,ze adopcja nie wynagradza aborcji. i tyle.biologiczne dziecko też nie.
                  i nieprawdą jest,że dziecko adopcyjne kocha się tak samo.żadne dziecko nie kocha się tak samo,bo każde jest inne.
                  i jeszcze jedna-wplatasz moje słowa w swoje interpretacje-gdzie pisałam o buncie 3 latka jako walce z wiatrakami?to się akurat nazywa manipulacja.albo przenoszenie własnych problemów...
                  walka z wiatrakami-w przypadku zastąpienia dziecka abortowanego nowym polega na tym,że i tak w tym nowym ciągle się doszukuje tego zabitego.tak Ci napiszą te dziewczyny,które były w takiej sytuacji.
                  a w przypadku dzieci przysposobionych najpierw trzeba zrozumiec,z czym się borykały,co przeszły.każdy psycholog dziecięcy może Ci powiedziec,jakie są różnice w rozwoju i braki emocjonalne po DD.noworodki też się w to,niestety,wpisują.walka jest wtedy,kiedy się nie zna tego,z czym sie walczy.
                  dziecko adopcyjne to nie jest zamiennik poprzedniego dziecka.tyle.
                  • isia790 Re: do mama.rozy 17.07.11, 14:07
                    "się nie przeczytało,się dowiedziało na studiach i w ośrodku adopcyjnym"
                    czyli bezpośredniej styczności nie miałaś

                    "ale ze zwykłego kursu na rodzinę zastępczą można się dowiedziec,że dzieci adopcyjne są różne"
                    myślę, że o tym wie każdy człowiek smile nie trzeba być na kursie smile na szczęście każdy człowiek jest inny smile

                    " i nieprawdą jest,że dziecko adopcyjne kocha się tak samo.żadne dziecko nie kocha się tak samo,bo każde jest inne"
                    nie rozumiem. Ja napisałam o tym, że o tym, że w codziennym życiu nikt się nie zastanawia i nie patrzy na dziecko przez pryzmat "adopcji", bo o tym sie zwyczajnie nie myśli, patrzy się przez pryzmat miłości i to chyba jest normalna kolej rzeczy.

                    "i jeszcze jedna-wplatasz moje słowa w swoje interpretacje-gdzie pisałam o buncie 3 latka jako walce z wiatrakami?to się akurat nazywa manipulacja.albo przenoszenie własnych problemów..."

                    nie, ale pisząc, że "dziecko adopcyjne jest ciężkim kawałkiem chleba i często wychowywanie go jest walką z wiatrakami"
                    sama już zakładasz, że każde zachowanie "niewłaściwe" dziecka adopcyjnego będzie rozpatrywany jako "ciężki kawałek chleba", a tak naprawdę może to być zupełnie naturalny etap rozwojowy dziecka.

                    Samo stwierdzenie, że "DZIECKO ADOPCYJNE JEST CIĘŻKIM KAWAŁKIEM CHLEBA" wybacz, ale jest rozkładający na łopatki.

                    "każdy psycholog dziecięcy może Ci powiedziec,jakie są różnice w rozwoju i braki emocjonalne po DD.noworodki też się w to,niestety,wpisują."

                    podziękuję gdyż znam temat od podszewki smile nie tylko jestem mamą, ale jeszcze wykonuję pracę zawodową, która jest ściśle związana z rozwojem dzieci, dlatego też to co napisałaś mnie tak poruszyło, a tym bardziej jeśli sama masz zostać mamą takiego dziecko.

                    Oby żadne adoptowane dziecko, nigdy nie przeczytało a tym bardziej nie usłyszało zdania:
                    ""dziecko adopcyjne jest ciężkim kawałkiem chleba i często wychowywanie go jest walką z wiatrakami""



                    • mama.rozy Re: do mama.rozy 17.07.11, 14:53
                      isia
                      wyłożę łopatologicznie
                      dziecko adopcyjne jest trudne samo w sobie,bo oprócz normalnych problemów rozwojowych dochodzą te nałożone przez wcześniejsze zycie
                      dlatego ktoś,kto myśli,że adopcja moze wynagrodzic aborcję myśli niewłaściwie,bo nie będzie umiał ''właściwie" odczytac zachowania dziecka
                      a dzieci adopcyjne mają swoją specyfikę i o tym wiem właśnie z własnego doświadczenia
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka