skinny85
16.05.07, 17:30
hej.
odwiedzam to forum od ok. 3 miesiecy(od kiedy dowiedzialam sie,ze jestem w
ciazy), ale dopiero dzis zdecydowalam sie napisac...moze gdybym zdecydowala
sie wczesniej napisac, teraz bylabym szczesliwa.
ciaza zupelnie mnie zaskoczyla...okres spoznial mi sie 3 dni kiedy
zdecydowalam sie zrobic test ciazowy(moja wspollokatorka ma ich mnostwo,bo
studiuje medycyne)-myslalam,ze test sie pomylil,ale drugi wyszedl tak samo-
pozytywnie.do lekarza poszlam nastepnego dnia.niestety lekarka( bez
profesjonalnego sprzetu)nie powiedziala,ze to jeszce za wczesnie zeby
stwierdzic czy jestem w ciazy,powiedziala natomiast jak i za ile pozbyc sie
problemu, jesli rzeczywiscie okaze sie,ze jestem w ciazy...jak tylko to
uslyszalam wybuchnelam placzem,jak ona moze mi cos takiego mowic...modliłam
sie zeby testy okazaly sie pomylka, nie bylismy z chlopakiem gotowi na
dziecko nie mamy ku temu warunków: widujemy sie raz na dwa tygodnie,bo dzieli
nas roznica 300km(on pracuje i w pazdzierniku planuje zaczac studia-nie ma
wsparcia od rodzicow,ktorzy sa na rencie,ja studije na prestizowej uczelni,
dziele pokoj z przyjaciolka w mieszkaniu studenckim - jestem na utrzymaniu
mojej mamy).
badanie usg u innego lekarza rozwialo moje wszelkie zludzenia:widzialam
Fasolke, ale nie potrafilam jej zaakceptowac, przez wszystko przechodzilam
sama(przez testy, wizyty u lekarzy), majac chlopaka daleko od siebie, choc
czujac jego wsparcie-nie moglam przestac plakac, mialam mysli samobojcze,
chcialam po prostu zniknac z tego swiata.oboje jestesmy osobami
wierzacymi,wiedzielismy,ze Dziecko to Dar z Nieba...aleGo nie chcielismy
..umowilam sie na zabieg...tego dnia moj chlopak byl ze mna, wrocilam z zajec
(zabieg byl wieczorem),lezalam na lozku i plakalam, oboje plakalismy,tak
bardzo,ze w pewnym momencie moj chlopak powiedzial,ze nie pojdziemy na
zabieg...ale poszlismy...
...nie chcialam wsiasc do autobusu, ktory tam jechal...ale wsiadlam...
...w gabinecie lekarz kazal poczekac chwile na anastezjologa,chcialam
zemdlec, chcialam zeby chlopak wszedl nagle do gabinetu, wzial mnie za reke
(zeby mial wiecej odwagi niz ja)i zabral z tamtad...ale tak sie nie stalo...
...obudzilam sie, jak bylo juz po wszystkim-bylam oslabiona, ale zabieg
przebiegl bez komlikacji...a tak chcialam,zeby cos mi sie stalo,chcialam
odejsc razem z Moim Dzieckiem...nie odeszlam.
dzis bylabym w 14 tygodniu ciazy, to co przezywam jest niczym w porownaniu z
tym, co czulam, gdy dowiedzialam sie ,ze jestem w ciazy...
cierpimy oboje- i ja i moj chlopak,ktoremu sni sie Nasza
Dzidzia...powiedziala Mu,ze do nas wroci...
przed zabiegiem czytalam wiele o aborcji,czytalam,jak sie potem cierpi, nie
wierzylam, musialam sie sama przekonac jak to potwornie boli...
dwa dni temu oboje bylismy u spowiedzi
wiemy,ze musimy zyc dalej,zyc i pomagac tym,ktorzy maja watpliwosci, ktorzy
nie chca Dzidzi, ktorzy chca popelnic ten sam blad, ktory my popelnilismy...
dlatego opisalam Nasza historie...
aborcja jest najgorszym wyjciem- zabija Maleństwo i Jego rodzicow...