kasieczka1986
08.12.08, 00:18
Moja historia zaczela sie jak wiekszosc tutaj. Zaszam w ciaze nie bedac jeszcze na nia gotowa. Moj facet od poczatku mowil, ze jak bedzie taka sytuacja to usuwam. Jakos nie martwilam sie tym nigdy. Do chwili, gdy zaszlam w ciaze. Po wizycie u ginekologa chlopak zaczal mnie pocieszac, ze wszystko zalatwi, ze o pieniadze na zabieg mam sie nie martwic, z jeszcze za wszesnie na dziecko. jakos do mnie to dalej nie docieralo. Chodzilam zalamana coraz bardziej. Zawsze bylam przeciwna aborcji, ale chcialam to zrobic tylko dla niego. Az do momentu, gdy wybuchlam. Zaczelam plakac. Swierdzilam ze nie moge tego zrobic swojemu dziecku ktore jest takie niewinne i calkowicie zalezne ode mnie. Nie moge go zawiesc. Powiedzialam chlopakowi ze nie chce usunac. Byl troche zly z tego powodu. Zaczal sie pytac jak ja to sobie wszystko wyobrazam w tym wieku z dzieciakiem (mam 22 lata). Powiedzialam mu ze nie moge i tyle, i ze skoro on mi nie pomoze to jakos sobie poradze. Moja sytuacja nie jest taka rewelacyjna, ale wiem ze mimo wszstko nie moge zrobic temu dziecku krzywdy. W koncu on zaczal sie pzezwyczajac ze ja zdania nie zmienie co do usuniecia i przyjal do wiadomosci ze bedziemy miec dziecko. Ciesze sie ze mam w nim teraz wsparcie i zastanawiam sie co by bylo gdybym sie mu nie sprzeciwila i stracila ta mala istotke ktora we mnie jest. Zaluje ze wogole pomyslalam o tym ze moglabym usunac. Wiem ze moga sie pojawic pozniej problemy finansowe, ale jestem i bede szczesliwa razem ze swoim malenstwem. Chcialabym zeby dziewczyny ktore zastanawiaja sie nad usunieciem, przemyslaly wiele razy czy aby napewno warto to robic odbierajac dzieciatku szanse na szczesliwe zycie.