Gość: ewciak
IP: *.lns10.syd6.internode.on.net
24.04.08, 03:20
Hej,
szukam osob, najlepiej po 35 r.z., ktore na emigracji zdecydowaly sie na 1
dziecko. Za granica mieszkam od 1,5 roku i wlasnie jestem w ciazy. Oboje z
mezem mamy po 40 lat.
Na pierwszej wizycie lekarz zapytal mnie, czy ciaze usuwamy (na szczescie tu -
tj. w Australii - aborcja jest calkowicie dozwolona i nikogo nie dziwi). Jak
usuniemy, pewno juz na dziecko sie nie zdecydujemy, i moze to rozwiazanie
byloby dla nas wlasnie duzo lepsze niz wchodzenie w bycie rodzicami.
Do ew. usuniecia zostalo nam jeszcze kilka tygodni, a nami targaja ogromne
watpliwosci, czy w ogole rodzic.
Na razie prace w swoim zawodzie ma na razie moj maz, ja sie musze
przekwalifikowac i jestem w trakcie nauki.
Obawiam sie, ze ciaza a potem dziecko przekresli moje szanse na wejscie na
rynek pracy. Po pierwsze moj angielski jest ciagle nienajlepszy, obecnie mam
prace casual, ale za jakies 5 mies., gdy brzuch bedzie widoczny, pewno nie
bede mogla jej wykonywac. Szansa na przebywanie wsrod ludzi i komunikowanie
sie z nimi drastycznie spadnie, a strasznie boje sie wykluczenia ze
spoleczenstwa (slaby jezyk=brak pracy i brak znajomych). Poznalam kilka
emigrantek, w tym 2 Polki, ktore wybraly macierzynstwo i w perspektywie czasu
kiepsko wyladowaly. Nie majac biezacego doswiadczenia na rynku pracy, jedna na
emeryture wyladowala w domku socjalnym i oczywiscie zasilku, a druga z 14
letnia corka urodzona tutaj ma tez zasilek i dopiero uczy sie zawodu. Pierwsza
pani miala meza, ktory zmarl, druga wychowywala sama.
Po drugie z tego powodu nie wyobrazam sobie siedzenia z dzieckiem po
urodzeniu. Poniewaz tu przyjmuja dzieci do child centre od 6 tyg., wiec
jedyne, co widzialabym, to oddanie go tam od 6-tego tyg. i skoncentrowanie sie
na mojej edukacji i pracy. Zastanawiam sie jednak, po co mi dziecko, ktore
bedzie caly czas w jakims zlobku czy przedszkolu? Po trzecie: aspekt
finansowy. Wprawdzie moj maz zarabia na razie wystarczajaco, by utrzymac nas
oboje, ale juz z trojka moze byc klopot.
Dodam, ze nigdy nie mialam tzw. instynktu macierzynskiego, nigdy za bardzo nie
chcialam dzieci, ale ostatnio doszlismy, ze moze warto byloby miec. Teraz sie
przestraszylismy i miotaja nami obawy, czy bedziemy mieli czas dla dziecka,
czy bedziemy je obwiniac za to, ze nie do konca nam tu wyjdzie. Ja przede
wszystkim nie widze sie w roli osoby, ktora przede wszystkim zajmuje sie
dzieckiem, chce miec tez swoje zycie, czas dla siebie i na wlasne
zainteresowania. Do tego dochodzi koniecznosc wrosniecia w australijskie
spoleczenstwo.
Czy ktos z was przeszedl przez podobne doswiadczenie i jak sobie z nim poradzil?
Ewa