adam051
31.05.04, 08:07
Well, przez to całe awansowanie na stanowisko, ktore dotknelo mnie ostatnio,
nie moge sie w tym roku ogolic sie na lyso, a raczej na skromne 5 milimetrow
wlosa, nie wypada…
Ostatni raz zrobilem tak dwa lata temu. Bylem wtedy dumnym i niezaleznym
wykonawca wolnego jak najbardziej zawodu. Z pracodawcami komunikowalem sie
przez komputer. Pieniazki splywaly na konto, moja problema co ja sobie z moja
wolna czas robie, pelny luksus wszechogarniajacej osobistej wolnosci…
Wtedy własnie po raz ostatni ostrzyglem się na lyso, no prawie na lyso. Acha,
mialem wtedy klimat luznego faceta, a wiec jeans spodnie, koszula takoz i but
amerykanskiej klasy robotniczej, jasnobrazowy o dlugich sznurowanych
cholewach, ze stalowa ochronka na palce…
Jak tylko wyszedlem od fryzjera podbiegla do mnie pewna mloda dama,
podetknela mikrofon do pyska, przedstawiajac sie, ze jest radiowa
dziennikarka zapytała czy ja wiem co to jest noktowizor i jak dziala to
urzadzenie… Well, no ja po prostu nie chcialem dziewczynie sprawiac zawodu,
ja nigdy nie chce sprawiac zawodu jakiejkolwiek kobiecie, taki juz jestem.
Wyjasnilem jej co to jest noktowizor zgodnie ze swoim wygladem… chyba byla
zadowolona…
Kilka dni pozniej pojechalismy do znajomych na Mazury. Piotrek najpierw mnie
zanietrzezwil a potem chcial, zebym prowadzil jego jeepowatego suzuka…
Okazało sie – tak jak sie zreszta spodziewalem - ze drzewa maja przemozna
sile przyciagania…mialem rozcieta warge na wylot bo twarza zaznajamialem sie
z kierownica… Piotrek dlugo sie zbieral z wyjsciem na wlasnych nogach z
samochodu…A raczej z tego co z niego zostalo… Ale pozniej twierdzil, ze
najbardziej zaskoczylo go to jak poprosilem go o papierosa…po prostu nie znal
mnie w tych czasach kiedy palilem papierosy.
Zaszyli mi rane. Magda, zona Piotra miala tylko plaster dla dzieci.
Podzielony na małe kawalki a kazdy wymalowany w zyrafy, slonie, hipopotamki i
inne zwierzatka. Wybralem slonie. Mialem plaster z niebieskim sloniem
przylepiony do wargi napuchnietego, ogolonego prawie na zero lba… Wracajac z
Mazur zatrzymalismy sie w Grodzisku Mazowieckim, na stacji, nabieralismy
benzyne. Poszedlem do sklepiku żeby kupic jakies piwo – dla usmierzenia bolu.
Przy wejsciu do sklepiku stalo tak z pieciu, szesciu dresow. Kiedy mnie
zobaczyli z tym lbem na zero, z tym niebieskim słonikiem zwisajacym z
opuchnietej wargi… rozstapili się na boki… przez chwile szedlem jakby miedzy
dwoma szpalerami gwardii honorowej prezacej sie w postawie zasadniczej… No
nigdy w zyciu nie czulem i zapewne juz nie poczuje zeby ktos obdarzal mnie
takim niemym, pelnym zachwytu szacunkiem jak te chlopaki wtedy…
Hmmm, jest mi wiec niewymownie przykro, ze w tym roku nie moge ogolic sie na
lyso, no, prawie na lyso…