Dodaj do ulubionych

Studentem będąc w PRL-u

20.03.11, 17:24
Ech, się łezka w oku kręci, się..
Nie mówmy o wykładach, kolokwiach, egzaminach, ale o tym co poza tym.
Ja nie zacznę, bo momentami wstyd, ktoś odważny?
Obserwuj wątek
        • ewa9717 Re: Studentem będąc w PRL-u 22.03.11, 19:02
          Jedno wiem na pewno: doba musiała mieć wtedy przynajmniej 48 godzin! Zajęcia miałam porozrzucane nie tylko od rana do wieczora, ale i po różnych kawałkach Wrocławia, naprawdę sporo czasu spędzałam w bibliotekach z ukochanym Ossolineum na czele (o takiej nowoczesności jak ksero nikt jeszcze nie slyszał), a na tzw. życie (ach!) i mnóstwo przyjemności też czasu starczało, doprawdy nie wiem, jakim cudem ;)
          • horpyna4 Re: Studentem będąc w PRL-u 22.03.11, 19:38
            Ja miałam dobrze. Nie tylko mało godzin zajęć (w porównaniu i innymi wydziałami), to jeszcze wydział nie był w ogóle "upartyjniony", jakieś pojedyncze sztuki należały do PZPR. W marcu 1968 wykładowcy potrafili głośno dziamgać przeciw działaniom władz i można im było naskoczyć... no cóż, profesora fizyki nie da się zastąpić osobnikiem z nadania partyjnego.
            • jarkoni Re: Studentem będąc w PRL-u 22.03.11, 19:54
              To ja jestem późniejszy trochę.. Trafiłem na początek lat 80-tych, na strajki przed stanem wojennym i na sam stan wojenny..Strajkowo było, oj było..
              A potem prawie nic nie było, w sklepach. Ale dawaliśmy radę..
          • zawszekacperek Ewa, pomóż proszę:) 22.03.11, 21:10
            Dla mnie Ossolineum też było "ukochane". Z dwóch względów. Pierwszy: zajmowałem miejsce w czytelni, kilkadziesiąt minut pracy, pozostawiałem materiały na stoliku i szedłem z kolegami/koleżankami ... na piwo do knajpki przy tej samej ulicy. Nigdy nic nie zginęło!Jakoś nie mogę przypomnieć sobie nazwy tej knajpki. "Tęczowa" czy jakoś tak. Pomóż, jeśli pamiętasz?:)
            Po drugie "kochałem" Ossolineum, bo w magazynie prohibitów pracował kumpel i brało się parę win (rieslingi) i czytało się to, co było oficjalnie zakazane. Był to początek lat siedemdziesiątych.

            Kacperek
            • ewa9717 Re: Ewa, pomóż proszę:) 22.03.11, 21:35
              Za moich czasów na cudny dziedzińczyk ze studzienką wchodziło się przez tę wielką bramę od Szewskiej. Żadnej knajpy w pobliżu nie kojarzę. Teraz wchodzi się od Grodzkiej obok knajpy U Hrabiego, której kuchenne wyziewy psują mi wspomnienia. Może myślisz o "Słonecznej" (albo jakoś tak) bliżej pl. Nankiera i Nowego Targu?
              Cholera, teraz, jak piszę coś mi zaczyna swita. Jednak była knajpa, nie pamiętam, czy "Tęczowa", ale szafa grająca tam była...
              • zawszekacperek Re: Ewa, pomóż proszę:) 23.03.11, 12:21
                "Słoneczna" była właśnie przy Nowym Targu. A ta knajpka była bodajże przy Szewskiej , zaraz za stołówką (koryto). Rzeczywiście była tam szafa grająca. Mieliśmy koleżankę, która płakała przy Tercecie Egzotycznym. Zawsze dla jaj puszczaliśmy jej kilka razy pod rząd "Pamelo żegnaj" czy jakoś tak. No wiesz: "Niebo skąpi suchej ziemi kropli deszczu...."
                Ewa, a balowałaś w "Pałacyku"? Tam to były jazdy!
                Kacperek
                • ewa9717 Re: Ewa, pomóż proszę:) 23.03.11, 16:46
                  Ba, kiedy słyszę "Pałacyk" jeszcze serce drga ;)
                  Nie wiem jak teraz, może kto z Wrocławia napisze, bo chyba coś tam ostatnio robiono, ale tak z pięć lat temu, kiedy go ostatni raz widziałam,był jakiś zapyziały jak buda kebabowa, obwieszony paskudnymi reklamami... Od razu klucha w gardle i odwrót...
                  • jan.kran Re: Ewa, pomóż proszę:) 14.05.13, 14:57
                    ewa9717 napisała:

                    > Ba, kiedy słyszę "Pałacyk" jeszcze serce drga ;)
                    > Nie wiem jak teraz, może kto z Wrocławia napisze, bo chyba coś tam ostatnio ro
                    > biono, ale tak z pięć lat temu, kiedy go ostatni raz widziałam,był jakiś zapyzi
                    > ały jak buda kebabowa, obwieszony paskudnymi reklamami... Od razu klucha w gard
                    > le i odwrót...

                    -----> Mnie tez drga bo znam historie Palacyku i przedwojenna i powojenna.
                    Przed wojna nalezal do rodziny Schaffgotschów , w latach siedemdziesiatych byl centrum kultury studnckiej we Wroclawiu.
                    Nie dalej jak rok temu widzialam jak wyglada , porazka...
                    Gdzie jest wroclawki konserwator zabytkow?
                • gama.1 Re: Ewa, pomóż proszę:) 27.03.11, 21:26
                  A może chodzi o "Kubę"? Była prawie naprzeciwko Ossolineum, na Szewskiej.
                  Kelnerki miały ksywę "Agentki Fidela"

                  Poza tym chadzało się do Klubu Ekonomisty, Indeksu, Adrii i ulubionego baru "Miś", zwanego także Hiltonem.
    • letalin Re: Studentem będąc w PRL-u 23.03.11, 11:35
      Zacząłem w 1985, skończyłem już po rewolucji.
      Akademia medyczna nie jest dobrym miejscem do studiowania, a już mieszkanie z rodzicami podczas studiów, to totalna porażka.
      Jedno z zabawniejszych wspomnień: Szefowa ZSMP zaraz na początku pierwszego roku powiedziała jasno i wyraźnie: "Będzie lepiej wyglądać jak zapiszecie się teraz, a nie dopiero w maju, kiedy się zapiszą wszyscy , co będą chcieli zaliczyć pierwszy rok".
      Mimo tych gróźb, realna władza tej organizacji była znikoma. Ostatecznie zapisali podstępem kilkanaście, może dwadzieścia osób, które były członkami jednego koła naukowego i pod pretekstem korzystania z bazy ZSMP podczas weekendowych szkoleń, zmuszono ich do wypełnienia deklaracji członkowskiej. Nie było oporu, kto by się odważył wstać i wyjść, kiedy szef zakładu patrzy i czeka? Piękna manipulacja, typowe dla tamtych czasów, organizacja miała wreszcie członków wśród studentów ( asystentów zapisali już wcześniej, zabawne, że nawet w wieku ponad młodzieżowym) .
      • horpyna4 Re: Studentem będąc w PRL-u 23.03.11, 12:36
        Za moich czasów jeszcze nie połączono ZMS z ZSP. Do ZSP należało sporo studentów (ja nie, bo nigdy nie odczuwałam najmniejszej potrzeby zrzeszania się), do ZMS prawie nikt. Nawet ci, którzy wcześniej należeli w liceum - w niektórych liceach (zwłaszcza w mniejszych miejscowościach) zmuszano uczniów do zapisywania się pod groźbą niezdania matury. I właśnie ci niszczyli dawne legitymacje i nie kontynuowali wymuszonej przynależności.


        • ewa9717 Re: Studentem będąc w PRL-u 23.03.11, 16:49
          Skończyłam studia w 1978, więc Gierek miał się jeszcze jako tako. Nikt nas nie zmuszał do wstąpienia w szeregi czy uczestniczenia w pochodach pierwszomajowych i takich tam, więc jak przeczytałam, że jedna znajoma gnida dorabia sobie teraz legendę i płacze, jak to ją zmuszano, szlag mnie trafił. Ale zanim mnie trafił, wystosowałam piśmo do gnidy. Zamilkła ;)
          • horpyna4 Re: Studentem będąc w PRL-u 23.03.11, 17:37
            Ja piszę o czasach Gomułki, nie Gierka. Za Gomułki bywało tak, że w prowincjonalnych liceach partyjni dyrektorzy rządzili, jak chcieli. A uczniowie często dawali się zastraszać, przecież bywały to 14-letnie smarkacze (podstawówka miała wtedy 7 klas).

            W dużych miastach raczej nie było tego problemu, zwłaszcza w Warszawie. W mojej klasie do ZMS pozapisywały się matoły, bo zebranie założycielskie było po sześciu lekcjach, a my tego dnia mieliśmy siedem. No to dla bojących się odpowiadać z tegoż przedmiotu znalazł się świetny pretekst do urwania się z lekcji.
          • zawszekacperek Re: Studentem będąc w PRL-u 23.03.11, 21:26
            Potwierdzam. Faktycznie była na wydziale komórka SZSP, ale nikt nikogo nie zmuszał do zapisania się. Nikt mnie nie zmuszał też do udziału w jakichkolwiek pochodach, czynach społecznych czy też akademiach okolicznościowych. Ba, stara profesura ze szkoły lwowskiej oficjalnie wypowiadała się z pogardą o nikczemnikach szafujących frazesami ideologicznymi. Niekiedy były to na prawdę prawdziwe perełki. Nie zapomnę jak jeden ze starych Profesorów w trakcie publicznej dyskusji nad dysertacją doktorską "ambitnego" PZPR-owca dramatycznym głosem (nie teatralnym) apelował o odrzucenie tejże, bo jak argumentował - dysertacja jeżeli przeszłaby, to przyniosłaby wiekuisty wstyd patronowi Uniwersytetu, a on (patron) ze względu na swe zasługi dla Ojczyzny na taką hańbę nie zasługuje. Oczywiście imienia patrona nie wymienił. (Dla młodszych wiekiem podaję: Bolesław Bierut) Ubaw był przedni. Na sali oczywiście nikt nie ryknął śmiechem, ale co się działo potem...
          • gama.1 Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 01:25
            w niektórych zawodach dostawało się nawet po studiach nakaz pracy :)
            Ale też w czasie studiów dziennych nie mozna było podjąć legalnie zatrudnienia na etacie, chyba, że podczas wakacji.
            Można było za to zarabiać poprez spółdzielnie studenckie, o ile miało się tam odpowiednie dojścia, aby dostac zlecenie. A jeszcze lepiej - o ile się odpaliło odpowiednią działke ze swoich zarobków. A jaką karierę zrobili później niektórzy spóldzielcy...
            • horpyna4 Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 09:41
              O, tak... niektórzy nawet siedzieli. Pamiętam "aferę" z myciem okien fabrycznych przez spółdzielnię studencką, w Warszawie zresztą. Władza komunistyczna lubowała się w demaskowaniu wszelkich afer.

              Na szczęście nie były to już czasy "afery mięsnej", po której jeden z oskarżonych dostał czapę, ale jednak ktoś tam odsiedział długie lata. Nie pamiętam szczegółów, nie wiem też, ile osób siedziało, ale z tego, co wiem, to odsiadywali ci najmniej winni. Wrobieni przez bardziej winnych, ale słuszniejszych politycznie.
          • jan.kran Re: Studentem będąc w PRL-u 14.05.13, 15:27
            simply_z napisała:

            > -i pomyslec ,ze nikt nie biegal na staże ,wolontariaty ,imprezowal ,a robota i
            > tak potem byla ..
            > piekne czasy ,chociaz z drugiej strony nie chcialabym zyc za komuny...

            ----> Ja nie pamietam za moich czasow zadnych stazow , wolontariatow. Mature zdalam w 1978 , studia ukonczylam w 1983 i od razu wyjechalam.
            Praca byla. Za grosze jako nauczycielka , mowie o sobie. Zero mozliwosci usamodzielnienia sie czy wyprowadzenia z domu.
            Nie wypowiadam sie o sytuacji dzisiejszych studentow i absolwentow w PL bo za duzo nie wiem.

            Natomiast patrze na moje dzieci i z jednej strony im zazdroszcze ze moga pracowac w czasie studiow robiac cos w miare ciekawego i sensownego , ze maja mozliwosc szybciej sie usamodzielnic niz moglam ja.
            Ale zarazem ( mowie teraz o DE zwlaszcza bo w Norwegii jest troche lzej , troche ) jak bardzo juz w czasie studiow musza myslec o przyszlosci jak kryzys sie skrada , jak z roku na rok trzeba umiec wiecej , lepiej byc przebojowym , miec wypasione CV , jezyki.
            Kiedys bardzo mnie irytowalo kiedy slyszalam gloryfikowanie komuny , teraz jestem bardziej tolerancyjna...
            Co nie zmienia faktu ze to byl dla mojego i poprzedzajacego pokolenia czesciowo stracony czas.
      • jan.kran Re: Studentem będąc w PRL-u 14.05.13, 15:16
        mkkrawiec napisał:

        > Opowiedzcie jak się bawiliście, jak wtedy spędzaliście czas pomiędzy zajęciami,
        > kolokwiami, egzaminami.

        ----------> U mnie bylo tak ze chodzilam gdzie sie dalo , do teatru , dekaefow , knajp roznistych , kin , na koncerty.
        Buszowalam po ksiegarniach , antykwariatach , chodzilam na imprezy do znajomych.
        Wiele rzeczy bylo trudno dostepnych . Ksiazki po francusku mozna bylo kupic za grosze w rosyjskiej ksiegarni w Rynku albo w ksiegarni zagranicznej tez w Rynku.
        Obydwie juz nie istnieja.
        Mam do dzis cienki tomik wierszy Preverta ktory kupilam w ksiegarni miedzynarodowej , oryginlane francuskie wydanie , cena przeliczana wedlug czarnorykowej wartosci franka czy dolara.
        Caly miesiac sprzatalm trzy razy w tygodniu dwie - trzy godziny w cukierni tez na Rynku , zeby kupic te ksiazke. Serio.
        To byl kaprys panienki z dosc zamoznego domu bo Rodzice by mi dali te kase bez problemu ale ja chcialam sama.
        Pamietam tez butiki zkonca lat siedemdziesiatych gdzie sukienka z kreponu kosztowala tyle co pensja mojego Brata, mlodego inzyniera.
        Tutaj mnei sponsorowal tatus.
        I knajpy , tez z konca lat siedemdziesiatych z dzinem i whisky gdzie w ciagu popoludnia mozna bylo zostawic srednia krajowa.
        Papierosy zagraniczne kupowane u znajomych portierow w hotelach , trafialy sie tez wnormalnych sklepach za horrendalne ceny.
        Pamietam jacy bylismy spragnieni czegos innego , kolorowego , pamietam Pewexy...
        Ja dosc regularnie kupowalam na czarnym rynku dziesiec dolarow i moglam kupic sobie w Pewexie zagraniczne cienie do powiek , perfumy , dezodorany... inny swiat normalnie.
        Pamietam polowanie na ksiazki ...
        Nie jestem rozgoryczona czy zla ze zylam w takim szaroburym - czasie..
        Bylam mloda , ciekawa swiata , chodzilam do elitarnego liceum , studia mialam super.
        Tego co najbardziej mi doskwiera ( porownuje jak studiuja moje dzieci , jedno w Oslo , drugie w Monachium ) to stracony czas.
        Tego nie moge Peerelowi wybaczyc.
        Ekonomia polityczna , historia filozofii . marksistowsko - leninowskiej , caly rok wojska , jeden bity dzien w tygodniu przez dwa semestry . Po ch... za przeproszeniem stracilam tyle czasu wysiadujac na idiotycznych seminariach , wykladach i innych etcerach?

    • jacek.boczkowski Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 11:37
      Poznań, lata 70-te (druga połowa). Jesień i wiosna co weekend rajd turystyczny albo po okolicach miasta albo w góry. Zima i lato obozy wędrowne za grosze. Spało się najczęściej na różnych podłogach ale było świetnie. Mnóstwo ciekawych ludzi, śpiewanie i granie przez całe noce, świeże powietrze, przyroda i przygoda. To se ne wrati ale wracają wspomnienia i łezka w oku się kręci. Oczywiście było piwko i coś mocniejszego czasami ale nie o to chodziło. Podczas praktyki robotniczej przez miesiąc zarobiłem tyle, że starczyło na miesiąc latem w Bułgarii, dwa tygodnie w górach i dwa nad morzem. Jak ktoś lubił to pił herbatę z musztardówki ale ja wolałem blaszany emaliowany kubek. A herbata była zupełnie dobra nawet najtańszy "Ulung". No i dyskoteki ze Steevie Wonderem, Bee Gees i Santaną. Totalny odjazd, czy jeszcze tak się mówi ?
    • minerwamcg Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 13:16
      Będąc młodą studentką pod sam koniec PRLu doświadczałam wszelkich uciech dekadencji systemu - w szczególności bojkotu studium wojskowego.
      Mieliśmy zacząć na czwartym roku, pod koniec wakacji wisiała na tablicy ogłoszeń kartka, że rozpoczęcie zajęć studium będzie w późniejszym terminie, po ogłoszeniu. Ogłosili początek gdzieś w połowie października, ale nikt nie przyszedł. Około Świąt zaczęli straszyć konsekwencjami do wylania ze studiów włacznie. Lekceważyliśmy konsekwentnie, już było wiadomo, że nic nam nie zrobią. Około marca zapowiedzieli, że ze studium zwolnione są dziewczyny. No i ładnie, ale chłopaki dalej olewali. I gdzieś pod koniec roku zwolnili ze studium hurtem wszystkich, darowali nieobecności - słowem, przestali się wygłupiać.
      • horpyna4 Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 15:28
        Studium wojskowe fajne było... jeden z oficerów coś wyjaśniał studentom i w pewnym momencie powiedział "no, przecież tu wszyscy mają maturę". Po czym poprawił "no, prawie wszyscy, jeżeli i mnie uwzględnić"...

        Ale najlepszy był major K.
        Studenci siedzą grzecznie, zaraz mają się zacząć zajęcia (była to zresztą grupa mundurowa, poprzednie zdarzenie miało miejsce w grupie niemundurowej, z dziewczynami). Nagle wpada K. i już od progu krzyczy, zaciągając charakterystycznie swoją śpiewno-wschodnią mową:

        - Wszyscy wyciongajo kartki i piszo: "major K. jest dupa"!

        Po czym zebrał kartki i oznajmił: - A teraz zaniesiemy to do GRAFOMANA i dowiemy sie, kto na mapie sztabowej napisał "major K. jest dupa"...
          • horpyna4 Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 18:07
            Wystarczy opowiedzieć, że nie było telefonów komórkowych i telewizji kablowej, a nawet satelitarnej. I że na te pierwsze anteny satelitarne trzeba było mieć zezwolenie. Zastanawiano się wtedy, czy jak w trakcie oglądania przyjdzie sąsiad, który nie ma zezwolenia, to należy go wyrzucić? No bo pozwolić mu oglądać, to może już być wykroczenie.

            Czy człowiek dorastający w normalnym ustroju jest w stanie uwierzyć w takie opowiastki?
            • tymon99 Re: Studentem będąc w PRL-u 29.03.11, 00:08
              horpyna4 napisała:

              > Czy człowiek dorastający w normalnym ustroju jest w stanie uwierzyć w takie opo
              > wiastki?

              c. d. w n. u., lat około 5, na wzmiankę, że nie było mięsa w sklepach: "jak to nie było mięsa? nie było na świecie zwierząt??"
      • ewa9717 Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 17:11
        Ach, Minerwo, dekadę wczesniej było to nie do pomyślenia. Można było mieć wszystko zdane na pięc z plusem, ale i to nie zwalniało choćby z jednego wojska, każdą nieobecność trzeba było odrobić ;(
        • zawszekacperek Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 20:50
          Dziewczyny, co Wy wiecie o Studium Wojskowym? Miałyście zabawę a nie SW. Ilu młodych chłopaków zamiast studiować, poszło przez tych trepów ze SW w kamasze na dwa lata. Nie dość, że dostawaliśmy w d... na SW, to jeszcze po studiach musieliśmy dymać przez rok w SOR (Szkoła Oficerów Rezerwy). Nie był to najlepszy event na studiach. Przynajmniej dla Kacperka.
          Kacperek
          • gama.1 Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 21:27
            Po egzaminie z wojska zrobiłyśmy wielkie ognisko pod SW i spaliłyśmy rytualnie wszytskie zeszyty, wznosząc przy tym niepatriotyczne okrzyki i siejąc zgorszenie wśród kadry SW.

            Zabrano nas kiedyś na zajęciach do jednostki wojsk zmechanizowanych, gdzieś na drugim końcu Wrocławia (nie wspomnę, jaka była reakcja żołnierzy na widok takiej ilości lasek ;-) a my z zemsty zadawałyśmy pytania na poziomie dowcipów o blondynkach. Miny panów - bezcenne :)))))
            (przypomnę młodszej generacji, że w tamtych czasach już od szkoły podstawowej mieliśmy przysposobienie obronne, więc nasza wiedza na "te tematy" nie była taka mała, z czego kadra zdawała sobie sprawę.)
              • zawszekacperek Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 22:33
                Pamiętam. Miał z nami szkolenie p.poż. Do dzisiaj pamiętam: "Hydronetka ma długi wąż.":)
                ewa9717, a chociaż wiesz, co to jest ta "hydronetka"? :)

                Kacperek
                P.S.
                Mjr Baran to był jeszcze w miarę normalny trep. Na SORze byli lepsi od niego. Wierz mi.

                ewa9717 napisała:

                > O, to może i majora nomen omen Barana pamiętacie? ;)


                • ewa9717 Re: Studentem będąc w PRL-u 28.03.11, 22:58
                  Wiem, co to jest hydronetka, aczkolwiek niekoniecznie z wojska ;)
                  Płeć mnie ochroniła przed wojskiem w sroższej formie.
                  A na zajęciach z majorem B. z zapartym tchem czekaliśmy na opowieści z cyklu Niemcy atakują wieś. Kończyły się zwykle tak: wtedy my dobytek, konie, krowy na plecy, myk do lasu i tyle nas Niemcy widzieli ;)
                    • jarkoni Re: Studentem będąc w PRL-u 29.03.11, 19:26
                      trevistas napisał:

                      > Dobrym wyczynem byly tez obozy wojskowe / np po drugim roku studiow../ - miesia
                      > c spedzony w jednostce wojskowej, pod dowodztwem przyszlych inzynierow - dowodc
                      > ow....

                      Przyszli inżynierowie-dowódcy to ci z tzw "ZMECH-u" z Wrocławia, beton wojskowy, to o nich dowcipy, że woda wrze w temp. 90 stopni, a po wyjaśnieniach i poklepaniu się po czole stwierdzenie: "no racja, 90 stopni to ma kąt prosty"
                      Ci po WAT nie mieli z nimi nic wspólnego..
                      • trevistas Re: Studentem będąc w PRL-u 30.03.11, 00:12
                        jarkoni napisał:

                        > trevistas napisał:
                        >
                        > > Dobrym wyczynem byly tez obozy wojskowe / np po drugim roku studiow../ -
                        > miesia
                        > > c spedzony w jednostce wojskowej, pod dowodztwem przyszlych inzynierow -
                        > dowodc
                        > > ow....
                        >
                        > Przyszli inżynierowie-dowódcy to ci z tzw "ZMECH-u" z Wrocławia,
                        Nie tylko, chodzi rowniez o podchorazych pozostalych WSO../ dziesieciu, chyba /. beton wojskowy / zgoda...
                        > , to o nich dowcipy, że woda wrze w temp. 90 stopni, a po wyjaśnieniach i pokle
                        > paniu się po czole stwierdzenie: "no racja, 90 stopni to ma kąt prosty"
                        Wg niektorych pogladow, do ukonczenia studiow wyzszych wystarczalo im zalozenie i prowadzenie 16 stronicowego zeszytu..
                        > Ci po WAT nie mieli z nimi nic wspólnego..
              • gama.1 Re: Studentem będąc w PRL-u 29.03.11, 01:01
                Aż z ciekawości zajrzałam do indeksu - miałam zajęcia z płk magistrem Cz. Duszakiem :) Nie baran, ale też gwarantował nam przeżycia intelektualne.

                Przy okazji znalazłam zaświadczenie o ukończeniu szkolenia sanitarno - obronnego upoważniającego mnie do starania się o pracę siostry PCK. Studia filozoficzne studiami, ale poza wykształceniem miałam też fach w rękach ;-)

            • tymon99 Re: Studentem będąc w PRL-u 11.05.13, 23:34
              gama.1 napisała:

              > przypomnę młodszej generacji, że w tamtych czasach już od szkoły podstawowej m
              > ieliśmy przysposobienie obronne, więc nasza wiedza na "te tematy" nie była taka
              > mała

              była, tak naprawdę, żenująco mała. program przysposobienia obronnego składał się głównie z nieprawd, półprawd i przemilczeń. przykład nr1: od 1974 roku zaczęło się przezbrojenie armii układu warszawskiego z "klasycznych" kałasznikowów kalibru 7,62 na 5,45 - ta informacja nie trafiła do podręczników do po co najmniej do mojej matury, czyli 1987. przykład nr2: uczono o "klasycznym" kałasznikowie kalibru 7,62 i o karabinie wyborowym swd kalibru 7,62 - ale informacja, że te dwie bronie strzelają zupełnie różną amunicją, nie była uczniom dostępna. przykład nr3: pistolet tt (znów kaliber 7,62, to już trzeci typ amunicji tego kalibru) opisywany w podręcznikach z lat 80. - jego produkcji zaprzestano jeszcze za życia stalina.
              a o tym, jak karkołomne bzdury dotyczące budowy broni jądrowej w podręcznikach do po stały w jaskrawej sprzeczności z podręcznikiem do fizyki do tej samej klasy, to nawet wspominać żal..
      • embepe Re: Studentem będąc w PRL-u 13.05.13, 09:18
        minerwamcg napisała:

        > Będąc młodą studentką pod sam koniec PRLu doświadczałam wszelkich uciech dekade
        > ncji systemu - w szczególności bojkotu studium wojskowego.
        > Mieliśmy zacząć na czwartym roku, pod koniec wakacji wisiała na tablicy ogłosze
        > ń kartka, że rozpoczęcie zajęć studium będzie w późniejszym terminie, po ogłosz
        > eniu. Ogłosili początek gdzieś w połowie października, ale nikt nie przyszedł.
        > Około Świąt zaczęli straszyć konsekwencjami do wylania ze studiów włacznie. Lek
        > ceważyliśmy konsekwentnie, już było wiadomo, że nic nam nie zrobią. Około marca
        > zapowiedzieli, że ze studium zwolnione są dziewczyny. No i ładnie, ale chłopak
        > i dalej olewali. I gdzieś pod koniec roku zwolnili ze studium hurtem wszystkich
        > , darowali nieobecności - słowem, przestali się wygłupiać.

        Minerwo, to ja z tego samego rocznika! Co prawda u nas (Uniwersytet Łódzki) było tak, że pierwsze zajęcia z wojska, na czwartym roku, się odbyły. Osobne dla pań, osobne dla panów - wg planu cały wtorek miał być przeznaczony na zajęcia w studium wojskowym.
        Wykłady były beznadziejne w treści, ale dość zabawne w formie, z czego wykładowcy wyraźnie nie zdawali sobie sprawy... :-)
        A potem okazało się, że zajęcia pierwsze były ostatnimi - na następne już nikt nie poszedł, wojsko było bojkotowane przez studentów w całej Polsce i ostatecznie dano sobie z tym spokój.

        Koleżanka studiująca wówczas w PWSSP (Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych), czyli w obecnej Akademii Sztuk Pięknych, miała mniej szczęścia i zajęcia z wojska przypadły jej w udziale wcześniej, na drugim roku studiów. Wtedy - czyli w roku akademickim 1987/88 - nikomu nie przyszło na myśl niechodzenie na wojsko. Koleżanka narzekała, że były to dość stresujące zajęcia, a przyswajaniu wiedzy wojskowej - jakże niezbędnej przyszłym artystom ;-) - musiała poświęcić więcej czasu niż przygotowaniom do innych zajęć ...
        • jan.kran Re: Studentem będąc w PRL-u 14.05.13, 14:51
          Ja mialam studia pierwsza klasa we Wroclawiu. Filologia klasyczna:) Znakomici naukowcy , ciekawe zajecia i balanga non - stop.
          Mieszkalam u Rodzicow ale odwiedzalam akademiki , poza tym Jazz znad Odra, kluby
          filmowe , koncerty , Filharmonia , teatry , Ossolineum i Biblioteke Uniwersytecka.
          Studia pamietam jako pasmo rozkoszy intelektualnych i ciagla zabawe , nie wiem jak mi sie udalo ukonczyc :)
          Moja Mlodziez tez sobie nie zaluje i ja jestem bardzo tolerancyjna ale nie maja az tak fajnie jak ja mialam:)
          Choc maja inne rzeczy ktorych im zazdroszcze , sa bardziej niezalezni , moga pracowac dosc ciekawie w czasie studiow , wiecej podrozowac , dostep do swiata i jezykow maja wiekszy niz ja mialam.
          I nie maja WOJSKA:)))))
          Ja mam traumatyczne przezycia z zajec PO w liceum i Studium Wojskowego na Przybyszewskiego:)
          Maszerowalam , opatrywalam , uczylam sie azymutow i roznicy miedzy bomba atomowa i wodorowa oraz Ukladem Warszawskim i NATO .
          Ciekawe czy wiecie jaka byla roznica miedzy tymi ostatnimi ?
          Ja wiem bo zostalam ideologicznie mocno uswiadomiona.

          Wspomnien mam multum.
          Jedno dosc intensywne to jak po koncercie JnO w Hali Ludowej przebywalam nastepnie na jam session w Palacyku a mialam w perspektywie referat o Forum Romanum jakos tak dosc wczesnie przed poludniem.
          Na kacu udalam sie do Biblioteki Uniwersyteckiej , zrobilam notatki i wyglosilam referat.
          Moj mentor , wybitny fillog klasyczny , Pan Profesor Lanowski bardzo byl zadowolony z refertu i poprosil mnie zebym oddala moje dzielo pisemnie.
          To co ja nabazgralam po nieprzespanej jazzowej nocy nie nadawalo sie do pokazania Autorytetowi bo referat byl moccno improwizowany:PPP
          Jakos sie wymigalam ze oddam na nastepnych zajeciach:)
        • gama.1 Re: Studentem będąc w PRL-u 30.03.11, 17:43
          O, ja ta ze stancji byłam, ale jeden rok mieszkałam gościnnie w akademiku AE we Wrocławiu. Pamiętam letnie powroty do akademika, kiedy z męskich pokoi wyrzucano woreczki z wodą na głowy - to była zabawa chłopców,

          Z tzw życia studenckiego w tamtych czasach (schyłek lat 80-tych) pamietam zbiorowe oglądanie filmów na video, w klubach. Np "Lody na patyku" albo "Kaligulę"...
    • matylda1001 Re: Studentem będąc w PRL-u 30.03.11, 18:01
      Stancja w tamtych czasach znacznie różniła się od dzisiejszych mieszkań studenckich. Wtedy, to zazwyczaj był pokój "przy rodzinie". Najczęściej u starszej osoby, która nie pozwalała na takie brewerie, jakie często działy się w akademikach. Koleżanka z akademika od czasu do czasu nocowała u mnie, po prostu po to, żeby wreszcie się wyspać:)
        • gama.1 Re: Studentem będąc w PRL-u 30.03.11, 20:00
          Ja też miałam zawsze samodzielne stancje - albo mieszkania, albo pokoje z osobnymi wejściami w willach. Można było zaimprezować, jak się chciało, ale przymusu towarzyskiego nie było.
          Rok spędzony w akademiku to była katorga, a jak sobie przypomnę portierkę Ziutę, która sprawdzała prawie każdego ...
    • balamuk Re: Studentem będąc w PRL-u 09.05.13, 12:22
      Pozwolicie, że podbiję ten budujący wątek, bo trafiłam na gazetowy wytłok o doli studenta współczesnego: zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,101460,13862364,Cala_prawda_o_trybie_zycia_studenta__co_je__jak_spedza.html#BoxLSTxt
      Możemy przeprowadzić analizę porównawczą. ;)
      A dla odprężenia pioseneczka: www.songer.pl/piosenka_kabaret-elita-studenckie-czasy-12938164
      • marguy Re: Studentem będąc w PRL-u 11.05.13, 23:13
        A studenckie wesela? Kto pamieta?
        Do dzis z rozrzewnieniem wspominam jedno z nich. Lata '70. Bylo golo ale wesolo i z klasa.
        Osobiscie uczestniczylam w robieniu grzanca z jaboli. Wyszedl doskonale i nikt nie umarl, a co najwazniejsze nie polegl. Gwozdziem programu byla grochowka z kuchni polowej, a slodkosci upieklysmy my, miejscowe dziewczyny. Kazdy przywlokl to co mial. Co do kreacji to osobiscie uszylam suknie panny mlodej (z tetry, babcinych koronek i resztek serwetek i firan oraz kilku skrawkow tafty) i swoja wlasna.
    • plater-2 Re: Studentem będąc w PRL-u 22.05.13, 10:16
      I ja za Gierka i ja...
      Za praktyke nam placili 600 zl, za darmo byly sniadania i obiady oraz zakwaterowanie .

      Do SZSP zachecano, nie zapisalam sie . W maju okazalo sie, ze trzeba miec opinie na wniosku paszportowym a wybieralam sie na saksy. Przewodniczacy podpisal mi motywujac, ze "pracuje w kole naukowym" (!!). Co było prawda.

      Pamietacie te obiegówkę, która trzeba bylo wypelnic, zanim dziekan podpisal wniosek na paszport ?
      • kapitan_marchewa Re: Studentem będąc w PRL-u 28.07.13, 16:44
        Franek, a ja się pozwolę nie do końca zgodzić.
        Wiecznych studentów teraz jest multum, oby tylko kasa na czesne była i możesz studiować do emerytury.
        Oj byli tacy i 40 i 30 lat temu, ale wieczność studiowania nie trwała za długo - max 2 urlopy dziekańskie i to z powaznymi argumentami, potem ew. reaktywacja..
        Poza tym jestem zdania, że ówczesny inteligentny maturzysta bije na głowę obecnych studentów ogólnym wykształceniem, a niejednokrotnie też i tematycznym.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka