adam051
03.06.04, 16:11
Juz czwartek. Chyba mozna zadzwonic, spytac sie jak z ta kawa. Telefon
rosnie, poteznieje, zajmuje coraz wiecej przestrzeni w tym pokoju, w ktorym
powstaja felietony o amerykanskim rynku kapitalowym, porady imigracyjne oraz
raporty ze wspolczesnego pola walki. To własnie tuatj krzywe NASDAQA, S&P 500
i DJIA przeplataja sie z torami balistycznymi pociskow wystrzeliwanych przez
Bradleye, Leopardy oraz jakies chinskie haubice. Sluchawka telefonu sama
przymilnie wpelza do reki...
- Nie dzwon! – krzyczy tchorz. – Nigdy nie wiadomo co sie stanie. Lepiej nie
dzwonic. Lepiej wszystko sobie zracjonalizowac, wygladzic, wytlumaczyc.
Zadzwon do.... Marka. Przeciez tak dawno nie dzwoniles juz do Marka...
- Czy naprawde uwazasz, ze nie ma na swiecie bardziej sympatycznych zajec od
wysluchwania twoich monologow? – dopytywal sie sceptyk. – Powiedz szczerze ,
wybralbys sie sam ze soba na kawe?
- Ja naprawde potrafie ladnie myslec – bronil sie, ale jakos tak bez
przekonania.
Pokoj wypelnil slodkawo – kwasny zapach wiednacego telefonu, a sluchawka
stala sie tak przykro osliza, ze az musial ja wypuscic z reki... Czolgi
harcujace w prawym rogu pokoju, tam gdzie przynajmniej chwilowo
ustabilizowalo sie wspolczesne pole walki, gwaltownie zaczely pokrywac sie
rdza, pekaly im gasienice, a w pancerzu pojawialo sie coraz wiecej dziur...
Glowne wskazniki gieldowe rzucily sie zgodnie w przepasc bessy, ich sladem
podazali indywidualni inwestorzy wyskakujacy z najwyzszych pieter wiezowcow
Wall Street, ktora akurat dzisiaj krzyzowala sie z Karmelicka. A z porad
imigracyjnych wychynela okrutna prawda o zyciu, ze jest szare, smutne i bez
sensu.
- Hej, co ci szkodzi – odezwal sie w koncu optymista, ktory bujal w oblokach
probujac, jak zwykle, zrozumiec istote rzeczy. – Zadzwon. To nie boli. Co
najwyzej dowiesz sie, ze jakis czwarty asystent drugiego asystenta zastepcy
podsekretarza departametnu w Bardzo Waznym Ministerstwie zjezdza do Krakowa.
A intelekt. to niebywaly, gdyz moze wskazac gdzie lezy Bruksela na mapie
Europy z dokladnoscia do tysiaca kilometrow. Przegrac z takim kims to
bynajmniej nie dyshonor. Zadzwon i daj mi sie wreszcie skupic na
rozwiazywaniu tajemnic wszachswiata.
Znowu sluchawka sama wsunela mu sie do reki, nie byla oslizla. Najwazniejsze
wskazniki gieldowe poszybowaly w gore, podazyli za nimi indywidualni
inwestorzy, unoszeni przez aniolow strozow, ktorzy zlapali ich tuz przed
roztrzaskaniem sie o asfalt. Wall Street pila szampana, zataczala sie z
radosci wszystkimi wiezowacami. A z porad prawnych wynikalo, ze kazdy
nielegalny imigrant w USA ma zycie uslane rozami i bez problemu zdobywa
amerykanskie obywatelstwo.
Wzial sluchawke i odwaznie wybral numer na klawiaturze.
- Instytucja – odpowiedzial bardzo, bardzo smutny glos.
- Czy mozna prosic z Pania...?
- Pani ... nie ma dzisiaj w pracy.
- Aha. Dziekuje. Do widzenia.
Pokoj pograzyl sie w atmosferze poznego listopada. Sufit zmienil sie w chmura
gradowa z piorunami. Sciany w rzedy drzew o mocno pobrazowialych koronach,
podloga pokryla sie mokrym, oslizlym mchem. Zacinalo deszczem.
- Nie, no zaraz – przywolal sciany, sufit i podloge pokoju do porzadku.
Zmusil okna by wymazaly listopad z tafli szyb, przywrocily pogodny poczatek
czerwca. – Przeciez nic sie nie stalo. Przeciez jutro moge znowu zadzwonic –
wrocil do pisania.
Spiacy na foltelu jamnik Spisek obudzil sie i spojrzal na pancie przy
komputerze. – Znowu pisze zamiast wziac mnie na spacer – pomyslal z wyrzutem.