Dodaj do ulubionych

historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie bylo

03.06.04, 16:11
Juz czwartek. Chyba mozna zadzwonic, spytac sie jak z ta kawa. Telefon
rosnie, poteznieje, zajmuje coraz wiecej przestrzeni w tym pokoju, w ktorym
powstaja felietony o amerykanskim rynku kapitalowym, porady imigracyjne oraz
raporty ze wspolczesnego pola walki. To własnie tuatj krzywe NASDAQA, S&P 500
i DJIA przeplataja sie z torami balistycznymi pociskow wystrzeliwanych przez
Bradleye, Leopardy oraz jakies chinskie haubice. Sluchawka telefonu sama
przymilnie wpelza do reki...
- Nie dzwon! – krzyczy tchorz. – Nigdy nie wiadomo co sie stanie. Lepiej nie
dzwonic. Lepiej wszystko sobie zracjonalizowac, wygladzic, wytlumaczyc.
Zadzwon do.... Marka. Przeciez tak dawno nie dzwoniles juz do Marka...
- Czy naprawde uwazasz, ze nie ma na swiecie bardziej sympatycznych zajec od
wysluchwania twoich monologow? – dopytywal sie sceptyk. – Powiedz szczerze ,
wybralbys sie sam ze soba na kawe?
- Ja naprawde potrafie ladnie myslec – bronil sie, ale jakos tak bez
przekonania.
Pokoj wypelnil slodkawo – kwasny zapach wiednacego telefonu, a sluchawka
stala sie tak przykro osliza, ze az musial ja wypuscic z reki... Czolgi
harcujace w prawym rogu pokoju, tam gdzie przynajmniej chwilowo
ustabilizowalo sie wspolczesne pole walki, gwaltownie zaczely pokrywac sie
rdza, pekaly im gasienice, a w pancerzu pojawialo sie coraz wiecej dziur...
Glowne wskazniki gieldowe rzucily sie zgodnie w przepasc bessy, ich sladem
podazali indywidualni inwestorzy wyskakujacy z najwyzszych pieter wiezowcow
Wall Street, ktora akurat dzisiaj krzyzowala sie z Karmelicka. A z porad
imigracyjnych wychynela okrutna prawda o zyciu, ze jest szare, smutne i bez
sensu.
- Hej, co ci szkodzi – odezwal sie w koncu optymista, ktory bujal w oblokach
probujac, jak zwykle, zrozumiec istote rzeczy. – Zadzwon. To nie boli. Co
najwyzej dowiesz sie, ze jakis czwarty asystent drugiego asystenta zastepcy
podsekretarza departametnu w Bardzo Waznym Ministerstwie zjezdza do Krakowa.
A intelekt. to niebywaly, gdyz moze wskazac gdzie lezy Bruksela na mapie
Europy z dokladnoscia do tysiaca kilometrow. Przegrac z takim kims to
bynajmniej nie dyshonor. Zadzwon i daj mi sie wreszcie skupic na
rozwiazywaniu tajemnic wszachswiata.
Znowu sluchawka sama wsunela mu sie do reki, nie byla oslizla. Najwazniejsze
wskazniki gieldowe poszybowaly w gore, podazyli za nimi indywidualni
inwestorzy, unoszeni przez aniolow strozow, ktorzy zlapali ich tuz przed
roztrzaskaniem sie o asfalt. Wall Street pila szampana, zataczala sie z
radosci wszystkimi wiezowacami. A z porad prawnych wynikalo, ze kazdy
nielegalny imigrant w USA ma zycie uslane rozami i bez problemu zdobywa
amerykanskie obywatelstwo.
Wzial sluchawke i odwaznie wybral numer na klawiaturze.
- Instytucja – odpowiedzial bardzo, bardzo smutny glos.
- Czy mozna prosic z Pania...?
- Pani ... nie ma dzisiaj w pracy.
- Aha. Dziekuje. Do widzenia.
Pokoj pograzyl sie w atmosferze poznego listopada. Sufit zmienil sie w chmura
gradowa z piorunami. Sciany w rzedy drzew o mocno pobrazowialych koronach,
podloga pokryla sie mokrym, oslizlym mchem. Zacinalo deszczem.
- Nie, no zaraz – przywolal sciany, sufit i podloge pokoju do porzadku.
Zmusil okna by wymazaly listopad z tafli szyb, przywrocily pogodny poczatek
czerwca. – Przeciez nic sie nie stalo. Przeciez jutro moge znowu zadzwonic –
wrocil do pisania.
Spiacy na foltelu jamnik Spisek obudzil sie i spojrzal na pancie przy
komputerze. – Znowu pisze zamiast wziac mnie na spacer – pomyslal z wyrzutem.
Obserwuj wątek
    • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 03.06.04, 22:57
      zareagowala na email... umowila sie ze mna na "kawe" :)))

      ok. byc moze mam kryzys wieku sredniego...

      ale nie zamierzam sie z niego leczyc...

      bynajmniej :P
      • aand Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 03.06.04, 23:02
        adam051 napisał:

        > zareagowala na email... umowila sie ze mna na "kawe" :)))

        W termosie? W czasie biegania po Plantach? :)

        > ok. byc moze mam kryzys wieku sredniego...

        ale nie zamierzaj z niego rezygnować... :)

        > ale nie zamierzam sie z niego leczyc...

        być może...

        > bynajmniej :P

        bye :)
    • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 04.06.04, 10:23
      pierwszy rozdzial dotyczyl poznania...
      drugi dazenia do spotkania...
      akcja sie rozwija, ja czekam na dalszy ciag. mam nadzieje, ze w ramach
      wychodzenia z kryzysu nie odmieni sie glownemu bohaterowi ;)
      • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 06:52
        zamiast kawy byl obiad. Z calego, kilkustronicowego menu wybralismy to samo
        danie. Ona dotarla do niego przez szpinak, ja przez sos z czterech serow...

        hmmm...

        i zgodzila sie na to, zebym to ja zaplacil rachunek :))

        jest ceniaca swa wolnosc feministka...

        ciag dalszy zapewne nastapi, nie tak predko, konczy wlasnie studia
        doktoranckie, ma sesje.
        • h.olender Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 09:40
          adam051 napisał:

          > i zgodzila sie na to, zebym to ja zaplacil rachunek :))
          >
          > jest ceniaca swa wolnosc feministka...

          eeetam, feministka w życiu by się nie zgodziła, abyś zapłacił za nią rachunek ;)
          • aand Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 10:03
            h.olender napisał:

            > eeetam, feministka w życiu by się nie zgodziła, abyś zapłacił za nią
            rachunek ;)


            Tak jest! Na Twoim miejscu Adam uważałbym na imponderabilia... ;)
            • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 10:47
              eeeeeeeeeee taaaaaaaaaaaam

              powiedzmy, ze to nie byla pierwsza impreza na ktorej razem bylismy... zawsze
              bylo po holendersku, co do grosza...

              pozwalajac zaplacic za siebie - zmienila jakosc naszego spotkania. well,
              potraktowalem to jako komplement :)))

              pozyjemy, zobaczymy...
              • h.olender Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 12:19
                adam051 napisał:

                > zawsze bylo po holendersku, co do grosza...

                Po holendersku (w tym przypadku) = po krakowsku...
                Krakusy nie słyną raczej z rozrzutności ;-)
                Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie...
                • aand Re: Dowcip a propos ;) 07.06.04, 21:16
                  h.olender napisał:

                  > Po holendersku (w tym przypadku) = po krakowsku...
                  > Krakusy nie słyną raczej z rozrzutności ;-)
                  > Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie...

                  :))) :))) :)))

                  Jak powstał Wielki Kanion Colorado?

                  Szło dwóch Krakusów przez pustynię i nagle jeden krzyczy:

                  Rany! Zgubiłem dwa złote...
                  • h.olender Re: Dowcip a propos ;) 08.06.04, 09:17
                    Słyszałem podobny dowcip o Holendrach.

                    - Jak powstał drut miedziany?
                    - Dwóch Holendrów znalazło jednocentówkę i zaczęli ją sobie wydzierać z rąk.

                    Słyszałem też, że Szkoci mieszkali kiedyś w Holandii, ale zostali wygnani z
                    ojczyzny za nadmierną rozrzutność.

                    Tak więc rzeczywiście, pomiędzy krakowskimi Centusiami i Holendrami istnieje
                    pewnie jakieś magiczne pokrewieństwo dusz ;-)
          • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 10:50
            h.olender napisał:

            > eeetam, feministka w życiu by się nie zgodziła, abyś zapłacił za nią
            rachunek ;

            i jeszcze powinna byc obcieta na krotko, w sandalach i bez stanika...
            • h.olender Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 11:23
              No bo przecież płacenie rachunku przez mężczyznę jest dla prawdziwej feministki
              nie do przyjęcia. Kłóci się z zasadą równouprawnienia płci. Prawdziwa
              feministka nie może sobie na to pozwolić, aby utrzymywał ją jakiś facet, choćby
              nawet płacąc za nią obiad, na który ją zaprosił ;-)

              P.S. To mówisz, że feministki nie noszą staników?
              • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 11:48
                twoja definicja feministki byla prawdziwa.... dwadziescia lat temu...
                • aanneett Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 11:55
                  adam051 napisał:

                  > twoja definicja feministki byla prawdziwa.... dwadziescia lat temu...

                  :) znasz może aktualną, bo ja się właśnie zastanawiam czy zostać feministką, a
                  może nią jestem i nic o tym nie wiem... :)

                  ________________________________________________
                  * skrzydła zbyt małe by wzlecieć
                  zbyt ciężkie by iść
                  • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 12:10
                    Dla Ciebie wszystko... Sprobuje....na podstawie obserwacji...

                    No wiec wspolczesna feministka lat okolo trzydziestu przede wszystkim nie
                    walczy na kazdym kroku z mezczyznami. Lubi mezczyzn i ich towarzystwo. Ale w
                    kontaktach z nimi tworzy uklady partnerskie, uklady rownosci.

                    Raczej nie spotkasz jej w szpilkach - unika rzeczy, ktore maja poprawic
                    atrakcyjnosc kobiety w oczach mezczyzny, a sa grozne dla jej zdrowia.

                    Raczej nie spoktasz jej w krotkich, obcislych spodnicach/sukienkach. Czesto
                    chodzi z spodniach.
                    Ale nie rezygnuje z atrybutow kobiecosci. Na przyklad dba o makijaz, ktory -
                    znowu - nigdy nie bedzie wyzywajacy.

                    Ot, taki szkic do portretu...
                    • aanneett Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 12:35
                      adam051 napisał:
                      > No wiec wspolczesna feministka lat okolo trzydziestu
                      ... prawie się zgadza...chociaż wciąż bliżej 20:)

                      przede wszystkim nie
                      > walczy na kazdym kroku z mezczyznami. Lubi mezczyzn i ich towarzystwo. Ale w
                      > kontaktach z nimi tworzy uklady partnerskie, uklady rownosci.
                      ... tu nie bardzo, wciąż mi się zdaje, że 'kopernik była kobietą':)

                      > Raczej nie spotkasz jej w szpilkach - unika rzeczy, ktore maja poprawic
                      > atrakcyjnosc kobiety w oczach mezczyzny, a sa grozne dla jej zdrowia.
                      ... nie spotkasz w szpilkach... w życiu:)

                      > Raczej nie spoktasz jej w krotkich, obcislych spodnicach/sukienkach. Czesto
                      > chodzi z spodniach.
                      ... przeważnie w spodniach:)

                      > Ale nie rezygnuje z atrybutow kobiecosci. Na przyklad dba o makijaz, ktory -
                      > znowu - nigdy nie bedzie wyzywajacy.
                      ... czasammi rezygnuje...
                      > Ot, taki szkic do portretu...

                      ... no i nie wiem jestem czy nie jestem... nazwijmy to 'feminizmem dostosowanym
                      do moich potrzeb' :)

                      ________________________________________________
                      * skrzydła zbyt małe by wzlecieć
                      zbyt ciężkie by iść
                      • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 13:14

                        > ... no i nie wiem jestem czy nie jestem... nazwijmy to 'feminizmem
                        dostosowanym
                        >
                        > do moich potrzeb' :)
                        >


                        no i wlasnie taki jest nowoczesny feminizm - dostosowany do potrzeb kobiety...
                    • aanneett Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 12:37
                      adam051 napisał:

                      > Dla Ciebie wszystko...

                      ... zapomniałam... to ja chcę BMW:) i wycieczkę na Hawaje, bo mi zimno
                      okrutnie:)
                      ... z góry dziękuję:)

                      ________________________________________________
                      * skrzydła zbyt małe by wzlecieć
                      zbyt ciężkie by iść
                      • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 13:08
                        nie mozesz jednoczesnie byc feministka i domagac sie prezentow od
                        starszychpanow-mikolajowswietych :))))

                        a gdybym zdecydowal sie na kupno BMW - nawet mlodej damie - to juz na pewno
                        dreczylby mnie kryzys wieku sredniego i to taki jak z Krakowa do Montauk...

                        a Hawaje sa przereklamowane... Polecam Hainan...
                        • aanneett Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 13:15
                          adam051 napisał:

                          > nie mozesz jednoczesnie byc feministka i domagac sie prezentow od
                          > starszychpanow-mikolajowswietych :))))
                          ... ale "feminizm dostosowany do moich potrzeb" ewentualność takową zawiera:)
                          ... ależ ja się nie domagam... jak ktoś proponuje, nie wypada odmówić:)

                          > a gdybym zdecydowal sie na kupno BMW - nawet mlodej damie - to juz na pewno
                          > dreczylby mnie kryzys wieku sredniego i to taki jak z Krakowa do Montauk...
                          ... a teraz jaki Cię dręczy? wystarczy na poloneza?:)

                          > a Hawaje sa przereklamowane... Polecam Hainan...
                          ... ewentualnie może być:)

                          ________________________________________________
                          * skrzydła zbyt małe by wzlecieć
                          zbyt ciężkie by iść
                          • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 15:42
                            well... nie mam kryzysu wieku sredniego... Twoje pytanie uwazam wiec za
                            bezprzedmiotowe...
                            • aanneett Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 09.06.04, 08:38
                              adam051 napisał:

                              > well... nie mam kryzysu wieku sredniego... Twoje pytanie uwazam wiec za
                              > bezprzedmiotowe...

                              ... hmmm, a objawy sugeruja co innego:)

                              ________________________________________________
                              * skrzydła zbyt małe by wzlecieć
                              zbyt ciężkie by iść
                              • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 09.06.04, 09:32
                                zawsze lubilem, lubie i bede lubil kobiety. Lubilem z nimi rozmawiac, lubilem
                                sie z nimi przyjaznic, lubilem jak mnie soba fascynuja...

                                aha, juz wiem, moj kryzys wieku sredniego zaczal sie mnie wiecej wtedy kiedy
                                mialem lat 14.... i trwa do dzisiaj :P
                                • aanneett Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 20:05
                                  adam051 napisał:

                                  > zawsze lubilem, lubie i bede lubil kobiety. Lubilem z nimi rozmawiac, lubilem
                                  > sie z nimi przyjaznic, lubilem jak mnie soba fascynuja...
                                  >
                                  > aha, juz wiem, moj kryzys wieku sredniego zaczal sie mnie wiecej wtedy kiedy
                                  > mialem lat 14.... i trwa do dzisiaj :P

                                  ... wieczny chłopczyk przechodzący kryzys wieku średniego :)
                                  ... pozwól, że zacytuję: "na kozeteczkę"? :)

                                  ________________________________________________
                                  * nie mysleć, nie myśleć, nie....
                                  • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 20:27
                                    aanneett napisała:

                                    > ... pozwól, że zacytuję: "na kozeteczkę"? :)

                                    patrzac jak energicznie go na te kozeteczke zaganiasz mozna pomyslec, ze sama
                                    chcesz obok sie przylozyc... ;)
                                    • aand Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 20:55
                                      janiolka napisała:

                                      > patrzac jak energicznie go na te kozeteczke zaganiasz mozna pomyslec, ze sama
                                      > chcesz obok sie przylozyc... ;)


                                      Mają się ku sobie, prawda? ;)

                                      • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 21:00
                                        No! Ona ku sobie, a on ku innym. Faktycznie...

                                        Co to za swatanie jakieś, zabawy ludźmi.
                                        • aand Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 21:04
                                          habitus napisała:

                                          > No! Ona ku sobie, a on ku innym. Faktycznie...
                                          >
                                          > Co to za swatanie jakieś, zabawy ludźmi.


                                          Wszystko to byty wirtualne, czyli nie ludźmi bynajmniej, zwłaszcza takie
                                          niewinne (chyba) żarty :) Chociaż każdy prezentuje przez net swoją osobowość...
                                          • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 21:12
                                            aand napisał:

                                            > habitus napisała:
                                            >
                                            > > No! Ona ku sobie, a on ku innym. Faktycznie...
                                            > >
                                            > > Co to za swatanie jakieś, zabawy ludźmi.
                                            >
                                            >
                                            > Wszystko to byty wirtualne, czyli nie ludźmi bynajmniej, zwłaszcza takie
                                            > niewinne (chyba) żarty :) Chociaż każdy prezentuje przez net swoją
                                            osobowość...
                                            >
                                            Pisząc - jak widać z licznych przykładów - nie da się ukryć prawdziwych uczuć.
                                            A wszyscy myślą,że można. Najlepiej bunkruje się Ralston i Awee. Najgorzej...
                                            no właśnie, kto?
                                            • awee Re:historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie.. 15.06.04, 21:34
                                              habitus napisała:

                                              > Najlepiej bunkruje się Ralston i Awee. Najgorzej... no właśnie, kto?


                                              :)) Ponieważ strach i milczeć - strach i mówić :))

                                              Jeśli można....te "najlepiej" zamieniłabym na "najmocniej"
                                              a "najgorzej" na "nie bunkruje". Aby nie było podziałów ;)
                                              • habitus Re:historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie.. 15.06.04, 22:15
                                                > :)) Ponieważ strach i milczeć - strach i mówić :))

                                                Eeeee tam, strachy na Lachy :)
                                                >
                                                > Jeśli można....te "najlepiej" zamieniłabym na "najmocniej"
                                                > a "najgorzej" na "nie bunkruje". Aby nie było podziałów ;)

                                                Najlepiej to znaczy najlepiej i już. A bunkrują się wszyscy - tylko niektórzy
                                                gorzej. A najgorzej bunkruje się...... :))
                                                • awee Re:historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie.. 15.06.04, 22:42
                                                  habitus napisała:

                                                  > A najgorzej bunkruje się...... :))

                                                  The Winner Is...? :) A nie, przecież teraz mówi się: And The Oscar Goes To...
                                                  Tak czy siak Kto ? :)
                                            • all2 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 16:18
                                              habitus napisała:

                                              > Pisząc - jak widać z licznych przykładów - nie da się ukryć prawdziwych
                                              uczuć.
                                              > A wszyscy myślą,że można. Najlepiej bunkruje się Ralston i Awee. Najgorzej...
                                              > no właśnie, kto?

                                              Chyba nie wszyscy tak myślą :)))
                                              Ale czy zawsze jest sens i potrzeba je ukrywać? TT to taki mikrokosmos, jaki
                                              urok miałoby wyprane z emocji, temperamentów i osobowości? Wszyscy pisaliby tak
                                              samo? Przyznaj się Habi, zaglądałabyś tu wtedy? :)
                                              Ten mikrokosmos ma własne relacje i reguły - po części realne, po części
                                              wirtualne - i kto chce niech zgaduje, które są które :)
                                              Konflikty mogą być twórcze - szczególnie takie na wpół wirtualne :)
                                              Na tę chwilę wrócę do starej sygnaturki:
                                            • ralston Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 29.06.04, 22:57
                                              habitus napisała:


                                              > >
                                              > Pisząc - jak widać z licznych przykładów - nie da się ukryć prawdziwych uczuć.
                                              > A wszyscy myślą,że można. Najlepiej bunkruje się Ralston i Awee. Najgorzej...
                                              > no właśnie, kto?
                                              >
                                              >
                                              Ja się najlepiej bunkruję? A wydawało mi się, że moje myśli jasne i proste i tak
                                              czytelne.... Ale przynajmniej dobrze się znaleźć w zacnym gronie :)
                                              • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 30.06.04, 01:16
                                                nie kus.... i tak nie przyjde...

                                                zycie stalo sie ciekawsze od fikcji :))))))

                                                a wszystkich, ktorych urazilem - niniejszym przepraszam, bardzo serdecznie...
                                                • all2 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 30.06.04, 01:57
                                                  adam051 napisał:

                                                  > nie kus.... i tak nie przyjde...

                                                  eee ;)
                                        • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 09:00
                                          habitus napisała:

                                          > Co to za swatanie jakieś, zabawy ludźmi.

                                          ale skad to oburzenie?
                                          • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 09:24
                                            janiolka napisała:

                                            > habitus napisała:
                                            >
                                            > > Co to za swatanie jakieś, zabawy ludźmi.
                                            >
                                            > ale skad to oburzenie?
                                            Z serca płynące. Nie spotkałaś się nigdy takim "żartobliwym" swataniem? To
                                            bardzo zawstydzające dla osób będących celem takiego żartu. Czasem rodzina tak
                                            się naigrawa z dzieci... Okropieństwo. Wogóle żarty czyimś kosztem są takie
                                            sobie. W programie "Mamy cię" niektórzy wkręcani pokazują emocje, których nie
                                            chcieliby ujawnić. Czasem oglądam ten program ale mam mieszane uczucia co do
                                            jego strony etycznej. Wogóle nie lubię gry uczuciani, zwłaszcza poczuciem
                                            godności.
                                            • aand Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 10:28
                                              habitus napisała:

                                              > Z serca płynące. Nie spotkałaś się nigdy takim "żartobliwym" swataniem? To
                                              > bardzo zawstydzające dla osób będących celem takiego żartu. Czasem rodzina
                                              tak
                                              > się naigrawa z dzieci... Okropieństwo. Wogóle żarty czyimś kosztem są takie
                                              > sobie. W programie "Mamy cię" niektórzy wkręcani pokazują emocje, których nie
                                              > chcieliby ujawnić. Czasem oglądam ten program ale mam mieszane uczucia co do
                                              > jego strony etycznej. Wogóle nie lubię gry uczuciani, zwłaszcza poczuciem
                                              > godności.

                                              Poczuwam się że to moja wypowiedź tak dotknęła Habi. Nie miałem na myśli
                                              żadnych okrutnych żartów - ot, takie żartobliwe szczypanie - tak mi się
                                              wydawało. Komentarz Habi stawia sprawę w innym świetle. Może jest tak jak
                                              pisze, może nie. Zasada nieoznaczoności Heisenberga - obserwator ma wpływ na
                                              oglądane zjawisko... Teraz sprawa wygląda poważniej niż wydawało mi się na
                                              początku. Zainteresowanych przepraszam :)
                                              • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 10:52
                                                aand napisał:

                                                > Poczuwam się że to moja wypowiedź tak dotknęła Habi. Nie miałem na myśli
                                                > żadnych okrutnych żartów - ot, takie żartobliwe szczypanie - tak mi się
                                                > wydawało. Komentarz Habi stawia sprawę w innym świetle. Może jest tak jak
                                                > pisze, może nie. Zasada nieoznaczoności Heisenberga - obserwator ma wpływ na
                                                > oglądane zjawisko... Teraz sprawa wygląda poważniej niż wydawało mi się na
                                                > początku. Zainteresowanych przepraszam :)

                                                ja jestem chyba wspolwinna. ale sie poczuwam...
                                                taka reakcja (nie obraz sie habi), ale troche wydaje mi sie histeryczna. w
                                                realu, osoby swatane, ktorym to nie pasuje daja po sobie znac, ze cos jest nie
                                                tak. tu pewnie byloby tak samo, gdyby zainteresowani chociaz poczuli, ze ktos
                                                ich osmiesza, czy w jakikolwiek sposob dokucza
                                                • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 11:22
                                                  > taka reakcja (nie obraz sie habi), ale troche wydaje mi sie histeryczna. w
                                                  > realu, osoby swatane, ktorym to nie pasuje daja po sobie znac, ze cos jest
                                                  nie
                                                  > tak. tu pewnie byloby tak samo, gdyby zainteresowani chociaz poczuli, ze ktos
                                                  > ich osmiesza, czy w jakikolwiek sposob dokucza
                                                  Zaprzeczanie w takiej sytuacji wywołuje jeszcze większą radość i nasilone
                                                  wmawianie zainteresowania. Wielokrotnie byłam świadkiem takiej sytuacji. Osoba
                                                  potraktowana w taki sposób stara się zachować możliwie obojętnie i to jest
                                                  najlepszy sposób na zakończenie zabawy. Ale jest to przykre i upokarzające. Dla
                                                  jasności dodam, że równie histeryczna jest moja reakcja na:
                                                  -zaczepianie młodych dziewcząt przez pijanych troglodytów
                                                  -bicie i upokarzanie dzieci w miejscach publicznych
                                                  -upokarzanie rodziców w obecności ich dziecka
                                                  -lekceważenie osób starszych starających się coś załatwić w urzędzie
                                                  We wszystkich tych przypadkach rzucam się do histerycznej interwencji. Czasem
                                                  nawet ktoś z widzów się do mnie przyłącza co uważam za sukces. :)))
                                                  Chiba ja cuś nie lubię poniżania... Tak patrzę.
                                                  A reaguję rzeczywiście na pierwsze sygnały. Ale do tej pory zdawało mi się, że
                                                  to raczej wynika z refleksu :))) nie z histerii. Ale może i racja...

                                                  • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 12:00
                                                    rzeczywiscie wymienione sytuacje wymagaja reakcji, i raczej nie histerycznej.
                                                    niemniej uwazam, ze zadna z nich nie ma zwiazku z prowadzona tu rozmowa.
                                                  • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 12:44
                                                    janiolka napisała:

                                                    > rzeczywiscie wymienione sytuacje wymagaja reakcji, i raczej nie histerycznej.
                                                    > niemniej uwazam, ze zadna z nich nie ma zwiazku z prowadzona tu rozmowa.
                                                    Tak? A myślałam że jest odwrotnie :)))
                                                  • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 14:45
                                                    jej, znaczy ja, Adam, fakt, ze jestem troche w latach posuniety, ale jeszcze
                                                    mlode damy nie ustepuja mi miejsca w tramwajach.... moze dlatego, ze nie jezdze
                                                    tramwajami... ale znowuz az tak bardzo w latach tentego nie jestem, zeby nie
                                                    obronic sie wtedy kiedy trzeba...

                                                    a na TTforumnie fajnie sie rozmawia i ciesze sie, ze tu trafilem bo jest to
                                                    internetowe miejsce troche inne niz dotychczas przeze mnie odwiedzane...

                                                    a takie watki jak "anioly sa podejrzane", albo "zmieniam sie na gorsze" albo
                                                    TTinne ... to sa prawdziwe perelki internetowych happeningow... dowodza, ze w
                                                    swiecie zniewolonym przez efekt specjalny, sliczne dziewczyny dostajace orgazmu
                                                    podczas prania niezwyklym proszkiem oraz tworczego wykorzystania samolotow do
                                                    wyburzania - taka pierwotne materia jak slowo ma sie jednak dobrze i nie ma
                                                    zamiaru umierac, bynamniej...

                                                    taka konstatacja jest dla mnie bardzo cenna...

                                                    dlatego bawmy sie slowami...
                                    • all2 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 16:00
                                      janiolka napisała:

                                      > aanneett napisała:
                                      >
                                      > > ... pozwól, że zacytuję: "na kozeteczkę"? :)
                                      >
                                      > patrzac jak energicznie go na te kozeteczke zaganiasz mozna pomyslec, ze sama
                                      > chcesz obok sie przylozyc... ;)

                                      a mnie się wydawało, że aanneett raczej miałaby ochotę Adamowi na tej
                                      kozeteczce przyłożyć...
                                      widocznie czytanie titajmowych postów to taki test Rorschacha ;)
                                      • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 16:11
                                        ciiii, bo zaraz wyjdzie, ze nawolujesz do rekoczynow ;)
                                        • all2 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 16:26
                                          :DDD
                                        • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 17:36
                                          To pewnie o mnie....
                                          Przykro mi.
                                          • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 17:42
                                            habitus napisała:

                                            > To pewnie o mnie....
                                            > Przykro mi.

                                            habi, nie chce zeby ci bylo przykro. ale jesli kazda zdanie tu napisane bedzie
                                            podlegalo cenzurze, to zginie nam spontanicznosc, ktora moze czasem jest dla
                                            niektorych niesmieszna lub glupawa, ale taka jej juz jest natura.
                                            • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 18:19
                                              janiolka napisała:

                                              > habi, nie chce zeby ci bylo przykro. ale jesli kazda zdanie tu napisane
                                              bedzie
                                              > podlegalo cenzurze, to zginie nam spontanicznosc, ktora moze czasem jest dla
                                              > niektorych niesmieszna lub glupawa, ale taka jej juz jest natura.
                                              Nie cenzuruję forum. Głównie dlatego, że nie uważam tego za dobre. Staram się
                                              tak prowadzić rozmowy, żeby nie robić uwag osobistych i nie wymieniam epitetów
                                              nawet z osobami, które zarzucają mi /wpisać odpowiednie niecnoty/. Bardzo na to
                                              uważam. Widać za mało. Pójdę się wobec tego pouczyć, co będzie zapewne z
                                              korzyścią dla mojej pracy.
                                              I dla spontaniczności.
                                              • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 18:27
                                                nie mowie, ze cenzurujesz forum. mialam na mysli autocenzure, ktora kazdy
                                                piszacy moze sobie narzucac, aczkolwiek nie musi.
                                                nie wiem o co chodzi z tymi epitetami, moze cos mi umknelo...
                                                a jesli chodzi o uwagi osobiste, to nie razilo ci, ze adam zostal okreslony
                                                osoba z kryzysem wieku sredniego, ze nie chcial raportowac zonie spotkania z
                                                inna kobieta, bylo oznaka, ze ma cos na sumieniu, ze to zdrada? bo dla mnie to
                                                bylo bardziej osobiste niz 'kozetka anette'
                                                • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 18:43
                                                  janiolka napisała:

                                                  > nie mowie, ze cenzurujesz forum. mialam na mysli autocenzure, ktora kazdy
                                                  > piszacy moze sobie narzucac, aczkolwiek nie musi.
                                                  > nie wiem o co chodzi z tymi epitetami, moze cos mi umknelo...
                                                  > a jesli chodzi o uwagi osobiste, to nie razilo ci, ze adam zostal okreslony
                                                  > osoba z kryzysem wieku sredniego, ze nie chcial raportowac zonie spotkania z
                                                  > inna kobieta, bylo oznaka, ze ma cos na sumieniu, ze to zdrada? bo dla mnie
                                                  to
                                                  > bylo bardziej osobiste niz 'kozetka anette'
                                                  >
                                                  Raziło. Uważam, że postąpił nieuczciwie.
                                                  • aand Re: Protokół rozbieżności :) 16.06.04, 20:44
                                                    Widzę że póki rozmawiamy jest dobrze. Gorzej gdybyśmy przestali rozmawiać. To
                                                    byłoby najgorsze. Mam nadzieję że wszyscy ze mną się zgadzają? :)
                                                  • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 22:01
                                                    habitus napisała:

                                                    > Raziło. Uważam, że postąpił nieuczciwie.

                                                    a ja uwazam, ze nikt nie ma prawa oceniac jego postepowania, procz stron
                                                    bezposrednio zainteresowanych.
                                                  • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 22:27
                                                    janiolka napisała:

                                                    > a ja uwazam, ze nikt nie ma prawa oceniac jego postepowania, procz stron
                                                    > bezposrednio zainteresowanych.

                                                    Jasne. Tylko kto te wynurzenia zamieścił na forum, bądź co bądź publicznym,
                                                    choć z nazwy prywatnym. I po co?
                                                  • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 23:02
                                                    OK. przepraszam. wiecej nie bede.
                                                  • habitus Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 23:15
                                                    adam051 napisał:

                                                    > OK. przepraszam. wiecej nie bede.

                                                    A zamieszczaj sobie, ale nie musi się wszystkim podobać co piszesz. Jakbyś nie
                                                    chciał oceny (albo inkszejszej reakcji) to byś nie zamieszczał. N'est ce pas?
                                                  • aand Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 17.06.04, 08:09
                                                    habitus napisała:

                                                    > adam051 napisał:
                                                    >
                                                    > > OK. przepraszam. wiecej nie bede.
                                                    >
                                                    > A zamieszczaj sobie, ale nie musi się wszystkim podobać co piszesz. Jakbyś
                                                    nie chciał oceny (albo inkszejszej reakcji) to byś nie zamieszczał. N'est ce
                                                    pas?


                                                    Może Adam nie przeczytał zbyt dokładnie manifestu TT? ;) Bo należy się liczyć z
                                                    tym, że nie wszystkim będzie pasowało pustosłowie kryjące się za wyszukanymi
                                                    słowami...
                                                  • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 17.06.04, 14:34
                                                    Prosze Pani! No bo aand nie dosc, ze chce mnie winem na misia Koala przerabiac
                                                    to jeszcze mi wymysla....

                                                    A "pustoslowie kryjace sie za wyszukanymi slowami" jest stwierdzeniem
                                                    ornamentyczno - tautologicznym...
                                                    Przyganial kociol... Adamowi :P

                                                    chociaz nie, wyobraznia juz zaczela pracowac: widze klifowe wybrzeze slow
                                                    podmywanych uparcie przez ocean pustoslowia :))))))))

                                                    Nigdy tego nie ukrywalem, ze lubie sie bawic slowami... a twardych jak
                                                    hartowana stal, do bolu zebow logicznych i wypelnionych sensem zdan - tyle
                                                    musze ulozyc w realu, ze w wirtualnym zyciu juz w ogole nie mam na nie ochoty...


                                                  • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 17.06.04, 15:45
                                                    adam051 napisał:

                                                    > Nigdy tego nie ukrywalem, ze lubie sie bawic slowami... a twardych jak
                                                    > hartowana stal, do bolu zebow logicznych i wypelnionych sensem zdan - tyle
                                                    > musze ulozyc w realu, ze w wirtualnym zyciu juz w ogole nie mam na nie
                                                    ochoty...

                                                    i tego sie trzymaj
                                                  • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 18.06.04, 14:40
                                                    Janiolku! :) Dzieki za dobre slowo...
                                                  • adam051 domykajac zaskakujaca niepokojacy watek 17.06.04, 14:39
                                                    hmmmmm.... musze przyznac, ze rozpoczynajac ten watek nawet nie przypuszczalem
                                                    jak daleko, do jakich granic wytrzymalosci, potrafi doprowadzic nie tylko
                                                    Adama, ale i wielu innych dyskutantow...

                                                    dlatego proponuje zamknac go w miare bezbolesnie...
                                                  • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 18.06.04, 14:39
                                                    A bede sobie zamieszczal.... I bede bardzo ciekaw Twoich opinii :))))
                                          • all2 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 16.06.04, 17:54
                                            Habi, to nie było o Tobie.
                                      • awee cytat :) 16.06.04, 16:11

                                        "Podczas czytania, kiedy oczy przebiegają druk, w naszej głowie dzieje się
                                        coś naprawdę niewiarygodnego. Przez umysł przepływa strumień obrazów, dźwięków,
                                        niezwykłych, często bardzo osobistych skojarzeń,innych w wypadku różnych
                                        czytelników, ale także w wypadku tego samego czytelnika, jeśli czyta
                                        w zmienionych okolicznościach lub po wielu latach. Reaguje inaczej, odczuwa
                                        i myśli co innego. Za każdym razem tworzy - tak, właśnie tworzy - nową wersję.
                                        A skoro na tę wersję wpływa tyle rzeczy, przeżycia, lektury, nawet zapachy,
                                        czy można mówić o popełnianiu błędów i gubieniu drogi, albo, że jedna wersja
                                        jest lepsza od drugiej?"
                                        /Harry Mathews/
                                        • all2 Re: cytat :) 16.06.04, 16:24
                                          o, czy to "Metamorfozy"? :)))
                                          • awee Re: cytat :) 17.06.04, 00:19
                                            all2 napisała:

                                            > o, czy to "Metamorfozy"? :)))

                                            :)
                                  • aanneett Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 21:10
                                    aanneett napisała:

                                    >
                                    > ... wieczny chłopczyk przechodzący kryzys wieku średniego :)
                                    > ... pozwól, że zacytuję: "na kozeteczkę"? :)

                                    hola, hola... trochę wyobraźni... do tego postu trzeba dodać szelmowski
                                    uśmieszek i feministyczny błysk w oku :)
                                    dzięki habi:)
                                    _____________________________________________________________
                                    * nie mysleć, nie myśleć, nie... proszę sobie nie myśleć:)
                    • h.olender Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 08.06.04, 09:31
                      adam051 napisał:

                      > No wiec wspolczesna feministka lat okolo trzydziestu przede wszystkim nie
                      > walczy na kazdym kroku z mezczyznami. Lubi mezczyzn i ich towarzystwo. Ale w
                      > kontaktach z nimi tworzy uklady partnerskie, uklady rownosci.

                      Wydaje mi się, że twoja "definicja" feminizmu stanowi przejaw tzw. myślenia
                      życzeniowego. Tak po prostu chciałbyś widzieć tę ideologię. Obawiam się, że nie
                      ma to z feminizmem zbyt wiele wspólnego. Feministka jest przekonana o rażącej
                      krzywdzie kobiet we współczesnym "patriarchalnym" świecie. Z natury więc nie
                      może lubić mężczyzn. Po pierwsze dlatego, że większość "krzywd" wyrządzają
                      kobietom mężczyźni. Po drugie, to właśnie z mężczyznami należy podjąć
                      bezkompromisową walkę o należne kobietom prawa. Kobieta lubiąca mężczyzn i ich
                      towarzystwo na pewno nie jest feministką. Może jej się tylko tak wydaje...
                      • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 08.06.04, 09:39
                        h.olender napisał:

                        > Wydaje mi się, że twoja "definicja" feminizmu stanowi przejaw tzw. myślenia
                        > życzeniowego. Tak po prostu chciałbyś widzieć tę ideologię. Obawiam się, że
                        nie ma to z feminizmem zbyt wiele wspólnego. Feministka jest przekonana o
                        rażącej krzywdzie kobiet we współczesnym "patriarchalnym" świecie. Z natury
                        więc nie może lubić mężczyzn. Po pierwsze dlatego, że większość "krzywd"
                        wyrządzają kobietom mężczyźni. Po drugie, to właśnie z mężczyznami należy
                        podjąć bezkompromisową walkę o należne kobietom prawa. Kobieta lubiąca mężczyzn
                        i ich towarzystwo na pewno nie jest feministką. Może jej się tylko tak
                        wydaje...

                        wydaje mi sie, ze wspolczesna feministka walczy raczej z ograniczonym mysleniem
                        samych kobiet.
                        mezczyzni i tak niedlugo wymra ;)
                        • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 09.06.04, 07:39

                          > mezczyzni i tak niedlugo wymra ;)
                          >


                          tia, juz wkrotce ukryjemy sie przed wami na cmentarzach... pozostana wam
                          pozolkle zdjecia i urocze, damskie towarzystwo...
                      • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 09.06.04, 07:44
                        a Ty sie upierasz zeby feminizm traktowac ostro, pryncypialnie, zgodnie z
                        jedynie sluszna definicja sprzed kilkudziesieciu lat i wzorcem feminizmu
                        przechowywanym w Sevre pod Paryzem...

                        Tymczasem wspolczesny feminizm nie jest o dominacji nad mezczyznami ale o
                        partnerstwie...

                        A poza tym sa rozne feminizmy - tak samo jak sa rozne kobiety...
                • h.olender Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 08.06.04, 09:22
                  adam051 napisał:

                  > twoja definicja feministki byla prawdziwa.... dwadziescia lat temu...

                  Trudno mi mówić o feministkach sprzed 20 lat, albowiem to zjawisko pojawiło się
                  w Polsce tak naprawdę dopiero w latach 90-tych :-)
              • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 12:40
                h.olender napisał:

                > No bo przecież płacenie rachunku przez mężczyznę jest dla prawdziwej
                feministki nie do przyjęcia. Kłóci się z zasadą równouprawnienia płci.
                Prawdziwa feministka nie może sobie na to pozwolić, aby utrzymywał ją jakiś
                facet, choćby nawet płacąc za nią obiad, na który ją zaprosił ;-)

                takie pojmowanie feminizmu to dla mnie jakas abstrakcja...

                > P.S. To mówisz, że feministki nie noszą staników?

                podobno je kiedys spalily ;)
                • aand Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 21:50
                  janiolka napisała:

                  > takie pojmowanie feminizmu to dla mnie jakas abstrakcja...

                  A pani Kazia Szczuka pocałowana w rękę odcałowała :)

                  > podobno je kiedys spalily ;)

                  Triumphy też palą? ;)
                  • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 21:57
                    aand napisał:

                    > A pani Kazia Szczuka pocałowana w rękę odcałowała :)

                    gest na pokaz jak wiele...
                    dzis sluchalam trojeczki i dyskusji na temat przemarszu gejow, i zastanawiam
                    sie, czy takie obnoszenie sie pewnymi przekonaniami, i proby wywarcia presji na
                    spoleczenstwo roznia sie od wybrykow chuliganskich. jasne, ze zagrozenie
                    fizyczne jest mniejsze, ale psychicznie mozna doznac uszczerbku...

                    > Triumphy też palą? ;)

                    one moze wygladaja pancernie, ale z azbestu nie sa ;)
                    • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 22:06
                      dopoki oni, kochajacy inaczej, nie beda mogli w majestacie prawa, troszczyc sie
                      o kochana osobe, dowiadywac sie o jej stan zdrowia w szpitalu, urzadzic jej
                      pochowek, dziedziczyc po niej - ich walka jest nasza walka...

                      ale uznanie zwiazku homoseksualistow za malzenstwo ze wszelkimi tego
                      konsekwencjami prawnymi, z prawem do wychowywania dzieci, dostarczania im
                      wzorcow osobowosciowych... well, to juz, mnie przynajmniej, nie bedzie z nimi
                      po drodze...

                      dowcip z New Yorkera publikowany ostatnio: siedza dwie pary gejow przy
                      restauracyjnym stoliku i jakas dziewczyna. Jeden z gejow tak do niej mowi - my,
                      w przeciwienstwie do naszych przyjaciol, jestesmy staroswiecka para gejow bo
                      nie mamy dzieci....
                      • janiolka Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 07.06.04, 22:09
                        adam051 napisał:

                        > dopoki oni, kochajacy inaczej, nie beda mogli w majestacie prawa, troszczyc
                        sie o kochana osobe, dowiadywac sie o jej stan zdrowia w szpitalu, urzadzic jej
                        pochowek, dziedziczyc po niej - ich walka jest nasza walka...

                        i sadzisz, ze czapka z penisem na czole w jakikolwiek sposob wspomoze te walke?
                        bo ja raczej nie, i mysle, ze wiecej bedzie ludzi po takim wystapieniu
                        przeciwko ich sprawie, niz za

                        > dowcip z New Yorkera publikowany ostatnio: [...]

                        dobry, bo polityczny ;)
                • h.olender Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 08.06.04, 09:36
                  janiolka napisała:

                  > takie pojmowanie feminizmu to dla mnie jakas abstrakcja...

                  Ależ mówimy tu o sytuacji jak najbardziej konkretnej. Jak - w moim przekonaniu,
                  opartym na doświadczeniach własnych - zachowa się feministka w przypadku próby
                  opłacenia za nią rachunku za obiad.
                  • adam051 Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 09.06.04, 07:50
                    pozostaje kwestia otwarta co feministka czuje wzgledem mezczyzny, ktory chce
                    zaplacic rachunek za ich wspolny obiad :)

                    Zarowno jej zgoda jak i odmowa oznaczaja w tej sytuacji bardzo wiele...

                    Well, dochodze do wniosku, ze Ty miales pecha...

                    a ja, coz, chyba mialem troszeczke wiecej szczescia... tak przynajmniej mnie
                    sie wydaje... zeby byc w zgodzie z faktami - nie zgodzila sie od razu. Na
                    poczatku obiadu stanowczo odrzucila moja wersje oplacania rachunku...
                    • h.olender Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 13:41
                      adam051 napisał:

                      > Well, dochodze do wniosku, ze Ty miales pecha...
                      >
                      > a ja, coz, chyba mialem troszeczke wiecej szczescia... tak przynajmniej mnie
                      > sie wydaje...

                      Cóż, jeśli za swój wielki "sukces" uważasz to, że udało Ci się opłacić rachunek
                      za obiad, to trudno Ci nie przyznać racji.
                      Ja się o odniesienie takiego "sukcesu" nawet nie starałem.
                      Po prostu uznałem, że "ten typ tak ma i już". I trzeba to zaakceptować.
                      Generalnie jednak spłaszczasz temat i wyciągasz pochopne wnioski.
                      Sprowadzasz feminizm do pewnej mody. W swojej "definicji" koncentrujesz się
                      głównie na sposobie ubierania się, stosowania (lub nie) makijażu, noszenia
                      szpilek itp. Wydaje mi się, że są to dla feminizmu rzeczy zupełnie
                      trzecioplanowe. Feminizm to pewna ideologia, a nie sposób ubierania się.
                      • ogabignac Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 17:11
                        Natura jest naturą.
                        Mimo ruchów feministycznych kobieta w pewnym momoncie wybierze mężczyznę
                        zaradniejszego, przystojniejszego, bogatszego, inteligentniejszego czy po
                        prostu wyższego od innych.
                        Natura domaga się by w związkach damsko-męskich kobieta czuła się bezpiecznie,
                        bez obaw o środki do życia. Woli być wożona autem niż tramwajem, mieszkać we
                        własnym, dużym domu niż w blokowej klitce. Nawet jeśli te wszystkie warunki,
                        nazwijmy je socjalnymi, ma spełnione to często pozwoli sobie przekazać geny
                        atrakcyjniejszego mężczyzny - niekoniecznie mężowskie.
                        Natura jest naturą a normy społeczno-obyczajowe normami.
                        Wszystko jest płynne i oczywiście, na szczęście, zwycięża obyczajowość, norma i
                        etyka. Chwała kobietom, że emancypują się i chcą same o sobie stanowić ale
                        rozwój społeczeństwa nie postawił jeszcze kropki nad "i". Dziś w dobie
                        cywilizacji, techniki i coraz bardziej równego dostępu do kariery rodzi się
                        wiele sprzeczności. Jak utrzymać rodzinę, wychować dzieci i zachować tradycyjne
                        więzi uczestnicząc w tym równym dostępie do pracy i kariery.
                        Brak gotowych odpowiedzi - nawet demokracje dłużej uczestniczące w nowoczesnym
                        podziale pracy na zachodzie Europy nie potrafią sobie poradzić z płaceniem
                        frycowego - rozwody, brak kontaktu z własnymi dziećmi i rozpad więzi rodzinnych.
                        Dziwne, że nie powstały żadne instytuty badawcze, żadne programy rządowe które
                        opracowałyby podstawy prawne wręcz narzucające np. wspólne spędzanie czasu
                        dzieci z ich rodzicami. Nawet kosztem pracy.
                        • anahella Re: historia o rozmowie telefonicznej ktorej nie 15.06.04, 21:58
                          ogabignac napisał:

                          > Dziwne, że nie powstały żadne instytuty badawcze, żadne programy rządowe
                          > które
                          > opracowałyby podstawy prawne wręcz narzucające np. wspólne spędzanie czasu
                          > dzieci z ich rodzicami. Nawet kosztem pracy.

                          Jasne, tylko kto by w tych programach uczestniczyl, skoro bylyby na koszt
                          podatnika, wiec ktos musialby te podatki wypracowac. Zreszta mysle ze na
                          uczestniczenie w nauce bycia rodzicem skusiliby sie tylko bardzo swiadomi
                          rodzice, a oni w zasadzie tego nie potrzebuja. Predzej uczylabym spedzania
                          czasu z dziecmi rodziny patologiczne. A kto by ich do tego zagonil?
    • adam051 domykajac.... 17.06.04, 14:41
      hmmmmm.... musze przyznac, ze rozpoczynajac ten watek nawet nie przypuszczalem
      jak daleko, do jakich granic wytrzymalosci, potrafi doprowadzic nie tylko
      Adama, ale i wielu innych dyskutantow...

      dlatego proponuje zamknac go w miare bezbolesnie...

      • aand Re: domykajac.... 17.06.04, 20:25
        adam051 napisał:

        > hmmmmm.... musze przyznac, ze rozpoczynajac ten watek nawet nie
        przypuszczalem
        > jak daleko, do jakich granic wytrzymalosci, potrafi doprowadzic nie tylko
        > Adama, ale i wielu innych dyskutantow...
        >
        > dlatego proponuje zamknac go w miare bezbolesnie...

        Musze powiedzieć że Adam wprowadza oryginalne zwyczaje na forum. Odpowiedzi w
        formie donosu do jakiejś pani zamieszcza w innym wątku niż ten na który
        odpowiada... :) No to zobaczmy co tam pisze, domykając oczywiście :)


        adam051 napisał:

        > Prosze Pani! No bo aand nie dosc, ze chce mnie winem na misia Koala
        przerabiac
        > to jeszcze mi wymysla....

        Ooo, to uroczy zwyczaj pisać nick małą literą. Koala natomiast wielką - to
        jednak masz na myśli jakiegoś konkretnego misia? A ten wymysł, hę? :)

        > A "pustoslowie kryjace sie za wyszukanymi slowami" jest stwierdzeniem
        > ornamentyczno - tautologicznym...
        > Przyganial kociol... Adamowi :P

        Ooo, Adam jednak przez "A" ! Zdumiewające ;) A "stwierdzenie
        ornamentyczno - tautologiczne" czyli pleonazm, nieprawdaż? Czyli jednak
        pustosłowie=wyszukane słownictwo. CBDU :)))

        > chociaz nie, wyobraznia juz zaczela pracowac: widze klifowe wybrzeze slow
        > podmywanych uparcie przez ocean pustoslowia :))))))))
        >
        > Nigdy tego nie ukrywalem, ze lubie sie bawic slowami... a twardych jak
        > hartowana stal, do bolu zebow logicznych i wypelnionych sensem zdan - tyle
        > musze ulozyc w realu, ze w wirtualnym zyciu juz w ogole nie mam na nie
        ochoty..

        W świetle tego co napisałeś powyżej to letko nielogiczny, ale co tam... ;)

        Domykamy? :)
        • janiolka Re: domykajac.... 17.06.04, 20:41
          aand napisał:

          > Domykamy? :)

          domknijmy ;)
          • aand Re: domykajac.... 17.06.04, 21:12
            janiolka napisała:

            > domknijmy ;)

            No ja jak nie ja, wezmę i się posłucham :)
            • janiolka Re: domykajac.... 17.06.04, 21:14
              :)))
              • aanneett Re: domykajac.... 18.06.04, 11:49
                ... przepraszam adam, oberwalo ci sie za kogos innego

                ________________________________________________
                * ... puchu marny
                • adam051 Re: domykajac.... 18.06.04, 14:36
                  Aneto, kobieto... to bylo wiadome od samego poczatku... nie przepraszaj... po
                  prostu omijaj palantow lukiem szerokim...
                  • aand Re: domykajac.... 18.06.04, 21:10
                    adam051 napisał:

                    > Aneto, kobieto... to bylo wiadome od samego poczatku... nie przepraszaj... po
                    > prostu omijaj palantow lukiem szerokim...

                    Tak sobie myślę aby może zaprosić na forum żonę Adama. Trochę poczyta i może
                    będzie miała coś do powiedzenia na temat wiarołomstwa mężczyzn... I że nie
                    wszystkich palantów dało się ominąć... ;)
                    • luego Re: domykajac.... 18.06.04, 21:27
                      Aand, nie mogles sie powstrzymac, co? :))
                    • adam051 Re: domykajac.... 19.06.04, 04:39
                      hmmmmm...

                      ok. teraz bedzie na powaznie...

                      moja zona ma mieszkanie w centrum miast i dom poza miastem. jezeli nie bedzie
                      sie jej chcialo pracowac - to nie bedzie musiala. Jestesmy malzenstwem od ponad
                      dwudziestu lat i nigdy jej nie zdradzilem.

                      Moj syn jest na drugim roku prawa. Ma dwa paszporty. Mozliwosc zakonczenia
                      studiow na Columbii. Ma juz wlasne mieszkanie do ktorego stopniowo dorasta.
                      Odejdzie od nas wtedy kiedy uzna to za stosowne. Ani wczesniej, ani pozniej. To
                      bedzie jego decyzja.

                      Pracuje po kilkanascie godzin dziennie zeby bylo OK.

                      Jezeli kiedykolwiek uda Ci sie byc takim palantem jak ja - to daj mi znac.

                      pozdro

                      over and out
                    • chatka_ Re: domykajac.... 19.06.04, 13:48
                      aand napisał:

                      > adam051 napisał:
                      >
                      > > Aneto, kobieto... to bylo wiadome od samego poczatku... nie przepraszaj...
                      > po
                      > > prostu omijaj palantow lukiem szerokim...
                      >
                      > Tak sobie myślę aby może zaprosić na forum żonę Adama. Trochę poczyta i może
                      > będzie miała coś do powiedzenia na temat wiarołomstwa mężczyzn... I że nie
                      > wszystkich palantów dało się ominąć... ;)
                      >
                      Jestem czerwona ze wstydu za ten post :(((( Adam wytlumacz sie jeszcze raz czy
                      zdradziles czy nie, koniecznie musimy wiedziec jak naprawde bylo, to przeciez
                      nas wszystkich dotyczy! Za malo razy zapewniales ze nie :(((
                      • jarek-ny Re: domykajac.... 19.06.04, 17:38
                        adam - jestes bez szans

                        ja tez zaczynam sie bac....

                        --------------------------
                        bynajmniej nigdy nie uciszycie szumu oceanu
                        • janiolka Re: domykajac.... 19.06.04, 21:55
                          adam, nic nie tlumacz, o niczym nie zapewniaj, to nie ma sensu :(
                          • chatka_ Re: domykajac.... 20.06.04, 12:14
                            janiolka napisała:

                            > adam, nic nie tlumacz, o niczym nie zapewniaj, to nie ma sensu :(

                            Oczywiscie, ze nic nie tlumacz, moj porzedni post to czysta ironia i gorycz nie
                            pod Twoim adresem skierowana. Pamietaj tylko, ze jestes gosciem i do gospodarza
                            nie mowi sie per palant, jak sam zauwazyles to jest inne forum niz wszystkie, i
                            zwyczaje to inne panuja, my tu mowimy o sobie rodzina TT...
                            • ralston Re: domykajac.... 03.07.04, 23:21
                              Jakiś niesmak czuję...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka