Dodaj do ulubionych

Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem

IP: *.unregistered.formus.pl 06.07.01, 10:37
"Pearl harbour" widziałam na pokazie przedpremierowym, więc miałam czas
przemyśleć sobie zanim pokazały sie pierwsze recenzje. Dziś czytam je i widzę,
że znów idę pod prąd.
Że kicz, że oklepane, że patetyczne... itd. Suchej nitki nie zostawili krytycy
na tym filmie.
A mnie się podobał tak, jak żaden w ostatnim czasie.
Zastanawiam sie, dlaczego tak się wypieramy najprostszych tęsknot i marzeń. Nie
wierzę, że pokazane po prostu, jak dla dzieci bohaterstwo dwu młodych lotników
nikomu oprócz mnie nie przypadło do serca.
Krytycy hurtem potepiają amerykańskość takich filmów. Ale prawda jest taka, że
potrzebujemy bohaterów, wzniosłych love story, byle podanych w estetyczny
sposób. A poza tym co jest złego w patosie?
Kino europejskie pokazuje świat jakim on jest + krzywe zwierciadło i grzebanie
w duszy. Amerykanie pokazują marzenia o świecie. I chwała jednym i drugim.
Doskonale się uzupełniają.
Polecam "Pearl Harbour" wszystkim, którzy chcą na chwilę wrócić do dziecięcych
marzeń o bohaterstwie. I niech nikt mi nie mówi, że takich nie miał.
Obserwuj wątek
    • Gość: pak76 Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: *.interclear.com 06.07.01, 11:58
      Chyba przylacze sie do krytykow.
      Mam kilka rzeczy, ktore mnie denerwowaly:
      1. Mam dosc filmow o patetycznych bohaterach rodem z Ameryki (niestety zona chciala pojsc, wiec i ja
      poszedlem)
      2. Film byl kiczowaty i praktycznie niczym widza nie zaskakiwal
      3. Osobiscie nie lubie filmow, ktore gloryfikuja wojne, a ten tak w sumie pokazuje wojne jako zabawe dla
      chlopcow, nawet dramatyczne sceny zrobione sa w iscie hollywodzkim stylu. Dowodem, ze tak nie musi byc jest
      film "Captain Correli mandoline", niby wojna, milosc, a jednak zupelnie inaczej pokazana.
      4. Oczywiscie mialem marzenia o bohaterstwie w dziecinstwie, ale czy wojna jest najlepszym miejscem do
      okazywania swojej odwagi? Sadze, ze niekoniecznie. Wszystkim, ktorzy tak mysla, ze wojna jest miejscem gdzie
      mozemy byc prawdziwymi bohaterami polecam "Urodzony 4 lipca" oraz ksiazki Remarque.

      Jedym zdaniem szkoda bylo tych milionow dolarow na ten film...
      • Gość: Tomek Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: *.unimayab.edu.mx 06.07.01, 21:41
        Czesc,
        Mieszkam w Meksyku i tutaj film ten juz zszedl z ekranów...

        Krtytyk bylo bez konca, nie ma sie czemu dziwic, byc moze film ten jest zbyt
        amerykanski jak dla widowni z calego swiata...

        Mozna go tylko porównac do "Odniem i mieczem"... jesli nie jestes polakiem
        nigdy go nie zrozumiesz, nawet nie bedzie ci sie podobal. "Pearl Harbour"...
        jesli nie jests amerykaninem nigdy go nie zrozumiesz...

        Tak wiec,... jesli juz do kina, to byc moze na jakis inny film.

        Tomek Nowinski
        tnowinsk@unimayab.edu.mx
        • Gość: Skull Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.01, 13:25
          Mnie dobiło co innego.

          Rafe jedzie do Anglii i wsiada do swojego Spitfire'a tylko, że tu burak -
          Samolot ma oznaczenie RF - jest to symbol polskiego dywizjonu 303. Co za plama.
          • walentyna Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem 10.07.01, 18:02
            Faktycznie, to straszne! Taka lekkomyślność w szczegółach. Jestem zdruzgotana.
            ;-)
          • Gość: PA Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: 157.25.200.* 12.07.01, 17:35
            Też zwróciłem uwagę na RF były też oznaczenia XW. Co za palant im to puścił.
            Latanie na Spitach V w styczniu 41 to też dobry pomysł. No i oczywiście
            zgłosznie się do dywizjonu w świerzo odprasowanym mundurze USAF. Ten film od
            strony realiów historycznych to totalna lipa. Zgadza się tylko to że był atak
            na Pearl Harbour i rajd Doolitle'a. A propos Doolitle'a dlaczego kazali im
            bombardować tylko Tokio. Wszyscy się zachwycają efektami specjalnymi. Ale
            autorom nie chciało się np. poprawić komputerowo pokładu startowego
            lotniskowca. Okręty w zatoce tylko w ujęciach z góry przypominają te z II
            wojny. No i taktyka ataku na Pearl. Gdyby to miało tak wyglądać to Dżepsy sami
            wystrzelaliby się nawzajem. Na dole torbedowce a nad nimi bombowce
            horyzontalne. Możnaby tak długo. Szkoda bo niektóre momenty są naprawdę niezłe.
      • walentyna Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem 10.07.01, 17:59
        Po kilku plujących jadem listach, jakie otrzymałam, dziękuję, że wypowiadasz się
        za siebie, a nie w imieniu całej ludzkości. To daje nadzieje, że rozbieżne opinie
        mogą istnieć, konfrontować się, ale niekoniecznie zwalczać.
        Pozdrawiam.

        Gość portalu: pak76 napisał(a):

        > Chyba przylacze sie do krytykow.
        > Mam kilka rzeczy, ktore mnie denerwowaly:
        > 1. Mam dosc filmow o patetycznych bohaterach rodem z Ameryki (niestety zona chc
        > iala pojsc, wiec i ja
        > poszedlem)
        > 2. Film byl kiczowaty i praktycznie niczym widza nie zaskakiwal
        > 3. Osobiscie nie lubie filmow, ktore gloryfikuja wojne, a ten tak w sumie pokaz
        > uje wojne jako zabawe dla
        > chlopcow, nawet dramatyczne sceny zrobione sa w iscie hollywodzkim stylu. Dowod
        > em, ze tak nie musi byc jest
        > film "Captain Correli mandoline", niby wojna, milosc, a jednak zupelnie inaczej
        > pokazana.
        > 4. Oczywiscie mialem marzenia o bohaterstwie w dziecinstwie, ale czy wojna jest
        > najlepszym miejscem do
        > okazywania swojej odwagi? Sadze, ze niekoniecznie. Wszystkim, ktorzy tak mysla
        > , ze wojna jest miejscem gdzie
        > mozemy byc prawdziwymi bohaterami polecam "Urodzony 4 lipca" oraz ksiazki Remar
        > que.
        >
        > Jedym zdaniem szkoda bylo tych milionow dolarow na ten film...

    • Gość: tedi Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: 207.97.51.* 09.07.01, 17:57
      "...miałam czas przemyśleć sobie zanim pokazały sie pierwsze recenzje"
      DIAGNOZA LEKARSKA: wiecej czasu do przemyslenia - moze pomoze ...

      Ten film nie jest za bardzo "amerykanski", tylko za bardzo "bez-sensu-
      hollywoodzki", co jest nie do zniesienia nawet dla wiekszosci Amerykanow
      (mieszkam w Stanach od 11 lat).


      Pewnie ze potrzebujemy bohaterow, ale wcale nie pokazanych "po prostu, jak dla
      dzieci", w filmie aspirujacym do podbicia swiata.
      Tez mialem "dziecece marzenia o bohaterstwie", ale wyszedlem dawno temu z
      infantylizmu (ty tez ???), a "Pearl Harbor" to bynajmniej nie film dla dzieci.
      Potrzebujemy bohaterow w miare wiarygodnych, jak chocby w "Szeregowcu Ryan'ie",
      nie zas wyczynow Supermana z Batmanem, wmieszanych w autentyczny (i pokutujacy
      przez pokolenia) historyczny konflikt.

      No, bo i coz robia nasi glowni tzw. "bohaterowie" z "Pearl Harbor" w ciagu paru
      zaledwie godzin 7 grudnia 1941?
      1) Budza sie na kacu i poturbowani po bojce - slyszac wybuchy bomb.
      2) Pod ostrzalem mysliwcow pedza na jedno (wlasnie bombardowane)lotnisko,
      zabieraja innych bohaterow i tym razem pod bombami i kulami pedza na drugie
      (wkrotce bombardowane)lotnisko.
      3) Na jedynych 2 ocalalych (i jakims cudem zupelnie uzbrojonych w amunicje)
      samolotach wzbijaja sie w powietrze.
      4) Zestrzeliwuja w sumie prawie eskadre (szybszych) japonskich samolotow.
      5) Bez problemu , ale za to z gloria - laduja.
      6) Pedza bez tchu do szpitala, do swej (wspolnej !) wybranki.
      {tu trzeba jednak rozroznic wyczyny Supermana od Batmana, gdyz ten pierwszy
      skonsumowal wczesniej wybranke, a drugiemu - figa z makiem !)
      7) Ochotniczo oddaja krew.
      8) Pedza do portu, abu tu pomoc wylawiac popalonych rozbitkow.

      GIVE ME A BREAK !!! (mowia Amerykanie)


      Tematu "Love story" nie bede nawet rozwijal, bo plakac sie chce - bynajmniej
      nie ze wzruszenia ...

      Dla porownania: rezyser "Titanica" J. Cameron powiedzial ze gdyby jego filmowi
      odebrac "love story" to bylaby to tylko nudna opowiesc o tonacym - dawno temu -
      okrecie. Michael Bay, rez. "Pearl Harbor", postanowil zastosowac ten sam
      przepis.
      Tylko, ze mistrz Cameron wiedzial jak to glowne danie przyrzadzic,zas Bay
      pozostal przy kopiowaniu receptury.
      Wynik: "Titanic" z glebin wzniosl sie na wyzyny, a "Pearl Harbor" blyskawicznie
      tonie ...

      Pozdrowienia z USA

      tedi
      • walentyna Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem 10.07.01, 17:55
        Ciekawa jestem, na co ma mi pomóc więcej czasu do przemyślenia...

        To miło, ze tak się zasymilowałeś, że po 11 latach mieszkania w Stanach czujesz
        się na tyle Amerykaninem, by w imieniu większoścvi Amerykanów się wypowiadać.

        Nie jestem zwolenniczką tzw stylu hollywoodzkiego, ale dlaczego od razu odmawiać
        mu sensu? A może tak trochę więcej tolerancji...

        A poza tym wygląda na to, że z mojego krótkiegoliściku wyszła straszliwa
        prowokacja, bo zasypana zostałam obszernymi i pełnymi pasji (jadu,
        złośliwości...) wypowiedzi.

        Niech więc każdy myśli co chce. Ja pozwalam sobie na luksus odrobiny infantylizmu
        i dobrze mi z tym. Powaga bycia dorosłym czasami bokiem mi wychodzi.

        Jeśli masz ochotę podyskutowac dalej, zapraszam: walentyna@poczta.gazeta.pl
        Gość portalu: tedi napisał(a):

        > "...miałam czas przemyśleć sobie zanim pokazały sie pierwsze recenzje"
        > DIAGNOZA LEKARSKA: wiecej czasu do przemyslenia - moze pomoze ...
        >
        > Ten film nie jest za bardzo "amerykanski", tylko za bardzo "bez-sensu-
        > hollywoodzki", co jest nie do zniesienia nawet dla wiekszosci Amerykanow
        > (mieszkam w Stanach od 11 lat).
        >
        >
        > Pewnie ze potrzebujemy bohaterow, ale wcale nie pokazanych "po prostu, jak dla
        > dzieci", w filmie aspirujacym do podbicia swiata.
        > Tez mialem "dziecece marzenia o bohaterstwie", ale wyszedlem dawno temu z
        > infantylizmu (ty tez ???), a "Pearl Harbor" to bynajmniej nie film dla dzieci.
        > Potrzebujemy bohaterow w miare wiarygodnych, jak chocby w "Szeregowcu Ryan'ie",
        >
        > nie zas wyczynow Supermana z Batmanem, wmieszanych w autentyczny (i pokutujacy
        > przez pokolenia) historyczny konflikt.
        >
        > No, bo i coz robia nasi glowni tzw. "bohaterowie" z "Pearl Harbor" w ciagu paru
        >
        > zaledwie godzin 7 grudnia 1941?
        > 1) Budza sie na kacu i poturbowani po bojce - slyszac wybuchy bomb.
        > 2) Pod ostrzalem mysliwcow pedza na jedno (wlasnie bombardowane)lotnisko,
        > zabieraja innych bohaterow i tym razem pod bombami i kulami pedza na drugie
        > (wkrotce bombardowane)lotnisko.
        > 3) Na jedynych 2 ocalalych (i jakims cudem zupelnie uzbrojonych w amunicje)
        > samolotach wzbijaja sie w powietrze.
        > 4) Zestrzeliwuja w sumie prawie eskadre (szybszych) japonskich samolotow.
        > 5) Bez problemu , ale za to z gloria - laduja.
        > 6) Pedza bez tchu do szpitala, do swej (wspolnej !) wybranki.
        > {tu trzeba jednak rozroznic wyczyny Supermana od Batmana, gdyz ten pierwszy
        > skonsumowal wczesniej wybranke, a drugiemu - figa z makiem !)
        > 7) Ochotniczo oddaja krew.
        > 8) Pedza do portu, abu tu pomoc wylawiac popalonych rozbitkow.
        >
        > GIVE ME A BREAK !!! (mowia Amerykanie)
        >
        >
        > Tematu "Love story" nie bede nawet rozwijal, bo plakac sie chce - bynajmniej
        > nie ze wzruszenia ...
        >
        > Dla porownania: rezyser "Titanica" J. Cameron powiedzial ze gdyby jego filmowi
        > odebrac "love story" to bylaby to tylko nudna opowiesc o tonacym - dawno temu -
        >
        > okrecie. Michael Bay, rez. "Pearl Harbor", postanowil zastosowac ten sam
        > przepis.
        > Tylko, ze mistrz Cameron wiedzial jak to glowne danie przyrzadzic,zas Bay
        > pozostal przy kopiowaniu receptury.
        > Wynik: "Titanic" z glebin wzniosl sie na wyzyny, a "Pearl Harbor" blyskawicznie
        >
        > tonie ...
        >
        > Pozdrowienia z USA
        >
        > tedi

    • achesa Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem 10.07.01, 12:16
      powiem tylko jedno - BEZNADZIEJA, TOTALNE D N O !!!!
      chwilami zastanawiałam się co ja robię słuchając kolejnych tekstów w
      stylu : "jak patrzę na tych chłopców to wierzę w nasz kraj" itp. a ten ostatni
      monolog po prostu ściął mnie z nóg. chyba już wolę nasze kino zakochane w
      archeologi kultury (no, może już trochę przesadziłam).
      Pozdrawiam, i składam sobie gorące życzenia, abym następnym razem uniknęła
      tak "wspanialego"filmu.
      P.S. na film poszłam tylko dlatego, że wyciągnęli mnie rodzice...
      • youstynus Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem 24.01.02, 03:18
        jasne, ze macie racje, ale ja po prostu zakochalam sie w Joshu ( odgrywa role
        Danny'ego)i moze dlatego obejrzalam ten film juz 6 razy, a w domu mam sciezke
        dzwiekowa. Co do "Titanica", to gdyby nie piekne wnetrza, to chyba bym usnela,
        ale to prawda, ze oba filmy zbudowane sa na podobnej koncepcji.Ponadto, film
        ogladalam w angielskiej wersji jezykowej i nie znajduje tam wymienionego w
        powyzszej wypowiedzi zdania ( wiele zalezy od tlumacza).Co wiecej, glowni
        bohaterowie rzeczywiscie zdawali sie miec niezlego farta, ale byli przeciez
        najlepszymi pilotami, wiec mozna przelknac, ze udawalo im sie wiecej niz calej
        reszcie; do tego, dzialali w zespole( w duecie), a to juz daje przewag nad
        przeciwnikiem ( ile by go nie bylo). No i ostatnia uwaga: nie byli na kacu (
        Danny zdazyl tylko jeden kieliszek wypic) i nie obudzily ich bomby, a
        przelatujace nad glowa samoloty.

        pozdrawiam
    • jennie Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem 11.07.01, 18:11
      Witam.
      hm sama sie ostatnio zastanawialam - wszyscy bez przerwy krytykuja takie filmy
      jak wlasnie PH, Armageddon, Gladiator, etc, etc, etc, wiecie chyba o co mi
      chodzi. no i zaczelam sie dziwic sobie, jak to jest, ze *mnie* te filmy sie
      podobaja? Pearl Harbor NAPRAWDE mi sie podobalo, BARDZO. cóż, widocznie w oczach
      wiekszosci (?!?!???!?!?) ludzkosci zostane zakwalifikowana jako mniej
      inteligentny ;) i mało wymagajacy widz, no ale mowi sie trudno (i zyje sie
      dalej..). Film zrobil na mnie duze wrazenie (czesciowo za sprawa efektow s. ;)),
      poza tym uwazam, ze byl b. wzruszajacy. moze nie chodzi tu o, jak napisala Lea,
      dzieciece marzenia, ale... no, dlugo by pisac.
      pozdrawiam wszystkich, ktorzy sie tu wypowiedzieli :)




      Gość portalu: Lea napisał(a):

      > "Pearl harbour" widziałam na pokazie przedpremierowym, więc miałam czas
      > przemyśleć sobie zanim pokazały sie pierwsze recenzje. Dziś czytam je i widzę,
      > że znów idę pod prąd.
      > Że kicz, że oklepane, że patetyczne... itd. Suchej nitki nie zostawili krytycy
      > na tym filmie.
      > A mnie się podobał tak, jak żaden w ostatnim czasie.
      > Zastanawiam sie, dlaczego tak się wypieramy najprostszych tęsknot i marzeń. Nie
      >
      > wierzę, że pokazane po prostu, jak dla dzieci bohaterstwo dwu młodych lotników
      > nikomu oprócz mnie nie przypadło do serca.
      > Krytycy hurtem potepiają amerykańskość takich filmów. Ale prawda jest taka, że
      > potrzebujemy bohaterów, wzniosłych love story, byle podanych w estetyczny
      > sposób. A poza tym co jest złego w patosie?
      > Kino europejskie pokazuje świat jakim on jest + krzywe zwierciadło i grzebanie
      > w duszy. Amerykanie pokazują marzenia o świecie. I chwała jednym i drugim.
      > Doskonale się uzupełniają.
      > Polecam "Pearl Harbour" wszystkim, którzy chcą na chwilę wrócić do dziecięcych
      > marzeń o bohaterstwie. I niech nikt mi nie mówi, że takich nie miał.

      • Gość: *** Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: 195.136.122.* 17.07.01, 01:12
        To ze PH to nudna bujda romantyczna - mozna przezyc. Jedni lubia inni nie (ja
        nie) - o gustach sie nie dyskutuje. Ale to rowniez, fakt, koszmarna bujda
        historyczna. A o faktach tez sie nie dyskutuje
        • Gość: Jazzman Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.01, 00:22
          Co do faktów historycznych - panowie to nie były Spitfajery tylko Hurikany, no
          i kto się kompromituje?
          Atak Dulitla nad Tokio to była w założeniu propagandowa bzdura i
          typowo "amerykański" gest - do zbiorowego samobójstwa można było namówić tylko
          takich "głupków" jak nasi bohaterowie i to właśnie na litość boską, cały film
          uwiarygadnia, bo w końcu do takigo ataku doszło no nie!!!
          A nad Pearl faktycznie walczyły pojedyncze Kityhawki (P40) i startowały pod
          ostrzałem, bo jak inaczej - siedzieli w nich znów ci sami romantyczni durnie,
          kilka też wylądowało, więc skoro nie zostały zestrzelone, same musiały chyba
          strzelać?
          To tyle tytułem wstępu i zakończenia...
          Pozdro


          • Gość: raznor Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: *.unregistered.formus.pl 03.08.01, 09:41
            W filmie występują samoloty Spitfire ( a nie Hurricany jak "inteligentnie"
            jedna z osób zauważyła. ). Wersja samolotu P40 zwana Kittyhawk nie brała
            udziału w wojnie na pacyfiku tylko w Afryce połnocnej ( głownie ) . Podczas
            ataku na pearl harbor stacjonowały tam P40 - Warhahk ( były pewne róznice) .
            Wiekszowść samolotów mysliwskich amerykanskich które zdołały wystartować były
            to P 36 hawk ( w filmie ich w ogóle nie pokazano ) .Jednak Wiekszość zestrzelen
            zdobyły warhawki ( głownie dwóch pilotów Welsch i drugi którego nazwiska nie
            pamietam teraz- to oni stanowili pierwowzór dla tych dwóch amerykanskich
            "herosów"- afflecka i hartnetta ) - pozdrowienia
          • youstynus Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem 24.01.02, 03:22
            Gość portalu: Jazzman napisał(a):

            > Co do faktów historycznych - panowie to nie były Spitfajery tylko Hurikany, no
            > i kto się kompromituje?
            > Atak Dulitla nad Tokio to była w założeniu propagandowa bzdura i
            > typowo "amerykański" gest - do zbiorowego samobójstwa można było namówić tylko
            > takich "głupków" jak nasi bohaterowie i to właśnie na litość boską, cały film
            > uwiarygadnia, bo w końcu do takigo ataku doszło no nie!!!
            > A nad Pearl faktycznie walczyły pojedyncze Kityhawki (P40) i startowały pod
            > ostrzałem, bo jak inaczej - siedzieli w nich znów ci sami romantyczni durnie,
            > kilka też wylądowało, więc skoro nie zostały zestrzelone, same musiały chyba
            > strzelać?
            > To tyle tytułem wstępu i zakończenia...
            > Pozdro
            >
            >
            "durnie", "glupki"
            ciekawe, jakie masz zdanie o partyzantach z czasow drugiej wojny swiatowej oraz o
            powstancach w 1944. Na patriote to ty slonko nie wygladasz.
    • Gość: aga Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: 217.11.133.* 24.08.01, 12:33
      każdemu może się podobać coś innego, ale z tymi dziecinnymi latami to chyba
      przesada. Ja nie spedzałam dzieciństwa w zatoce na którą leciały japońskiej
      torpedy. Coto ma wspólnego z dzieciństwem? Może moi dziadkowie mieli takie
      wspomnienia z dzieciństwa, ale napewno nie chcieliby o tym sobie przypominać.
      Moim zdaniem ten film jest nudny, a cała fabuła, zmiesciła by się w 30 minutach.

      Gość portalu: Lea napisał(a):

      > "Pearl harbour" widziałam na pokazie przedpremierowym, więc miałam czas
      > przemyśleć sobie zanim pokazały sie pierwsze recenzje. Dziś czytam je i widzę,
      > że znów idę pod prąd.
      > Że kicz, że oklepane, że patetyczne... itd. Suchej nitki nie zostawili krytycy
      > na tym filmie.
      > A mnie się podobał tak, jak żaden w ostatnim czasie.
      > Zastanawiam sie, dlaczego tak się wypieramy najprostszych tęsknot i marzeń. Nie
      >
      > wierzę, że pokazane po prostu, jak dla dzieci bohaterstwo dwu młodych lotników
      > nikomu oprócz mnie nie przypadło do serca.
      > Krytycy hurtem potepiają amerykańskość takich filmów. Ale prawda jest taka, że
      > potrzebujemy bohaterów, wzniosłych love story, byle podanych w estetyczny
      > sposób. A poza tym co jest złego w patosie?
      > Kino europejskie pokazuje świat jakim on jest + krzywe zwierciadło i grzebanie
      > w duszy. Amerykanie pokazują marzenia o świecie. I chwała jednym i drugim.
      > Doskonale się uzupełniają.
      > Polecam "Pearl Harbour" wszystkim, którzy chcą na chwilę wrócić do dziecięcych
      > marzeń o bohaterstwie. I niech nikt mi nie mówi, że takich nie miał.

    • Gość: odys Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 26.08.01, 23:57
      Wszystko pieknie... sa bohaterowie ,chwalebne czyny ale to wszystko razi
      sztucznoscia jest nieprzekonywujace-zwykly kicz i tandeta!!!
      Bohaterowie to odpowiedniki kena i lalki barbi jesli chodzi o "trojkat"
      wymuskani jak ze slonecznego patrolu i to tez jest denerwujace!
      Bronia sie jedynie efekty specjalne-sceny batalistyczne i dramaturgia wojny
      (akcja ratownicza w szpitalu) sa jak dla mnie swietne....
      Jednak ogolem wszystko jest po stokroc ograne ,schematyczne...po prostu
      komercja pelna geba niestety:(
      • Gość: sylwia_c Re: Pearl Harbour - tęsknota za bohaterem IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.09.01, 10:26
        Mnie się nawet podobało. Jedynie przeszkadzał ten przesłodzony głosik
        dziewczyny na końcu. DO ZWYMIOTOWANIA.
        Czterdziestominutowa sekwencja walki jest nie do pobicia. A ile łez na końcu!
        Pozdrawiamw z Wawy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka