ethlin
06.01.04, 16:00
Kiedy spotyka się dwoje ludzi i jak to się mówi coś między nimi zaiskrzy,
postanawiają być ze sobą i pada (prędzej czy później - ale zawsze) to
słowo "kocham". Wydaje się być to tak niesamowite wyznanie, często tak
oczekiwane, wydawać by się mogło że wymawiać je należy ostroznie i że jest
zarezerwowane dla tej jedynej osoby (względnie kilku osób - często dla
członków rodziny). Zastanawiam sie, czy nie zachodzi tu jakaś pomyłka...
Zgodnie z religią chrześcijańską kochać należy przeciez wszystkich ludzi,
ale... nigdzie (hehe - NIGDZIE) nie jest napisane że wszystkich ludzi trzeba
lubić. Idąc dalej - muszę kochać np. moją matkę - ale wcale nie muszę jej
lubić. Muszę/powinnam o nią dbać, troszczyć się, nie pozwolić skrzywdzić
niemniej nie muszę darzyć jej sympatią. Idąc jeszcze dalej - na tym być może
polega urok wybrania sobie partnera/partnerki z którym/którą postanawia sie
spędzić resztę czasu w tym życiu. Przy takim założeniu słóweczko "kocham"
bardzo traci na znaczeniu, ważniejsze może się bowiem okazać szczere wyznanie
komuś, że sie go lubi. Nie jest to tylko gra słów, ale cała zamiana pojęć i
tego co z nimi sie wiąże.