Dodaj do ulubionych

miłość odebrała przyjaźń......

15.01.04, 10:20
Straciłam przyjaciela,przez miłość.I już go nie odzyskam,już nie będzie
tak,jak dawniej.Pokochał mnie,zakochał się,zaakceptowal moje wady,cenił za
charakter.I stało się.To było nieplanowane.Bardzo bym chciała móc to
odwzajemnić,i pewnie bym to zrobiła,bo tez bardzo mi n anim zależy.Ale jest
sytaucja tak,a nie inna,ze nic nas nie moze łączyć,poza pracą i przyjaźnią.to
uczucie nie powinno było zaistnieć.Teraz nie mam nic.Nie układa mi się od
dłuższego czasu.Same porazki.ale to znosiłam z podniesiona
głową,dzielnie.Nawet wtdey,gdy rozpadł się mój wieloletni związek.A dziś? po
raz pierwszy od ponad dwóch lta tak bardzo płakałam,tak przeżyłam.Jest mi
przykro.Pragnę uczucia,pragne miłości,Ono mogłoby być odwzajemnione,byłoby
cudownie,ale nie moze.Los jest brutalny.Los jest wredny.Nie mam w nim nawet
przyjaciela.On twierdzi,ze mam,ale to nie prawda.To boli,i mnie i jego.On
tam,ja tu.Samotnie przeżywamy niesprawiedliwość.
Miłość,której tak pragnę,zabrała mi przyjaźń.Nic już nie mam,miec nie
będę.Chyba nie zasługuję.Nie nadaję się.
1-05-1982;piatek;13 -ta. Tą datę zawsze lubiłam,a dziś jest chyba
przekleństwem.
Czy ktos umie cofnąc czas?
To niesprawiedliwe.Nic nie chcialam,na prawdę.Tylko tej przyjaźni.I
byla,dopóki nie pojawiło się uczucie.Które nie ma prawa być.
Paranoja.
M.
Obserwuj wątek
    • m.malone Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 10:28
      Los dał Ci niezwykle rzadki dar, a Ty go przeklinasz?
      • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 10:52
        Co mi po tym,jesli nie mogę się nim cieszyć? czerpać garściami???
        Od poczatku było wiadome,ze nic poza przyjaźnią nie moż nas łaczyć;
        Stało się inaczej.W innej sytuacji,gdyby był choc cień nadziei,ze można,bym ze
        szczęścia chodziła na rzęsach.I teraz,w głębi duszy, cieszę się,bo to
        oznacza,ze jednak istnieje, w co watpiłam.Szkoda tylko,ze...nie ważne.


        m.malone napisał:

        > Los dał Ci niezwykle rzadki dar, a Ty go przeklinasz?
        • m.malone Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 11:03
          >I teraz,w głębi duszy, cieszę się,bo to oznacza,ze jednak istnieje, w co
          >watpiłam.Szkoda tylko,ze...nie ważne.

          Cóż, w tej sytuacji jestem skazany tylko na domysły. Być może nawet przeczuwam,
          o co chodzi. Ale to z pewnością nie jest do dyskusji na forum. A pewnie także
          na privie...
          Pozdrawiam
          MM
        • Gość: inka_s Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.01.04, 11:16
          Czemu tak zdecydowanie mówisz nie?
          Czy on jest żonaty?
          • m.malone Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 11:18
            Nie... to byłoby zbyt proste
            • Gość: inka_s Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.01.04, 13:24
              Proste - zwykle prawdziwe.
              Jak widać trafiłam.
              Cóż - w takiej sytuacji lepiej chyba zerwać kontakt. Jeśli nie - ból będzie
              coraz gorszy.
              • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 13:27
                Gość portalu: inka_s napisał(a):

                > Proste - zwykle prawdziwe.
                > Jak widać trafiłam.
                > Cóż - w takiej sytuacji lepiej chyba zerwać kontakt. Jeśli nie - ból będzie
                > coraz gorszy.

                -Dlatego zerwałam.Zwiałam.Nie ma mnie.i nie ma już nic.

                • aretha04 Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 19:29
                  ona.a napisała:


                  > -Dlatego zerwałam.Zwiałam.Nie ma mnie.i nie ma już nic.
                  >
                  nie będę komentować, ale rozumiem Cię doskonale
                  życzę Ci duuuuużo szczęścia w życiu :-))
                  głowa do góry!!!!
          • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 13:15
            Gość portalu: inka_s napisał(a):

            > Czemu tak zdecydowanie mówisz nie?
            > Czy on jest żonaty?

            -Tak,jest zonaty,ma troje dzieci.I nie pozowolę mu zniszczyć tego,co juz
            zbudował.Przy mnie wiele by stracił.Poza tym nie zniosłabym świadomości,ze
            wyrządziłam krzywdę nie jednej osobie,a kilku.Nigdy,ale to nigdy przez mnie nie
            rozpadnie się żaden związek.Chocby nie wiem,co.
            wiem,ze niczego nie można zaplanować,że uczucia nie można się nauczyć,ze samo
            przychodzi niespodziewanie.My tak dobrze przez całą znajomośc się
            rozumieliśmy,wiele nas łączy,byłam przy nim,gdy miał cięzkie chwile.Nie wierzę
            w przyjaźń miezy kobietą a mężczyzna,już nie.
            Cholera.
            O mnie zapomni,szybko.Będzie musiał.
            • qw5 Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 13:59
              Współczuję Ci.

            • m.malone Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 14:20
              A ja wciąż wierzę. Też współczuję.
              • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 15:07
                Nie ma co współczuć,bywa.Wredna zagrywka,ale nic na to nie poradzę.Ludzie są w
                gorszych sytuacjach.
                Paradoksalnie jedyne marne pocieszenie to fakt,iż pojawiło się w momencie,gdy
                przestałam wierzyć,ze nie istnieje,że miłosć to chwyt literacki,wymysł
                nastolatków,pieprzony stereotyp.A jednak,no i dotyczyło mnie,więc moze nie
                jestem aż tak jędzowata i dla mnie tez coś nie coś jest zarezerwowane.Chyba,ze
                jakiś masohista lubi jędze,to co innego:)
                Przykro,pewnie.Trudno.Może innym razem.
                M.

                • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 19:53
                  A jak on nie zapomni? Może wtedy ucierpieć jeszcze więcej osób.
                  • aretha04 Re: a może już wszyscy cierpią??? 15.01.04, 20:03

                    > :-(((((((
                    • ona.a Re: a może już wszyscy cierpią??? 15.01.04, 20:11
                      aretha04 napisała:

                      >
                      > > :-(((((((

                      -Ciiiii będzie dobrze.

                  • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 20:10
                    Gość portalu: Marek napisał(a):

                    > A jak on nie zapomni? Może wtedy ucierpieć jeszcze więcej osób.

                    -Zapomni,musi.To tylko uczucie,ludzie się zakochują i odkochują.Musi
                    zapomnieć.Po prostu musi.Moze tak myśli,ze kocha,moze to tylko
                    zauroczenie,które minie.Musi.Chcę,zeby był szczęśliwy ze swoją rodziną,małe
                    dzieci,młoda piękna żona.zbyt wiele do stracenia.Musi zapomnieć i już.

                    • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 20:17
                      Nie musi - powinien ale czasami to trwa bardzo długo i nie zaesze się udaje :-(
                      • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 20:39
                        Gość portalu: Marek napisał(a):

                        > Nie musi - powinien ale czasami to trwa bardzo długo i nie zaesze się udaje :-
                        (

                        -tak,pamięta się to,co dobre.A przynajmniej powinno się.
                        Ale tak będzie lepiej.I już.Kiedys zrozumie.
                        • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 21:00
                          Ale tak będzie lepiej.I już.Kiedys zrozumie

                          Nie możesz za niego podejmować decyzji, możesz mu ją ułatwić jak tego będzie
                          chciał.
                          Wasza przyjaźń przeradzała się w miłość bardzo powoli i odwrócić to będzie
                          bardzo trudno.
                          A może chce być teraz z Tobą??
                          I jeszcze pytanie: czy dalej razem pracujecie?
                          • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 21:17
                            Gość portalu: Marek napisał(a):

                            > Ale tak będzie lepiej.I już.Kiedys zrozumie
                            >
                            > Nie możesz za niego podejmować decyzji, możesz mu ją ułatwić jak tego będzie
                            > chciał.
                            - Muszę,bo inaczej wszystko rzuci,a nie może.


                            > Wasza przyjaźń przeradzała się w miłość bardzo powoli i odwrócić to będzie
                            > bardzo trudno.
                            -Własnie,byłam przekonana i czułam sie bezpieczna pod tym względem,ze nie
                            wzbudze w nim żadnych uczuć tak pieknych; bardzo dobrze się
                            rozumieliśmy,żartowalismy,sprzeczaliśmy,normlanie bardzo rzadko takie coś
                            funkcjonuje między dwojgiem osób.I fakt,nie zauważyłam.A moze widziałam tylko
                            egoistycznie nie chciałam widzieć.

                            > A może chce być teraz z Tobą??
                            -Wiem,ze chce,ale nie moze.To minie.

                            > I jeszcze pytanie: czy dalej razem pracujecie?
                            -Nie. Fakt,rozmawiamy,konsultujemy teksty,znacznie rzadziej.Pozostało tylko
                            tyle.Powoli,stopniowo sie oddale,wycofam.Tak bardzo boli.Ale tak będzie dla
                            niego najlepiej.I dla dzieci.





                            • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 21:37
                              Przeczytałem jeszcze raz to co Napisałaś na początku i wydaje mi się, że
                              potrzebowałaś od początku miłości, nazywając ją PRZYJAŹŃ.
                              Każdy zasługuje na miłóść, Ty też i dostałaś ją drugi raz.
                              Może poczekaj z boku, odsuń się nieco na jakiś czas, a on (czas)zrobi swoje.
                              Ale jeszcze nie wiesz, w którą stronę.

                              Chyba Cię rozumiem, bo jestem w podobnej sytuacji lecz po drugiej stronie.
                              • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 21:56
                                Gość portalu: Marek napisał(a):

                                > Przeczytałem jeszcze raz to co Napisałaś na początku i wydaje mi się, że
                                > potrzebowałaś od początku miłości,
                                -Tak,jak każdy,ale w tym przypadku wiedziałam,że nic poza przyjaźnią być nie
                                może.Znam sie na tyle,że wiem,co mi wolno czego nie.A juz na pewno nie wolno mi
                                się wciskać w czyjeś życie.I w pewnym stopniu jego małżeństwo było dla mnie
                                pewnikiem,ze nie pokocha,bo przeciez kocha żonę.



                                nazywając ją PRZYJAŹŃ.
                                > Każdy zasługuje na miłóść, Ty też i dostałaś ją drugi raz.
                                > Może poczekaj z boku, odsuń się nieco na jakiś czas, a on (czas)zrobi swoje.
                                > Ale jeszcze nie wiesz, w którą stronę.
                                -Nie,juz wiem,to ostateczne.Nic nas nie bedzie łączyć.Wycofałam się
                                definitywnie.Było mi o tyle łatwiej,ze jestem typem tchórza,tchórza,który boi
                                się pokochać,bo sie potem cierpi.Koniec kropka.Definitywnie.Tak nie można i już.


                                > Chyba Cię rozumiem, bo jestem w podobnej sytuacji lecz po drugiej stronie.
                                -Najważniejsze jest nie żałować;pamiętac o pieknych chwilach bo mogłoby ich w
                                ogóle nie być.I nimi się cieszyć.I potraktowac to nie jako krzywdę,a
                                doświadczenie.

                                • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 22:05
                                  No i tym sposobem sama rozwiązałaś swój problem. Pojęłaś właściwą decyzję i to
                                  jest bardzo odważne. Musisz żyć dalej, a niedługo zakochasz się znowu bo jak
                                  mówiłem zasługujesz na to.
                                  Wszystkiego dobrego :-)
                                  • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 22:20
                                    Może faktycznie za bardzo się rozgadałam.Trzeba było dac prztyczka w nos i
                                    uciszyć babę.
                                    Zakochać się? nie,nie na siłę,nie w akcie desperacji.Przyjdzie
                                    samo,niespodziewanie.
                                    Dobrze jest móc porozmawiać.Nawet jesli to niczego nie zmieni;Nie,co za bzdurki
                                    gadam,zmienia,dużo,bo choć na chwilkę poprawia nastrój.
                                    Hm......a więc jesteś po drugiej stronie barykady.....stąd ta dociekliwość.
                                    Próbujesz zrozumieć??? nie da sie zrozumieć,trzeba się w siebie wsłuchać i
                                    przełożyc to potem na realia.
                                    I Tobie,i wszystkim.
                                    M.
                                    • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 22:45
                                      Nie do końca po drugiej stronie barykady, raczej w sytuacji Twojego
                                      przyjaciela.
                                      Niestety nie jestem tak silny jak Ty i nie mogę się pochwalić lepszym
                                      rozwiązaniem.
                                      W każdym bądź razie czegoś się od Ciebie nauczyłem. Dziękuję
                                      • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 23:12
                                        Jejku,tylko,ze w takich sytuacjach każde rozwiązanie jest głupie.Jeśli
                                        zaakceptujemy miłość i przyjmiemy ją z otwartymi ramionami,bedziemy
                                        celebrowac,to kosztem innych,bardzo waznych żyć.
                                        Jesli odejdziemy,tak jak w moim przypadku,stchórzymy,to krzywdzimy siebie,ale
                                        inni pozostaja nietknięci,czyści.trzeba przemyslec tak na trzeźwo co dla tej
                                        drugiej osoby bedzie dobre- w tym przypadku,rozwali rodzine,skrzywdzi dzieci.I
                                        to się na nim bardzo odbije.
                                        Nie dziekuj,tylko weź się w garść,zawsze jest światełko w tunelu.A po czasie,na
                                        pewno uznasz,ze podjołeś słuszną decyzję.
                                        Wierzę wto i tego zyczę.
                                        M.




                                        • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 23:32
                                          Miło się z Tobą rozmawia.
                                          Dla uzasadnienia swoich decyzji zawsze można stworzyć sobie własną teorię i
                                          dopóki się w nią wierzy jest dobrze. Nie wolno tylko pozwolić by poczucie winy
                                          wzięło górę.
                                          Na koniec trochę cynizmu: żyje się tylko raz i lepiej żałować za błędy.
                                          Jak będziesz chciała jeszcze kiedyś ze mną porozmawiać pokaż się w FORUM, od
                                          niedawna też tu zaglądam.
                                          Pozdrawiam Cię i uszy do góry
                                          • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 23:43
                                            Dzięki.Dobrze jest stworzyć dialog,a nie monolog.Sami sobie coś tam tłumaczymy,
                                            po sklejeniu do kupy robal nabiera kształtu,zaczyna mięć ręcę i nogi.
                                            Mozna tak gadac i gadać i teoretyzować a życie i tak zweryfikuje.Nie
                                            żałuję,niczego,to chyba najwazniejsze.
                                            Hm.....moze tak,moze inaczej,nie stanę na krzesełku i nie krzykne ,Hej,jesteś
                                            tam? chcę pogadać.
                                            Łatwiej pisać na pocztę;adres znasz.

                                            Nie,nie ma poczucia winy,jest żal i złość.Minie.
                                            Zmykam spać,spóbuję.
                                            Pzdr.
                                            M.


                                            • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 15.01.04, 23:55
                                              Internet ma jeszcze troche tajemnic przede mną. Poczty Twojej nie znam,
                                              podrzuć to się odezwę.
                                              Marek
                                              • ona.a Re: miłość odebrała przyjaźń? 15.01.04, 23:58
                                                Gość portalu: Marek napisał(a):

                                                > Internet ma jeszcze troche tajemnic przede mną. Poczty Twojej nie znam,
                                                > podrzuć to się odezwę.
                                                > Marek

                                                Dodaj do nicka @gazeta.pl i po bólu.
                                                M.
                                                • Gość: Marek Re: miłość odebrała przyjaźń? IP: *.chr2.1000lecie.pl 16.01.04, 00:03
                                                  Dziękuję.
                                                  Dobrej nocy, wyśpijsię.
                                                  Marek
                                        • Gość: OIeńka bzdury opowiadacie n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 00:00
                                          • aretha04 Re: bzdury opowiadacie 17.01.04, 12:45
                                            dlaczego tak uważasz? czy nie wierzysz w przyjaźń damsko - męską? że takie
                                            sytuacje bywają w życiu, że pomimo uczucia, osoby delikatne, wrażliwe czasami
                                            muszą z niego zrezygnować, nawet ze "szkodą" dla siebie?
                                            kilkanaście lat temu przeżywałam podobne cierpienie, co ona.a. Podobne, gdyż
                                            moja przyjaźń z chłopakiem przerodziła się w miłość, kiedy byliśmy "wolni".
                                            niestety, na jednej imprezie (beze mnie)pod wpływem alkoholu, chwili
                                            uniesienia "wpadł". był wściekły na siebie, mnie przepraszał, z tamtą
                                            dziewczyną nie chciał utrzymywać żadnych kontaktów. ta dziewczyna od początku
                                            wiedziała o nas i co nas łączy. Po narodzinach dziecka, dzięki moim namowom -
                                            och, byłam wtedy młoda i taka wspaniałomyślna - zaczął interesować się córką,
                                            zażądał nawet, żeby córka nosiła moje imię. Nie muszę chyba pisać, jak wtedy
                                            cierpiałam, ile łez wylałam, ale stwierdziłam, że dla "dobra" tego maleństwa
                                            muszę się wycofać, chociaż On się sprzeciwiał. Po paru latach wzięli ślub,
                                            utrzymywałam z nimi kontakt, z Nim samym, ale było to zbyt bolesne dla mnie. Ta
                                            dziewczyna (ówcześnie już jego żona)nie chciała, żebym z nimi zerwała, bo On
                                            bardzo mnie potrzebuje. niestety, samarytanką nie byłam i nie zamierzałam być.
                                            chciałam jak najszybciej wyleczyć swoje zranione serce. mogliśmy dalej
                                            utzrymywać kontakt, ale czy mogłaby być to tylko przyjaźń? A oni? żyli razem
                                            ale jakby osobno. Napomknę, że to był mój pierwszy chłopak, potem byli inni,
                                            teraz jest mąż, a myśli ciągle uciekają do tamtych wspomnień.
                                            • Gość: OIeńka jak najbardziej wierzę w przyjaźń z mężczyzną IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 14:24
                                              acz jestem też świadoma, że niemal zawsze ma słabszy lub mocniejszy podtekst
                                              erotyczny - wyłączając oczywistości typu przyjaźń z gejem czy z bratem :)

                                              Nie podoba mi się to, co pisze ona.
                                              Pierwsze wrażenie jest takie: wrażliwa, dla kogoś rezygnuje ze "swojego".

                                              Jednak kiedy się głębiej nad tym zastanowić, ona jest egoistką.
                                              Spokój jej sumienia (strach przed hipotetyczna krzywdą dzieci) jest dla niej
                                              ważniejszy niż wola i uczucia mężczyzny, który rzekomo jest najważniejszy dla
                                              niej. Tak to widzę.

                                              Tzw. dobro dziecka jest często parawanem, za którym ludzie nieświadomie i w
                                              całkiem dobrej wierze chowają swoje własne lęki.

                                              • aretha04 Re: jak najbardziej wierzę w przyjaźń z mężczyzną 17.01.04, 14:58
                                                Gość portalu: OIeńka napisał(a):

                                                > acz jestem też świadoma, że niemal zawsze ma słabszy lub mocniejszy podtekst
                                                > erotyczny - wyłączając oczywistości typu przyjaźń z gejem czy z bratem :)
                                                >
                                                > Nie podoba mi się to, co pisze ona.
                                                > Pierwsze wrażenie jest takie: wrażliwa, dla kogoś rezygnuje ze "swojego".
                                                >
                                                > Jednak kiedy się głębiej nad tym zastanowić, ona jest egoistką.
                                                > Spokój jej sumienia (strach przed hipotetyczna krzywdą dzieci) jest dla niej
                                                > ważniejszy niż wola i uczucia mężczyzny, który rzekomo jest najważniejszy dla
                                                > niej. Tak to widzę.
                                                >
                                                > Tzw. dobro dziecka jest często parawanem, za którym ludzie nieświadomie i w
                                                > całkiem dobrej wierze chowają swoje własne lęki.
                                                >
                                                > Oleńko,
                                                > zgadzam się z Tobą, ona.a jest delikatna i wrażliwa, ale dlaczego piszesz że
                                                > jest egoistką??? - tego zupełnie nie rozumniem.
                                                > przecież właśnie, gdyby nią była,nie rezygnowałaby ze swojego szczęścia
                                                wiążąc się z tym mężczyzną !!! Jakie znaczenie miałoby, że on ma rodzinę, którą
                                                być może kocha?
                                                > Dlatego, że ona.a ma taki charakter usunęła się, pomimo, że przez to cierpi
                                                sama i to bardzo.
                                                > zastanów się, czy rzeczywiście nie postąpiła słusznie? Według mnie, jej
                                                postawa jest godna uznania.
                                                • Gość: OIeńka Re: jak najbardziej wierzę w przyjaźń z mężczyzną IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 15:09
                                                  Aretha, kiedy kocha się mężczyznę naprawdę, ważny jest tylko on i to, co dla
                                                  niego dobre. Moim zdaniem z postów onej wyraźnie wynika, ze facet ją kocha.
                                                  Rozumiem, ze wolałby z nią być. Dlatego uważam, że ona go nie kocha. Dla niej
                                                  ważniejsze jest niewiadomo co - dobro jego zony? smiechu warte :) dobro jego
                                                  dziecka? nieoczywiste... dobro faceta? haha :)

                                                  Potępiam takie postawy, bo uważam że to nie miłość za nimi stoi.

                                                  A z Ciebie tez jest niezły numer ;)
                                                  Gdybys go kochała - dałabyś mu swoją przyjaźń :))
                                                  • ona.a Re: jak najbardziej wierzę w przyjaźń z mężczyzną 17.01.04, 15:34
                                                    Widzisz Oleńka,to jest tak,tak,kocham tego męzczyznę,wiele rozmawialiśmy i
                                                    wiem,że uczucie jest odzwajemnione.Ale widzisz,patrząc z boku wiem też jakie sa
                                                    związki,małżeństwa par,które zostawiły rodzinę dla następnej osoby,czy się
                                                    utrzymały itp.
                                                    Widzisz,zawsze sobie obiecywałam i to było priorytetową zasada nigdy nie wcinac
                                                    się między wódkę a zakąskę,są dzieci,małe,troje.Jest kobieta,żona.Jest
                                                    rodzina.I moze bym postąpiła jak wiele innych lolitek,po trupach do celu,by
                                                    miec go na chwile,tyle że w rzeczywistości ta chwilka byłaby złudna.
                                                    Wiesz dlaczego tego nie robię????? wiesz,dlkaczego te dziecia są tak wazne? bo
                                                    wiem,jak ojca kochaja,jak jego potrzebuja,miec go przy sobie codzinnie;
                                                    Bo sama wychowałam się w niepełnej rodzinie i matka nie jest w stanie zastąpić
                                                    dwojga rodziców a juz tym bardziej obcy facet.Własnie dlatego,bo mojego ojca
                                                    przy mnie nie było,kiedy go potrzebowałam.I tego nie zrobię.
                                                    A on w końcu o mnie zpaomni,z reszta rozumie mnie.Kocha swoje dzieci nad
                                                    życie.różnica,choc nie wielka jest taka,ze ja jestem dziewczynka,podobo łatwiej
                                                    się chowają,ale tam,jest trojka chłopców,A chłopcy go potrzebują.
                                                    Nawet nie wiesz jak bardzo w śrdoku ze sobą walczę,bo tak,chcę go mieć przy
                                                    sobie,dla siebie,bo mnie pokochał,zaakceptował.ALE NIE PO TRUPACH DO CELU.
                                                    Proste.
                                                    Owszem,możesz się ze mną nie zgadzac,każda uwaga jest cenna.
                                                    I tyle.
                                                  • Gość: OIeńka Re: jak najbardziej wierzę w przyjaźń z mężczyzną IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 15:45
                                                    Nikt się nie spodziewa ze bedziesz się kierowała swoim widzimisię ;)

                                                    Ja Cię pytam, dlaczego nie kierujesz się jego interesem?
                                                  • jmx Re: jak najbardziej wierzę w przyjaźń z mężczyzną 17.01.04, 19:34

                                                    To proste - gdyby on chciał to sam by się rozwiódł. Nie chce. Rodzina jest dla
                                                    niego "ważniejsza" niż uczucie do Ona.a. Więc dokonała wg mnie dobrego wyboru
                                                    chociaż jest trudny i bolesny. Trzymam kciuki...
                                                  • Gość: OIeńka o hoho... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 19:38
                                                    rozwodu nie dostaje sie w 24h i decyzji o nim też sie tak nie podejmuje - z
                                                    postów onej wynika, ze sprawa jest świeża...
                                                  • jmx Re: o hoho... 17.01.04, 19:55

                                                    Moim zdaniem sprawa nie jest świeża, żeby przyjaźń przekształciła się w miłość
                                                    potrzeba czasu to nie jest jakaś fascynacja (która na ogół nagle się pojawia i
                                                    dość szybko mija - stety albo niestety ;-)).

                                                    co się rzuca w oczy po przeczytaniu jej postów to głębokie przekonanie o
                                                    słuszności podjętej decyzji, pomimo bólu i cierpienia. I myślę, że to
                                                    przesądza całą sprawę.
                                                  • Gość: OIeńka Re: o hoho... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:06
                                                    > Moim zdaniem sprawa nie jest świeża, żeby przyjaźń przekształciła się w
                                                    miłość
                                                    > potrzeba czasu to nie jest jakaś fascynacja (która na ogół nagle się pojawia
                                                    i
                                                    > dość szybko mija - stety albo niestety ;-)).
                                                    >
                                                    > co się rzuca w oczy po przeczytaniu jej postów to głębokie przekonanie o
                                                    > słuszności podjętej decyzji, pomimo bólu i cierpienia. I myślę, że to
                                                    > przesądza całą sprawę.

                                                    Mam na myśli to, ze minęło niewiele czasu od momentu, kiedy "wątkownica" ;)
                                                    usłyszała >kocham cię<.

                                                    To, co sie rzuca w oczy to chaos w jej głowie i chęć zakrzyczenia uczucia.
                                                    Teksty typu "zapomni o mnie. musi" są nieco podejrzane. Myślę, że ona chowa sie
                                                    trochę za przyjęta zasadą i tyle.

                                                    Nie mam wątpliwości, że jest zdeterminowana. Natomiast potrafię odróżnić miłość
                                                    od stanu zadurzenia.

                                                    :)
                                                  • jmx Re: o hoho... 17.01.04, 20:19
                                                    Gość portalu: OIeńka napisał(a):

                                                    > To, co sie rzuca w oczy to chaos w jej głowie i chęć zakrzyczenia uczucia.
                                                    > Teksty typu "zapomni o mnie. musi" są nieco podejrzane. Myślę, że ona chowa
                                                    sie
                                                    >
                                                    > trochę za przyjęta zasadą i tyle.

                                                    Podejrzane? Najpiękniejsze uczucia mogą zabić wyrzuty sumienia, tak jego jak i
                                                    jej. Więc paradoksalnie "chowając się" za zasady może uniknąć większego piekła
                                                    (niż teraz). Przyjaźń między nimi też jest możliwa ale po wygaśnięciu uczucia
                                                    (a każde niepodsycane wygaśnie).


                                                    > Nie mam wątpliwości, że jest zdeterminowana. Natomiast potrafię odróżnić
                                                    miłość
                                                    >
                                                    > od stanu zadurzenia.

                                                    Ty tak ale czy oni?
                                                  • Gość: OIeńka Re: o hoho... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:47
                                                    Jeśli ma wyrzuty sumienia w zwiazku z relacją - to nie jest miłość. Miłość nie
                                                    budzi wyrzutów sumienia.

                                                    Nie zastanawia Cię, dlaczego ona nie chce się z nim przyjaźnić?
                                                    Czy kiedy kogoś kochasz odbierasz mu swoją pryjaźń?
                                                  • jmx Re: o hoho... 17.01.04, 21:33

                                                    Domyślam się, ze ona nie jest w stanie się z nim przyjaźnić na tym etapie ich
                                                    znajomości, że jest to dla niej zbyt bolesne teraz, że prędzej czy później ich
                                                    relacja doprowadzi do zdrady bo nie będą w stanie zapanować nad emocjami. Cóż,
                                                    sporo osób pewnie przyzna, że ten facet już zdradza żonę "mentalnie" czy
                                                    psychicznie. Ta historia nieco przypomina watek Alfiki o Onej i Onym, podobny
                                                    problem, z tym, że oni utrzymywali kontakt a Ona.a nie chce, nie potrafi.

                                                    Ale sądzę, że później, jak uczucia się uspokoją, namiętność wygaśnie, przyjaźń
                                                    będzie możliwa, bo wsparcia i zrozumienia nie da się wymazać. To nadal będzie
                                                    istniało ale o innym charakterze niż obecnie ;-).
                                                  • Gość: OIeńka znaczy, za 20 lat? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:35
                                                    zmartwię Cię - nieskonsumowane ma tendencję do niegaśnięcia ;))))
                                                  • jmx Re: znaczy, za 20 lat? ;) 17.01.04, 22:22

                                                    Myslisz, że jak się z nim prześpi to szybciej zapomni? Ciekawe podejście ;-D

                                                    Serio - 20 to niekoniecznie ale kilka chyba jest nieuniknione.
                                                  • Gość: OIeńka Re: znaczy, za 20 lat? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 22:24
                                                    > Myslisz, że jak się z nim prześpi to szybciej zapomni? Ciekawe podejście ;-D

                                                    kopirajty mój boyfriend :)))))))
                                                  • jmx Re: znaczy, za 20 lat? ;) 17.01.04, 22:28

                                                    Rozumiem, że z autopsji? ;-DDDD
                                                  • Gość: OIeńka Re: znaczy, za 20 lat? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 22:30
                                                    > Rozumiem, że z autopsji? ;-DDDD

                                                    nie pytam, bom nie wścibska ;P~
                                                  • ona.a Re: o hoho... 17.01.04, 21:54
                                                    Jej,oboje macie rację,tchórzostwo z mojej strony.być może.Nie moze,ale na pewno.
                                                    Boję się dalszej przyjaźni,bo tego sobie nie wyobrażam móc rozmawiać z
                                                    człowiekiem,którego się kocha,smiac się,żartować i nie móc jednoczesnie się
                                                    przytuliś,nie móc wziąć za rekę,pocałować.Nie móc kochać jawnie.
                                                    Nie odszedł z domu,chodź chciał to zrobic bez chwili wachania,w sumie wszystko
                                                    wyszło własnie przez to,powiedział mi,ze odchodzi z domu,niby coś tam,ale
                                                    powoli w końcu powiedział,ze dla mnie,być moze przeze mnie.Nie pozwoliłam.W
                                                    sensie,powiedziałam wprost,jesli odejdzie nie zobaczy mnie już nigdy na
                                                    oczy,nie usłyszy nic.Przestraszyłam się etykietki - to ta,która rozbiła
                                                    małzeństwo;przestraszyłam się,ze bedzie kiedyś musiał wybrac między mna
                                                    adziećmi-życie pisze różne scenariusze.Jestem egoistką.Kocham go.Boję się,ze
                                                    straci dzieci.One go potrzebuja,on ich.Nie ufam nam na tyle,zeby dalej ciagnąć
                                                    przyjaźń bo wiem,ze przyszedłby moment,ze się nie powstrzymamy.
                                                    Jasne wspaniałe rozwiązanie,bycie kochanką,wtedy wilk syty i owca cała.Mamy
                                                    siebie,rodzina w komplecie.Bomba.cholera,substytut.Ale przeciez mamy siebie,nie
                                                    tak.
                                                    Nie.Tak nie.
                                                    Potepia się te,które się nie powstrzymały.
                                                    Widzę,ze gdy próbuję się powstrzymać,na to wychodzi,ze też robię źle.
                                                    TO jak ma być?
                                                    Czuję,ze postępuje słusznie.
                                                    Każde następnie spotkanie boli.Będzie bolało.I tak kontaktujemy się ale
                                                    sporadycznie.I to juz jest sztuczne,to bolesne,bo chciałoby się móc wyktzyczeć
                                                    kocham.Nie mozna.I już.Nie wszystko jest czarne albo biale.
                                                  • jmx Re: o hoho... 17.01.04, 22:27
                                                    ona.a napisała:

                                                    > Czuję,ze postępuje słusznie.

                                                    I to, moim zdaniem, jest najważniejsze.

                                                    A ból... kiedyś minie. Trzymam kciuki :-)
                                                  • Gość: OIeńka na jakiej podstawie tak mówisz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 22:29
                                                    > A ból... kiedyś minie.

                                                    na jakiej?
                                                  • jmx nic nie trwa wiecznie ;-) 17.01.04, 22:49
                                                    Gość portalu: OIeńka napisał(a):

                                                    > > A ból... kiedyś minie.
                                                    >
                                                    > na jakiej?

                                                    Nie bądź wścibska ;-)
                                                  • Gość: OIeńka Re: nic nie trwa wiecznie ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 23:01
                                                    skoro minął - to nie była Big Love :P
                                                  • jmx Re: nic nie trwa wiecznie ;-) 23.01.04, 02:42

                                                    Eeee tam. Jak sie o coś nie dba to umiera.
                                                    Kwiat bez wody usycha co nie znaczy, że był sztuczny ;-)
                                                  • ona.a Re: o hoho... 17.01.04, 22:31
                                                    jmx napisała:

                                                    > ona.a napisała:
                                                    >
                                                    > > Czuję,ze postępuje słusznie.
                                                    >
                                                    > I to, moim zdaniem, jest najważniejsze.

                                                    > A ból... kiedyś minie. Trzymam kciuki :-)


                                                    -Dzięki,za cokolwiek,za wszystko,takie wirtualne myśli.
                                                    Rozumiem,ze polemika wynika z różnych podejsć do tematu,stąd te głosy.
                                                    Nie zawsze chcieć,znaczy móc.
                                                    M.



                                                    >
                                                  • Gość: OIeńka ja myslę, ze polemika wynika po pierwsze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 22:45
                                                    z innych życiowych doświadczeń - przyjaźnię się z ludźmi o pokolenie od nas
                                                    starszymi i znam parę historii. wot wsjo :))

                                                    pozdrawiam :)

                                                  • ona.a Re: ja myslę, ze polemika wynika po pierwsze 17.01.04, 22:49
                                                    Gość portalu: OIeńka napisał(a):

                                                    > z innych życiowych doświadczeń - przyjaźnię się z ludźmi o pokolenie od nas
                                                    > starszymi i znam parę historii. wot wsjo :))
                                                    >
                                                    > pozdrawiam :)
                                                    >

                                                    -Ja też,ale widocznie ich historię były na tyle różne,ze stąd po części moje
                                                    zdanie.
                                                    Ale dobrze jest poznać każda stronę medalu.
                                                    M.
                                                  • jmx Re: ja myslę, ze polemika wynika po pierwsze 17.01.04, 22:52

                                                    Ja myślę, że powinnaś czasem brać pod uwagę to, że możesz się mylić ;-)
                                                  • ona.a Re: ja myslę, ze polemika wynika po pierwsze 17.01.04, 22:59
                                                    jmx napisała:

                                                    >
                                                    > Ja myślę, że powinnaś czasem brać pod uwagę to, że możesz się mylić ;-)
                                                    >
                                                    -Ciiiii już dobrze,dzieciaki!!!!! Trzeba się wziać za siebie i juz.co będzie to
                                                    będzie.Nie ma to tamto.Od gadania nic sie nie zmieni.O!
                                                    Będzie dobrze.Love is all around.
                                                    pozdrawiam.
                                                    spaććććććććććć...........




                                                  • Gość: OIeńka Re: o hoho... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 22:28
                                                    Bycie kochanką, to fatalne rozwiazanie. To jest dopiero droga do piekła. Wiesz
                                                    co? On żonę pewnie i tak zostawi...

                                                    Widziałaś "Przemiany" Barczyka z Mają Ostaszewską? Być może jeszcze gdzieś
                                                    grają. Powinnaś koniecznie zobaczyć.
              • aretha04 Re: w co wierzysz? 17.01.04, 12:57
                m.malone napisał:

                > A ja wciąż wierzę. Też współczuję.

                > czy wierzysz, że oboje cierpią? - napewno tak
                > czy wierzysz, że dalej będą mogli być Przyjaciółmi, pomimo uczucia, jakie
                zaistniało?
                > współczujesz Jej, Jemu czy Im?
    • agresja4 Re: miłość odebrała przyjaźń...... 22.01.04, 22:59
      też przez to przeszłam:(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka