anonimiusz
21.12.09, 12:56
Witam serdecznie.
Chcialbym, aby ktos z zewnatrz "zobaczyl" to, jak wyglada moj zwiazek. W chwili obecnej nie mam sie kogo poradzic (Rodzicom nie chce zawracac glowy, bo sie zalamia, gdy dowiedza sie, jak mi sie powodzi) i zalezy mi, by ktos mogl jakos wypowiedziec sie na temat tego, co mam z moja Narzeczona, czy jest to normalne, a ja jestem przewrazliwiony? Ale zaczne od poczatku..
Moja Kobiete znam od 2lat i 10dni. Rok temu przeprowadzilem sie z rodzinnego miasta do miasta, w ktorym mieszkala moja Wybranka (300km dalej). Dostalem prace, przez 1rok mieszkalismy u Jej Rodzicow. Wszystko bylo pieknie, praktycznie zadnych sprzeczek, wspolnie spedzany czas, po prostu bajka! W miedzyczasie, po polowie roku od przeprowadzki, postanowilismy wziac kredyt na zakup domu. Wybralismy dom, wprowadzilismy sie po nastepnych 6miesiacach. Pierwsze miesiace byly wspaniale. Wspolnie razem wszystko robilismy, urzadzalismy dom, kupilismy 2 psy, po prostu jak rodzina.. Ale 2 miesiace temu, ni stad, ni zowad, mojej Narzeczonej cos sie przestawilo. Zaczyna robic awantury o byle co, np. ze lyzeczka byla w zlewozmywaku, a nie zmywarce, ze pusty karton od soku byl przy mnie na stoliku od kilkudziesieciu minut, ze zapomnialem powiedziec, iz nie ma mleka i nie mogla wypic kawy, ze zapomnialem golarki sprzatnac i zostawilem na umywalce, itd. Problem polega na tym, ze nie robie tego w ogole celowo, po prostu albo z pospiechu zapomnialem, albo mialem inna wazniejsza rzecz do roboty. Rozumiem, gdyby bylo to nagminne, ale zdarza sie to sporadyczynie, lecz zawsze musi przyczepic sie do czegos, co jest naprawde blahostka.. Co wiecej, Jej samej zdarza się często czegos zapomniec sprzatnac, a gdy zwroce na to uwage, robi awanture, ze nastepnym razem będzie wstawac wczesniej i dokladnie sprawdzac caly dom czy czasem czegos nie zostawila nie na swoim miejscu.
Sexu w ogole juz nie ma, bo za często jest zmeczona, bo jutro do pracy, bo glowa boli.. Probuje (Ona) udawac, ze wszystko jest w porzadku i nastepnego dnia zaczyna normalnei się do mnei zwracac, po czym znow zrobi kolejna awanture lub tez zrobi/powie cos, co doprowadzi mnie do nerwicy. Przez telefon wole sie w ogole nie odzywac, gdyz tylko sie drze i rzuca miesem na lewo i prawo. A ostatnio nawet zauwazylem, ze, gdy jest w pracy, szczegolnie lubi sie wywyzszac przed wspolpracownikami kazac mi cos robic, wyzywajac mnie, a po powrocie do domu niczego nie pamieta.. Oczywiscie nie wszystkie rozmowy tak wyglądają, lecz „tylko” polowa z nich. To samo przy znajomych, zaczyna mi ublizac, obrazac.
Ma do mnie pretensje, ze w domu Jej nie pomagam, co jest kompletna bzdura. Nawet zaznaczylem, ze gdy tylko bedzie potrzebowac w czyms pomocy, ma mi od razu dac znac, to pomoge - do teraz tego nie robi, tylko w pozniejszym czasie wypomina i rozczula sie nad soba, ze jest jak kura domowa, a ja nic nie robie.
Wspolnie nic juz razem nie robimy.. Proponowalem, zebysmy zaczeli gdzies wychodzic (procz imprez raz na dwa miesiace, gdzie i tak sie poklucimy), np. do kina czy na basen. Odpowiedz byla taka, iz na basen nie bedzie Jej sie chcialo jechac 40minut, a w kinie nie ma nic ciekawego (czyt. filmu). I pozniej tylko slysze, ze caly dzien siedzimy w domu, nic nei robimy, ja przed komputerem, TV albo na silowni, ale z Nia juz nic wspolnie nie robie.
Ostatnimi czasy zaczela wyzalac sie swojemu bylemu, jak to Jej zle i niedobrze, ze sie klocimy, ze ma ja dobic.
Gdy chce z Nia o tym wszystkim porozmawiac, rzuca wyssanymi z palca historiami, ktore w ogole miejsca w naszym zyciu nie mialy. Prosze, zeby podala jakis przyklad lub kiedy mniej wiecej mialo to miejsce, odpowiedz jest taka, ze nie prowadzi kalendarza i nie pamieta co dokladnie i co takiego zrobilem.
Odnosze wrazenie, ze probuje mna kierowac, traktowac z gory, wydawac polecenia, ponizac, a gdy sie nie zgadzam i mowie, zeby nie traktowala mnie jak psa, obraza sie. Kilkakrotnie wspominalem, ze nie dam sie wychowac, a co najwyzej moge sprobowac zmienic niektore swoje przyzwyczajenia.
Swieta za kilka dni, a my wciaz traktujemy sie jak powietrze. Tesciowie maja do nas przyjsc na Wigilie, ale powoli zastanawiam sie, czy aby nie wybrac sie do moich Rodzicow i z nimi spedzic tego czasu - w spokoju, bez zadnych zmartwien..
Nie wiem juz, co mam robic.. Rezygnowac z tego zwiazku, sprzedac dom? Szczerze powiedziawszy, nawet nie wiem czy jeszcze darze Ja miloscia.
Czy to wszystko jest normalne, zeby o tak blahe rzeczy robic awantury i obrazac sie na caly swiat, czy jestem tylko przewrazliwiony i to ja powinienem szukac pomocy?