dziewanna32
06.02.04, 20:58
Niech mój post będzie ostrzeżeniem dla tych, którzy skłonni są zbytnio zaufać
psychologom i psychoterapeutom.
Historia jest sprzed paru lat.
Po 6 latach bycia razem zostawił mnie facet. Miesiąc przed zaplanowanym
ślubem, po powrocie z wakacji okazało się, że jestem w ciąży. Facet wyjechał
w delegację i stamtąd zadzwonił, że nie wraca (tylko po rzeczy) ponieważ
poznał inną. Inną, kochaną, cudowną, która go rozumie itd. Dodał, że nie wie
czy dziecko jest jego (było jego). Byłam w szoku, w rozpaczy, załamało mi się
nagle fajne i poukładane życie. Poroniłam, znalazłam się w szpitalu.
Trafiłam do pani psycholog, do przychodni (skierowano mnie tam ze szpitala z
podejrzeniem silnej depresji). Pani psycholog zrobiła wywiad, testy i
oświadczyła, że jej zdaniem powinnam zastanowić się nad SWOJĄ winą i
roszczeniową postawą. Potem mówiła jeszcze dużo rzeczy z których wynikało, że
jestem niedojrzała, mam zaburzenia emocjonalne, manipuluję itd.
Ok. może tak wyszło z testów, może faktycznie zachowywałam się jak
histeryczna nastolatka. W każdym razie baba dobiła mnie diagnozą o ile to
jeszcze było możliwe. Może to mial być element terapii (w sumie byłam na 4
spotkaniach). Miałam myśli samobójcze, w domu mnie zwyczajnie pilnowano.
Uratowali mnie rodzice i szybkie znalezienie lekarza psychiatry, który
przepisał leki antydepresyjne i do którego chodziłam na terapię.
Uważam, że pani psycholog NIE MIAŁA PRAWA mnie oceniać. Nie wolno mówić
takich rzeczy (o winie, roszczeniowości) młodej kobiecie, która własnie
straciła dziecko, kochanego dotychczas mężczyznę i jest w rozpaczy.
Byłam póxniej wiele razy w trudnych sytuacjach, miałam depresję, nadal mam
nerwicę. Do psychologa nigdy więcej nie poszłam i nie pójdę, Zraziłam się.
Jak czytam wypowiedzi niektórych "psychologów" tutaj np. Oleńki czy Alfiki to
widzę w nich materiał na taką psycholog z jaką miałam nieszczęście się
spotkać.