Gość: karolka
IP: 157.25.204.*
17.02.04, 11:13
Mam 27 lat i od ponad 6 jestem mezatka. Maz jest prawie 11 lat starszy ode
mnie. Nigdy nie byl moja szalona miloscia, ale go kochalam. Nie mamy dzieci.
Nasze malzenstwo bylo spokojne i w sumie dosc udane. Do momentu, w ktorym,
ponad rok temu, go zdradzilam. Nie czas roztrzasac teraz przyczyny mojego
wystepku. Nie chce sie usprawiedliwiac. Najgorsze bylo to, ze nie skonczylo sie
na jednym razie, ani nawet na jednym facecie. W dodatku byli to nasi wspolni
znajomi. Poczatkowo bylam jak nowo narodzona, poczulam dreszcz emocji, jakich
juz dawno nie odczuwalam. Nawet niezle radzilam sobie z tym psychicznie.
Sadzilam, ze moge to zachowac w tajemnicy do konca zycia i trwac dalej w
malzenstwie, w ktorym czulam sie dosc bezpiecznie. Moj maz nie byl swiety. Mial
za soba kilka internetowych romansow, twierdzil, ze tylko wirtualnych. Nie
wierzylam mu, ale wiedzialam, ze mnie kocha i nigdy nie zostawi. Po mojej
zdradzie malzenstwo zaczelo sie rozpadac. Maz to wyczuwal. Sadzil, ze jak
bedzie mi okazywal bezgraniczne oddanie, to zdola wszystko naprawic. Doszlo do
tego, ze praktycznie zrezygnowal ze swojego zycia i zaczal zyc moim. Przestal
wychodzic z domu, zerwal kontakty ze wszystkimi swoimi znajomymi. Mowil, ze
wystarcza mu moje towarzystwo. To jeszcze bardziej odpychalo mnie od niego.
Zaczelam sie dusic. Nadal go zdradzalam. Pol roku temu, zrozumiawszy, ze seks
nie jest w stanie zastapic mi prawdziwej milosci, zerwalam z tamtymi dwoma
facetami. Ale w tym samym czasie dotarlo tez do mnie, ze nie kocham juz meza.
Odeszlam od niego. Ludzilam sie, ze to tylko tymczasowe rozstanie, ze
potrzebuje troche czasu, zeby o wszystkim zapomniec i zatesknic za nim. Tak sie
jednak nie stalo. Jestesmy w separacji od pol roku, niedawno zlozylam pozew
rozwodowy. Maz blagal mnie, zebym do niego wrocila. Zapewnial, ze mnie kocha,
ze zrozumial swoje bledy i chce je naprawic. A ja nie potrafie go znowu
pokochac. Dopiero niedawno zrozumialam, ze to glownie przez tajemnice, ktore
mam przed nim. Jak mozna byc z kims blisko i jednoczesnie skrywac przed nim cos
takiego? Chcialabym moc mu o wszystkim powiedziec i sprobowac odbudowac nasz
zwiazek. Ale co to bedzie za malzenstwo? Czy maz bedzie mogl mi jeszcze kiedys
zaufac? Co jest wiekszym cierpieniem dla mezczyzny: odejscie ukochanej kobiety,
czy dowiedzenie sie, ze przez kilka miesiecy go zdradzala? Najgorsze, ze nie
mam pewnosci, czy w ogole kiedys jeszcze go pokocham, tym bardziej, ze jestem
zakochana w kims innym. Co bedzie, jezeli opowiem mu o tym wszystkim, on mi
wybaczy, a ja i tak nie bede mogla go pokochac? Sa takie chwile, ze bardzo chce
do niego pojechac i wszystko mu wyjasnic. I zaraz potem sie powstrzymuje,
zadajac sobie pytanie, czy w ten sposob nie probuje jedynie zrzucic ciezaru na
jego barki, uspokoic sumienie, ze probowalam ratowac malzenstwo. Po tym
wszystkim jedno wiem na pewno. Nigdy juz nie zdradze swojego mezczyzny,
ktokolwiek to bedzie. Szkoda tylko, ze aby do tego dojsc, musialam pobrac droga
lekcje, za ktora nie tylko ja zaplacilam.