jan_owy
18.04.10, 12:03
Jestem osobą, która w swoim życiu ma parę (o te parę za dużo) czynników
stresogennych.
Dzisiaj mam spotkanie w ramach nauka za naukę (ja godzinę czasu uczę
przedmiotu dziewczynę, ona drugą godzinę mnie drugiego przedmiotu).
Umówiłem się na to spotkanie jakiś czas temu, zamieściłem ogłoszenie.
Na marginesie myślałem sobie, że fajnie byłoby jakby znalazła się
nauczycielka, która jest niebrzydką dziewczyną, sympatyczną, atrakcyjną.
Bo wtedy i lekcje są przyjemniejsze dla faceta czyli dla mnie, i ... może coś
z tego będzie.
Wiem, że to może Wam się wydać dziwne itd., ale skoro ja już od ponad roku nie
miałem dziewczyny, to człowiek szuka wszędzie okazji.;)
Oczywiście, że głównym powodem spotkania takiego jest nauka. Ale nawet
szukałem tej dziewczyny na necie by ocenić jak wygląda. Uznałem, że wygląda w
porządku.:)
Jednak parę dni temu, dałem sobie spokój na pół roku z parciem na szukanie
dziewczyny - gdyż chcę odpocząć od tej presji, od szukania, od uważania, od
starania się o względy, od podrywania. No i zamierzam w tym postanowieniu trwać.
Jednak mimo to, dzisiejszym spotkaniem stresuję się. Zapytacie dlaczego?
To spróbuję odpowiedzieć: bo nie znam tej dziewczyny, bo mam pewne oczekiwania
(mimo wszystko!) wobec tych lekcji-oczekiwania na stopie towarzyskiej, że
lekcja będzie przyjemna, że ja DOBRZE WYPADNĘ(to mnie chyba najbardziej stresuje).
Napisałem tego posta by się wygadać i by napisać o tym komuś - może ktoś mi
jest w stanie dodać otuchy czy skrytykować, rzucić nowe światło na sprawę.
Pozdrawiam