jagodkajagodka
24.05.10, 11:10
itajcie.
Zwykle tylko podczytuję forum,ale sytuacja mnie zmusza, żeby się odezwać i
poszukać otuchy wśród Was. Sytuacja w skrócie wygląda tak:
Od 2 lat jestem z moim TŻ, od roku mieszkamy razem u niego. Ostatnie miesiące
były dla nas obojga bardzo ciężkie,ponieważ TŻ uległ poważnemu wypadkowi w
końcu zeszłego roku i do początku maja z trudem się poruszał. Na szczęście z
każdym dniem jest lepiej.W końcu powoli zaczęło się coś układać między nami,
zaczęliśmy wychodzić z domu, jego samopoczucie znacznie się poprawiło. Nagle
spadła na mnie wiadomość,że syn TŻ ze swoją dziewczyną w ciąży zostali w
wyniku skomplikowanej sytuacji praktycznie pozbawieni dotychczasowego lokum.
Ponieważ syn TŻ przez kilka miesięcy pozostawał bez pracy, nie mają pieniędzy,
żeby wynająć mieszkanie. Jedyna opcja to zamieszkanie u nas, w wolnym pokoju.
To są ludzie bardzo towarzyscy, u których ciągle przesiadują znajomi...i do
tego to dziecko w drodze.
Prawdopodobnie będą mieszkać ze 3,4 mies,dopóki syn TŻ nie będzie miał
wystarczająco pieniędzy, żeby coś wynająć i przygotwoać się na narodziny
dziecka. Na szczęście wrócił do dawnej pracy.
Jestem pewnie samolubną świnią, ale jestem jedynaczką, która potrzebuje ciszy
i spokoju po stresującej pracy, kąta, gdzie mogę odpocząć, pouczyć się, pobyć
sama ze sobą. A teraz ciągle będę mieć w domu ludzi... jak przez to przebrnąć?
Zero prywatności, w zasadzie brak możliwości zbliżenia się do TŻ po długim
okresie napięć, kwestie sprzątania itp. Teoretycznie mogłabym się na ten czas
przenieść do mojej mamy, która powitałaby mnie z otwartymi ramionami, ale
ciężko mi będzie widywać TŻ raz,dwa razy w tygodniu.
Jestem zupełnie rozbita tą sytuacją...