Dodaj do ulubionych

dorosłe dzieci

10.03.04, 22:44
Nie chcę być toksyczną matką, ale...No własnie,ale co zrobić jak jedna córka
jest egoistką/wiem co piszę/, a druga wszelkie możliwe kompleksy?
Obserwuj wątek
    • malvvina Re: dorosłe dzieci 10.03.04, 22:47
      kochac jak zwykle
      • jola_iza Re: dorosłe dzieci 10.03.04, 22:55
        kochać to banał, przecież kocham, ale już czasami nie lubię, co zrobię, powiem,
        to którejś wbrew?!
        • yagnieszka Re: dorosłe dzieci 11.03.04, 01:44
          jola_iza napisała:

          > kochać to banał, przecież kocham, ale już czasami nie lubię, co zrobię,
          powiem,
          >
          > to którejś wbrew?!

          Wbrew? Chyba wprost :o) Tylko po co? Co ma wyniknac z tego, ze Im powiesz "Ty
          jestes egoistka" a "Ty masz kompleksy"? Jak nie lubisz to pozostaje Ci
          minimalizowanie kontaktow, bedzie Ci latwiej znosic nielubienie. Skoro juz sa
          dorosle, to Ich nie odmienisz - takie juz beda. Ciesz sie, ze sa zdrowe :o)
    • jmx Re: dorosłe dzieci 11.03.04, 02:32
      jola_iza napisała:

      > Nie chcę być toksyczną matką, ale...No własnie,ale co zrobić jak jedna córka
      > jest egoistką/wiem co piszę/, a druga wszelkie możliwe kompleksy?

      No, a czemu są takie jakie są? Nikt nie rodzi sie egoistą (choć tu można
      polemizować) i nikt nie rodzi się pełnym kompleksów (tu już nie ma polemiki).
      Jeśli możesz to wyslij je na terapię, szczególnie tę drugą; kompleksy i niska
      samoocena, która się z nimi wiąże to duży ciężar w życiu.
    • kimjestem Re: dorosłe dzieci 13.03.04, 11:03
      Podpisuję się pod malwina i yagnieszką. Po pierwsze kochać to wcale nie taki
      banał. Po drugie (a moze to powinno być po pierwsze ) kochać to akceptować, to
      dać komuś wolność i prawo nawet do egoizmu czy kompleksów. Jeśli nie chcesz być
      toksyczna to ich nie zmieniaj na obraz i podobieństwo własnych wyobrazeń o
      nich. Chyba trochę na to za późno. Spójrz czasem na nie jak na obce osoby. Może
      nie obce a raczej oddzielne. I jeszcze jedno , czy ty siebie akceptujesz razem
      ze swoimi wadami?
      Jestem dorosłą córką.
    • kwieto Re: dorosłe dzieci 13.03.04, 11:38
      > Nie chcę być toksyczną matką, ale...No własnie,ale co zrobić jak jedna córka
      > jest egoistką/wiem co piszę/, a druga wszelkie możliwe kompleksy?

      Jestes stuprocentowo pewna ze nie przeklamujesz?
      Nie chodzi o udowadnianie Tobie jakiejs winy, po prostu mnostwo zalezy od (zupelnie nieswiadomej
      czasem) interpretacji. I tak moze sie okazac ze ta zakompleksiona corka jest w gruncie rzeczy
      "pasozytem" zerujacym na tej "egoistycznej".
      Nie zrozum mnie zle, po prostu ciezko jest wyrobic sobie opinie i cos doradzic na podstawie jednego
      zdania sprowadzajacego sie do "wiem co mowie".

      Jakie sa relacje miedzy obiema corkami? Jak sobie radza w zyciu, miedzy znajomymi, w swoim
      srodowisku?
      • Gość: HANKA Re: jak sobie daja rade IP: *.ip-pluggen.com 13.03.04, 12:26
        KWIETO, nie chcialam wlaczac sie dyskusji, bo sama slyszalam od lat
        wypowiedzi podobne do tych powyzej, na temat mego jedynego syna.
        Zaczelo sie od tego ze w jego pokoju zaczal panowac coraz wiekszy balagan.
        Rada znajomych: nie wtracaj sie, to JEGO pokoj a nie Twoj.
        Potem zaczal byc wybuchowy, nieznosny , egoistyczny, nic do niego
        nie docieralo.
        Rada znajomych: nie przejmuj sie, to taki opozniony wiek dojrzewania.
        Chlopak przestal pomagac w domu, stal sie coraz bardziej wymagajacy, zaczal
        miec konflikty z kolegami, nie mial dziewczyny. Znow rada: tacy sa wlasnie
        chlopcy, sa jeszcze gorsi, bo znam takiego ktory wymalowal sciany swego
        pokoju na czarno...
        W koncu mialam dosyc, zalatwilam mu mieszkanie (utrzymywal sie z
        krotkotrwalych prac).
        Dzis po pieciu latach samotnego mieszkania moj syn jest "na dnie".
        Mieszkanie wyglada jak gora smieci (zbiera wszystko), on brudny, brakuje mu
        pieniedzy bo jego rachunek telefoniczny przekracza cene czynszu za mieszkanie,
        utrzymuje sie z renty (lekarz uznal ze cos z nim nie w porzadku i pracowac nie
        moze), kiedy nie ma pieniedzy przychodzi do mnie jesc, a nawet na moja prosbe
        wykapac sie, bo prysznic mu sie zepsul, a do mieszkania ze wzgledu na
        panujace tam brudy nie chce nikogo wpuscic.
        Wyglada jak bezdomny ktory spi na lawce w parku, nic do niego nie dociera.
        Czuc od niego brudem.
        Najgorsze, ze widzialam co sie z nim dzieje, nawet poslalam go do znajomej
        lekarki, stwierdzila ze nic mu nie jest, nikt mnie nie poparl.
        Pomagalam mu zalatwiac prace bo nie potrafil sie wyslowic, i od razu
        dostawal "nie".
        Uwazano mnie zawsze za nadopiekuncza matke i chyba ten nowy wyraz "toksyczna
        matke".
        Teraz przestalam sie tym wszystkim przejmowac, bo co mam robic?

        Jesli ktos pyta sie o syna, mowie: wszystko w porzadku.
        Jednak nie moge zapomniec wlasnie tych niesprawiedliwych zarzutow w stosunku do
        mnie, kiedy zamawialam mu czas u dentysty dermatologa czy kratora stale
        slyszalam: a dlaczego syn tego nie robi, przeciez jest juz DOROSLY.

        Bylam jedyna osoba ktora widziala, ze z synem jest coraz gorzej choc ze wzgledu
        na wiek powinno byc coraz lepiej.
        Chce dodac, ze moj syn nie pali, nie pije i nie zazywa narkotykow.
        • kwieto Re: jak sobie daja rade 13.03.04, 13:19
          > Jednak nie moge zapomniec wlasnie tych niesprawiedliwych zarzutow w stosunku do
          > mnie, kiedy zamawialam mu czas u dentysty dermatologa czy kratora stale
          > slyszalam: a dlaczego syn tego nie robi, przeciez jest juz DOROSLY

          Ciezko mowic nie znajac czlowieka. Byc moze syn wiedzac ze Ty mu wszystko zalatwisz odpuscil sobie
          i przez to znalazl sie na dnie (tu nadopiekunczosc ma wiele do powiedzenia, dzieci nadopiekunczych
          rodzicow czesto sa zyciowymi fajtlapami - przynajmniej ci z ktorymi mialem osobiscie do czynienia).
          Nie chce Ci tutaj stawiac zarzutow, czy potepiac Twego zachowania, po prostu _generalnie_ zalatwianie
          wszystkich spraw za dzieci zwykle konczy sie dosc fatalnie. Bo dziecko sie przyzwyczaja i uwaza ze
          "mu sie nalezy". Czeka az praca, warunki zycia itd zostana mu podane na tacy.

          Jesli zas idzie o przeklamania w stosunku do opisywanych dwoch corek:
          Historia "z zycia wzieta", wystepuja: siostra, brat, matka.

          Starsza siostra dlugo pelnila role "opiekunki" dla brata - on malpowal jej kroki. Ona zostala
          nauczycielka - on rowniez, wyprowadzila sie do innego miasta - on pojechal do dokladnie tego
          samego. Kiedy zalozyla wlasna firme - znalazl zatrudnienie u niej. Wpadl w alkoholizm, ona go z tego
          wyciagala, poslala na przymusowy odwyk. Matka obojga wkroczyla kiedy brat chcial od siostry pozyczyc
          pieniadze na wyjazd na saksy do Niemiec (wczesniej raz tam byl ale niemal caly zarobek przepil),
          odmowila mu, kupujac sprzet potrzebny do rozwiniecia firmy. Bylo to nastepnie wypominane przez
          matke przez lata pod haslem "wyrodna corka, nie pomogla biednemu wlasnemu bratu..." Takich
          sytuacji bylo iles, wspolne prowadzenie firmy po propozycji brata ("ja przejmuje interes, bede ci placil
          1000zl miesiecznie, a jak sie nie podoba to nic nie dostaniesz" - argumentacja bylo to ze jako
          pracownik wystarczajaco duzo sie napracowal i teraz to jego kolej byc wlascicielem) skonczylo sie
          sprawa sadowa. W oczach ich matki corka jest "egoistka" a syn "biednym czlowiekiem ktoremu trzeba
          pomoc"...

          Nie wiemy na ile ocena jednej siostry jako "egoistki" a drugiej jako "zakompleksionej" jest uprawniona.
          Nie wiemy jak siostry zyja ze soba i czy wspieranie "zakompleksionej" nie wzbudzi (byc moze slusznej)
          zazdrosci u drugiej. Moze sie okazac, ze prosta rada by jedna nieco "stopowac" a drugiej dac wieksze
          wsparcie nie skonczy sie tym, ze "egoistka" poczuje sie krzywdzona przez matke a "zakompleksiona"
          bedzie przejawiala postawe "daj bo mi sie nalezy".
          Zbyt malo wiemy by cokolwiek doradzic, a ja mowie jedynie tyle, ze ocena rodzicow nie musi byc
          zgodna z prawda. (to nie jest zarzut, takie rzeczy sie zdarzaja mimo najszczerszych checi)
        • kimjestem Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 10:49
          Hanka, z pobieżnej (powtarzam pobieżnej) analizy wychodzi mi , ze twój syn ma
          depresję. W każdym razie na pewno coś złego się z nim dzieje. Piszesz o
          skutkach a nie przyczynach. Widzisz SKUTKI. To , ze ma kłopot z złapaniem
          kontaktu ze, swiatem , jest brudny to nie jest przyczyna. Problem pewnie tkwi
          gdzieś głębiej. Jeśli sama nie potrafisz dojść przyczyn , rozmawiać z nim to
          może ktoś inny zdoła. Może on potrzebuje psychiatry. Sama jestem gorącą
          zwolenniczką dawania dzieciom wolności i kredytu zaufania, ale odróżniam
          walność od samowoli. Na etapie kiedy mieszkał z wami , bałaganił w pokoju , nie
          pomagał w domu i był arogancki trzeba było dochodzić DLACZEGO? . Bo to wcale
          nie jest normalne i nie mozna sobie powiedzieć chłopcy tacy są. Hanka dobrze
          mnie zrozum , czasu się nie cofnie i nie chce ci wytykać , ze coś źle zrobiłaś,
          Chce tylko powiedzieć że, powinnaś z nim jednak spróbować złapać kontakt.
          Teraz. Nie pomagaj szukać pracy, nie dawaj mu pieniędzy ale mów mu że ci na nim
          zalezy, ROZMAWIAJ z nim. Pewnie raz czy drugi cię odrzuci, może nawet
          kilkanaście razy, ale moze w końcu przyjdzie taki moment , ze wyleje się z nigo
          to co w nim siedzi. Może rzeczywiście ma problem z którym sobie nie radzi ,
          Strzelam: moze jest gejem, może odszedł od niego ktoś bliski, nie wiem. Widzę ,
          ze wpadł w taka samonakręcająca się spiralę i sięga dna. Od dna można sie
          odbić, albo umrzeć. Pozdrawiam ciepło.
          • pia.ed Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 14:09
            Dziekuje serdecznie KIMJESTEM.
            Od razu chce zaznaczyc ze moj syn nie jeste gejem, bo jego rozmowy sa z
            kobietami, wiem o tym bo u mnie spedza godziny na komputerze.
            Jeszcze nie tak dawno moglam z nim nawiazac kontakt, stawal sie "laskawszy",
            wczoraj np bylismy na wystawie i na zwiedzaniu eksperymentalnego osiedla, tak
            jak za dawnych czasow...
            Ale wlasnie jego dziwne zachowanie, jego nie liczenie sie z nikim, jego
            balaganiarstwo sprawilo, ze jego dobrzy koledzy go sie wyrzekli i nie chca aby
            razem z nimi spedzal urlopy (byli 2 razy w Hiszpanii).
            Nie ma watpliwosci ze ta sytuacja go przybija, bo podroze zawsze byly jego
            pasja odziedziczona po mnie. Sam nie chce jechac, bo" wszyscy jezdza z
            kolegami", z tego tez powodu odmawia wyjazdu ze mna.
            Napisalam o nim, bo cale zycie nasluchalam sie od wszystkich, ze moj syn jest
            zupelnie normalny, tylko ja cos wyszukuje!
            Dwa lata temu zwrocilam sie o porade do psychologa. Bardzo szybko z mojego
            opisu wyszlo, ze syn cierpi na autyzm ktorego przez tyle lat nikt nie
            dostrzegl, nawet psychiatra ktory wystawil mu swiadectwo niezdolnosci do
            normalnej pracy z powodu "niedojrzalosci psychicznej" i niemoznosci poradzenia
            sobie w normalnych kontaktach z ludzmi.
            Teraz czekam na wezwanie z Kliniki na przebadanie syna na autyzm a wlasciwie na
            jego lzejsza forme ktora nazywa sie chyba choroba Aspergrena.
            Czytalam duzo na ten temat kiedy psycholog postawil diagnoze.
            Z radoscia dowiedzialam sie, ze tak jak mnie traktowano, traktuje sie wielu
            rodzicow, bo dziecko jest czesto bardzo uzdolnione i nikt nie wierzy zeby bylo
            chore, a to ze nie daje sobie rady w kontaktach z rowiesnikami czy nie
            potrafi zachowac jakis granic to tylko wina nadopiekunczej matki.

            • qw5 Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 16:20

              > Teraz czekam na wezwanie z Kliniki na przebadanie syna na autyzm a wlasciwie
              na
              >
              > jego lzejsza forme ktora nazywa sie chyba choroba Aspergrena.

              Mogę się mylić, ale nie chodzi przypadkiem o zespół Aspergera ?
          • pia.ed Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 14:28
            Chce jeszcze dodac, ze problemy zaczely sie po przyjsciu z wojska, w ktorym
            sie faktycznie dobrze czul!
            Wtedy uswiadomil sobie, ze jest DOROSLY i proby rozmowy konczyly sie jednym:
            jestem dorosly, mam prawo robic jak chce, ubierac sie jak chce,myc sie kiedy
            chce, miec taki balagan jaki chce, grac tak glosno jak chce.
            Wszyscy moi znajomi uspakajali mnie, ze jego zachowanie jest zupelnie
            normalne, a najlepsze wyjscie bedzie kiedy syn wyprowadzi sie z domu, bo
            wtedy bedzie mial szanse pokazac swoja doroslosc i dojrzalosc.
            Niestety, "na swoim" dopiero wyszla jego niedojrzalosc i z chlopaka
            rozwijajacego sie niemal normalnie wyszlo kompletne dziecko, do tego uparte,
            nie dajace sobie nic powiedziec, stale na "nie" w stosunku do mnie, ale takze
            w stosunku do jego dawnych znajomych, ktorych poprzez swoje niezrownowazenie i
            wybuchy zlosci tracil jednych po drugich... Poki jeszcze mogl zapraszac kolegow
            do domu na ogladanie wypozyczonych filmow video, to jakos szlo.
            Kiedy zaczeli zauwazac ze jego mieszkanie to chlew, przestal ich zapraszac,
            ale z mieszkaniem nic nie robil i w tej chwili wiem ze jego mieszkanie to juz
            nie mieszkanie ale nora z brudna posciela , gdzie podloga jest pokryta na pol
            metra gazetami, gdzie niemal nic nie funkcjonuje... On sobie z tego zdaje
            sprawe, dlatego nie che wpuscic kogos kto moglby np zreperowac jego prysznic.
            • zalotnica Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 15:37
              pia.ed napisała:
              >Kiedy zaczeli zauwazac ze jego mieszkanie to chlew, przestal ich zapraszac,
              >ale z mieszkaniem nic nie robil i w tej chwili wiem ze jego mieszkanie to juz
              >nie mieszkanie ale nora z brudna posciela , gdzie podloga jest pokryta na pol
              >metra gazetami, gdzie niemal nic nie funkcjonuje... On sobie z tego zdaje
              >sprawe, dlatego nie che wpuscic kogos kto moglby np zreperowac jego prysznic.

              Nie rozumiem, jak Ty, matka, moglas do czegos takiego dopuscic,
              patrzec spokojnie na to jak syn powoli sie stacza...
              • pia.ed Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 00:23
                No wiec w koncu jak to jest ? Nadopiekuncza matka, czy matka ktora sie synem
                nie interesuje?
                Z poczatku chodzilam do niego i staralam sie zmieniac mu posciel i reczniki,
                wyrzucac gazety i odpadki kuchenne, zmieniac spalone zarowki, sprawdzac czy
                nie zapomnial zaplacic rachunkow.
                Niestety bylo to zawsze zwiazane z awantura, bo syn "jest dorosly" i sam sobie
                da rade. W koncu przestalam do niego chodzic, zreszta juz nie mam sily na te
                awantury, a do sprzatania trzeba byloby wynajac cala ekipe.
                Caly jednak czas prosilam o pomoc psychologow, kuratorow, lekarzy.
                Dostawalam te sama odpowiedz: syn jest dorosly i nie mozemy nic zrobic bez jego
                woli. A on nie uwaza sie za chorego, a stan w jakim jest jego mieszkanie za
                normalny.
                • zalotnica Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 01:10
                  pia.ed napisała:

                  > No wiec w koncu jak to jest ? Nadopiekuncza matka, czy matka ktora sie synem
                  > nie interesuje?


                  Dla mnie to jest i to i to, dwie skrajnosci, cytuje :

                  1.
                  >Z poczatku chodzilam do niego i staralam sie zmieniac mu posciel i reczniki,
                  >wyrzucac gazety i odpadki kuchenne, zmieniac spalone zarowki, sprawdzac czy
                  >nie zapomnial zaplacic rachunkow.
                  2.
                  >Kiedy zaczeli zauwazac ze jego mieszkanie to chlew, przestal ich zapraszac,
                  >ale z mieszkaniem nic nie robil i w tej chwili wiem ze jego mieszkanie to juz
                  >nie mieszkanie ale nora z brudna posciela , gdzie podloga jest pokryta na pol
                  >metra gazetami, gdzie niemal nic nie funkcjonuje...


                  >W koncu przestalam do niego chodzic, zreszta juz nie mam sily na te
                  >awantury, a do sprzatania trzeba byloby wynajac cala ekipe.
                  >Caly jednak czas prosilam o pomoc psychologow, kuratorow, lekarzy.
                  >Dwa lata temu zwrocilam sie o porade do psychologa. Bardzo szybko z mojego
                  >opisu wyszlo, ze syn cierpi na autyzm ktorego przez tyle lat nikt nie
                  >dostrzegl, nawet psychiatra ktory wystawil mu swiadectwo niezdolnosci do
                  >normalnej pracy z powodu "niedojrzalosci psychicznej" i niemoznosci poradzenia
                  >sobie w normalnych kontaktach z ludzmi.
                  >czekam na wezwanie z Kliniki na przebadanie syna na autyzm a wlasciwie na
                  >jego lzejsza forme ktora nazywa sie chyba choroba Aspergrena.

                  Miejmy nadzieje, ze teraz kiedy postawiona jest diagnoza , dostaniesz
                  jakies wskazowki jak postepowac z synem, a to juz jest polowa sukcesu.
                  Pierwsze pytanie, gdzie jest maz...? Drugie, czy te wszystkie czynnosci,
                  ktore wymienilas, syn wykonywal sam kiedy mieszkal z Toba...?
                  Napisalas, ze problemy zaczely sie dopiero po powrocie syna z wojska,
                  czy rzeczywiscie, jako matka nie zauwazylas wczesniej , ze syn zachowuje
                  sie inaczej ?
                  • pia.ed Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 13:27
                    Caly problem w tym, ze tylko ja widzialam, ze cos nie jest tak z moim synem.
                    Dlatego kiedy mial 5 lat przeszedl dwudniowy test u doswiadczonego psychologa.
                    Diagnoza: rozwija sie normalnie.
                    Rozmawialam z lekarzem szkolnym, zeby zwrocil na niego uwage, potem wyslalam
                    go do mojego lekarki internisty, ktora miala dzieci w jego wieku (syn mial juz
                    wtedy 20 lat). Znow odpowiedz ze syn jest normalny, wcale sie nie rozni od jej
                    syna studiujacego na uniwersytecie.
                    Zreszta napisze tu, ze moj syn sam nauczyl sie czytac i pisac w wieku 5 lat.
                    Zrobil mature, byl w wojsku, zrobil prawo jazdy. Wygrywal konkursy na
                    znajomosc utworow muzycznych (mial swietna pamiec).
                    Od malego uczylam go sprzatac, gotowac, utrzymywac czystosc przy sobie.
                    Jescze pod koniec szkoly podstawowej byl ulubiencem dziewczynek i nauczycieli,
                    bo zawsze taki schludny, grzeczny, wzorowo prowadzacy zeszyty, zawsze
                    przygotowany do lekcji.
                    W liceum szlo mu slabiej, ale dawal sobie rade. Kolegow zawsze mial, bo przez
                    to ze byl taki sympatyczny zjednywal sobie ludzi. Na koncertach na ktore
                    chodzil poznawal stale nowych kolegow.
                    Korespondowal z fanami na calym swiecie na temat swej ulubionej grupy Duran
                    Duran. Kiedy bylismy razem w Nowym Yorku spotkal cztery amerykanki z ktorymi
                    od lat korespondowal, byl z nimi na koncercie.
                    Po jego wyprowadzeniu sie z domu zauwazylam, ze umiejac sprzatac nie sprzatal,
                    nie zmienial poscieli chociaz sam to robil w domu. To samo z praniem, umial
                    prac, ale wygodniej bylo chodzic w swetrze przez tydzien, rzadziej zmieniac
                    koszule, wtedy mial wiecej czasu na patrzenie na telewizje.
                    Kiedy mu przypominalam i przypominalam, a on nie pral, wiec w koncu
                    przychodzilam do niego i pralam razem z nim.
                    Ale ile czasu moglam to robic?
                    Szkoda mi bylo, ze mieszkanie jest co raz wiecej zapuszczone, syn zapuszczony.
                    Ale ze wszystkich rad wynikalo, ze to dorosly mezczyzna i w koncu sam sie za
                    wszystko wezmie.
                    Przeciez na forum tez sa rady, zeby nie wtracac sie do zycia swoich dzieci,
                    nawet kilkunastoletniej corki!!!
                    Ojciec syna mieszka w innym miescie, jest sam, ale synem sie nigdy nie
                    interesowal, nie chcial go brac do siebie na wakacje. Tak wiec z tej strony
                    nigdy nie mialam pomocy.
                    Co do diagnozy, to wiem ze nie wplynie zupelnie na to, co sie z moim synem
                    dzieje, bo NIE jest ubezwlasnowoniony (a powodow do tego nie ma), wiec
                    bedzie dalej robil co chcial, nic nie wyrzucal, a przez 5 lat w mieszkaniu
                    sporo sie uzbiera, i nikt go nie moze zmusic do zmiany trybu zycia.
                    Depresji tez nie ma, bo kiedy siedzi przed telewizorem to smieje sie w glos,
                    chodzi do kina, wlasnie na komedie, byl tez okres czasu kiedy byl statysta w
                    kilku filmach.
                    Dalej zdaje sobie sprawe, ze musi sie wykapac i zmienic bielizne kiedy idzie
                    do lekarza, ale na codzien jest tragicznie, szczegolnie w mieszkaniu do
                    ktorego bez jego zgody nikt nie ma prawa wejsc.
                    • kimjestem a propos nie wtracania się 15.03.04, 16:22
                      Wtrącać się do czyjegoś zycia , to znaczy ustawiać komuś życie po swojemu i
                      tego oczywiście robić nie należy. Ale życiem bliskich (dzieci rodziców,
                      przyjaciół) trzeba sie zyczliwie interesowac bez wtrącania się. Tu jak we
                      wszystkim trzeba szukać złotego srodka i nie mam na to uniwersalnej recepty.
                      Każdy sam sobie wyznacza te granice za którymi to jest wtracanie się. Nie wiem
                      jak to jest z twoim synem , moze takie życie to jego świadomy wybór, ale nie
                      sądzę. Wspólczuję ci serdecznie , bo nie wyobrazam sobie że w podobnej sytuacji
                      musiałabym "odpuścić" Pewnie ze wszystkich sił starałabym sie na przekór
                      wszystkim złapać kontakt z dzieckiem. Ale jeszcze jedno pytanie czy ty
                      rozmawiałaś z psychologiem o sobie? Może mógłby ci pomóc dotrzeć do syna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka