jola_iza 10.03.04, 22:44 Nie chcę być toksyczną matką, ale...No własnie,ale co zrobić jak jedna córka jest egoistką/wiem co piszę/, a druga wszelkie możliwe kompleksy? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jola_iza Re: dorosłe dzieci 10.03.04, 22:55 kochać to banał, przecież kocham, ale już czasami nie lubię, co zrobię, powiem, to którejś wbrew?! Odpowiedz Link Zgłoś
yagnieszka Re: dorosłe dzieci 11.03.04, 01:44 jola_iza napisała: > kochać to banał, przecież kocham, ale już czasami nie lubię, co zrobię, powiem, > > to którejś wbrew?! Wbrew? Chyba wprost :o) Tylko po co? Co ma wyniknac z tego, ze Im powiesz "Ty jestes egoistka" a "Ty masz kompleksy"? Jak nie lubisz to pozostaje Ci minimalizowanie kontaktow, bedzie Ci latwiej znosic nielubienie. Skoro juz sa dorosle, to Ich nie odmienisz - takie juz beda. Ciesz sie, ze sa zdrowe :o) Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: dorosłe dzieci 11.03.04, 02:32 jola_iza napisała: > Nie chcę być toksyczną matką, ale...No własnie,ale co zrobić jak jedna córka > jest egoistką/wiem co piszę/, a druga wszelkie możliwe kompleksy? No, a czemu są takie jakie są? Nikt nie rodzi sie egoistą (choć tu można polemizować) i nikt nie rodzi się pełnym kompleksów (tu już nie ma polemiki). Jeśli możesz to wyslij je na terapię, szczególnie tę drugą; kompleksy i niska samoocena, która się z nimi wiąże to duży ciężar w życiu. Odpowiedz Link Zgłoś
kimjestem Re: dorosłe dzieci 13.03.04, 11:03 Podpisuję się pod malwina i yagnieszką. Po pierwsze kochać to wcale nie taki banał. Po drugie (a moze to powinno być po pierwsze ) kochać to akceptować, to dać komuś wolność i prawo nawet do egoizmu czy kompleksów. Jeśli nie chcesz być toksyczna to ich nie zmieniaj na obraz i podobieństwo własnych wyobrazeń o nich. Chyba trochę na to za późno. Spójrz czasem na nie jak na obce osoby. Może nie obce a raczej oddzielne. I jeszcze jedno , czy ty siebie akceptujesz razem ze swoimi wadami? Jestem dorosłą córką. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: dorosłe dzieci 13.03.04, 11:38 > Nie chcę być toksyczną matką, ale...No własnie,ale co zrobić jak jedna córka > jest egoistką/wiem co piszę/, a druga wszelkie możliwe kompleksy? Jestes stuprocentowo pewna ze nie przeklamujesz? Nie chodzi o udowadnianie Tobie jakiejs winy, po prostu mnostwo zalezy od (zupelnie nieswiadomej czasem) interpretacji. I tak moze sie okazac ze ta zakompleksiona corka jest w gruncie rzeczy "pasozytem" zerujacym na tej "egoistycznej". Nie zrozum mnie zle, po prostu ciezko jest wyrobic sobie opinie i cos doradzic na podstawie jednego zdania sprowadzajacego sie do "wiem co mowie". Jakie sa relacje miedzy obiema corkami? Jak sobie radza w zyciu, miedzy znajomymi, w swoim srodowisku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: HANKA Re: jak sobie daja rade IP: *.ip-pluggen.com 13.03.04, 12:26 KWIETO, nie chcialam wlaczac sie dyskusji, bo sama slyszalam od lat wypowiedzi podobne do tych powyzej, na temat mego jedynego syna. Zaczelo sie od tego ze w jego pokoju zaczal panowac coraz wiekszy balagan. Rada znajomych: nie wtracaj sie, to JEGO pokoj a nie Twoj. Potem zaczal byc wybuchowy, nieznosny , egoistyczny, nic do niego nie docieralo. Rada znajomych: nie przejmuj sie, to taki opozniony wiek dojrzewania. Chlopak przestal pomagac w domu, stal sie coraz bardziej wymagajacy, zaczal miec konflikty z kolegami, nie mial dziewczyny. Znow rada: tacy sa wlasnie chlopcy, sa jeszcze gorsi, bo znam takiego ktory wymalowal sciany swego pokoju na czarno... W koncu mialam dosyc, zalatwilam mu mieszkanie (utrzymywal sie z krotkotrwalych prac). Dzis po pieciu latach samotnego mieszkania moj syn jest "na dnie". Mieszkanie wyglada jak gora smieci (zbiera wszystko), on brudny, brakuje mu pieniedzy bo jego rachunek telefoniczny przekracza cene czynszu za mieszkanie, utrzymuje sie z renty (lekarz uznal ze cos z nim nie w porzadku i pracowac nie moze), kiedy nie ma pieniedzy przychodzi do mnie jesc, a nawet na moja prosbe wykapac sie, bo prysznic mu sie zepsul, a do mieszkania ze wzgledu na panujace tam brudy nie chce nikogo wpuscic. Wyglada jak bezdomny ktory spi na lawce w parku, nic do niego nie dociera. Czuc od niego brudem. Najgorsze, ze widzialam co sie z nim dzieje, nawet poslalam go do znajomej lekarki, stwierdzila ze nic mu nie jest, nikt mnie nie poparl. Pomagalam mu zalatwiac prace bo nie potrafil sie wyslowic, i od razu dostawal "nie". Uwazano mnie zawsze za nadopiekuncza matke i chyba ten nowy wyraz "toksyczna matke". Teraz przestalam sie tym wszystkim przejmowac, bo co mam robic? Jesli ktos pyta sie o syna, mowie: wszystko w porzadku. Jednak nie moge zapomniec wlasnie tych niesprawiedliwych zarzutow w stosunku do mnie, kiedy zamawialam mu czas u dentysty dermatologa czy kratora stale slyszalam: a dlaczego syn tego nie robi, przeciez jest juz DOROSLY. Bylam jedyna osoba ktora widziala, ze z synem jest coraz gorzej choc ze wzgledu na wiek powinno byc coraz lepiej. Chce dodac, ze moj syn nie pali, nie pije i nie zazywa narkotykow. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: jak sobie daja rade 13.03.04, 13:19 > Jednak nie moge zapomniec wlasnie tych niesprawiedliwych zarzutow w stosunku do > mnie, kiedy zamawialam mu czas u dentysty dermatologa czy kratora stale > slyszalam: a dlaczego syn tego nie robi, przeciez jest juz DOROSLY Ciezko mowic nie znajac czlowieka. Byc moze syn wiedzac ze Ty mu wszystko zalatwisz odpuscil sobie i przez to znalazl sie na dnie (tu nadopiekunczosc ma wiele do powiedzenia, dzieci nadopiekunczych rodzicow czesto sa zyciowymi fajtlapami - przynajmniej ci z ktorymi mialem osobiscie do czynienia). Nie chce Ci tutaj stawiac zarzutow, czy potepiac Twego zachowania, po prostu _generalnie_ zalatwianie wszystkich spraw za dzieci zwykle konczy sie dosc fatalnie. Bo dziecko sie przyzwyczaja i uwaza ze "mu sie nalezy". Czeka az praca, warunki zycia itd zostana mu podane na tacy. Jesli zas idzie o przeklamania w stosunku do opisywanych dwoch corek: Historia "z zycia wzieta", wystepuja: siostra, brat, matka. Starsza siostra dlugo pelnila role "opiekunki" dla brata - on malpowal jej kroki. Ona zostala nauczycielka - on rowniez, wyprowadzila sie do innego miasta - on pojechal do dokladnie tego samego. Kiedy zalozyla wlasna firme - znalazl zatrudnienie u niej. Wpadl w alkoholizm, ona go z tego wyciagala, poslala na przymusowy odwyk. Matka obojga wkroczyla kiedy brat chcial od siostry pozyczyc pieniadze na wyjazd na saksy do Niemiec (wczesniej raz tam byl ale niemal caly zarobek przepil), odmowila mu, kupujac sprzet potrzebny do rozwiniecia firmy. Bylo to nastepnie wypominane przez matke przez lata pod haslem "wyrodna corka, nie pomogla biednemu wlasnemu bratu..." Takich sytuacji bylo iles, wspolne prowadzenie firmy po propozycji brata ("ja przejmuje interes, bede ci placil 1000zl miesiecznie, a jak sie nie podoba to nic nie dostaniesz" - argumentacja bylo to ze jako pracownik wystarczajaco duzo sie napracowal i teraz to jego kolej byc wlascicielem) skonczylo sie sprawa sadowa. W oczach ich matki corka jest "egoistka" a syn "biednym czlowiekiem ktoremu trzeba pomoc"... Nie wiemy na ile ocena jednej siostry jako "egoistki" a drugiej jako "zakompleksionej" jest uprawniona. Nie wiemy jak siostry zyja ze soba i czy wspieranie "zakompleksionej" nie wzbudzi (byc moze slusznej) zazdrosci u drugiej. Moze sie okazac, ze prosta rada by jedna nieco "stopowac" a drugiej dac wieksze wsparcie nie skonczy sie tym, ze "egoistka" poczuje sie krzywdzona przez matke a "zakompleksiona" bedzie przejawiala postawe "daj bo mi sie nalezy". Zbyt malo wiemy by cokolwiek doradzic, a ja mowie jedynie tyle, ze ocena rodzicow nie musi byc zgodna z prawda. (to nie jest zarzut, takie rzeczy sie zdarzaja mimo najszczerszych checi) Odpowiedz Link Zgłoś
kimjestem Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 10:49 Hanka, z pobieżnej (powtarzam pobieżnej) analizy wychodzi mi , ze twój syn ma depresję. W każdym razie na pewno coś złego się z nim dzieje. Piszesz o skutkach a nie przyczynach. Widzisz SKUTKI. To , ze ma kłopot z złapaniem kontaktu ze, swiatem , jest brudny to nie jest przyczyna. Problem pewnie tkwi gdzieś głębiej. Jeśli sama nie potrafisz dojść przyczyn , rozmawiać z nim to może ktoś inny zdoła. Może on potrzebuje psychiatry. Sama jestem gorącą zwolenniczką dawania dzieciom wolności i kredytu zaufania, ale odróżniam walność od samowoli. Na etapie kiedy mieszkał z wami , bałaganił w pokoju , nie pomagał w domu i był arogancki trzeba było dochodzić DLACZEGO? . Bo to wcale nie jest normalne i nie mozna sobie powiedzieć chłopcy tacy są. Hanka dobrze mnie zrozum , czasu się nie cofnie i nie chce ci wytykać , ze coś źle zrobiłaś, Chce tylko powiedzieć że, powinnaś z nim jednak spróbować złapać kontakt. Teraz. Nie pomagaj szukać pracy, nie dawaj mu pieniędzy ale mów mu że ci na nim zalezy, ROZMAWIAJ z nim. Pewnie raz czy drugi cię odrzuci, może nawet kilkanaście razy, ale moze w końcu przyjdzie taki moment , ze wyleje się z nigo to co w nim siedzi. Może rzeczywiście ma problem z którym sobie nie radzi , Strzelam: moze jest gejem, może odszedł od niego ktoś bliski, nie wiem. Widzę , ze wpadł w taka samonakręcająca się spiralę i sięga dna. Od dna można sie odbić, albo umrzeć. Pozdrawiam ciepło. Odpowiedz Link Zgłoś
pia.ed Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 14:09 Dziekuje serdecznie KIMJESTEM. Od razu chce zaznaczyc ze moj syn nie jeste gejem, bo jego rozmowy sa z kobietami, wiem o tym bo u mnie spedza godziny na komputerze. Jeszcze nie tak dawno moglam z nim nawiazac kontakt, stawal sie "laskawszy", wczoraj np bylismy na wystawie i na zwiedzaniu eksperymentalnego osiedla, tak jak za dawnych czasow... Ale wlasnie jego dziwne zachowanie, jego nie liczenie sie z nikim, jego balaganiarstwo sprawilo, ze jego dobrzy koledzy go sie wyrzekli i nie chca aby razem z nimi spedzal urlopy (byli 2 razy w Hiszpanii). Nie ma watpliwosci ze ta sytuacja go przybija, bo podroze zawsze byly jego pasja odziedziczona po mnie. Sam nie chce jechac, bo" wszyscy jezdza z kolegami", z tego tez powodu odmawia wyjazdu ze mna. Napisalam o nim, bo cale zycie nasluchalam sie od wszystkich, ze moj syn jest zupelnie normalny, tylko ja cos wyszukuje! Dwa lata temu zwrocilam sie o porade do psychologa. Bardzo szybko z mojego opisu wyszlo, ze syn cierpi na autyzm ktorego przez tyle lat nikt nie dostrzegl, nawet psychiatra ktory wystawil mu swiadectwo niezdolnosci do normalnej pracy z powodu "niedojrzalosci psychicznej" i niemoznosci poradzenia sobie w normalnych kontaktach z ludzmi. Teraz czekam na wezwanie z Kliniki na przebadanie syna na autyzm a wlasciwie na jego lzejsza forme ktora nazywa sie chyba choroba Aspergrena. Czytalam duzo na ten temat kiedy psycholog postawil diagnoze. Z radoscia dowiedzialam sie, ze tak jak mnie traktowano, traktuje sie wielu rodzicow, bo dziecko jest czesto bardzo uzdolnione i nikt nie wierzy zeby bylo chore, a to ze nie daje sobie rady w kontaktach z rowiesnikami czy nie potrafi zachowac jakis granic to tylko wina nadopiekunczej matki. Odpowiedz Link Zgłoś
qw5 Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 16:20 > Teraz czekam na wezwanie z Kliniki na przebadanie syna na autyzm a wlasciwie na > > jego lzejsza forme ktora nazywa sie chyba choroba Aspergrena. Mogę się mylić, ale nie chodzi przypadkiem o zespół Aspergera ? Odpowiedz Link Zgłoś
pia.ed Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 14:28 Chce jeszcze dodac, ze problemy zaczely sie po przyjsciu z wojska, w ktorym sie faktycznie dobrze czul! Wtedy uswiadomil sobie, ze jest DOROSLY i proby rozmowy konczyly sie jednym: jestem dorosly, mam prawo robic jak chce, ubierac sie jak chce,myc sie kiedy chce, miec taki balagan jaki chce, grac tak glosno jak chce. Wszyscy moi znajomi uspakajali mnie, ze jego zachowanie jest zupelnie normalne, a najlepsze wyjscie bedzie kiedy syn wyprowadzi sie z domu, bo wtedy bedzie mial szanse pokazac swoja doroslosc i dojrzalosc. Niestety, "na swoim" dopiero wyszla jego niedojrzalosc i z chlopaka rozwijajacego sie niemal normalnie wyszlo kompletne dziecko, do tego uparte, nie dajace sobie nic powiedziec, stale na "nie" w stosunku do mnie, ale takze w stosunku do jego dawnych znajomych, ktorych poprzez swoje niezrownowazenie i wybuchy zlosci tracil jednych po drugich... Poki jeszcze mogl zapraszac kolegow do domu na ogladanie wypozyczonych filmow video, to jakos szlo. Kiedy zaczeli zauwazac ze jego mieszkanie to chlew, przestal ich zapraszac, ale z mieszkaniem nic nie robil i w tej chwili wiem ze jego mieszkanie to juz nie mieszkanie ale nora z brudna posciela , gdzie podloga jest pokryta na pol metra gazetami, gdzie niemal nic nie funkcjonuje... On sobie z tego zdaje sprawe, dlatego nie che wpuscic kogos kto moglby np zreperowac jego prysznic. Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: jak sobie daja rade 14.03.04, 15:37 pia.ed napisała: >Kiedy zaczeli zauwazac ze jego mieszkanie to chlew, przestal ich zapraszac, >ale z mieszkaniem nic nie robil i w tej chwili wiem ze jego mieszkanie to juz >nie mieszkanie ale nora z brudna posciela , gdzie podloga jest pokryta na pol >metra gazetami, gdzie niemal nic nie funkcjonuje... On sobie z tego zdaje >sprawe, dlatego nie che wpuscic kogos kto moglby np zreperowac jego prysznic. Nie rozumiem, jak Ty, matka, moglas do czegos takiego dopuscic, patrzec spokojnie na to jak syn powoli sie stacza... Odpowiedz Link Zgłoś
pia.ed Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 00:23 No wiec w koncu jak to jest ? Nadopiekuncza matka, czy matka ktora sie synem nie interesuje? Z poczatku chodzilam do niego i staralam sie zmieniac mu posciel i reczniki, wyrzucac gazety i odpadki kuchenne, zmieniac spalone zarowki, sprawdzac czy nie zapomnial zaplacic rachunkow. Niestety bylo to zawsze zwiazane z awantura, bo syn "jest dorosly" i sam sobie da rade. W koncu przestalam do niego chodzic, zreszta juz nie mam sily na te awantury, a do sprzatania trzeba byloby wynajac cala ekipe. Caly jednak czas prosilam o pomoc psychologow, kuratorow, lekarzy. Dostawalam te sama odpowiedz: syn jest dorosly i nie mozemy nic zrobic bez jego woli. A on nie uwaza sie za chorego, a stan w jakim jest jego mieszkanie za normalny. Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 01:10 pia.ed napisała: > No wiec w koncu jak to jest ? Nadopiekuncza matka, czy matka ktora sie synem > nie interesuje? Dla mnie to jest i to i to, dwie skrajnosci, cytuje : 1. >Z poczatku chodzilam do niego i staralam sie zmieniac mu posciel i reczniki, >wyrzucac gazety i odpadki kuchenne, zmieniac spalone zarowki, sprawdzac czy >nie zapomnial zaplacic rachunkow. 2. >Kiedy zaczeli zauwazac ze jego mieszkanie to chlew, przestal ich zapraszac, >ale z mieszkaniem nic nie robil i w tej chwili wiem ze jego mieszkanie to juz >nie mieszkanie ale nora z brudna posciela , gdzie podloga jest pokryta na pol >metra gazetami, gdzie niemal nic nie funkcjonuje... >W koncu przestalam do niego chodzic, zreszta juz nie mam sily na te >awantury, a do sprzatania trzeba byloby wynajac cala ekipe. >Caly jednak czas prosilam o pomoc psychologow, kuratorow, lekarzy. >Dwa lata temu zwrocilam sie o porade do psychologa. Bardzo szybko z mojego >opisu wyszlo, ze syn cierpi na autyzm ktorego przez tyle lat nikt nie >dostrzegl, nawet psychiatra ktory wystawil mu swiadectwo niezdolnosci do >normalnej pracy z powodu "niedojrzalosci psychicznej" i niemoznosci poradzenia >sobie w normalnych kontaktach z ludzmi. >czekam na wezwanie z Kliniki na przebadanie syna na autyzm a wlasciwie na >jego lzejsza forme ktora nazywa sie chyba choroba Aspergrena. Miejmy nadzieje, ze teraz kiedy postawiona jest diagnoza , dostaniesz jakies wskazowki jak postepowac z synem, a to juz jest polowa sukcesu. Pierwsze pytanie, gdzie jest maz...? Drugie, czy te wszystkie czynnosci, ktore wymienilas, syn wykonywal sam kiedy mieszkal z Toba...? Napisalas, ze problemy zaczely sie dopiero po powrocie syna z wojska, czy rzeczywiscie, jako matka nie zauwazylas wczesniej , ze syn zachowuje sie inaczej ? Odpowiedz Link Zgłoś
pia.ed Re: jak sobie daja rade 15.03.04, 13:27 Caly problem w tym, ze tylko ja widzialam, ze cos nie jest tak z moim synem. Dlatego kiedy mial 5 lat przeszedl dwudniowy test u doswiadczonego psychologa. Diagnoza: rozwija sie normalnie. Rozmawialam z lekarzem szkolnym, zeby zwrocil na niego uwage, potem wyslalam go do mojego lekarki internisty, ktora miala dzieci w jego wieku (syn mial juz wtedy 20 lat). Znow odpowiedz ze syn jest normalny, wcale sie nie rozni od jej syna studiujacego na uniwersytecie. Zreszta napisze tu, ze moj syn sam nauczyl sie czytac i pisac w wieku 5 lat. Zrobil mature, byl w wojsku, zrobil prawo jazdy. Wygrywal konkursy na znajomosc utworow muzycznych (mial swietna pamiec). Od malego uczylam go sprzatac, gotowac, utrzymywac czystosc przy sobie. Jescze pod koniec szkoly podstawowej byl ulubiencem dziewczynek i nauczycieli, bo zawsze taki schludny, grzeczny, wzorowo prowadzacy zeszyty, zawsze przygotowany do lekcji. W liceum szlo mu slabiej, ale dawal sobie rade. Kolegow zawsze mial, bo przez to ze byl taki sympatyczny zjednywal sobie ludzi. Na koncertach na ktore chodzil poznawal stale nowych kolegow. Korespondowal z fanami na calym swiecie na temat swej ulubionej grupy Duran Duran. Kiedy bylismy razem w Nowym Yorku spotkal cztery amerykanki z ktorymi od lat korespondowal, byl z nimi na koncercie. Po jego wyprowadzeniu sie z domu zauwazylam, ze umiejac sprzatac nie sprzatal, nie zmienial poscieli chociaz sam to robil w domu. To samo z praniem, umial prac, ale wygodniej bylo chodzic w swetrze przez tydzien, rzadziej zmieniac koszule, wtedy mial wiecej czasu na patrzenie na telewizje. Kiedy mu przypominalam i przypominalam, a on nie pral, wiec w koncu przychodzilam do niego i pralam razem z nim. Ale ile czasu moglam to robic? Szkoda mi bylo, ze mieszkanie jest co raz wiecej zapuszczone, syn zapuszczony. Ale ze wszystkich rad wynikalo, ze to dorosly mezczyzna i w koncu sam sie za wszystko wezmie. Przeciez na forum tez sa rady, zeby nie wtracac sie do zycia swoich dzieci, nawet kilkunastoletniej corki!!! Ojciec syna mieszka w innym miescie, jest sam, ale synem sie nigdy nie interesowal, nie chcial go brac do siebie na wakacje. Tak wiec z tej strony nigdy nie mialam pomocy. Co do diagnozy, to wiem ze nie wplynie zupelnie na to, co sie z moim synem dzieje, bo NIE jest ubezwlasnowoniony (a powodow do tego nie ma), wiec bedzie dalej robil co chcial, nic nie wyrzucal, a przez 5 lat w mieszkaniu sporo sie uzbiera, i nikt go nie moze zmusic do zmiany trybu zycia. Depresji tez nie ma, bo kiedy siedzi przed telewizorem to smieje sie w glos, chodzi do kina, wlasnie na komedie, byl tez okres czasu kiedy byl statysta w kilku filmach. Dalej zdaje sobie sprawe, ze musi sie wykapac i zmienic bielizne kiedy idzie do lekarza, ale na codzien jest tragicznie, szczegolnie w mieszkaniu do ktorego bez jego zgody nikt nie ma prawa wejsc. Odpowiedz Link Zgłoś
kimjestem a propos nie wtracania się 15.03.04, 16:22 Wtrącać się do czyjegoś zycia , to znaczy ustawiać komuś życie po swojemu i tego oczywiście robić nie należy. Ale życiem bliskich (dzieci rodziców, przyjaciół) trzeba sie zyczliwie interesowac bez wtrącania się. Tu jak we wszystkim trzeba szukać złotego srodka i nie mam na to uniwersalnej recepty. Każdy sam sobie wyznacza te granice za którymi to jest wtracanie się. Nie wiem jak to jest z twoim synem , moze takie życie to jego świadomy wybór, ale nie sądzę. Wspólczuję ci serdecznie , bo nie wyobrazam sobie że w podobnej sytuacji musiałabym "odpuścić" Pewnie ze wszystkich sił starałabym sie na przekór wszystkim złapać kontakt z dzieckiem. Ale jeszcze jedno pytanie czy ty rozmawiałaś z psychologiem o sobie? Może mógłby ci pomóc dotrzeć do syna. Odpowiedz Link Zgłoś