Dodaj do ulubionych

troche ponarzekam...

25.07.10, 21:05
Czuję się srednio, tak naprawde czuje sie okropnie samotna mimo
przyjaciól i rodziny... Jestem sama mimo, ze na pozór niczego mi nie
brakuje, ani urody ani chyba inteligencji, wyksztalcenia... Jesli
juz kogos poznam to konczy sie to dla mnie fatalnie, ostatni rok byl
tak beznadziejny pod wzgledem relacji damsko-meskich ze musialam
skorzystac z pomocy psychologa. Potem stwierdzilam, ze powinnam
zmienic otoczenie, oderwac sie od problemow wiec wyjechalam na 4
miesiace do kanady do pracy. Jest mi ciezko, nic mi sie nie chce,
nie mam energii i coraz bardziej chce wracac do Polski. JEdnoczesnie
swiadomosc, ze nikt tam na mnie nie czeka (no oczywiscie poza
rodzicami, rodzenstwem) jest dobijajaca. Jak sie z kims spotykalam
to bylo mi zle bo ten ktos zawsze mnie skrzywdzil, teraz jestem sama
i z jednej strony jest mi lepiej ale tak mi czegos brakuje.Przed
wyjazdem poznalam przez internet pewnego faceta ale przestal sie
odzywac co znow nie bylo mile. Nie wiem co zrobic zeby sie lepiej
poczuc..nie wiem co ze mna nie tak, dlaczego nie mam nikogo chociaz
chcialabym tyle komus dac. Nie chce zeby to zabrzmialo glupio ale tu
gdzie jestem teraz dostaje mnostwo komplementów, co chcwile ktos
mówi ze jestem sliczna, mila, super, a ja sie czuje tak okropnie. Co
mam robic, jak sobie pomoc?
Obserwuj wątek
    • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 25.07.10, 22:27
      I co Ci mowil psycholog?
      • lemonzest Re: troche ponarzekam... 25.07.10, 22:39
        Ze spotykajac sie z kims nie dbam o siebie, ze pozwalam ludziom
        krzywdzic mnie, ze nie powinnam 'na sile' sie z kims spotykac i tyle
        o tym myslec, ze jestem wrazliwa. Bylam tylko kilka razy u
        psychologa wlasnie z powodu wyjazdu.
        • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 25.07.10, 23:05
          Mysle, ze jestes introwertyczka o dosc umiarkowanych potrzebach spolecznych, co nie oznacza ich braku :). Masz potrzebe intymnosci w relacji do drugiej osoby, ale brak Ci pewnosci siebie na skutek zlych doswiadczen, plus odrobina narcyzmu ( wysoka potrzeba aprobaty i uznania innych.
          Chyba jedna z trudniejszych mieszanek...:).
          Dobranoc :)
    • avgust Re: troche ponarzekam... 25.07.10, 23:57
      To ponarzekaj. Tak czy inaczej proponuję zastanowić się chwilę nad
      swoim położeniem. Mężczyźni obdarzają Cię komplementami, a Ty
      rozpamiętujesz nieudane związki. Wiem, kobiety potrafią być
      zapobiegliwe do bólu, ale... Odpowiedz sobie na jedno zasadnicze
      pytanie: Wolisz kiedy mężczyźni obdarzają Cię komplementami, czy kiedy
      są wobec Ciebie obojętni lub nieuprzejmi? Zastanów się dobrze, co jest
      dobre dla Ciebie, i niech się to stanie Twoim życiowym celem. Każdego
      dnia korzystaj z tego, czym los Cię obdarza.
      • lemonzest Re: troche ponarzekam... 26.07.10, 04:14
        Chciałabym jakiegos głębszego uczucia, po prostu. Tak naprawdę
        wszystkie znajomosci byly strasznie powierzchowne, nie wiem dlaczego
        nikt nie interesuje sie mna 'głebiej'. Nawet psycholog powiedzial,
        ze tak na pierwszy rzut oka brakowalo duszy w tych znajomosciach.
        Widze, ze zwracam uwagę facetow ale nie wynika z tego nic więcej.
        Ostatnio na imprezie kolega nieco nietrzezwy powiedział mi, ze
        wiekszosc facetów z pracy chcialaby sie ze mna przespac. No i co mi
        z tego? Nie tego szukam. Tak naprawde nikt nie próbuje się ze mna
        umowić nawet na randke, na kawe. Wcale nie jestem jakas niedostępna
        czy cos w tym stylu...
        • aneckey Re: troche ponarzekam... 26.07.10, 05:08
          Bo na siłę szukasz,za dużo chcesz dać naraz.Nie lubią tego.Faceci to 'łowcy'
          pamiętaj o tym.Oni chcą zdobywać,a im więcej się natrudzą tym bardziej
          docenią.Aha! No i najpierw odbuduj własne poczucie wartości,a potem myśl o
          związkach.W ten sposób unikniesz kolejnych rozczarowań i "psychicznego staczania
          się" w dół
        • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 26.07.10, 08:51
          A jak wyglądały Twoje relacje w grupie rówieśników? Czy, będąc
          dzieckiem, łatwo przychodziła Co zabawa w grupie, czy chętnie się
          bawiłaś, czy też stałaś troszkę z boku, wolałaś najpierw przekonać się
          do innych dzieci. Czy zdarzało Ci się uważać dzieci za trochę
          niepoważne i nieodpowiedzialne?
          • lemonzest Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 00:36
            Hmm...czy to jakas analiza psychologiczna:P? Chyba stałam troche z
            boku, tak mi sie wydaje. Ale nie jestem typem samotnika, nie lubię
            mieszkać sama, mam duzo znajomych, zdecydowanie nie jestem
            domatorką. Czy wynika cos z tego?
            • avgust Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 01:56
              lemonzest napisała:

              > Hmm...czy to jakas analiza psychologiczna:P? Chyba stałam troche z
              > boku, tak mi sie wydaje. Ale nie jestem typem samotnika, nie lubię
              > mieszkać sama, mam duzo znajomych, zdecydowanie nie jestem
              > domatorką. Czy wynika cos z tego?
              To tłumaczy dlaczego jesteś introwertyczką.
            • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 08:10
              To, że masz znajomych nic nie oznacza, jeżeli jesteś w wieku typowym
              dla poszukiwania partnera, to uprawianie życia towarzyskiego, czasem
              bujnego jest normalne :).
              Poczytaj sobie tu na forum solaris38, to mądra kobieta :).
              Jeżeli nie bardzo budujesz udane związki z facetami, to możliwe, że
              nie umiesz okazać im akceptacji dla ich słabości. Nie czują się przy
              Tobie bezpiecznie, przez co głębsza relacja jest niemożliwa. Wiesz,
              chodzi o to, że my chcemy być kochani i akceptowani za słabości i
              wady, bo co to za sztuka za zalety i urok (o ile jest)? :D
              Czyli...nie budujesz relacji, która by sprawiała, że mężczyzna ceni
              Cię, jako kogoś wartościowego. A nie budujesz, bo z natury jesteś
              introwertyczką i być może budowanie relacji intymnych przychodzi Ci z
              trudnością, bo wymaga obnażenia się wobec drugiej osoby, do jakiego
              nie jesteś nawykła.
              Jest też taka możliwość, że mimo urody, inteligencji i
              wykształcenia, tak naprawdę faceci postrzegają się jako...głuptaskę
              :). Bez urazy - pytasz, więc odpowiadam. Po prostu też już spotkałem
              kobiety, które mimo tylu zalet...urody, gustu, manier, uroku
              osobistego, wykształcenia po prostu gwarantują, że jeśli się z nimi
              związać, to nuda będzie na 100%.
              Co Ciebie żywo interesuje? Jakie masz pasje? :)
            • avgust Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 10:02
              Problem może być bardzo prosty. Introwertyk, czy to kobieta, czy
              mężczyzna bardziej żyje swoim wewnętrznym światem, niż otwiera się na
              relacje międzyludzkie. Dlatego introwertykom trudno znaleźć partnera
              życiowego.
              • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 10:05
                To jak introwertyk ma znaleźć tego partnera? Czy ma wbrew sobie udawac
                kogoś innego, czy właśnie być sobą (ale odstręczać innych
                niezrozumiałym często zachowaniem)?
                • avgust Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 12:08
                  to.niemozliwe napisał:

                  > To jak introwertyk ma znaleźć tego partnera? Czy ma wbrew sobie
                  udawac
                  > kogoś innego, czy właśnie być sobą (ale odstręczać innych
                  > niezrozumiałym często zachowaniem)?
                  Zaakceptować i pokochać siebie takim jakim jest, a przyjdzie czas, że
                  jeszcze znajdzie kogoś, na kim będzie mu na prawdę zależeć.
              • avgust Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 10:05
                Wreszcie, jeśli Ty jesteś inteligentna, a mężczyzna Ci nie dorównuje,
                to będzie miał problem i wymyśli całe mnóstwo powodów, by Ci trochę
                dokuczyć. W każdym razie prawdopodobieństwo, że tak będzie, jest bardzo
                wysokie.
        • avgust Re: troche ponarzekam... 26.07.10, 20:12
          Głębsze uczucie nie rodzi się od razu, chyba że trafisz na kogoś w
          stylu Wertera. Pierwszą rzeczą, na jaką każdy normalny mężczyzna
          zwraca uwagę, jest wygląd zewnętrzny, a zatem atrakcyjność seksualna
          kobiety. Ostatecznie małżeństwo opiera się na seksie, a małżonkowie,
          którzy nie są dla siebie atrakcyjni seksualnie, wydają się popełniać
          jakąś fatalną pomyłkę. Nawet Werter pierwszą swą fascynację, wyrażaną
          co prawda w poetycki sposób, kierował ku ciału uwielbianej kobiety.
          Jeśli zatem pragniesz być zapraszana na kawę, a nie tylko pozostawać
          celem fantazji seksualnych, musisz pokazać, że jesteś osobą
          zasługującą na szacunek i przyjaźń. Nie wszyscy mężczyźni mają
          mentalność łowcy, jednak zawsze będzie dla nich ważna Twoja
          atrakcyjność. Jeśli zaś mają myśleć o Tobie jak o kimś, z kim warto
          przeżyć resztę życia, bezwzględnie muszą Cię szanować. Dlatego jeśli
          trafisz na kogoś, kto jest łowcą, warto zmusić go do tego, żeby Cię
          zdobył. Łowca najczęściej ma kompleksy w towarzystwie stonowanych
          inteligentnych kobiet, dlatego lepiej wtedy żeby kobieta była
          bardziej równa, swojska i bystra, niż inteligentna. Jeśli zaś trafisz
          na kogoś, kto nie jest łowcą, warto być inteligentną, ale nie
          przeintelektualizowaną, tzn żeby intelekt nie zagłuszył Twojej
          wewnętrznej wrażliwości, bo wtedy facet może zachować się jak łowca,
          tzn. mieć kompleksy, zazdrościć Ci, tj zachować się trochę
          agresywnie.
    • paco_lopez Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 11:55
      znudzona jesteś. naturalnie, że powinnaś się zajmować swoją rodziną
      w znaczeniu ty + chłop + dzieci, to byś nie była samotna a ty
      wieczna dziewczynko komplementy kolekcjonujesz. poczytaj sobie
      ziemie obiecaną reymonta , to sie tam odnajdziesz wśród tych córci
      fabrykantów , co to wszystko niby miały a z nudów umierały.
      • avgust Re: troche ponarzekam... 27.07.10, 12:11
        paco_lopez napisał:

        > znudzona jesteś. naturalnie, że powinnaś się zajmować swoją rodziną
        > w znaczeniu ty + chłop + dzieci, to byś nie była samotna a ty
        > wieczna dziewczynko komplementy kolekcjonujesz. poczytaj sobie
        > ziemie obiecaną reymonta , to sie tam odnajdziesz wśród tych córci
        > fabrykantów , co to wszystko niby miały a z nudów umierały.
        Eee..., nie przesadzajmy. Chyba minęły już czasy, kiedy gospodarz
        wyrzuca kota z domu, bo... "głodomor nie chce myszów łapać".
        • arfeniks Re: troche ponarzekam... 06.08.10, 10:08
          Rozumiem,że ludzie chcą pomóc.
          Byłoby jednak dobrze, by tej chęci towarzyszyła chociaż odrobina
          samorefleksji.
          Czytając powyższe rady, możnaby je uznać za bardzo śmieszne,gdyby nie
          dotyczyły problemu osoby przeżywającej autentyczny dramat i szukającej
          pomocy,dlatego raczej, można je nazwać tragikomicznymi.

          autorka wątku pisze:"nie jestem typem samotnika,nie lubię mieszkać
          sama,mam dużo znajomych,nie jestem domatorką."

          odpowiedź avgust:"to tłumaczy dlaczego jesteś introweryczką"
          Wg.avgust powinna:pokochać siebie taką jaką jest i czekać aż spotka kogoś
          właściwego.Rada niby słuszna;tylko nie wiadomo jak powinna osiągnąć ten
          stan pokochania siebie ,ani jaka naprawdę jest.
          W tym celu dalej avgust radzi :gdy trafi na kogoś kto jest łowcą,to
          powinna go zmusić by ja zdobył stając sie osobą równą,swojską i bardziej
          bystrą niż inteligentną.Mam pytanie w imieniu autorki ;Jak ma poznać że
          nadchodzi łowca ? Czy łowca przychodzi na randkę w myśliwskim stroju i
          dwururką ?
          Jeśli zaś trafi na kogoś, kto nie jest łowcą,to ma być bardziej
          inteligentną,lecz nie przeintelektualizowaną,tak by jej intelekt nie
          zagłuszył jej wewnętrznej wrażliwości.W przeciwnym wypadku, ten facet może
          zachować się agresywnie tak samo jak łowca.

          Czyli reasumując; korzystając z tych rad,powinna pokochać siebie taką,
          jaką jest.Czyli wynika z tego,że powinna pokochać obecny swój stan,a
          jest; przygnębiona,zniechęcona,smutna,ogarnięta uczuciem pustki,samotna
          i zrozpaczona.
          Jednocześnie, powinna w celu pozyskania partnera, starać się w zależności
          od sytuacji, raz udawać taką wesołą,towarzyską,przeciętną dziewczynę bez
          głębszych przeżyć,a innym razem, być głęboko refleksyjną,intelektualistką
          o bogatym życiu wewnętrznym,ale nie przeintelektualizowaną.
          Wydaje mi się,że Tobie avgust, jest potrzebna terapia,bo
          przeintelektualizowanie zagłuszyło Ci Twoją wewnetrzną wrażliwość,którą
          nie wątpię,że posiadasz.
          Etykietowanie ludzi,że ktoś ma problemy,dlatego,że jest np. introwertykiem
          (co w tym wypadku uważam,za nieuprawnione stwierdzenie), czy też jakimś
          innym typem psychologicznym, nie pomaga tym ludziom rozwiązać problemów,a
          raczej sprzyja nastawieniu :ten typ tak ma- więc nic nie mogę na to
          poradzić"
          Jeśli chcesz rzeczywiście pomagać ludziom,to powinieneś odbyć własną
          terapię i to terapię w grupie,gdzie masz zwielokrotnioną informacje
          zwrotną.
          Ta rada,to nie jest z mojej strony złośliwość.
          Pozdrawiam,
    • cyryl-z-glinki Re: troche ponarzekam... 05.08.10, 22:29
      Witaj !
      Uważam,że te rady ,które dostałaś, to można o kant dupy roztrzasnąć.
      Co za bzdury !
      Jak można na podstawie tego opisu zawyrokować,że jesteś introwertyczką,nie
      mam pojęcia.Nie wynika z Twojego opisu,że lubisz być sama,tylko,że Ci to
      raczej przeszkadza.
      A jeśli nawet, rzeczywiście jesteś introwertyczką,to jeszcze nic z tego
      nie wynika.
      To,że introwertyk jest bardziej ukierunkowany na życie wewnętrzne, jeszcze
      nie oznacza,że nie potrafi nawiązać bliskich relacji.
      Owszem, ekstrawertycy nawiązują wiele powierzchownych relacji,ale przecież
      nie o takie tutaj chodzi.
      Uważam,że ta klasyfikacja nie ma tutaj żadnego znaczenia.
      Jeśli miałaś kilka niepowodzeń w związkach,a ostatni dał Ci zdrowo
      popalić ,to Twój stan jest całkiem zrozumiały.
      Jeśli zależy Ci na jakiejś podpowiedzi, to napisz bardziej szczegółowo
      (oczywiście anonimowo)o swoich relacjach z rodzicami,na czym polegało to
      złe traktowanie Cię przez partnerów.
      Wolałbym, byś napisała bezpośrednio do mnie ,a nie na forum, ponieważ nie
      chce mi się rozpraszać na dyskusję z różnymi, czasami zupełnie
      absurdalnymi poglądami.Jeśli wolisz na forum,pisz na forum,bo teraz jest
      za mało szczegółów,by cokolwiek powiedzieć.
      No chyba,że ktoś ma gotową diagnozę i receptę i potrafi wszystko dopasowć
      do niej.Ja takich, gotowych odpowiedzi nie mam.
      • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 06.08.10, 10:14
        To moze zapytajmy samej zainteresowanej, czy uwaza siebie za introwertyczke? :)
        • arfeniks Re: troche ponarzekam... 06.08.10, 12:52
          Ja tego nie wykluczam,że może mieć pewne zachowania charakterystyczne dla
          introwertyków,lecz mówię tylko,że to co napisała o sobie, nie uprawnia do
          takiego osądu.
          Takie zachowania mogą być następstwem przeżytych niepowodzeń.
          Człowiek,który raz czy drugi się sparzył, może się zamknąć w sobie.

          Typowy introwertyk; lubi być sam i cieszy się swoją samotnością ,
          dobrze znosi brak partnera,denerwuje go też brak czasu na samotność i
          przerywanie jego przemyśleń.
          (Związki introwertyka z otoczeniem są mniej liczne,ale zazwyczaj
          głębsze.Ekstrawertyk natomiast, zawiera wiele związków bardziej
          powierzchownych).

          Autorka w swoim poście, pisze wręcz coś odwrotnego.

          Cierpi z powodu samotności,którą odczuwa, nawet będąc w towarzystwie.
          Nie wynika to więc z jej preferencji,lecz z jakichś innych trudności.Jakie
          to są trudności, trudno na podstawie tak skąpego materiału stwierdzić.
          Poza tym, stawianie diagnozy przez internet, jest zawsze bardzo ryzykowne.
          Nie znając pacjenta,nic nie wiedząc o jego systemie wartości,o jego
          zachowaniu,umiejętnościach komunikacyjnych,
          samoświadomości, przeżytych doświadczeniach,tak naprawdę nic o nim nie
          wiemy.
          Z tego ,co napisała o sobie, wynika,że boli ją to,że jest samotna,a nie że
          lubi samotność.Pisze też,że dała się swoim partnerom krzywdzić.
          Czy introwertyk,któremu dobrze jest samemu, będzie się pozwalał
          krzywdzić,żeby tylko być z partnerem ?
          Trzeba więc ustalić; co jest powodem tego,że czuje się samotna,a nie
          wmawiać jej,że dzieje się tak dlatego,że jest introwertyczką,czyli w
          praktyce, obwinianie jej za swój stan.
          Chcesz ją bardziej pognębić ,byle tylko potwierdzić swoją, uważam ,że
          przedwczesną diagnozę i ,że to wy macie rację,czy też chcieliście jej
          pomóc ?
          W bliskich związkach ,naprawdę nie to jest decydujące,czy ktoś jest
          introwertykiem czy ekstrawertykiem.
          Zarówno jeden, jak i drugi, może zbudować dobry związek, jak również mieć
          z tym kłopoty.
          By się zająć pomocą psychologiczną innym ludziom, nie wystarczy przeczytać
          kilka ksiązęk psychologicznych,nie wystarczy nawet skończyć studiów na
          kierunku psychologicznym.
          Tego,jak prowadzi się psychoterapię, trzeba się dodatkowo,dość długo uczyć
          i odbyć wiele praktyk w tym kierunku.
          Trzeba też mieć bardzo dużą samoświadomość i dystans do siebie, by uniknąć
          rzutowania swoich problemów na pacjenta.
          Pozdrawiam,
          • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 07.08.10, 05:15
            To jest forum dyskusyjne Psychologia, a nie Internetowa Poradnia Psychologiczna.
            Proponuje to zaakceptowac :D.
            Gdybym sie mial kie rowac Twoimi przeslankami, to niemoglbym przedstawic swojego widzimisie w zadnym watku :).
            • arfeniks Re: troche ponarzekam... 07.08.10, 11:04
              Masz prawo zabierać głos i mieć swój punkt widzenia.

              Jednak nie zgadzam się,że jest to tylko forum dyskusyjne.
              Jeśli zajrzysz do opisu tego forum,to wyraźnie tam napisano ,że jest to
              miejsce gdzie można szukać wsparcia i pomocy,chociaż administracja forum
              nie bierze odpowiedzialności za prawidłowość uzyskanych tą drogą porad.

              Jak wynika z większości listów na to forum,to napisali je ludzie,którzy
              potrzebują pomocy i tu jej poszukują.
              Nie wszystkich stać na psychoterapię.
              Inni się jej panicznie boją,bo boją się,że przylgnie do nich
              łatka "psychicznego" czy jeszcze bardziej pogardliwa- "psychol".
              Inni jeszcze, nie wiedząc co to jest psychoterapia i na czym polega
              uważają,że psychoterapeuci ,to złodzieje i oszuści,którzy powtarzają
              pacjentowi slogany zaczerpnięte z książek i każą sobie za to słono płacić.
              (pewnie i tacy się też zdarzają)
              Jeszcze innym, bardzo trudno zdobyć się na otwarte mówienie z innymi o
              swoich problemach,uczuciach i zwykle przykrych dla nich sprawach i wolą to
              robić anonimowo.
              Ja pisząc swoje, nieraz bardzo ostre uwagi do czyichś wypowiedzi, chcę
              tylko zwrócić uwagę tym osobom,by nie mając do tego przygotowania nie
              wypowiadały kategorycznie swoich sądów,bo mogą tym osobom jeszcze
              zaszkodzić,zamiast pomóc.
              Osobie będącej w depresji, z myślami samobójczymi, nieraz niewiele
              trzeba,by się na taki krok zdecydowała pod wpływem jakiegoś dodatkowego
              impulsu.
              U osoby z silnymi lękami może rozwinąć się psychoza.

              Ja naprawdę wierzę,że większość ludzi kieruje się dobrymi intencjami i
              chce pomóc.Jednak często ludzie nie zdają sobie sprawy z własnych
              problemów z sobą i prawdziwych motywów tego co piszą.
              Jest też tak,że czasami osoba z bardzo dużą empatią,która nie ma wprawdzie
              fachowego przygotowania,ale potrafi doskonale się wczuć i zrozumieć
              drugiego człowieka, potrafi mu lepiej pomóc niż psycholog,który nie ma tej
              zdolności i sam ma ze sobą kłopoty.
              Każdy psychoterapeuta powinien najpierw odbyć własną psychoterapię by
              dobrze poznać siebie.
              Dobrze by było,gdyby każdy kto pisze odpowiedź na taki post , nie
              przyjmował takiej postawy:
              "Twoje problemy biorą się z tego,że jesteś taka i taka,a masz postępować
              tak i tak, wtedy Twoje problemy znikną",
              lecz starał sie przyjąć taką:
              "Tak Cię postrzegam;
              spróbujmy razem lepiej poznać Ciebie i lepiej Cię zrozumiec".
              • to.niemozliwe Re: troche ponarzekam... 08.08.10, 07:22
                Ok.
      • anbale Re: troche ponarzekam... 06.08.10, 13:03
        Zgadzam się absolutnie z Cyrylem. Na swoim przykładzie: jestem
        stuprocentową introwertyczką, a jeśli już wchodzę w jakieś relacje-
        to po prostu muszą być maksymalnie bliskie i intymne, powierzchowne,
        płytkie kontakty z ludzmi mnie po prostu męczą i odbierająm mi
        energię... Tyle, że nie potrzebuję wiele tych bliskich relacji,
        właściwie, na dobrą sprawę, to jeden, naprawdę bliski człowiek
        wystarcza mi na bardzo długo :]
        Więc to nie jest żaden wyznacznik potrzeb emocjonalnych.
        Introwertyzm to naprawdę nie jest autyzm.
    • wifch Wbrew pozorom... 06.08.10, 14:36

      Sprawami doboru pomiedzy ludzmi rzadzi matematyka, a przynajmniej w
      duzym stopniu.

      I tak osoby podobne, przecietne, nie specjalnie bystre, czy wysoko
      inteligentne maja wieksze szanse na szybkie znalezienie partnera i
      zalozenie zwiazku, bo przecietnych ludzi jest ogromna wiekszosc.
      Dziala tu teoria przyciagania podobienstw.
      I nawet tam gdzie ludzie mowia o roznicach, sa tez i podobienstwa
      pomiedzy tymi ludzmi. Wystarczy, ze twoj poziom inteligencji np.
      wizualnej, czy matematycznej- jest wysoki i 'placujesz' sie w
      granicach 3% ludnosci, a juz masz trudnosci, ze znalezieniem kompana
      do zycia.Dlatego ze roznia was roznice w postrzeganiu swiata,
      samodzielnym mysleniu, itp.
      Szczegolnie kobiety inteligentne i ladne miewaja wieksze trudnosci,
      wszak wiadomo duzo facetow jest zwyczajnie glupich.

      Do tego wkomponowane sa geny, wychowanie z domu.

      Wiec moze zastanow sie dlaczego masz powodzenie poza granicami
      kraju, a nie u siebie.
      Musisz miec cos wspolnego z tymi obcokrajowcami, co ich tez
      przyciaga do ciebie.
      Pytanie teraz na jakiej plaszczyznie leza owe podobienstwa:
      fizyczne, intelektualne, obyczajowe, itp?

      Dla zabawy przypominam ci bajke o ksieznicce na ziarenku groszku.
      Sliczna bajka i calkiem z sensem.
      • lemonzest Re: Wbrew pozorom... 07.08.10, 03:48
        Nie uważam się za introwertyczkę, mam potrzebę tzw. 'wygadania się',
        opowiedzenia o sobie, lubię ludzi i towarzystwo. Jednak nie
        okreslilabym siebie jako bardzo otwartej i 'imprezowej' osoby, nie z
        kazdym moge sie zaprzyjaznic i nie w kazdym towarzystwie czuje sie
        dobrze. Nie jestem 'dusza towarzystwa', moze i troche stoje z boku
        ale nienawidze byc sama, czuje sie okropnie spedzajac np. samotny
        weekendowy wieczór sama w domu. Lubie spotykac sie z ludzmi, mimo
        zlych doswiadczen 'lubie' byc w zwiazku i brakuje mi tego...
        Mam troche wrazenie, ze podobam sie starszym ode mnie męzczyznom,
        nie wiem z czego to wynika. Nie wiem tez z czego wynika to, ze ty
        gdzie jestem męzczyzni bardziej zwracaja na mnie uwage. Moze po
        prostu wynika to z innej kultury, tu ludzie bardziej otwarcie mowia
        to co mysla. w Polsce mam tez dosc specyficzna prace i nie spotykam
        tak wielu ludzi.
        • arfeniks Re: Wbrew pozorom... 07.08.10, 08:40
          Masz rację,że ludzie tam inaczej się komunikują i bardziej bezpośrednio
          wyrażają swoje myśli i uczucia.
          W wielu krajach, już dzieci w szkole podstawowej, uczą się podstaw
          komunikacji,u nas nie uczy sie tego wcale.
          Poza tym, ludziom w krajach anglosaskich, bardzo podobają się Polki,które
          reprezentują słowiański typ urody.
          Kiedyś, poznałam przystojnego Amerykanina z Seattle,(był w wieku ok.30
          lat),który przyjechał do Polski i pracował jako native speaker w jednej ze
          szkół jęz.angielskiego.
          Twierdził z całym przekonaniem,że nie tylko Polki mu się bardzo
          podobają,ale w ogóle ludzie w Polsce, mają ładniejsze twarze niż w UsA.

          To nie była żadna bliska znajomość,a jeszcze po roku, przysłał mi kartkę,
          już z Seattle.
          W POlsce, nagminną praktyką ,jest nieodpowiadanie na e-maila. (nie chodzi
          o e-maile ze spamem,lecz bliższych i dalszych znajomych)
          W społeczeństwach zachodnich, ludzie bardziej się wzajemnie
          szanują.Uważają, by w rozmowie ze znajomym, nie wylewać na niego swoich
          pretensji do świata,nie obciążać go swoimi problemami i kłopotami.U nas
          jest to, nagminne.
          POlacy rzadko też ,potrafią mówić komplementy.

          Tak więc,jeśli poznany przez internet pan, był Polakiem,to nie odbiega od
          zachowań innych naszych rodaków.
          Nawet, jeśli chciał zakończyć tę znajomość, to powinien Cię o tym
          uprzedzić i się jakoś wytłumaczyć.(zrozumiałam,że tego nie zrobił ?)
          Rozumiem doskonale,że takie zachowanie ma prawo boleć.
          Na nasze poczucie zranienia ,jakie odczuwamy w takim wypadku, składają się
          dwa elementy :
          1/zostały zawiedzione Twoje oczekiwania-pewnie robiłaś sobie nadzieję,że
          może to się rowinąć w coś wiecej,
          2/poprzez zlekceważenie Twoich uczuć- zostało zranione Twoje poczucie
          wartości. Często w takiej sytuacji czujemy sie bezwartościowi.

          To nie TY jesteś bezwartościowa,lecz on ma jakieś problemy,z którymi nie
          umie sobie radzić.
          Powiedz sobie :ktoś, kto w ten sposób się zachowuje nie zasługuje na moje
          zainteresowanie.

          Interesuje mnie czy potrafisz wyrażac swój gniew ?
          Czy jeśli jesteś na kogoś zła potrafisz mu to powiedzieć ?Co wtedy czujesz
          i jak się zachowujesz ?
          • lemonzest Re: Wbrew pozorom... 07.08.10, 14:10
            Tak-on oczywisicie sie nie odezwal, po prostu nie odpisal na mojego
            maila. Bylo mi bardzo przykro bo wydawalo mi sie, ze w pewien sposob
            sie zaprzyjaznilismy, wysylalam jemu moje zdjecia z podrózy. A on
            bez slowa zakonczyl znajomosc.
            Rzeczywiscie tu gdzie jestem ludzie mówią bardzo duzo komplementow,
            i nie czuje w tym jakichs podtekstow, jest to naturalne. W pracy
            manager przechodząc obok czesto mowi ze ladnie wygladam, itd.
            najpierw mnie to dziwilo jak kolega krzyczal 'O my God, i love your
            earrings' albo 'You look so sexy today':P, ale teraz jest to mile i
            poprawia mi humor. moze to glupie ale jak slysze mile rzeczy czesto
            to od razu mam inne samopoczucie, jakos mi weselej.

            Co do wyrazania gniewu to niestety nie umiem tego robic chyba,
            zazwyczaj nie mowie otwarcie o tym tylko tłumie to w sobie, 'zamykam
            sie' i wole to przemilczec...
            • arfeniks Re: Wbrew pozorom... 07.08.10, 17:26
              POlacy nie mówią komplementów,bo mają generalnie niskie poczucie własnej
              wartości.Człowiek o wysokim poczuciu własnej wartości nie boi się
              powiedzieć komuś komplementu ,jak również przeprosić kogoś,przyznać,że
              czegoś nie wie.
              No,ale tego nie zmienimy.

              Wracając natomiast do Ciebie ;pojawił się pierwszy konkret,jakim jest to
              co napisałaś odnośnie tłumienia uczuć.
              Jeśli nie wyrażasz swojej złości,gniewu, to nie reagujesz też na
              przekroczenie Twoich granic.Słowem,pozwalasz innym się źle
              traktować.Często może być też tak,że partner nawet nie wie ,że czymś Cię
              zranił.
              Gniew to cała gama uczuć;
              chwilowa irytacja,
              frustracja-np.że nie udało się nam zrealizować jakichs planów,
              zmartwienia-moga się nawarstwiać i wywoływać silny gniew,

              rozczarowanie-zawiedzenie,które przyjmują postać urazy,
              ślepa furia-tak silny gniew,że nie można nad nim zapanować,
              Często jesteśmy wściekli,ale nie chcemy z tego robić wielkiego problemu i
              mówimy,że "Jestem podenerwowana".
              Gniew jest czesto reakcją na ból lub stratę.
              Nie zawsze potrafimy go rozpoznać.
              Jeśli ktoś mówi,że "Ja nigdy nie wpadam w gniew",to albo nie potrafi go
              rozpoznać,albo chce zaprzeczyć jego istnieniu,bo został tak nauczony,że
              takie uczucia są nieakceptowane,złe,niewłaściwe.
              Najczęściej takie osoby nie okazują gniewu z obawy ,ze przestaną być
              kochane.BOją się,że zostaną odtrącone i porzucone.

              Takie zachowania biorą się najczęściej z dzieciństwa,kiedy jesteśmy
              karceni,za okazywanie złości i słyszymy,że jesteśmy niedobrym dzieckiem.

              Gniew jest emocją całkiem naturalną i jego okazywanie jest niezbędną
              oznaką zdrowia psychicznego !!!-(to zdanie należy podkreślić i
              wyboldować,niestety tutaj nie umiem tego zrobić)

              Jeśli nie okazywałaś gniewu ,lecz go tłumiłaś w sobie,to partner nie mógł
              się dowiedzieć,czym Ci sprawia przykrość,co Ci się nie podoba.
              Zwykle osoby,które tłumią swój gniew i tak jakoś go zasygnalizują
              partnerowi,ale w sposób niejasny,zakamuflowany,zamaskowany,który nie
              poprawia sytuacji,lecz ją pogarsza.
              W takiej osobie narasta poczucie krzywdy,żalu,zaczyna rozpamiętywać
              niesprawiedliwości,co pochłania masę energii psychicznej.
              Tłumienie gniewu może doprowadzić do
              depresji,zmęczenia,cierpienia ,frustracji,dezorientacji,osamotnienia i
              lęku.
              Tłumienie gniewu rodzi też poczucie winy,a to z kolei powoduje,że człowiek
              uważa się za bezwartościowego.
              Depresja podobnie jak poczucie winy,często pojawia się wtedy,gdy gniew
              kierowany jest do wewnątrz.
              Z tego, jak opisujesz swój obecny stan psychiczny wynika,że masz wiele
              objawów charakterystycznych dla depresji.
              Pewnie w Twoim wypadku nie jest to ciężka depresja, lecz raczej taki stan
              subdepresyjny,ale takie właśnie stany;
              poczucia beznadziei,smutku,osamotnienia,pustki,zmęczenia, są odczuwane
              przez chorych na depresję.
              (Nie wiem ,czy nie masz innych,jak np.bezsenność,lub nadmierna
              senność,skłonność do podjadania,lub brak apetytu,jakieś inne zaburzenia
              zdrowotne ?
              Przez internet trudno kogoś nauczyć wyrażać gniew.
              Ja mogę Ci tylko udzielić wskazówek jak to zrobić.
              Czy ten psycholog u którego byłaś zauważył ten problem z wyrażaniem uczuć?
              • arfeniks Wskazówki 07.08.10, 17:45
                Trzeba nauczyć się asertywności.Nie mylić asertywności z agresją !
                (są specjalne warsztaty)
                1.Mów innym,kiedy i dlaczego jesteś rozgniewana.Nie stosuj uników,nie
                przepraszaj i nie bądź pokorna kiedy odczuwasz gniew.
                Ale też nie unoś się i nie zachowuj irracjonalnie (jak niektóre posłanki u
                nas w sejmie)

                2.W sytuacji,gdy okazanie gniewu może być niebezpieczne,uwolnij swój gniew
                w rozmowie z przyjacielem lub terapeutą.

                3.wycisz się i pozwól ,by uczucia gniewu wypłynęły na powierzchnię...
                powiedz;Jestem zła na Ciebie dlatego,że.....
                Nie oskarżaj,nie obwiniaj, Mów tylko o swoich uczuciach !

                4.Doceń się za to ,że potrafiłaś się przyznać do gniewu,który czujesz..

                5.Okaż swój gniew jak najszybciej i w sposób tak uczciwy,jak to tylko
                możliwe odpowiedniej osobie/osobom ...nie odkładaj tego !
                6.Ponownie doceń siebie za swą uczciwość i bezpośredniość.
                Będziesz dumna z siebie !
              • lemonzest Re: Wbrew pozorom... 08.08.10, 01:56
                Dziekuje za odpowiedz Arfeniks, daje mi duzo do myslenia. Psycholog
                u ktorej bylam zauwazyla ten 'problem', pytala dlaczego nie mówilam
                partnerom o tym co mi się nie podoba, dlaczego nie dbalam o siebie.
                Nie umiem wyjasnic tego, to nie bylo tez tak, ze trwalam w jakichs
                dlugich zwiazkach i dawalam sie ponizac czy cos w tym stylu. Bylam u
                pani psycholog tylko kilka razy z powodu terminu wyjazdu. Poszlam na
                kilka spotkan bo balam sie, ze nie bede jednak w stanie wyjechac tak
                daleko na tak dlugo i musze powiedziec (czytajac na tym forum
                negatywne wypowiedzi o psychologach), ze duzo mi to dalo, naprawde
                przynioslo mi to jakas ulge. Moze nawet sam fakt, ze moglam komus o
                tym opowiedziec. Wczesniej mialam nastawienie, ze musze sie zmienic
                o 180 stopni, ze jestem beznadziejna, slaba, nie nadaje sie do zycia
                w takim czasem zlym swiecie a na tych spotkaniach psycholog
                powiedziala, ze lubi moja wrazliwosc i nie chodzi o to, zeby sie
                zmieniac zupelnie tylko nauczyc chronic. Najgorsze jest to, ze mimo
                tego wszystkiego, zlych doswiadczen, czuje sie samotna, nie mam tak
                ze 'nienawidze facetow, chce byc sama i bede singielka' czy cos
                takiego.

                • lemonzest Re: Wbrew pozorom... 08.08.10, 02:59
                  Jesli chodzi o jakies objawy to chyba nie jest jeszcze tak zle -
                  tzn.czesto mam problemy z zasypianiem bo wtedy zaczynam rozmyslac,
                  analizowac itd. a w dzien czesto mam malo energii, czuje sie
                  zmeczona od rana. Ale nie jest to bardzo silne, jest lepiej niz
                  bylo. Przed wyjazdem zasypialam z placzem a rano po obudzeniu sie
                  zaczynalam plakac jak wszystko mi sie przypominalo. wiec teraz jest
                  duuzo lepiej.
                  Duzo racji jest w tym, ze takie tlumienie emocji, gniewu, jest
                  bardzo meczace psychicznie bo wlasnie pozniej sama wieczorami to
                  sobie rozpamietuje.
                  • arfeniks Re: Wbrew pozorom... 08.08.10, 11:28
                    MOżesz podnieść swój poziom energii dość szybko.
                    Zapisz się na aerobik,lub inne, dość intensywne ćwiczenia.Każdy rodzaj
                    ćwiczeń jest dobry.
                    Może to też być yoga,która usprawnia przepływ energii w ciele .Dobrze
                    byłoby też zaczynać dzień od jakiejś gimnastyki czy np.biegania.
                    Nawiązując do tych Twoich zmartwień,że nikt obecnie nie chce umówić się z
                    Tobą na randkę.
                    Jeśli jesteś w takim stanie, jak opisałaś,to większość Twojej energii jest
                    skierowana do wewnątrz,a nie na zewnątrz i mężczyźni to odbierają.
                    (najczęściej nieświadomie).
                    Meżczyźni też wyczuwają, czy kobiecie zależy tylko na seksie i jest gotowa
                    na niezobowiązujący seks,czy też pragnie stałego związku.
                    BYć może Ci,z Twojego otoczenia, nie są gotowi na taki związek i dlatego
                    wolą nie ryzykować?
                    Kiedyś sama miałam taki przypadek.Żonaty kolega z pracy,któremu zdarzały
                    się skoki w bok, zaczął mnie uwodzić.
                    Ja to widziałam i nawet mi się to podobało,lecz specjalnie nie
                    reagowałam,chociaż też go nie zniechęcałam.
                    W pewnym jednak momencie, się wycofał i usprawiedliwił :"Ty należysz do
                    kobiet,z którymi zaraz trzeba się później żenić".Pozostaliśmy tylko
                    kolegami.
                    Skup się obecnie na rozwiązaniu swoich problemów,a dopiero później na
                    poszukiwaniu partnera.
                    Jest też tak,że osoba,która myśli o sobie,że jest bezwartościowa,przyciąga
                    do siebie podobnego partnera,który ma takie same mniemanie o sobie.
                    Taki partner nie potrafi Ci zapewnić uczuć,których pragniesz,tylko będzie
                    chciał je dostawać od Ciebie.
                    Jeśli masz jeszcze jakieś problemy ,wątpliwości czy pytania śmiało pisz.
                    Pozdrawiam,
                • arfeniks Re: Wbrew pozorom... 08.08.10, 11:01
                  To,co Ci napisałam, powinno Cię pobudzić nie tyle do myślenia,co do
                  działania,aczkolwiek ,autorefleksja jest też bardzo ważna.

                  Twoje złe mniemanie o sobie, brało sie właśnie stąd,że narastało w Tobie
                  poczucie winy (pewnie obarczałaś się winą za swoje niepowodzenia).

                  Prawidłowe i naturalne poczucie winy, winno mieć miejsce wtedy, gdy
                  zrobimy coś złego;np.okłamaliśmy przyjaciela,ukradliśmy coś, ,upiliśmy się
                  i narozrabialiśmy,itp.,czyli jest związane z konkretnym wydarzeniem.

                  Natomiast jeśli Twoje związki, nie były staysfakcjonujące dla Ciebie i nie
                  bardzo wiedziałaś dlaczego tak się dzieje,to Twoje poczucie winy nie było
                  związane z jakimś konkretnym wydarzeniem.
                  Wtedy następuje coś takiego,jakby nasze poczucie winy, przekształcało się
                  we wstyd.
                  Mamy niejasne uczucie,że coś zawiniliśmy,ale trudno nam powiedzieć,co to
                  było i trudno to przypisać do konkretnego wydarzenia i dlatego zaczynamy
                  uważać,że To my jesteśmy np.; źli,bezwartościowi,głupi , do niczego się
                  nie nadajemy,itd.
                  Np.-jeśli ktoś nigdy nie odwiedza swojej rodziny,to w końcu zaczyna się
                  czuć jak "wyrodek"
                  -osoba,która poniosła kilka porażek w pracy, zaczyna uważać,że do niczego
                  się nie nadaje ,itd,itp.
                  Po to,byś mogła odzyskać energię, potrzebne jest wyrzucenie tych
                  nagromadzonych przez lata pretensji ,żalów,złości,poczucia krzywdy .
                  MOżna to zrobić na różne sposoby.
                  MOże to być w trakcie terapii.(ja jestem zwolenniczką terapii w
                  grupie,która pozwala na uzyskanie szybszych efektów i pozwala lepiej
                  nauczyć się nowych zachowań.)
                  Są specjalne techniki,jak np.psychodrama,podczas której możemy
                  przepracować te swoje problemy.Są różne rodzaje technik,które poprzez
                  pracę z ciałem, pozwalają na uwolnienie zaległych emocji.
                  Niektóre osoby, odczuwają silny lęk przed wyrażeniem złości w stosunku do
                  matki czy ojca,czy w ogóle do ich ujawnienia i wtedy pomoc terapeuty jest
                  konieczna.

                  MOżna też próbować samemu to zrobić.
                  Warto najpierw spisać wszystkie nasze pretensje do ludzi.Przypomnieć swoje
                  negatywne doświadczenia i nasze uczucia z tym związane.
                  Pretensje do poszczególnych osób, najlepiej spisać na osobnych kartkach.

                  MOżna np.pojechać w jakieś ustronne miejsce i zbrać z sobą np.stos
                  talerzy ,lub glinianych garnków i rzucając nimi, wykrzykiwać na cały głos
                  swoją złość do poszczególnych osób.
                  MOżna iść na salę gimnastyczną i przywołując uczucie złości, boksować w
                  worek bokserski, lub walić w materac tak długo,aż opadniemy z sił.
                  Powinniśmy wyrzucić też złość na siebie,za to ,że pozwalaliśmy się
                  krzywdzić,że sami swoimi myślami i negatywnymi sądami o swojej osobie się
                  krzywdziliśmy.
                  Jeśli poczujemy już,że udało się nam rozprawić ze wszystkimi zalegającymi
                  emocjami i ich pozbyliśmy się,to wtedy możemy symbolicznie dokonać
                  spalenia tego spisu pretensji.
                  Wrzucając do ognia, poszczególne kartki, możemy mówić wtedy;
                  wybaczam Ci (mamo,tato,Janie,)wszystkie twoje zachowania.(podać co to
                  było_).......które sprawiły mi ból i które mnie krzywdziły.Na końcu trzeba
                  wybaczyć sobie.
                  Takie symboliczne wybaczenie jest ważne dla naszej podświadomości.
                  • arfeniks uzupełnienie 08.08.10, 12:02
                    Poznanie i wydobycie na światło dzienne, swoich uczuć,okazanie szacunku i
                    akceptacji swoim uczuciom, poprzez przyznanie sobie prawa do ich
                    odczuwania i wyrażania,to nic innego, jak właśnie ta rada z tych "mądrych"
                    poradników ezoteryczno-psychologicznych,które ją wprawdzie dają,ale żaden
                    nie tłumaczy jak to osiągnąć.
                    Ta rada brzmi; :"Pokochaj siebie taką jaką jesteś".
                    Może to osiągnąć tylko człowiek,który potrafi rozpoznać swoje
                    uczucia,nazwać je i wyrazić,zamiast im zaprzeczać lub je tłumić.
                    • lemonzest Re: uzupełnienie 08.08.10, 15:29
                      Dziekuje Arfeniks. Jak bylam w Polsce to chodzilam czesto na
                      aerobik, basen, bardzo to lubilam. Tutaj chwilowo nie mam takich
                      mozliwosci ale za kilka tygodni wracam do Polski wiec na pewno do
                      tego wroce.
                      Tak mi sie wlasnie wydaje, ze w obecnym stanie nie
                      moge 'przyciagnac' do siebie odpowiedniego partnera i powinnam sie
                      skupic na sobie. W pracy w Polsce mam kolege, ktoremu sie podobam,
                      ale on wlasnie jest dosc niesmialy, troche zakompleksiony chyba. W
                      ogole mi sie nie podoba, ale nie potrafi tego zrozumiec. Wciaz
                      wysyla mi maile z propozycjami spotkania, na poczatku odmawialam
                      grzecznie a potem przestalam na nie reagowac. Jednak nawet tu w
                      Kanadzie dostalam od niego maile, nie odpowiadam na nie. Jego
                      zainteresowanie jeszcze bardziej mnie przygnebia bo jest zupelnym
                      przeciwienstwem partera z ktorym czulabym sie dobrze, czuje sie
                      osaczona.
                      Myslalam o jakiejs terapii po powrocie ale wiem, ze na pewno nie
                      bylabym w stanie uczesticzyc w jakiejs terapii grupowej i opowiadac
                      o sobie przy innnych ludziach. Mam wlasnie jakies wielkie poczucie
                      winy w sobie, nawet jak bylam u tej pani psycholog to meczylam sie
                      dlugo zanim opowiedzialam jej cokolwiek, ona chciala mi pomoc i np.
                      pytala czy kogos oszukalam, skrzywdzilam itd. a potem jak jej
                      opowiedzialam to powiedziala, ze to mnie oszukano. wiec nie wiem
                      dlaczego mam to poczucie winy.
                      Poki co skasowalam wszystkie kontakty, numery, stare maile,smsmy z
                      przeszlosci, do ktorch wracalam i sie nimi sama zameczalam.
                      Poza tym dreczy mnie jeszcze jedna sprawa, mam kontakt z moim
                      pierwszym chlopakiem, niby mielismy sie przyjaznic ale nie wiem czy
                      to jest dobry pomysl, on niby pisze do mnie maile, w pewien sposob
                      jest mi dzieki temu latwiej ale on ma juz kogos wiec wg mnie te
                      kontakty sa jakies dziwne.Oczywisice zycze jemu jak najlepiej,
                      naprawde, nie chce chyba czytac w mailach czy jego opisach na gg
                      jego szczegołów zycia osobistego. Z drugiej strony nie wiem czy
                      jednak chce tracic taka znajomosc.
                      Teraz pracuje w miejscu, w którym spotykam wielu nowych ludzi, musze
                      byc rozmowna, usmiechnieta, 'kontaktowa', z energia. Zaczyna mnie to
                      juz strasznie meczyc, wymaga naprawde wiele energii, czasem wydaje
                      mi sie, ze juz nie wytrzymam tego i ze najchetniej chcialabym miec
                      troche spokoju. Ale musze starac sie, bo mam poczucie, ze ludzie
                      pomysla sobie, ze jestem jakas dziwna.
                      • arfeniks Re: uzupełnienie 08.08.10, 20:17
                        Mówiąc szczerze,to nie bardzo rozumiem powód Twojego przygnębienia z
                        powodu tego,że jakiś chłopak zabiega uporczywie o Twoje względy,
                        nawet jeśli Ci się nie podoba.
                        Zwykle kobietom schlebia,jak mają takich adoratorów.
                        Chyba,że to co robi, można określić jako nękanie,to wtedy zgoda,masz prawo
                        czuć się osaczona.Piszesz jednak,że chłopak jest nieśmiały,więc nie
                        podejrzewam,by się posunął ,aż do tego stopnia.
                        Mówiłaś mu ,że Cię męczą i przeszkadzają jego smsy i e-maile ?
                        Natomiast, co do Twojego byłego ,to uważam,że możecie pozostać
                        przyjaciółmi,ale musisz stanowczo postawić tamę jego ewentualnym
                        zwierzeniom z jego strony .Podtrzymywanie tej znajomości, może też ranić
                        jego dziewczynę i osłabiać ten związek,bo jak to mówią;"stara miłość nie
                        rdzewieje" i chłopak mniej, lub bardziej świadomie, może dążyć do
                        odnowienia tej waszej znajomości.
                        Musisz sama ocenić sutuacje i podjąć decyzję.Ja wierzę,że podejmiesz
                        właściwą,bo jesteś wrażliwą i mądrą dziewczyną.
                        Wracając do pozostałych spraw;doskonale rozumiem,że miałaś duże opory
                        przed otwarciem się i mówieniem o swoich bardzo intymnych sprawach.
                        Jest to całkiem normalne.Jednym osobom przychodzi to łatwiej,a innym jest
                        bardzo trudno.
                        Przełamałaś już trochę swój lęk.Nawet to pisanie na forum,jest też takim
                        przełamaniem.
                        Nawet jak piszesz anonimowo,to towarzyszą temu , podobne uczucia i
                        odpowiedzi zwrotne,które czytasz, działają całkiem podobnie, jakbyś
                        słyszała je, będąc w grupie.
                        Poleciłam psychoterapię w grupie,bo byłaby Ci najbardziej potrzebna.
                        Jeśli masz problem z wyrażaniem negatywnych uczuć,to w kontakcie tylko z
                        subtelną psychoterapeutką ,trudno Ci będzie wydobyć z siebie te
                        uczucia.Trudno też nauczyć się asertywnych zachowań.
                        Natomiast w grupie, zawsze są różne jednostki i uczysz się radzić sobie w
                        sytuacjach konfliktowych,a jednocześnie nie jesteś pozostawiona na pastwę
                        losu, sama sobie,lecz masz wsparcie terapeuty,czy też terapeutów.
                        Odzyskiwanie zdrowia, to przełamywanie różnych lęków i barier,ale nic na
                        siłę.
                        Natomiast to ogromne poczucie winy,które jak mówisz odczuwasz,nie wiem z
                        czego się bierze.Musiałabym dużo więcej o Tobie wiedzieć.Jeśli jak piszesz
                        zostałaś oszukana,to może czujesz się winna tego,że dałaś się oszukać ?
                        Naprawdę nie wiem.
                        Przypuszczam,że ma to swoje źródło w relacjach z Twoimi rodzicami.
                        Myślę, jednak,że w Twoim wypadku, forum nie jest właściwym miejscem ,by
                        o tym pisać. Nie jest też możliwe robienie psychoterapii przez internet,a
                        tylko pewna pomoc i poszerzenie wglądu, w swoje problemy jest możliwe.
                        Jeśli chcesz ,możesz napisać bezpośrednio do mnie.
                        Jeśli w czymś, będę Ci jeszcze mogła pomóc,to chętnie to zrobię.
                        POzdrawiam,
                        • lemonzest Re: uzupełnienie 09.08.10, 03:28
                          Dziekuje:), to pocieszajace ze bede mogla do Ciebie napisac gdybym
                          miala jakies pytanie. Czy jestes psychologiem?
                          Ja poki co staram sie wszystko przemyslec i mam nadzieje ze po
                          powrocie do Warszawy zaczne jakos 'dzialac' bo teraz jestem w tak
                          innym na codzien srodowisku i sytuacji...
                          Co do tego chlopaka to sama nie wiem dlaczego tak mnie denerwuje, to
                          wyjatkowa sytuacja bo oczywiscie normalnie rowniez podoba mi sie,
                          jak ktos mnie 'adoruje'. Ale on jest strasznie dziwny, niby nie robi
                          nic zlego ale strasznie mnie meczy. Nie bede moze opisywala
                          szczegolow ale uwierzcie, ze nie jest to mile. Czy mowilam jemu o
                          tym, ze mi to nie odpowiada? Po prostu odmówilam chyba z 5 razy
                          zaproszenia na kawe czy cos a on dalej pisze maile- nie ma w nich
                          nic zlego, np. jak sie mam w Kanadzie, on byl na wakacjach, co u
                          mnie, pozdrawia. Naprawde jestem na codzien przyjazna osoba i rzadko
                          kiedy kogos nie lubie ale pierwszy raz ktos mnie tak drazni.
                          • arfeniks Re: uzupełnienie 09.08.10, 07:32
                            Pewnie Cię zszokuje to, co powiem teraz,lecz najbardziej denerwują nas
                            ludzie,którzy są podobni do nas.
                            W tych ludziach, widzimy nasze cechy,których najbardziej nie lubimy u
                            siebie i których staramy się u siebie nie widzieć.
                            Jakie to są cechy ,tego nie wiem.
                            Musiałabym Was oboje poznać,by to móc powiedzieć.
                            MOże po prostu denerwuje Cię to,że mu tak zależy,tak zabiega?
                            Tobie też bardzo zależy na byciu w związku i bliskości .
                            MOże to jest ta wspólna cecha?
                            Może też być tak,że chłopak jest rzeczywiscie mocno zaburzony i odczuwasz
                            jakiś rodzaj lęku przed tym ?
                            Jeśli tak bardzo Ci to przeszkadza,to powiedz mu o swoich uczuciach;że Cię
                            męczy i czujesz się przez niego osaczona.

                            Jeśli chodzi o mnie,to mam przygotowanie teoretyczne i doświadczenie
                            praktyczne w psychoterapii.Obecnie, na codzień tym się nie zajmuję.
                            Jestem też trenerem-specjalistą d/s komunikacji interpersonalnej.

                            Ja nie jestem z Warszawy,lecz jeśli TY jesteś i zdecydujesz się na
                            terapię,to polecam Ośrodek Psychoterapii w Rasztowie na
                            ul.Surowieckiego,który ma długoletnią praktykę i prowadzi zarówno
                            psychoterapię indywidualną jak i grupową.
                            Pan Jerzy Pawlik,który kieruje od lat ośrdkiem ,jest jednym z najbardziej
                            znanych i cenionych psychoanalityków w Polsce.
                            POzdrawiam,
    • solaris_38 Re: troche ponarzekam... 08.08.10, 17:14
      gody są walką

      samce ryzykują życie aby zdobyć partnerkę
      samice wybierają tylko niektórych
      na pewno mogłabyś mieć jakichś samców lecz są dla Ciebie za "nisko" i ich nie chcesz

      jeśli mieszkanie w pojedynkę Ci chwilowo nie służy
      zamieszkaj z koleżanką
      lub z nową nieznaną jeszcze współmieszkanką
      może zostaniecie przyjaciółmi
      każdy przyjaciel kiedyś był obcym człowiekiem z którym zetknął nas przypadek

      znalezneinie dobrego samca do rozmnażania się czy nawet do dobrych godów to jak
      pisałam walka

      dawne kobiety to wiedziały

      zostawiły nam w spadku cały asortyment korali obcasów przepisów kucharskich
      tańców trzepotów rzęs

      dawniej w polowaniu na samca uczestniczyła cała rodzina :)

      i teraz jest to polowanie

      i to nie jest upokarzające tylko to jest wyzwanie

      zatem zastanów się jak ty chcesz polować

      internet jest tak wielki ze spotkasz tam wszystko także niezliczone masy
      frustratów którzy dobrze wiedza że kobiety chcą się oddawać
      i tak bardzo że nawet nie patrzą komu
      i potem tęsknią za kimś o kim nawet nie wiedzą kim jest
      bo jak by wiedziały
      to by go nie chciałaby

      szukaj walcz bądź odważna aktywna i pomysłowa

      a przede wszystkim pokochaj polowanie

      to coś jak życiowe wyzwanie

      !!


      :)
      • lemonzest Re: troche ponarzekam... 08.08.10, 17:43
        Mieszkam z przyjaciólką:), mialam raczej na mysli to, ze jak ona
        np.wyjezdza na jakis czas to nie lubie byc sama...
        • solaris_38 Re: troche ponarzekam... 09.08.10, 12:16
          wiele rzeczy można i trzeba zrobić tylko samemu
          jeśli nie lubisz nawet tej odrobiny samotności to znaczy ze czegoś unikasz
          no rozwoju
          • arfeniks Re: troche ponarzekam... 10.08.10, 09:50
            To prawda.Wiele problemów możemy rozwiązać sami.Nikt ich za nas nie
            rozwiąże.
            Najpierw musimy chcieć to zrobić.
            Czasami wolimy za swoje problemy oskarżać innych.( i wszyscy w jakimś
            stopniu to robimy).
            Jednak, jeśli ktoś ma rzeczywiste problemy,to musi skorzystać z pomocy,bo
            gdy będzie próbował sam to zrobić,to to będzie wyglądało mniej więcej
            tak;jakby jakaś kobieta,nie mając lusterka, próbowała sobie poprawić
            całkiem rozmazany makijaż.
            To drugi człowiek jest dla nas takim lustrem,w którym możemy się zobaczyć.
            Teraz, od wiedzy,umiejętności i wrażliwości tego człowieka zależy, czy
            jest wiernym lustrem,czy też widzimy swój obraz zniekształcony,albo wręcz
            fałszywy.
            Strach i obawa przed otwarciem się jest całkiem naturalna.
            Mamy prawo się bać,że nas ktoś skrzywdzi i negatywnie oceni.
            Ten strach jest tym większy,im ktoś ma gorsze mniemanie o sobie.
            Taka osoba, sama jest dla siebie, bardzo surowym sędzią i boi się,że inni
            też tak samo, ją oceniają.Sama sobie, stawia też bardzo wygórowane
            wymagania wobec siebie.Boi się,że nie jest ideałem,którym chce być.

            Wielu ludzi, mając swoje problemy ,kieruje się na drogę tzw.rozwoju
            duchowego i zaczyna zajmować ezoteryką.
            Jest to najprostsza droga ,by zejść na manowce.
            Owszem,ezoteryka może być pomocna i rozwijająca,lecz tylko nielicznym
            udaje się rozwiązać tą drogą problemy.
            Najczęściej, tacy ludzie zaprzeczają swoim problemom i ezoteryka jest dla
            nich ucieczką od ich rozwiązania.
            Jak człowiek może rozwiąząć swoje problemy,jeśli nie widzi,że je ma ?
            U pacjentów ,którzy poddają się terapii, występuje też opór przed
            leczeniem.Taki opór, też występuje u wszystkich.
            Ktoś zapyta;jak to jest możliwe,że ktoś nie chce się wyleczyć ?
            Taki sam opór występuje ze strony nabliższej
            rodziny ;męża,żony,rodziców,dzieci.
            Czy te osoby też nam źle życzą?
            Nie,tylko wszyscy mają wobec nas określone oczekiwania,byśmy zachowywali
            się tak,a nie inaczej.
            Gdy zdrowiejący człowiek uczy się nowych zachowań,to burzy w ten sposób
            stary porządek w rodzinie,a to zwykle budzi sprzeciw.
            Terapia ,jak każde leczenie, nie jest procesem łatwym i przyjemnym,lecz
            jak każde leczenie, czasami jest bolesna i trudna.
            Czy wobec tego powinniśmy z niego rezygnować ?
            Na to pytanie, każdy musi odpowiedzieć sobie sam,bo każdy ponosi za swoje
            życie odpowiedzialność.
            Masz rację,nikt inny nie rozwiąże za nas, naszych problemów.
            • lemonzest Re: troche ponarzekam... 10.08.10, 23:59
              Ja bardzo chce rozwiazac swoje problemy bo chce byc szczesliwa i
              chce zmienic swoj obecny stan ducha. Wiem tez, ze samej jest mi
              trudno to zrobic, np. do wielu rzeczy sie zmuszam, biore na siebie
              duzo obowiazkow, zajec, wyzwan, nie mam na nie ochoty ale mam
              wrazenie, ze powinnam bo moze w efekcie mi to pomoze i wyjdzie mi na
              dobre.
              Wydaje mi sie, ze mam strasznie trudny charakter i dziwny.
              Zgadzam sie w zupelnosci i widze po sobie, ze nie lubie u innych
              cech, których nie lubie u siebie. Jak np. umowie sie z mezczyzna,
              ktory jest wrazliwy, spokojny itd. to strasznie sie mecze w takim
              towarzystwie, wrecz przygnebia mnie takie spotkanie. Wiec pewnie na
              zasadzie przeciwienstw szukam kogos silnego, bo sama postrzegam sie
              jako slaba osobe.
              • arfeniks Re: troche ponarzekam... 11.08.10, 06:02
                Przede wszystkim przestań się ciągle oceniać.
                Znowu, w tym co piszesz, zawierasz ocenę,że masz trudny charakter.
                Jesteś jaka jesteś i tyle i masz prawo taka być.
                To,że jesteś wrażliwa,to przecież ogromna Twoja zaleta,a nie wada !
                Jeśli uda Ci się dostrzec i wyzwolić u siebie, tę Twoją agresywną
                stronę,którą obecnie tłumisz,to wtedy przestaniesz za wszystko obwiniać
                siebie.
                Poprawi się Twoje samopoczucie i przestaniesz patrzyć na siebie, jako na
                osobę zbyt wrażliwą,bo dostrzeżesz,że masz też inne strony i cechy swojej
                osobowości.
                Teraz, te agresywne uczucia kierujesz na siebie,zamiast na zewnątrz.
              • arfeniks Re: troche ponarzekam... 11.08.10, 08:17
                Taka postawa jak Twoja, ma zwykle swoje źródło we wczesnym dzieciństwie i
                powstaje w relacji z matką.
                Niemowle lub małe dziecko,często płacze,przyzywa matkę,która zaspokaja
                wszystkie jego potrzeby w tym okresie.Zdarza się,że matka z jakiegoś
                powodu nie przychodzi na jego wezwanie.Wtedy dziecko czuje strach,
                bezradność,ale też wściekłość na matkę.Boi sie jednak ,że jeśli będzie
                złościć się na nią,to straci ją, co zagraża jego istnieniu.(Matka w tym
                okresie jest niezbędna do istnienia dziecka).Tłumi więc swoja wściekłość i
                zaczyna idealizować obraz matki.Dziecku trudno jest myśleć,że
                najważniejsza osoba w jego życiu jest zła.Woli myśleć o sobie,że to ono
                jest złe.
                Taki sposób myślenia się utrwala i często w dorosłym już życiu,nadal
                idealizujemy swój obraz rodziców,a obwiniamy siebie za wszystko.
                Zarówno brak miłości i zainteresowania ze strony rodziców,jak i ich
                nadmierna opiekuńczość może nas boleć i budzić naszą złość.
                Gdy rodzice nas nie kochają ,a raczej gdy nie umieją tego okazać, czujemy
                się opuszczeni,niepotrzebni,bezwartościowi.
                Jednak, gdy okazują nam nadmierne zainteresowanie,nadopiekuńczość też nas
                to złości i też możemy mieć uczucie bezwartościowości,bo wtedy nie czujemy
                się podmiotem,a bardziej przedmiotem ich uczuć.
                Często tacy rodzice chcą rozwiązywać za nas nasze problemy,udzielają
                dobrych rad,gdy z nich nie korzystamy się obrażają,lub mówią ;"a nie
                mówiłem",gdy się potwierdzą ich obawy.
                Moga też uprawiać wobec nas jakiś rodzaj szantażu emocjonalnego-mniej lub
                więcej zakamuflowanego.np.-poczynając np. od powiedzenia" gdy nie dzwonisz
                bardzo się martwię czy Ci coś się nie stało",
                aż do: "gdy nie przyjedziesz na święta do domu,zepsujesz nam całe święta".
                Mogą też nadmiernie absorbować nas swoimi sprawami.
                To wszystko powoduje,że mamy uczucie ,że nie mamy prawa do własnego
                życia,bo rodzice chcą żyć naszym.
                Jednocześnie mamy poczucie ,że przecież rodzice nas bardzo kochają i nie
                chcemy okazać sie wyrodnym dzieckiem.
                Tak więc, najczęściej uczucia jakie żywimy do rodziców, są abiwalentne.
                Musimy nauczyć się je rozpoznawać,dopuścić do siebie i nauczyć wyrażać.
                Wtedy, staniemy się dorosłą osobą i nauczymy nawiązywać zdrowe relacje
                również z innymi osobami.
              • arfeniks Re: troche ponarzekam... 11.08.10, 11:37
                Nic nie wiem o Twoich rodzicach i Twoich relacjach z ojcem.
                Może być tak,że sama wybierasz facetów,którzy nie zapewnią Ci uczuć,bo się
                ich boisz ?
                Czy może być tak,że z jednej strony bardzo pragniesz bliskości,a z
                drugiej strony, panicznie się jej boisz ?
                To jest tylko hipoteza,a nie diagnoza.
                • lemonzest Re: troche ponarzekam... 12.08.10, 01:45
                  Strasznie trudno byloby mi opisac i wyjasnic moje relacje z
                  rodzicami. Wiem, ze bardzo mnie kochaja, mam swiadomosc ze zawsze
                  moge na nich liczyc i zawsze mi pomoga chocby nie wiem co, ale sa to
                  tez trudne relacje. Moi rodzice, zwlaszcza mama byli zawsze
                  nadopiekunczy, byli na kazde moje wezwanie zawsze. Reprezentuja
                  raczej typ 'jak nie dzwonisz to sie martwie' i dlugi czas nawet jak
                  juz bylam dorosla i cos robilam to mialam w glowie swiadomosc 'co by
                  powiedzieli na to moi rodzice'. Naprawde nie moge opisac moich
                  relacji z rodzicami bo to zbyt skomlikowane. Ale moze rzeczywisice
                  tu tkwi zrodlo moich problemow?
                  • arfeniks Re: troche ponarzekam... 12.08.10, 07:51
                    Nie musisz ich opisywać,bo i tak drogą internetową nie możemy więcej
                    zrobić.
                    Możesz natomiast przygotować się trochę do terpii, przypominając sobie
                    swoje życie odkąd pamiętasz, w takich aspektach:
                    1.Klimat emocjonalny w Twoim domu,-jakie wrażnia Ci się nasuwają?
                    Czy są one pozytywne,negatywne,mieszane ?Jaką rolę Ty odgrywasz w tym co
                    się dzieje?
                    2.Twoje relacje z matką-czy były oparte na zaufaniu i bliskości?Czy
                    doświadczałaś kontroli?Co zachęcało Cię do niezależności ?
                    3.To samo- w stosunku do ojca.
                    4.Relacje między rodzicami-czy trzymali wspólny front w stosunku do
                    Ciebie ?Czy istniała między nimi rywalizacja ?Kto był Ci bliższy ?
                    5.Jeśli masz rodzeństwo-te same zagadnienia.
                    6.Jakieś inne osoby z rodziny bardzo ważne dla Ciebie ?
                    7.Stosunki i przyjaźnie z rowieśnikami,
                    8.Bliskie związki-jak się Twoi partnerzy zachowywali wobec Ciebie,
                    a jak TY wobec nich.Czy Twoi parnerzy byli zależni od Ciebie,przesadnie
                    Cię kontrolowali,czy wręcz odwrotnie,byli zbyt niezależni i
                    niezaangażowani ?
                    Jakie były Twoje reakcje w stosunku do nich?Kochałaś ich i akceptowałaś
                    czy odczuwałaś wobec nich złość i sprzeciw nawet jeśli nie wyrażałas ich
                    otwarcie ?Czy byłaś uległa i zależna czy odwrotnie ?
                    9.Twoje obecne zachowania-czy wewnątrz siebie czujesz inaczej,niż to
                    wyrażasz na zewnątrz ?Czy pozytywne uczucia pozostają niewyrażone,a
                    wyrażasz krytycyzm,czy też jest odwrotnie- jesteś zadowolona na zewnątrz,a
                    wewnątrz nie ?
                    10.Czy widzisz jakieś zbieżności między Twoimi dorosłymi związkami,a
                    pewnymi elementami relacji jakie miałaś z rodziną jako dziecko ?
                    Czy widzisz jakieś pozostałości tych relacji w stosunku do rodziców ?
                    W jaki sposób oni dochodzili do porozumienia ?

                    Jeśli sobie odpowiesz na te pytania,to zyskasz większą wiedzę na temat
                    swoich związków i pozwoli to też terapeucie szybciej i lepiej zrozumieć i
                    poznać Ciebie i Twoje problemy.
                    To wszystko, co mogłam dla Ciebie zrobić.
                    Będzie mi zawsze miło jeśli zechcesz napisać do mnie i poniformować o
                    swoich dalszych losach.
                    • arfeniks P.S. 12.08.10, 09:14
                      Myślę,że dobrze by było,gdybyś sobie to wszystko napisała,coś jakby formę
                      życiorysu, uwzględniającego te wszystkie aspekty.(nie musisz nieść tego do
                      terapeuty,ale zrób go tak, jakby inni mieli go czytać)
                      Konieczność sformułowania na piśmie i wyrażenia naszych odczuć, zwykle
                      pomaga nam przywołać pewne wspomnienia i ponownie je przeżyć.
                      Pozdrawiam,
                      • lemonzest Re: P.S. 12.08.10, 13:52
                        Bardzo dziekuje Ci za wskazówki.
                        Pozdrowienia:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka