Dodaj do ulubionych

RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI

03.04.04, 13:55
dziewczyny, kolejny wątek :)
powiedzcie, jak wyglądają wasze relacje z bliskimi? np rodzicami, rodzeństwem, znajomymi, przyjaciółmi, facetami... pytam, bo jak się dowiaduję dzięki terapii, relacje z bliskimi mają bardzo duże znaczenie dla naszego odżywiania i wychodzenia z tego.

jeśli chodzi o mnie to: mam dużo takich "kumpelskich" kontaktów z wieloma osobami, duże towarzystwo, częste wyjścia itp. ogólnie jestem lubiana, inicjuję wypady, spotkania, czasem jak dusza towarzystwa wręcz :) przyjaciół mam może 3-4 osoby (co do jednej się waham) - dwie przyjaciółki (obie z anoreksją), jeden były chłopak i drugi po prostu przyjaciel :)
ale z każdym z nich nie bardzo mogę pogadać o problemach - znamy się wszyscy ze znajomymi z takiej imprezowej strony, razem na ogół pijemy piwo, a nie jemy, więc nikt nawet nie wpadłby na to że coś jest nie tak, bo po prostu nie znamy swoich nawyków jedzeniowych... nie mamy też zwyczaju np. chodzenia na pizzę czy obiad - to też niedobrze, bo takim osobom jak my potrzeba takich zdrowych skojarzeń jedzenia: z radością, spotkaniem w gronie bliskich itp... a mnie jedzenie przy innych krępuje...

co do rodziny to najbliższe kontakty mam z mamą, ale nie mówię jej o wszystkim, o jedzeniu też nie.
z bratem trzymam się nieźle, razem imprezujemy, ale też nie rozmawiamy o powaznych rzeczach - raczej rzadko.
ojciec niby ok, ale od pewnego czasu jest dla mnie kimś zupełnie neutralnym.

widzę po tym wszystkim, i po tej terapii która tak wiele mnie uczy, że kontakty z innymi ludźmi są BARDZO ważne. np. świadomość, że mozna się komuś wygadać, wyżalić. ja nie bardzo mam komu. czasem chcę czymś się z innymi podzielić, ale hamuję się bo "a co sobie pomyśli" albo "wstyd mi" albo "nie zrozumie". przez to bardzo dużo piszę - w internecie i dla siebie. no i jem.
nawet przyjaciółki anorektyczki nie rozumieją mnie, choć znają mój problem - one patrzą na jedzenie zupełnie inaczej :) wszystkie trzy potrzebujemy pomocy :) - one przynajmniej mają siebie nawzajem - łączy je jedno zaburzenie. a ja...


ciągle boję się okazywać uczucia innym, a moje znajomości z większoscią ludzi są bardzo płytkie. boję się komuś zaufać, wiele razy już się sparzyłam.
przez to gryzę się z moim problemem, zamiast po prostu komuś się zwierzyc. niestety przez lata wyrobiłam sobie etykietkę imprezowej, szalonej, wesołej, pogodnej i lekko pokręconej kumpelki, więc teraz jakbym nagle wyskoczyła z poważnym tematem rozmowy to... aż się boję :)
nie wiem dlaczego się boję.

powiedzcie, jak jest u was?

i PISZCIE, BO BOJĘ SIĘ ŻE TO FORUM UMIERA!
ALBO ŻE WSZYSTKIE JUŻ WYZDROWIAŁYŚCIE I TYLKO JA ZOSTAŁAM :)))

Obserwuj wątek
    • annaa3 Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 03.04.04, 18:40
      No ja do wyzdrowienia to mam bliżej niż dalej :-))Co do uczuć , i relacji z
      moją rodzinką to już się uporałam w większej części na terapii. Ale zachowania
      których się wyuczyłam w domu, nadal są we mnie, i nie umiem ich zmienić.
      Kontakt bliski z drugą osobą, jest nie możliwy, bo zachowuje się jak
      wygłodniałe dziecko, najpierw chce dużo , dużo, a potem się wycofuje, bo już
      się przejadłam. Takie kompulsywne :-)).Przyjaciół też mam, nie jestm osobą
      która rozkręca impreze jest w centrum, chyba że w grupie którą dobrze znam.
      Genralnie przez moją niską samoocenę to jest szarą mychą. Przyjaciele wiedzą
      dużo, ale nie dokońca, chyba wybrałam sobie takie osoby, które nie chcą
      wiedzieć więcej, a mi to odpowiada, temat bulimi ,kompulsów, bardzo żadko się
      pojawia. Ale może to , i dobrze bo mówię o tym co mnie boli, a nie o tym jak to
      się objawia, chociaż o tym też chciałabym powiedzieć, a szczególnie teraz , ale
      się wstydzę.Po za tym mają swoje życie, zdają maturę, ja nie, i nie chce ich
      martwić. I jeszcze jeden zawód miłosny, znaczy przy moim zachowaniu to zawsze
      się tak skończy, zresztą kończe bo bez ładu , i składu :-)) pozdrawiam
    • negritha Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 07.04.04, 21:24
      U mnie jedną z przyczyn dla której zaczęłam się odchudzać była krytyka i
      zachęta mamy. Nie musiałam się tak naprawdę odchudzać. Ważyłam 63 kg na 176 cm
      czyli mniej niż teraz :-| Jednak moja mama całe życie się odchudzała, nigdy nie
      była naprawde szczupła i zachwycała się moimi koleżankami z niedowagą. Zawsze
      kiedy jadłam słodycze krzyczała na mnie że będę gruba itd, że już _dobrze_
      wyglądam. Nie pozwalała mi jeść słodyczy (tylko okazjonalnie mogłam), wiec cale
      dziecinstwo kupowalam potajemnie duże ilości batonów i ciastek na wagę i jadłam
      w ukryciu. Teraz widzę że od takich niewinnych dosc numerow strasznie nauczylam
      sie klamac i mowic polprawde.
      Moj ojciec to skolei druga skrajnosc. Kupowal bardzo czesto duze ilosci
      slodyczy wbrew mojej mamie. Odkad pamietam klocili sie w zasadzie tylko o to.
      Ojciec kupowal mi kazde ciastka, cukierki i w dowolnych ilosciach. Przynosil mi
      paczki na sniadanie i slodkie bulki. Mama strasznie sie o to denerwowala,
      mowila że to nienormalne, że normalny człowiek zjada 1 cukierek w tygodniu itp.
      Wiec do perfekcji opanowalam skradanie sie do kuchni i napychanie wszyskich
      kieszeni a potem szybkie jedzenie w pokoju. Co najlepsze dzis rowniez kupuje
      potajemnie slodycze, wynosze po cichu z kuchni nalesniki, osobno dzem, serki
      jogurty, a zeby bylo latwiej po prostu wracajac do domu zachodze do sklepu i
      kupuje rzecz ktore latwo po cichu jesc... Kiedys balam sie po prostu 'co powie
      moja mama jak sie dowie' a dzis po prostu sie wstydze i nie chce slyszec
      zadnych komentarzy na ten temat... Wbrew pozorom mama jest osoba ktora okazuje
      mi duzo milosci ale bardzo ciezko mi znosic dezaprobate z jej strony... Tata
      zawsze byl troche obok. Ani z mama ani z tata nigdy nie rozmawialam o swoich
      problemach.
      Z przyjaciolmi tez rzadko rozmawiam o problamach. Nie nauczylam sie mowic o tym
      co mnie gryzie, bo czesto zanim zdazylam sobie uswiadomic co jest nie tak, juz
      pociaszalam sie jedzeniem.. 2 osoby wiedza o problemie, ale nie zwierzam sie im
      na biezaco, bo nie lubie absorbowac innych swoja osoba.
      Z bratem jak z bratem ;-) Bez klotni, wspolne gusta w muzyce, kiedys byli
      wspolni znajomi, ale w wakacje ozenil sie i przeprowadzil. Jestesmy dosc
      zwiazani. On byl jedyna osoba z ktora dzielilam sie lupem, czyli slodyczami ;-)
      Ale zawsze mnie przerazalo ze on juz nie chce, a ja dalej i dalej moglam jesc...
      Nigdy ze soba powaznie nie rozmawialismy.
      Jest jeszcze moj chlopak. Rozmawiam z nim o wszystkim poza problemem z
      jedzeniem. Tzn wie ze mam problem, ale nie wie jaki, wiec mysli ze po prostu
      jakies niewytlumaczalne fanaberie ;-) Zawsze pyta sie o powód mojego doła,
      dlaczego jest mi źle. Ja zawsze mam taką samą odpowiedż: tak bez powodu...
    • vitta Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 08.04.04, 21:29
      No hej dziewczęta!
      Tak na początek napiszę o relacji z moim narzeczonym-on wie,że miałam i miewam
      nadal problemy,przyzwyczaił się już do tego,że jem więcej od niego;).Na
      początku podobnie jak chłopak Negrity traktował to jak fanaberie panienek,teraz
      myślę,że się trochę oswoił-nasze relacje są b.dobre,b.naturalne,wie o mnie
      b.dużo.Kiedyś mu tłumaczyłam,że jest takie forum, że to się nazywa kompulsywne
      jedzenie,a on na to "co?konwulsyjne jedzenie?!"...Z ojcem mam relację raczej
      neutralną-zauważyłam,że wiele z nas tak ma.Kochamy się,ale nie zna mnie
      dobrze,wiem,że zawsze starał się zapewnic mi i bratu wszystko w sensie
      materialnym,ale np.nie znał imion naszych przyjaciól czy nauczycieli.Z bratem
      jesteśmy bardzo blisko,rozmawiamy na wiele tematów,w tym osobistych lub nawet
      intymnych,choć nie jest to może szczerość 100%.No i mama na koniec rodzinki-
      najsilniejsza relacja,ambiwalentna,miłość i nienawiść.Jest to temat na osobny
      wątek,a nawet na bloga;).Z jednej strony wiem,że bardzo mnie kocha,a zdrugiej
      jest bardzo wymagająca,krytyczna,chwiejna emocjonalnie i złośliwa-ona najlepiej
      wie,jak mnie zranić i mimo całej mojej miłości pewnych rzeczy nie potrafię jej
      zapomnieć.Jej surowość,wysokie wymagania i dążenie do kontroli nade mną
      nauczyły mnie niestety kłamać,nawet bez potrzeby i trudno mi jest z tym
      walczyć.Mam kilkoro zaufanych przyjaciół,z którymi rozmawiam o wielu rzeczach,o
      problemach z żarciem też.To tyle na razie,bo się rozpisałam.Pzdr.
      • be81 Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 19.04.04, 13:47
        Ciekawy i ważny temat.. U mnie relacje z bliskimi podobnie jak u Horlyy-
        uogolniając-znajmosci kumpelskie ale raczej wszystko hmm płytkie. Mieszkam
        obecnie w innym miescie(i chcę tu jednak mieszkać) a w miejscu skąd pochodzę
        została rodzina,dawni przyjaciele.
        Przyjaciele Ci, ktorych znam najdłużej- oni gdzieś tam, ja tu.. jak z nimi
        rozmawiam wiem,że mają swoje sprawy, nie mogę(nie chcę?) pogadać o wielu
        problemach , poza mamą nie potrafię się przy kims rozpłakać.Wszystko raczej
        kręci się wokół atmosfery żartów, smiechów, zabawy..Cieszę się ,że jednak nadal
        mamy ze sobą dobry kontakt.
        Znajomosci net- tu się chyba najbardziej otworzyłam , własciwe poznalam
        wszystkich potem w realu z gg a z czasem większość kontaktow się urwałA.( tez
        z mojej winy i niechęci do spotkan)Jest osoba ktorej się zwierzałam z wielu
        rzeczy lecz jak się spotykamy wiza vi to juz nie potrafimy tak szczerze
        rozmawiać. Teraz nie wystarczają mi takie znajomości typu "tylko klikanie na gg"
        Faceci- hmm raczej atmosfera flirtów, no więc tez się urwało wszystko.Jak
        miałam te swoje "fazy jedz "wolałam zostać w domu niż umowić się na randkę.
        Ostatni rok kręci się wokół myśli o byłym, który przez poprzedni rok był mi
        najbliższy w tym miescie.Sypnęło się i boli do dzis.Nie mamy w ogole juz
        kontaktu.
        Obecnie zauważyłam ,że coraz mniej ludzi poznaję..Na osiedlu anonimowość, duże
        miasto.. Chcę to bardzo zmienić, nie wiem jeszcze jak , nie wiem gdzie..
        o własnie dostałam sms od znajomej.... papa, jakoś to będzie:)
    • mostena Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 13.09.04, 16:14
      Rodzice: ojca nie znosze, denerwuje mnie w nim chyba wszystko; nie chce z nim
      utrzymywac kontaktu, jestem do tego zmuszona (pieniadze...), jest mi w sumie
      dosc przykro, ze to tak wyglada - on ostatnio powiedzial, ze sie stara, pomaga
      mu w tym jego dziewczyna (ktora zreszta b.lubie); moze i sie stara, ale ja nie
      jestem w stanie sie przelamac i nawet nie chce! jezeli kogos nie lubie, irytuje
      mnie ta osoba, nie sprawia mi przyjemnosci przebywanie z nia (to wszystko
      eufemizmy; tak naprawde jest gorzej, placze w trakcie lub po kazdym spotkaniu
      itp) - to zrywam kontakt! A w tym wypadku, wiadomo - nie moge... ;(((

      Mama - trudno powiedziec. Mam do niej zal o wiele rzeczy, stracila ostatnio
      duzo w moich oczach. Czuje sie teraz madrzejsza, ba! lepsza od niej. Poza tym
      nigdy nie przytulala, nie okazywala uczuc... ja jej nigdy nie powiedzialam, ze
      ja kocham, nie nauczyla mnie tego. Teraz od jakiegos czasu - 3,4 lata -
      przytulamy sie czasem, ale ja nie zawsze chce, poza tym byly miedzy nami
      straszne klotnie i nie wiem, czy to sie da jeszcze wyprostowac. Troche mi
      zalezy (na ojcu wcale), ale nie bede sie starac na sile, to nie ma sensu...

      Przyjazn - mam jedna przyjaciolke, z ktora chodzilam do klasy w podstawowce i
      liceum; mialysmy rozne okresy, walki, nienawisci, rywalizacji. Wiekszosc, chyba
      wszystko, co zle wychodzilo ode mnie, bylam o nia piekielnie zazdrosna - o to,
      ze szczupla, wysoka, ladna, oryginalna; ma duzo 'pierdol' jakie lubia
      dziewczynki - fajne pisaki, dlugopisy, przybory do malowania; jesli ja mialam
      cos fajnego i moglam sie tym chwalic, ona prosila rodzicow i na drugi dzien
      miala to samo. Mialysmy b.podobna sytuacje materialna (ona teraz jest bardzo
      bogata, ja wiecznie nie mam pieniedzy), powyzej przecietnej, ale moj ojciec byl
      skapy i... bo ja wiem... nigdy sie nie interesowal naszymi zajeciami itp.
      Pamietam jak chodzilysmy z ta przyjaciolka i naszymi bracmi na karate - oni od
      razu, jak wiekszosc dzieci, dostali kimona, my cwiczylismy w spodenkach i
      koszulkach... Brzmi to strasznie materialnie, ale chodzi o to, ze moi rodzice
      naprawde malo o nas dbali w tym zakresie! Ojciec potrafil sobie kupic potwornie
      drogi samochod, a ja jezdzilam na ferie na najtansze obozy, na ktorych wylam,
      bylam nieakceptowana, zawsze bylo potwornie! Ech... No ale z przyjaciolka
      wyszlysmy na prosta. Pamietam, jak w podstawowce ona mowila, ze nie ma
      przyjaciolki, ze jestem tylko kolezanka (nie dziwie sie jej swoja droga;)), a
      ja zaciskalam zeby i myslalam 'ale TY moja przyjaciolka jestes, i ja bede twoja
      zobaczysz'. I tak jest. Rozumiemy sie doskonale, ufamy sobie, mozemy na sobie
      absolutnie polegac. Ona jest najwazniejszym czlowiekiem w moim zyciu, bez
      zadnych watpliwosci.

      Druga przyjaciolka - 'doszla' do mnie i tej powyzej w liceum, chodzilysmy razem
      do klasy. Spotykamy sie w trojke bardzo czesto, lubimy sie bardzo; ale jeszcze
      nie rozumiemy tak dobrze. My ja szczerze mowiac troche 'wychowujemy' i jej sie
      to podoba - teraz dzieki nam duzo czyta, slucha muzyki innej niz
      typowa 'rabanka', chodzi do teatrow itp. Wlasnie kupila sobie komputer (my dwie
      jestesmy maniaczkami internetu;)) i mam nadzieje, ze nie trafi na to forum...

      Znajomi - dwaj kumple z klasy, dwie kolezanki - wszyscy z w/w sie znaja,
      spotykamy sie jesli tylko jestem w moim miescie, robimy 'imprezy' na dzialce
      jednego z kumpli. Jest sympatycznie. Po prostu.

      W zeszlym roku wyjechalam na studia do innego miasta, nie znalam tam nikogo. Z
      ludzi na mojej uczelni polubilam tylko jedna dziewczyne, taka dosc 'silna' ale
      z drugiej strony malo rozrywkowa, przebojowa. Niedawno dzwonilam do niej, moze
      bedziemy utrzymywac kontakt - coz, ja do tego miasta raczej nie wroce. No i
      znajomi z internetu - wlasciwie tylko z nimi spotykalam sie gdzies na piwie,
      kilka naprawde fajnych osob.

      Mam wrazenie, ze ta moja najlepsza przyjaciolka ma na swoich studiach
      (prywatne, w Warszawie) o niebo ciekawsze towarzystwo, moze jak wroce do Polski
      poznam ich lepiej. Sama zreszta szykuje sie na ciekawe studium, zobaczymy co z
      tego wyjdzie. Znow miasto, w ktorym nie mam nikogo - no, prawie, bo tam mieszka
      chlopak, ktorego tez poznalam przez internet i na znajomosci z ktorym bardzo,
      ale to bardzo mi zalezy. Tylko, ze coz, jeszcze nie wiem jak to bedzie;-/ Ale z
      paru rzeczy wynika, ze chyba dobrze...
      • rumiankowa Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 14.09.04, 14:10
        mostena napisała:

        > Mam wrazenie, ze ta moja najlepsza przyjaciolka ma na swoich studiach
        > (prywatne, w Warszawie) o niebo ciekawsze towarzystwo (..)

        Tak jak kiedys miala 'zawsze lepsze' piorniki i stroj na karate? ;)
        Czasem po prostu krecimy sie w kolko wciaz patrzac jak inni maja "lepiej". B.
        prawdopodobne, ze gdyby Was zamienic rolami i to Ty bylabys z tymi ludzmi na
        studiach to wcale nie wydawaliby Ci sie tacy fajniejsi.
        • mostena Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 14.09.04, 18:59
          Caly dzien dzis o tym mysle, i za kazdym razem sie czerwienie po korzonki
          wlosow.

          Pewnie... krece sie troche... juz nie tak bardzo, jak kiedys - teraz np ja mam
          super, i bede tak miec - mam nadzieje przez najblizszy rok, a moze i pozniej. I
          zdaje sobie z tego sprawe.

          Ale z drugiej strony jestem straszna materialistka. To jedna z najbardziej
          znienawidzonych przez mnie cech mojego ojca, a ja sama ja mam;( Do tego jestem
          tak jak on chciwa - byle miec wiecej, wiecej; a z drugiej strony piekielnie
          rozrzutna - pieniadze mi sie koncza sama nie wiem kiedy, rozwalam je na prawo i
          lewo. Dzielic sie nie lubie, a lubie dawac prezenty. Dziwne, prawda? Nie lubie,
          gdy ktos sobie czegos ode mnie zyczy, i ja musze dac, ale tak sama 'z wlasnej
          woli' bardzo lubie. Bo chce sie czuc lepsza, taka dobra, laskawa...

          £$%&^%$£&^%!!! (tu brzydkie slowa) Czy wszystko, co robie, nawet to niby dobre,
          musi wynikac z jakichs niskich pobudek? :((((

          A co do tych studiow jeszcze: no, bede sie tlumaczyc, ale co tam. Moje sa
          takie 'konkretne', trzeba miec te wlasnie pasje, zeby na nie sie chocby dostac,
          trzeba juz jakichs tam umiejetnosci. Praktycznie wszyscy z mojego roku maja
          tylko te pasje, nic wiecej. A ze to kierunek malo 'intelektualny', to raczej
          nie czytaja ksiazek itd. Jakos nie mialam o czym z nimi pogadac, czym sie
          zajac. Wszyscy interesowali sie tylko tematem studiow. A poznalam ich dobrze
          przez ten rok, bo ten kierunek to tylko ok.30 osob, wszystkie zajecia razem,
          jak klasa w szkole. Ja sama nie jestem tak zamknieta, oczywiscie lubie ten
          przedmiot, zajmuje sie nim nadal, ale mam tez inne zainteresowania.
          U przyjaciolki z kolei studia sa bardziej ogolne i humanistyczne. Do tego
          ma 'szerszy obraz', poznala wiecej ludzi, bo oni sami zapisuja sie na zajecia,
          wiec maja rozne grupy. A poza tym postanowilam cos zmienic, w zwiazku z tym,
          nie siedze tylko i nie sacze jadu.
          No i uwaga, nie mowie, ze ona ma lepiej. Owszem, wiecej okazji do wyjsc itd,
          ale czula sie przez ten pierwszy rok tak samo samotna jak ja. Rozumiem to. Tak
          samo jak rozumiem, ze np jej problemy doluja ja tak samo, jak mnie moje,
          chociaz 'obiektywnie' sa niby mniejsze. Ona tez o tym wie, i gdy np ja
          wyplakiwalam jej sie, gdy mialam powazne klopoty w domu, ona wiedziala, ze moze
          mi sie wyplakac, bo potlukl jej sie wazonik, a ja jej nie wysmieje.
          • rumiankowa Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 15.09.04, 11:37
            mostena napisała:

            > Caly dzien dzis o tym mysle, i za kazdym razem sie czerwienie po korzonki
            > wlosow.

            E.. cos Ty.. nie ma powodu do wstydu :) Wszystko co ludzkie.. itd...

            > Ale z drugiej strony jestem straszna materialistka. To jedna z najbardziej
            > znienawidzonych przez mnie cech mojego ojca, a ja sama ja mam;(

            Widac sprawdza sie i u Ciebie stara prawda psychologiczna, ze najbardziej w
            innych draznią nas te cechy, ktorych nie akceptujemy u siebie.

            > Do tego jestem
            > tak jak on chciwa - byle miec wiecej, wiecej;

            To tak jak czasem z jedzeniem.. prawda? Taka sie wciaz "nienasycona" czujesz?

            >[prezenty] tak sama 'z wlasnej
            > woli' bardzo lubie. Bo chce sie czuc lepsza, taka dobra, laskawa...
            >
            > £$%&^%$£&^%!!! (tu brzydkie slowa) Czy wszystko, co robie, nawet to
            > niby dobre,
            > musi wynikac z jakichs niskich pobudek? :((((

            Jakich niskich?? Patrzac w ten sposob to wszystko sprowadza sie do egoizmu -
            jesli dajemy prezent, bo cieszy nas czyjas radosc to robimy to i DLA SIEBIE -
            bo nam jest milo, bo chcemy patrzec na tą radosc itd. Nie ma altruizmu bez
            zaspokajania SWOICH wlasnych potrzeb, chcoby potrzeby poczucia sie dobrym
            czlowiekiem. Jedni zdaja sobie z tego sprawe, a inni nie. Lecz coz niskiego
            jest w checi bycia dobrym czlowiekiem...?

            > mi sie wyplakac, bo potlukl jej sie wazonik, a ja jej nie wysmieje.

            Czasem ten "potluczony wazonik" jest kroplą przelewajacą czare goryczy..
    • mostena Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 14.09.04, 14:22
      No tak, napisalam pod innym nickiem. Ech;))
    • hekate6 Re: RELACJE Z BLISKIMI OSOBAMI 23.09.04, 23:38
      W relacjach z rodziną trudno mi znaleźć coś pozytywnego.Ojciec-alkoholik od 5
      lat z nami nie mieszka.Jako taki kontakt mam z nim dopiero od kilku miesięcy.Z
      matką prowadzę wieczną wojnę.Jesteśmy totalnie różne i ona nie potrafi tego
      znieść.Na każdym kroku wypomina mi podobieństwo do ojca.Poza tym muszę być na
      każde jej zawołanie,no i oczywiście powinnam byc doskonała w każdym calu.A ja
      wszystko robię jej na przekór,czasem nawet wtedy gdy tego nie chcę.Siostry
      czasem nienawidzę-jest idealnie chudziutka i śliczna i na kazdym kroku szydzi z
      mojego tłuszczu i okazuje obrzydzenie gdy jem.Już gdy byłam mała miałam za dużo
      ciałka i "dzięki" siostrze zaczęłam odchudzać się w wieku 5 lat(!).
      Mam wielu znajomych,którzy mogliby nawet być przyjaciółmi ale ja nie potrzebuję
      tak bliskich relacji.Z reguły nie ufam ludziom.Jest kilka osób które śą po
      prostu bardzo bliskimi znajomymi i kupa dalszych.Największym przyjacielem jest
      mój chłopak.Choć nawet on nie wie o moim problemie z żarciem(dziwi się tylko
      dlaczego chudńę albo tyję w tak krótkim czasie).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka