Dodaj do ulubionych

Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie.

26.12.10, 17:38
Nie wiem jak to się stało.
Nie wiem czy wszystko pamiętam.

Przed świętami mieliśmy kiepski czas. Sporo do zrobienia, czasu mało. Oboje nerwowi.
Nerwy towarzyszą nam od początku naszej znajomości.
Zawsze łatwo było nas wyprowadzić z równowagi. W czasie narzeczeństwa ciągle ze sobą zrywaliśmy, by po krótkim czasie wrócić.
Uzależniłem się od niej.
Nie wyobrażam sobie życia bez niej.
Potem były studia. Potem pierwsze prace. Małżeństwo.
...i zaczęło być jeszcze gorzej.
Pojawiły się plany kupna mieszkania.
W końcu pojawiło się i mieszkanie.
Wydawało mi się, że teraz będzie z górki, ale tak nie było.
Kłótnie częstsze. Chyba gorsze.
Gorsze, bo Ona zaczęła bardzo mnie poniżać.
Ciągle powtarzała, że to koniec, że chce rozwodu, że mam wypie***ać z tego mieszkania, że mieszkanie zabiera ona...
Żeby zarobić na mieszkanie musiałem parę razy wyjechać z kraju. Pracowałem nielegalnie, więc nie udowodnię, że pieniądze na jego zakup pochodzą ode mnie.
Ona natomiast jest nieźle-zarabiającym urzędnikiem wyższego szczebla administracji państwowej, więc jej dochody są lepiej udokumentowane.
...w każdym bądź razie:
- nie było chyba tygodnia, żebym nie słyszał, że mam się wynosić.
Wcześniej kilka razy pakowałem swoje rzeczy i wyprowadzałem się. Po kilku dniach dzwoniła i wracałem.
Twierdziła, że nie może żyć beze mnie, że jak jest nerwach to mówi różne rzeczy tylko po to by mnie bardziej zdenerwować.
Trochę to rozumiem.
...trochę jednak nie.
Jestem niedawno zmieniłem pracę. Na razie nie zarabiam kokosów. Powiedzmy że moja pensja stanowi około połowy jej zarobków.
Tak, wiem, to odrobinę kiepsko wygląda.
W pracy jestem lubiany i wkrótce będę awansował, z czym wiąże się też lepsza wypłata.
Nie mniej jednak moja wcześniejsza praca to był niewypał.
Dużo by mówić, ale ogólnie za dużo nie zarobiłem, chyba nawet dołożyłem do tego wszystkiego.
Podczas kłótni moja żona argumentuje (taaaaa... argumentuje) że to ona nas utrzymuje, że z mojej pensji byśmy się nie utrzymali (bzdura), że mój ostatni rok to pasmo porażek i tak dalej.
Boli.
Trochę racji ma, ale.... nie całą.
Wcześniejsza praca co prawda niezbyt opłacalna, ale dzięki niej wiele sie nauczyłem, czego owoce zbieram teraz (jestem naprawdę dobry w tym co robię, a szkoleń praktycznie jeszcze nie odbyłem w nowej pracy żadnych).
Obserwuj wątek
    • comamterazzrobic Re: Cz. II. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 17:47
      Jakiś czas temu straciliśmy ciążę. Od tego czasu nie możemy zajść w ciążę.
      Nie wiem jaka przyczyna.
      Ona chodzi po lekarzach i niby wszystko dobrze, ale... jak nie było brzucha tak nie ma.
      W zasadzie to chyba wiem dlaczego nie zachodzi w ciążę.
      - Po tych wszystkich naszych kłopotach namiętność miedzy nami przygasła.
      Ona jest ładną kobietą.
      Fajna figura, piersi, buzia.
      Ja... cóż... 30 lat dawno skończyłem, młodzieńcza sylwetka gdzieś 'uciekła', pojawił się brzuch...
      Brzydki nie jestem, ale trochę gruby.
      Inny mój 'mały problem' to mój 'mały'.
      Otóż.... jest on trochę duży.
      Kiedyś to nie przeszkadzało - namiętność była większe, więc Ona była bardziej gotowa i zgodnie z porzekadłem jak się popieściło to sie i zmieściło.
      Wogóle to niezbyt dobraliśmy się temperamentami.
      Tzn. ja miałem, ona... cóż... jej by starczyło raz na dekadę, albo i rzadziej.
      Teraz staramy się o tego dzieciaka i... nic.
      Problemem jest też jej nieprzygotowanie.
      Otóż moja żona przestała byc tam wilgotna.
      Każda próba poczęcia dziecka to porażka.
      Choćbym się starał. Nic.
      Jakieś nastroje, przytulanie, głaskanie....
      Niby wszystko dobrze, ale wilgoci jak na lekarstwo, a wszelkie żele podobno przeszkadzają w poczęciu.
      Wyobrażacie sobie - kochamy się, a ona nagle zaczyna płakać.
      Bo ją boli.
      Albo kochamy się, niby wszystko ok, a ona nagle zaczyna gadać o praniu, albo o jakimś problemie w pracy. Koniec nastroju.
      Chciałbym mieć z nią dziecko. Naprawdę ją kocham.
      Mimo długich starań i wielu niepowodzeń, Ona nie potrafi określić kiedy ma dni płodne (tak, tak wygląda nasz namiętność - 'zrobimy to dzisiaj')
      • comamterazzrobic Re: Cz. III. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 17:54
        Tak jak pisałem, chodzi po lekarzach, cały czas potem słucham jak to jej było nieprzyjemnie i co jej lekarz robił.
        Ale jak kończy się jej miesiączka i czekamy dni płodnych to ona nie ma pojęcia czy je ma czy też ich nie ma.

        Skłóciła mnie z moja rodziną. Nigdy ich nie szanowała.
        Jakoś tak wyszło, że ciągle coś do kogoś miała.
        Z 2 strony to z jej rodziną też nie żyje (Ona) jakoś tak rewelacyjnie.
        Nienawidzi ojca, ale mam wrażenie, ze cały czas coś robi by mu zaimponować, by zdobyć uznanie w jego oczach.

        Mieszkanie.
        Mieszkanie kupiliśmy do generalnego remontu.
        Troszkę znam się na remontach, ale niewiele. Coś tam potrafię zrobić, ale nie mam do tego narzędzi.
        Podczas remontu sporo pracowałem przy mieszkaniu.
        Nie mieliśmy za bardzo pomysłu na to jak mieszkanie urządzić. Namówiłem żonę na usługi architekta.
        Wzięliśmy świetną architekt. W moje gusta trafiła tak, że kocham to mieszkanie.
        Niestety, w gust mojej żony nie trafiła wogóle.
        Żona cały czas darła z nią (architekt) koty.
        Ciągle sabotowała to co ona proponowała, a nawet jak już coś wspólnie ustalili to żona podczas realizacji zmieniała.
        Niestety, na niekorzyść.
        Mimo to mieszkanie jakoś wygląda, choć ten remont trwa i trwa i trwa.
        • comamterazzrobic Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 18:07
          Ciągle jej coś nie pasuje. Kupiliśmy lodówkę typu no-frost. wszystko było fajnie, lodówka piękna, ale kłopot: jest za głośna.
          Moja zona potrafi rozbeczeć się tylko dlatego że lodówka się włącza!

          Nad naszym mieszkaniem jest puste mieszkanie. Własciciele praktycznie w nim nie bywają.
          Niestety, przyjechali na te święta.
          Razem z małym dzieckiem, które biega po mieszkaniu. Wiadomo jak to dziecko - praktycznie ciągle biega.
          Trochę hałasu jest, ale dowiedziałem sie o nim dopiero gdy żona mi o tym powiedziała.
          W zasadzie zaczęła beczeć a ja nie wiedziałem dlaczego!

          Oboje jesteśmy niepalący.
          Palacze bardzo mi przeszkadzają i chwalę sobie nowe prawo ;-).
          Ale to co wyrabia moja żona to.... sam nei wiem jak to nazwać.
          Mamy sąsiada. Mieszka piętro wyżej (obok tego pustego mieszkania). Czasami chłop sobie wyjdzie na klatkę (jest taki mały zamykany korytarzyk) i tam sobei wykurzy papierosa.
          Cóż. trochę mi przeszkadza, ale wiem tez, że facet rozwiódł się z żoną (albo jest w trakcie rozwodu) i.... w kazdym razie trochę go rozumiem.
          Żona była u niego kilka razy prosząc by nie palił.
          Ostatnio zrobiła mi awanturę, o to dlaczego ja nie pójdą i poproszę go o to by nie palił na klatce.
          Koniec końców spotkałem go kiedyś na klatce i wspomniałem o tym. Dał słowo, ze palił nie będzie. Od tego czasu chyba rzeczywiście nei pali.
          Nie wiem, aż tak mi ten dym nie przeszkadzał.

          żona nienawidzi moich znajomych.
          Ani tych z pracy, ani z tych z moich zajęć 'weekendowych'.
          Nazywa ich pijakami, debilami itd.
          Nigdy nie dała się namówić na jakieś spotkanie, tak by ich poznać.

          Nie jestem osobą zbyt towarzyską. Mam kilku znajomych, i dobrze czuję się w ich obecności, więcej mi nie potrzeba.
          Lubię spędzać czas w moim mieszkaniu. Może dlatego też, że je tak lubię.
          Inna sprawa że nie mam czasu.
          Praca, praca, praca, praca.....
          Żona jest bardziej towarzyska. Też sporo pracuje, ale żeby wyrwać się z tego kieratu zapisała się na jakis kurs tanca (latynoskie solo).
          Chodzi 2, 3 razy w tygodniu. Cieszę się z tego.
          Ja mam trochę spokoju, ona spotyka się z innymi ludźmi. Zażywa trochę ruchu. Posmieje się.

          Niedawno wróciła z tańców około 12.00 w nocy.
          Żeby było jasne - nie podejrzewam jej o zdradę. Jestem pewien jej uczciwości (tak, wiem, taz zwykle piszą rogacze).
          Trochę jej wtaedy zrobiłem scenę zazdrości.
          Oczekiwałem, że po tym powie, ze jest jej przykro, ze dobrze się bawiła, że nei zauwazyła, że czas tak szybko mija....
          • comamterazzrobic Re: Cz. V. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 18:14
            ale nie...
            Ona zaaatakowała. Że nie jest moja własnością, że nie musi się tłumaczyć z tego co robi, z kim i o której wraca.
            Oczywiście było o tym że teraz to tylko rozwód, że ona pozbawi mnie mieszkania, że mam wypiep**ać i tak dalej.
            Trochę mnei to bolało, szcz. że zbliżały się święta i... sami wiecie.
            Jakoś się pogodziliśmy.
            Nawet bylem przekonany, że po tej kłótni to jakoś to będzie. Że przyjdą święta, że spędzimy je razem, że troszkę odbudujemy to co przez ten długi okres kiedy coągle pracujemy popsuło się.
            Nawet mielismy plany - na święta Żona zaprosiła swoich rodziców i krewnych, żeby pochwalić się mieszkaniem. przygotowywaismy się do tej mini prapetówki.
            Czekalismy na narożnik, który miał przyjść przed świętami.
            Tylko jego tak naprawde brakowało w naszym mieszkaniu (brakuje jeszcze wielu rzeczy, ale narożnik bardzo by nam sie przydał).
            Narożnik przyszedł w piątek.
            Wielki. Ale piękny.
            Wybieralismy go długo. Jeździlismy po różnych miastach. W końcu wybralismy.
            Nie obyło się bez angażowania w to Pani architekt, która pojechała z nami i wybrała obicia.
            Narożnik przyszedł w piątek.
            Wielki i ciężki. Ledwo go wnieśliśmy.
            zmontowałem go. wysłałem Żonie mms-a ze zdjęciami
            skomentowała, że trochę jej nie pasuką kolory, ale zgoniła na kiepski aparat w telefonie.
            Kiedy wróciła...
            • comamterazzrobic Re: Cz. VI. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 18:22
              Szał!
              Szaleństwo.
              Płacz!
              Rzucanie szklankami.
              Chciałem ją powtrzymać, ale za bardzo nie dawałem rady.
              Krzyczała.
              Nie chciałem żeby sąsiedzi mieli nas za jakaś patologię.
              Złapałem ją.
              Była jak w amoku.
              Nie wiedziałem co robić.

              ...uderzyłem ją w policzek

              ....na filmach to działa.
              zadziałało.
              jakby sie trochę uspokoiła.

              ale nie trwało to długo.
              Uspokoiła się tylko po to by nabrać oddechu.
              Zaczęła krzyczeć, że jej ciężko zarobione pieniądze, że jej nie pomagam, że mało zarabiam, że to moja wina, że ja ją namówiłem na tą architekt....
              to prawda, moim pomysłem była architekt. ale dlatego, ze wiedziałem że z Żoną niewiele damy rade zrobić.
              W naszym mieszkaniu zażyczyła sobie by mogła urządzić sypialnię.
              Urzadzała.
              Sypialnia wygląda jak nora. Jest paskudna.
              Miała życzenia typpu zrobić a kartongipsu taką baksę (przepraszam za słownictwo, nie jestem na tyle budowlańcem, zeby znam terminologię)., potem ja rozebrać, potem znowu zrobić... i tak kilka razy.
              Ekipa budowlana miała niezly ubaw robiąc przez kilka dni i rozbierajac tą samą konstrukcję.
              Zaczęła wrzeszczeć, żebym się wynosił z tą kanapą, że chce rozwodu, że nei wytrzyma, że zabierze mi mieszkanie....
              Chciałem ją tylko uciszyć.
              zasłoniłem jej usta gdy krzyczała, ppuszczałem gdy przestawała, by mogła nabrać oddechu.
              Ona nadal krzyczała...
              że jestem nikim, żebym się wynosił (wypierda*ał)
              machała rękami, darła mnei pazurami po twarzy
              • comamterazzrobic Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 18:34
                Była jakby oszalała.
                Złapałem ją za ręce.
                Nie pozwalałem się gryźć.
                Gdy mnie drapała, moje paznokcie wbijałem w jej skórę.
                a ona krzyczała
                mówiła takie rzeczy, że...
                uderzyłem ją w twarz ponownie.

                i było gorzej
                to co mówiła....
                nie chciałem jej bić.
                ale nie dałem rady.
                pamiętam, że uderzałem raz po raz po tyłku.
                nie wiem dlaczego.
                pamiętam, ze chciałem ją upokorzyć - tak się bije nieznośne bachory (tak, wiem, nie wolno bić dzieci).
                pamiętam jak powiedziała, że mnei zabije.
                potem pamiętam że złapałem ja za szyję i ścisnąłęm.
                mocno
                i wtedy się przeraziłem.
                doszło do mnie co robię.

                i ona też się przeraziła.

                puściłem ją.
                zadzwoniła do matki.
                kazała jej przyjechać i ją zabrać
                powiedziała:
                - przyjedź po mnie, on mnie pobił.
                Boże... nie wierzylem uszom w to co słyszałem.
                ale tak
                dzis wiem że ją pobiłem
                nie wiem jak do tego doszło.

                Złapała za telefon, powiedziała mi ze dzwoni po policję.
                Zacząłem się przebierać. byłem w samych krótkich spodenkach, nie chciałem zeby mnie tak wyprowadzali.
                i tak dosyć wstydu
                zakładałem spodnie, gdy usłyszałem że dzwoni do architekt
                - niech pani przyjedzie i zobaczy co narobiła. - powiedziała i rozłączyła się.

                Mi powiedziała, ze jestem skończony.
                Że jedzie na obdukcję. Że mnie załatwi., Że mieszkania miał nie będę.
                Zabrała jakies papiery - dokumenty związane z mieszkaniem.
                Wyszła z mieszkania, czkekała na matkę, która już dojeżdzała...

                Zostałem sam w mieszkaniu.
                Chciałem potem popełnić samobójstwo. Ale nie umiałem.
                nie dałem rady.

                Minęły Święta. Spędziłem je sam.
                Tą moją świąteczną samotność uznaję nawet za udaną.
                Tyle spokoju.
                Boże ile spokoju!

                Moja żona zaczynała każdy dzień od narzekania.
                Że wcześnie wstaje, że zmęczona, że lodówka, huczy, że zimno, że ciepło, że deszcz, że wiatr, że.....

                - Co mam zrobić?
                Nienawidzę s*ki, ale kocham ją i nie wyobrażam sobie życia bez niej.
                Ale po tym co zrobiłem....

                Wyłączyłem telefony.
                Z domu praktycznie nei wychodzę od piątku.
                Jak zaszczuty jestem.
                Jutro z rana do pracy. Maska na buzię.

                Ale pomóżcie mi co mam zrobić z żoną!?
                Jak to naprawić, czy jest szansa?
                • to.niemozliwe Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 19:08
                  Nieźle się to czyta, jak skrót 60 odcinków telenoweli....Choc pewnie Ci nie do smiechu.
                  Proponuję jednak isć do psychologa, zaproponowac zonie terapię dla par, dac sobie tak ze 3 miesiace na progres. Ale intensywnie, zeby tych spotkań troche było. Jezeli ona nie chce chodzić - trudno, sam chodź, moze dojdziesz dlaczego z nią jesteś i czy warto.
                  W kwietniu będziesz więcej wiedział co robić dalej.
                  PS
                  To Ty musisz być rozgrywający.
                  • paco_lopez Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 13:47
                    a ja na ten przykład zaleciłbym kopnięcie żony w dupe z całej siły, zabranie swoich zabawek i budowe układanki zycie od początku. nie ma co się stawiać suchej w kroku pani urzedniczce niezaspokojencji. to do niczego nie prowadzi. pani urzednik musi koniecznie spaśc z piedestału, a to jednynie mozliwe przy zaprzestaniu kontaktów z nią a najlepiej sparzyć się z cioteczna szwagierką i przy mozliwej okazji pokazać pani urzędnik oseska. to sie może baba ogarnie. s nowym godom. faktycznie super się czyta. tak powinno to mniej więcej zwykle wyglądać zamiast metafor .
                    • comamterazzrobic Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 14:43
                      Powiem Ci Paco, że Ona tak mi obrzydziła życie, że chyba nie zdecydowałbym się na żaden związek z kobietą (hehe, zaraz ktoś napisze, żebym się związał z facetem).
                      W naszym narzeczeństwie, a później małżeństwie były przepiękne chwile, które sprawiały, że wszystko inne przestawało się liczyć.
                      Ale gdy teraz na to spoglądam to tych pięknych, wspaniałych chwil było ledwie kilka, podczas gdy tych złych naprawdę dużo.
                • leda16 Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 28.12.10, 20:07
                  comamterazzrobic napisał:
                  > Ale pomóżcie mi co mam zrobić z żoną!?
                  > Jak to naprawić, czy jest szansa?

                  Naprawiać? A po cholerę, żebyscie jeszcze niewinnemu dzieciakowi piekło z życia uczynili swoimi ordynarnymi wrzaskami i awanturami? Z Was dwojga żona wydaje mi się bardziej infantylna i niezrównoważona emocjonalnie niz Ty. W dodatku potrzebne jest jej leczenie seksuologiczne. Mieszkania i tak Ci nie odbierze skoro to wspólny dorobek, sąd jak siekierą podzieli na pół i albo Ty ją spłacisz albo ona Ciebie. Poza tym ani w Twoją ani w jej milość nie wierzę. Kto kocha nie krzywdzi. Zapisz się na terapię dla uzależnionych i nie pękaj. Wszak tego kwiata na pół świata. Zamiast rozwrzeszczanego, ordynarnego prymitywa, który najwyraźniej nie liczy się z Twoimi uczuciami i pogardza Tobą, możesz mieć miłą, cichą, spokojną dziewczynę z dużą d..ą, bo tej z dużą gębą nowy frajer pewnie szybko sie nie trafi.
                  • sabinac-0 Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 29.12.10, 10:39
                    leda16 napisała:

                    > możesz mieć miłą, cichą,
                    > spokojną dziewczynę z dużą d..ą,

                    Takie jest wyobrazenie interlokutorki o pragnieniach emocjonalnych mezczyzn. :)
                    • leda16 Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 29.12.10, 20:49
                      A czyz nie są one umiejscowione głównie w dolnej części ich osobowości?
                      • sabinac-0 Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 30.12.10, 20:52
                        leda16 napisała:

                        > A czyz nie są one umiejscowione głównie w dolnej części ich osobowości?

                        Nie mow, ze nie znasz normalnych, porzadnych facetow.
                  • juliaiga Re: Cz. VII. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 14.02.11, 18:34
                    A ja myślałam Leda,że on z Tobą siedzi,poprostu tu Cię szuka he he
          • sabinac-0 Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 12:43
            comamterazzrobic napisał:

            > Moja zona potrafi rozbeczeć się tylko dlatego że lodówka się włącza!

            > Razem z małym dzieckiem, które biega po mieszkaniu. Wiadomo jak to dziecko - pr
            > aktycznie ciągle biega.
            > Trochę hałasu jest, ale dowiedziałem sie o nim dopiero gdy żona mi o tym powied
            > ziała.
            > W zasadzie zaczęła beczeć a ja nie wiedziałem dlaczego!
            >
            > Żona była u niego kilka razy prosząc by nie palił.
            > Ostatnio zrobiła mi awanturę, o to dlaczego ja nie pójdą i poproszę go o to by
            > nie palił na klatce.(...)
            > żona nienawidzi moich znajomych.
            > Ani tych z pracy, ani z tych z moich zajęć 'weekendowych'.
            > Nazywa ich pijakami, debilami itd.
            > Nigdy nie dała się namówić na jakieś spotkanie, tak by ich poznać.
            >
            Wez pod uwage, ze Twoja zona przeszla niedawno poronienie.
            Takie wydarzenie czesto powoduje drazliwosc, separowanie sie, odruchy ucieczki, problemy intymne i napady zlosci u kobiety.
            Dla niej zmarlo dziecko i jest w zalobie. Dla Ciebie i Twoich znajomych stracil sie "brzuch" lub zgola nic.
            Ona gdzies w srodku oczekuje wspolczucia i kondolencji jakie sie daje osieroconej matce, ale wstydzi sie "mazac", ze ja wysmieja lub powiedza ze "sa gorsze problemy". Otoczenie zada od niej, by szybko "wziela sie w garsc" - bo przeciez "nic sie nie stalo".
            • comamterazzrobic Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 13:02
              Doskonale rozumiem ból mojej żony po stracie dziecka. Poronienie było półtora roku temu. Widzę jak żona patrzy na dzieci. Widzę, jak ją boli nasza strata. Sam codziennie przeżywam tragedię po tej stracie. To by były pierwsze nasze święta z tym dzieckiem. miało by około 9 - 10 miesięcy...
              Żona czasami wspomina o tym dzieciątku. Że miałoby to, miałoby tamto.... Może nawet scementowałoby nasze małżeństwo....
              ...a jeśli nie?
              A jeśli żona byłaby taka sama jak jest teraz? Co gdyby płacz dziecka ciągle jej przeszkadzał? Co gdyby dziecko urodziło się i nie spodobało jej? miało zeza, albo było na coś chore? co wtedy?!
              Ja wiem, gdybanie.
              Żona dużo pracuje. Swoją ciężką pracą daleko zaszła. Jest perfekcjonistką, ale i despotą. Widzę jak traktuje swoich podwładnych, wiem jakie ma o nich zdanie.
              Problem mojej żony, to trauma po tragedii, ale jej egoizm.
              Jej brak szacunku dla drugiego człowieka.
              Zauważa tylko siebie, swój trud i osiągnięcia, ale nie widzi, jak wszyscy którzy ją otaczają wspierają ją w tym sukcesie.
              Dziś mój ból po tym co zrobiłem odrobinę przechodzi.
              Uderzyłem ją. Można powiedzieć pobiłem.
              Ale przegrzebałem cała masę stron w sieci o tematyce przemocy w rodzinie.
              Choć to straszne to obecnie uważam, że wina za to co się stała nie jest tylko po mojej stronie.
              Problem w nas narastał od dłuższego czasu.
              Moja żona wysysała ze mnei życie. Jego radość. Gnoiła wszystko czym się cieszyłem. Moje sukcesy przedstawiała jakby to były hańbiące porażki...

              Ciągle mnie boli to co zrobiłem. Bardzo chciałbym cofnąć czas. Ale też chciłabym móc spojrzeć w przyszłośc i zobaczyc jak wyglądałoby nasze małżeństwo gdybym jej nie uderzył.
              Czy nadal posiadałbym swoją dumę, godność, szacunek do siebie.
              Mam wrażenie, że ona powoli mnie z tego odzierala, a resztek pozbyłem się sam uderzając ją...
              • sabinac-0 Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 13:45
                comamterazzrobic napisał:

                > Doskonale rozumiem ból mojej żony po stracie dziecka. Poronienie było półtora r
                > oku temu. Widzę jak żona patrzy na dzieci. Widzę, jak ją boli nasza strata. Sam
                > codziennie przeżywam tragedię po tej stracie. To by były pierwsze nasze święta
                > z tym dzieckiem. miało by około 9 - 10 miesięcy...

                Nie rozumiesz.
                Dla Ciebie to dziecko to tylko tryb przypuszczajacy.
                Zona tez mowi o nim w trybie przypuszczajacym - byloby, mialoby - bo tylko tak mozna mowic. Ale dla niej to dziecko istnialo naprawde.

                > A jeśli żona (...)
                > Ja wiem, gdybanie.

                Tak, gdybanie.

                > Żona dużo pracuje. Swoją ciężką pracą daleko zaszła. Jest perfekcjonistką, ale
                > i despotą. Widzę jak traktuje swoich podwładnych, wiem jakie ma o nich zdanie.
                > Problem mojej żony, to trauma po tragedii, ale jej egoizm. (...)
                > Moja żona wysysała ze mnei życie. Jego radość. Gnoiła wszystko czym się cieszył
                > em. Moje sukcesy przedstawiała jakby to były hańbiące porażki...
                >
                Ty tez jej samozaparcie, surowosc, odpowiedzialnosc i pracowitosc nazywasz "egoizmem".

                > chciłaby
                > m móc spojrzeć w przyszłośc i zobaczyc jak wyglądałoby nasze małżeństwo gdybym
                > jej nie uderzył.
                > Czy nadal posiadałbym swoją dumę, godność, szacunek do siebie.

                Niepokoi mnie to zdanie.
                Tak jakby pobicie zony poprawilo Twoje poczucie godnosci.
                Czy nie jest tak, ze bardziej niz jej napady furii bola Cie jej sukcesy zawodowe i finansowe?
                • comamterazzrobic Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 14:00
                  > Tak jakby pobicie zony poprawilo Twoje poczucie godnosci.
                  > Czy nie jest tak, ze bardziej niz jej napady furii bola Cie jej sukcesy zawodow
                  > e i finansowe?

                  Chyba źle ubrałem myśl.
                  Chodziło mi o to że żona swoim zachowaniem, słowami obdzierała mnie z godności.
                  Natomiast ja pozbyłem sie jej (godności, dumy) całkowicie, wtedy gdy ją uderzylem.
                  Pobicie mojej żony nie ocaliło mojej dumy. Przeciwnie.
                  Taki był sens mojej wypowiedzi.

                  Co do zazdroszczenia mojej żonie sucesu.
                  Też go nie zazdroszczę. Uważam moją żonę za doskonałego specjaliste w jej dziedzinie. Wiem ile pracy ją to kosztowało, ile wyrzeczeń...
                  Jestem dumny z tego co osiagnęła. Wydaje mi się, że ją w tym wspierałem, ale jak to zwykle bywa w takich przypadkach, pewnie za dużo sobie przypisuję.

                  Ja również pracuję. Ciężko. Nie zarabiam może kokosów, ale mój wkład w naszą stabilność uważam za znaczący i bardzo ważny. Gdyby nie moje pieniądze nei było by nas stać na wiele rzeczy. Pewnie tez przesadzam. Moja żona utrzymałaby się ze swojej wypłaty. Pewnie miałaby wszystkie te rzeczy jakie ma teraz... nie wiem...

                  Pisząc o tym wszystkim chciałem przedstawić nasz obraz najpełniej.
                  Chciałem, żebyście wiedzieli najwięcej i może dzięki temu łatwiej będzie Wam mi pomóc...

                  Czuję się katem, ale chyba też chcę czuć się ofiarą mojej żony.
                  Usprawiedliwiam się bo....
                  • sabinac-0 Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 15:45
                    comamterazzrobic napisał:
                    >
                    > Co do zazdroszczenia mojej żonie sucesu.
                    > Też go nie zazdroszczę. Uważam moją żonę za doskonałego specjaliste w jej dzied
                    > zinie. Wiem ile pracy ją to kosztowało, ile wyrzeczeń...
                    > Jestem dumny z tego co osiagnęła. Wydaje mi się, że ją w tym wspierałem, ale ja
                    > k to zwykle bywa w takich przypadkach, pewnie za dużo sobie przypisuję.
                    >
                    Nie o zazdrosc mi chodzilo.
                    Raczej o to, ze wielu mezczyzn wyzsza pozycja kobiety odczuwa jako cos krepujacego. Powoduje to nieraz, ze szukaja w zonie jakiegos czulego punktu, dogryzaja jej lub kpia z jej placzu, napadow zlosci czy innych sytuacji gdy okazala slabosc. Jakby chcieli powiedziec "nie badz taka wazna, bo ja wiem, ze jestes tylko niestabilna wariatka, miotajaca sie histeryczka, mala, zagubiona dziewczynka".
                    Dla silnej (przynajmniej na zewnatrz) kobiety jest to trudna sytuacja, bo z jednej strony, jak kazdy czlowiek, potrzebuje wsparcia a z drugiej boi sie okazac uczucia, by maz, dla ratowania wlasnego ego, nie wdeptal jej w glebe.

                    Odwrotna sytuacja nie jest problemem bo kobieta zawsze moze wycofac sie do kuchni, opowiadac jak to sie tam "realizuje" piekac mezowi ciasteczka i zachowac honor, ale mezczyzni nie przywykli do tego, by pozostawac w cieniu zony, wiec reaguja jak chlopcy postawieni do kata.
                    • comamterazzrobic Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 16:17
                      Gwarantuję, że kariera mojej żony nie stanowi dla mnie problemu. Naprawdę dopingowałem jej w tym i gdy tylko mogłem pomagałem. Oczywiście jej sukces jest tylko jej zasługą. Jej poświęcenia, trudu, samozaparcia.
                      Teoria że ją pobiłem by zrekompensować swoje braki nie wchodzi tu w grę.
                      Na prawdę sytuację opisałem w miarę dokładnie.

                      Oczywiście jest to mój punkt widzenia.

                      Nie wiem co myśli Ona.
                      Mogę jedynie przytaczać to co mówiła.
            • sabinac-0 Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 13:23
              Gdy czytam o scenie, ktora zrobila Ci zona, widze sama siebie, gdy stracilam dziecko (jestem po dwoch utratach - widzisz, nawet nie mowi sie "smierc" tylko "utrata", jakby sie stracilo zab lub portfel):
              Gwaltowne wybuchy z powodu jakichs bzdur, placz, wycie, rzucanie czym sie da. Chec by kogos uderzyc i, poniewaz wewnetrzny hamulec tego zabrania, robienie krzywdy sobie - ciecie sie, lykanie tabletek.
              Wykrzykiwanie mezowi w twarz, ze nie nadaje sie do niczego, ze ma sie wynosic, ze nie chce go wiecej widziec i rozpaczliwa tesknota za nim gdy nie widzialam go dluzej niz godzine.
              Wypominanie wszystkich grzechow od dnia gdy sie poznalismy, nie - od dnia narodzin, nas obojga.
              Niechec, nienawisc nieomal do rodziny i znajomych, zwlaszcza ciezarnych lub majacych male dzieci. Na widok dziecka a zwlaszcza ludzi robiacych nad nim "tiutiutiu" ma sie uczucie, ze w srodku ma sie kwas, ktory zzera wnetrznosci.
              Nadwrazliwosc na dzwieki tak wielka, ze telewizor, muzyka z mieszkania sasiada lub rozmowa na klatce wywoluja przeciagly bol, nie do zniesienia.

              Moj maz nie mial w tym okresie latwego zycia ze mna.
              Na szczescie nie uderzyl mnie ani nie zostawil.
              Na szczescie ja go nie zostawilam, choc nieraz mialam ochote wszystko rzucic i isc gdzies przed siebie. Pare razy nawet wyszlam, ale on umial wtedy, pomimo bolu jaki sprawialam mu moimi wyzwiskami, wybrac w telefonie moj numer i powiedziec "wroc" - jakby wiedzial, ze tego najbardziej potrzebuje, glosu w telefonie, dowodu, ze pomimo iz jestem zla (bo czulam sie zla), zasluguje na wybaczenie i nie zostane porzucona, pomimo ze nie moge "dac mu" zaznac ojcostwa.
              On tez kilka razy wyszedl, i tez wracal gdy dzwonilam - nie bylo mi latwo prosic, by wrocil, czulam sie zalosna, "zebrzaca o milosc".

              Od tego czasu minelo juz kilka lat i jest juz o wiele lepiej.
              • comamterazzrobic Re: Cz. IV. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 13:31
                Dziękuję i przepraszam.

                Może jakoś podołam....
              • yag-nik Zaraz, zaraz. 27.12.10, 13:44
                Ja rozumiem Sabino że widzisz siebie w opowiadaniu Autora wątku i to pozwoliło Ci zasugerować mu co się dzieje z jego żoną ale nie pominęłaś jedną bardzo ważną informację
                mianowicie to że owa żona zachowywała się w taki sposób dużo wcześniej.
                Poniżała go, wywlekała że mało zarabia, nakazywała "wypie....ć" z mieszkania do którego "nic nie dołożył".
                Czy da się zatkać to wszystko stratą ciąży która nastąpiła niedawno?!

                Dlaczego tak łatwo przyszło Ci wytłumaczenie jej zachowania?
                A może taki ma charakter, nie znasz osób które reagują histerycznie na byle gó...?
                Nie znasz dam które wycierają sobie buty innymi ludźmi głównie najbliższymi?

                Czy nie za szybko i pochopnie wyciągnęłaś wnioski?!
    • yag-nik Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 19:44
      Przemoc psychiczna jaką Twoja żona stosowała od lat w końcu napotkała obronę a właściwie na jej niekontrolowany wybuch w postaci przemocy fizycznej.
      Lata wypominania, wyśmiewania, zastraszania oraz robienia "scen" przez nią o byle caco w końcu skończyło się tragicznie przede wszystkim dla Ciebie.
      Czemu dla Ciebie?
      Bo po pierwsze masz wyrzuty sumienia i czujesz się źle że zostałeś doprowadzony do takiego stanu w którym "musiałeś" ją uderzyć, zapewne czujesz się z tym do bani.
      A po drugie Twoja żona poinformowała na pewno wszystkich łącznie z najdalszymi znajomymi że ją _pobiłeś_
      Tak mi się przynajmniej wydaje bo coś czuję że ten typ tak ma.



      • yag-nik Aha 26.12.10, 19:49
        Doczytałam ostatni post który kończysz "jak to naprawić?"
        A ja mam inne pytanie...
        Jak wyobrażasz sobie swoje życie z nią po owej naprawie?
        Tak jak dawniej?

    • ka.rp Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 20:16
      Powinniście się rozstać. Rozwód, podział majątku, koniec.
    • seth.destructor Kondolencje 26.12.10, 22:31
      Ona się już z tobą rozwiodła. Zacznij sobie układać życie na nowo. Z nią nie da rady - będziesz ścigał marzenie senne. Ona zawsze będzie próbowała cię zniszczyć. Do tej pory starałeś się ją udobruchać, ale to już koniec.
      I zrozum, nie kochasz jej, ale swoje marzenie. Może kiedyś ona nim była, ale już dawno przestała być.
    • nosorozecwlochaty Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 22:55
      Jeśli to wszystko prawda a nie twórczość literacka, to masz naprawdę hardkorową sytuację życiową.

      Podstawowa sprawa: Spieprzaj od tej kobiety najdalej jak się da.

      Powtarzam: nie próbuj niczego ratować, nie próbuj rozmawiać, nie próbuj godzić się.

      Odpuść sobie to mieszkanie, rzeczywiście możesz nie wykazać swojego prawa do niego,
      niech się nim udławi.

      Z tego małżeństwa nic nie będzie, tylko ciągła szarapanina. A niestety tak jest że kobieta może ci słownie dos*ywać tygodniami i miesiącami i to jest uznawane w społeczeństwie za dopuszczalne. Ty będziesz próbował się nie wdawać w pyskówki ale w końcu coś się przeleje i jej przywalisz. No i w tym momencie ty jesteś ten zły i cała wina jest po twojej stronie.

      Sprawy zaszły za daleko. Trudno stiwerdzić jak procentowa rozkłada się wasza wina, ale to już bez znaczenia. Życzę ci szczęścia... z inną kobietą.
      • ka.rp Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 11:48
        nosorozecwlochaty napisał:
        >
        > Odpuść sobie to mieszkanie, rzeczywiście możesz nie wykazać swojego prawa do ni
        > ego,
        > niech się nim udławi.

        Ale narożnik niech zabierze. :)
        A poważnie, to przy podziale majątku nie ma znaczenia kto więcej zarabiał.
    • jeriomina Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 26.12.10, 23:52
      A ja mam inne pytanie...
      Za co ją kochasz?
      Podobno mężczyźni kochają za coś, a kobiety mimo wszystko...

      Bo bardzo mnie dziwi Twoja historia. Jak napisana przez kobietę. Rozumiem że w nerwach mówi się wiele, nieraz nawet to, czego się nie myśli, żeby "dokopać" a żałuje się sekundę później...ale jest coś takiego jak "ćwiczenie panowania nad sobą", nie? Jak się ma silną motywację...

      odpowiedz mi na to jedno pytanie, za co ją kochasz, po tym wszystkim, czy kochałbyś ją nadal gdyby nie "figura, piersi, buzia" etc.
      Pozdrawiam, trzymaj się...
    • adriana_ada Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 00:34
      Jeszcze tego debila nie zamkneli, albo korzysta z komputera wieziennego.
      Noz ku... go mac
      • ka.rp Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 11:49
        Zawsze może powiedzieć, że się tak mocno obściskiwali.
      • kalllka : The End 27.12.10, 13:08
        no wiec nie zamkneli i choc zostawia falszywe slady, to i tak wiadomo kto. tyle, ze korzystajac ze "wszystkich" polaczen trzeba by mu udowodnic, ze dziala tylko sam i w zlej wierze.
        najprzykrzejsze, niestety ,ze korzysta doraznie z osobistych kont wiec osobistych spraw.
        miesza tym samym informacje i prawde z falszem.budzac watpliwosci co do motywacji.
        mysle, ze taki paradoks odczuciowy, po przeczytaniu postu- staje sie nie tylko udzialem nosorozca ale i wielu innych uzerow-respondentow nieswiadomych swoich praw- rodzac obawe wiec typowa postawe-zaniechania.
        tym samym zostawiajac pole do popisywania sie ekstremalnymi przykladami choc z "naszego zycia"( a ktorych na forach pelno) wlasnie takim nawiedzonym "moderatorom watkow".
        tyle w sprawie, bicia, Swiat Narodzenia i zarzadzania zycia.

        ps
        uzurpatorze, informuje Cie publicznie, ze moje polaczenia sa rejestrowane- kazdy bit- wiec proby wymuszenia na mnie "profesjonalnego wrazenia" ( automatyczne telefony) pozostana bez odpowiedzi.
        ale do czasu.

        • comamterazzrobic Re: : The End 27.12.10, 13:19
          Jaki THE END?
          Ja nie widzę podstaw do the end'u! Skoro wszystko jest takie czarne i białe, to powiedz mi co mam zrobić?
          • kalllka : The End 27.12.10, 13:28
            to wg Ciebie jest czarno biale wiec probujesz narzucic ton i przesterowac "wrazenia" za pomoca jalowych informacji.
            powinienes sie czym predzej rozlaczyc , pojsc do szkoly, zarobic na wlasne zycie i przestac sugerowac ze komus pomagasz.
            • comamterazzrobic Re: : The End 27.12.10, 13:32
              Komu pomagam?! To ja żebrzę o pomoc!
              • kalllka : The End 27.12.10, 13:50
                zebractwo nie jest najlepszym sposobem na usamodzielnienie sie. podobnie jak wykorzystywanie nieswiadomych tego o jakie "help" prosisz.
                nie bede ci przytaczac pewnego indyjskiego porzekadla bo zdaje sie nie znasz chinduskiego,
                ale jego przeslanie jest miedzynarodowe:
                nie badz bezczelny, nie bij jednemu licznika bo drugi i kazdy kolejny ci dda. i bez wzgledu na jezyk, religie i swiatopoglad.
                • comamterazzrobic Re: : The End 27.12.10, 14:02
                  Przepraszam Kalllka, ale.. piepr*ysz jak poparzona.
                  • kalllka : The End 27.12.10, 14:15
                    o no prosze, dostrzegles cos wiecej niz wlasne mottactwo?
                    milo.
                    a teraz gosciu, poczytaj to cos pierwej wysmazyl, zobacz - sprobuj czy nie nazbyt hot; bos za duzo chilis dolozyl i tak by poparzyc jezyk ale innym.

                    pap

                    • comamterazzrobic Re: : The End 27.12.10, 14:29
                      pap
      • comamterazzrobic Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 13:14
        Adriano_ado w wielu Twoich wypowiedziach na forum sączysz jad. Tak, zadałem sobie odrobinę trudu.
        Domyślam się, że nie jest Ci dobrze ze swoim życiem.
        Pewnie mogło się nawet zdarzyć, że ktoś Cię, niewinną, skrzywdził.
        Nie jestem za doby w psychologii. Jak widzisz nie potrafię dać sobie rady z tym co zrobiłem. Przyszedłem tu po pomoc.
        Wydaje mi się, że jej potrzebuję.
        Czy powinienem gnić w więzieniu?
        Moim zdaniem nie.

        Jak napisałem wyżej szukałem pomocy na stronach www.
        W tym tygodniu wybiorę się do psychologa.

        Wiem, że potrzebuję wejrzeć w siebie i zrozumieć co mną kierowało. Dlaczego zrobiłem to co zrobiłem. Sam jednak nie dam rady.
        Potrzebuję pomocy fachowca.

        Przepraszam Adrano_ado. Atakuję Cię, ale Twoje słowa mnie zabolały.
        Obecnie przezywam załamanie po tym co się stało.
        Kryzys, z którym nie mogę sobie poradzić.
        Nie pomogłaś mi.
        Domyślam się, że Twoja intencja była inna niż pomoc mi.

        Wiem że forum to miejsce gdzie można pisać co tylko się chce. Ale to też miejsce gdzie ludzie czasami szukają pomocy. Czasami sa to ludzie w takim delikatnym stanie jak ja.
        W imieniu nas wszystkich chciałbym Ci powiedzieć, że swoim zachowaniem nas krzywdzisz.
        Nie pozwalasz nam wrócić do 'normalności'.
        Zastanów się nad tym.

        ...tak, pobiłem moją żonę. bardzo tego żałuję.
        Nie doszłoby do tego gdyby...
        ... no właśnie - gdyby co?, kiedy?
        • to.niemozliwe Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 13:32
          Idziesz do psychologa, to najważniejsze. Daj sobie czas i spokój. Pochopne decyzje są zwykle błędne. Zrozum Adrianę, że tak reaguje, podobnie, jak sam potrzebujesz zrozumienia.
          Tak, jak napisał ka.rp majatek nabyty w okresie związku zwykle jest wspólny, bez względu na poziom dochodów małzonków.
        • adriana_ada Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 15:29
          Dobrze Ci Kalllka napisala, ze pieprzysz jak potluczony.
          Kobieta wyraznie Cie nie chce, pewnie chciala odejsc, ale bylo ciezko. Pobiles, nie zrobiles dzieciaka, bo pewnie tego nie chciala i pewnie nadal nie chce, w tym i Ciebie. Te Twoje wylewy o duzym czlonku i nie podnieconej kobiecie... moze daj ogloszenie, pewnie jakas tam poleci na twoje przyrodzenie.
          Ciezki przypadek, pewnie zaden psychiatra nie zechce sie zajac i ma racje.
          • mariusz-ef Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 15:44
            Ej, a to nie jest tak, że on Ciebie pobił?
            • adriana_ada Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 17:26
              mariusz-ef napisał:

              > Ej, a to nie jest tak, że on Ciebie pobił?

              Nie, ale spotkalo mnie cos podobnego. Przyczepil sie do mnie facet, ktorego nie chcialam, narzucal sie, nie moglam sie odczepic. Mowilam daj mi spokoj, nie pomagalo, w koncu spier... i inne przydkie slowa, z epitetami wlacznie. Nie pobil mnie sam, ale znalazl takiego, ktory zrobil to za niego. Tez gledzil po ludziach, ze jestem jego zona, po czym musialam dementowac te glupoty. dramat

              Przypomnial mi sie dowcip...
              "Facet mowi do napotkanego przechodnia, panie czy to panski pies? Nalal mi na kolo od samochodu. Na co przechodzien, nie to nie moj pies, ale przypie...l sie do mnie tak jak i pan".
    • dzanky Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 27.12.10, 17:13
      Witaj Comamterazzrobic:)
      wspolczuje Wam, ze mimo iz sie chyba kochacie, nie potraficie razem funkcjonowac bez zadawania sobie cierpienia.
      Po tym co sie stalo, ja bym na Twoim miejscu calkiem sobie odpuscila i nie walczyla o ten zwiazek, ani o mieszkanie. Przypuszczam, ze jesli okazesz skruche, odpuscisz i sie wycofasz, ona bedzie chciala wrocic i zacznie jej Ciebie brakowac. Jesli do tego dojdzie, a Tobie bedzie nadal na niej zalezec, postaw warunek terapii malzenskiej. Pozdrawiam serdecznie:)

    • lifeisaparadox Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 28.12.10, 21:16
      Powinieneś zdecydowanie zostawić tą kobietę i przejść gruntowną terapię.

      Ty reagujesz na pogardę, dewaluację i litość przywiązaniem. Jest to jedyny przejaw "miłości", jaki znasz, więc trafiłeś na osobę która idealnie współtworzy z Tobą tą patologiczną relację.
    • comamterazzrobic Re: Chyba Koniec 28.12.10, 21:42
      Dziękuję wszystkim za wypowiedzi.
      Słowa wielu z Was bardzo mi pomogły. Wypowiedzi niektórych wydają się świadczyć, że sami potrzebują pomocy. Proszę nie obrażajcie się na mnie, ale wejrzycie w siebie i poszukajcie pomocy. Możecie, tak jak ja, zacząć na jakimś poważnym forum. Wymyślony nick i zmienne IP lub Proxy dają złudzenie anonimowości, to trochę pomaga.
      Sam doświadczyłem na sobie tego, że pewnych problemów nie można rozwiązać samemu. Dodatkowo, wypowiadając się na tym forum w taki sposób jak to miało miejsce w stosunku do mnie możecie bardzo skrzywdzić ludzi, którzy załamani, piszą tutaj oczekując pomocy, a nie dalszego gnojenia.

      Od Samego Początku nie twierdziłem że jestem bez winy. Nazwałem siebie katem, ale i dostrzegałem w sobie znamiona ofiary.
      Opisana przeze mnie sytuacja jest prawdziwa i przez to straszna.
      Tak jak napisałem, byłem i nadal jestem przerażony tym co się stało i sposobem w jaki to przebiegało.

      Sposób w jaki to opisałem, to mój punkt widzenia Problemu. Jestem pewien, że moja Żona widziałaby te same sprawy w zupełnie inny sposób. Najgorsze jest pewnie to, że oboje byśmy mieli rację, byli w prawdzie.
      Dziś doszło do mnie, że całą sytuację opisałem tak, jakbym był idealnym mężem wrednej jędzy. Co prawda napisałem o 'jakichś' moich wadach, ale też zrobiłem to w taki sposób, by Czytelnik je bagatelizował i skupiał się na okazaniu mi współczucia a wzbudzeniu nienawiści do mojej Żony.
      Obecnie rozumiem, że każdy opisując swoją historię będzie się wybielał.
      Prawda jest taka, że ja nie jestem zbyt cierpliwy. Szybko się denerwuję. Moje zdenerwowanie to nic innego jak wybuch porównywalny z wybuchem wulkanu. To nie jest tak, ze słysząc obelgi zamykam się w sobie i ronię łzy szukając schronienia. Moje słowa również potrafią ranić i doskonale wiem jakich słów użyć by bolało. Takie rzeczy wiem dlatego, że jesteśmy razem wiele lat...
      W opisywanej historii co prawda do tego nie doszło. Byłem tak zdziwiony i przerażony przebiegiem wypadków, że zachowałem spokój zaskakująco długo i dopiero nakaz opuszczenia mieszkania (cyt. 'wypier***j z tego domu'), przemoc fizyczna sprawiły, że dostałem amoku.
      Pewnie gdyby nie bliskość świąt, moja radość z nowego narożnika (tak, podoba mi się) nie pozostawałbym dłużny w rzucaniu przedmiotami czy w gniewnych krzykach mających na celu wykrzyczenie całej 'naszej' historii w taki sposób, by mieszkańcy naszego oraz okolicznych bloków wiedzieli z jakimi wariatami mają do czynienia.

      Potrzebuję pomocy i poczyniłem kroki ku temu by ta pomoc uzyskać. Umówiłem się na spotkanie z psychologiem. To chyba duży postęp.
      Być może odezwę się kiedyś i opiszę to do czego doszliśmy, tak z Żoną, jak i z terapeutą.

      Pewnie to głupie, ale chciałbym by moja historia była też przestrogą dla Was.
      Jestem pewien, że wielu z Was nie popełni moich błędów, ale też wiem, że kilku może.
      Przemoc nie jest rozwiązaniem żadnego problemu. Prowadzi do kolejnych.
      Chciałbym umieć rozwiązywać sprawy spokojnie, rzeczowo, nawet w przypadku nierzeczowych, emocjonalnych argumentów rzucanych w chwilowym zamroczeniu nienawiścią.

      Bardzo Wam dziękuję i... przepraszam.
      • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 28.12.10, 22:26
        Drogi kolego
        Tak, jest tutaj trochę czubków i trolli, niestety jest to miejsce w którym każdy może pisać co mu się podoba i jakoś trzeba to znieść, tak jak w życiu.

        Chciałbym Ci tylko napisać, że szukając swojej siły sprawczej w tym temacie, tzn. że to Twoje opisy sprawiły że tak a nie inaczej odpisałem ja czy ktoś inny, tylko zaczynasz po prostu wątpić w swój osąd sytuacji, w swój rozsądek, w swoją racjonalność i wszystko inne, a to tylko po to żeby obronić się przed zobaczeniem czegoś czego nie chcesz zaakceptować.
        Jest to mechanizm obronny który stał się Twoją tarczą już bardzo dawno temu po to aby uchronić Cię przed smutnymi faktami.
        Dlatego zapamiętaj jedną rzecz - gdy masz poczucie winy, to właśnie mydlisz sobie oczy.
        • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 28.12.10, 22:28
          Powodzenia w terapii, oby tylko nie stała się ona pożywką dla Twojego poczucia bycia kimś niestabilnym, agresorem i tyranem, ale wręcz odwrotnie - wolnym człowiekiem umiejącym wyrażać swoje prawdziwe uczucia i odczucia. Trzymam kciuki.
        • realista_nr1 Re: Chyba Koniec 29.12.10, 00:43
          lifeisaparadox napisał:

          > Drogi kolego
          > Tak, jest tutaj trochę czubków i trolli, niestety jest to miejsce w którym każd
          > y może pisać co mu się podoba i jakoś trzeba to znieść, tak jak w życiu.
          >

          No wybzdzil sie czubek, czlena opisal i czeka na propozycje. Moze dostal i wiecej nie bedzie bzdzil na foro. Wypierdzial cale gamy, w tym 9 symfonii Bethovena i ten czlen mu na droge zamiast krzyza.
        • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 29.12.10, 10:44
          lifeisaparadox napisał:

          > gdy masz poczucie winy, to właśnie mydlisz sob
          > ie oczy.

          Uwazasz, ze istnieja czynniki usprawiedliwiajace uzycie przemocy fizycznej (w tym przypadku polegala ona na uderzaniu w twarz, potem biciu po calym ciele i na koncu duszeniu) wobec bliskiej osoby?
          • anbale Re: Chyba Koniec 29.12.10, 13:03
            Myślę, że czasem istnieją czynniki tłumaczące- choć nie usprawiedliwiające przemocy fizycznej np. wybuch agresjii kogoś kto czuje się nękany psychicznie latami. A poczucie winy w rozsądnych ilościach nie jest autodestrukcyjne, raczej skłaniające do refleksji...
            Nigdy tak nie jest, że w konflikcie jedna strona jest tylko winna, a druga tylko niewinna. Myślę, że oboje małżonkowie w tym przypadku byli naładowani gniewem ponad wszelką miarę; nie radzący sobie z negatywnymi emocjami, wyżywający się na sobie nawzajem.
            Fatalne małżeństwo, powinno sie zakończyć
            • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 29.12.10, 14:06
              anbale napisała:

              > Myślę, że czasem istnieją czynniki tłumaczące

              Na dobra sprawe mozna wytlumaczyc kazdy postepek.
              Nawet byl film, gdzie tlumaczono Hitlera, ze go tatus bil, mamusia nie kochala a dziewczyna zdradzila, wiec biedny po prostu musial wymordowac pol kontynentu.

              Dobrze napisalas, ze tlumaczenie nie jest usprawiedliwieniem.

              > Fatalne małżeństwo, powinno sie zakończyć

              Tez tak uwazam.
              Kto uderzyl raz uderzy i drugi, i kolejny bo przekroczyl pewna granice - a ze juz za pierwszym razem doszlo do duszenia, nastepnego wybuchu zlosci ofiara moglaby nie przezyc.
              • anbale Re: Chyba Koniec 29.12.10, 16:44
                sabinac-0 napisała:


                > Na dobra sprawe mozna wytlumaczyc kazdy postepek.
                > Nawet byl film, gdzie tlumaczono Hitlera, ze go tatus bil, mamusia nie kochala
                > a dziewczyna zdradzila, wiec biedny po prostu musial wymordowac pol kontynentu.

                Tak, dokładnie w ten sposób wytłumaczyłaś "syndrom po poronieniu". Kobieta przeszła traumę, więc "ma prawo" robić piekło wszystkim dookoła, to ją tłumaczy, trzeba zrozumieć...
                Swoją drogą czasem mnie wkurza ten specyficzny "immunitet" jaki w naszym kręgu kulturowym przyznaje się kobietom, bo słabsze, bo szlachetniejsze, bo PMS, bo trauma po poronieniu...- no bo gdyby sytuacja było odwrotna, mężczyzna w napadach furii ordynarnie wyzywa kobiete, poniewiera ją, nęka; aż w końu obrywa z pięści od baby- to cóż...wszyscy by przytakneli, "doigrał się"...co prawda bić nie wolno, ale ofiara nie jest bez winy...itp

                A każdego człowieka mozna doprowadzic do białej goraczki, niezaleznie od płci...



                > Fatalne małżeństwo, powinno sie zakończyć
                >
                > Tez tak uwazam.
                > Kto uderzyl raz uderzy i drugi, i kolejny bo przekroczyl pewna granice - a ze j
                > uz za pierwszym razem doszlo do duszenia, nastepnego wybuchu zlosci ofiara mogl
                > aby nie przezyc.

                Myślę, że upraszczasz. Podążając tym tropem można by wszystkich mordujących w afekcie wsadzać dożywotnio do więzienia- bo skoro raz w afekcie kogoś utłukli, na pewno zaczną to robić seryjnie i z coraz większym okrucieństwem...
                • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 29.12.10, 19:40
                  anbale napisała:

                  > Tak, dokładnie w ten sposób wytłumaczyłaś "syndrom po poronieniu". Kobieta prze
                  > szła traumę, więc "ma prawo" robić piekło wszystkim dookoła, to ją tłumaczy, tr
                  > zeba zrozumieć...

                  Uprzykrzone narzekanie na glosna lodowke i krytykowanie kolejnej klapy mezowskiego biznesu, aczkolwiek nieprzyjemne, o kodeks karny nie zahacza i nie stanowi bezposredniego zagrozenia dla zycia meza.
                  Czego nie mozna powiedziec o zlapaniu za szyje i wcisnieciu w podloge, jak zrobil maz.

                  > ten specyficzny "immunitet" jaki w naszym kręgu
                  > kulturowym przyznaje się kobietom,

                  Immunitet przyznaje sie tym, ktorzy maja mniejsze mozliwosci obrony, dlatego dotyczy dzieci, ludzi starych, chorych - i rowniez kobiet, bo w zyciu spolecznym sa zwykle na przegranej pozycji.

                  > A każdego człowieka mozna doprowadzic do białej goraczki, niezaleznie od płci..
                  >
                  Uwazasz, ze gdyby trzymal zone za szyje pare minut dluzej powodujac uduszenie, powinien miec lagodniejszy wyrok bo "ona go sprowokowala"?

                  Zauwaz tez, ze "nerwowy" autor jakos nie pobil i nie zaczal dusic ani swego szefa, ani policjanta, ani wlasnego ojca, choc z pewnoscia kazdemu z nich zdarzylo sie nie raz sponiewierac go, upokorzyc i doprowadzic do bialej goraczki.

                  > Myślę, że upraszczasz.

                  Nie. Przemoc fizyczna mezczyzny wobec partnerki NIGDY nie jest aktem jednorazowym. Jesli sie nie rozstana, prawdopodobienstwo, ze znow zostanie pobita wynosi 100%. Jest to fakt w psychologii znany od dawna. Tak znany, ze dziwie sie, ze ktokolwiek ma nadzieje, ze jest inaczej.
                  • anbale Re: Chyba Koniec 29.12.10, 21:07
                    Sabina, ja nie odniosłam się do Twojego przypadku bo za mało jest danych, żeby to oceniać- a poza tym najwyraźniej wyszłaś razem z mężem w sposob cywilizowany z tego nieszczęsliwego zdarzenia, no bo nie sygnalizujesz żadnego problemu. Ja tylko uważam, że nikt nie ma prawa przenosić na innych problemów z samym sobą, robić innym jakichś dzikich jazd, bo mu w życiu coś nie wyszło- jeżeli czuje się wściekły gniew, no to trzeba zacząć od robienia porządku z samym sobą, a w opisanym tutaj przypadku najwyraźniej tego zabrakło, pani żona strzelała na oślep do wszystkich, którzy się nawineli. A to się na ogól źle kończy dla wszystkich zamieszanych.
                    Oczywiście, przemoc fizyczna jest czymś karygodnym, ale prowokując przez dłuższy czas trzeba się liczyć z tym, że w końcu prowokowany się odwinie. Można potępić w czambuł przemocowca, ale warto również zadać sobie pytanie, dlaczego tak się stało, czy przypadkiem nie zapędziliśmy kogoś w róg, a on po prostu zdobył się na taki beznadziejny, rozpaczliwy akt samoobrony.
                    A odnoszenie tego przypadku do wszystkich maltretowanych kobiet uważam za małe, demagogiczne naużycie. Naprawdę trudno porównać życie z socjopatą do życia z człowiekiem poniekąd zaszczutym. Owszem, on rozwiązał problem swego zaszczucia w najgorszy z możliwych sposobów- ale to chyba była bardziej taka nieporadna "próba siły", niż przypadek regularnego maltretowania, bo przysłowiowa zupa była za słona...
                    • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 30.12.10, 21:08
                      anbale napisała:

                      > Ja
                      > tylko uważam, że nikt nie ma prawa przenosić na innych problemów z samym sobą,
                      > robić innym jakichś dzikich jazd, bo mu w życiu coś nie wyszło (...)

                      Przede wszystkim nikt nie ma prawa nikogo bic, zwlaszcza slabszego fizycznie.

                      > jeżeli czuje s
                      > ię wściekły gniew, no to trzeba zacząć od robienia porządku z samym sobą, a w o
                      > pisanym tutaj przypadku najwyraźniej tego zabrakło, pani żona strzelała na ośle
                      > p do wszystkich, którzy się nawineli. A to się na ogól źle kończy dla wszystkic
                      > h zamieszanych.

                      Nie twierdze, ze byla milusia - zauwazam tylko, ze jest to czesta reakcja na konkretna sytuacje i ze znam sprawe z autopsji.
                      W koncu alkoholik lub babcia z demencja potrafia byc duzo gorsi, a nikt nie usprawiedliwia stosowania wobec nich przemocy.

                      > Można potęp
                      > ić w czambuł przemocowca

                      Zauwaz, ze nie potepilam autora "w czambul", w koncu podjelam z nim dialog.
                      Ale przemoc owszem, potepiam. W czambul.

                      Co do "rozpaczliwego aktu samoobrony", jak podniosle owo duszenie nazwalas: "samoobrona" to akt zmierzajacy do oddalenia bezposredniego niebezpieczenstwa.
                      Bicie i duszenie w zamian za slowka (nawet przykre) samoobrona nie jest.

                      > trudno porównać życie z socjopatą do życia z c
                      > złowiekiem poniekąd zaszczutym.

                      Kazdy sprawca przemocy uwaza sie za "zaszczutego", tak jak kazdy zlodziej uwaza sie za "pokrzywdzonego przez spoleczenstwo".
                      Dlatego wole skoncentrowac sie na czynach, a nie na autoprezentacji sprawcy.
                      • bakejfii Re: Chyba Koniec 30.12.10, 21:12
                        Trafil swoj na swego.Patologia do kwadratu.
                    • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 10:36
                      anbale napisała:

                      > Oczywiście, przemoc fizyczna jest czymś karygodnym, ale (...)
                      >
                      > A odnoszenie tego przypadku do wszystkich maltretowanych kobiet uważam za małe,
                      > demagogiczne naużycie.
                      > (...) regularnego maltretowania, bo przysłowiowa zupa była z
                      > a słona...

                      No i tu dochodzimy do sedna.
                      Niby potepiasz przemoc jako taka, ALE... - ale tylko wtedy, gdy ofiara jest chodzaca pokora i niewinnoscia, nigdy nie podniosla glosu a jedynym jej grzechem bylo przesolenie zupy.

                      Zauwaz, podobnie dzieje sie z gwaltami - wszyscy je potepiaja, ALE... - ale tylko wtedy, jesli ofiara byla madonna zapieta pod szyje na ktora napadl obcy, ponury typ.
                      Jesli ofiara nie odpowiada wizerunkowi madonny, np. odslaniala kolana, byla pijana, wpuscila oprawce do domu lub wsiadla z nim do samochodu albo miala opinie osoby o bujnym zyciu erotycznym, traktuje sie to jako okolicznosc usprawiedliwiajaca sprawce.
                      • anbale Re: Chyba Koniec 31.12.10, 11:12
                        Cholernie manipulujesz moimi wypowiedziami. Może wytłumacze na w miare analogicznym przykładzie: jezeli żona zadzga męża nożem, bo latami pił i ją maltretował, to inaczej patrzymy na ten przypadek, niz wtedy gdy zadzga, bo np. potrzebowała kasy z polisy na zycie zeby zwiac z kochankiem. Równiez inaczej postrzegany jest gwałt, gdy kobieta sprowadza w srodku nocy obcego faceta z libacji do wlasnego domu, a inaczej gdy poszla w poludnie na skwerek poczytać ksiazke.
                        I w jednym, i w drugim przypadku sprawcy przestepstwa ponoszą konsekwencje czynu, lecz jednak "waga" jest inna. Dziwię się, że akurat Ty nie widzisz tych niuansów.
                        Specjalnie uzylam do opisanego przykladu kobiety, bo wiadomo facet to swinia
                        • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 19:46
                          Dodaj jeszcze, ze czym innym jest uderzenie dziecka za nic i czym innym spuszczenie mu lania za "pyskowanie", przeszkadzanie czy nieposluszenstwo - wtedy klasyka sie dopelni.

                          P.S. Nie pisze bynajmniej ze "kazdy facet to swinia", jest wielu porzadnych facetow.
                          • anbale Re: Chyba Koniec 01.01.11, 17:34
                            Zapomniałaś dorzucić coś jeszcze o katowanych niemowlętach i głodzie w Afryce - wtedy juz na pewno klasyka się dopełni...
                            Jeżeli nie jesteś w stanie dotrzec, ze kazdy skutek ma swoją przyczynę- to juz trudno.
                            I fakt, że się dostrzega ciąg zdarzeń, który doprowadza do jakiegoś wybuchu agresji- nie świadczy o tym, że się tą agresję pochwala i usprawiedliwia.


                            • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 18:15
                              anbale napisała:

                              > I fakt, że się dostrzega ciąg zdarzeń, który doprowadza do jakiegoś wybuchu agr
                              > esji- nie świadczy o tym, że się tą agresję pochwala i usprawiedliwia.
                              >
                              Obwinianie za akt agresji po rowno sprawcy i ofiary TAK, jest pochwalaniem i usprawiedliwianiem agresji.
                              • anbale Re: Chyba Koniec 01.01.11, 20:47
                                A gdzie ja napisałam, że po równo obwiniam sprawcę i ofiarę??
                                Ale na tym już kończę, bo widzę, że to jałowa dyskusja. Ty po prostu WIESZ, co ja myslę.
                                • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 21:45
                                  anbale napisała:

                                  > Ty po prostu WIESZ, co
                                  > ja myslę.

                                  Wiem. Uwazasz ze akt przemocy, jesli sprawca uzna sie za sprowokowanego (czyli praktycznie zawsze), jest wybaczalny.
                                  A ja uwazam ze nie i ze z tym "sprowokowaniem" to zwykla proba wybielenia sie i poszukiwanie wspolczujacych duszyczek, ktore beda lamac rece nad smutna dola bijacego patrzac na jego ofiare jak na wcielenie diabla.

                                  I jest jak zawsze - sprawca chodzi otoczony wianuszkiem pocieszycieli a ofiara zostaje sama i traktowana jak zgnile jajco.

                                  Powiedz mi: czy chcialabys sie zwiazac z mezczyzna, ktory pobil poprzednia partnerke, nawet jesli by zaklinal, ze ona jest jedza, hadra, podla i ze go sprowokowala?
                                  Czy bylabys pewna, ze wystarczy, ze bylabys lepsza od tamtej (lub od tego, co on o tamtej opowiada), by uchronic sie od razow?
                                  • anbale Re: Chyba Koniec 01.01.11, 22:32
                                    A uwazasz, ze jedyna dopuszczalna relacja z takim człowiekiem, to wieczne potępienie, nazwanie go patologicznym przemocowcem, zupełne zamkniecie się na jego wersje wydarzeń i absolutne odciecie go od mozliwości rozwiązania JEGO problemu, tylko wtrącenie go na samo dno ciemnego lochu, żeby sczezł?
                                    Ja akurat przeżylam kilka lat z biernym agresorem, czlowiekiem stosującym przemoc psychiczną w białych rękawiczkach i wiem, do jakiego stanu psychicznego moze doprowadzić obcowanie na co dzień z kimś takim. Kiedyś udręczona walnełam porcelitowym, grubym kubkiem o blat tak, ze rozsypał się w drobny mak. Do dzis nie wiem jak to mozliwe, skad wzieła się we mnie taka siła, a jestem osobą wyjątkowo spokojną i naprawde wiele trzeba, zeby mnie wyprowadzić z rownowagi. A wystarczyłoby gdybym miala wtedy bardziej zamroczony umysł i walneła w niego, to twoim zdaniem powinnam spłonąć w ogniu wiecznego potępienia, a on natychmiat zaświecić aurolę nad swą głową i chodzić w glorii ofiary przemocy fizycznej.
                                    Świat nie jest tak czarno-biały, jak koniecznie probujesz to udowodnić. Są ofiary przemocy absolutnie niewinne tego, co je spotkało, a są również takie, ktore wcale tak znowu czystego jak łza sumienia nie mają, i wiele sytuacji mozna rozpatrywac na zasadzie "kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień"...
                                    Nie oznacza to, że pochwalam stosowanie przemocy fizycznej, nie wiem jakimi zgłoskami to zapisać, żeby w końcu dotarło. Uwazam, że problemy związane z byciem ofiarą przemocy psychicznej, psychicznego nękania można rozwiązać metodami zupełnie nieinwazyjnymi, a bohater wątku zrobił rzecz karygodną, miał wiele innych alternatywnych metod wybrnięcia ze swojego zaszczucia do wyboru- jednak uwazam, że zdecydowanie był ofiarą przemocy psychicznej, tkwił w sytuacji naładowanej wzajemną wściekłością, słowną agresją i nękaniem. Był rowniez ofiarą, ale jego winą jest to, że zabrał się do bicia zamiast sprobować w jakikolwiek inny sposób wybrnąć z tej swojej "matni". I jeśli prosi o pomoc, kaja się- to nalezy mu pomoc, a nie walić po glowie do usranej śmierci, sugerując, że jest skonczoną gnidą i patologią.
                                    I proszę, nie pytaj czy związałabym się z kimś, kto coś takiego ma na sumieniu, bo to juz naprawde infantylna manipulacja, i w ogole nie to tu chodzi, nie ten problem.
                                    • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 23:31
                                      anbale napisała:

                                      > A uwazasz, ze jedyna dopuszczalna relacja z takim człowiekiem, to wieczne potęp
                                      > ienie, nazwanie go patologicznym przemocowcem, zupełne zamkniecie się na jego w
                                      > ersje wydarzeń i absolutne odciecie go od mozliwości rozwiązania JEGO problemu,
                                      > tylko wtrącenie go na samo dno ciemnego lochu, żeby sczezł?

                                      Po pierwsze nie potepiam autora tylko potepiam jego czyn, a to co innego. Byc moze uszlo to Twej uwadze, ale niczym autora nie nazwalam.
                                      Po drugie przemoc fizyczna ZAWSZE jest patologiczna.
                                      Co do wersji wydarzen - znamy TYLKO jego wersje, nie znamy ani wersji zony, ani jakiejkolwiek innej. Jedyny w miare obiektywny fakt to ze on pobil a ona zostala pobita.

                                      Jeszcze jedno - masz sklonnosc do egzaltacji, nazwanie zwyklej konsekwencji uzycia przemocy jaka jest areszt i bliskie spotkanie trzeciego stopnia z sedzia "wtraceniem na samo dno ciemnego lochu by zczezl" jest co najmniej przesada.

                                      > Kiedyś udręczona walnełam porc
                                      > elitowym, grubym kubkiem o blat tak, ze rozsypał się w drobny mak.

                                      Zauwaz - walnelas w blat, nie w niego. Nie uzylas przemocy.

                                      > gdybym miala wtedy bardziej zamroczony umysł i walneła w niego, to two
                                      > im zdaniem powinnam spłonąć w ogniu wiecznego potępienia

                                      Nikt ci nie kaze w niczym plonac, ale gdybys go walnela, mialabys nieprzyjemnosci.

                                      > a on natychmiat zaświ
                                      > ecić aurolę nad swą głową i chodzić w glorii ofiary przemocy fizycznej.

                                      Z gloria i aureola to kolejna przesada, ale tak, bylby ofiara pobicia.

                                      Mam wrazenie, ze widzisz sytuacje autora przez pryzmat wlasnej.
                                      Jednak to, ze identyfikujesz sie ze sprawca moze swiadczyc, ze czlowiek, ktory Cie krzywdzil, wypral Ci mozg na tyle mocno, iz wciaz tkwi w tobie poczucie winy za cos, czego nie zrobilas.

                                      Jednak sa to sytuacje nie do porownania. Ty NIE UZYLAS PRZEMOCY i nie zamierzalas jej uzyc. Nerwowy gest z kubkiem nie mial z przemoca nic wspolnego.

                                      > I jeśli prosi o pomoc, kaja się- to nalezy mu p
                                      > omoc

                                      KAZDY sprawca po fakcie kaja sie i prosi o pomoc. Wiekszosc chce tylko udobruchac ofiare lub znalezc sojusznikow, ale sa i tacy, co rzeczywiscie maja wyrzuty sumienia i naprawde wierza, ze byl to jedyny lub ostatni raz i ze wszystko moze sie zmienic. Przepraszaja, przynosza prezenty, niektorzy nawet deklaruja, ze pojda na terapie (zwykle konczy sie na deklaracjach).
                                      Jesli ofiara wybaczy, przez jakis czas jest sielanka i drugi miesiac miodowy - az do nastepnej sprzeczki, kiedy znow padaja ostre slowa i sprawca znow czuje sie "zaszczuty i sprowokowany"...

                                      Nie pisze, ze autor jest stracony jako czlowiek. Na pewno jednak stracony jest ten zwiazek.
                                      • anbale Re: Chyba Koniec 01.01.11, 23:40


                                        > Mam wrazenie, ze widzisz sytuacje autora przez pryzmat wlasnej.
                                        > Jednak to, ze identyfikujesz sie ze sprawca moze swiadczyc, ze czlowiek, ktory
                                        > Cie krzywdzil, wypral Ci mozg na tyle mocno, iz wciaz tkwi w tobie poczucie win
                                        > y za cos, czego nie zrobilas.
                                        >
                                        > Jednak sa to sytuacje nie do porownania. Ty NIE UZYLAS PRZEMOCY i nie zamierzal
                                        > as jej uzyc. Nerwowy gest z kubkiem nie mial z przemoca nic wspolnego.
                                        >

                                        Nic nie zrozumiałas :) No trudno
                      • comamterazzrobic Re: Chyba Koniec 31.12.10, 11:12
                        Sabino, bardzo Cię przepraszam, ale wydaje mi się, że odrobinę przesadzasz w swoich osądach. Czytając to co napisałaś mam wrażenie, jakbyś chciała siedzieć w naszych głowach i dyktować kolejne ruchy podczas tego nieszczęsnego zdarzenia które było naszym udziałem.
                        Nie bagatelizuję tego co się stało. Było mi bardzo ciężko i w dalszym ciągu jest. Postanowiłem pracować nad sobą, nad naszym związkiem i trwam w tym postanowieniu.
                        Nie oczekiwałem że będę chwalony za to co zrobiłem, ale też nadmierne piętnowanie nie sprawi, że stanę się lepszy.
                        Nigdzie nie pisałem że rzuciłem żonę na podłogę. Nie wiem skąd to wytrzasnęłaś. Skoro jednak już o tym napisałaś, to aż boję się czekać, na to że napiszesz, iż następną rzeczą jaką robiłem wtedy było kopanie jej (żony) po całym ciele, ze szczególnym uwzględnieniem głowy, albo wysnucie iż zacząłem podejrzewać iż żona jest w ciąży i kopanie jej po brzuchu.
                        Bardzo Cię proszę o powściągliwość w niektórych swoich ocenach. Gdybym nie był uczestnikiem tego co zaszło i miał zbudowac swoj obraz na podstawie Twoich opinii to byłbym przerażony opisanym demonem/wariatem.
                        Być może i tym razem źle ubieram myśli w słowa, ale gwarantuję Ci, że jestem relatywnie normalnym facetem.
                        Przypomnę że mieszkam w bloku i nie raz jestem zmuszany by słuchać kłótni sąsiadów, czasami nawet czegoś więcej niż kłótni. Nie napisz tylko, że skoro wśród sąsiadów dochodzi do rękoczynów to sam nadałem sobie prawo karania w taki sposób mojej żony (użyłem słowa "karania" zupełnie przypadkowo - po prostu zabrakło mi innego).

                        Każdy z nas ma coś na sumieniu. Sabino, wejrzyj w siebie i zastanów się czy nie ma w twoim życiu spraw których się wstydzisz. Może będą one mniejszego kalibru niż moje, ale...
                        ...sama już chyba wiesz.

                        I bardzo przepraszam, naprawdę nie jest moim zamiarem atakowanie Ciebie.
                        Dziękuję.
                        • kunegunda.live Re: Chyba Koniec 31.12.10, 16:55
                          Pamiętaj o tym,że zawsze kiedy ktoś Cię atakuje,lub reaguje nieadekwatnie,w sposób przesadny, jest to reakcja na jego problem,a nie Twój.Tak się składa,że Twój problem dotyka czułych miejsc tych,którzy Cię atakują.Nie przejmuj się tym.
                        • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 19:53
                          comamterazzrobic napisał:

                          > Nie bagatelizuję tego co się stało. Było mi bardzo ciężko i w dalszym ciągu jes
                          > t. Postanowiłem pracować nad sobą, nad naszym związkiem i trwam w tym postanowi
                          > eniu.

                          Bardzo mi przykro, ale Twoje posuniecie sie do fizycznej przemocy przekreslilo ostatecznie zwiazek, teraz juz nie ma co zbierac: Jesli bedziecie jeszcze razem, bedzie to jak posklejanie rozbitego wazonu i udawanie ze jest jak nowy. Takie sa konsekwencje pewnych dzialan i nic sie na to nie poradzi. Oczywiscie, ze warto pracowac nad soba, ale skorzysta z tego prawdopodobnie inna partnerka.

                          > Nie napisz tylko ze (...)

                          Nie napisalam.

                          > Każdy z nas ma coś na sumieniu. Sabino, wejrzyj w siebie i zastanów się czy nie
                          > ma w twoim życiu spraw których się wstydzisz.
                          >
                          Sa, i ponioslam ich konsekwencje. Czesto dotkliwe. Takie zycie, przykro mi.
                        • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 20:01
                          comamterazzrobic napisał:

                          > Nigdzie nie pisałem że rzuciłem żonę na podłogę. Nie wiem skąd to wytrzasnęłaś.

                          Napisales "Zlapalem ja za szyje i scisnalem. Mocno."
                          To sie nazywa duszeniem i stanowi zagrozenie dla zycia ofiary.

                          > Gdybym nie był
                          > uczestnikiem tego co zaszło i miał zbudowac swoj obraz na podstawie Twoich opin
                          > ii to byłbym przerażony opisanym demonem/wariatem.

                          Wydaje mi sie, ze masz powody, by byc przerazony.
                          Popelniles przestepstwo. W wiekszosci krajow spedzilbys za to noc w areszcie po czym nastepnego dnia stanalbys przed sadem i wreczonoby Ci zakaz zblizania sie do zony na jakies 200 metrow.
                          Tylko dzieki temu, ze zyjesz w Polsce, gdzie przemoc fizyczna wobec kobiet i dzieci jest tolerowana i usprawiedliwiana "przykym zachowaniem ofiary", mozesz cieszyc sie wolnoscia i czysta kartoteka i ronic slozy ze z zony taka jedza, ze "az ja uderzyles".

                          > Być może i tym razem źle ubieram myśli w słowa, ale gwarantuję Ci, że jestem re
                          > latywnie normalnym facetem.

                          "Relatywnie" to wlasciwe slowo.
            • leda16 Re: Chyba Koniec 30.12.10, 16:45
              anbale napisała:

              > Myślę, że czasem istnieją czynniki tłumaczące


              Czyli okoliczności łagodzące przy wydawaniu wyroku. Rzeczywiście sąd bierze je pod uwagę w przypadku przestępstwa, a każda przemoc jest przestępstwem - zarówno fizyczna jak i psychiczna. Tutaj doszło tylko do zniewag (obustronnych) i naruszenia nietykalności cielesnej.

              - choć nie usprawiedliwiające prze
              > mocy fizycznej np. wybuch agresjii kogoś kto czuje się nękany psychicznie latam
              > i.


              Ale NIC nie usprawiedliwia przestępcy, dlatego w każdym wypadku wymierzana jest kara. Tutaj "przestępca" ukarał się sam - łeb podniosło Jego superego w postaci poczucia winy i wyrzutów sumienia. Zapewne terapia spowoduje, że potrafi sobie wybaczyć, a czy wybaczy Mu żona, to już inny problem. Słusznie ktoś zauważył, iż aktów przestępczych wobec męża dokonywała też zona i to na długo przed poronieniem (wyzwiska, poniżanie, upokarzanie itp.) lecz mimo tego jej superego milczy - poczucia winy ani wyrzutów sumienia nie ma. Można więc przypuszczać, iz taki model he, he, "małżeńskiej miłości" wyniosła z prostackiego domu rodzinnego, albo ma poważne zaburzenia osobowości. On też. Dlatego problem małżeński mogłaby rozwiązać ew. tylko wspólna terapia nakierowana na behavioralne wyuczenie tych ludzi społecznie akceptowanych form komunikacji, jesli OBOJE dojdą do wniosku, że warto.


              > Nigdy tak nie jest, że w konflikcie jedna strona jest tylko winna, a druga tylk
              > o niewinna.


              Ależ psycholog NIGDY nie rozpatruje problemów małżeńskich w kategoriach winy i niewinności! Tak działa jedynie sąd. Psycholog nie może być stronniczy a terapia polegajaca na wyuczeniu małżonków nowych form komunikacji może trwać latami w zależności od genezy takich patologicznych zachowań. Jedno może być podatne na takie formy treningu, drugie nie lub w minimalnym stopniu - zwykle jego temperament oraz dotychczasowe doswiadczenie okażą się silniejsze od dobrych chęci i potrzeby mrówczej cierpliwości.


              Myślę, że oboje małżonkowie w tym przypadku byli naładowani gniewem
              > ponad wszelką miarę; nie radzący sobie z negatywnymi emocjami, wyżywający się
              > na sobie nawzajem.


              Jeśli jednak nie nauczyli się kontrolować swoich emocji w domu rodzinnym, liczyć z uczuciami osoby rzekomo - he , he "ukochanej", słaba nadzieja, że nauczą się tego teraz. Jeśli nie daj Bóg - zostaną rodzicami, wychowają następnego zaburzonego osobowościowo nieprzystosowanego do współżycia w rodzinie osobnika. Skoro On już - odczuwając dyskomfort psychiczny -chlasta po twarzy ukochaną, nic go nie powstrzyma przed spoliczkowaniem malutkiego dziecka tym łatwiej, im bardziej będzie przeświadczony o jego bezbronności. Wiadomo - kobieta facetowi mordy za policzek nie skuje, dziecko tez. Bijący instynktownie to czuł.



              > Fatalne małżeństwo, powinno sie zakończyć


              Też jestem tego zdania. Oboje są infantylni, egoistyczni i bezwzględni wobec siebie. Eskalują wzajemną agresję. Autor wątku widzi tyle negatywnych cech u żony, że doprawdy nie pojmuję, co go jeszcze przy niej trzyma i ZA CO ją kocha. Że ona Jego nie - to mnie akurat nie dziwi - w głowie ma inny ideał męża.
          • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 29.12.10, 18:46
            sabinac-0 napisała:

            > Uwazasz, ze istnieja czynniki usprawiedliwiajace uzycie przemocy fizycznej (w t
            > ym przypadku polegala ona na uderzaniu w twarz, potem biciu po calym ciele i na
            > koncu duszeniu) wobec bliskiej osoby?

            Może to mechanizmy obronne kolegi sprawiły, że znosił on ten związek tak długo, aż w końcu prawie ją zabił?
            Może irytowało ją, że tak tłumi złe traktowanie i testowała ile jeszcze zniesie?
            Dlaczego nie zadzwoniła po policję skoro była ofiarą, tylko do projektantki? :) czy ona jest normalna?
            Celowo i z pełnym namaszczeniem dążyła do tego aby on wyszedł z siebie i ją zaatakował, ot co.

            Wszystkie opisy wskazują że tak właśnie było.
            • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 29.12.10, 19:51
              lifeisaparadox napisał:

              > Może (...)
              > Może (...)

              Co jeszcze "moze"?
              Wyobraznia jest nieograniczona...

              > Dlaczego nie zadzwoniła po policję skoro była ofiarą, tylko do projektantki? :)
              > czy ona jest normalna?

              Taka jest reakcja wiekszosci kobiet pobitych przez meza, zwlaszcza w Polsce, gdzie bycie bita zona to wciaz jeszcze wstyd nie dla sprawcy, lecz dla ofiary.
              Wiekszosc albo ukrywa pobicie (slynne "ja sie tylko o krzeslo potknelam"), albo dzwoni do matki lub przyjaciolki.

              > Celowo i z pełnym namaszczeniem dążyła do tego aby on wyszedł z siebie i ją zaa
              > takował, ot co.
              >
              Tak samo celowo i z namaszczeniem ofiary gwaltu chodza w mini ciemna ulica. :P
              • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 29.12.10, 23:25
                Widzisz no, Ty wałkujesz wersję w której kobieta nie rozumie że mąż jej nie kocha w potocznym tego słowa znaczeniu i nie szanuje, a bije i poniża, a ona nie chcąc za żadne skarby dopuścić tego do świadomości, znajduje w sobie winę za taki stan rzeczy i usprawiedliwia jego zachowanie, pielęgnując swoje przywiązanie i zależność w ten sposób.

                Tutaj sytuacja jest odwrotna, ale Ty jesteś ostatnią osobą która mogła by mieć choćby cień wątpliwości że jest tak jak jest.
                • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 29.12.10, 23:52
                  Mam takie wrażenie, że bardzo próbowałaś odciągnąć taką zależną osobę w bliskiej relacji z człowiekiem który się na niej wyżywał, ale nigdy nie udało Ci się jej z tego wyciągnąć. Po prostu nie chciała tego za żadne skarby dostrzec ani zaakceptować.
                  Teraz Ty nie potrafisz zaakceptować tego że miałaś rację ale to nie dotarło...

                  Dlatego z taką awersją reagujesz na to że piszemy tutaj o usprawiedliwianiu jakiegoś faceta który nie wytrzymał znęcania się i przypierniczył swojej żonie.
                  • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 30.12.10, 21:15
                    lifeisaparadox napisał:

                    > Mam takie wrażenie, że (...)

                    Pudlo.

                    > nie wytrzymał znęcania się i przypierniczył swojej żonie.

                    Sugerujesz, ze bicie i duszenie zony (ktore rubasznie nazywasz "przypierniczeniem") mozna usprawiedliwic jej "zlym charakterem"?
                    • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 31.12.10, 00:42
                      sabinac-0 napisała:

                      > Sugerujesz, ze bicie i duszenie zony (ktore rubasznie nazywasz "przypierniczeni
                      > em") mozna usprawiedliwic jej "zlym charakterem"?

                      Ja nazywam przyczynę i skutek a nie rozliczam ich na punkty.
                      • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 10:25
                        lifeisaparadox napisał:

                        > Ja nazywam przyczynę i skutek a nie rozliczam ich na punkty.

                        Podobnie jak ci, ktorzy oceniajac gwalt "nazywaja przyczyne i skutek" dopatrujac sie przyczyny w potencjalnej "prowokacji" ze strony ofiary i w ten sposob rozgrzeszajac sprawce, ze "biedny nie zdzierzyl, skusila go a krew nie woda".

                        Pozorna neutralnosc, owo "nie rozliczanie na punkty" sluzy ci do rozwodnienia calej sytuacji, zasugerowania ze bicie i duszenie niczym sie nie rozni od ostrej wymiany zdan lub atakow histerii - i w ten sposob usilujesz rozmyc wine sprawcy.
                        • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 31.12.10, 11:08
                          sabinac-0 napisała:

                          > Podobnie jak ci, ktorzy oceniajac gwalt "nazywaja przyczyne i skutek" dopatruja
                          > c sie przyczyny w potencjalnej "prowokacji" ze strony ofiary i w ten sposob roz
                          > grzeszajac sprawce, ze "biedny nie zdzierzyl, skusila go a krew nie woda".

                          Jest różnica między przyzwoleniem do zbliżenia seksualnego, a czynnym oporem. Ten drugi jest zdecydowany i nie pozostawiający wątpliwości.
                          Jest różnica między przyzwoleniem w wyniku bezpośredniej groźby, a brakiem umiejętności wyrażania sprzeciwu wobec nadużyć.
                          Jeśli masz postawić wyrok w jakiejś sprawie, to trzeba to wyważyć.

                          > Pozorna neutralnosc, owo "nie rozliczanie na punkty" sluzy ci do rozwodnienia c
                          > alej sytuacji, zasugerowania ze bicie i duszenie niczym sie nie rozni od ostrej
                          > wymiany zdan lub atakow histerii - i w ten sposob usilujesz rozmyc wine sprawcy.

                          Raczej ocenić ciężar jego winy.
                          Na tym polega rola sędziego i różnica między wyrokiem dłuższego pozbawienia wolności, krótkiego pozbawienia wolności w zawieszeniu, odszkodowania i jego wysokości itp. ewentualnie skierowania na terapię w ramach wyroku, myślę że to tak powinno wyglądać jeśli chcemy żyć w zgodzie z sobą samymi.
                          • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 20:07
                            lifeisaparadox napisał:

                            > Jest różnica między przyzwoleniem do zbliżenia seksualnego, a czynnym oporem. T
                            > en drugi jest zdecydowany i nie pozostawiający wątpliwości.

                            Uwazasz, ze wystarczy zlikwidowac czynny opor ofiary dolewajac jej wina, wrzucajac pigulki do szklanki lub powtarzac skamienialej ze strachu malolacie "alez chcesz tego, pewnie ze chcesz" - a przestepstwa nie ma?

                            > Jest różnica między przyzwoleniem w wyniku bezpośredniej groźby, a brakiem umie
                            > jętności wyrażania sprzeciwu wobec nadużyć.

                            Prawnie zadna.

                            > Raczej ocenić ciężar jego winy.
                            > Na tym polega rola sędziego

                            Niestety, sprawcy przemocy w Polsce raczej nie trafiaja do sedziego, chyba ze ofiara nie zyje - byc moze dlatego spoleczenstwo osadza raczej ofiare.
                • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 30.12.10, 21:11
                  lifeisaparadox napisał:

                  > Tutaj sytuacja jest odwrotna,

                  Odwrotna sytuacja bylaby wtedy, gdyby ona bila i dusila a on zostal pobity i prawie uduszony.
                  • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 31.12.10, 01:08
                    sabinac-0 napisała:

                    > Odwrotna sytuacja bylaby wtedy, gdyby ona bila i dusila a on zostal pobity i pr
                    > awie uduszony.

                    Twierdzisz że nie istnieje coś takiego jak przemoc psychiczna, a definitywną winę ponosi ten co nie zdzierżył i uderzył?

                    Pójdziemy razem, Ty z kamerą, a ja będę podchodził do odpowiednio wybranych ludzi i prowokował w tak zjadliwy sposób, że bankowo oberwę w zęby. Będziemy koczować w okolicy oddziału pogotowia ratunkowego żeby nie trzeba było daleko chodzić na obdukcję.
                    Wiem kogo wybrać na ofiarę - długo nie będziemy szukać. Zrobimy od razu ksero pozwów o pobicie a nazwiska będziemy wpisywać ręcznie, zależnie jak się będzie nazywała ofiara.

                    Będzie na fajne wakacje. Byle nie poszło na dentystę i chirurga zbyt wiele.
                    • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 10:19
                      lifeisaparadox napisał:

                      > Twierdzisz że nie istnieje coś takiego jak przemoc psychiczna, a definitywną wi
                      > nę ponosi ten co nie zdzierżył i uderzył?
                      >
                      Popelniasz podstawowy blad, nazywajac "przemoca psychiczna" slowne potyczki miedzy dwojgiem doroslych, niezaleznych ludzi (sam autor przyznal, ze nie pozostawal zonie dluzny i tez potrafil zdrowo jej przygadac).
                      Tymczasem termin "przemoc psychiczna" ogranicza sie WYLACZNIE do sytuacji, gdy dreczyciel ma fizyczna wladze nad ofiara i ona jest od niego zalezna, np. jest dzieckiem, podwladnym, osoba chora lub stara.
                      • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 31.12.10, 10:41
                        sabinac-0 napisała:

                        > Popelniasz podstawowy blad, nazywajac "przemoca psychiczna" slowne potyczki mie
                        > dzy dwojgiem doroslych, niezaleznych ludzi (sam autor przyznal, ze nie pozostaw
                        > al zonie dluzny i tez potrafil zdrowo jej przygadac).

                        Zdefiniowałem coś nowego - prowokację do przemocy fizycznej. Że jest to coś co może mieć miejsce i określony cel. Np. wzbudzenie w kimś jeszcze większego poczucia winy, a ustawienie siebie w pozycji wybaczającej ofiary - która nota bene była prowokatorem. Rozmazuje to zupełnie obraz właściwych odczuć - byłem prowokowany, dałem w zęby, jestem winien temu wszystkiemu włącznie z tym, że zareagowałem na przemoc psychiczną w stosunku do mnie.

                        > Tymczasem termin "przemoc psychiczna" ogranicza sie WYLACZNIE do sytuacji, gdy
                        > dreczyciel ma fizyczna wladze nad ofiara i ona jest od niego zalezna, np. jest
                        > dzieckiem, podwladnym, osoba chora lub stara.

                        Albo mężem uzależnionym od mieszkania w które zainwestował pieniądze ale nie może tego udowodnić, natomiast żona ma dwukrotnie wyższe zarobki i może wykazać że jest ono jej własnością?
                        Wyraźnie pisze że jest zależny w tej relacji i żona to wykorzystuje, a w dodatku umacnia go w przekonaniu że ma beznadziejną pracę i że jest nikim i tak dalej.

                        Dziecko, starszą osobę, czy podwładnego też trzeba umocnić w poczuciu zależności i bezradności gdy pomyśli o niezależności i asertywności. To różni zależną ofiarę od wolnego człowieka - jest to długotrwały proces wywierania submisji.
                        Jest to bodajże wykorzystanie mechanizmu obronnego który racjonalizuje bierność wobec tego co nam nie pasuje.
                        • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 31.12.10, 20:17
                          lifeisaparadox napisał:
                          >
                          > Zdefiniowałem coś nowego - prowokację do przemocy fizycznej.

                          To rzeczywiscie cos nowego. :)

                          > Albo mężem uzależnionym od mieszkania w które zainwestował pieniądze ale nie mo
                          > że tego udowodnić, natomiast żona ma dwukrotnie wyższe zarobki i może wykazać ż
                          > e jest ono jej własnością?

                          Bardzo czesto lekcewazy sie kobiety, ktore latami tkwily przy swym dreczycielu, bo nie chcialy zostawiac dorobku zycia i isc wraz z dziecmi do Markotu - ze "widac lubily dostawac".

                          > Wyraźnie pisze że jest zależny w tej relacji

                          Nie, sam przyznal, ze poradzilby sobie bez zony i najwyzej spadlby troche w standardzie.
                          Nie jest chory, ma wlasny dochod i nie zostalby sam z malymi dziecmi, zatem TAK, jest niezalezny.
                          A jego sentyment do miejsc lub przedmiotow to inna sprawa.

                          P.S. Na razie, sadzac z jego postu, on siedzi sam w ich mieszkaniu a zona gniecie sie z rodzina.
                          • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 01.01.11, 16:05
                            sabinac-0 napisała:

                            > Bardzo czesto lekcewazy sie kobiety, ktore latami tkwily przy swym dreczycielu,
                            > bo nie chcialy zostawiac dorobku zycia i isc wraz z dziecmi do Markotu - ze "w
                            > idac lubily dostawac".

                            Najprościej jest odrzucić świadomość tego, że są ludzie którzy cierpią poniżenie i z tym żyją dręcząc się między asertywnością a koniecznością.
                            Lekceważenie też coś mówi o lekceważącym, czyż nie?
                            Albo zwalanie winy na cały świat, wtedy można oddalić się od przykrych własnych doświadczeń.
                            • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 16:55
                              lifeisaparadox napisał:

                              >
                              > Najprościej jest odrzucić świadomość tego, że są ludzie którzy cierpią poniżeni
                              > e i z tym żyją dręcząc się między asertywnością a koniecznością.

                              Nie bardzo rozumiem, co chcesz przekazac - ze to pobicie i duszenie to byla "koniecznosc"?
                              • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 01.01.11, 17:39
                                sabinac-0 napisała:

                                > > Najprościej jest odrzucić świadomość tego, że są ludzie którzy cierpią po
                                > niżeni
                                > > e i z tym żyją dręcząc się między asertywnością a koniecznością.
                                >
                                > Nie bardzo rozumiem, co chcesz przekazac - ze to pobicie i duszenie to byla "ko
                                > niecznosc"?

                                A jak to się ma do pobicia i duszenia to też ma na pewno długą historię żeby to tak odkryć na czysto.
                                Na pewno i niezaprzeczalnie ma to związek z brakiem asertywności i to po obu stronach, bo zarówno sposoby załatwiania problemów lub tego nieumiejętność, zbytnia ustępliwość w obawie przed zwyczajną rozmową, kojarzoną zawsze z konfrontacją i obroną własnego stanowiska. Wyliczankę można by zrobić naprawdę bardzo długą.
                                Bo chyba nas najbardziej interesuje rozwiązanie tego problemu a nie jego eskalacja, hm?
                                • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 18:19
                                  lifeisaparadox napisał:

                                  > Bo chyba nas najbardziej interesuje rozwiązanie tego problemu a nie jego eskala
                                  > cja, hm?

                                  Jesli doszlo do aktu przemocy fizycznej, zwlaszcza w formie groznej dla zycia (chwyt za szyje i duszenie), jedynym rozwiazaniem problemu jest rozstanie.
                                  • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 01.01.11, 19:39
                                    sabinac-0 napisała:

                                    > Jesli doszlo do aktu przemocy fizycznej, zwlaszcza w formie groznej dla zycia (
                                    > chwyt za szyje i duszenie), jedynym rozwiazaniem problemu jest rozstanie.

                                    No nie wiem, myślałem że jesteśmy na forum psychologia i debatujemy o ludzkiej psychice, wnętrzu, emocjach i ich korelacji z rzeczywistością, przyczynach, skutkach, nie zaś tworzymy wzór aktu oskarżenia...
                                    • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 22:10
                                      lifeisaparadox napisał:

                                      > No nie wiem, myślałem że jesteśmy na forum psychologia i debatujemy o ludzkiej
                                      > psychice, wnętrzu, emocjach i ich korelacji z rzeczywistością, przyczynach, sku
                                      > tkach, nie zaś tworzymy wzór aktu oskarżenia...

                                      Taka jest ludzka psychika, ze granica raz przekroczona przestaje istniec.
                                      Korelacja z rzeczywistoscia jest taka, ze ktos, kto raz uderzy osobe podlegla (lub uwazana za podlegla, a tak wielu mezczyzn wewnatrz postrzega "swoje" kobiety, nawet jesli z pozoru je szanuje), uderzy i drugi, i kolejny raz, bo granica przestala istniec. Sprawca ma z aktu przemocy korzysci emocjonalne jesli ofiara, czuje sie winna "prowokacji" przez co wybacza, pokornieje i usiluje naprawiac zwiazek i zadowolic sprawce.
                                      Zatem - paradoksalnie - wrazliwosc, potulnosc i dobre checi ofiary staja sie przyczyna nastepnych aktow przemocy, bo sprawca osiaga nimi to, co chce.
                                      Skutek moze byc ciezki a nawet smiertelny.

                                      Zatem, jak wyluszczylam chyba logicznie, zona autora swa zdecydowana postawa (natychmiastowe odejscie i przerwanie kontaktu), uznana przez wielu za wredna i egoistyczna, ma szanse ocalic zycie wlasne i/lub meza, oby juz bylego. Jesli oczywiscie w tej postawie wytrwa, nie da sie wpedzic w poczucie winy lub wspolwiny i nie wroci kajajac sie.
                                      • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 01.01.11, 23:23
                                        Jego żona ani nie była dobrotliwa, ani asertywna, to on był dobrotliwy i nieasertywny, z tego co pisze.

                                        Skoro jesteś psychologiem sądowym, to przeraża mnie myśl ile opinii na niekorzyść facetów już wystawiłaś. Oby tylko w wypadku przemocy w rodzinie. Dla dobra męskiej populacji przerób że te własne problemy bo jakoś czuję że nie możesz przejść do normalności z tym, że byłaś ofiarą przemocy i manipulacji ze strony mężczyzny co później rzutowało na wszystko inne. Pozwól sobie na świadomość tego że stało się to częścią Ciebie. Wtedy odpuszcza.
                                        • mona.blue Re: Chyba Koniec 01.01.11, 23:31
                                          Sabina, napisałam podobnie na koniec wątku - naprawdę czasem może kobieca agresja słowna być nie do wytrzymania. Co oczywiście nie świadczy o tym, że aprobuję przemoc, tym bardziej, że sama byłam jej ofiarą, ale też widziałam kilka kobiet w "akcji".
                                          • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 23:55
                                            Jak to bylo?
                                            "Ty go slowkiem, on cie korbaczem namaca".
                                            • mona.blue Re: Chyba Koniec 02.01.11, 16:12
                                              sabinac-0 napisała:

                                              > Jak to bylo?
                                              > "Ty go slowkiem, on cie korbaczem namaca".

                                              :)))
                                        • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 01.01.11, 23:41
                                          lifeisaparadox napisał:

                                          > Jego żona ani nie była dobrotliwa, ani asertywna, to on był dobrotliwy i niease
                                          > rtywny, z tego co pisze.
                                          >
                                          Z tego co pisze w pierwszym poscie, bo potem przyznal, ze tez potrafil przygadac zonie tak, by bolalo.
                                          Ale nie ma znaczenia kto, komu i co przygadal.

                                          Prawo do nietykalnosci cielesnej jest niezbywalne i nie zalezy od tego, czy jest sie dobrotliwym i asertywnym, czy nie.
                                          Niestety, duzo ludzi uwaza, ze osoby podlegle (lub za takie uwazane) jak kobiety, dzieci, Czarni itp. na swa nietykalnosc musza zasluzyc potulnoscia i "dobrocia".

                                          > Skoro jesteś psychologiem sądowym, to przeraża mnie myśl ile opinii na niekorzy
                                          > ść facetów już wystawiłaś.

                                          Nie jestem psychologiem tylko lekarzem i opiniuje o chorobach a nie o ludziach.
                                          Swiadectwa moralnosci tradycyjnie wystawia inna instytucja. :)

                                          • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 02.01.11, 03:40
                                            sabinac-0 napisała:

                                            > Z tego co pisze w pierwszym poscie, bo potem przyznal, ze tez potrafil przygada
                                            > c zonie tak, by bolalo.
                                            > Ale nie ma znaczenia kto, komu i co przygadal.

                                            No ma i to dużą, jest to przyczyną powstawania napięć - problemy w porozumiewaniu się i poprawnym wyrażaniu pełnych uczuć.

                                            > Prawo do nietykalnosci cielesnej jest niezbywalne i nie zalezy od tego, czy jes
                                            > t sie dobrotliwym i asertywnym, czy nie.

                                            Jeśli jest się dobrotliwym, to znaczy że nie jest się asertywnym :)
                                            Trzeba jasno wyrażać co Cię boli i nie myśleć że ktoś się "obrazi" czy zostanie postawiony w niezręcznej sytuacji. Z kolei druga strona powinna wyrażać jasno i wyraźnie to samo. Inaczej nie ma asertywności.
                                            Pomijam relacje sado-maso, że wyrażanie swojej opinii będzie w konflikcie z drugą osobą. Już chyba z 50 ostatnich postów do mnie piszesz w stylu rywalizacji poglądów i zastanawiam się czy jest możliwe żeby Ci to puściło.

                                            > Niestety, duzo ludzi uwaza, ze osoby podlegle (lub za takie uwazane) jak kobiet
                                            > y, dzieci, Czarni itp. na swa nietykalnosc musza zasluzyc potulnoscia i "dobroc
                                            > ia".

                                            Niestety, są to Twoje poglądy wyciągnięte z domu rodzinnego, na których podstawie określasz "ludzkość" :> No i po prostu szukasz tego tematu wszędzie. Tak tak, jasne, nie twierdzę że tego nie ma, ale... no to dygresja.

                                            Masochizm to postawa która woła bij mnie bo jest mi źle bez tego. Jeśli ktoś jest taki dobrotliwy i uległy w każdej kwestii, pozbawiony asertywności, zwalający winę na samego siebie za nierealne powody, daje sygnały że chce być tym kto zawinił i potrzebuje kary, to no cóż... w rozsądnym człowieku wywoła zdziwienie. Natomiast w relacji z kimś takim dłuższy czas, może wykształcić się postawa sadystyczna na zasadzie uzupełnienia potrzeb drugiej osoby.
                                            Niestety właśnie przez to ofiary padają ofiarami kolejnych nadużyć ze strony mniej rozumnych osób.
                                            To dotyczy naszego autora. W jakiś proporcjach.
                                            Tylko, na Boga Wszechmogącego, przestań już podstawiać pod to swoją wizję kata i ofiary za którą stoisz murem, bo nie ma czegoś takiego w tym przykładzie. Są tylko ludzkie odczucia z którymi nie masz na chwilę obecną kontaktu a w ich miejscu masz utkwioną traumę.
                                            Naprawdę.

                                            > > Skoro jesteś psychologiem sądowym, to przeraża mnie myśl ile opinii na ni
                                            > ekorzy
                                            > > ść facetów już wystawiłaś.
                                            >
                                            > Nie jestem psychologiem tylko lekarzem i opiniuje o chorobach a nie o ludziach.
                                            > Swiadectwa moralnosci tradycyjnie wystawia inna instytucja. :)

                                            :)
                                            • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 02.01.11, 13:31
                                              lifeisaparadox napisał:

                                              > No ma i to dużą, jest to przyczyną powstawania napięć - problemy w porozumiewan
                                              > iu się i poprawnym wyrażaniu pełnych uczuć.
                                              >
                                              Przemoc fizyczna z porozumiewaniem sie nie ma nic wspolnego.
                                              Sprawcy nie chodzi o wyrazenie uczuc tylko o stlamszenie niepokornego partnera, pokazanie mu swojej przewagi.

                                              > Trzeba jasno wyrażać co Cię boli i nie myśleć że ktoś się "obrazi" czy zostanie
                                              > postawiony w niezręcznej sytuacji. Z kolei druga strona powinna wyrażać jasno
                                              > i wyraźnie to samo. Inaczej nie ma asertywności.

                                              Jesli ktos uzywa argumentu piesci, zadna asertywnosc nie pomoze i nie uchroni przed ciosem.

                                              > Niestety, są to Twoje poglądy wyciągnięte z domu rodzinnego (...)

                                              Jesli nie zgadzasz sie z moimi argumentami, podawaj wlasne i mozemy sobie gadac jeszcze i 100, i 200 postow, ale daruj sobie gdybania na temat moich spraw osobistych bo zakoncze te mila pogawedke natychmiast.
                                              Zauwaz, ze ja takich chwytow unikam i to pomimo, ze z twoich postow moglabym wyciagnac sporo wnioskow na temat twego zdrowia i relacji.

                                              > Masochizm to postawa która woła bij mnie bo jest mi źle bez tego.

                                              Slynne w srodowiskach o tzw. niskim statusie "baby lubia jak im przyp...c a kazda dziewica marzy by byc zgwalcona". :P
                                              Bez komentarza.



                                              > Tylko, na Boga Wszechmogącego, przestań już podstawiać pod to swoją wizję kata
                                              > i ofiary za którą stoisz murem, bo nie ma czegoś takiego w tym przykładzie.

                                              Jesli doszlo do pobicia, jest sprawca i jest ofiara.

                                              • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 02.01.11, 17:58
                                                sabinac-0 napisała:

                                                > Przemoc fizyczna z porozumiewaniem sie nie ma nic wspolnego.
                                                > Sprawcy nie chodzi o wyrazenie uczuc tylko o stlamszenie niepokornego partnera,
                                                > pokazanie mu swojej przewagi.

                                                Sado-maso ot co.

                                                > Jesli ktos uzywa argumentu piesci, zadna asertywnosc nie pomoze i nie uchroni p
                                                > rzed ciosem.

                                                To znowu piszesz o tych niższych grupach społecznych. Ja tego tak po prostu nie widzę.

                                                > > Masochizm to postawa która woła bij mnie bo jest mi źle bez tego.
                                                >
                                                > Slynne w srodowiskach o tzw. niskim statusie "baby lubia jak im przyp...c a kaz
                                                > da dziewica marzy by byc zgwalcona". :P
                                                > Bez komentarza.

                                                Nawet w dużych firmach mobbing dosięga właśnie takie nieasertywne osoby które mają rolę ofiary wypisaną na czole. Dodatkowa praca, więcej obowiązków, nadgodziny - wiadomo że nie odmówią. Nie jest tak?
                                                • mona.blue Re: Chyba Koniec 02.01.11, 20:59
                                                  lifeisaparadox napisał:

                                                  > sabinac-0 napisała:
                                                  >
                                                  > > Przemoc fizyczna z porozumiewaniem sie nie ma nic wspolnego.
                                                  > > Sprawcy nie chodzi o wyrazenie uczuc tylko o stlamszenie niepokornego par
                                                  > tnera,
                                                  > > pokazanie mu swojej przewagi.
                                                  >
                                                  > Sado-maso ot co.
                                                  >
                                                  Life, chyba nigdy nie miałeś do czynienia z kobietami, które dotknęła przemoc. Ja chodziłam na grupę kobiet doświadczających przemocy i zapewniam Cię, że żadna z nich nie była masochistką. Cierpiały i nie wiedziały jak wyrwać się z takiego związku. Często nie miały się gdzie wyprowadzić, albo nie miały szans na mieszkanie po rozwodzie, albo na samodzielne utrzymanie dzieci. Były nauczone od dzieciństwa, że dziewczynka powinna być grzeczna, zawsze ustępować - i potem jakiś palant to wykorzystywał, przejmował całkowitą kontrolę i dominację nad kobietą. Zapewniam Cię, że wszystkie były normalne, chciały żyć godnie, tylko nie potrafiły samodzielnie wyrwać się z rąk oprawcy.
                                                  Nie było możliwości wyeksmitowania sprawcy przemocy, nie mówiąc już o tym, że wyroki za pobicie partnerki sąd wydawał na ogół w zawieszeniu.

                                                  > > Jesli ktos uzywa argumentu piesci, zadna asertywnosc nie pomoze i nie uch
                                                  > roni p
                                                  > > rzed ciosem.
                                                  >
                                                  > To znowu piszesz o tych niższych grupach społecznych. Ja tego tak po prostu nie
                                                  > widzę.

                                                  Co do asertywności zgadzam sie całkowicie - nie działa w przypadku agresywnych, butnych facetów, którzy mają przewagę nad kobietą. Na asertywny argument kobiety oni po prostu stosują grożbę użycia siły albo przywalają od razu.>

                                                  > > > Masochizm to postawa która woła bij mnie bo jest mi źle bez tego.
                                                  > >
                                                  Tak naprawdę masochizm to jakaś skrajność, w 99% jest to bezsilność wobec silniejszego kata.


                                                  • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 02.01.11, 22:46
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > Co do asertywności zgadzam sie całkowicie - nie działa w przypadku agresywnych,
                                                    > butnych facetów, którzy mają przewagę nad kobietą. Na asertywny argument kobie
                                                    > ty oni po prostu stosują grożbę użycia siły albo przywalają od razu.>

                                                    Są też takie kobiety i reagują agresją słowną na spokojne argumenty. Właśnie tak samo żerują na ułożonych i wyrozumiałych facetach którzy są bezradni gdy widzą że mają do czynienia z wariatką.

                                                    Rozumiem że to zjawisko głównie dotyczy sytuacji odwrotnej, ale wierz mi że taki agresor jak wymieniacie, ostatnią rzeczą jaką by zrobił to histeria na forum psychologicznym.
                                                • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 03.01.11, 13:29
                                                  lifeisaparadox napisał:

                                                  > > Jesli ktos uzywa argumentu piesci, zadna asertywnosc nie pomoze i nie uch
                                                  > roni p
                                                  > > rzed ciosem.
                                                  > To znowu piszesz o tych niższych grupach społecznych. Ja tego tak po prostu nie
                                                  > widzę.
                                                  >
                                                  Mylisz sie. Poskramianie niepokornych towarzyszek zycia za pomoca piesci spotyka sie we WSZYSTKICH grupach spolecznych.

                                                  > Nawet w dużych firmach mobbing dosięga właśnie takie nieasertywne osoby które m
                                                  > ają rolę ofiary wypisaną na czole. Dodatkowa praca, więcej obowiązków, nadgodzi
                                                  > ny - wiadomo że nie odmówią. Nie jest tak?

                                                  Znaczy - nalezy im sie, a co :P
                                                  • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 03.01.11, 13:57
                                                    sabinac-0 napisała:

                                                    > > Nawet w dużych firmach mobbing dosięga właśnie takie nieasertywne osoby k
                                                    > tóre m
                                                    > > ają rolę ofiary wypisaną na czole. Dodatkowa praca, więcej obowiązków, na
                                                    > dgodzi
                                                    > > ny - wiadomo że nie odmówią. Nie jest tak?
                                                    >
                                                    > Znaczy - nalezy im sie, a co :P

                                                    A jakby odpowiedziały na "pracować więcej za darmo" że niezbyt, no to wtedy można wysłuchać kontrargumentu szefa - bo potrzebujemy żeby ktoś pracował nadgodziny. To ona może powiedzieć ale muszą być płacone tak jak powinny i jeszcze jakąś podwyżkę za te dodatkowe obowiązki co szef wspominał.
                                                    Wtedy odpowie "nie ma sprawy". Albo dalsza wymiana chcę/nie chcę/potrzebuję/nie akceptuję.

                                                    Ale jak ktoś mówi "potrzebuję żeby pani pracowała nadgodziny", i widzi w odpowiedzi skruszenie i ciche przyzwolenie, to odbiera to jako aprobatę. Żeby zgadnąć czy ona czasem aby na pewno czegoś nie chce w zamian, bo głupio tak. Zapyta - pasuje? No to ona pomyśli że jak odpowie coś innego niż "tak", to straci pracę, więc odpowiada załamana że pasuje. Więc pracodawca albo z cichym przyzwoleniem godzi się na bycie oprawcą, albo zaczyna ją maltretować psychicznie, czy by aby nie chciała dostać pieniędzy za tą pracę :)

                                                    Co innego są pracodawcy którzy dążą do wprowadzenia pracowników w powyższą postawę bierności i poddania się woli przełożonego na zasadzie ciągłego negowania i zaprzeczania ich przejawom asertywności. Zaczyna się ugoda na niewyrażanie własnego zdania i robi się mobbing.

                                                    Tak że... no widzisz.
                                                  • kalllka Re: Chyba Koniec 03.01.11, 14:11
                                                    life, Twoja wypowiedz bylaby spojna logicznie i do udowodnienia gdybys w podanych przykladach nie mieszal sposobow argumentowania z argumentami.
                                                    bo wychodzi na to ,ze mimo dobrych intencji utrawalasz (jak zwykle w polskim necie) pokretna postawe -advokatus rokitus.
                                                  • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 03.01.11, 14:42
                                                    kalllka napisała:

                                                    > life, Twoja wypowiedz bylaby spojna logicznie i do udowodnienia gdybys w podany
                                                    > ch przykladach nie mieszal sposobow argumentowania z argumentami.
                                                    > bo wychodzi na to ,ze mimo dobrych intencji utrawalasz (jak zwykle w polskim ne
                                                    > cie) pokretna postawe -advokatus rokitus.

                                                    No niestety w życiu też bywa tak pokrętnie właśnie.
                                              • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 02.01.11, 20:39
                                                sabinac-0 napisała:

                                                > Jesli ktos uzywa argumentu piesci, zadna asertywnosc nie pomoze i nie uchroni p
                                                > rzed ciosem.

                                                Dlatego jeśli kobieta dokonuje nadużyć na mężu, nie wypada czekać aż dojdzie do starć siłowych.
                                                Facet powinien najzwyczajniej w świecie włączyć kamerę czy dyktafon w momencie kolejnych spięć, nagrać wszystko jak ona go traktuje, wyzywa i oczernia a on stara się ją uciszyć racjonalnymi kontrargumentami. Jakie odzywki padają. Może i świadkowie się znajdą. Później do prawnika, znaleźć paragrafy, napisać pozew i najzwyczajniej w świecie ugotować niczego nie spodziewającą się kobietę na sali sądowej.
                                                Wziąć rozwód z jej winy, mieszkanie, alimenty niech płaci - tym bardziej jak dużo lepiej zarabia. Proste.
                                                W tym kraju nie istnieje coś takiego jak jakakolwiek ochrona przez znęcaniem się psychicznym ze strony kobiet, a mężczyźni najzwyczajniej w świecie wstydzą się do tego przyznać, udowodnić że ma to miejsce i domagać się sprawiedliwości.
                                                Faceci milczą, znoszą, bo uważają że to oni są mężczyznami i ciąży na nich obowiązek radzenia sobie ze wszystkim, a to jakaś straszna hańba wyjść na światło dzienne z takimi problemami i powiedzieć że nie da się wytrzymać. Przeżywają frustrację i są zupełnie bezradni do momentu aż uderzą albo targną się na swoje życie.

                                                > Slynne w srodowiskach o tzw. niskim statusie "baby lubia jak im przyp...c a kaz
                                                > da dziewica marzy by byc zgwalcona". :P
                                                > Bez komentarza.

                                                Zupełny brak obiektywizmu i spojrzenia z drugiej strony, też cechuje ludzi o takim a nie innym pochodzeniu.
                                                • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 03.01.11, 13:26
                                                  lifeisaparadox napisał:

                                                  > Dlatego jeśli kobieta dokonuje nadużyć na mężu,

                                                  Z tego co pisal autor, nie bylo ani ograbiania meza z majatku, ani wakacji z kochankiem za jego kase, ani pisania o nim paszkwili w gazetach, ani nasylania na niego zbirow.
                                                  Takie rzeczy bylyby naduzyciami, ale klotnie nimi nie sa.

                                                  > Wziąć rozwód z jej winy, mieszkanie, alimenty niech płaci - tym bardziej jak du
                                                  > żo lepiej zarabia. Proste.

                                                  Z ta wina to nie takie proste - sad nie orzecze winy zony tylko dlatego ze raz czy drugi nazwala go "idiota" lub "nieudacznikiem", zwlaszcza ze autor pisal, iz nie lykal lez w kaciku tylko potrafil sie odgryzc.
                                                  Jesli nie bylo z jej strony zdrady, naduzyc finansowych (uwaga: zarabianie wiecej od meza NIE JEST naduzyciem finansowym) lub nalogu, sad orzeknie rozwod bez wskazania winnego podajac jako motyw "niezgodnosc charakterow".
                                                  Akt przemocy fizycznej automatycznie powoduje orzeczenie o winie agresora.

                                                  > Przeżywają fru
                                                  > strację i są zupełnie bezradni do momentu aż uderzą albo targną się na swoje ży
                                                  > cie.
                                                  >
                                                  Tylko ciekawe, czemu najbrutalniejsze akty przemocy i prawie wszystkie proby samobojcze owych biednych zaszczutych maja miejsce wtedy, gdy bezecna dreczycielka postanawia odejsc?
                                                  • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 03.01.11, 14:32
                                                    sabinac-0 napisała:

                                                    > Z ta wina to nie takie proste - sad nie orzecze winy zony tylko dlatego ze raz
                                                    > czy drugi nazwala go "idiota" lub "nieudacznikiem", zwlaszcza ze autor pisal, i
                                                    > z nie lykal lez w kaciku tylko potrafil sie odgryzc.

                                                    No to niezgodność charakterów pozostaje przy takich opcjach.

                                                    > Jesli nie bylo z jej strony zdrady, naduzyc finansowych (uwaga: zarabianie wiec
                                                    > ej od meza NIE JEST naduzyciem finansowym) lub nalogu, sad orzeknie rozwod bez
                                                    > wskazania winnego podajac jako motyw "niezgodnosc charakterow".
                                                    > Akt przemocy fizycznej automatycznie powoduje orzeczenie o winie agresora.

                                                    No ale takie poniżanie go, gdy on pisze że było to za darmo i bez prowokacji i to na dzień dobry?
                                                    Przetrawiła coś i go huknęła z opóźnieniem? :>

                                                    > Tylko ciekawe, czemu najbrutalniejsze akty przemocy i prawie wszystkie proby sa
                                                    > mobojcze owych biednych zaszczutych maja miejsce wtedy, gdy bezecna dreczycielk
                                                    > a postanawia odejsc?

                                                    No faktycznie.
                                                  • sabinac-0 Re: Chyba Koniec 03.01.11, 17:20
                                                    lifeisaparadox napisał:

                                                    > No to niezgodność charakterów pozostaje przy takich opcjach.
                                                    >

                                                    > No ale takie poniżanie go, gdy on pisze że było to za darmo i bez prowokacji i
                                                    > to na dzień dobry?

                                                    ON PISZE, tylko w pierwszym poscie zreszta bo potem sam przyznaje, ze taki znow kocik puszysty to on nie byl.
                                                    Jak moja szwagierka sie kloci ze szwagrem, dzwoni do mnie i opowiada jaki z niego podlec a z niej biedulka. Szwagier w tym czasie opowiada mojemu mezowi wersje dokladnie odwrotna. Na koniec ustalamy wersje obiektywna - ja ze starym i szwagrostwo miedzy soba. :)

                                                    Ale co innego slowne ciagania, a co innego pobicie. Inny ciezar gatunkowy ze tak powiem.
                                                  • lifeisaparadox Re: Chyba Koniec 03.01.11, 17:40
                                                    sabinac-0 napisała:

                                                    > Jak moja szwagierka sie kloci ze szwagrem, dzwoni do mnie i opowiada jaki z nie
                                                    > go podlec a z niej biedulka. Szwagier w tym czasie opowiada mojemu mezowi wersj
                                                    > e dokladnie odwrotna. Na koniec ustalamy wersje obiektywna - ja ze starym i szw
                                                    > agrostwo miedzy soba. :)

                                                    Ta, a ktoś jeszcze niezaangażowany mógłby z waszych wniosków wyciągnąć kolejną wersję zdarzeń :)

                                                    Trochę mi to przypomina w sumie sytuację ze Smoleńskiem, każdy taki mądry, każda jedna rodzina jedno, rząd drugie, politycy trzecie, Rosjanie czwarte i gdzieś w każdej wersji jest odrobina prawdy którą wydobędzie każdy według własnego rozeznania.
                                                    Hm.

                                                    > Ale co innego slowne ciagania, a co innego pobicie. Inny ciezar gatunkowy ze ta
                                                    > k powiem.

                                                    I inne znaczenie.
                                                    Można też uderzyć i odejść, w zestawieniu z przemocą ograniczającą, jest to coś chyba zupełnie odwrotnego.
      • yag-nik Re: Chyba Koniec 28.12.10, 23:57
        Ja również życzę Wam wszystkiego dobrego jeśli obydwoje macie chęć by naprawić swoje relacje i widzicie światełko w tunelu!
      • crazy_witch Oby to byl koniec twojej naiwnosci. 29.12.10, 12:07
        Zyjesz z kobieta, ktora wyraznie nie nalezy do osob zdrowych, a zaburzonych. Oboje jestescie gdzies zaburzeni. Kazde na swoj sposob. Do tego wzieliscie slub ze soba bez wiekszych podstaw na zbudowanie harmonijnej szczesliwej rodziny. Bo skoro klociliscie sie juz przed slubem, to wiadomo ze agresja jeszcze bardziej eskaluje po slubie, gdzie zyje sie blizej siebie.

        Moze terapia pomoze ci zobaczyc rzeczywistosc poza horyzontem. Ze mozna zyc inaczej. Bez klotni i awantur. Ale proces uzdrawiania nalezaloby zaczac od siebie. Dla mnie jest wyraznie chore to 'rozbieranie' siebie na forum, gdzie dajesz nam opis jak funkcjonuje twoje malzenstwo od strony seksualnej. Sam opis wyglada tak jakby to jakis chory facet zdjal gacie i pokazal swojego fjuta zza krzaka nic nie przeczuwajacym ludziom w parku. Jeszcze do tego z detalami, ktore mozna czytajacym zaoszczedzic. Pozniej leci ten excybicjonizm emocjonalny, gdzie lzy ciekna ciurkiem. Cale ten klimat przypomina sceny zblizone do sado-masochizmu. I ta dluga tresc watka, wyglada na to ze ci sie sznurowadla poluzowaly.
        Tearpeuta jak najbardziej ci potrzebny, zanim gorsze sprawy zaczna sie dziac.
        • lifeisaparadox Re: Oby to byl koniec twojej naiwnosci. 29.12.10, 19:11
          crazy_witch napisała:

          > . I ta dluga tresc watka, wyglada na to ze ci sie sznurowadla poluzowaly.
          > Tearpeuta jak najbardziej ci potrzebny, zanim gorsze sprawy zaczna sie dziac.

          Bez tej pogardy wiedźmo bo psujesz całość taką końcówką.
          • crazy_witch Re: Oby to byl koniec twojej naiwnosci. 29.12.10, 19:23
            A skad u ciebie wzielo sie ze to pogarda? Moze projektujesz swoje wlasne odczucia na tekst i innych?
            Nie pomyslales o tym ty psychologu z zapadlej wsi. ...Teraz to byla pogarda.
            • lifeisaparadox Re: Oby to byl koniec twojej naiwnosci. 30.12.10, 00:02
              crazy_witch napisała:

              > A skad u ciebie wzielo sie ze to pogarda? Moze projektujesz swoje wlasne odczuc
              > ia na tekst i innych?
              > Nie pomyslales o tym ty psychologu z zapadlej wsi. ...Teraz to byla pogarda.

              Kpina? drwina? a może wyszydzanie? No coś jednak chciałaś przekazać i jemu i mnie.
          • gadagad Re: Oby to byl koniec twojej naiwnosci. 29.12.10, 19:27
            To jest związek osób, którzy odnaleźli się w swojej agresji, zapewne relacja żony byłby podobnie emocjonalna, z prawdą po jej stronie. Agresję wobec siebie wywołują jako relację. Ich relacją jest walka z sobą. Jakby ktoś był w tym związku przypadkiem, to dawno by zwiał. Co by tracił, przez zerwanie związku, brałby jako cenę wolności, zawsze cenniejszej, niż trwanie w pikle.Niech się gryzą dalej, sądzą,szarpią. Fajnie, że przyroda w ich emocjach, nie pozwala im się rozmnożyć.
            • crazy_witch Re: Oby to byl koniec twojej naiwnosci. 29.12.10, 20:30
              Mysle calkiem podobnie, ze szczesciem dziecka ze sie nie narodzilo w takim domu. Jeszcze ojca moznaby bylo przezyc ale agresywna matka to tragedia. W sumie opisal swoj zwiazek z takimi detalami a jednak nie napisal nic konkretnego. Kogo z najblizszej rodziny, przypomina mu jego zona?
    • gadagad Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 29.12.10, 17:43
      Co do tego, co posiadacie po ślubie, jest wasze na pół, i żadnego, kto ile zarabiał - nie ma. Oczywiście możecie mieć problem z fiskusem, wspólnie, ale to zupełnie inna działka. Dobrze, że dobry los, nie pozwala wam mieć dzieci, które by spadły do waszego piekiełka. Bo dzieciak by niczego nie rozwiązywał, byłby dalszym zakładnikiem w waszej wojnie i wyłącznie cierpiał. Tłuczcie się ile wlezie, coś w końcu z tego wyniknie, sami poniesiecie tego konsekwencje, które może was czegoś nauczą.Ale nie wciągajcie w to niewinne osoby trzecie, typu dzieciak.To będzie grzech śmiertelny, którego wam dziecko nie wybaczy.
    • gadagad Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 29.12.10, 20:05
      Uderzyłem, dusiłem, jestem gotów zabić partnerkę. Co to znaczy? Związek jest nastawiony na takie wspólne relacje, że trzeba go skończyć. Pozytywnie, nie zamordowaniem się w ramach tej miłości. TU NIE MA CO NAPRAWIAĆ.To jest konfliktowość, prowadząca z natury związku, zawsze do nieszczęścia, a trzyma ich materializm. Tak, że wszystko za co zapłacą w tym związku, jest sprawiedliwe.
      • crazy_witch Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 29.12.10, 20:31
        Przyznam,ze ja tez bym zabila kogos takiego. Wcale nie dziwi mnie ze do takich sytuacji dochodzi.
    • kunegunda.live Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 31.12.10, 14:05
      Przeczytałam cały watek i odniosłam wrażenie,że rzeczywiście niektórym osobom pilnie potrzebny jest psychiatra,(nie o autora wątku mi chodzi),a inne osoby pomyliły swoje role i zamieniły się w sędziów i prokuratorów, a tutaj nie sąd,zamiast podzielić się swoimi odczuciami i ewentualnie udzielić rad piszącemu i pomocy o którą prosi.
      Ja oczywiście nie pochwalam przemocy fizycznej ,ale jak widzę ,autor czuje się wystarczająco winny i przerażony tym co zrobił i rozumiem,że można być doprowadzonym do takiego stanu,że przestaje się kontrolować swoje emocje.
      Zwykle ,dzieje się tak,kiedy ktoś przez długi czas jest poddany bardzo stresującej sytuacji, w której czuje się ofiarą i której nie umie przerwać, ani się z niej wydostać.
      Znam przypadek żony alkoholika,która przez długie lata znosiła picie męża i jego pijackie wyczyny,aż któregoś dnia wlała mu roztopiony,gorący smalec do ucha,podczas gdy pijany spał.
      Tutaj ,nie ma nałogu alkoholowego,ani innego,ale też widoczne jest w tym, co opisuje autor jako swoją relację z żoną, obustronne współuzależnienie polegające na trwaniu w toksycznym związku.
      Ja nie podejmuję się rozsądzać czyja to jest wina.
      Myślę,że żadnej ze stron i że oboje nie potrafią właściwie się komunikować,to znaczy nie potrafią w sposób nie raniący drugiej strony, komunikować swoich oczekiwań,swoich uczuć i swoich potrzeb.
      Bardzo dobre pytanie ktoś tutaj zadał autorowi; Jak sobie wyobraża naprawę tego związku ? Czyli ,co powinno się w nim zmienić,by był satysfakcjonujący dla niego? Myślę,że oboje powinni sobie zadać takie pytania i spróbować odpowiedzieć na nie.To znaczy odpowiedzieć na pytanie ;czy ten partner jest w stanie zaspokoić te moje potrzeby i oczekiwania ?
      Bez odpowiedzi na te pytania trudno jest mówić o naprawie związku.Można łatwo ulec kolejnej iluzji,tak jak iluzją jest myślenie,że gdyby było dziecko ,to scementowałoby związek.
      Nawiasem mówiąc ,u kobiet poronienie często występuje wtedy,kiedy kobieta podświadomie nie akceptuje ojca dziecka.
      Autor pisze tutaj o tym,że żona nienawidzi swojego ojca.Być może jest tak,że z autorem wątku rozgrywa swój nierozwiązany problem z ojcem i przenosi na niego swoje pretensje wobec niego ?Jest to oczywiście tylko hipoteza,ale możliwa.
      Moje wrażenie z opisu autora jest takie,że stara się uwzględnić punkt widzenia żony,jej uczucia ,a nie może oczekiwać tego z drugiej strony.
      Rezygnacja z własnych oczekiwań nie jest zdrową postawą i na pewno nie naprawi tego związku.
      Trudności, o jakich pisze autor w pożyciu seksualnym, wskazują dla mnie, na głęboką niechęć żony do tych kontaktów.Sądzę,że nie jest to sprawa wielkości,lecz jej reakcja fizjologiczna na negatywne nastawienie psychiczne do męża
      .Kobieta może w takim wypadku cierpieć na tzw.pochwicę, objawiającą się trudnością,a nawet niemożnością odbycia stosunku.Uważam,że u podłoża leżą psychiczne problemy.
      Uważam,że oboje Państwo wymagacie leczenia i to bardzo porządnej psychoterapii.Chyba najwłaściwsza byłaby w ujęciu psychodynamicznym.
      Decyzję o ratowaniu małżeństwa, bądź jego zakończeniu ,radzę odłożyć na czas, kiedy będziecie mogli bardziej racjonalnie ocenić za i przeciw i podjąć ją na spokojnie.
      Pozdrawiam i życzę by ten Nowy Rok przyniósł rozwiązanie Państwa problemów i był pomyślniejszy, niż ten kończący się.
    • lisa-vera Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 31.12.10, 16:21
      tak troche podczytalam ten watek, jeszcze raz i te wpisy w nim. Przyznam, ze ci bardzo wspolczuje.
      Ktos kto nie spotkal sie z agresja kobiet, ten nie ma zielonego pojecia na ogol, z czym to sie wiaze.
      Coz moge ci radzic. Radze ci to pieklo zakonczyc jak najszybciej. Poszukaj prawnika i niech on da ci wsparcie prawne i porade jak masz przeprowadzic rozwod z ta kobieta, tak aby doszlo do podzialu majatku po rowni.
      Tacy ludzie jak ona sie nie zmieniaja. To sa osoby bardzo narcystyczne i problem ich narcyzmu polega na tym, ze sa pozbawiene altruizmu.
      Jest cala masa ksiazek do poczytania na ten temat. Wielu znawcow tematu ostrzega swoich czytelnikow przed nadzieja na to ze osobe z zaburzeniem narcystycznym idzie zmienic. Otoz nie idzie i najczesciej osoby bliskie, padaja ofiara tych ludzi.
      Odejdz od niej zanim zniszczy ciebie i twoje zdrowie.
      Pozdrawiam i zycze wszystkiego co najlepsze w nowym roku, 2011.
      A przede wszystkim wyjscia z impasu.
    • mona.blue Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 01.01.11, 23:17
      Jestem ostatnią osobą, która aprobowałaby przemoc fizyczną. Z drugiej strony przyznam się, że widząc niektóre kobiety w akcji przemocy słownej naprawdę chyba trudno nie zareagować własną agresją lub rozstaniem.
      • sabinac-0 Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 02.01.11, 13:46
        Wszystko pieknie, zauwaz tylko, ze faceci, ktorzy uzyli sily fizycznej do "poskromienia zlosnicy", choc uwazaja sie za biednych misiow zaszczutych przez wiedzme, jakos wcale rozstawac sie nie chca.
        Przeciwnie, gdy owa "wiedzma" chce ich zostawic, tak dlugo za nia laza, placza, kajaja sie, opowiadaja przejmujace historie o swym bolu i poczuciu winy, przepraszaja ze zyja, obiecuja ze "to byl ostatni raz" a czasem wygrazaja i szantazuja, az owo "wcielenie zla" sie zlamie i wroci.
        Robia to za kazdym razem gdy owa "wiedzme" pobija, bo oczywiscie na jednym razie nigdy sie nie konczy.

        Podjecie przez "wiedzme" decyzji o zostawieniu "biednego misia" w spokoju jest dla "misia" nie ulga (choc mowi, ze strasznie z nia cierpial), lecz plama na honorze i dosc czesto konczy sie dla "wiedzmy" ciezkimi obrazeniami lub smiercia z rak "misia".
        • mona.blue Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 02.01.11, 16:15
          No to prawda, łatwo nie puszczą od siebie partnerki - może masz jednak rację.
        • oliwe Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 16.02.11, 13:12
          Sabinac-0 podziwiam Cię za wytrwałość. Ja tysiąc razy straciłabym cierpliwość po zastosowaniu rzetelnych argumentów i nazywaniu rzeczy po imieniu co spotyka się jedynie z próbą rozmywania winy bez solidnej argumentacji. Nie pojmuję dlaczego ludzie nie uznają podstawowego prawa człowieka do nietykalności fizycznej.

          Ja też jestem ofiarą przemocy. Zostałam uderzona raz. Upokorzenia z tym związanego nie da się porównać do niczego, żadne słowa, żadne inne czyny nie potrafią wyrządzić takiej krzywdy fizycznej i psychicznej jak cios. Uporałam się z tym problemem dokonując rzeczy niezwykle trudnej w takiej sytuacji - przyznałam się przed sobą i światem, że jestem ofiarą. Zanim się to zrobi łatwiejsze wydaje się wybielanie, usprawiedliwianie, ukrywanie i godzenie się na ten fakt ale paradoksalnie uznanie się za ofiarę pomaga w przywróceniu sobie poczucia godności.

          Masz całkowitą rację, przekroczona granica przestaje być granicą. Ja zostałam z mężem, postanowiłam przesunąć granicę, wiem że i nowa może zostać przekroczona i prawdopodobnie zostanie ale kolejnej nie ustanowię, ta jest absolutnie ostateczna, skorzystam z przysługującej mi ochrony prawnej jako ofierze.

          Ja nie wyobrażam sobie zostać sprowokowaną by kogoś uderzyć. I mąż i dziecko, rodzice, przyjaciele, urzędnicy i inni niejednokrotnie wyprowadzali mnie z równowagi ale nigdy przenigdy nie umiałabym nikogo uderzyć to jest absolutnie niewyobrażalne. Zastosowanie siły dopuszczam jedynie w obronie własnej.

          Ci wszyscy relatywiści, którzy rozpatrują winę ofiary, czynią to z jakiegoś powodu. Albo podobna sytuacja jest dla nich zupełnie abstrakcyjna i mają nie dość empatii (choć wydaje im się, że właśnie ją mają) by ją ocenić właściwie lub sami byli i/lub są sprawcami lub ofiarami przemocy i ratują swoje ego na cudzym przykładzie.

          Ludzie zastanówcie się czy solidarnie bezwzględnie piętnując przemoc nie sprawimy, że tej przemocy będzie mniej aż zostanie wyeliminowana i bici w dzieciństwie przestaną bić dzieci i partnerów? Czy ktoś odważy się zakwestionować, że świat bez przemocy byłby lepszy?

          Sabino popieram Cię w całej rozciągłości, Twój udział w dyskusji traktuję jak misję. Choć próżny to chyba trud bo im więcej osób odpada w dyskusji tym więcej próbuje ją na powrót podjąć i podtrzymać mit winy ofiary a tym samym społeczne przyzwolenie na przemoc.
          • sabinac-0 Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 16.02.11, 19:09
            oliwe napisała:

            > Ja nie wyobrażam sobie zostać sprowokowaną by kogoś uderzyć. I mąż i dziecko, r
            > odzice, przyjaciele, urzędnicy i inni niejednokrotnie wyprowadzali mnie z równo
            > wagi ale nigdy przenigdy nie umiałabym nikogo uderzyć to jest absolutnie niewyo
            > brażalne. Zastosowanie siły dopuszczam jedynie w obronie własnej.
            >

            Zauwaz, ze owi "sprowokowani" partnerzy nigdy nie osmielaja sie uderzyc policjanta, sasiada czy przechodnia na ulicy chocby nie wiem jak byli prowokowani. Tabu i strach przed kara dzialaja takze na nich, nawet jesli tlumacza sie ze "nie wytrzymuja nerwowo".
            Gdy badam ich jako aresztantow, sa na ogol bardzo pokorni.

            To co ich osmiela, to BEZKARNOSC oraz przekonanie, ze kobieta lub dziecko jest ich wlasnoscia.

            Dziekuje Ci serdecznie za slowa wsparcia.
            Jest cos w tym, ze rozmowy na forum traktuje jak pewna misje.

            Sama bylam ofiara przemocy ze strony mojego ojca, nie wiem czy dlatego czy mimo tego, przeciwdzialaniu przemocy wobec kobiet i dzieci poswiecilam kilkanascie lat pracy w PL i kontynuuje to male "dzielko" za granica.
            Wiem, ze wiekszosc ludzi nie przekonam, ale jesli choc niektorzy sie zastanowia, to juz cos.
            Nie moge zbyt wiele zrobic, ale, jak to sie mowi - kropla drazy skale.
    • juliaiga Re: Cz. I. Uderzyłem żonę. Ratujcie. 14.02.11, 18:30
      Tu jest problem który dopiero Ci się pojawi ale ona już o tym myśli-ona chce zagarnąć to mieszkanie bo o tym już mówi.Ona to planuje powoli,ma na raziezarys.Po co jej ta obdukcja,po jednym razie(pierwszym)kiedy jej przyłożyłeś powinna być zaskoczona,rozżlona,gadka typu ufałam ci i się zawiodłm,telefon do przyjaciółki co ja mam teraz zrobić.A tu się okazuje że ma już plan wyrachowany na zimno-obdukcja i mamusia która jej póżniej sądownie poświadczy jak to córka była pobita.
      Emocje,to co czujesz,relacje to jedno ale ekonomia tego związku to drugie.Tu by się przydał prawnik i psycholog,zabezpieczaj się rachunki i tak dalej bo zabierze Ci mieszkanie.Ale co by nie było,i tak jesteś sam w tym związku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka