Dodaj do ulubionych

gdy umiera miłość życia cz.II

28.02.02, 14:30
To znowu ja, inka.
Założe druga część wątku , będzie sie szybciej otwierać.
Nie wiem czy macie ochote czytac wciąż o moim przygnębieniu ale ja się tu
niestety wciąż plączę. Zreszta nie tylko ja jestem w tej sytuacji... Co dzień
komuś umiera ktos najukochańszy, tylko nie każdy ma szansę tu trafić. A szkoda
bo może tak jak mnie pomogłby mu kontakt z ludźmi - tymi którzy przezywaja to
samo i tymi co po prostu współczuja...
A ja po prostu staram się żyć. I przekonać samą siebie że mi się chce.
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: gdy umiera miłość życia cz.II 28.02.02, 15:36
      Droga Inko.
      Sledze ten watek od poczatku, ale jakos nie moglam sie przedtem zdobyc na
      jakiekolwiek slowa.
      Zycze Ci i Twoim Dziewczynkom, abyscie sie nawzajem wspieraly. Jestes bardzo
      dzielna (to nie przytyk, czytalam Twoje wypowiedzi).
      pozdrawiam serdecznie
      Roseanne
      • Gość: kaj Re: gdy umiera miłość życia cz.II IP: 192.168.1.* 28.02.02, 17:28
        Hej Inka
        Wiesz Mój Brat był dzisiaj u mojej mamy - powiedział że wszystko w porządku,
        tylko że miał 10 lat a nie jak w chwili śmierci 17 - przeraża mnie to; kocham
        go chciałabym mu to powiedzieć - to internetowy maniak więc moze jak mu tu
        powiem to usłyszy - Błażej KOCHAM CIĘ!!!!! Ty Inka też spróbuj - krzycz krzycz
        i szepcz, powiedz Swojemu Ukochanemu o tym... może usłyszy
        całuję ciepło
        • Gość: inka_s wołanie w sieci IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.02.02, 21:41
          Och Kaj!
          Jak ja bym chciała żeby on tak do mnie przyszedł powiedzieć!!!
          A co do sieci... Jednym z powodów dla których w ogóle zaczęłam tu pisac było to
          że każdemu kto znał mojego męża - kojarzył sie on z komputerami. Jego ojciec
          pwiedział niedługo po śmierci - i co on tam pocznie bez komputera? A ja sobie za
          to pomyslałam że w Niebieskiej Serwerowni juz musiało okropecznie cos się sypnąć
          skoro aż jego Bóg musiał wezwać na pomoc....
          Kaj, ja tak czasami marze siadam do komputera - a tu w poczcie albo na GG, albo
          na ICQ - wiadomość z zaświatów, od niego. Boże gdybyz tak sie dało!!!
          Ja i tak do niego cały czas gadam w myślach albo i na głos. Zbyt wielką wyrwę
          zostawił po sobie w moim życiu. Czasem staram sie wyobrazić sobie że to tylko
          długi wyjazd... Ale w dobie telefonów powinien zadzwonić , co? A tu nic... I całe
          wyobrażenie na nic.
          Chce pisac do niego listy - ale jakoś nie mogę. To boli - świadomość że na taki
          list nigdy nie dostanę odpowiedzi. Ale napewno kiedys napisze te listy bez szans
          na odpowiedź...


          Gość portalu: kaj napisał(a):

          > Hej Inka
          > Wiesz Mój Brat był dzisiaj u mojej mamy - powiedział że wszystko w porządku,
          > tylko że miał 10 lat a nie jak w chwili śmierci 17 - przeraża mnie to; kocham
          > go chciałabym mu to powiedzieć - to internetowy maniak więc moze jak mu tu
          > powiem to usłyszy - Błażej KOCHAM CIĘ!!!!! Ty Inka też spróbuj - krzycz krzycz
          > i szepcz, powiedz Swojemu Ukochanemu o tym... może usłyszy
          > całuję ciepło

          • Gość: inka_s znowu weekend IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 02.03.02, 00:17
            I co tu pisac? Znowu dni kiedy powinien od rana do wieczora byc z nami...
            Z przerażeniem myslę o świętach. A tak cały czas myslę o tym co bysmy robili
            gdyby BYŁ. Jak z tego wybrnąć? Tak się nie da funkcjonować.
    • Gość: Pastwa Re: gdy umiera miłość życia cz.II IP: 172.17.15.* 02.03.02, 00:30
      Wiem że to tylko wyrazy na monitorze o których automatycznie zapominamy w wirze
      życiowych spraw i problemów. Mam jednak jakąś przyjemność z Twojej obecności
      tutaj z nami, może chce mi się wierzyć w przejściowy sens bólu.....

      Życzliwy
      • Gość: inka_s sens...no właśnie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 02.03.02, 23:40
        No właśnie - jaki jest sens cierpienia? Jest tu na forum wątek o sensie życia i
        co to znaczy.
        A cierpienie? Ból? Czy maja sens? Czasem cierpimy jakby na własne życzenie,
        czasem jest to niezależne od naszych chęci. Czasem to "tylko" ból fizyczny,
        czasem boli nas dusza... Jak to jest że nie odcinamy sie od bólu, nie umiemy?
        Na ten fizyczny mozna próbowac podziałać lekami, znieść go, nikt na ogół
        (normalny) nie zadaje sobie bólu specjalnie. A jak to jest z bólem "duchowym"?
        Czemu nie da się znieczulić, czemu w niektórych wypadkach nawet nie chcemy by
        przestało boleć? Czy chcemy nie czuć bólu po utracie kogoś bliskiego?...
        W naszej kulturze raczej nie wyobrażam sobie radości po czyjejs smierci - choć
        zasadzie powinnismy się cieszyć, chrześcijaństwo mówi przeciż o radości z
        podążenia do Boga. Ale to raczej dla zmarłego... A rodzina i przyjaciele?
        Cieszyc sie jego radościa? Hmmm. Czy jednak osobom wierzącym - obojetnie w
        jakiego Boga - jest łatwiej pogodzic się z umieraniem - i bliskich, i swoim
        własnym?
        • szary_ptak Re: sens...no właśnie 03.03.02, 10:23

          Cierpienie jest srodkim do jakiegoś celu, nigdy celem samym w sobie. Nieraz po
          prostu TRZEBA cierpieć, żeby osiągnąć jakiś cel. I nieraz można tego cierpienia
          uniknąć, a mimo wszystko dojść do celu - a jednak wybieramy cierpienie. Dlaczego?
          Bo taką drogę uważamy za uczciwą, słuszną...według naszej hierarchii wartości.

          Te cele też zresztą są bardzo indywidualną sprawą, dla innych czasem
          niezrozumiałą...

          Chyba każdemu cierpiącemu wydaje się, że tak jak on czuje - to nikt przedtem, ani
          teraz, ani potem...
          Dlatego tak naprawdę - każdy jest sam ze swoim cierpieniem...

          A jednocześnie - szuka się współ-czucia innych ludzi, czeka się na nie...

          Tak mi się wydaje....

          B.



    • Gość: red colo Re: gdy umiera miłość życia cz.II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.02, 13:39
      Inko s, wszyskie listy czyłałam od początku. Nie umiem kogoś pocieszać po
      stracie bliskiej osoby. To takie trudne. W mojej rodzinie wiele kobiet straciło
      swoich młodych mężów. Ich powracanie do normalnego trybu życia, trwało raz
      dłużej raz krócej. Musisz oddać się dzieciom, na razie. Musisz dla nich żyć.
      Piszesz, że masz wspaniałą rodzinę, która pomaga Ci w tym trudnym okresie. To
      bardzo dobrze. Dla mojej cioci, której mąż umarł jak miał 33 lata i mieli 6
      letnią córkę, też świat się zawalił. Teraz po 20 latach mówi, że Pan Bóg ma
      swoje powody i dlatego powołuje ludzi do życia w niebie. Zostawia nas tutaj
      abyśmy coś udowodnili. Pozdrawiam Cię mocno i wiedz, że codziennie myślę o
      Tobie, czy dajesz sobie radę, a wierzę ża dajesz.
      Reddziara
      • Gość: inka_s znowu ja IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 04.03.02, 22:49
        Chcę wam napisac że ja sie juz naprawdę często umiem usmiechać.
        Będę musiał znowu od poczatku przeczytać co pisałam te siedem tygodni temu -
        tak strasznie niedawno i tak dawno.
        To nadal boli - ale "weszło" głębiej. Tęskni się - al emożna jakoś życ...
        • Gość: krychal Re: trzeba żyć IP: 212.160.89.* 05.03.02, 08:47
          Gość portalu: inka_s napisał(a):

          > Chcę wam napisac że ja sie juz naprawdę często umiem usmiechać.
          > Będę musiał znowu od poczatku przeczytać co pisałam te siedem tygodni temu -
          > tak strasznie niedawno i tak dawno.
          > To nadal boli - ale "weszło" głębiej. Tęskni się - al emożna jakoś życ...

          INKO nie tylko można żyć, ale trzeba żyć !!!
          Cały czas śledzę obydwa Twoje wątki i sercem jestem z Tobą.
          Pozdrawiam.

          • Gość: inka_s jadę IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.03.02, 23:54
            No dobra - za 6 godzin jadę. Ciekawe że teraz każda podróż kojarzy mi się z
            podróżą na tamten świat.
            Bez sensu bo można skonać we własnym łóżku , nie?
            Ale nic nie poradzę że się zastanawiam - wrócę czy nie?...
            • Gość: Tula Re: jadę IP: *.dd.nextgentel.com 05.03.02, 23:57
              Inko!

              Badz ostrozna i wroc calo.

              Buzka dla ciebie i dziewczynek

              Tula
    • Gość: Pastwa Gdy umiera miłość życia cz.II IP: 172.17.15.* 07.03.02, 01:40
      Inko nie rezygnujmy z tego co jeszcze nastąpi inaczej odzrzucimy wiele nowych
      wspaniałych osób i sytuacji.....
      W wieku lat pięciu nie mieliśmy pojęcia co nas jeszcze czeka teraz jest tak
      samo tylko lat x później:)

      Pa pa
      • Gość: inka_s Re: Gdy umiera miłość życia cz.II IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.03.02, 13:21
        Gość portalu: Pastwa napisał(a):

        > Inko nie rezygnujmy z tego co jeszcze nastąpi inaczej odzrzucimy wiele nowych
        > wspaniałych osób i sytuacji.....
        > W wieku lat pięciu nie mieliśmy pojęcia co nas jeszcze czeka teraz jest tak
        > samo tylko lat x później:)

        A ja mam ochote rezygnować z tego co TUTAJ nastapi - na rzecz tego co moż
        enastapić TAM... To w sumie interesujace co nas czeka po drugiej stronie, czyż
        nie? A co waszym zadaniem jest po drugiej stronie śmierci?
        • Gość: Mili Re: Gdy umiera miłość życia cz.II IP: *.kalisz.sdi.tpnet.pl 08.03.02, 14:56
          Inko na wszystko przyjdzie czas, Ty jestes bardzo potrzebna TUTAJ, masz jeszcze
          wiele do zrobienia - WYCHOWAC DZIECI one Cie potrzebuja. Nawet najlepsza
          babcia,ciocia , czy kto kolwiek nie zastapi im matki. Nie chciej sie o niczym
          przekonywac.Wierze w Ciebie.
          Pozdrawiam cieplutko Ciebie i Twoje slodkie dziewczynki.
          Mili
        • Gość: kaj Re: Gdy umiera miłość życia cz.II IP: 192.168.1.* 08.03.02, 16:17
          Cokolwiek tam jest - nic nam do tego, widocznie nie zasłużyłyśmy by to oglądać.
          Czekać czekać czekać czekać czekać odrabiać lekcje czekać - uśmiechać się,
          kłaść, wstawać - póki możemy - bo z Tamtej Strony może tego nie ma.
          Właśnie "Raz Dwa Trzy" śpiewa :"I tak warto żyć!!!!" - powtarzać to sobie
          niczym mantrę - aż się uwierzy
          Nie daj się Inka nie daj
          • Gość: inka_s niedziela IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.03.02, 11:21
            No i kolejna rocznica - równe dwa miesiące...
            Patrzę na siebie sprzed tych zaledwie dwóch miesięcy - i widzę że jestem duzo
            spokojniejsza, jestem w stanie patrzec w przyszłość (przedtem w ogóle nie
            mogłam wybiec w myślach gdzieś dalej).
            Tylko tesknota nic sie nie zmienia, raczej jest wieksza.
            Troche jestem spokojniejsza również dlatego że właściwie wiemy co sie stało:
            niestety choroba - o której nie mieliśmy pojęcia, a która dała o sobie znać od
            razu w tak ostateczny nieodwracalny sposób. Może gdyby nie był sam, może gdyby
            nie pojechała tam i wtedy, może... Teraz to i tak nieważne. Wiem jedno - dla
            własnego spokoju musze porobić różne badania (choc to niezaraźliwe - ale we
            mnie może coś innego siedzi i nie daje objawów?) bo teraz moje zdrowie jest
            ważne dla dzieci podwójnie.
            Jeszcze troche załatwiania spraw urzędowych - i powoli trzeba będzie jakoś
            sobie poukładać to życie od nowa, strasznie mi sie nie chce...
            Mam poczucie że w osiągnięciu tego spokoju jaki teraz odczuwam (no, nie cały
            czas...) bardzo pomogli mi wszyscy ci którzy tu ze mna na forum rozmawiali,
            wysyłali po prostu pozdrowienia, ci którzy pisali do mnie na skrzynkę. To było -
            i jest- dla mnie barzdo ważne. Dziękuje wam.
            Przede mna jeszcze wiele trudnych chwil, wiele łez. Ale usmiecham sie do ludzi.
            Właśnie patrze jak mój mąż usmiecha sie do mnie ze zdjęcia. I uśmiecham sie do
            niego - nie mysląc o tym że on juz jest po drugiej stronie.
            Czasem odbieram jakby sygnały od niego - nagle włączam radio i leci piosenka
            która lubilismy. W dzień kobiet postanowiłam zrobic porządki w pokoju córki i
            znalazłam wśród starych jej rysunków - kartkę która on mi wydrukował- juz nawet
            nie pamiętam kiedy - z różą i napisem KOCHAM CIĘ! Tak jakby czekała w tym
            bałaganie na odnalezienie w tym właśnie dniu... Zreszta tak samo było w
            Walentynki - tez znalazłam przypadkiem w książce której dawo nie czytałam -
            stara Walentynke od niego...
            Pewnie ktos powie - przypadek. Ale jaki miły i potrzebny! Bardzo potrzebny...
            • Gość: Krystyna Do Inki ciesze sie IP: *.trondheim.avidi.online.no 10.03.02, 15:50
              Inko kochana!
              Ciesze sie napewno z innymi ktorzy znaja Twoja sytuacje, ze powoli wracasz do
              siebie.
              To jest normalne, ze czlowiek nie moze zapomniec szybko tego wszystkiego co
              wspolnie przezyl, zwlaszcza ze to byly dobre i szczesliwe chwile.
              Musisz przygotowac sie, ze to bedzie trwalo jeszcze bardzo dlugo, wlasciwie
              nigdy nie zapomnisz. Zawsze beda wracac wspomnienia przy kazdej okazji, ale z
              czasem beda mniej bolesne. Jak ci juz pisalam poprzednio, trzeba zyc i probowac
              cieszyc sie tym co masz.
              Twoim szczesciem i czastko Twojego UKOCHANEGO MEZA sa Twoje dziewczynki.
              Powinnas wychowac je tak, zebys czula ze Twoj maz bylby dumny z nich. Zebys nie
              miala wyrzutow sumienia ze cos przegapilas.

              Tez nie zapominaj o sobie. Oczywiscie to nie przyjdzie za rok czy dwa.
              Na to zeby w miare normalnie zyc, nie biegac codziennie na cmentarz, to
              zabierze troche czasu.
              Ja do tej pory nie przeczytalam ksiazki napisanej przez kolege ktory byl razem
              z moim mezem w tym krytycznym dniu. Tez czesto zadawalam sobie pytanie: Kto
              zawinil, ze wlasnie moj maz zatrul sie gazem, a jego kolega ktory tez byl w tym
              pomieszczeniu nie?
              Czy dochodzenie prawdy przywroci Mezowi zycie? Mialam dosyc problemow zeby
              jeszcze sobie posadzaniem robic wrogow.
              Oile pamietam masz kochajaca Rodzine, ja nie mialam nikogo.
              Moja macocha (taka jak z dziecinnych bajek) nie byla moim wsparciem, czasami
              wydawalo mi sie , ze cieszyla sie z mego nieszczescia. Ona zawsze zazdroscila
              mi , ze bylismy kochajacym malzenstwem, ze ja skonczylam studia, mialam dobra
              prace i dawalismy sobie rade bez pomocy rodziny.
              Moim NAJWIEKSZYM wsparciem w najtrudniejszych chwilach byla moja STARSZA
              CORKA. Obie wychowujac nasze malenstwo nie myslalysmy o tym zeby spotkac sie z
              Ojcem/Mezem.

              Ja po przeszlo siedmiu latach zdecydowalam sie na nastepne malzenstwo.
              Tak to jest loteria. Trafilam na godnego czlowieka ktory zastapil ojca
              zwlaszcza mojej mlodszej corce, ktora nie pamieta swojego ojca, miala niecale 2
              latka jak zmarl

              Zycie sie toczy, Ty tez masz jedno zycie. Twoje przyszle szczescie udzieli sie
              tez Twoim dzieciom.
              Pamietaj MATKI nikt nie zastapi.
              Ja ciagle za Matka placze, chociaz tyle lat uplynelo po Jej smierci.

              Mysle o Tobie codziennie i zycze spokoju. Badz dzielna tak jak dotychczas.

              Krystyna
    • Gość: Mili INKO odezwij się. IP: 212.160.89.* 13.03.02, 10:12
      Ineczko, co u Ciebie i Twoich słodkich dziewczynek słychać???
      Dawno nie było Cię na forum. Myślę,że podobnie jak ja i inni martwią się o Was.
      Inko daj jakiś znak, proszę.
      Pozdrawiam.
      • Gość: inka_s jestem, jestem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.03.02, 11:03
        Och, żyję! Ale nie mam jakoś siły duzo pisać.
        Przepraszam tych co czekają na listy ode mnie ale przechodze teraz "kryzys
        pisania" - wolę czytać...
        Dziewczynki zdrowe - jakos w miare spokojne, w poniedziałek idę do psychologa
        dzieciecego, pogadam o nich (ale bez nich).
        A ja łykam antybiotyki i robie badania kontrolne stopniowo...
        Samopoczucie zalezne od pogody za oknem - ale trudno powiedzieć co lepiej na
        mnie wpływa: deszcz czy słońce?
        Pozdrawiam wszystkich którzy o mnie pamiętaja!
        • Gość: Kim Re: jestem, jestem IP: 213.77.91.* 14.03.02, 11:27
          Jestem z Tobą myślami...
          • Gość: inka_s tematy na forum IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.03.02, 20:52
            Ostatnio sporo tu było tematów ze smiercia w tle - kara smierci, eutanazja,
            co po śmierci, Bóg - istniejący czy nie? , czy boimy sie smierci?
            Praktycznie każdy miał duży odzew - a ilez osób czytało ale nie odzywało się?
            Ja szukam lektur które pomagaja mi poukładac sobie wszystko, uładzić
            przezycia...
            Czy macie takie książki które pomagaja wam życ, pogodzic sie z różnymi
            trudnościami?
            Pozdrawiam wszystkich czytajacych!
            inka_sama z córeczkami
            • Gość: rick Re: tematy na forum IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.03.02, 22:05
              jest taka książka. trochę wstyd mi się nawet przyznawać, bo taka niby banalna,
              ale BARDZO i kiedyś w życiu pomogła . to Dale Cornegie 'Jak przestać się
              martwić i zacząć żyć naprawdę'.
              niech Ci pomoże także a także życzliwość nas wszystkich

              rick
            • Gość: Pastwa Re: tematy na forum IP: 172.17.15.* 19.03.02, 22:25
              Dla mnie osobiście jest to książka Wacława Karabiewicza "Tajemnica młodości i
              śmierci Jezusa". Po jej przeczytaniu czułem, że mój umysł jest czysty i
              wyjatkowo spokojny, a zarazem pełny wiary w moc człowieka.

              Ps. mam tylko pewne obawy co do dostępności tej książki.

              Powodzenia


              • Gość: inka_s Re: tematy na forum IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.03.02, 22:33
                Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                > Dla mnie osobiście jest to książka Wacława Karabiewicza "Tajemnica młodości i
                > śmierci Jezusa". Po jej przeczytaniu czułem, że mój umysł jest czysty i
                > wyjatkowo spokojny, a zarazem pełny wiary w moc człowieka.
                >
                > Ps. mam tylko pewne obawy co do dostępności tej książki.
                >
                Dzięki - faktycznie niedostepna , przynajmniej w "merlinie", poszukam w
                bibliotece. Aha jakby ktos jeszcze też chciał szukać to nazwisko jest -
                KORABIEWICZ.
                > Powodzenia
                >
                >



                • Gość: Pastwa Re: tematy na forum (inka_s) IP: 172.17.15.* 19.03.02, 22:40
                  W razie naprawdę dużych problemów z dostępnością, gotów jestem zrobić skan tej
                  książki i przesłać Ci internetem.
                  • Gość: inka_s Re: tematy na forum (pastwa) IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.03.02, 22:52
                    Jesteś wielki - a ja do książek i ich znajdowania mam dobra ręke, tak to by sie
                    nadawało do wątku o intuicji...
                    W każdym razie spróbuję znaleźć najpierw sama!
                    Aż mi się cieplej zrobiło koło serca....
    • Gość: lilag Re: odp -uczciwosc malzenska IP: 212.160.89.* 20.03.02, 08:00
      Inko pozwolilam sobie przeniesc moja odpowiedz z watku "co myslicie o zwiazku
      na odleglosc" n/t uczciwosci malzenskiej wlasnie tytaj, bo chyba ona bardziej
      tu jest na miejscu. W tej chwili jestem w pracy i z gory przepraszam jezeli
      moja wypowiedz bedzie moze chaotyczna ale tu pisze sie troche trudniej.
      Opisujac Ci historie mego dziadka chcialam podzielic sie mysla ze milośc jest
      nawet po smierci ze nawet jezeli swoje zycie ulozymy sobie z inna osoba to
      jezeli kochalismy naprawde wielka milosci to ani smierc ani inny zwiazek tego
      nie zmnieni i mysle ze to jest uczciwe wobec tego kto odszedl. Stanowi to
      osobny problem jako uczciwosc wobec tej drugiej osoby. Tak jak Ty tez mialaby
      te same watpliwosci ichociaz nie przezylam takiej tragedi to wydaje mi sie ze
      nigdy juz nie umialabym zlozyc przysiegi malzenskiej innej osobie( ale tak
      mysle teraz, ale podobno samotnosc tez boli i szuka sie na nia lekarstwa)Moze
      bylo by to latwiejsze kiedy zwiazek rozpada sie poprzez rozwod znaczyloby to ze
      milosc gzies sie wypalila ale w takich okolicznosciach????....hm tez mam
      watpliwosci.
      Pozdrawiam cieplutko Ciebie i dziewczynki.Badz dalej tak silna i dzielna.
      Lilag.
      • Gość: inka-s Re: odp -uczciwosc malzenska IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.03.02, 09:01
        Dziękuje ci lilug! I widze że podobnie myslimy.
        Jak widzisz nie zarzekam się ż ejuz NA PEWNO NIGDY. Nigdy nie mów nigdy...
        Pewnie czyjaś miłość mogłaby przekonać mnie ale nie teraz - i w czasach gdy o
        prawdziwą miłość trudno , zastanawiam sie czy jednej osobie może się dwa razy
        przytrafić takie uczucie- gdy inni szukaja całe zycie i nic.
        • Gość: lilag Re: odp -uczciwosc malzenska IP: 212.160.89.* 20.03.02, 10:29
          Gość portalu: inka-s napisał(a):

          > Dziękuje ci lilug! I widze że podobnie myslimy.
          > Jak widzisz nie zarzekam się ż ejuz NA PEWNO NIGDY. Nigdy nie mów nigdy...
          > Pewnie czyjaś miłość mogłaby przekonać mnie ale nie teraz - i w czasach gdy o
          > prawdziwą miłość trudno , zastanawiam sie czy jednej osobie może się dwa razy
          > przytrafić takie uczucie- gdy inni szukaja całe zycie i nic.


          Tak Inko, trafnie to ujełas .Ja tez uwazam , ze nie nalezy nigdy mowic NIGDY .
          Chociaz gdy tak o tym wszystkim mysle i w tym momencie patrzac przez pryzmat mego
          udanego malzenstwa wydaje mi sie, ze moglabym tak powiedziec, ale wiem ze inaczej
          sie mysli i mowi gdy los nas czyms doswiadcza i niekiedy zmienia sie swoj punkt
          widzenia ( i nie jest to zaklamanie tylko wtedy inaczej postrzegamy te same
          sprawy)
          Tylko tak jak mowisz czy jednej osobie moze sie prawdziwa wielka milosc
          przytrafic dwa razy??? ot... to jest pytanie?
          A jest jeszcze drugie pytanie zwiazane z dziecmi czy one akceptowaly be ten
          zwiazek i czy "wybrany" bylby wstanie do konca zaakceptowac nasze dzieci?
          Mezow, zon mozna miec kilku(a) , ale ojcow i matki???? Nie kazdy mialby szczescie
          trafic na taka jak moja druga"babcia".

          • Gość: rick Re: odp -uczciwosc malzenska IP: 192.39.188.* 20.03.02, 11:35
            Gość portalu: lilag napisał(a):

            > Tylko tak jak mowisz czy jednej osobie moze sie prawdziwa wielka milosc
            > przytrafic dwa razy??? ot... to jest pytanie?

            to chyba nie tak.. to znaczy pytanie jest źle postawione.. chyba.. ja kocham moją
            Panią i .. nie zadaję sobie tego pytania. oczywiście , że byłoby bez sensu w tej
            sytuacji. ale moim zdaniem w każdej sytuacji jest trochę .. niewłaściwe. uważam,
            że istotna jest zdolność do kochania i cieszenia się drugą osobą. jeśli taką
            zdolność posiadasz, to albo kochasz tę osobę, z którą jesteś, albo wcześniej czy
            później na taką trafisz. i nie porównywałbym tej drugiej z pierwszą. miłości nie
            potrzeba porównywać, bo nic z tego nie wynika. żyjemy tu i teraz, a także tu i
            teraz kochamy.

            ciepełka :)
            rick
        • Gość: Krystyna Re: odp -uczciwosc malzenska IP: *.trondheim.avidi.online.no 21.03.02, 23:16
          Inko,
          Piszesz cytuje: “..., zastanawiam sie czy jednej osobie może się dwa razy
          przytrafić takie uczucie- gdy inni szukaja całe zycie i nic.”

          Tak , ja jestem taka osoba, spotkalam czlowieka ktory nie tylko pokochal mnie
          ale tez moje corki.
          Po smierci mojego meza nie wyobrazalam sobie ze ktos bedzie mogl zastapic mi
          Jego, wydawalo mi sie ze sama mysla zdradzalabym Go.

          Nie wierze w zycie pozagrobowe, ale bardzo czesto wydaje mi sie, ze moje
          zmarle ukochane osoby ( moja Mama i moj Maz) kieruja moim zyciem i zawsze
          wskazuja mi wlasciwa droge. Dodaja mi otuchy.

          Pisalam Ci wczesniej, ze dlugo nie moglam wyobrazic sobie, ze moglabym
          pokochac, wyjsc drugi raz za maz.
          Wyszlam za maz, pojechalam do obcego kraju.
          Starsza corka skonczyla tutaj stomatologie, mlodsza w tym roku konczy medycyne
          Moj obecny maz jest nie tylko dobrym opiekunczym “Ojcem” ale tez wspanialym
          kochajacym mezem.
          Bardzo czesto wydaje mi sie, ze to jest moj sp. Maz ktory przybral inna postac
          i mowi innym jezykiem.
          Mam nadzieje, ze jezeli istnieje zycie pozagrobowe to niema mi za zle, ze“
          zdradzajac“ Go, zapewnilam naszym dziewczynkom przyszlosc i spokojne zycie.
          Szczescie naszych Dzieci jest naszym szczesciem.
          Teraz moge spokojnie zyc i wrazie potrzeby sluzyc im pomoca i rada.

          Odpowiadam na pytanie Lilag :
          Dzieci akceptuja madry zwiazek, i nasz „wybrany“ napewno zaakceptuje nasze
          dzieci ktore odwzajemniaja sie cieplem i serdecznoscia i szacunkiem.

          Badz dzielna Inko, masz przed soba zycie pelne niespodzianek. Trzeba wierzyc w
          to co dobre.

          Krystyna

          • Gość: inka_s Re: odp -uczciwosc malzenska IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.03.02, 23:24
            Dziękuję ci Krystyno za dobre i mądre słowa. W tym co piszesz o sobie - widzę
            swoje reakcje. Ja wiem że "nigdy nie mów nigdy".
            Ja wierze że mój mąż jest, że przestał istnieć tylko tu, w ciele które znałam.
            Są takie chwile kiedy czuję jego obecność niesamowicei wtraźnie, czasem tylko
            wyobrażam to sobie a czasem WIEM że jest blisko. Niestety we snach nie
            przychodzi nadal... Pisze o tym bo mówisz że nie wierzysz w życie po śmierci -
            ale równocześnie że twoja mam i pierwszy mąż kieruja twoim życiem... Poczytak
            prosze tez mój wątek o smierci klinicznej.
            Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.
    • Gość: Tula Wielkanoc IP: *.80-202-9.nextgentel.com 27.03.02, 23:45
      Ineczko ma nadzieje ze te swieta Wielkanocne przebiegna Tobie i dziewczynkom
      spokojnie.

      Serdecznie pozdrawiam Wasza trojeczke

      Tula
      • Gość: lilag Re: Wielkanoc IP: 212.160.89.* 28.03.02, 08:21
        Ineczko ja takze pragne dołaczyc sie do Tuli i z okazji zbliżającej się
        Wielkanocy przesłać Tobie i dziewczynkom najlepsze życzenia zdrowych i
        pogodnych Świąt w prawdziwie wiosennym nastroju, smacznego jaja, pogody ducha
        oraz udanych spotkań z najbliższymi.

        Pozdrawiam serdecznie "Lilag"
        • Gość: inka_s Święta IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.03.02, 11:18
          Dziękuje Wam za życzenia - ale przede wszystkim za to że o mnie pamiętacie!
          Aż się mi lżej na sercu zrobiło.
          Jakoś sobie żyjemy. Okazało się że robienie porządków dobrze mi robi na
          samopoczucie. Nie umiem jednak jeszcze wziąć sie za sprzatnięcie JEGO rzeczy.
          Wszystko wisi, stoi czy leży tak jak zwykle choć to juz 11 tygodni od jego
          smierci. Tak mi łatwiej na razie.
          Wiem że czasem zaglądaja tu jeszcze osoby które niedawno przezyły również
          stratę bliskich ukochanych osób... Dla nich święta to najgorszy czas. Życze im
          by odnalazły w sobie spokój i chęc życia, by umiały sie cieszyć i widziały sens
          swojego istnienia, by widziały że NA PEWNO jest ktos na świecie komu one są
          potrzebne. Taka świadomość bardzo pomaga.
          Pozdrawiam wszystkich!
          • Gość: kaj Re: Święta IP: 192.168.1.* 28.03.02, 13:43
            a my Inko w tym roku nie mamy świąt - ani Boże Narodzenie, ani Wielkanoc,
            radość zwiazana z tymi świętami byłaby bardzo sztuczna, wymuszona, niechciana -
            samotne śniadanie Wielkanocne - lepiej udawać że to dzień jak co dzień. I do
            kiedy tak? Aż wspomnienia nie będą bolały. Dobrze ze umiesz się uśmiechać i
            jesteś silna. Oby tak dalej.
            pozdrawiam
            kaj
    • Gość: kaj co dalej IP: 192.168.1.* 04.04.02, 16:19
      hej Inka. Jak sobie radzisz? Widzę ze wskakujesz na różne watki a jam ciekawa
      co u Ciebie?
      pozdrawiam cieplutko
      kaj
    • Gość: ANIOŁ Re: gdy umiera miłość życia cz.II IP: *.chello.pl 05.04.02, 22:41
      INECZKO WSZYSTKO BEDZIE DOBRZE.

      ANIOŁ STRÓŻ
      • Gość: inka_s mój Aniele IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.04.02, 23:58
        Aniele mój - jak dobrze żeś się odezwał! :o)
        Kaj - żyję, trwam, egzystuję... Trudno to nazwać tak do końca normalnym.
        Przestawiam się na normalność. Małymi kroczkami staram się załatwiać kolejne
        sprawy. Czasem są dni że najchętniej spałabym cały czas - czasem błagam o sen a
        on nie chce przyjść. Jak wczoraj...
        Wzloty i upadki. Wizyta u psychologa z dziećmi...
        Na mnie przyjdzie czas za dwa tygodnie, ciekawe co poradzi mi psycholog i to w
        realu! :o)))
        Aniele? Złożyłam podanie tam u "Góry" żebyś dostał wspomaganie w osobie mego
        Smoka - no i co? Będzie rozpatrzone pozytywnie?
        Pozdrawiam wszystkich was i uśmiecham sie troche smutno ale cieplutko.
        • Gość: ANIOŁ Re: mój Aniele IP: *.chello.pl 06.04.02, 13:43
          Ineczko masz w sobie wielką siłę .Wszystko zależy od Ciebie czy sie poddasz?,
          czy staniesz do walki przeciw życiu,ale nato trzeba czasu.Jeśli chcesz płakać
          płacz.Wiem,jest bardzo trudno.Jesteś bardzo dzielna.Mam prośbę próbuj nie brać
          SIlNYCH lekarstw antydepresyjnych bo to tylko przykrywka.I nie mów mi że nie
          masz już siły....bo masz .Idź teraz i uściskaj mocno swoje cudowne dziewczynki
          i pamiętaj -WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE . NO uśmiechnij sie do mnie cieplutko.ANIOŁ
          STRÓŻ
          • Gość: inka_s tak jest! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 06.04.02, 20:05
            Gość portalu: ANIOŁ napisał(a):

            > Ineczko masz w sobie wielką siłę .Wszystko zależy od Ciebie czy sie poddasz?,
            > czy staniesz do walki przeciw życiu,ale nato trzeba czasu.Jeśli chcesz płakać
            > płacz.Wiem,jest bardzo trudno.Jesteś bardzo dzielna.Mam prośbę próbuj nie brać
            > SIlNYCH lekarstw antydepresyjnych bo to tylko przykrywka.I nie mów mi że nie
            > masz już siły....bo masz .Idź teraz i uściskaj mocno swoje cudowne dziewczynki
            > i pamiętaj -WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE . NO uśmiechnij sie do mnie cieplutko.ANIOŁ
            > STRÓŻ

            Mój Aniele!
            Ja W OGÓLE nie biore żadnych leków antydepresyjnych - biore - i to
            nieregularnie - tylko ziołowe Kalms lub Persen... I to od poczatku, od momentu
            kiedy dowiedziałam się że mój ukochany nie żyje.
            Płacz pomaga - ale nie zawsze można płakać. Wiesz jak to jest gdy robisz zakupy w
            wielkim sklepie i patrzysz na te rodziny które razem - jak my kiedys - jada
            alejką i rozmawiaja: czy coś jeszcze, a to jest czy sie kończy?... Płacz w gardle
            dławi - ale nie będę robic scen w supermarkecie!
            Albo idę ulicą i nagle znajoma sylwetka - serce skacze do gardła, łzy w oczach -
            i głęboko oddycham by się nie rozryczec , przecież to nie ON...
            Kupuje w sklepiku cokolwiek, pani pyta: tak mało?... i co mam jej tłumaczyć że to
            dla jednej juz osoby i więcej będę musiała wyrzucic?...
            Gdzie nie spojrzę widzę JEGO - gdy gotuje , sprzątam, robię zakupy , wszystko w
            naszym domu o nim przypomina! Nawet te słowa pisze na JEGO komputerze, a on
            uśmiecha sie do mnie ze zdjęcia stojącego na drukarce.
            W człowieku drzemią siły o które sie nie podejrzewa. Ale nawet najsilniejszy
            przeżywa załamania. Nigdy nie mów nigdy , prawda?... Nie wiem czy jutro nie
            przyjdzie BARDZO ZŁA CHWILA. Boję się tego. Boje się tego co można w takiej
            chwili zrobić.
            A że będzie dobrze? No pewnie! Każdy i tak musi umrzeć czyli przejść dalej - no i
            tam się spotkamy. Z toba też mój Aniele!
            Oj cos mnie w środku boli, jakie są objawy kłopotów z sercem, nigdy na cos
            takiego nie cierpiałam? Może po prostu organizm reaguje na stan psyche...
            Zawały trafiaja sie teraz w coraz młodszym wieku i niestety coraz częściej
            dopadaja kobiety. Męski styl życia nam tak dokopuje - że my się dajemy w to
            wrobić (niektóre).
            Na wszelki wypadek - pozdrawiam baaardzo serdecznie!
            PS Aniele , no i co z moim podaniem?
            • Gość: ANIOŁ Re: tak jest! IP: *.chello.pl 06.04.02, 21:35
              I tak trzymaj żadnej chemii tylko zioła.
              Tak naprawde nikt nie wie co czujesz tylko ty wiesz jak jest naprawdę i nie
              chcę głosić tekstów że współczuje bo nie wiem jak to jest jak umiera miłość
              życia-wiem że boli ale jak boli to ty wiesz najlepiej,tylko ty.Więc badź
              dzielna Ineczko i jeśli pani psycholog nie spełni twoich oczekiwań to napisz do
              mnie o wszystkim jeśli chesz a ja odpisze---mój mail to: arbuz@poczta.gazeta.pl
              A'prosos podania-wiesz wszędzie panuje biurokracja-ale nie martw się działają
              siły nadprzyrodzone.Jeżeli chodzi o bóle to w tej sytuacji moga zacząc ci
              dolegać różne bóle -sa to nerwobóle.Są różne i atakują rózne partie ciała.To
              okropne bo nie dość,że boli dusza to jeszcze ciało.Dlatego mówiłam płacz i nie
              tłamś bólu w sobie.ANIOŁ STRÓŻ
              • Gość: inka_s kryzys IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.04.02, 13:42
                znowu jest zle
                totalny dol
                za oknem slonce a ja chcialabym zasnac na wieki
                tylko mysl o rodzinie trzyma w pionie...
                ech
                nawet pisac sie nie chce
                • Gość: Pastwa Re: kryzys IP: *.rivnet / 10.1.15.* 08.04.02, 14:09
                  Kryzys ma ten plus, że uwypukla późniejsze miłe nam zdarzenia, trzeba go jednak
                  przeczekać, a słońce, raczej pomaga.
                  Na sen też kiedyś przyjdzie czas i da on nam wówczas, głębsze ukojenie, niż
                  dałby teraz.
                  Mnie, też się nie chce zawsze pisać, mówić, uśmiechać itd., ale to jednak robię.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: kaj Re: kryzys IP: 192.168.1.* 08.04.02, 15:02
                    ja siedziałam w nim dwa dni temu - przez głupie skojarzenie - i wspomnienia, że
                    wszystko już za nami! Prawda jakie to łatwe wpaść w taki dół. Przeczekac Inko
                    przeczekać nawet się nie spodziewasz ile jeszcze możesz znieść. Wychyl główkę
                    do słońca i trwaj

                    całuski
                    kaj
                    • Gość: inka_s kryzys cd. IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.04.02, 22:25
                      Kryzys trwa.
                      Jak sobie przypomne pocieszenia "musisz żyć dla dzieci" to mi jeszcze gorzej.
                      Kto ma dzieci moż ezrozumie - one wspaniale potrafia dac w kość. Przedtem miał
                      mnie kto zastapić w "byciu autorytetem" i mogłam podbudowac siły. Teraz juz
                      nie. Babcie , dziadkowie i reszta nie zastapia taty... A mamę szlag trafia...
                      • roseanne Re: kryzys cd. 15.04.02, 22:49
                        hej Inko
                        moze to nie na miejscu. Wiem ,ze ojca ciezko zastapic.
                        Moze jednak poprosic o pomoc brata, kuzyna, szwagra...
                        i nie zapominaj o sobie - odpocznij czasami bez dziewczynek
                        pozdrawiam
                      • tula Re: kryzys cd. 20.04.02, 00:02
                        Hei Ineczko!!!

                        Dawno do ciebie nie zagladalam.

                        Zajely mnie obowiazki, praca i dzieci. Mam ich trojke i wierz mi doskonale
                        rozumiem jak potrafia "dac w kosc".

                        Zgadzam sie z Roseanna. MAMIE POTRZEBA ODDECHU !!!

                        Dziadki, wujkowie i ciocie nie zastapia malym taty, ale przeciez to nie o to
                        chodzi. Moga jednak ODCIAZYC MAME.

                        Tak sobie mysle ze MAMIE dobrze by zrobilo "sprzedanie" panienek na jeden
                        weekend. Zostanie SAMEJ i pozwolenie sobie NA SAME TYLKO PRZYJEMNOSCI.

                        Moze wizyta u kosmetyczki, masaz, kapiel ziolowa, dobry film na wideo (np.
                        komedia, bo wszystkie smutasy sa zabronione). A nastepnego dnia pospac dluuuugo
                        i wybrac sie na zakupy, moze nowy ciuch?, a obiad zjesc "na miescie", ale w
                        jakims miejscu gdzie nie bedziesz sie czula samotna.

                        Nie wiem Ineczko, ale masz naprawde PRAWO do ODDECHU.
                        TWOJE BATERIE potrzebuja podladowania.

                        A i codzienna "walka" z dziewczynkami bedzie po takim "rozpieszczalskim sama
                        siebie" weekendzie latwiejsza.

                        Tak! maluchy mecza. Mecza ich "miliony" pytan, ich niekonczaca sie potrzeba i
                        domaganie sie uwagi z mamy strony. Meczy halas jaki im towarzyszy itp.itd.

                        ALE....No wlasnie ALE... ja moje maluchy nazywam moimi "NARKOTYKAMI".
                        A sama siebie NA CALE ZYCIE UZALEZNIONA "NARKOMANKA".
                        Ja poprostu MUSZE je miec!!. gdyz inaczej "objawy abstynecji" pojawiaja sie
                        bardzo szybko w formie straszliwej tesknoty.

                        Jestem Ineczko pewna ze jestes rownie "uzalezniona" od swoich zabojczo
                        slodkich "narkotykow", ale powinnas pomyslec o sobie samej.

                        Oddetchnij!

                        Buzka

                        Tula

                        • Gość: inka_s no właśnie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.04.02, 12:17
                          O jak dobrze cię znowu poczytac Tulo! I Roseanne tez dzieki!
                          Marzę o wyjeździe , samotnym, w góry nad jeziora czy gdzie indziej na łono
                          natury ale...
                          No właśnie! Mała może bardzo przezyć rozłąkę ze mna na trzy dni... Bo starsza
                          to tylko sie ucieszy. Może w wakacje. Zreszta rodzina bałaby sie spuścic mnie z
                          oka na trzy dni. Mój mąż też tylko na 3 dni wyjechał... Oni chyba jeszcze nadal
                          sie obawiaja że moge sobie coś zrobic. Za dwa dni wreszcie wizyta u psychologa -
                          chociaż akurat mam wrażenie że z najgorszym dałam sobie juz rade sama i przy
                          waszej i przyjaciół i rodziny pomocy. Ale może coś sie przyda na przyszłość ,
                          właśnie na te kryzysy.
                          Znowu ciągnie mnie tam gdzie mój mąż zmarł. Jakbym cos miała tam jeszcze do
                          zrobienia - choć nie mam pojęcia co? Może powinnam sama przejść ten szlak na
                          którym umarł?... Samej mnie nie chca puscić oczywiście- ale chyba jakos si
                          edogadamy - pojedziemy razem a pójde sama. Tylko jeszcze nie teraz...
                          • Gość: Krystyna Re: no właśnie do Inki IP: *.trondheim.avidi.online.no 22.04.02, 18:29
                            Witaj Inko!
                            Milo dowiedziec sie, ze powoli wracasz do siebie.Przygotuj sie, ze ten Twoj
                            stan potrwa jakis czas. To jest najzupelniej NORMALNE.

                            Ja osobiscie nie mam zaufania do psychologow! Wedlug mnie to "pijawki" ktore
                            niewiele pomoga, tylko beda "wysysac" twoje oszczednosci.
                            Uwazam, ze doskonale sobie radzisz . Twoj komputer i dyskusja z zyczliwymi dla
                            Ciebie ludzmi na Forum, to jest ta NAJLEPSZA TERAPIA.
                            Oczywiscie jezeli uwazasz ze rozmowa z PSYCHOLOGIEM pomoze Ci, probuj, ale nie
                            boj sie powiedziec NIECHCE WIECEJ PORAD.

                            Serdecznie Cie sciskam
                            Krystyna
    • Gość: Krystyna Inko co z Toba? IP: *.trondheim.avidi.online.no 04.05.02, 14:07
      Dlaczego nie odzywasz sie. Co sie dzieje z Toba ?
      Napisz do nas.

      Mysle o Tobie
      Krystyna
      • Gość: inka_s żyję IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.05.02, 00:01
        Jestem Krystyno!!!
        Nie pisze - bo teraz przeważnie czytam...
        Gdy zaczęłam tu pisać - w pierwszym wątku - wiele osób pocieszało mnie, że czas
        goi rany. On ich nie leczy - on je przysypuje coraz grubsza warstwą, przykrywa.
        Ale one są. Tyle że uczymy sie z nimi zyć, wolimy ich za często nie dotykać -
        choc czasem jakieś miejsce, sytuacja, osobą przywołaja wspomnienia, i rany -
        choć niby zabliźnione przez czas - zaczynaja boleć.
        Pisałam na początku, że WIEM że czas choć troche ukoi mój ból - trzeba tylko
        dożyć tego "później". Dożyłam dzis, pewnie przetrwam i jutro.
        Nie piszę teraz w tym, wątku bo juz potrafię w miare funkcjonować sama. Nie
        chcę smucić innych. Wole dopisywać się do weselszych wątków, do innych tematów,
        odrywać myśl od tego co mnie spotkało.
        Upchnęłam swój ból głębiej - dlatego nie wylewam juz tak żalu tutaj. Ból,
        tęsknota, miłość do Nieobecnego - to wszystko jest, trwa. Wybieram jednak
        samotność by sie wypłakać, wyżalić , wykrzyczeć.
        Tak wiele osób umiera zbyt wcześnie - a ja teraz jestem wyczulona szczególnie
        na takie zdarzenia. Akurat ja trafiłam tutaj, pomogło mi to ułożyć sobie od
        nowa mój świat - nie do końca jeszcze ale to proces długotrwały... Przynajmniej
        mam tego świadomość.
        A wszystkim tym którzy o mnie mysleli i pisali do mnie- dziękuje!!! Dziękuje
        tym bardziej że pomogliscie mi bardziej niż wizyta u psychologa!!!
        Krystyno, Tulu, Mariposo, Kaju.... i wielu innych... BARDZO MI POMOGLIŚCIE!
        Będę ten dług spłacać innym pomagając im.
        I czasem się odezwę.

        A dziś szczególnie sprawiło mi przyjemność że Krystyno myślałaś o mnie - bo
        dzis są moje imieniny...
        • Gość: Krystyna Najserdeczniejsze zyczenia Imieninowe... IP: *.trondheim.avidi.online.no 05.05.02, 00:30
          Inko kochana!

          Zycze Ci z calego serca nie tylko z okazji Inienin, wytrwaløsci, spokoju.
          Wierze, ze doczekasz tej chwili, ze znowu bedziesz SZCZESLIWA.
          Czas robi swoje, taka jest kolej zycia.
          Jestes mloda, dzielna , masz dzieci i rodzine.
          Uwierz, ze przyjda pogodne DNI.

          Ciesze sie, ze chociaz w malym procencie "pomoglam " Ci.
          Ja bylam sama z moimi smutkami, jedynymi pociechami byly moje Corki.
          Pamietaj Twoje dziewczynki sa Twoim najwiekszym skarbem.
          Trzymaj sie, wierze w Ciebie. Od czasu do czasu odezwij sie.

          Buzka
          Krystyna
        • Gość: Pastwa Życzenia imieninowe dla Inki_S IP: *.rivnet 05.05.02, 16:14
          Z największą przyjemnością dołączam się do tych imieninowych życzeń, od siebie
          dodam, że to obopólna przyjemność móc z Tobą rozmawiać.

          Wszystkiego najlepszego z tego, co istnieje na tym świecie i jest w zasięgu
          Twoim, życzy Pastwa:-)
        • tula Re: żyję 05.05.02, 21:38
          Ineczko!

          Imieninowa buzka tez ode mnie.

          Mysle o Tobie.

          Trzymaj sie.

          Pisz.

          Tula
        • Gość: Slawek Re: żyję IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.02, 01:47
          Gość portalu: inka_s napisał(a):

          > Jestem Krystyno!!!
          > Nie pisze - bo teraz przeważnie czytam...
          > Gdy zaczęłam tu pisać - w pierwszym wątku - wiele osób pocieszało mnie, że czas
          >
          > goi rany. On ich nie leczy - on je przysypuje coraz grubsza warstwą, przykrywa.
          >
          > Ale one są.

          Droga Inko
          dokopałem się do twoich wątków, nie życzę nikomu takich przeżyć, ale są one w
          zasadzie nieuniknione dla większości ludzi, taki juz ten nasz los człowieczy.

          Kilka tygodni wcześniej pytałaś o jakieś książki, które troszkę pomogłyby ci.
          Myślę , że jak masz duszę odkrywcy, możesz pogrzebać troszkę w książkach z
          zakresu psychologii ale nie takich jak być pięknym, młodym i bogatym, ale
          opierającym się na poznaniu działaniu uczuć, rozumu i ich wzajemnym połączeniom w
          mózgu. Zajrzyj, jeśli masz chwilkę, na wątek "samotność", tam polecałem
          komuś "Inteligencję Emocjonalną" Daniela Golemana, to bardzo rzetelna i
          stosunkowo trudna książka i myślę że cię zainteresuje.
          Celowo nie przytaczam żadnych myśli filozoficznych o wyższości cierpienia czy
          jego potrzebie, bo chyba ty masz najwięcej przemyśleń , zresztą nie mam takich
          doswiadczeń, to co powiedziałbym o tym byłoby banalne i płytkie.
          Myślę, że jesteś już na tyle po tamtej tragedii, że powinnaś zauważać siebie.
          Był w twoim życiu mężczyzna, którego kochałaś jak nikogo dotąd i być może nikogo
          później, ale to nie byłaś ty. Ty cały czas działasz, pracujesz zarabiając na
          chleb, wychowujesz dzieci, odwiedzasz znajomych itp. Twoje życie trwa , co
          nalpiękniej ujęłaś w tytule "żyję". Chyba powinnaś teraz walczyć o odzyskanie
          własnej tożsamości w twoim życiu. Nie patrzeć na siebie jak na żonę człowieka,
          który odszedł, ale jak na kobietę, której mąż odszedł. To bardzo duża róznica,
          jak sądzę.

          Przytoczę ci teraz inną, bardzo smutną opowieść.
          Jakież dwa lata temu , żona człowieka znanego mi ze słyszenia, młodsza od niego
          kilka czy moze dziesięć lat, mierząc coś na budowie cofała się i spadła. Złamała
          kręgosłup i został on tak nieszczęśliwie zoperowany, że utraciła wszelką władzę w
          nogach i rękach. Długotrwała rehabilitacja w Konstancinie, co polega mniej wiecej
          na tym że siostry karmią pacjenta zimną ohydną zupą, zresztą lepiej żebys nie
          znała ogromu upokorzeń i smutku jaki może spaść na bezbronnego, bezwolnego
          człowieka w szpitalu. Nie znam tej opowieści bezposrednio, opowiadała mi ją
          koleżanka tej kobiety. Najbardziej wstrząsnęło mną, że ta kobieta płakała cały
          dzień po tym, jak jej dzieci przyjechały do niej pierwszy raz do szpitala i nie
          mogły jej poznać. Dochodzi niemożność wykonywania zawodu który się kocha.
          Nie wiem na ile posunęła się rahabilitacja, czy ta kobieta może w ogóle pisać np
          na takie jak to forum.
          Życie nie było dla ciebie łaskawe, ale jesteś zdrowa i silna, możesz wiele
          sobie zaplanować, przygotować i wykonać w życiu rzeczy. Jesteś mimo wszystko w
          tej lepszej sytuacji.
          Pozdrawiam, może mój post jest zbyt nachalny czy za wcześnie po twoich
          wydarzeniach, jeśli w jakiś sposób dotknęły cię moje słowa, czy sprawiły ból to
          przepraszam, nie takie miałem intencje.
    • agniechaa Re: gdy umiera miłość życia cz.II 05.05.02, 23:47
      Witam Ineczko!

      Podobnie jak Ty "stracilam milosc zycia"... - w wieku lat 28 zostalam wdowa z
      coreczka lat 2,5. Od tego czasu minely 2 lata.

      Pogodzilam sie z mysla, ze tak czasami w zyciu bywa... ze nagle, kiedy jestesmy
      najbardziej szczesliwymi osobami na ziemi jakis bezmyslny facet lubiacy
      brawurowa jazde moze spowodowac tragiczny wypadek w ktorym ginie nasz
      rewelacyjny partner i, ze swiat przestaje byc wtedy takim jakim byl.

      "Niezbadane sa sciezki Pana...".... ale dziekuje Bogu za to, ze mialam
      mozliwosc przezycia prawdziwej milosci, bycia z cudownym facetem, ze mala jest
      zdrowa i niesamowita, ze mam wspaniala rodzine...i, ze ja - znowu jestem pelna
      energii i zapalu.


      Trzymaj sie!
      Pozdrawiam



      • Gość: inka_s od początku IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.05.02, 19:58
        Postanowiłam przeczytać wszystkie listy z pierwszego i drugiego wątku,
        przyjrzeć sie temu co wtedy pisałam , co mi radziliście - i zobaczyć czy te
        rady teraz inaczej odbiorę.
        Taka mała analiza własnego bólu...
        To pewnie dlatego że znów otworzyły sie rany.
        Wokół maj, wszędzie pary zakochanych, rodzice z dziećmi na spacerach,
        tatusiowie niosacy swe pociechy na barana... A moje dzieci straciły to
        bezpowrotnie. To tak boli. Są dziadkowie , sa wujkowie - ale .. ech, co tu
        pisać BRAK NAM TEGO JEDNEGO JEDYNEGO FACETA.
        Jak skończe czytac to cos tu pewnie wypisze.
        A świat taki teraz piękny, a taka w nim dziura....
    • tula Ciekawa jestem 17.05.02, 23:09
      co u ciebie.

      W jednym ze swoich postow pisalas ze wybierasz sie do psychologa. Jakie
      wrazenie odnioslas po tej wizycie?
      Czy uwazasz ze ta osoba moze ci pomoc?

      Ja sama szukalam w pewnym momencie w moim zyciu porady i pomocy u psychologa.
      W moim przypadku wizyta u niego byla wielkim nieporozumieniem. Czulam ze mimo
      iz sluchal o moich problemach to bylo to takie "zawodowe" i "bezduszne". Czas
      mojej wizyty dobiegl konca, ja zostalam wyproszona z gabinetu w "polowie
      zdania", umowil sie ze mna na nowe spotkanie i ...kazal zaplacic.

      Tylko jednego sie z tej wizyty nauczylam...JA napewno NIE POTRZEBUJE psychologa.

      Kupilam bilet na Grand Canarie i zabralam tam moich chlopcow. Spedzilismy tylko
      we trojke dwa cudowne tygodnie. Moj czas wypelnilo slonce i rozpieszczanie
      dzieci. Wrocilam jako INNY czlowiek, odetchnelam, wrocilam do rownowagi.

      Tak bylo w moim przypadku, ale nie musi byc w twoim oczywiscie. Wszystko zalezy
      od ludzi.

      Trzymaj sie, bo jestes naprawde dzielna.

      Caluski dla panienek

      Tula

      • Gość: inka_s Re: Ciekawa jestem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 25.07.02, 14:10
        tula napisał(a):
        > co u ciebie.
        > W jednym ze swoich postow pisalas ze wybierasz sie do psychologa. Jakie
        > wrazenie odnioslas po tej wizycie?
        > Czy uwazasz ze ta osoba moze ci pomoc?
        > Ja sama szukalam w pewnym momencie w moim zyciu porady i pomocy u psychologa.
        > W moim przypadku wizyta u niego byla wielkim nieporozumieniem. Czulam ze mimo
        > iz sluchal o moich problemach to bylo to takie "zawodowe" i "bezduszne". Czas
        > mojej wizyty dobiegl konca, ja zostalam wyproszona z gabinetu w "polowie
        > zdania", umowil sie ze mna na nowe spotkanie i ...kazal zaplacic.
        > Tylko jednego sie z tej wizyty nauczylam...JA napewno NIE POTRZEBUJE
        psychologa. Kupilam bilet na Grand Canarie i zabralam tam moich chlopcow.
        Spedzilismy tylko we trojke dwa cudowne tygodnie. Moj czas wypelnilo slonce i
        rozpieszczanie dzieci. Wrocilam jako INNY czlowiek, odetchnelam, wrocilam do
        rownowagi.Tak bylo w moim przypadku, ale nie musi byc w twoim oczywiscie.
        Wszystko zalezy od ludzi.
        > Trzymaj sie, bo jestes naprawde dzielna.
        > Caluski dla panienek
        > Tula

        Ponieważ ktoś odświeżył mój stary wątek - zajrzałam i tu. I widzę że nie
        odpisałam. Wstyd.
        Tulo - ten psycholog to było ...eee....nie będę się wyrażac. Moja opinia była
        taka jak twoja. Choć - może inny osobnik byłby bardziej pomocny??
        Na Gran Canarie niestety nie polecę. Za to moze wyjadę nad Bałtyk nasz kochany.
        Szkoda Tulo że tak cie ostatnio mało na forum - ale odczytuje z tego że życie
        rodzinne kwitnie!
        Pozdrów Twoja Mamę - jest wspaniałą. Barzdo lubię czytac jej wypowiedzi.
        A może mogłabym do niej napisać na skrzynkę?? Tyle że adresu nie znam...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka