Dodaj do ulubionych

nie daje juz rady a chodze na terapie...

14.07.11, 13:19
nie daje juz rady..niszcze swoj zwiazek..nie potrafie zaufac.,.robie ciagle jakies problemy...teraz nie wierze ze moj partner mnie kocha..wymyslam,ze na pewno jestem kims dla kogo chce zapomniec o kims z przeszłosci i tak sie w tym uparłąm,ze nie chce go widziec...
On mówi,ze mnie kocha , ze o tamtje nie pamieta..nie wierze....raaatuuunkkkuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
to tak po krótce...
Obserwuj wątek
    • lorusza Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 14.07.11, 13:37
      jezeli chodzisz na terapie to powinnas sie przygotowac na wszystko, nawet na rozstanie.. nie mowie, ze tak musi bys ale moze.... terapia otwiera nas na nowe mozliwosci jezeli pozwolimy sobie na to. a moze efekt bedzie wrecz odwrotny... ja to sobie zawsze terapie tlumacze jako operacja bez znieczulenia.... to wlasnie terapia jest najgorsza gdy szukamy wyjscia ale warto, bo jesli sie uda nam cos ze soba zrobic to mozna sie zdziwic jak czlowiek potrafi sie zmienic :)

      trzymam kciuki i nie poddawaj sie
    • hanulllka Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 14.07.11, 13:52
      czas, czas, czas...
      daj sobie czas!
      • zawsze.kosia Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 23.08.11, 13:46
        mineło troszke czasu...widze zmiany, małe ..zaczynam widziec swoje błedy....ja zyłam zyciem i opiniami innych ludzi...najwazniejsze to co inni powiedza...powoli z tego wychodze ale nie wiem czy sie uda.......
        • lorusza Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 23.08.11, 23:23
          o jak super, ze wpadlas by sie podzielic :) ja trzymam kciuki, jakos tak mi sie w glowie zapamietal twoj post :)

          ostatnio rozmawialam z bardzo madrym terapeuta na temat zmian i terapeutyzowania sie i mi powiedzial 3 rzeczy na ten temat ( to jest mozliwe, bedzie trudno i WARTO !!! )
          jak dla mnie piekne motto :) powodzenia
          • zawsze.kosia Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 01.09.11, 14:44
            niestety..czuje ze moj zwiazek sie sypie jest to poowolny proces, ale ja to czuje....on zaczał powolutku byc mniej uczczuciowy, zamknał sie w sobie...nie jest taki jak był, wiem ze to moja wina przez moje ciagle jazdy ,ale jak mozna to odbudowac, zeby znowu było jak kiedys...teraz jest bo jest....co robic...szkoda....ale wiem, ze akurat w tym przypadku ewidentnie ja jestem winna.
            • jubale chodze na terapie... 04.09.11, 12:14
              zawsze.kosia napisała:

              > niestety..czuje ze moj zwiazek sie sypie jest to poowolny proces, ale ja to czu
              > je....on zaczał powolutku byc mniej uczczuciowy, zamknał sie w sobie...nie jest
              > taki jak był, wiem ze to moja wina przez moje ciagle jazdy ,ale jak mozna to o
              > dbudowac, zeby znowu było jak kiedys...teraz jest bo jest....co robic...szkoda.
              > ...ale wiem, ze akurat w tym przypadku ewidentnie ja jestem winna.
              _____
              Kosiu, a jak wygladaja te twoje jazdy? W jaki sposob reagujesz na swoje odczucia itp. Co robisz? Mysle,ze jestes teraz bardzo intensywna....i zatapiasz sie w tej swojej uczuciowosci...tracac kompletnie rozeznanie i widzenie spraw...

              W relacjach tak bywa,ze ludzie czasami chlodna na jakis czas, aby pozniej powrocic.
              Faceci kieruja sie bardziej logika niz uczuciami....I jezeli te twoje jazdy:- to krzyki, wrzaski, czy agresja werbalna, albo inne emocjonalne sprawy, to ty taka osobe zalewasz swoimi emocjami. Czlowiek pozniej potrzebuje czasu, aby po czyms takim sie otrzasnac...i powrocic do swoich norm....

              Przyszlo mi tez do glowy ze te twoje naloty poderzliwosci, takiej irracjonalnej, moga byc zwiazane tzw. 'myslami natretnymi' czyli nerwica. Z myslami natretnymi trudno jest walczyc poprzez 'wycofanie' sie z nich i zaprzeczanie im, analiza moze czesciowo pomoc ale ponoc najlepsza metoda jest zastepowanie tych mysli innymi bardziej konstruktywnymi i budujacymi, albo jakimis czynnosciami,np. uprawianie sportu...Cokolwiek by odwrocic uwage...
              Terapia kognitywna skutecznie leczy z takich natrectw...choc czasem, zajmuje wiele czasu....

              Inna sprawa to szukanie kontroli nad jego uczuciami. To co mozesz kontrolowac w zyciu to tylko siebie. Drugiego czlowieka nie da sie poddac kontroli....

              Szczerze ci powiem, szkoda abys zaprzestala terapii, bo moze duzo zmienic w twoim zyciu jednak sama terapia jest skuteczna wtedy gdy i ty aktywnie nad nia pracujesz....Poza tym nie wszyscy ludzie gotowi sa mentalnie, psychicznie i intelektualnie do pracy nad soba poprzez terapie.....Uwazam,ze powinnas miec lepszy kontakt z twoim terapeuta...Ktory powinien ci dokladnie wszystko wytlumaczyc, moze nawet kontakt z jeszcze jedna osoba zwiazana z terapia, ktora ci wiele spraw rozjasni....

              Warto zadbac o siebie i w koncu wyjsc ze slepego zaulka, aby zyc szczesliwym i pogodnym zyciem....to nie jest banal jezeli powiem ze warta jestes wszystkiego co najlepsze....
              To tyle w duzym skrocie...
              • zawsze.kosia Re: chodze na terapie... 05.09.11, 14:47
                heyka, moje jazdy wygladają tak, ze czuje jak zaczyna we mnie buzowac złosc,natrętne mysli o związkach ludziach, zdradach w negatywnym sensie... i najpierw to w miare kontroluję ale one są coraz mocniejsza i np podczas rozmowy z moim facetem on powie cos o filmiie , o jakiejs kobiecie itp wybucham i mówie ze wszyscy zdardzają i ze on na pewno jest taki jak wszyscy itp i koniec....nie potrafie tego skontrolowac.I jestem wtedy pewna ze chce skonczyc ten zwiazek i najlepiej niech sie zaraz wynosi ..te emocje sa tak sielne ze działam jakby w transie...:(ZERO KONTROLI i zero racjomalnych mysli.Jest tak tez ze potem musze soebie przypominac co mówiłam....
                I tak ostatnio było co tydzien. Dodam ,ze na terapie chodze od ok 3 mies ponad...Wczesniej mój zwiazek wyglądał podobnie tylko ta złosc kumulowała sie w moim partnerze...ja zbierałam cięgi...
                Mój facet wie o terapii i tez duzo naprawde ze mna wytzrymał....jest naprawde super..
                teraz mineło troche czasu i wstrzymuje sie zeby czegos znowu nie powiedziec co wiem ze moze byc chore..wczoraj np bylismy w kinie i widziałam,ze spojrzał na pewną dziewczyne, moze troszke dłuzej niz powinien, ale powstrzymałam sie od komentarza...chociaz było cieżko, ale jakos po jakims czasie złosc przeszła...udało sie!!pierwszy sukces mały ale zawsze.
                tak, jestem starszną zazdrosnicą, chociaz w zasadzie jjestem uwazana za bardzo atrakcyjna kobiete...czasem mysle ze jestem beznadziejna...trudno to tak wszytsko opisac..
                • zawsze.kosia Re: chodze na terapie... 05.09.11, 17:33
                  moje tzw jazdy polegaja także na tym, ze jesli z kims jestem na kim mi bardzo zalezy co jakis czas a szczególnie gdy jest w miare stabilnie muszę odrzucic tą osobę zeby ta osoba pokazał a mi ze jej bardzo na mnie zalezy...wiem,ze to bardzo egostyczne, ale moja terapetka powiedziala ze taka znam milosc...kurde chore to wszytsko..i wiem,ze im bardziej mi na kims mi zalezy tym gorzej ogólnie dla zwiazku...bo ja mam wtedy włąsnie te schizy...najlepiej chyba jak bede sama bo te ciagle cierpienie ze ktos mnie odrzuci , zdradzi są nie do zniesienia!!!!!!!!!!cierpie.
                  • jubale Re: chodze na terapie... 05.09.11, 18:27
                    Zadnej kobiecie nie jest lekko. W koncu wiekszosc zwiazkow i tak konczy sie rozwodem. A faceci inaczej postrzegaja milosc i seks, niz kobiety do tego podchodza.

                    Sama zastanow sie, czy kiedys nie byla swiadkiem jakiejs zdrady, rozstania, moze wlasnie kogos kogo bardzo cenilas. Moze byla to kolezanka ktora ci sie zwierzala pelna emocji? A jej emocje zaczelas odbierac jak swoje...?

                    Moze sama bylas kochanka? Zonatego faceta?

                    Teorii wokol tego jest duzo i trudno jest cokolwiek napisac w temacie jezeli sie ciebie nie zna...Nie wie... Wyglada na to ze bardzo cierpisz.

                    Twoj zwiazek pelen emocji i podejrzliwosci w sumie nie rozni sie do wielu innych zwiazkow, gdzie ludzie podobnie sobie niedowierzaja. Co robia ze nagle staja sie spokojni?

                    Lata zycia razem, po latach nabieraja zaufania. Wierza sobie ze swiat musialby przewrocic sie z kilka razy do gory nogami, aby oni mogli sie naprawde rozstac....Hartuja sie jak stal....

                    Mysle ze dobrze robisz chodzac na ta terapie, bo z czasem nauczysz sie kierowac tymi uczuciami jeszcze lepiej niz sie juz nauczylas. To jest kwestia czasu, wiec daj sobie szanse...

                    A czy twoj facet cie nie zdradzi? Pamietaj ze sa tez i tacy, ktorzy nie zdradzaja, nie nalezy wszystkich wkladac do tej samej szufladki dla glupkow...


                    Ojj, duzo by na tenm temat ale musze sie zabrac do mojej roboty, trzymaja sie...:=)))
            • to.niemozliwe Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 04.09.11, 14:44
              Niekoniecznie sypie sie. Twoje usamodzielnianie moze wygladac na oddalanie sie wzajemne, bo on nie musi az w takim stopniu "obslugiwac" Twojej zaleznosci od jego wsparcia.
              • jubale Czasami tak sobie mysle... 04.09.11, 15:21
                ze sa ludzie, ktorzy bardzo sie kochaja i w sumie maja wszelkie atuty na bycie razem szczeslwymi, to jednak tutaj zawadzaja sprawy braku znajomosci, wiedzy na temat dzialania obu plci.

                Proza zycia....

                I faceci nie rozumieja kobiet i kobiety nie rozumieja facetow. Dynamiki, ktora nami rzadzi. Wszystko to czym jestesmy dzis zawdzieczami tym pokoleniom przed nami. Ba, nawet na wiele 1000 lat do tylu. Wtedy ksztaltowal sie czloiwek jako taka jednostka spoleczna.

                Mezczyzni czesto maja taka potrzebe aby "wyciagac sie z relacji" czyli troche chlodnac emocjonalnie i nie byc takim 'zakochanym' a wrecz olewac partnerke...Co wcale nie oznacza, ze facet juz nie kocha....Jest to normalne zjawisko, ktore wyjasnili antropolodzy, jako nabytek po pokoleniach, gdy ludzie zyli w jaskiniach, czy w czym tam podobnym...:=) I gdy obowiazek utrzymania rodziny spadal na faceta. Wtedy aby rodzina mogla przezyc, facet szedl na polowania...czasami znikal z domu/groty, na wiele tygodni i miesiecy, podczas tego czasu musial zajac sie zdobycza, jak najwiecej zwierzyny przyciaganac to do domu. To byla ich gwarancja ze przyzyli jeszcze jeden rok. Gdy facet ginal na takim polowaniu, najczesciej ginela tez i jego rodzina... Z glodu.
                Wiec tego typu akcje stworzyly go takim troche jak to mowia tutejszemu:"dra sig undan"...

                A poniewaz dzis zyjemy inaczej, to kobietom bywa trudno zrozumiec ten stary nawyk....

                Do tego dojdzie osoba dosc niepewna siebie, z historia za soba i ...dramat gotowy....

                Ps...Sorry, za jezyk...:=)
                • zawsze.kosia Re: Czasami tak sobie mysle... 13.09.11, 17:03
                  mineło znowu troszke czasu i cóż...zwiazek chyba bardzo zaniemógł....mielismy sie juz rozstac..on juz nie mógl ze na wytrzymac, wyszedł,ale się wrócił...i chce jeszcze dac nam szanse, zgodziłam sie, lecz teraz nie wiem czy on tego nie załuje...olewa mnie chyba, nie jest taki jaki był jest chłodny , ostrożny,,,w sumie sie nie dziwie...
                  jak ja mogłm to spieprzyc....jedno co sie ostatnio dowiedziałam o sobie to to,ze jestem pieprzoną egoistką...i to chodzi nie tylko o niego ale o nnych z mojego otoczenia....nie wiem czy to terapia czy ostatnie przezycia ...ale czasem wstydze sie tego ze myslałam tylko o sobie i swoich uczuciach....TYLKO O SOBIE!
                  nie wiem czy on jeszcze mnie pokocha całym sercem cos sie rozstrzaskałao....nie wiem czy czekac, czy walczyc, takie walczenie to dla mnie narzucanie sie...bo co jesli on nie chce,.......
                  to co ostatnio przezywam to masakra,,.nie moge spac, jesc....cierpie jednym słowem i znowu chce mi sie krzyczec ratunku....tylko nikt mi nie pomoze oprócz mnie samej...
                  • to.niemozliwe Re: Czasami tak sobie mysle... 13.09.11, 20:53
                    A czy oprócz takich, którzy mówią Ci, że jesteś egoistką sa też tacy, którzy twierdzą, że moga na Tobie polegać i że jestes wiarygodna i odpowiedzialna i zawdzięczają coś Tobie, nawet drobiazg?
                    • zawsze.kosia Re: Czasami tak sobie mysle... 14.09.11, 06:03
                      nawet drobiazg...mysle ze ktos by sie znalazł///....
                      • to.niemozliwe Re: Czasami tak sobie mysle... 14.09.11, 08:32
                        Jeden sprawiedliwy zbawi świat. :)
                        jeśli Ci ludzie zarzucają egoizm, to może trochę prawdy w tym być. Być może jest w Tobie spora doza egocentryzmu. Sa ludzie, którzych wewnętrzny swiat jest tak zajmujący dla nich samych, że to co z zewnątrz jest w ogóle nieciekawe, nierozwijające. Skupiają się na własnych przezyciach, doświadczeniach. Analizują po wielokroś doznane bodźce, oceniają swoją postawę, doszukują się intencji w działaniach, czy słowach innych. Może to Ty?
                        Zrób sobie małą inwentaryzację co zajmuje Twoje mysli wtedy, kiedy masz mozliwosc sama oddac sie rozmyslaniom, nie kiedy np. wykonujesz zadnaia w pracy. moze sie okazac, ze 75% czasu i tresci mysli to "Ja", "Mnie", "Moje", "Czulam". Pozostałe 10% to "Jeść, Pić, Umyć się, itp...", 10% praca - z czegoś trza żyć...;). A resztę 5% masz zarezerwowane na cały świat - faceta, rodzine, to forum....
                        To jak nie postrzegać Cię jako egoistkę?
                        Przy czym w egoizmie nie ma nic złego o ile nie daje się za mocno we znaki i nie rozwala życia własnego i relacji z innymi. To kwestia zarządzania swoim egoizmem. :)
    • jubale Za malo... 24.08.11, 19:49
      Napisane aby ci cos radzic...

      Jaki byl zwiazek rodzicow? czy sie zdradzali? Za ktorym z rodzicow stoisz bardziej...?
      • zawsze.kosia Re: Za malo... 24.08.11, 20:21
        hmmm, niedopasowani, zyjacy obok siebie, matka niedostepna, mam prawie zaden kontakt emocjonalny i duzo zalu do niej, ze bardziej jej zalezało na tym zeby szklanka stała w tym miejscu co trzeba niz ja, ojciec..hm z nim wiekszy kontakt, moza normalne pogadac w miare.
        jesli chodzi o ich zwiazek to pamietam ze sie kłócili, ze były miesiace ciszy, i ze jak jeden chciał sie przytulic to drugi go odpychał potem odwrotna sytuacja....to tak w mega skrócie...aha co do zdrad nie wiem, miałam podejrzenia...nieswiadome, teraz wieksze ze cos było nie tak, ale nie wiem na bank, wiem,ze juz w dorosłym zyciu widziałm ze ojcu odbijało i podrywał jakies kobiety,...przy mnie!
        • jubale Re: Za malo... 24.08.11, 23:21
          W tym jest cala sprawa. Pamietasz jakie uczucia przezywalas w zwiazku z tymi podrywami ojca, klotniami pomiedzy rodzicami, niedostepna matka?

          Dobrze by bylo zebys sobie je przypomniala...Bo zostaly zepchniete do 'nieswadomosci' przez ciebie sama umniejszane do zera, bo przezycie ich byloby zbyt bolesne i moglo spowodowac cos co niektorzy okreslaja "rozbiciem". Taki bol prawdy, moze czlowieka zabic. Doslownie. Zwlaszcza dziecko, ktore ma slabe metody ochrony swojej psychiki, dlatego u wiekszosci dzieci odbywa sie spychanie sytuacji do nieuswiadamiania sobie ze cos waznego wydarza sie na ich oczach, czy zwlaszcza swoich przykrych uczuc....

          Dlatego dobrze by bylo aby te stare zepchane na bok sprawy wyciagnac na wierzch i jeszcze raz je przerobic, tym razem na swiadomo z kims kto bedzie umial przeanalizowac, twoje postepowanioe wtedy, twoich rodzicow, dlaczego tak sie zachowali itp...

          Urazy psychiczne zepchane sie nie zmienjszaja ani nasza podswiadomosc o nich nie zapomina. lecz z czasem podobne sytuacje robia, ze czloowek reaguje na sprawy zogromna sila. Dostaje nerwicy...glebszej i glebszej....

          W naszej pdswiadomosci jest zapamietane wszystko. Pamieta sie nawet moment wlasnych narodzin. Dlatego hipnoza jest tez dobra metoda wspomagajaca terapie...
          • piesbaskervillow Re: Za malo... 25.08.11, 11:28
            Nie ma czegoś takiego jak podświadomość i nieświadomość. Te bzdury wymyślił zboczony żydowski wiedeńczyk w XIXw. Nie znaleziono w mózgu ośrodków podświadomości, a mamy obecnie wspaniałe narzędzia do poszukiwania.

            Rozgrzebywać dawnych emocji nie wolno, bo to się źle kończy.
            Jeśli komuś zoperowano ropny wyrostek robaczkowy i rana się zagoiła, to nie należy jej rozdrapywać, wyciągać jelit z zawartością gówna i oglądać, czy ślepa kiszka jest na pewno dobrze zoperowana.
            • lorusza Re: Za malo... 25.08.11, 12:02
              "Rozgrzebywać dawnych emocji nie wolno, bo to się źle kończy."
              tzn, jak zle, umrze czlowiek? czy moze kogos ukatrupi??? to, ze boli grzebanie w tym chyba nikogo nie dziwi, wtedy tez bolalo.... moze teraz damy rade przejsc przez ten bol i sie pozbyc tego co ciazy... nie tobie sadzic co dla kogo dobre... dla jednego moze jest inna droga inni moze wlasnie tak beda mogli sobie z tym poradzic ale wyrokowanie, ze to sie zle skonczy jest po prostu niemadre....wracajac do twoje analogii medycznej: jezeli kosc sie zle zrosnie to czasem trzeba ja od nowa polamac by to krzywe zrosniecie zroslo sie lepiej, nie wszystko co bylo idzie w zapomnienie....
              • piesbaskervillow Re: Za malo... 25.08.11, 12:36
                Tylko debil może się godzić na taką terapię a wyjątkowo cyniczna i chciwa osoba taką terapię proponować i stosować.

                Wyobraź sobie, że wróciłem z wojny zwanej pokojową misją. Męczą mnie koszmary, lęki, nie mogę spać, mam suicydalne myśli. I "terapeuta" mi mówi, trzeba jeszcze raz przez to przejść, dasz rade, warto. Zatem przypominam sobie "pod kontrolą" terapeuty co czułem strzelając w obronie własnej do powstańca, co czułem jak kolegę rozerwała mina, jakie emocje mną targały podczas ostrzału obozu z granatnika, co myślałem o swoim debilnym dowódcy, którego miałem ochotę zabić.
                Fajna terapia. Potem pewnie inny terapeuta zaproponuje terapię leczącą złą terapie tego pierwszego.
                W końcu wyląduję u psychiatry, który nafaszeruje mnie prochami i będę leżał gapiąc się w sufit, czasem wyprowadzą mnie do ogrodu, abym spacerował drobnymi, parkinsonowskimi kroczkami. W końcu, którejś nocy zrobię lepperjadę.
                • jubale Re: Za malo... 25.08.11, 13:08
                  To jaka terapie wybierzesz, jest wybitnie twoja sprawa. Nikt i nigdy do zadnej cie nie zmusi. Nawet gdybys stracil wolnosc i byl pozbawiony praw obywatelskich, nadal nikt cie do zadnej terapii zmuszac nie bedzie.
                  Natomiast co zadziwi wytrawnego psychologa to ten niesamowity strach, lek i wrazliwosc na przezycie starych emocji, na nowo. Bo w tym wychodzi brak kontroli nad emocjami. W koncu to "ty" decydujesz jaka sile bolu im nadasz...

                  Poza tym w tym co piszesz wykazujesz dyletanctwo i brak wiedzy na temat wspolczesnych badan nad praca mozgu. Chocby wiedzy o calkiem niedawno odkrytych neuronach lustrzanych.

                  Chcesz sie leczyc swoja metoda, to sie lecz....Mozna oczywiscie rane, ktora ma gleboka infekcje, obmyc i oblozyc bandazem, w wierze, ze i tak samo sie zagoi....W koncu po co ja oczyszczac rozdrapywac itp. Skoro boli...
                  Zapominasz tylko o jednym,ze dzis starych ran z infekcja nie rozdrapuje sie do bolu,w celu usuniecia infekcji, ale leczy sie skutecznie dosc nowoczesnymi metodami...

                  Podobnie jest z metodami leczenia w psychologii i tylko od wiedzy, kreatywnosci i inteligencji terapeuty zalezy w jakich metod uzyje...

                  Nauce dzis nie idzie zaprzeczyc, w prostaczkowy sposb myslenia, sorry...

                  • piesbaskervillow Re: Za malo... 25.08.11, 14:03
                    Jak to nikt nie zmusza do terapii??? Nie pod pistoletem, ale rozmaite formy nacisku są. Chcesz rozwodu- nie, nie, najpierw idź na terapię. Jesteś uzależniony- na terapię, bo cię wyleją z pracy. Masz problemy małżeńskie, rodzinne- rodzina i przyjaciółki chórem krzyczą- na terapię!!!
                    Ta durna, amerykańska moda przywlekła się do nas.

                    > Poza tym w tym co piszesz wykazujesz dyletanctwo i brak wiedzy na temat wspolcz
                    > esnych badan nad praca mozgu. Chocby wiedzy o calkiem niedawno odkrytych neuron
                    > ach lustrzanych.

                    Ha, ha, odkryto niedawno, czyli ponad 20 lat temu. Poza tym nie ma bezpośrednich dowodów, że są one u człowieka. I co to ma wspólnego z tzw. terapią?

                    Dziwne, że pseudoterapią zajmują się przeważnie kobiety. Mają te swoje dyplomiki i certyfikaciki i mieszają w główkach im podobnym "pacjentkom". Same są po przejściach, niepozbierane, rozwiedzione, rozmemłąne, ale kurują inne.

                    Może by jednak KK zgodził się na wyświęcanie bab na kapłanki? Byłoby ciekawie :(
                    Na razie wiedźmy* "sprawdzają się" w działalności terapetycznej.

                    *wiedźma- żeński odpowiednik mędrca.
                    • jubale Oj! 25.08.11, 16:50
                      Cie dzis polamalo, no miej swoja chwile....:=)
                    • to.niemozliwe Re: Za malo... 04.09.11, 14:41
                      Co proponujesz w zamian?
                  • leda16 Re: Za malo... 26.08.11, 21:43
                    jubale napisała:

                    > Nikt i nigdy do zadnej
                    > cie nie zmusi. Nawet gdybys stracil wolnosc i byl pozbawiony praw obywatelskich
                    > , nadal nikt cie do zadnej terapii zmuszac nie bedzie.


                    Akurat w tym względzie pieseczek ma rację a Ty bredzisz jak stara dewotka tyle, że czczonym przez Ciebie bożkiem nie jest Pan na niebiosach, tylko psychoterapeuci czyli ludzie dla kasy wytresowani w manipulacji osobnikami słabymi psychicznie i sugestywnymi. Bywają też nazywani prostytutkami przyjaźni, ponieważ za forsę UDAJĄ współczucie, empatię, akceptację. Znam przypadek, gdy całkowicie zdrową psychicznie matkę sąd na wniosek biegłych psychologów zmusił do terapii a od jej odbycia uzależnił zwrot odebranych i umieszczonych w DD maleńkich dzieci. I drugi, gdy ojczym pobił nieletnią pasierbicę przy biernej postawie matki i właśnie tą dziewczynę sąd zmusił do odbycia psychoterapii pod groźbą skazania na przymusowy pobyt w Ośrodku Wychowawczym.



                    Bo w tym wychodzi brak kontroli n
                    > ad emocjami. W koncu to "ty" decydujesz jaka sile bolu im nadasz...


                    No trudno, żeby małe dziecko miało kontrolę nad emocjami skoro nawet niektórzy dorośli mają z tym ogromne problemy. Natomiast słuszna jest zasada, żeby się w gó...e, czyli gó...anym dzieciństwie nie grzebać, bo czasu nie cofniesz a przeszłości nie zmienisz.
                    >
                    > Poza tym w tym co piszesz wykazujesz dyletanctwo i brak wiedzy na temat wspolcz
                    > esnych badan nad praca mozgu.


                    Noo, jeśli chodzi o tą współczesną wiedzę, to udowodniono już, że psychoterapia jest w większości przypadków nieskuteczna.
                    .dzis starych ran z infekcja nie rozdrapuje sie do
                    > bolu,w celu usuniecia infekcji, ale leczy sie skutecznie dosc nowoczesnymi meto
                    > dami...


                    Tu się z Tobą zgodzę. Infekcje leczymy antybiotykami a niezrównoważenie psychiczne czyli to "niedawanie sobie rady" z emocjami - psychotropami. Jeszcze żadne mielenie ozorem nikogo ani nie zmieniło ani nie wyleczyło. Natomiast zaburzenia osobowości, różne DRD, DDA, DD-sra itp. są nieuleczalne a dowodem na to jest gonienie tych egocentrycznych, zapatrzonych w siebie histeryczek z terapii na terapię bez najmniejszego skutku.


                    > Podobnie jest z metodami leczenia w psychologii i tylko od wiedzy, kreatywnosci
                    > i inteligencji terapeuty zalezy w jakich metod uzyje...


                    Przede wszystkim, gdyby psychoterapeuci chcieli cokolwiek "leczyć" już by się masowo tłumaczyli w sądzie karnym, bo od leczenia w całym cywilizowanym świecie są wyłącznie lekarze. Natomiast mielić ozorem może każdy, z certyfikatem lub bez.


                    > Nauce dzis nie idzie zaprzeczyc, w prostaczkowy sposb myslenia, sorry...


                    On nie zaprzecza nauce.Zaprzecza Twoim zabobonom.
                    • jubale A... 26.08.11, 23:01

                      pies+, to jakis twoj znajomy? Bo jakos tak w kostke lecicie dosc podobnie, bez pilota ....:=)))
                      Poza tym dosc zabawne sa twoje teksty i mozna naprawde niezle sie nad nimi ubawic....
                • lorusza Re: Za malo... 25.08.11, 16:38
                  mozesz miec odmienne zdanie ale nazywanie debili ludzmi, bo mysla inaczej niz ty....koniec tematu
                  • piesbaskervillow Re: Za malo... 25.08.11, 20:57
                    Debil to osobnik o poziomie intelektualnym 12latka. W skali Wechslera może mieć nawet 69 pkt.
                    Nie ma w tym określeniu niczego obraźliwego. Ot, lekko upośledzony.
                    Dawać go na terapię- nie zaprotestuje, uwierzy, że to dla jego dobra :((
                    • zawsze.kosia Re: Za malo... 26.08.11, 08:20
                      To moze powiem cos...minelo troszke czasu i moge stwierdzic i mam nadzieje ze mi sie nie wydaje, ze terapia mi jednak pomaga,pozwoliła spojrzec na moje relacje z ludzmi a szczególnie na zwiazki z innej strony - nie mojej, ja zyłam w jakims transie ze kocha mnie ten co ciagle musi mi to udowadaniac, specjalnie stwarzałm stuacje odrzucenia, konfliktu,zeby ciagle widziec ze on sie stara, okazuje miłosc....jednak wiem,ze nie na tym zwiazek polega.....

                      Własnie teraz jestem w fazie gdzie nie stwarzam takich sytauacji..i szczerze to mi tego mega brakuje, ale trudno zeby nie po tylu latach takiegi funkcjonowania...nie wiem co z tego wyjdzie...ciezko mi bez ciaglego udowadaniania mi ze on mnie kocha..w sposób chory to było ale było...:(
                      • lorusza Re: Za malo... 26.08.11, 09:13
                        i tak trzymac, czeka cie zapewne jeszcze wiele malych tajemnic o sobie do odkrycia. trzymam kciuki a malkontentami i negatywnie naladowanymi osobami nie przejmuj sie :)
                      • jubale Re: Za malo... 26.08.11, 10:52
                        .i szczerze to mi tego mega brakuje

                        _______________

                        To podbiega pod zaburzenie narcystyczne. W koncu wcale nie dziwne z opisu jaki podalas gdzie matka byla oziebla emocjonalnie i nie zapewnila podstaw w wychowaniu.
                        "Narcyz" potrzebuje stalego potwierdzenia o swojej wartosci i ze jest kochany.

                        Odwrocic sie i zlekcewarzyc jego uczucia to poczuje sie ogromnie zraniony....

                        Zaburzenie narcystyczne towarzyszy wiekszosci zaburzen nerwicowych itp. w tym bordeline...
                        • zawsze.kosia Re: Za malo... 26.08.11, 11:39
                          > Odwrocic sie i zlekcewarzyc jego uczucia to poczuje sie ogromnie zraniony....
                          >
                          > Zaburzenie narcystyczne towarzyszy wiekszosci zaburzen nerwicowych itp. w tym b
                          > ordeline...


                          tak , czuje sie zraniona..ale tez teraz patrze na to tez troche z innej perspektywy, bo wiedzac skad to sie bierze, zaczynam rozumiec i gdy pojawia sie to uczucie odrzucenia przypominam to sobie i nie wpadam w trans...
                          • zawsze.kosia Re: Za malo... 26.08.11, 11:45
                            na razie sama sie ciagle pilnuje...ale nie wiem jak bedzie dalej, chodze na terpaie od 3 mies...i terpeutka mi wspomniała ze minie jeszcze duzo czasu zanim moje myslenie sie zmieni ..przeciez od zawsze myslałam inaczej...nie wiem, niewiem...na razie sama chce sprawdzic co wyjdzie z mojego zaufania i wiary w mój zwiazek bez kłótni...tez czasem wydaje mi sie ze on mnie nie kocha, no bo nie udowadnia mi ciagle uczczucia...ale spytałam sie wprost co teraz czuje, powiedział ze teraz czuje sie wyluzowany i czuje sie naprawde ok..tak wiec...przychodza mi tez do głowy mysli..których sama sie boje i nawet nie chciałam tu sie przyznac, ale pomyslałam,ze teraz zwiazek ten nie jest mi potrzebny...:( straszny egoizm z mojej strony,,,,
                            • jubale rzeczywiscie.... 26.08.11, 12:00
                              Trzeba dosc dlugo sie uczyc nowego myslenia. A 3 mies. terapii to zbyt krotko aby cokolwiek mowic i prorokowac....


                              Realcja to rowniez TY. I ty w tej relacji. Podstawy relacji tworza sie wtedy, gdy jestes sama ze soba. Bez jakiejkolwiek 'relacji sercowej' z drugim czlowiekiem...

                              Czasami strach przed samotnoscia sprawia,ze ludzie lgna do trudnych relacji i osob. Zawsze lepsze w ich mniemaniu jest bycie z koms pomimo wszystko niz zycie samemu ze soba. Lub zycie obok....
                              Ten twoj strach psuje ci wiele. Bo czego sie boisz? Ze bedziesz egoistka? Jezeli sobie zrobisz to na co masz ochote?

                              W obecnych czasach zaufanie to nie jest cos co serwuje sie na tacy. Wiele osob zanim wejdzie w jakis zwiazek doslownie przejza osobnika/osobniczke jak na rentgenie. Wynajmuja tez prywatnych detektywow.

                              Zaufanie musi sie opierac na konkretnej wiedzy. Nikt nikomu nie powinienien ufac w slepo. Na zaufanie trzeba sobie zasluzyc.

                              I twoje rozterki wobec jego uczciwosci wcale nie musza byc irracjonalne...
                              Wiec zanim zaufasz moze lepiej go poznaj. Nie z tego co on deklaruje, ale z tego jakim jest naprawde....
                              • zawsze.kosia Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 12:53
                                ja w tej chwili ufam sztucznie, poniewaz nie ufam sercem tylko tym, ze obiecalam i tez zeby sprawdzic siebie...ciezko mi uwierzyc ze mozna ufac, w dzisiejszych pustych czasach..a ufac mezczyznie???wydaje mi sie to niemozliwe ze facet potarfi byc wierny..mnie nawet wkurza jak on spojrzy sie na inna..masakra,...wiem ze to ja TYLKO JA sie z tym mecze ale widze co sie dzieje dookoła..
                                • zawsze.kosia Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 13:01
                                  i najgorsze co musze sobie przyznac, ze cieko mi dawac...nie umiem, za to odbierac mogłabym ciagle i ciagle mi mało..
                                  • jubale Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 13:20
                                    Po prostu jestes zakochana...Tak sobie mysle...

                                    Masz racje w dzisiejszych czasach trudno o ludzi porzadnych. Kiedys sie jeszcze starali, no bo co inni powiedzieliby...I takie tam socjalne tabu...
                                    Dzis juz udawac nie musza. Posiadanie kochanka, czy kochanki to norma w wielu srodowiskach. W ktorych bedziesz dziwakiem jezeli im poiwesz,ze nie masz kogos takiego i sobie nie zyczysz....

                                    Taki styl zycia... A ze stylem zycia trudno jest walczyc.

                                    Ludzie ci klamia swoim partnerom. Nie zdaja sobie sprawy,ze okradaja tych ludzi nie tyle z zaufania, co z poczucia ich wlasnej wolnosci. Wolnosc prywatna- im zabieraja. Wolnosc zycia tak jak naprawde ci uczciwi partnerzy sobie by zyczyli. To jest kradziez z dobr na poziomie mentalnym i duchowym. Robia to ludzie na ogol bezmyslni. Tchorze! Tchorze, tchorze...
                                    Ktorzy obawiaja sie stanac zyciu z otwarta przylbica...Ludzie bez charakteru i twarzy.

                                    Zimabardo, w swoich ksiazkach, stawaia ludzi o niskaich moralach, na rowni z tymi, co poniektrych mozna spodziewac sie wszystkiego co najgorsze... Ludzie ktorzy zdradzaja swoich partnerow, to sa tez ci wlasnie ludzie, ktorzy zawodza w najtrudniejszych momentach zycia, np. chorobie, kalectwie, itp.

                                    Dlatego twoje podejrzenia nie musza byc wyssane z palca, moga byc jak najbardziej sensowne.

                                    Dlatego jezeli mozesz go sprawdzic to go sprawdz. Ale tak b. dyskretnie, zanim mu zaufasz.
                                    • zawsze.kosia Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 13:26
                                      nie wiem jak sprawdzic...jedynie czas moze pokazac..chociaz jak mnie zdradzi to pewnie moge sie nie dowiedziec...porąbane to wsyztko...chyba lepiej byc samemu i sie na nic nie narazac dochodze do takiego wniosku.....niestety...
                                      • jubale Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 14:05
                                        Nie, jak najbardziej byc z kims kogo kochasz i ufac. Lecz najpierw go dobrze poznac.
                                        Mozna sprawdzic jak sie chce. Widac to po stylu bycia. Styl zycia i tak wychodzi w zachowaniu czlowieka...Napewno osoba niestabilna, leniwa, bez ambicji, ogladajaca pornografie, flirtujaca z innymi, nie nadaje sie na serio zwiazek.
                                        • zawsze.kosia Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 14:10
                                          o to chodzi, ze to człowiek na którego moge liczyc, który mi wiele pomógł w bardzo trudnych sytuacjach...który nie flirtuje, nawet nie lubi internetu za bardzo...nie jest uzalezniony od niczego....i mówi o sobie ze jest porzadny i ma swoje zasady....taki jest....wiec czemu nie potrafie zaufac???moze potrzebuje wiecej czasu...moze najpiwerw w siebie powinnam uwierzyc...?nie wiem,,,a pytan coraz wiecej..
                                          • mona.blue Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 15:34
                                            Skoro dotąd wszystko w porządku to daj sobie czas, obserwuj go w różnych sytuacjach i wyciągaj wnioski, zaufanie przyjdzie z czasem.
                                            • zawsze.kosia Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 15:49
                                              tak ,powiedziałam soebie, ze tylko wtedy ktos pokaze jaki jest jesli sie nic od niego nie oczekuje.....takie proste a zarazem jakie trudne...
                                              • leda16 Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 22:34
                                                zawsze.kosia napisała:

                                                > tak ,powiedziałam soebie, ze tylko wtedy ktos pokaze jaki jest jesli sie nic od
                                                > niego nie oczekuje.....



                                                Bynajmniej. Nie jest ważne, jak traktuje Ciebie, bo oczywiste, że na etapie tokowania każdy stara się przedstawić w jak najlepszym świetle, tylko jak traktuje rodzinę, wrogów, rywali, dzieci, żebraków, do czego dąży, jakie ma pasje, nałogi, czy jest wesoły, zajmujący, mściwy, zawistny, pogodny, zaborczy, jak znosi porażki, czy nauczony współżycia w rodzinie. To i wiele innych rzeczy musisz wiedzieć zanim zdecydujesz się z nim być.
                                    • leda16 Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 22:25
                                      jubale napisała:

                                      To jest kradziez z dobr na poziomie mentalnym i duchowym. Robia to ludzie n
                                      > a ogol bezmyslni. Tchorze! Tchorze, tchorze...


                                      Co jest kradzieżą? Przecież oni są młodzi, się dopiero poznają. Chłopak pozna kogoś , kto mu lepiej pasuję na żonę i matkę swoich dzieci, to oczywiście ją zostawi. Ona tak samo, ma prawo rozglądać się i szukać optymalnego kandydata na męża i ojca, a nie uwiesić się na pierwszych spotkanych portkach i robić łuki histeryczne gdy spodoba się jej ktoś nowy. Ty masz jakieś IX. wieczne kołtuńskie wyobrażenia na temat zdrady i wierności. Skoro przed ołtarzem, w cerkwi, kościele, synagodze, USC nie ma ślubu wierności to nie ma obowiązku wierności. A co sobie tam ślubują po 2 miesiącach znajomości z tyłkami na prześcieradle, tego nikt rozsądny poważnie nie traktuje.





                                      >
                                      > Dlatego jezeli mozesz go sprawdzic to go sprawdz. Ale tak b. dyskretnie, zanim
                                      > mu zaufasz.



                                      Czy ktoś będzie wierny po paru miesiącach znajomości bądź po ślubie, też nijak nie sprawdzisz. Bo chyba do grobowej deski musiałabyś "sprawdzać". Średnia przyjemność całe życie być śledczym. Dlatego zmień panna priorytety i zamiast ufnością, kieruj się przyjemnością. Na męża wybierz nie takiego, któremu "ufasz", tylko takiego, z którym chcesz miło spędzić ileś tam lat życia. Niekoniecznie wszystkie lata, bo wbrew harlequinom, bardzo często nie jest to możliwe. Człowiek kocha, a miłość się kiedyś kończy i nic na to nie można poradzić. Uczucia od naszej woli nie zależą, zobowiązania tak.
                                • leda16 Re: rzeczywiscie.... 26.08.11, 22:00
                                  zawsze.kosia napisała:

                                  nie ufam sercem tylko tym, ze obiecala
                                  > m i tez zeby sprawdzic siebie...ciezko mi uwierzyc ze mozna ufac,


                                  Do ufania panienko nie służy pompa ssąco-tłocząca czyli serce, tylko rozum. Nie wiesz jak go używać to zabawę w "związki" zostaw dorosłym, a sama marsz do piaskownicy.





                                  ufac mezczyznie???wydaje mi sie to niemozliwe ze facet pot
                                  > arfi byc wierny..



                                  I najczęściej nie potrafi. Czasami zdradzi Cię po paru miesiącach lub po prostu się Tobą znudzi , a czasami po 20-tu latach. Zresztą trudno mu się będzie dziwić, bo przecież Ty wcale go nie kochasz, tylko chcesz nim manipulować. Najlepiej wykłuj facetowi oczy, żeby na inną nawet nie spojrzał i wyrwij język, żeby się do innej nie odezwał. Jednak mózgu już mu nie usuniesz, żeby o innej nie myślał - spokojnej, dojrzałej emocjonalnie i zrównoważonej psychicznie kandydatce na żonę i matkę swoich dzieci, którą Ty raczej nie zostaniesz, skoro potrafisz się koncentrować wyłącznie na swojej du, sorry swoim czubku nosa. A psychoterapia też Ci rozumu do głowy nie naleje.
                                  • piesbaskervillow Re: rzeczywiscie.... 27.08.11, 01:04
                                    Leda, bede Twoim fanem. Nawet jesli masz tylko 16 lat.
                                    • leda16 Re: rzeczywiscie.... 27.08.11, 08:15
                                      piesbaskervillow napisał:

                                      > Leda, bede Twoim fanem. Nawet jesli masz tylko 16 lat.

                                      Jesteśmy w jednym wieku - XXI.
                                      • kunegunda.live Re: rzeczywiscie.... 30.08.11, 17:15
                                        Coś mnie podkusiło i zerknęłam na forum!
                                        Przeczytałam wątek i nasunęło mi się nieodparte wrażenie,że to zwolennicy PIS piszą te negatywne komentarze o psychoterapii.
                                        Dlaczego ? Czytam ciągle ich nienawistne komentarze pod artykułami z GW i myślę sobie ,że trzeba być masochistą do kwadratu,by tak się angażować w czytanie znienawidzonych publikacji redaktorów z GW .Podobie rzecz ma się tutaj -identyczna postawa i skrajny masochizm.
                                        Na forum psychologia najwięcej do powiedzenia mają osoby,które wręcz pałają nienawiścią do psychologów i wszelkich psychoterapii i absolutnie nie wierzą w w ich skuteczność.

                                        Byłby to ciekawy materiał do badań.Jakie zaburzenia osobowości się za tym kryją ?

                                        Kunegunda
                                        ---------------------------------------------------------------
                                        "Bądźcie pozdrowieni,Nadwrażliwi za Waszą czułość w nieczułości świata,za niepewność-wśród jego pewności
                                        za to,że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem..."(Prof.K.Dąbrowski-"Posłanie do nadwrażliwych"
                                        • leda16 Re: rzeczywiscie.... 30.08.11, 23:19
                                          kunegunda.live napisała:


                                          > Byłby to ciekawy materiał do badań.Jakie zaburzenia osobowości się za tym kryją
                                          > ?


                                          Z pozycji swojego zawodu zapewniam Cię , że żadne ;). Natomiast zabobonna wiara w skuteczność leczenia chorób i zaburzeń psychicznych za pomocą mielenia ozorem, skrywa intelektualną miernotę.
                                          • jubale Re: rzeczywiscie.... 31.08.11, 00:36
                                            leda16 napisała:

                                            > kunegunda.live napisała:
                                            >
                                            >
                                            > > Byłby to ciekawy materiał do badań.Jakie zaburzenia osobowości się za tym
                                            > kryją
                                            > > ?
                                            >
                                            >
                                            > Z pozycji swojego zawodu zapewniam Cię , że żadne ;). Natomiast zabobonna wiara
                                            > w skuteczność leczenia chorób i zaburzeń psychicznych za pomocą mielenia ozor
                                            > em, skrywa intelektualną miernotę.
                                            >
                                            >________________________________

                                            Alez o jakim ty zawodzie tu mowisz, przezabawna istoto nadmuchana fantazja i marzeniami jak balon, o zawodzie na kierunek, ktory nikt i nigdy by cie przyjal, a o ukonczeniu i dyplomie mowy byc nie moze...Psychologia, to kierunek dla ludzi, ktorzy umieja pracowac umyslem, a nie miela jak roboty jezorem. Naucz sie w koncu 'nieszczesna intelektualistko' uzywac glowy, a nie tylko na niej siedziec...
                                            • to.niemozliwe Re: rzeczywiscie.... 02.09.11, 04:12
                                              Leda ma jakies deficyty empatyczne, to w ogole jakis mlotkowy jest i "w fabryce z mlotkiem szaleje" :-D. I taka trzeba ja lubic! ;-)
                                              • jubale Mlotkowa... 05.09.11, 14:08
                                                Nie da sie lubic ludzi pokroju ledzi, dlatego ze ludzie ci nie kochaja siebie samych, na tyle aby te uczucia wzbudzic u innych...wedlug teorii Ericha Fromma

                                                Natomiast, fakt ze siebie nie kochaja, nie szanuja - odczujesz od razu...:=)
                                  • to.niemozliwe Re: rzeczywiscie.... 02.09.11, 04:23
                                    Rozum potrzebny do ufania? Myslisz, ze mozna wydedukowac zaufanie do kogos, czy to bardziej kwestia emocji?
                                    Dwa posty wyzej twierdzisz, ze w zwiazku zaufanie sie nie liczy tylko
                                    nalezy sie kierowac przyjemnoscia i wlasnym interesem. Czy to znaczy, ze dobre zwiazki powstaja poprzez odzucenie logicznego rozumowania?
                                    • out23 Re: rzeczywiscie....też do Ledy ! 02.09.11, 10:09
                                      Rozum potrzebny do ufania? Myslisz, ze mozna wydedukowac zaufanie do kogos, czy
                                      > to bardziej kwestia emocji?

                                      Zdecydowanie rozum jest potrzebny do ufania.. zawierzenie na emocjach to naiwność.
                                      Na dodatek sa osoby nastawione na wzbudzanie zaufania, żeruja na tym bezwiednie lub z wyrachowaniem, wykazujac zdumienie lub kończąc "czy ja Ci coś obiecywałem"

                                      > Dwa posty wyzej twierdzisz, ze w zwiazku zaufanie sie nie liczy tylko
                                      > nalezy sie kierowac przyjemnoscia i wlasnym interesem.

                                      Tu cyt Leda 16
                                      "zamiast ufnością, kieruj się przyjemnością. Na męża wybierz nie takiego, któremu "ufasz", tylko takiego, z którym chcesz miło spędzić ileś tam lat życia.
                                      Spędzenia życia miło...hehehe
                                      Zaufanie bierze sie z obserwacji i pewnego pasowania się nadzieii ze złudzeniami.
                                      Stąd kierowanie się w zwiazku przyjemnoscią i interesem jest wykorzystywaniem sytuacji.

                                      Tu nadal cyt Leda 16
                                      "Natomiast zabobonna wiara w skuteczność leczenia chorób i zaburzeń psychicznych za pomocą mielenia ozorem, skrywa intelektualną miernotę"
                                      Miernota jest rozłozona po calym społeczeństwie, stąd żadne sito nie odsączy dokladnie dobrych od niedobrych psychoterpeutow. Osobiscie zetknalem się z takimi, którzy pomagali wielu ale nie jednostkom, natomiast pozostali potrafili pomoc tym niewielu stąd uchodzili za gorszych.
                                      Mielisz jęzorem, jakbys chciała ich zastapic i wykolegować nie całkiem bez sensu ale często z przesadą.

                                      Refleksja i empatia to sa braki ... ale pies B. nie rozróżnia uczuc wyższych od ..stad pewnie
                                      "macha ogonem" jak Cię czyta
                                      Reasumując ..psychterpeuci angażując sie emocjonalnie wypalaja się, stad nie mogą w duzej części byc skuteczni.
                                      Z drugiej strony nie angazując się (mechanizm obronny) zaczynają byc zimni i instrumentalni
                                      i też zatracją skuteczność..
                                      I spotykamy niedokształconych , wypalonych i zimnych i ryzykownie uogólniamy.
                                      Dobrych jest zawsze za mało...

                                      każdy ma swoje zdanie a racja jest po środku !?
                                      kto szuka racji ?
                                      • to.niemozliwe Re: rzeczywiscie....też do Ledy ! 02.09.11, 10:49
                                        > Zdecydowanie rozum jest potrzebny do ufania.. zawierzenie na emocjach to naiwność.
                                        > Na dodatek sa osoby nastawione na wzbudzanie zaufania, żeruja na tym bezwiednie
                                        > lub z wyrachowaniem, wykazujac zdumienie lub kończąc "czy ja Ci coś obiecywałem"

                                        W takim sensie, to rozum jest do wszystkiego przydatny, tak, że Twierdzenie powyższe nie jest jakoś szczególnie osobliwe. Mi chodzi o to, że "decyzja", a może raczej "nastawienie", bo to precyzyjniejsze okreslenie; co do zaufania komuś nie jest wynikiem procesu logicznego, tylko instynktownego. Bardziej opartego na intuicji i emocjach niż ważeniu argumentów.
                                      • leda16 Re: rzeczywiscie....też do Ledy ! 05.09.11, 08:23
                                        out23 napisał:
                                        > Refleksja i empatia to sa braki ... ale pies B. nie rozróżnia uczuc wyższych od
                                        > ..stad pewnie
                                        > "macha ogonem" jak Cię czyta


                                        A skąd wiesz, że nie rozróżnia? Obserwowałaś go w realu, znasz jego związki z osobami znaczącymi, czy tylko szukasz pretekstu aby na podstawie subiektywnych założeń zdyskwalifikować Jego twierdzenia?



                                        > Reasumując ..psychterpeuci angażując sie emocjonalnie wypalaja się, stad nie m
                                        > ogą w duzej części byc skuteczni.
                                        > Z drugiej strony nie angazując się (mechanizm obronny) zaczynają byc zimni i in
                                        > strumentalni
                                        > i też zatracją skuteczność..


                                        Angażują się emocjonalnie?! A po co? Angażują się i owszem wyłącznie w SWOJE problemy. Nigdy w cudze. Na tej samej podstawie psychoterapeuta NIGDY nie prowadzi psychoterapii osób bliskich, chirurg nie operuje członka rodziny a biegły sądowy nie ma prawa orzekać w sprawie osób znajomych. Zaangażowanie emocjonalne wyklucza psychoterapeutę z grona profesjonalistów.


                                        > I spotykamy niedokształconych , wypalonych i zimnych


                                        Te EPITETY Twoim zdaniem wykluczają wiedzę, profesjonalizm, skuteczność, uzyskanie prawa do wykonywania zawodu itp.? Jedna psycholożka napisała kiedyś w opinii sądowej na temat mojej pacjentki "zimna, sztywna, oschła". Wykpiłam ją w sądzie, który przychylił się do mojej opinii iż użyte stwierdzenia nie są diagnozą psychologiczną tylko epitetami zaskarżalnymi i karanymi saądownie z paragrafu o zniesławienie.



                                        > kto szuka racji ?


                                        Po co szukać racji tam, gdzie sie ją ma?
                                    • leda16 Re: rzeczywiscie.... 05.09.11, 08:05
                                      to.niemozliwe napisał:

                                      > Rozum potrzebny do ufania? Myslisz, ze mozna wydedukowac zaufanie do kogos, czy
                                      > to bardziej kwestia emocji?


                                      Można wydedukować przesłanki dla obdarzenia kogoś zaufaniem. Wiadomo, że dedukcja odbywa się na podstawie empirii. Natomiast ufać "emocjonalnie" to tyle, co założyć sobie pentlę na szyję. Emocje wyłączają rozum. Np. w wielkim gniewie, nienawiści, zaleganiu afektu itp. nie sposób myśleć racjonalnie.Oczywiście miłość nie jest emocją, jest uczuciem, ale nienawiść również. Potrafi trwać latami i mącić rozum czyli fakty traktować subiektywnie i wybiórczo, dopóki już nie sposób im zaprzeczać. Wtedy pojawia się lament - ojoj a ja tak mu ufałam...



                                      Czy to znaczy, ze dobre
                                      > zwiazki powstaja poprzez odzucenie logicznego rozumowania?


                                      A dlaczego? Jest Ci z kimś dobrze, bo WIDZISZ, że on(a) w wielu wypadkach spełnia Twoje oczekiwania, ma podobny system wartości, itp. To wszystko naturalnie postrzegasz rozumowo.
                                      • to.niemozliwe Re: rzeczywiscie.... 05.09.11, 09:16
                                        Czyli, np. kobieta maltretowana, pozostająca przy mężu alkoholiku ma w gruncie rzeczy deficyty intelektualne, tzn. przyjmując Twój punkt widzenia, to nie wystarcza jej rozumu, żeby to ogarnąć i się wyzwolić. Rozumiem, że np. taki prof Religa, który wiedział jak szkodliwe dla serca i sprzyjające nowotworom jest palenie, a mimo to palił nałogowo tez był w gruncie rzeczy...niezbyt inteligentny? Czy tak? Usiłuję pojąć Twój tok rozumowania....
                                        • leda16 Re: rzeczywiscie.... 05.09.11, 23:56
                                          to.niemozliwe napisał:

                                          Usiłuję pojąć Twój tok rozumowania....


                                          Nie sądzę :(.
                • to.niemozliwe Re: Za malo... 04.09.11, 15:16
                  To ja Ci odpowiem w stylu i zgodnie z logika tak balwochwalonej przez Ciebie Ledy...
                  Jak ktos za kase jechal na misje, to powinien wiedziec, ze to nie spacerek i moga mu leb urwac, a ze jest trepem, to zna reguly, ze i glupiego rozkazu ma posluchac. Widzialy galy, gdzie sie pchaly. Wiec teraz niech nie lazi po terapiach na koszt podatnika, tylko niech wezmie dupe w troki i znajdzie sobie robote, a nie darmozjadzi na rencie i ujada, ze jak korki od szampana strzelaja, to on ma mokro w gaciach.
                  PS
                  Ja sie z ta logika nie zgadzam, ale rozumiem, ze Tobie o pasi. ;-)
              • leda16 Re: Za malo... 27.08.11, 08:31
                lorusza napisała:

                > "Rozgrzebywać dawnych emocji nie wolno, bo to się źle kończy."
                > tzn, jak zle, umrze czlowiek? czy moze kogos ukatrupi???


                Znajduje w tym upodobanie, rodzice stają się kozłami ofiarnymi, na których może zwalić wine za swoje nieudacznictwo,nabywa przekonania, że jest biedny, słaby, skrzywdzony przez najbliższych, należy mu się współczucie i szczególne względy, jak dla kaleki.



                to, ze boli grzebanie
                > w tym chyba nikogo nie dziwi,


                Och, bywają zboczeńcy zwani masochistami. Lubią zadawać sobie ból. A dokładniej chodzi o to, że taka psychicznie niezrównoważona, rozmemłana Kaśka czy Maryśka uwielbia koncentrować na sobie czyjąś uwagę. Jak wtedy, gdy była dzieckiem. Teraz nic się już wokół niej nie kreci, ale psychoterapeuta za pieniądze się pokręci. Więc na bezrybiu i rak rybą :). Nic jej nie interesuje, nie ma żadnych planów, pasji, potrafi się koncentrować wyłącznie na swym rozbuchanym ego.


                nie tobie sadzic co dla kogo dobre
                > ... dla jednego moze jest inna droga inni moze wlasnie tak beda mogli sobie z t
                > ym poradzic ale wyrokowanie, ze to sie zle skonczy jest po prostu niemadre....


                A dlaczego? Facet ma zdrowy osąd, jest pozbawiony infantylnej egzaltacji i ślepej wiary w wartość psychoterapii, założę się, że jeśli pracuje, to nad realizacją zadań a nie NAD he, he - własnymi emocjami.
            • to.niemozliwe Re: Za malo... 04.09.11, 14:52
              Wbrew pozorom istnieje cos, co mozna by nazwac obokswiadomoscia, moze i pod-. Nawet daje sie zlokalizowac i wykorzystac do badan, np. w neuromarketingu.
              Jest zawiazana z podstawowymi postawami, emocjami, intuicja, lekami, instynktem walki.
              Z pewnoscia nie raz sie spotkales z przeczuciami, jakims nieznanym, choc silnie odczuwanym doswiadczeniem realnosci np. leku, choc obiektywnie brak bylo powodow. To wlasnie efekt dzialania podswiadomosci, przeciez nie myslenia logicznego.
    • krytyk2 Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 04.09.11, 14:51
      jest czas terapii i jest czas budowania związku
      i jest czas rozwalenia psychicznego
      wszystko ma swoja głęboka logikę i dynamikę rozwoju
      nie mozna bezkarnie wybierac w tym samym momencie dwoch sprzecznych celów i znoszacych sie emocjonalnie czynności
      jesli masz depresje nie możesz iśc na terapie
      jesli juz Ci sie rozwala związek niczym go nie uratujesz
      do terapii możesz przystapić wyciszona ,uspokojona i w miare poskladana
      • out23 Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 04.09.11, 21:25
        popolemizuję nieco..
        - logiki to tu raczej nie ma
        - dynamika moze jest
        - jak przystapic do terapii skoro jest dynamika
        - jak sie wyciszyć
        Bywa,ze obecnośc innych, grupy lub wykonywanie jakis czynnosci emocje i napięcie, jazda na rowerze ,tenis, siłownia -pomaga
        Najczęsciej potrzebna jest druga osoba która weżmie za reke i poprowadzi.. wsparcie..
        -jeżli związek sie rozwala, to mimo małych szans trzeba go ratować aby przynajmniej zapanowac po części nad sytuacją

        ja wiem reszta jest O.K. a wszystkim nie może być dobrze ,
        każdy ma swoję zdanie a racja jest po środku
        • krytyk2 Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 04.09.11, 21:58
          wyraz "logika"użylem potocznie- w tym sensie w logice emocji niemozliwe jest odczuwać jednoczesnie złośc i radośc w tej samej kwestii.

          Bywa,ze obecnośc innych, grupy lub wykonywanie jakis czynnosci emocje i napięci
          > e, jazda na rowerze ,tenis, siłownia -pomaga


          to troche trąci myszką-teorie ,ze wysilek fizyczny zlikwiduje ci napiecie a tym samym zasadniczy problem emocjonalny ,ktory cie drązy od miesiecy..
          terapia jest rodzajem wgladu w samego siebie.nie mozesz skutecznie zobaczyć czegoś pod mikroskopem jesli trzesie sie stól na ktorym on stoi a dodatkowo trzesa ci sie ręce,ktorymi podkrecasz zblizenia

          wyciszyc sie mozna prosto-przy pomocy srodkow farmakologicznych,dopiero na przygotowanym /fizjologicznie/gruncie mozesz dalej spokojnie pracowac nad problemem,czyli samym sobą
    • out23 Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 04.09.11, 21:46
      Psychoterapia moze pomóc , ale w sensie wsparcia, ktore odbuduje cos, co jest w miarę zrównoważonymi relacjami ze światem. Być moze sa jakieś sprawy
      z przeszlości, bywa, ze zrozumienie ich wpływu na teraźniejszosc będzie znaczące.
      Stąd grzebac w starych sprawach raczej trzeba aby dociec skąd sie biora takie a nie inne postawy Twoje i jego reakcje.
      może nie dośc dokładnie przeczytalem ale;
      - brakuje mi wiedzy o tym czy on wie co sie z Tobą dzieje , że chodzisz na trapię czy chce Ci pomóc...
      -dlaczego ten spec od ludzkiej duszy nie wezwal go na jakąś rozmowę
      jest tu nadal wiele niewiadomych, mimo szeregu ciekawych wypowiedzi... wyszlo za malo pytań I Twoich odpowiedzi..
      Mam czasem wrażenie, ze potrzebny jest jakiś standardowy zestaw pytań , pod rubryka co czytać i wg tego zestawu opowiedziec o sobie, jak długo trwa zwiażek , czy mieszkacie razem , o relacjach z ludźmi o , rodzinie o sexie, moze o ty co lubisz robic, jak wyglada Twój dzien, czy w pracy Cię lubią, czy uprawiasz sport. jak wyglada ta terapia, jak długo trwa..
      a nie
      >tamtje nie pamieta..nie wierze....raaatuuunkkkuuuu
      > uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

      Przeciez to moze byc trollowanie albo dramat braku komunikacji i z nim i tu
      iles tu ludzi wpada na chwilę i często tarmosi sie o słowa w kolejnych wątkach
      i dopytuje o co chodzi..

      ja wiem reszta jest O.K. a wszystkim nie może być dobrze ,
      każdy ma swoję zdanie a racja jest po środku
      • zawsze.kosia Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 05.09.11, 19:59
        Nie jestem trolllem...
        Dzisiaj postanowiłam ze zakoncze ten zwiazek, za bardzo kocham i za bardzo cierpie...to nie ma sensu..
        Tak sie zaczełam zastanawiac czy terapeutka powinna go zaprosic na moja sesje?wiedzac co sie dzieje..hm..wiem tylko ze sama o tym myslalam, tylko jakos nie wiedziałam jak do tego podejsc, ale teraz za pozno..chce byc sama, wtedy człowiek liczy sam na siebie i moze osiagnac swiety spokój...
        • jubale Kosiu, kosiu, kosiu...=))) 05.09.11, 23:44
          To twoje zycie, i twoje w nim wybory....Jednak zanim pojde spac, a zab mi nawala...To napisze ci tak.

          Ze to zerwanie to nie zewrwanie...to forma kary jaka sobie zadajesz za ten caly rozgardiasz.

          Wez zycie na spokojnie i jak mowia plyn z pradem, a samo sie potoczy. Po co sie martwisz o te bzdury?

          Zdrady, niezdrady - to nie jest caly swiat. Czego oczy nie widza tego serce nie boli....jak mowili starzy...

          Nie psuj sobie zycia impulsywnymi decyzjami bo fajnych chlopcow wielu nie spotkasz...A po co masz byc sama...

          Wiec obiecaj ze z ta decyzja poczekasz...:=)))) Dobrejnocki ci zycze i spij i nie martw sie o rzeczy, ktore zapewne cie nie dotycza....
        • out23 Re: nie daje juz rady a chodze na terapie... 06.09.11, 11:28
          zawsze.kosia napisała:

          > Nie jestem trolllem...
          > Dzisiaj postanowiłam ze zakoncze ten zwiazek, za bardzo kocham i za bardzo cier
          > pie...to nie ma sensu..
          > Tak sie zaczełam zastanawiac czy terapeutka powinna go zaprosic na moja sesje?w
          > iedzac co sie dzieje..hm..wiem tylko ze sama o tym myslalam, tylko jakos nie wi
          > edziałam jak do tego podejsc, ale teraz za pozno..chce byc sama, wtedy człowiek
          > liczy sam na siebie i moze osiagnac swiety spokój...
          Na szereg pytań odpowiedzialas ,ze nie jesteś trollem..
          natomiast sporo ludzików nie wie jak przebiega komunikacja

          Decyzja o zerwaniu dla swietego spokoju jest ucieczka od nierozwiązanych problemów, ktore
          kto wie czy nie powróca w innym związku..
          Może zmienić terapeute, aby wyciagnąc wszsytko zdanej sytuacji

          Pracowałem w swoim czasie obok powiedzmy terpeutów,widzialem ich błedy i dylematy..
          Ten twój terapeuta to kobieta..? Ile lat praktyki zawodowej i gdzie..
          Powinnaś pójść do niej i powiedziec ..niech Pani mi cos o sobie...
          Wg moich podejrzeń na 10 terapeutów 3-4 spelnia jakies moje niedookreślone kryteria,
          Wg mojej jakies tam wiedzy hm ogólnej itp, sporo zalezy od wywiadu z Toba jakie zostaly zadanie pytania i jak zostal nazwany Twoj problem
          czyli diagnostyka...
          Stąd kazda dokladna odpowiedz na pytania tam czy tu pozwala Tobie na w jakimś sensie kontrolowanie przebiegu terapii..
          jak jestes gotowa sie diagnozować ( a nic nie jest proste bez Twojego współudziału)
          To pisz do kogoś na priv,do tych ,ktorzy sa w swoich wypowiedzaich w jakis sposób bliscy.
          na poczatku ustal, kto Cie prowadzi : dorobek , cV, zycie prywatne,status materialny, pasje, hobby - tylko czlowiek w jakimś sensie otwarty i zrównoważony i wyposazony w umiejętnosc stosowania wiedzy jest w stanie zajać sie drugi człowiekiem. Jeżeli dorabia w gabinecie po południu, to moze traktuje Cie instrumentalnie. Popatrz czy jest zmęczona...
          Potem napisz o partnerze
          I o sobie..
          Napisanie dla samej siebie jest bardzo pomocne. Po 4 tygodniach napisz jescze raz, nie patrzac w poprzednie i porównaj
          Umownie , mowi sie, ze tak samo się dlugo wychodzi z dołu jak się w niego wpada.
          jest np: takie pytanie..
          czy wiesz więcej o przyczynach obecnego stanu rzeczy, czy czujesz sie zdiagnozowana..
          no co liczyłaś...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka