saana
17.05.04, 11:35
chce to z siebie wyrzucic - zaplatalo sie okropnie.
po 3 latach niemozliwosci zamieszkania razem, w koncu 3 miesiace temu udalo
sie. Poczatek byl fatalny bardzo, pokonywanie odleglosci psychicznych barier
itd.Ale dawalismy sobie z tym rade pomalu ale do przodu. Nic co prawda nie
ruszalo sie z naszym intymnym zyciem
- te trzy trudne lata samotnosci wprowadzily sie do naszej sypalni. To juz
bylo kiepskie bo mamy z regularnoscia starac sie o dziecko pod okiem kliniki
nieplodnosci.
I jakos zaczelismy wychodzic z kryzysu ale On wyjechal na tydzien krotki,
tydzien (zalatwic cos dla nas) w czasie ktorego ja nie dawalam sobie rady z
samotnoscia. Mialam mu za zle ze nie dzwonil wystarczajaco czesto, ze musial
zostac dzien dluzej zeby zjesc obiad z kolegami ktorzy mu pomagali, bylam
roztrazniona i okropna i jednoczesnie zraniona. Ale czulam sie paskudnie bo
widmo tych 3 lat gdzies sie tlilo. A teraz wrocil i jest fatalnie zimno
pomiedzy nami. Rozmawiamy spimy przy sobie On mnie obejmuje ale lod jest.
Rozmawialismy o tym. O zamknieciu oboje to czujemy. Wiem ,ze kocham go i wiem
ze On kocha mnie. Ale lod nie pozwala nam do siebie dojsc.
Nie wiem co robic.
te trzy lata byly tak ciezkie bo mieszkalam somotnie w obcym kraju .