Dodaj do ulubionych

JAK SOBIE RADZICIE?

31.05.04, 15:08
nie mogę się powstrzymać od lodów, ani od lenistwa. wolę leżeć pół niedzieli na trawie przed domem rodziców i gadać z przyszłą bratową :), mamą i bratem, niż iść na rower. z drugiej strony wmawiam sobie, że to dobrze. w piątek i sobotę rodzina rozpieszczała mnie, mówiąc jaka jestem super, bo jestem przed obroną a po absolutorium. że są dumni.
rosły mi skrzydła.
oczywiście kto chciał, i tak miał za co krytykować.

nie mogę się powstrzymać od lodów. nie mogę, i już. wariuję na tym punkcie, mam obsesję lodową. tym bardziej przy tej pogodzie.

więc można powiedzieć: moje postanowienia do kitu. nic nie udało się.
choć hmmm parę razy KUSIŁO JAK DIABLI, a ja nic :)

CHCĘ CZEKOLADY, DO DIABŁA.
teraz chcę.
jestem smutna, mam taki teraz rozwalony okres w życiu, nie mogę się w nim odnaleźć i jestem coraz grubsza...

chce mi się płakać...


ale dam radę, dam radę, nawet jak zaraz nie wytrzymam i pójdę do sklepu...

muszę dać
nie wiem jak,
ale poradzę sobie...

jestem załamana strasznie, strasznie.
ale to przejdzie, musi...

trzymajcie się kochane dziewczyny,
mam nadzieje że u Was lepiej...
Obserwuj wątek
    • marciia Re: JAK SOBIE RADZICIE? 01.06.04, 09:15
      U mnie nie jest lepiej:(

      Powoli trace nadzieje ze uda mi sie cos zmienic. Dzis chce zaczac od nowa.
      Najgorsze jest to ze wokolo tyle pokus. Z jednej strony zazdroszcze ci horlaa
      ze mieszkasz sama. Ja musze przygotowywac posilki dla rodziny, ciagle krece sie
      w kuchni. Dzieciaki nauczone jedzenia slodkiego wciaz wolaja: mama co kupilas?
      Sa chetne by isc do sklepu po lody i inne smakolyki. Dla meza nie ma takze dnia
      bez slodkiego. Oni mnie namawiaja, kusza. A ja jestem slaba i przyzwyczajona do
      takiego stylu odzywiania.
      Tyle ze moja rodzina nie ma problemu z jedzeniem. Znaja umiar. A ja jak zaczne
      to nie moge przestac:(
      Chodze juz jakis czas na psychoterapie ale niewiele ona zmienia. Spotkania z
      terapeuta nie dotycza typowo odzywiania, ale ten temat sie tez przewija czasem.
      Czy wy tez tak macie ze trudno cokolwiek wyciagnac z terapeuty?

      m.?
      • horlaa Re: JAK SOBIE RADZICIE? 01.06.04, 09:24
        trudno wyciągnąć z terapeuty???
        nie, w ogóle...
        ja mówię, mówię, nie mogę się nagadać - czuje sie że wreszcie ktoś jest po to, aby mnie słuchać i być dla mnie! choć jedna osoba!!!
        więc gadam i gadam - ona wie wszystko.

        trzeba się otworzyć i opowiedzieć, terapia może naprawdę pomóc - przedstaw swój problem z jedzeniem jako problem - dobry terapeuta powinien na to jakoś zareagować!

        powodzenia

        i
        trzymajmy się dalej!
        (nawet jak się łamiemy) :)
        • be81 Re: JAK SOBIE RADZICIE? 02.06.04, 09:27
          Marciaa ,wierz mi jak się mieszka samej to tym bardziej człowiek się może nie
          ograniczać :-0
          Nie łamać mi się dziewczyny, co to ma znaczyć <tutup>:)!!!!!!!!!aa i najlepiej
          nie wprowadzać zakazów żadnych ani nakazów !!!!mówię wam!!!!!
          Wszystko w umiarkowanych ilosciach to pewno złoty środek na życie, jeśli chodzi
          o wszystkie dziedziny życia;)
          Ja straciłam w ogóle apetyt i zainteresowanie jedz. przez sprawy towrzysko-
          duchowe:-0 tylko za to znów palę:(((( wiecie jak bywa.. Heh znów wierzę ,że
          wyszłam raz na zawsze z tego.
          jak tu się przekonać i zmobilizować do pójscia do psychologa, to trudne , jeśli
          generealnie częsciej jest lepiej niż gorzej, no ale pamiętam jeszcze zeszły
          tydzień co wyprawiałam to się w głowie nie miesci a ile kasy wydałam buu.
          Walczymy dajej!!!!!!!!!!:)))))))))))))))
          • horlaa Re: JAK SOBIE RADZICIE? 02.06.04, 10:39
            właśnie, co to tego mieszkania samotnie, to trudno powiedzieć - oba wyjścia są gorsze. i gdy z kimś się mieszka, i samotnie.
            myślałam kiedyś, że rozwiązaniem będzie np. jedzenie posiłków na stołówce (przez rok mieszkałam w internacie) - ale i tak się obżerałam samotnie...

            więc chyba to nie kwestia miejsca, w którym się mieszka - zawsze coś może pomóc i przeszkodzić.

            najważniejsze żeby nasza psycha sobie z tym radziła... ;) ech, tylko jak to zrobić? pracuję nad tym, wy też pracujcie, może na coś wpadniemy :)

    • negritha Re: JAK SOBIE RADZICIE? 02.06.04, 15:35
      No więc u mnie to wygląda tak: Postanawiam sobie że będe dla siebie dobra że
      nie będe za dużo od siebie wymagać i jest nawet ok. Jem normalnie bo wiem że
      mogę robić co chce. W wolnych chwilach czytam książki, śpie, czasem troche się
      poucze i nie czuje przymusu jedzenia bo jest mi po prostu dobrze. Napady
      pojawiają się kiedy coś muszę. Np wczoraj i dziś jestem non stop obżarta bo mam
      jutro zaległy egzamin. Czuję się nic nie warta i wymyślam sposoby jak się
      wykończyć. Mam dość swoich studiów. Nie mogę powiedzieć że jestem zmęczona
      nauką bo się specjalnie nią nie przemęczałam. Chodzi o to że nic mnie tu nie
      ciekawi. Najchętniej już bym je rzuciła, ale nie chce iść też do pracy. Inne
      studia też nie wchodzą w rachubę bo nic mnie nie ciekawi. Nie chce się uczyć,
      nie chcę pracować, a ponieważ nie można nic nie robić (wyrzuty sumienia) to
      chciałabym po prostu żeby coś mnie zabiło. Mam już chyba obsesje na punkcie
      śmierci. Z jednej strony koszmarnie się jej boję z drugiej pragnę. Ech,
      dlaczego wystarczy jedno małe wyzwanie, żeby zepsuć cały tygodniowy wysiłek
      pracy nad swoimi uczuciami...?? Z dnia na dzień czułam się ze sobą lepiej.
      Tymczasem wystarczył jeden egzamin bym poczuła się jak śmieć i przepłakała pół
      dnia. Mogłam po prostu dać sobie spokój, nie podchodzić, dalej zająć się sobą.
      Ale chciałam lepiej, chciałam zacząć powoli naprawiać swoją nienajlepszą
      sytuację. No i w efekcie nie było warto. Tak czy siak nic nie umiem, nienawidzę
      siebie jeszcze bardziej niż przed tą chwilową "poprawą" i jestem grubsza o
      kolejny kilogram. A pomyśleć że jeszcze przede mną kilkanaście takich zaliczeń.
      • negritha Re: JAK SOBIE RADZICIE? 02.06.04, 15:44
        Ech, czuję taką złość na tych którzy mnie lubią lub kochają. Mam ochotę
        krzyczeć: jakim prawem mnie kochacie?? Przecież nie zasługuję na to. Jestem
        beznadziejna a oni mimo wszystko mnie kochają. Ech, w głowie mi się to nie
        mieści, przecież to nienormalne, nielogiczne. Tylu jest dobrych ludzi, którzy
        są sami, którym ciężko w życiu. Jestem ostatnią która zasługuje na to wszystko
        co mam. Nie chcę tego, nie chcę miłości i przyjaźni. Przyjmowanie i jednego i
        drugiego za bardzo mnie boli.. to zbyt niesprawiedliwe.. boze, jestem taka
        głupia.
        • horlaa Re: JAK SOBIE RADZICIE? 02.06.04, 18:29
          negritha!!
          to, że cały tydzień udało ci się być dla siebie dobrą to super!!! niesamowicie dobrze się to czytało, wyobrażam sobie jak ci było ze sobą fajnie.... jeden nieudany dzień o niczym nie świadczy: wiadomo, stres egzaminacyjny - ludzie robią wtedy różne rzeczy - jedni nie jedzą, inni jedzą, inni piją hektolitrami kawę a jeszcze inni mają destrukcyjne myśli :) spoko, będzie dobrze. po egzaminach wróć do tego poprzedniego stanu, nie zapominaj o nim, skoro było dobrze. to ważna rzecz.

          co innego Twoje studia. na pewno jest jakies wyjscie z tej sytuacji. skoro cie to nie interesuje, mozesz odpuścic i rzucic studia. mozesz też zdać sesje a potem przeniesc sie na cos innego. skoro nie chcesz pracowac to polecam inne studia, jest wiele fajnych kierunkow :)
          aha, jeszcze cos - wazne jest dlaczego wybralas akurat ten kierunek? z jakich powodow? bo moze to tylko zwyczajny kryzys, ja tez moje studia mialam ochote rzucac przed sesja, uwazalam ze jest porąbany i filozoficzny kierunek i atmosfera, w ogole mi to nie odpowiadalo. a teraz - przeszlo, inni zaczeli mi zwisac a ja odnalazlam swoja "nisze" w ramach tego kierunku i jest ok.
          na pewno warto to wszystko przemyslec ale nie w sposob: nie ma dla mnie ratunku tylko smierc, bo smierc też jest ucieczką w jakiś sposob......

          tym bardziej, że są ludzie, którzy cię kochają.
          masz super, zazdroszczę i gratuluję. ciesz się z tego, doceń to. oni mają jakieś powody że cię kochają, nie ufasz im? uważasz że mylą się, że mają poprzestawiane w głowie bo cię kochają?
          oddaj im tą miłość, doceń to, że jesteś dla nich ważna, powód nie jest istotny...

          piszesz że tyle jest dobrych ludzi, którzy zasługują na uczucie. ty też jesteś wśród nich. każdy zasługuje na uczucie. nie odmawiaj sobie prawa do bycia kochaną, z jakiej racji???

          ps. wcale nie jesteś głupia, tylko zagubiona :)
          myśl o sobie lepiej.
          • marciia Re: JAK SOBIE RADZICIE? 03.06.04, 09:36
            Wczoraj bylo dobrze, naprawde dobrze.
            Jadlam niewiele.. z umiarem. Nawet mnie nie ciagnelo specjalnie. Nie musialam
            sie kontrolowac.
            Chcialabym zeby takie samopoczucie trwalo wiecznie.
            Czulam sie jakas taka silna wewnetrznie, mialam poczucie ze moje zycie idzie w
            dobrym kierunku. No i moze dlatego nie musialam sie objadac?
            Terapeutka wczoraj pomogla mi sobie uswiadomic jedna rzecz. Ja sie buntuje
            czesto w zyciu. Nie zgadzam sie na takie zycie jakie mam. Nie zgadzam sie na
            siebie. Mam mnostwo wymagan, planow. I chcialabym to wszystko kontrolowac.
            Najpierw planuje (nie jem nic slodkiego!, w ogole nic nie jem-dieta, ucze sie
            jezykow, godzina jogi, godzina medytacji, itp.) i to jest ten moment euforii.
            Jestem szczesliwa i wszystko mam pod kontrola. Cale moje zycie to jedno wielkie
            planowanie. I to ciagle od nastepnego poniedzialku.
            Tyle ze takie planowanie nic nie daje. Predzej czy pozniej sie buntuje
            przeciwko nalozonemu samej sobie rezimowi. Plan ulozony dla samej siebie
            traktuje jako narzedzie kontrolowania samej siebie, karania siebie. Tak jak
            kiedys moja mama bardzo mnie karala:(
            Chcialabym sobie zwyczajnie odpuscic. Zyc zgodnie z tym co jest w danej chwili,
            jak sie czuje w danej chwili. Bo plan nie uwzglednia moich uczuc.
            Moze gdy pokocham siebie bede jesc tyle ile moje cialo potrzebuje? Bo gdy jem
            za duzo to trace energie i w ogole:(

            m.
            • horlaa Re: JAK SOBIE RADZICIE? 03.06.04, 15:55
              masz dużo racji, marciia
              za dużo planowania: ja lubie sobie ustalać tak samo jak Ty - to od poniedziałku godzina sportu dziennie, nie jem czekolady, nie robię tego i tego... a potem myślę sobie: co to kurczę, za narzucanie sobie jakichś dziwnych zasad? a gdzie luz i radość życia? :)
              przez to się tak miotam(y).


              no wlasnie, dobrze by bylo po prostu pokochać siebie, ot tak. niezależnie od wagi, wyglądu, wszystkiego. po prostu polubić siebie.
              ja często zauważam że jak mi coś spadnie, wypadnie, przewróci się, mówię sama do siebie: ale kretynka. ale idiotka. ale głupia. niby śmiejąc się - śmiejąc z własnej głupoty, ale jednak coś w tym jest nie tak.
              traktuję siebie jak byle kogo - tak nie powinno być...

              ps. a propos tej energi to też się pod tym podpisuję. jedzenie to rzecz której poświecamy tyle siły, energii, zdolności... wszystkiego. a można by to ukierunkować w inną stronę...

              ps.2. zawsze odpisując na posty dziwię się, jakim cudem jesteśmy takie podobne wszystkie tutaj.... :)
          • negritha Re: JAK SOBIE RADZICIE? 03.06.04, 20:04
            Ech, tyle się napisałam i wszystko się skasowało...(!!!) :-(
            No więc na początku powiem że ostatni tydzień był dla mnie dośc wyjątkowy. Do
            niczego się nie zmuszałam, byłam dobra dla siebie, nie czułam przymusu
            jedzenia, nie walczyłam nawet z chęcią objadania się. To wszystko przyszło tak
            lekko, naturalnie, swododnie..tak też się czułam. No ale niestety chwila
            stresu spowodowała że wróciłam do starych "sprawdzonych" metod. Zauważyłam jak
            zmienia się mój sposób myślenia, jak z każdą mijającą godziną czułam
            narastającą niechęć. Teraz jestem po egzaminie. I myśle że nie warto było
            tracić (tak, tracić!) dwóch dni z życia dla głupiego zaliczenia. I nie myślę
            tak dlatego że mi kiepsko poszło ;-) Jeśli zaliczę, powiem to samo: nie warto
            było! Po zaakceptowaniu swojego ciała (a więc zredukowaniu stresu związanego z
            przymusem odchudzenia) zaczęło mi się również udawać zaakceptować swoją
            osobowość, swoje wady. I nadal chcę żeby mi się udawało. Jestem leniwa,
            niesystematyczna, bałaganiara itd ale mimo to chce być w zgodzie ze sobą już
            teraz a nie dopiero wtedy kiedy będę lepsza. Ech chce dalej robić to co przed
            tą "wpadką". Mam już teraz poczucie że nie było warto, więc może do następnych
            egzaminów podejde z większym dystansem? Heh, dużo bym naraz chciała ;-)
            Ale naprawdę widzę jak niewielkie ma znaczenie że to akurat jedzenie jest moim
            problemem/nałogiem. To mogłoby być równie dobrze coś zupełnie innego,
            destruktywnego. Tak myśle, przynajmniej. Bo ja nigdy nie byłam osobą o której
            można było powiedzieć że kocha jeść. Nie lubię bardzo wielu potraw. Mogę przez
            dłuuugi czas jeść to samo. No i do tego mam trochę upośledzony węch więc nie
            odczuwam podobnież "pełni smaku". Dlaczego więc jedzenie? Na pewno nie z
            miłości do niego...
            A kierunek wybrałam niestety z braku innych perspektyw. Nudzi mnie co prawda
            ale nie jest ściśle zawężony więc myślałam że pozwoli mi się uczyć różnych
            rzeczy. Nie był to chyba najlepszy wybór, ale raczej najlepszy z realnie
            możliwych.
            Jeśli chodzi o tą miłość.. To fakt, odmawiam sobie prawa do bycia kochaną. Na
            szczęście pare osób mi ostatnio powtarzało że każdy zasługuje na ciepło. Zawsze
            kiedy słyszę tego typu słowa to aż mnie w gardle ściska i przełykam łzy. Ja po
            prostu nie czuje żebym zaslugiwała na miłość :-( No bo jak to? Tak po prostu,
            bez niczego..? Tak wiem, może tak właśnie jest. Taka jest przynajmniej teoria,
            bo nie kocha się za coś. Tylko, że muszę się jeszcze nauczyć to czuć.
            Dzięki za ciepłe słowa, horlaa :-)
            I dzięki za to forum, na którym mogę się wyżalić bez szkody dla nikogo :-)
            • horlaa Re: JAK SOBIE RADZICIE? 03.06.04, 20:24
              negritha, widzę że Ty już jesteś na dobrej drodze! coraz lepiej gadasz :))))

              po wieloma rzeczami z Twojego posta moglabym sie podpisac, tak na marginesie. tak samo/podobnie czuję i mam.

              wiesz, super że nie łamiesz się po jednym dole i chcesz nadal czuć sie fajnie - o to wlasnie chodzi, bo przeciez kazdy ma prawo mieć stres i gorszy dzień i wtedy się zaniedbać. tego się ucze na terapii taka jestem mądra :D

              i nie mów sobie że chcesz za dużo naraz! bądż taka jak przed "wpadką" --> do następnych egzaminów podejdź na "eksperymentalnym" luzie i zobacz czy to się uda, czy te 2 rzeczy da się pogodzić :)

              musisz mieć fajnych ludzi dokoła siebie! super...! doceń to i rozkoszuj się tym! to piękna rzecz...

              trzymaj się, do boju z uśmiechem na twarzy! :)

              ps. a to forum jest właśnie dla takich postów, jak Twój :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka