Dodaj do ulubionych

O samotnosci

06.06.04, 01:53
ostatnio ktos zadal tu pytanie
czy samotnosc to sciema?
chicle w swoim watku o dozgonnym kochaniu
poddaje pod watpliwosc
szczerosc wobec siebie nawzajem..

a mi jakos tak przyszlo do glowy
ze samotnosc, klopoty
z utrzymaniem dluzszego zwiazku
rozwody

sa wynikiem tego, ze ostatnimi czasy
za duzo chcemy dla siebie
nie umiemy rezygnowac w imie czegos
kosztem siebie
co nie przyniesie nam na dzien dzisiejszy
wiekszej korzysci

poza tym moze kiedys
mielismy "tylko" siebie nawzajem

a dzis mamy net, komorki
(poznanie, zdrada na wyciagniecie reki przez sms czy gg)
prace po 16 godzin na dobe
shopoholizm (tak to sie pisze?)
i inne dobroci
tore przybyly w ostatnich latach

co o tym sadzicie?
moze inny powod?
a moze powodu wiekszego nie ma?

pozdr.cossa
Obserwuj wątek
    • Gość: az Re: O samotnosci IP: *.magtel.net.pl 06.06.04, 02:31
      Związek z definicji oznacza (współ)odpowiedzialność. Czyż nie?
      A komu dziś się chce nakładać na siebie odpowiedzialność?

      "sopho-cośtam"
      Ty cosso masz tu rozterki literowe, a ja nie wiem o co Ci się rozchodzi.
      Co to takiego ten sopho...?
    • Gość: Imagine Re: O samotnosci IP: *.adsl.navix.net 06.06.04, 02:31
      to nieprawda o czym piszesz. ludzie nigdy nie byli Z KIMS z wyboru tylko z musu,
      z ukladu, z potrzeby prokreacji, z potrzeby posiadania niewolnika. komorki, nety
      nie maja tu nic do gadania, moze tylko to, ze uswiadamiaja nam jak latwo jest
      oddalic sie od kogos, siadajac na przyklad przy kompie i miec widok pieknych
      kobiecych narzadow przed soba na zawolanie.
      Dobry temat cossa.
      Imagine.
      • Gość: luty Re: O samotnosci IP: *.dialup.mindspring.com 06.06.04, 03:27
        Odpowiadasz na :
        Gość portalu: Imagine napisał(a):


        siadajac na przyklad przy kompie i miec widok pieknych
        > kobiecych narzadow przed soba


        To juz teraz wiemy gdze byles, jak Cie nie bylo...prosiaku
        • Gość: Imagine Re: O samotnosci IP: *.adsl.navix.net 06.06.04, 03:55
          cichaj, nie krzykaj ...
      • j_ar Re: O samotnosci 07.06.04, 09:40
        > to nieprawda o czym piszesz. ludzie nigdy nie byli Z KIMS z wyboru tylko z
        musu z ukladu, z potrzeby prokreacji, z potrzeby posiadania niewolnika.

        hehehe.. o dziz.. naprawde nie przestaniesz mnie zadziwiac...ale tak troche to
        smutne, ze nigdy tak sam z siebie nie byles z kims, tylko musiales sie
        zmuszac..naprawde... bo bedac z kims tylko dlatego , ze chcesz z tym kims byc
        jest duzo zabawniej;)

        >uswiadamiaja nam jak latwo jest
        > oddalic sie od kogos, siadajac na przyklad przy kompie i miec widok pieknych
        > kobiecych narzadow przed soba na zawolanie.

        ? i juz mozna sie oddalic? o qrcze... mozesz odac jakas strone? hahahaha
    • jmx Re: O samotnosci 06.06.04, 03:56

      Mam wrażenie, że obecne związki to "ja"+"ja" a nie "my".
      Nie ma świadomości wspólnoty, bycia "w jednej drużynie".
      Bardziej powszechny jest model jakiegoś ugrywania,
      udowadniania swoich racji, przepychanek; coś jak w
      polityce - interes poszczególnych ugrupowań jest ponad
      interesem kraju.

      Powody? Wszystko jest idealne, a partner/partnerka nie.
      No więc się szuka następnych i następnych... żeby
      wpasować w schemat "udanego życia człowieka sukcesu".



      PS. Prawie równo ;-)
    • caorle Re: Dążenie 07.06.04, 14:47
      do szczęścia.
      Przemy na chama. Dążymy. Tylko nie zdajemy sobie sprawy z tego, że utożsamianie
      szczęścia z euforią i odczuwaniem określonych pozytywnych emocji to tak jak
      utożsamianie miłości z "motylami w brzuchu".
      Żeby byc człowiekiem szczęsliwym najpierw trzeba spełnic jeden podstawowy
      warunek - być człowiekiem wolny. Ale stop - wolność to nie samowola. To nie
      jest "robienie tego, co się chce".

      Gram na pianinie. Załóżmy, że potrafię zagrać wszystko co sobie wymyślę.
      Wszystko, co sobie ułożę w swojej głowie. Potrafię.
      Jestem wolna - nic, żadna nieumiejętność nie przeszkodzi mi w tym, bo
      znam "zasady" gry. Uczyłam się ich długo. Często się buntowałam przed ich
      poznaniem i ćwiczeniem. Ale gdybym ich nie znała - nie potrafiłabym zagrać
      niczego. Nie byłabym "wolna".Potrafiłabym jedynie trochę pobrzdąkać - a
      przecież nie o to mi chodziło, no nie?

      Małżeństwo to związek - odpowiedzialność. Zasada. Jak ją sobie odpuszcza
      odpuszcza też i następne. A potem następne. I brzdąka.
      • kvinna Gdzieś tam obiło mi się o uszy, że 07.06.04, 14:54
        powszechne jest traktowanie siebie nawzajem jak zepsutego sprzętu. Z tym, że
        nie naprawiamy sprzętu/związku, gdy coś szeleści, tylko kupujemy nowy/ruszamy
        na polowanie.

        Smutne.
        • caorle Re: A właśnie... 07.06.04, 19:00
          czy ktoś z Was pamięta ZURT ?:-)
      • ziemiomorze Re: Dążenie 08.06.04, 09:55
        caorle napisała:

        > do szczęścia.
        > Przemy na chama. Dążymy. Tylko nie zdajemy sobie sprawy z tego, że
        > utożsamianie szczęścia z euforią i odczuwaniem określonych pozytywnych emocji
        > to tak jak utożsamianie miłości z "motylami w brzuchu".

        W mojej opinii chodzi raczej o uciekanie od cierpienia. W naszych czasach jest
        wlasnie na to cisnienie: zeby nie czuc nieprzyjemnosci. Starosc, nuda, bol,
        strach - tego nie ma, to wypieramy, jest w cieniu. Takze samotnosc, takze
        problemy w zwiazkach, takze wysilek, dotyczacy bycia z kims drugim - wysilek
        tez jest czesto pojmowany jako cierpienie.

        > Żeby byc człowiekiem szczęsliwym najpierw trzeba spełnic jeden podstawowy
        > warunek - być człowiekiem wolny. Ale stop - wolność to nie samowola. To nie
        > jest "robienie tego, co się chce".

        Albo - brne dalej w moja teorie - 'wolnosc to nie jest nieczucie czegos
        nieprzyjemnego'.

        [...]
        > Małżeństwo to związek - odpowiedzialność. Zasada. Jak ją sobie odpuszcza
        > odpuszcza też i następne. A potem następne. I brzdąka.

        Karmi sie nas (no wlasnie - kto nas tym karmi?) zludzeniami, ze przyjdzie taki
        moment w zyciu, od ktorego wszystko juz bedzie dobrze. A on jakos nie
        nadchodzi; ciagle cos nie tak, ciagle na zakrecie (albo: wydaje sie nam, ze
        nadszedl i zuzywamy coraz wiecej energii, zeby karmic to zludzenie).
        Rozczarowanie jest w takiej sytuacji nieuchronne, i najlepiej za nie winic nie
        siebie, ale sytuacje albo najblizszych.
        I brzdakac.

        zet.
        • kwieto Re: Dążenie 08.06.04, 10:06
          > Karmi sie nas (no wlasnie - kto nas tym karmi?) zludzeniami, ze przyjdzie taki
          > moment w zyciu, od ktorego wszystko juz bedzie dobrze. A on jakos nie
          > nadchodzi;

          A mowilem ze oswiecenie to iluzja? :"P
          • ziemiomorze Re: Dążenie 08.06.04, 15:41
            kwieto napisał:

            > > Karmi sie nas (no wlasnie - kto nas tym karmi?) zludzeniami, ze przyjdzie
            > taki
            > > moment w zyciu, od ktorego wszystko juz bedzie dobrze. A on jakos nie
            > > nadchodzi;
            >
            > A mowilem ze oswiecenie to iluzja? :"P

            A, tak, zdaje sie, cos o tym mowiles.

            Zawsze jest jakie jutro
            :-)
            z.
    • maika7 Re: O samotnosci 08.06.04, 09:41
      Ale samotnośc w związkach to nie jest "zdobycz" ostatnich czasów, kiedy
      dostaliśmy do ręki komórki, sieć i pracę do upadłego. To było juz wczesniej.
      Wystarczy zerknąc na pokolenie rodziców...
      M.
      • kvinna Pokolenie moich rodziców nie rozwodziło się tak 08.06.04, 14:16
        powszechnie jak moje pokolenie.

        W tempie zatrważającym.
        Odwagą może jest trwać z boku i się temu przyglądać.
        Nie wiązać się z nikim.

        P.S. Pamiętam ZURT :) W moim mieście od dawna nie istnieje.

        ZURT dla par: położyć się razem w pozycji łyżeczki i razem oddychać. Nie tylko
        miło i ciepło, ale wg tantry zasila związek ;)
        • maika7 Ale, ale... 08.06.04, 17:13
          Liczba rozwodów może mówić nie tylko o tym, że jest źle między małżonkami. Może
          mówić też o tym, że teraz ludzie mają większą odwagę powiedzieć sobie "nie ma
          sensu trwać dalej przy sobie. Rozchodzimy sie i to daje nam szansę na nowy,
          może pełniejszy związek. Skoro ten okazał się pomyłką".
          Pokolenie moich rodziców też się nie rozwodziło tak powszechnie :-))), ale
          jakoś tak się złożyło, że i z porozumieniem wśród znanych mi par "z tamtego
          czasu" nie było różowo.
          M.
          • kwieto Re: Ale, ale... 08.06.04, 17:19
            A co dopiero w wiekach -nastych, gdzie malzonkowie przed slubem praktycznie sie nie znali, a po
            slubie umawiali sie ze soba na spotkania ("Pani mowi, ze moze Pana przyjac")
    • procesor Re: O samotnosci 08.06.04, 20:35
      cossa napisała:
      > co o tym sadzicie?
      > moze inny powod?
      > a moze powodu wiekszego nie ma?

      Kiedyś przynależność do grupy oznaczał większe szanse na przezycie. I nie mysle
      tu o prehistorii.
      Rodzina, klan, cech, związek zawodowy..

      Teraz samotna osoba ma większe możliwości zadbania o siebi. W sensie
      materialnym.
      Jednak chyba nasze "wnętrze" dalej by czuć sie dobrze potzrbuje innych ludzi.

      Ta sławetna "szklanka wody" co to ktoś ją poda.. Tu sie z Kwietem nie moglismy
      dogadac na ogół. :)

      Potrzebujemy ludzi by żyć. Nie po to by sie na nich uwieszać. Choroba sieroca,
      eksperymenty z małpkami pozbawionymi opieki matki.. Czy tego chcemy czy ni e -
      nie jestesmy stworzeni by żyć w samotności.

      Ale samotnośc jest nam potrzebna. :))
      Bo w niej możemy nawiązac najbliższy kontakt z samym sobą.

      Równowaga.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka