jedr-ek28
13.01.12, 16:15
Wstaję rano, przeważnie wstaję później niż powinienem przez co spóźniam się do pracy. Jadąc do pracy przeżywam ogromny stres, stres dotyczy spotkania z ludźmi. W pracy widzę ludzi rozmawiających ze sobą, jedzących ze sobą obiad, pijących ze sobą kawę. Ja praktycznie z nikim nie rozmawiam, wręcz unikam kontaktów z ludźmi. Nie chodzę z nikim na obiad, kawę czy porozmawiać. Boję się, że ludzie dostrzegają mój problem z blikością z innymi ludźmi. W pracy spędzam 8 godzin, wracam do domu i rozpaczam nad odczuwanymi negatywnymi emocjami. Że znowu czułem się samotny, bałem się kontaku z innymi, że ludzie uważają mnie za mającego problemy. W domu, pomimo, iż są w nim współlokatorzy, resztę dnia spędzam samemu.
Samotność boli, a najbardziej boli, kiedy widzę ludzi ze swoimi partnerami i dziećmi. Coraz częściej są to moi rówieśnicy.
Czy jest sposób na pokonanie problemu z bliskością? Czy nie ma innego sposobu, jak udać się terapię?
Kiedy spotykam się z ludźmi myslę sobie ale oni mają fajnie, mogą robić fajne rzeczy, mogą grać muzykę, robić filmy, pisać książki, być managerami, a ja wspominam czas, kiedy rodzice traktowali mnie jak swojego sługę. Ciągle zrób to, zrób tamto. Ten strers i lęk przed kolejnym dniem. Bałem się. Nie wyniosłem od nich wzorca na dobre relacje z innymi. Ci ludzie "na zewnątrz" nie chcą nawiązywać relacji z ludźmi takimi, jak ja, nie chcą rozmawiac o ich problemach. Próbowałem o tych problemach rozmawiać z rodzicami, ale usłyszałem od mamy mam w dupie Twoje problemy. Od tamtego momentu wiedziałem, że nie ma i nie będzie nikogo, kto będzie chciał wysłuchać, co myślę i co czuję. Nigdy nie rozmawiałem z rodzicami o tym, co myślę i co czuję. Nigdy tego z nikim nie robiłem.
Dlatego nie umiałem otworzyć się przed swoimi rówieśnikami, zawsze uważałem, że Ci lepsi ode mnie nie chcą mnie słuchać a ja byłem tym gorszym, pokrzywdzonym przez rodziców. W zasadzie nigdy tego nie robię. Nie potrafię być otwarty. Nie potrafię nic robić, nie potrafię być dla kogoś wartością, nie umiem nikomu w niczym pomóc.
Jednak i tak jest już dzisiaj lepiej niż kiedyś. Zdaję sobię sprawę z większej ilości faktów, które wpływają na moje obecne samopoczucie i więzi z innymi i całe moje życie. Jednak ciągle jest coś nie tak.
Piszę to z nadzieją, że ktoś to przeczyta i być może skomentuje.
Czy wie ktoś, jak pomimo swojej nieciekawej przeszłości pokonać barierę i otworzyć się na innych?